Hyundai Moka Garden by Jaime Hayon

Mam dla Was coś wyjątkowego. Wyjątkowe doznania artystyczne-wizualne – przynajmniej dla większości z nas, bo z pewnością nie wszyscy będą mieli okazję odwiedzić Koreę i na własne oczy podziwiać i wypróbować to cudo.

Cudo stworzył mój ulubiony designer Jaime Hayon, którego uwielbiam i podziwiam od dawna. Od dawna też śledzę jego coraz to nowsze pomysły i dzieła i nadziwić się nie mogę, ile tkwi w nim kreatywności, ile pasji, ile chęci do działania. Jest jednym z najbardziej charakterystycznych twórców, a jego styl jest rozpoznawalny na całym świecie. Nie idzie na kompromisy, tworzy tak, jak mu w duszy gra. I za każdym razem jest pięknie! I perfekcyjnie. Nie ważne czy są to elementy sztuki użytkowej, obrazy czy całe wnętrza, rzeźby i instalacje, zabawki, wazony, naczynia, meble czy nawet – karuzela. Zawsze się zachwycam. Zawsze!

Jednym z najnowszych dzieł twórcy jest niesamowita przestrzeń – cześć centrum edukacyjnego dla dzieci Hyundai Museum of Kids’ Books & Art (MOKA) położone w Hyundai Premium Outlet Space 1 w Namyangju, w Korei Południowej. Powierzono mu trzy części MOKA Garden:

  • MOKA Library (biblioteka)
  • Jaime Hayon Garden (wewnętrzny ogród)
  • MOKA Play (wewnętrzny plac zabaw)

Przestrzeń ta stanowi część ogromnego kompleksu skupiającego elementy rozrywki, edukacji, doświadczenia, kultury i sztuki, ale także umiejscowiono to szereg luksusowych sklepów.

Powiem Wam, że jeżeli tylko uda mi się kiedykolwiek odwiedzić Koreę, centrum to stanie na czele mojej listy rzeczy do zobaczenia!

Pozostawiam Was ze zdjęciami tych wspaniałych, magicznych, całkowicie odrealnionych i jakże specyficznych wnętrz. Ale to nie wszystko – prawdziwą perełką są szkice Jaimego, obrazujące jego proces twórczy.

No, ja jestem zakochana!

Więcej na hayonstudio.com


Na koniec – sam Jaime Hayon!

Nowe w Portfolio: Healthy2Wealthy Mikroliście

Spieszę do Was z nowym projektem!

A w zasadzie z efektami jednego z projektów, nad którymi ostatnio pracowałam. A że, muszę przyznać, praca ta sprawiała mi sporo radości, tym bardziej się cieszę, że… w końcu ożyła. Nie ma bowiem nic przyjemniejszego, jak obserwowanie tego, co wykiełkowało w mojej głowie – w realnym świecie. Namacalnym. A i słowo „wykiełkowało” pasuje tu jak ulał! Czemu?

Jakiś czas temu zgłosili się do mnie Daniel i Marcin z potrzebą stworzenia identyfikacji wizualnej dla ich młodziutkiej firmy Healthy2Wealthy. Przyznam, że wtedy słowo „hydroponika” było dla mnie mocno enigmatyczne. W pełni jednak ujęli mnie innym określeniem, które idealnie opisywało profil ich działalności – mikroliście!

Mikroliście! Czy to nie brzmi fantastycznie?

A zatem, wszystkim mieszkańcom na początek Krakowa i okolic donoszę, że od niedawna w Waszych warzywniakach i sklepach z ekologiczną żywnością możecie nabyć owe mikroliście. I dodam tu najważniejsze – są pyszne!



Mikrolistki to jakby forma przejściowa pomiędzy kiełkiem a dużą rośliną. Są łagodniejsze w smaku od kiełków i jakby bardziej soczyste. Idealnie nadają się jako dodatek do wszystkiego! A i do podjadania samodzielnie też. Wyglądają przepięknie i podkręcają wygląd każdego dania.

