Sól i kartka kwiatowa na poprawę nastroju

Kochani,

Wygląda na to, że jesień zaczyna pokazywać swoją drugą, smutną twarz. Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał prognozy pogody, ostrzegam, że robi się zimno i chmurno. Czas zatem wyciągnąć domową artylerię do walki z chandrą! W takich przypadkach jak nic pomaga kwiatoterapia! Od razu robi się słoneczniej i letnio! Zaczynamy więc od soli do kąpieli, a kończymy na karteczce do wykorzystania wszelakiego!

 Stworzyłam ostatnio taki kwiatowy misz masz! Jest to sól do kąpieli, która miała na celu wywołać uśmiech, odstresować i zrelaksować! Macie ochotę na kwiatowe zawirowania? Przygotujcie:
  • szklanka soli morskiej gruboziarnistej
  • Łyżka kwiatów nagietka
  • Łyżka kwiatów wrzosu
  • Łyżka płatków róży
  • olejek zapachowy bzowy
Nie chodzi tu tym razem o rozsądne łącznie składników. Bawimy się kwiatami!  Macie pod ręką akurat inne? Też je wykorzystajcie! Nie lubicie zapachu bzu, który ja osobiście uwielbiam? Wykorzystajcie inne olejki! Najlepiej oczywiście te czyste eteryczne, ale dowolność jest tu mile widziana. Wystarczy wszystkie składniki dokładnie wymieszać i dodać kilka-kilkanaście kropelek zapachu. A potem tylko moczyć się i moczyć w wannie!
A na deser mam dla Was karteczkę, którą możecie sobie swobodnie wykorzystać! Wyślijcie ją bliskiej osobie na urodziny, imieniny lub bez okazji – jako znak, że o niej pamiętacie! Kwiatoterapia doda jej otuchy!

Jesienne wianki

Kochani,

Lubicie przyozdabiać swoje domy jesiennie? Co myślicie o wieńcach wieszanych na drzwiach lub ścianach? Zrobiliście kiedyś sami takie ozdoby? Trzeba przyznać, że przywędrowały one do nas krajów anglosaskich, jak wiele innych nowych tradycji. Ale należą do tych przyjemniejszych! Tworzenie takich wianuszków pozwala wyżyć się artystycznie i skomponować prawdziwe jesienne (lub świąteczne) cudo. Dla tych bardziej leniwych, coraz większą ofertę wieńców posiadają już kwiaciarnie! Warto zatem pomyśleć o naszym domu jesiennym i nadać mu odpowiedni nastrój.
Poniższy wybór wianków znalazłam na ADDICTED 2 DECORATING. Jeśli wejdziecie na tą stronkę znajdziecie tam linki do instrukcji wykonania każdego z wianuszków! Bo możecie je zrobić w domu! Polecam:)

(zdjęcie cudem odzyskane…)

Zdjęcia: Addicted 2 Decorating

W roli głównej – MÁDARA Flower Dust – Balsam Nabłyszczający

Kochani,

Chciałabym przedstawić Wam tym razem produkt, który przyprawia mnie o coś w rodzaju magicznej nostalgii… Chodzi o Balsam nabłyszczający Flower Dust od  MÁDARY. Sama nazwa, cała otoczka wokół marki, grafika, przesłanie oraz oczywiście działanie przenoszą w inny, tajemniczy świat naturalnych cudowności z “dalekiej” północy. Dla niewtajemniczonych dodam, że MÁDARA to firma łotewska.

