Zauroczona: Herbivore Botanicals

Nieraz już pisałam, jak bardzo lubię małe kosmetyczne zachodnie manufaktury. Odkryłam kolejną do zakochania! Podoba mi się jej minimalizm – zarówno w składach produktów, jak i ten wizualny. Wszystko tu jest spójne, czyste, przejrzyste. Etykiety i opisy jasne; proste, ale eleganckie. Wszystko w pełni naturalne, a i wygląda, że naprawdę wysokiej jakości.Takie jest Herbivore Botanicals.

Zaciekawiło mnie użycie jako konserwantu enzymów rzodkiewki. Słyszeliście? Do tego oczywiście te bardziej znane jak ekstrakt rozmarynu i witamina E. No i pozostałe składniki – samo dobro.

Najbardziej zauroczyły mnie oleje do twarzy i to je muszę wręcz pokazać nieco dokładniej! Szczególnie olejek o nazwie Lapis! Jako, że ostatnio lapisów – kamieni wokół mnie sporo, to on przyciągnął mnie na stronę sklepu. Okazuje się, że jest to olejek pełen azulenów i to te substancje nadają mu specyficzny niebieski kolor. Znajdziemy je w niebieskich olejach z wrotycza, krwawanika i rumianku. Do tego nieco olejów z pestek winogron, kukui i jojoba. Całość pachnie jaśminem i bułgarską róża. Brzmi wspaniale! Jestem pewna, że każda problematyczna, tłusta cera pokocha taką mieszaninę.

 

Ale to nie wszystko – mamy jeszcze dwa olejki. W mocno żółtym olejku Phoenix prym wiedzie dzika róża, chia (nasiona szałwii) i rokitnik. Do tego dodano koenzym Q10 oraz olejek z róży bułgarskiej i olej z nasion meadowfoam. Jeszcze bardziej intryguje mnie olej o nazwie Orchid. Tutaj znajdziemy na pierwszym miejscu ekstrakt z orchidei, do tego dodano olej z nasion zielonej herbaty, jojobę, skwalan i jaśmin.

I powiedzcie proszę – czy nie chciałoby się takich olejków przygarnąć? 🙂

Więcej na stronie Herbivore Botanicals

 

 

Facebook