Zrób na walentynki świecę sojową Bee In Love!

Mój mąż dzisiaj wyjeżdża, walentynki więc nie zapowiadają się romantycznie. Ale cóż – świeca Bee In Love przydaje się zawsze! Była dobra przed walentynkami, będzie świetna i po nich! Ale Wam, kochani, na to nasze święto miłości bardzo ją polecam!

Działa bowiem mocno romantycznie! Jest naturalna, z wosku sojowego, w pięknej miseczce, ale nie to się najbardziej liczy! Ukryłam w niej niezwykłą moc afrodyzyjną olejków eterycznych! Dodadzą chęci do miłości, wprowadzą w stan euforii i zmysłowego uniesienia! Tak działa moja mocna mieszanina ylang ylang, drzewa sandałowego i drzewa różanego!

Całość zwieńczają dwie radosne pszczółki z wosku pszczelego! Dwie, bo o pary nam tu chodzi! I żeby było nieco zabawnie, z humorem i przymrużeniem oka!

O magii

O magii… Nie, nie tej świątecznej, ale nie mogłam oprzeć się temu iglaczkowi….

Jestem osobą bardzo emocjonalną. Potrafię w jednej chwili wspinać się na szczyty radosnej euforii, aby za chwilę wpaść w otchłań rozpaczy. Jedno złe słowo może zniszczyć cały mój dzień. Bardzo często dopada mnie rezygnacja, brak wiary w siebie, zwątpienie i czarna rozpacz. Bo tak bardzo by się chciało, a tak trudno to osiągnąć. A innym dobrze idzie, lepiej, zawsze lepiej.  Bo porównując się, wychodzę blado. We wszystkich aspektach życiowych.

Zwłaszcza teraz, kiedy tak zimno i szaro. A ja nie cierpię zimy (chyba że na gwiazdkę i w górach). Zwłaszcza, kiedy moje pomysły nie wychodzą, trzeba z czegoś rezygnować lub czemuś nie można podołać. Zwłaszcza jak się uświadomi, że tak wiele się nie umie.

Zawsze byłam z siebie dumna, że potrafiłam dostrzec i cieszyć się drobiazgami, które daje nam natura – kwiatami na drzewach, spadającymi liśćmi czy kolorami chmur przy zachodzącym słońcu. Jakoś w liceum jeszcze będąc, pamiętam, że obiecywałam sobie nawet nigdy nie przestać zauważać tych drobiazgów. Bo one strasznie szybko przemijają i zanim człowiek się nie obejrzy – drzewa przekwitną, liście spadną a słońce zajdzie.

No i gdzieś to czmychnęło… Bo tak zimno i szaro. A ja nie cierpię zimy… Bo tak bardzo by się chciało, a tak trudno to osiągnąć, etc., etc.

I wyszłam wczoraj rano z psem na spacer. I nagle wiatr zawiał tak jakoś inaczej, mocniej. I ptak przeleciał. I kolejny podmuch zwiał z pobliskiej choinki chmurę delikatnego śniegu i mnie tym śniegiem otulił. A potem taka biała cała patrzyłam jak te śnieżynki tańczą. Nie opadają, nie uciekają. Tylko tańczą w powietrzu, w górę, w dół, wokół siebie. I uderzyła mnie w głowę jak obuchem znowu ta magia.

I tak, wiem, zabrzmi to banalnie, ale dodała mi siły i wiary we własne możliwości. I śmiać mi się zachciało. I dobrze mi było.

Macie tak? Zaskakuje Was czasem ta niezwykła magia? Kiedy wszystko staje się takie oczywiste, normalne i na swoim miejscu. Kiedy wszechświat Wam mówi: uśmiechnij się głupia babo?

Love Post

Love Post czyli kilka walentynkowych pomysłów – do zrobienia, na prezent, dla atmosfery, które ostatnio spodobały mi się najbardziej! Kilka zeszłorocznych moich tworków. Nie mogłam też sobie darować małej wstawki z Lili!