Stwierdzenie “decobody” – czyli naturalne przyozdabianie ciała, doskonale opisuje ten balsam. Posłużę się słowami producenta – balsam nadaje skórze bardzo subtelny złoty połysk. Nawilża i odświeża skórę, sprawiając że staje się ona jedwabiście miękka. Odżywia dzięki naturalnym roślinnym witaminom, minerałom, bioflawonoidom i innym aktywnym biologicznie substancjom. Jak złoty kwiatowy pył migoczący w słońcu.
A jego wielka moc tkwi w składzie… Zawiera:
Ekstrakt z nagietka:
– ma właściwości antyseptyczne, leczy problemy skórne różnego rodzaju, niszczy wolne rodniki, ma naturalny filtr UV
Ekstrakt z rumianku:
-nawilża, zmiękcza i oczyszcza skórę, działa antyalergicznie i regenerująco
Wyciąg z babki zwyczajnej:  
– odnawia zniszczone komórki skóry, działa ściągająco, wstrzymuje utratę wody przez naskórek, stymuluje syntezę kolagenu, tworzy ochronną i nawilżającą powłokę na skórze
Wyciąg z dzikiej róży:
– spowalnia procesy starzenia, stymuluje regenerację skóry, działa antyseptycznie i liftingująco, zawiera bardzo wiele antyoksydantów i witamin, szczególnie witaminy C, chroniącej skórę przed działaniem wolnych rodników
Ekstrakt z alg:
– pokrywa skórę ochronną i nawilżającą powłoką, poprawia elastyczność skóry
Cudo…
Polecam Wam także filmik korporacyjny marki MÁDARA. Jest to historia przyjaźni, marzeń i drogi do sukcesu. Opatrzona doskonałym pomysłem oraz najwyższej jakości naturalnymi produktami. Z nutką północnej tajemnicy…

Kosmetyki tej marki znajdziecie TUTAJ.

Magiczny obraz przyrody

Kochani.

Całkiem przypadkiem natknęłam się ostatnio na magicznego bloga i oniemiałam. Jestem pod ogromnym wrażeniem prac przemiłej Pani Kingi Wróblewskiej. Są tak kobiece, piękne, delikatne i tchną wrażliwością. Musiałam się z Wami nimi podzielić! Poniżej mała próbka, a po więcej gorąco zapraszam na PYSIULA.BLOGSPOT.COM

Na blogu Pani Kingi znalazłam też banerek  prowadzący do innego bloga, do którego Was zapraszam szczególnie, ponieważ odnajdziecie tam cudny kalendarz listopadowy do umieszczenia na pulpicie komputera. Do mnie już te pastelowe kwiaty mrugają! Zapraszam na sylviacook-inspirations.blogspot.com!

Pastylki jaśminowo-kolorowe do kąpieli

Kochani,

Tak, tak… znowu będą pastylki musujące do kąpieli… Ale tym razem całkiem nowy kolorowy pomysł! I ostrzegam – już mam kilka nowych! Szczegóły wkrótce. Tymczasem polecam Wam zrobić taki bajeczny pachnący prezent dla siebie lub bliskich! Tak naprawdę wykonanie pastylek tylko na pierwszy rzut oka może wydawać się trudne. Są bardzo proste. A dla wszystkich tych, którzy nie mają silikonowych foremek na pralinki czekoladowe, podpowiem, że spokojnie mogą wykorzystać foremki na lód! Zatem zaczynajmy!

 Przygotujcie:

  • 100g sody oczyszczonej
  • 50g kwasku cytrynowego
  • 40g mleka w proszku
  • wodę oczarową (hydrolat) w spyskiwaczu
  • suszone kwiaty: nagietek, płatki róż, chaber-bławatek, ślaz
  • olejek jaśminowy
  • foremki silikonowe na pralinki czekoladowe lub na lód

Suche składniki dokładnie mieszacie i dodajecie kilkanaście kropelek olejku jaśminowego. Zapach ma być wyczuwalny, ale nie bardzo intensywny. Całość spryskajcie kilka razy hydrolatem oczarowym (z oczaru wirginijskiego), aż konsystencja naszego proszku zacznie przypominać piasek, z którego lepi się zamki na plaży. Można to łatwo sprawdzić ściskając w pięści trochę mieszaniny. Jeśli się nie rozsypie i pozostanie w stałej formie to już jest gotowa.


Foremki rozłóżcie sobie na tacce i do każdej wsypcie odrobinę suszonych kwiatów. Przypominam, że cudnie fioletowe kwiaty ślazu, spowodują nam, że woda zabarwi się na fioletowo! Do tak przygotowanych foremek wsypujemy nasze pastylkowe ciasto i bardzo dokładnie ubijamy. Pozostawmy troszeczkę miejsca od góry w foremkach, na wypadek gdyby pastylki nam odrobinę urosły. Pozostawmy je teraz na minimum 6-7 godzin do całkowitego wysuszenia. Po tym czasie pastylki są gotowe! Musują, zmiękczają skórę, pielęgnują i przepięknie pachną:)

Facebook