Z ciekawostek, które umieszczałam na plakacie chłopaków:

  • Mikroliście to podrośnięte kiełki z pierwszym liściem właściwym. Badania wskazują, że mikroliście zawierają do 16 razy więcej witamin i mikroelementów niż dojrzałe rośliny i z tego powodu zalicza się je do elitarnej kategorii „superfoods”!
  • Początkowo mikroliście stanowiły dodatek w wykwintnych restauracjach w Stanach Zjednoczonych. Zdobywają coraz większą popularność w Europie, ponieważ są pyszne oraz efektownie prezentują się na talerzu.
  • Są świeże i wolne od pestycydów.
  • Uprawiane są w idealnych dla nich warunkach i dostępne są przez cały rok.
  • Metodą, którą stosujemy w uprawie jest hydroponika. Mikroliście pobierają składniki rozpuszczone w wodzie, a nie w ziemi, dzięki temu rośliny są wolne od szkodników i chorób.


Temat zaciekawił mnie bardzo. Kiedy więc udało nam się zakończyć większość prac graficznych, wybrałam się do chłopaków, zobaczyć, jak owe liście rosną. Po pierwsze, ewidentnie widać, że firma dopiero się rozkręca, że dopiero poszukują sklepów partnerskich. Pomieszczenie jest niewielkie, a liści jeszcze stosunkowo niewiele. W chłopakach widać jednak zaangażowanie, a pasją z jaką opowiadają o liściach naprawdę się udziela.

Na środku niewielkiej salki stoi specjalny regał przystosowany do upraw, a na nim ustawione są pojemniki z rosnącymi liśćmi. W zasadzie wygląda to jak przedszkole dla roślinek. Całe pomieszczenie jest zamknięte, mieści się w przyziemiu i nie ma dostępu do słońca. Wiecie zatem, jak te liście rosną?



Tym właśnie zajmuje się owa tajemnicza hydroponika, w której wspominałam Wam na początku. Jest to forma nowoczesnego rolnictwa, które stało się popularne na Zachodzie. Tam bowiem dochodzi do szybkiej degradacji ziem uprawnych, głównie na potrzeby budownictwa, a co za tym idzie – coraz mniejsza powierzchnia pół może w pewnym momencie spowodować niedobór płodów rolnych. Rozpoczęto więc tam już na przykład przystosowywanie pomieszczeń pofabrycznych, starych magazynów czy wielkich szklarni na takie właśnie uprawy hydroponiczne, w których roślinki rosną ustawione warstwami, co sprawia, że rozwiązuje się problem braku powierzchni.

Co jednak tu najważniejsze – uprawy hydroponiczne są w pełni uniezależnione od zewnętrznych warunków atmosferycznych. Rośliny uprawiane są bez gleby. Do ich korzeni dostarczana jest napowietrzona woda ze składnikami odżywczymi niezbędnymi do ich wzrostu. Specjalne lampy emitują światło podobne do słonecznego. Cała więc energia, jaką roślina w normalnych warunkach pożytkuje na rozrost korzenia i poszukiwanie wody, teraz idzie w samą roślinę. Nie mamy pór roku, nie ma katastrofalnych susz czy ulew, roślina ma wszystko, czego potrzebuje, aby pięknie wzrastać. Nie stosuje się tu pestycydów, nie ma obaw o skażenie gleb, stosuje się optymalną ilość wody.



Marcin i Daniel są w pełni zafascynowani hydroponiką i trudno im się dziwić. Mają wielkie plany i marzenia. I powiem Wam, że naprawdę nietrudno wyobrazić sobie, jak z tego małego pomieszczenia przeprowadzają się niedługo do czegoś znacznie większego. Czegoś wypełnionego roślinkami po same brzegi. Bo zaczynają od Krakowa, ale wierzę, że będą po kolei zdobywać kolejne miasta. Bo doprawdy – jak tu się nie zauroczyć takimi listkami?