1. Niezastąpione Candy Company i wspaniały przepis na walentynkowy sernik na zimno z granatem i Oreo

2. Acorelle Woda toaletowa wanilia i gardenia – dla zmysłowej słodyczy 🙂 Z Blisko Natury

3. Świeca do masażu Eros od Stenders

4. Genialne ciasto-serducho z malinami od Sprinkle Bakes

5. Pomysł na drink malinowo-różany!! Z Camille Styles

6. Kubek Harlekin Rose z Live Beutifully

7. Jeden z najpiękniejszych możliwych prezentów – biżuteria! Oczywiście z Lili in the Garden! Do 14 lutego wpisujcie podczas zamówienia kod „love”, a naliczony zostanie 10% rabat! Zapraszam – Lili in the Garden

8. Cudny pomysł na dekorację walentynkowych (i nie tylko) ciast z Sarah Hearts

9. Przepis na afrodyzujący olejek do masażu zmysłowego!

10. Mój hit z zeszłego roku – ciasta serducha z okienkiem pełnym wiśni!

11. Do wypróbowania – Yes lubrykant na bazie wody z GreenSin

12. Dla romantyczek – poduszka w kwiaty z Zara Home – poproszę!

13. Zeszłoroczne walentynkowe papierki do ściągnięcia i przygotowania romantycznego kosza smakoci!

Zauroczona: Herbivore Botanicals

Nieraz już pisałam, jak bardzo lubię małe kosmetyczne zachodnie manufaktury. Odkryłam kolejną do zakochania! Podoba mi się jej minimalizm – zarówno w składach produktów, jak i ten wizualny. Wszystko tu jest spójne, czyste, przejrzyste. Etykiety i opisy jasne; proste, ale eleganckie. Wszystko w pełni naturalne, a i wygląda, że naprawdę wysokiej jakości.Takie jest Herbivore Botanicals.

Zaciekawiło mnie użycie jako konserwantu enzymów rzodkiewki. Słyszeliście? Do tego oczywiście te bardziej znane jak ekstrakt rozmarynu i witamina E. No i pozostałe składniki – samo dobro.

Najbardziej zauroczyły mnie oleje do twarzy i to je muszę wręcz pokazać nieco dokładniej! Szczególnie olejek o nazwie Lapis! Jako, że ostatnio lapisów – kamieni wokół mnie sporo, to on przyciągnął mnie na stronę sklepu. Okazuje się, że jest to olejek pełen azulenów i to te substancje nadają mu specyficzny niebieski kolor. Znajdziemy je w niebieskich olejach z wrotycza, krwawanika i rumianku. Do tego nieco olejów z pestek winogron, kukui i jojoba. Całość pachnie jaśminem i bułgarską róża. Brzmi wspaniale! Jestem pewna, że każda problematyczna, tłusta cera pokocha taką mieszaninę.

 

Ale to nie wszystko – mamy jeszcze dwa olejki. W mocno żółtym olejku Phoenix prym wiedzie dzika róża, chia (nasiona szałwii) i rokitnik. Do tego dodano koenzym Q10 oraz olejek z róży bułgarskiej i olej z nasion meadowfoam. Jeszcze bardziej intryguje mnie olej o nazwie Orchid. Tutaj znajdziemy na pierwszym miejscu ekstrakt z orchidei, do tego dodano olej z nasion zielonej herbaty, jojobę, skwalan i jaśmin.

I powiedzcie proszę – czy nie chciałoby się takich olejków przygarnąć? 🙂

Więcej na stronie Herbivore Botanicals

 

 

Blog Roku – blog życia i misz-masz

Zgłosiłam się. Kolejny raz. Ale wiecie co? Naprawdę głęboko wierzę, że ta moja Lili to nie tylko blog roku zeszłego, ale i blog mojego życia! Nawet jeśli kiedyś skończę go pisać, pozostanie ze mną. I on i Wy – bo bez Was Lili nie istnieje! Lili uzależnia, wciąga, motywuje, wymaga czasu, zaangażowania, godzin spędzonych przed komputerem. Ale daje mi znacznie więcej. Cieszy, jak mało co. Sprawia, że chcę być lepsza. Pozwala poznać tak wiele, zaangażować się w jeszcze więcej, zaprzyjaźniać się i uśmiechać na co dzień. Pozwala pomagać i inspirować. I za to tak lubię blogowanie.

Mam nadzieję, że lubicie zaglądać tu tak bardzo jak ja. Przeglądać posty sprzed miesiąca czy roku (uwielbiam!). Może wykorzystujecie moje przepisy i pomysły? Oj, oby!

