Portfolio: Blisko Natury

Nie służy mi odpoczynek od bloga. Ze zdwojoną częstotliwością przychodziły mi ostatnio do głowy pomysły na posty. Na co się nie natknęłam, aż prosiło się o pokazanie. A tu trzeba było za inne rzeczy się brać… Cóż, wracam. Taki to rodzaj uzależnienia pozytywnego!
Dosyć dużo ostatnio działam graficznie. Kilka naprawdę fajnych projektów się tworzy lub się szykuje. Postanowiłam więc, że od czasu do czasu pokażę Wam coś niecoś. Niechaj będzie to rodzaj mojego małego portfolio!
Znacie sklep Blisko Natury? Pewnie wiecie już, że dla niego pracuję. Pokusiliśmy się ostatnio na zmianę szaty graficznej. W całości, łącznie z logotypem (może pamiętacie poprzedni?). Postawiłam na styl, który w duchu nazwałam american vintage, a który świetnie mi pasuje i do oferty i do właścicieli! Pozostało jeszcze kilka technicznych kwestii, ale całość już dosyć wyraźnie się prezentuje.
Cały przyszły tydzień planujemy świętować zmianę promocjami i konkursem – zapraszam więc do zaglądania!
A poniżej efekty!

Na chwileczkę

Biegnę. Szelest pierwszych liści odchodzących w niepamięć. Półmrok. Wyostrzam wzrok. Łapię coraz silniejsze podmuchy ciepłego wiatru. W powietrzu czuć asfalt, zasypiające kwiaty i to specyficzne podniecenie, kiedy zbiera się na burzę. I nie chcę tu być, więc biegnę szybciej. Do utraty tchu. Na chwilę.
W głowie wyświetlają mi się obrazy. Nie wiedzieć czemu, zapach przywołuje na myśl odległe wrześniowe noce. I oto siedzę na niewielkim pomoście wchodzącym w zatokę tuż u podnóża Wezuwiusza. Wracam wąską uliczką irlandzkiego nadmorskiego miasteczka o nazwie, której do tej pory nie umiem wymówić. Leżę pod jabłonką w angielskim sadzie, przeobrażonym w pole namiotowe. I tam też wtedy nie chciałam być. Choć perspektywy może lepsze, chciałam wrócić. Boże, jak ja wtedy chciałam wracać! Za każdym razem.
I już nieco lepiej. Oddycham ciężko i szybko. Noc nastała, a przede mną jeszcze kilka godzin spędzonych przed komputerem.
Wyłączam się na chwilę. Króciutką. Wracam za kilka dni, jak się nieco odrobię. Z nowymi pomysłami, które już w głowie siedzą!

See you soon!

Mały misz masz in blue & pink

Kilka rzeczy do polubienia, które ostatnio siedzą mi w głowie! W lekkim niebiesko-różowym klimacie!
1. Kule honeycomb – cudowne na każde przyjęcie! Dla małych i dużych! Albo po prostu do powieszenia w pokoju dziecka czy na werandzie. Cudne! ScandiShop.pl, cena: 65zł/komplet
2. Kusi mnie… mocno kusi… bo same dobroci do tej pory słyszałam…. rokitnikowa seria do włosów Natura Siberica – jak na razie zachwyca opakowaniami. Rokitnika bardzo cenię od dawna. Cóż… pewnie się skuszę! Blisko Natury, ceny: 20-30zł
3. Uwielbiam w zasadzie wszystkie kamienie w Lili in the Garden, ale te surowe mają w sobie jakąś specjalną moc. I każdy jest tak inny! Lili in the Garden, cena: 79zł
4. So sweet! Jeśli szukacie pomysłu na imprezowe dekoracje, wpadnijcie do Wiewiórka i Spółka. A tam między innymi takie urocze piki do babeczek. Wiewiórka i Spółka, cena: 20zł
5. Zakochałam się w tym mini-taborecikach. Bardzo podoba mi się pomysł na ich pomalowanie. Zobaczcie koniecznie! Kakazu, cena: 230zł