Żeby jeszcze tylko udało się znaleźć odpowiedni zamiennik tego plastiku w opakowaniach, a będzie idealnie, prawda?

Pozostawiam Was z mikroliśćmi i kilkoma efektami naszej graficznej współpracy. Listki nie mają jeszcze niestety swojej strony, ale wszystko jest w planach. Tymczasem, szukajcie ich w okolicznych sklepach!



Zapraszam też na stronę mojego portoflio

LILI CREATIVE

10 wyjątkowych rzeczy

Mam dla Was sporą dawkę pięknych, ciekawych i wartych uwagi rzeczy. Czyli to, co przyciągnęło ostatnio moją uwagę!



  1. Szalenie ciekawa nowość – NAGA Emulsja w Kostce do Higieny Intymnej – zawiera łagodne substancje myjące i pielęgnujące, bezpieczne dla skóry i dla środowiska. Wszystkie składniki czerpie wprost z natury. Nie tylko idealnie dba i chroni strefę intymną kobiety, między innymi utrzymując niskie pH. Ulega także całkowitej biodegradacji, a więc nie zanieczyszcza wód powierzchniowych / Krem de la Krem
  2. Czyż nie urocza makramowa tęcza? Od Make It Ethereal / Pakamera
  3. Przemawia do mnie w pełni! ŚWIECA RZEPAKOWA – SUMMER IN TOSCANA w tak pięknym pojemniczku! Czy nie brzmi to bajecznie? Kompozycja zapachowa do świecy została stworzona w słynnym Grasse we Francji, a szkło jest ręcznie formowane w Polsce z surowca pochodzącego w 100% z recyklingu / SCENT&CARE
  4. Przepiękna biżuteria Marty Latawiec – już kiedyś pokazywałam, ale wciąż się zachwycam tymi naszyjnikami! / Pakamera
  5. Och, pomieszkać w takim… Wyjątkowe wnętrze mieszkania w Alicante w Hiszpanii, autorstwa Toni Espuch / via Decor Demon (oryginalnie elledecor.com/es)


  1. Plakat Oddech – Kamila Lenarcik – piękny, kobiecy, motywujący do ćwiczeń / Pakamera
  2. To dopiero – Miód ze spiruliną! Mocno niebieski miód wielokwiatowy! Do 100% prawdziwego miodu wielokwiatowego dodaliśmy szczyptę niebieskich alg morskich – spiruliny. Moc miodu wielokwiatowego z dodatkiem szczypty (0.4%) niebieskiej spiruliny. Smakuje wyłącznie słodko, powstało z natury, a wygląda jak z bajki o syrenkach! / Pasieki Sadowskich
  3. Asana Cards – talia 61 kart z pięknymi ilustracjami przedstawiającymi pozycje jogi oraz techniki oddechowe. Są one znakomitym narzędziem do nauki podstawowych pozycji jogi oraz układania własnej sekwencji ćwiczeń. To doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z jogą, chcą poszerzyć swoją wiedzę z tej dziedziny lub odbywają kurs na instruktora jogi / Asana Creatives-Pakamera
  4. Jestem pod ogromnym zauroczeniem! Te figurki-jednorożce w pełni trafiły do mojego serca. I to tak bardzo spodobały mi się zarówno jednorożce (moje ulubione), jak i niedźwiadki i psiaki. Do zakochania! Do trzymania na biurku! / IMKA Design
  5. Niezwykła szafka/komódka Tamo – FEBE HIGH Najstarsza część Trójmiasta słynie nie tylko z Solidarności, Fahrenheita czy Shopenhauera, ale również z Jana Heweliusza- księżycowego wizjonera. Zainspirowani starogdańskim astronomem oraz uwiedzeni pełnią księżyca, stworzyliśmy FEBE. Febe to nieregularny księżyc Saturna i nowa, futurystyczna, bardzo regularna kolekcja TAMO. Ziemskie drewno i kosmiczne lastryko posadowione na czterech rachitycznych nogach niemalże animizują Febe. Całość jednak zachowuje dobry i niezwykle dojrzały poziom. Kolekcja Febe jest tworzona ręcznie z litego, certyfikowanego drewna (certyfikat FSC) dębowego oraz z orzecha amerykańskiego w zabytkowym, portowym magazynie, tuż nad brzegiem Morza Bałtyckiego / White Mad