Kochani, bardzo Was proszę o wsparcie i głos na Lili w konkursie Blog Roku. Będzie mi ogromnie, ogromnie miło!

Aby zagłosować należy wysłać sms na numer 7122
o treści H11722
. Koszt takiego smsa to 1,23zł, ale zostanie on
przeznaczony na Fundację Dzieci Niczyje.

Dziękuję!

 

Tymczasem, mam dla Was mały misz masz! Po pierwsze – czy wszyscy już słyszeli, że 21 lutego planujemy w Warszawie z Edytą Zając (www.EdytaZajac.pl) cudowne warsztaty pełne energii i niespodzianek? Zostało kilka miejsc, ale warto się pospieszyć! Bo nie może tam nikogo zabraknąć! Szczegóły, program i zapisy – TUTAJ!

Udało nam się z przyjaciółmi wyrwać na weekend do Kościeliska! Oj! Jak tam pięknie! Zupełnie nie wiem czemu, nie widziałam jeszcze Tatr z tej perspektywy. A wyglądają magicznie, niczym wyjęte z baśni. Byliście w Kościelisku? Jeśli nie – koniecznie się kiedyś wybierzcie!

Nie mogę się nadziwić rossmanowym kosmetykom Alterry. Kupiłam ostatnio po raz pierwszy balsam, krem do rąk i całkiem fajny krem brązujący (za 4,5 zł!!). Do tego kilka świetnych mydełek. No i? Da się zrobić tanio a dobrze? Da! Da się kupić za małe pieniądze certyfikowane ekologicznie produkty? Da! Kupujecie?

Więcej czasu poświęcam teraz na Lili in the Garden. Mamy masę nowości, których często nie zdążę wrzucić do sklepu, a już znikają! Bardzo dużo czeka jeszcze w kolejce. Odprawę celną przeszła właśnie przesyłka z Indii z cudami z kolekcji Dream ze srebra i kamieni. Szykuję też rewolucję w kolekcji Stay Simple – będzie można komponować własne warstwowe delikatne naszyjniki z subtelnymi zawieszkami! Do dyspozycji będziecie mieli łańcuszki o długości 40, 45 i 50 cm. Oj, dzieje się! Zapraszam więc do śledzenia nowości w sklepie – TUTAJ oraz na FB – TUTAJ!

Miłego dnia!

Przepis na bergamotowy tonik do cery tłustej, mieszanej i problematycznej

Na dzisiejszy post zaprasza Was baranek Shaun! Bo czemu nie! W końcu i on wpadł na genialny pomysł i przygotował Wam najlepszy przepis na tonik dla cery tłustej, mieszanej i problematycznej! Bergamotowy z nutą lawendy i słodkim zapachem oczaru. Mocno kwaśny! I w zasadzie – genialny!

Składa się z czterech składników o silnym regulującym działaniu. Świetnie tonizuje, sprzyja regeneracji, zapobiega nadmiernemu wydzielaniu sebum i powstawaniu niedoskonałości. Te istniejące goi i pomaga im zniknąć. Woda oczarowa znana jest ze swych właściwości ściągających, antyoksydacyjnych i przeciwzapalnych. Zmniejsza zaczerwienienia, zwęża naczynka krwionośne. Jest przy tym łagodna i bezpieczna. Olejek bergamotowy nie tylko pięknie pachnie i dodaje energii, ale także ma działanie ściągające i bakteriobójcze. Lawenda spomaga wygładzanie zbliznowaceń, łagodzi i przyspiesza wzrost zdrowego naskórka. Całość zamyka kwaśny ocet jabłkowy, który zadba o odpowiedni odczyn pH skóry. Brzmi dobrze? Wypróbujcie koniecznie!

Tako rzecze baranek Shaun!

Bergamotowy tonik do cery tłustej, mieszanej i problematycznej

Składniki

  • 5 ml octu jabłkowego
  • 45 ml wody oczarowej (hydrolatu hammamelisowego)
  • 3 kropelki olejku lawendowego
  • 8 kropelek olejku bergamotowego

Wszystkie składniki przelewamy do buteleczki 50ml. Przed każdym użyciem wstrząsamy. Przechowujemy w suchym, chłodnym miejscu. Tonikiem przemywamy twarz za pomocą wacika dwa razy dziennie. Po jego użyciu nakładamy krem nawilżający.

Facebook