Kiedy kominek przestaje wystarczać

Aromaterapię lubię od dawna. Towarzyszy mi z większym lub mniejszych natężeniem od dobrych kilku lat. Zabawa zapachami i ich oddziaływaniem na organizm to wspaniała sprawa i wszystkim zawsze polecam choć krótkie wgłębienie się w temat.
Od kilku tygodni moja chęć do wąchania wzmogła się pod wpływem wspaniałości od Hani z Green Dragonfly. Wyciągnęłam cały mój arsenał olejków eterycznych i zapachowych i… bawię się! Być może spowodowane jest to tez pójściem Róży do przedszkola i koniecznością mocniejszego zadbania o jej odporność. I znowu lawenda i eukaliptus stały się naszym codziennym orężem.
Najbardziej standardowym sposobem na olejki są kominki zapachowe. Przychodzi jednak w końcu taki moment, że tradycyjny zestaw kominek+olejek przestaje wystarczać. Chciałoby się jeszcze nieco rozpieścić pozostałe zmysły, nacieszyć oczy i własną próżność. Poszukajmy więc dzisiaj piękniejszych i ciekawszych sposobów na aromaterapię!
Zaczynamy od aromaterapii prosto z roślin!
Bardziej uroczych woreczków z lawendą jeszcze nie widziałam! Na zdjęciu znajdziecie jeden z nich, prosto z Prowansji, od Le Chatelard 1802. Przywędrował do mnie wczoraj w potrójnym opakowaniu z Blisko Natury (tam tezżsą równie fajne dyfuzory z patyczkami). Róża zagarnęła jeden do łóżeczka, drugi leży już pod moją poduszką, a trzeci, ten właśnie ze zdjęcia, stoi przy komputerze. Sięgam sobie po niego co chwilę i wdycham…
O pachnidełkach było już ostatnio kilka razy! I te z Green Dragonfy (na zdjęciu z lawendą) i moje ostatnie wytworki całkowicie skradły mi serce! I ciągle chcę więcej! Po przepis na moje wiszące wpadajcie do wczorajszego posta. Koniecznie!
Równie mocno jak pachnidełka, zauroczyły mnie świece Green Dragonfly. Ale nie tylko one, bo w zasadzie na każdych targach z produktami hand made ostatnimi czasy pojawiają się świece sojowe. Zobaczcie chociażby świece BLIK, MySense Soy Candles, Candelove, czy Workshop of Nature.

Popularne stają się woski zapachowe do kominków. O Yankee Candle z pewnością większość z Was słyszała. Polecam także wytwory dziewczyn – blogerek z Craft n’Beuty lub kolorowe cuda z Bomb Cosmetics.
Nie mogę nie wspomnieć o moim UFO! Pamiętacie je? Jak nie, to wpadajcie do TEGO posta.
Znacie jeszcze jakieś fajne i ładne sposoby na zapachy w domu?

Good Day Aromatherapy Hangers czyli zapachowe zawieszki na cały dzień

Zainspirowała mnie mocno Hania ze swoimi świecami i pachnidełkami z Green Dragonfly. Zapragnęłam wypróbować własne siły, ale nieco inaczej, po swojemu, w czymś nowym. Wymyśliłam więc zawieszki Good Day i jestem nimi całkowicie zachwycona! I już chcę więcej! I już nowe wersje siedzą mi w głowie! Ale, ale… O co chodzi?
O aromaterapię, która towarzyszy nam każdego dnia, cały dzień, wspierając nas w codziennych czynnościach. Całość w ślicznej oprawie, w postaci zawieszek, które zawsze możemy powiesić gdzieś w pobliżu – przy komputerze, w miejscu pracy, na lampce nocnej.
Wszystko w 100% naturalne i wspaniale pachnące! Zawieszki wykonane są z wosku pszczelego, w którym cudownie ukryły się olejki eteryczne. Zawieszki mają przymocowaną praktyczną wstążkę, która umożliwia nam zawieszenie ich w dowolnym miejscu. Można je też z łatwością złamać i umieścić w kominku zapachowym lub schować w szufladzie czy szafie z ulubionymi ubraniami.
Dobry dzień zapewnią nam trzy zawieszki:
Good Morning – wspaniale kawowa, ciepła, sprawiająca, że poranki stają się przytulne, a aromat pobudza i pogodnie nastraja. Z ziarenkami kawy i naturalnym olejkiem kawowym.
Afternoon Freshness – prawdziwa pomoc w chwili, kiedy jej najbardziej potrzebujemy! Po południu opadamy z sił, przestajemy trzeźwo myśleć i efektywnie pracować! Potrzebujemy orzeźwienia i jasności umysłu. Zapewnią nam je olejki z rozmarynu, mięty i bazylii, połączone z pogodną mocą śródziemnomorskiego słońca, zaklętego w liściach laurowych.
Sweet Dreams – nic bardziej nie uspokaja, łagodzi stresy i koi do snu, niż spokojny aromat lawendy i rumianku. Zawieszki układamy koło łóżka lub nakładamy na lampkę nocna. Jej ciepło wzmoże uwalnianie olejków. Piękne sny gwarantowane!