Kryształowe ultra słodkie mydełka

Mam takie wrażenie, że ostatnimi czasy ze szczególnym uwielbieniem spotyka się wszystko to, co błyszczące, słodkie, kryształkowe, serduchowo-kwiatowe i brokatowe. Uwielbiamy jednorożce, wróżki i gwiezdne girlandy. Cóż, sama się tu odnajduję! Ja i oczywiście moja córa. Czy nie jest to bowiem jeden z najprostszych sposobów, ale wprowadzić w codzienność nieco magii?

A dobrze wiecie, że taką magię to ja bardzo lubię!

Wyczarowałam więc kolejne magiczne mydełka! Kryształowe, ultra słodkie mydełka! Mydełka z bajecznymi mydlanymi kamieniami, które przy każdym myciu coraz bardziej zadziwiają i odsłaniają swoje pobłyskujące wnętrze. Mydełka okraszone sowicie brokatem, kryształkami różowej soli himalajskiej i mini mydełkami w kształcie serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków.

Czy może być bardziej słodko?


No, po prostu je uwielbiamy! I niech ich kształt Was nie myli – wcale trudno się nimi nie myje. Wystarczy pokroić je na trzy części – jedną dać do kuchni, drugą trzymać przy umywalce w łazience, a trzecią pod prysznicem – i mamy magię otaczającą cały dom! A ileż radości z tak teraz częstego mycia dłoni!

Od razu też dodam, że zawierają specjalny dodatek masełka shea, aby to częste mycie dłoni nie wysuszało skóry, a pozostawiało ją miękką i delikatną.

Bo, tak w ogóle, chyba te kamienne-kryształowe mydła to ja lubię najbardziej. Tworzyć, oczywiście! Ale i podziwiać u innych. I używać na co dzień. Dają tyle niezwykłej radości. A co najważniejsze – nawet jak coś nie wychodzi w trakcie tworzenia, to i tak wychodzi! Bo natura nie jest idealna! A kamienie mają najróżniejsze struktury, wzory, inkluzje. Można się więc bawić dosyć bezpiecznie, a na pewno – bardzo kreatywnie.



Dzisiejszy przepis nie będzie standardowym przepisem. Mydełka są na tyle różnorodne i nieregularne, że podpowiem Wam po prostu jak je zrobić. A potem musicie uruchomić wyobraźnię, zapasy i zamienić się w mydlaną wróżkę!

Zaznaczam bowiem raz jeszcze – te mydlane kryształki zawsze, ale to zawsze wychodzą inaczej. I w tym właśnie tkwi ich piękno. Nie da się zrobić dwóch takich samych i dlatego macie ogromne pole do popisu. Wybierzcie własne ulubione miki-kolory, własne brokaty, twórzcie własne kształty. Wykorzystajcie foremki jakie macie lub stwórzcie je z dostępnych pojemniczków, pudełek po mleku, jogurtach, serkach feta itp. Szukajcie inspiracji wokół siebie, w sklepie spożywczym we własnej kuchni. Zawsze można coś wykombinować!




Jak zatem powstały moje mydełka?

Wykorzystałam:

  • Bazę mydlaną przeźroczystą (wykorzystałam Forbury Clear) – około 500 g
  • Bazę mydlaną białą (wykorzystałam Forbury z kozim mlekiem) – około 300 g
  • 3 łyżeczki masła shea rafinowanego
  • miki i brokaty – wybrałam mikę różową, fioletową, złotą, biało-srebrną i dwa rodzaje brokatów – srebrny i bardziej złotawy
  • olejki eteryczne i zapachowe
  • garść gruboziarnistej różowej soli himalajskiej
  • foremki – małą plastikową na drobne elementy dekoracyjne (Ikea), dużą silikonową na bryłę mydlaną (możecie tutaj wykorzystać np. karton po mleku) oraz mniejszą silikonową owalną (tutaj także znajdziecie sporo zamienników w kuchni, a nawet możecie wykorzystać choćby foremki na muffinki i zrobić takie kryształkowe babeczki)
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu do pozbywania się bąbelków z powierzchni mydełka
  • sporo wyobraźni i chęci tworzenia

Większość składników, a zwłaszcza dobre bazy mydlane Forbury znajdziecie w sklepie ZróbMydełko, który tu bardzo polecam!



Gwiazdki, serduszka

Zaczynamy od tych drobnych elementów dekoracyjnych czyli serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków. A przynajmniej ja miałam dokładnie taką foremkę, ale jak zajrzycie do ZróbMydełko lub na Allegro, na pewno znajdziecie sporo innych ciekawych. Wystarczy roztopić w kąpieli wodnej lub mikrofali niewielką ilość dowolnej bazy mydlanej (uwaga – niewielkie ilości bardzo szybko się roztapiają, trzeba szczególnie uważać, aby mydełka się nie zagotowały), a potem zmieszać je z odrobiną wybranej miki – jej ilość dopasowujemy do preferencji – zawsze można dosypać odrobinę więcej, aby kolor był wyrazistszy. Całość przelewamy do foremek i odstawiamy na pół godziny do stwardnienia. Jeśli mydełka wylały se poza formę, ich nadmiar zsuwamy/obcinamy nożem, przesuwając nim po powierzchni foremki. Zależy nam tylko na tym, co pozostało w zagłębieniach foremki. Po wyciągnięciu mini mydełek możemy także wyrównać ich brzegi i kształty wykałaczkami, które nam bardzo delikatnie obcinają nadmiar mydlanej masy.



Kryształy

Przygotowujemy foremkę – ja wybrałam prostokątną o wymiarach 15 x 6 cm i głębokości 7 cm. Wielkość, grubość i skład warstw dopasowujemy do potrzeb i preferencji. I tak, na przykład, postawiłam na trzy różne zapachy, które dodawałam do kolejnych warstw, dzięki czemu wyszedł całkiem nowy, bardzo przyjemny aromat. Wykorzystałam olejki zapachowe ze ZwróbMydełko – Amalia i owocowy oraz olejek bergamotowy.

Ja postawiłam na następujące warstwy:

  • warstwa różowa – 200 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1 łyżeczka miki różowej, 40 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa fioletowa – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki różowej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa srebrna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki biało-srebrnej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa transparentna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • złote inkluzje – dwie łyżeczki miki złotej


Bazę mydlaną na pierwszą warstwę kroimy na mniejsze elementy, przekładamy do zlewki/miseczki/kubeczka ceramicznego i roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali, uważając, aby nie doprowadzić do wrzenia. Do płynnego mydła dodajemy miki, brokaty i zapachy, dokładnie mieszamy i przelewamy do formy. Jeśli na powierzchni pojawiły się bąbelki, spryskujemy je alkoholem izopropylowym. Odstawiamy na chwilę.

Roztapiamy bazę na kolejną warstwę jak powyżej i mieszamy z dodatkami. Bardzo ważne, aby przed wylaniem kolejnej warstwy upewnić się, że obie mają podobne temperatury. Oznacza to, że świeżo roztopiona baza ma temperaturę w miarę pokojową – nie parzy palców, nie jest za gorąca. Natomiast na powierzchni mydełka stygnącego w foremce powinna już pojawić się widoczna zastygła powłoczka. Wtedy dopiero wlewamy powolnym, małym strumieniem kolejną warstwę. W tym przypadku zależy nam na tym, aby się obie nieco wymieszały. Jeśli same tego nie „zrobią” (widać, jak różowe mydełko wychodzi na wierzch fioletowego), wystarczy sięgnąć po np. drewniany patyczek i lekko przejechać nim w foremce, tworząc zygzaki lub dziurki. Jeżeli chcielibyście, aby warstwy się nie połączyły, a zlepiły, musicie odczekać jeszcze chwilę, aż spadnie temperatura ich obu.