Do wykonania zawieszek przygotujcie:

  • wosk pszczeli bielony
  • olejek kawowy
  • ziarenka kawy
  • olejek rozmarynowy, miętowy i bazyliowy
  • listki laurowe
  • olejek lawendowy i rumiankowy (tutaj absolut, 3% w olejku jojoba)
  • gałązki lub kwiaty lawendy
  • foremkę silikonową na lizaki
  • wstążkę

Wielkości poszczególnych składników musicie dostosować do foremek, jakimi dysponujecie. Ja na jedną zawieszkę o średnicy 6,8 cm i wysokości 1 cm wykorzystałam ok.30 g wosku. Do tego dodałam olejki – około łyżeczkę łącznie na zawieszkę.
Wstążkę ucinamy na trzy ok. 40-45 cm kawałki. Zginamy każdy w połowie, a końcówki wkładamy do foremki w miejsce patyczka do lizaków. Powinny wystawać do 2/3 foremki – dzięki temu zawieszka nie zsunie się ze wstażki. 
Wosk topimy w kąpieli wodnej lub mikrofali. W osobnej miseczce na każdą zawieszkę. Roztopiony wosk ściągamy z ognia, mieszamy przez chwilę i dodajemy olejki. Do zawieszki Good Morning ok. łyżeczkę kawowego, do zawieszki Afternoon Freshness – ok. łyżeczkę olejków rozmarynowego, miętowego i bazyliowego w proporcji 2:2:1, a do zawieszki Sweet Dreems – łyżeczkę olejków lawendowego i rumiankowego w proporcji 2:1.
Woski przelewamy do foremek. Warto wcześniej zabezpieczyć odpływ – dziurkę na patyczek, papierem kuchennym. Na powierzchni zawieszek układamy kolejno – na Sweet Dreams – kwiaty lawendy, na Afternoon Freshness – liście laurowe, a na Good Morning – ziarenka kawy. Foremkę pozostawiamy na pół godziny do stwardnienia. 
Zawieszki delikatnie wyciągamy i upajamy się zapachem! Warto zabrać je do pracy (poza ta lawendową!).

W roli głównej: WISE Naturalny Delikatny Szampon Rozmarynowy + 2 KONKURSY

O szwedzkiej marce WISE już kiedyś była mowa. Wracamy do niej ponownie, a zaczynamy ten powrót od nowej gwiazdy! Proszę Państwa, dzisiaj w roli głównej WISE Naturalny Delikatny Szampon Rozmarynowy (i jeszcze dwa konkursy na końcu!).
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych szamponów, jakie używałam. Szkoda tylko, że tak szybko się kończy – ma zaledwie 200ml, a wydajność nie jest jego mocna stroną. Cóż…  Przyjrzyjmy się więc lepiej zaletom!
Szampon jest ekologiczny i bezpieczny. Dzięki zastosowaniu łagodniejszych składników myjących od tak nielubianych SLS-ów, szampon skutecznie zmywa i dobrze się pieni. No, może nie aż tak dobrze, jak kosmetyki drogeryjne, ale znacznie lepiej niż niejeden szampon naturalny.
Idealnie nadaje się do codziennej pielęgnacji. Ma żelową konsystencję, jest przeźroczysty. Nie wysusza, nie ingeruje we włosy, nie niszczy. Wręcz przeciwnie, włosy są miękkie i przyjemne w dotyku. Stosuję go razem z odżywką, ale wydaje mi się, że i bez niej się sprawdzi.
Co w nim lubię najbardziej, to bardzo wyczuwalną obecność olejków eterycznych – rozmarynowego, eukaliptusowego i miętowego. Mają one dwojakie znaczenie. Po pierwsze taka mieszanka działa niezwykle orzeźwiająco i pobudzająco. Bywa to więc zbawienne o poranku, kiedy potrzebujemy wstać i pozytywnie nastawić się na nowy dzień. Jasność umysłu i dobry nastrój gwarantowane. Drugą ważną zaletą mieszanki jest jej wpływ na skórę i włosy. Olejki te znane są ze swego zastosowania w pielęgnacji włosów skłonnych do łupieżu i przetłuszczających się, co w moim przypadku jest bardzo istotne.
Estetyka opakowań WISE nie należy do specjalnie zachwycających. Pewnie już pisałam, że pokazuje raczej nordycki minimalizm. Ma on jednak swój urok, a i pewnie zwolenników coraz więcej.
Szampon bardzo polecam! Gdyby tylko było go w opakowaniu więcej… 🙂

Szampon z WISE – SVEA

Kochani, zapraszam Was do dwóch Facebook’owych konkursów! Warto, warto, bo nagrody są naprawdę fajne!
Pierwszy z nich na fanpage’u Lili in the Garden! Do wygrania jest cudny zestaw bransoletek z agatów Deep Love. Wystarczy udostępnić zdjęcie. Wpadnijcie —–> TUTAJ!

https://www.facebook.com/LiliintheGarden/photos/a.238883879636419.1073741828.238801592977981/282041365320670/?type=1&theater
Drugi na blogowym fanpage’u, a do wygrania jest wspaniała świeca Green Dragonfly IN ZEN! Pachnie cudownie! Przy okazji zobaczcie, jakie cudne opakowania mają teraz świece Hani! Wpadnijcie ———-> TUTAJ

Facebook