W ten sam sposób wylewamy kolejne warstwy. W między czasie tworzymy osobą warstwę ze złotymi okluzjami – po prostu wysypujemy na powierzchnię warstwy mydlanej dwie łyżeczki złotej miki. Na to wylewamy kolejną mydlaną warstwę.

Tak przygotowaną formę odstawiamy na 2 godziny do stwardnienia. Po tym czasie mydełko wyciągamy z formy, kroimy na plastry, a te każdorazowo na trzy prostokątne bryłki i małym nożykiem wycinamy kształty kryształów.



Mydełka

Kiedy mamy już gotowe kryształki i dekoracje, zabieramy się za składanie całości. Wykorzystałam tutaj owalną foremkę o długości 10 cm i głębokości 3,5 cm, ale, jak wspominałam, wystarczy, że rozejrzycie się dobrze w swojej kuchni i na pewno znajdziecie odpowiedni zamiennik. Polecam też najprostsze foremki silikonowe na muffinki – powstaną wtedy kryształowe babeczki.

Na jedno mydełko roztopiłam 100 g bazy mydlanej białej, do płynnej dodałam płaską łyżeczkę masła shea i 30 kropelek olejku zapachowego. Całość dokładnie zmieszałam i wylałam do formy. Kiedy lekko ostygła, a na jej powierzchni pojawiła się delikatna błona, włożyłam kilka kryształowych mydełek, układając je w miarę swobodnie i organicznie. Pomiędzy nimi ułożyłam mini mydełka i kryształki soli. Tutaj koniecznie trzeba poczekać, aż baza na tyle stwardnieje, że te dodatki nam się w niej nie zatopią. Kryształki soli dodatkowo dociskałam lekko wykałaczką, aby na pewno się dobrze przylepiły do mydełka. Całość oprószyłam złotawym brokatem.

Gotowe odkładamy na pół godziny do stwardnienia, po czym wyciągamy z foremki. Przed użyciem polecam przekroić je dużym nożem na trzy części.


Zauroczona: Small Wave Art

Ja z tych, co to lubią bardzo wszelkiego rodzaju wisiadła 🙂 Obrazki, tamborki, wyszywanki, makramy, mobile, miedziane i szklane zawieszki. Lubię!

I lubię odnajdywać w internecie zdolne, młode artystki! I podziwiam, och podziwiam, cierpliwość i zdolności twórców!

I tak oto natknęłam się niedawno na na utalentowaną Alesię Hnatiuk ze Small Wave Art. I przepadłam. I zauroczyłam się znowu.

Alesia tworzy swoje makramy, mobile i inne cuda na Ukrainie. Jej małe studio powstało z miłości do domu, zamiłowania do aranżacji wnętrz i z pasji do tworzenia.

Mnie tak bardzo spodobały się piękne połączenia kolorystyczne jej prac, niezwykle subtelne i kobiece. I te mobile – och, marzy mi się taki! Połączenie mosiężnych, geometrycznych elementów z frędzlami. Bajka!

Bardzo polecam sklepik Alesii na Etsy. Koniecznie też polubcie jej instagramowy profil – @small_wave_art.

A tutaj zostawiam Wam kilka jej prac!


Zielko – pranie pachnące latem


No dobra…. Spójrzmy prawdzie oczy… Nie jestem maniakiem prania. Jest to po prostu jedna z tych czynności, która zrobiona być musi. Tak samo, jak odkurzanie czy mycie zębów. Zbiera się więc to pranie i zbiera, aż zajmie doprawdy sporą przestrzeń i zacznie powoli wychodzić z kosza. Wtedy to wiadomo, że najwyższy czas na to, co nieuniknione. Bywa, że codziennie, bywa rzadziej. Z resztą, co ja będę Wam mówić! Przecież dobrze wiecie, jak to z praniem jest.

I zawsze, ale to zawsze, przypominamy sobie o nim tuż przed położeniem się do łóżka. I zawsze, ale to zawsze, wieszamy je późno wieczorem. Cóż, kiedyś przyjdzie nam się dorobić suszarki. Tymczasem, nie zaszkodzi poszukać pomysłów na uprzyjemnienie tych codziennych czynności, prawda?

I tu pojawia się stare dobre Sylveco. A nawet nie samo Sylveco, co jedna z kolejnych jego marek – Zielko!



Znacie już Zielko? Pokazywałam Wam kiedyś środki czystości marki. Całkiem niedługo po jej premierze. Już wtedy zachwycałam się i działaniem i zapachami. Miałam też przyjemność zrobić nieco zdjęć do celów marketingowych. W każdym razie, od tamtego czasu sięgam po nie sama chętnie. A że w rodzinie Sylveco nie może być za nudno, co chwilę cieszymy się jakimiś nowościami. Przyszła też pora na Zielko!

Oto bowiem, przedstawiam Wam nowości Zielko – 3 płyny do prania i 3 płyny do płukania!

O zapachu lata! (Kto, jak kto, ale ja tego teraz najbardziej potrzebuję!)

Kiedy myślałam o tym, jak Wam o nich napisać, moim oczom ukazała się wizja czegoś w rodzaju zebrania zespołu kreatywnego, który musi zdecydować, na jakie zapachy postawić. No bo jak to niby zrobić, kiedy zapachów jest tak dużo, a produktów zaledwie 6? Ktoś musiał zdecydować, że płyn do prania jasnego, będzie tak  świeżo pachniał kiwi, ten do rzeczy ciemnych będzie miał również jakby ciemniejszy, gęstszy zapach połączenia granatu i imbiru? A z kolei w praniu kolorowym postawimy na soczystą, eksplodującą południową energią marakuję? Czemu akurat tak? I jak to jest, że te zapachy tak dobrze pasuję do tych kolorów?



Podobnie z płynami do płukania, choć tu po prostu możemy sami sobie wybrać najlepszy. Moim zdecydowanym faworytem jest zapach owocowy. I co ciekawe, wydaje mi się bardziej tropikalny od tego tropikalnego. Jest bardziej energetyczny, świeższy, szalenie uzależniający. Jak go połączymy z marakujowym płynem do prania, to dopiero mamy petardę zapachową! Na drugim miejscu stawiam płukanie o zapachu kwiatowym. Nie są to bowiem kwiaty ciężkie i duszące, są lekkie i kuszące, jak czerwcowa łąka! Płyn tropikalny wylądował na końcu, ale wciąż jest to naprawdę przyjemny zapach!



Tak, zapachy są bardzo ważne. I przyznam, że często to nimi właśnie się kieruję. Pamiętajmy jednak, że są to płyny po prostu bezpieczne, łagodne i dla tkanin i dla naszej skóry, naturalne i biodegradowalne. Oparte na mydle potasowym – płyny do prania i  lanolinie – płyny do płukania. Zaręczam też że naprawdę dopierają! A zapachy przyjemnie umilają te wieczorne wieszanie prania. I zostają na nim także potem, choć już w znacznie delikatniejszej formie.

Kto zatem razem ze mną sięga po Zielko? Komu także trzeba uprzyjemnić pranie?

Kto chce się wieczorem otulić w kocyk pachnący wakacjami? 🙂

Wszystkie produkty Zielko znajdziecie na stronie Sylveco.pl



Wpis powstał w ramach przemiłej współpracy z Sylveco.

Facebook