Kulinarnie: Żółta zupka ekspresowa

Zacznę może od tego, że nie jest to wpis w żadnej mierze sponsorowany. Ot, zwyczajnie jestem zachwycona dwoma nowościami na naszym spożywczym rynku i nie mogłam tak obojętnie ich Wam nie pokazać! Zwłaszcza, że dzisiejszą zupkę zajadam pasjami, tworzę różne jej wersje i wciąż trwam w zachwycie.

Żółta zupka jest przepyszna, robi się ją w 20 minut, cudownie rozgrzewa i dodaje energii teraz, w zimie. Jej przygotowanie stanowi może pewne pójście na łatwiznę, ale co tam – często właśnie tego najbardziej potrzebujemy – szybkich, sprawdzonych, smakowitych rozwiązań.

A co mnie tak zachwyciło? Po pierwsze, baza dzisiejszej zupki – mrożonka, ale jaka! Jest to zupa krem z żółtych warzyw z serii Proste historie Iglotexu. Znajdziemy w niej dużo dyni, marchew żółtą i pomarańczową, paprykę, pietruszkę, seler i pestki dyni. Super, prawda? Ano, ano!

Po drugie, wpadłam totalnie w kremowe serki Apetiny o smakach, które na pierwszy rzut oka wydają się dziwaczne, ale, wierzcie mi, są przepyszne! Mój ulubiony to miód i musztarda, uwielbiam też rukolę i pesto, a do dzisiejszej zupki wykorzystamy papaję i curry – sprawdza się wyśmienicie! Polecam!

Zatem do dzieła!

 

Żółta pyszna zupka ekspresowa

Składniki:

  • 1 l bulionu lub wody z kostkami rosołowymi
  • 1 opakowanie zupy kremu z żółtych warzyw z serii Proste historie
  • 1 puszka soczewicy
  • serek topiony (najlepiej taki z pieprzem)
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • 1 łyżka czarnuszki
  • 1 łyżeczka curry
  • pieprz i sól
  • grzanki, bagietki lub pół-czerstwy chlebek z serkiem Apetina papaja i curry

Zagotowujemy bulion, dodajemy warzywa z mrożonki (i dodane do nich pestki dyni), słonecznik, czarnuszkę i curry i gotujemy przez 15 minut, od czasu do czasu mieszając. W trakcie mieszania, dodajemy serek topiony. Zupę ściągamy z ognia, miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy sól i pieprz do smaku oraz opłukaną soczewicę. Zupę przelewamy do misek. Na wierzchu układamy grzanki lub lekko czerstwy chleb posmarowany serkiem papaja i curry. Smacznego!

 

Zapisz

Nie czekaj – zaproponuj

Byliśmy w górach na trzy dni. W osiem osób, tych samych, co zawsze. Z dziećmi, które szalały od rana do wieczora. One w dzień, my w nocy.

Byliśmy w górach przez trzy dni i nie miałam ani czasu, ani ochoty, żeby wrzucić coś na Facebooka czy Instagram.

Oczyszczają mnie te nasze wyjazdy, resetują. Są najlepszą odskocznią od codzienności. Wracam zmęczona fizycznie, połamana, padnięta, ale z uśmiechem ogromnym. Bo to właśnie te chwile, dla których się żyje. Między innymi oczywiście, ale doceniam je ogromnie i uważam za wielką wartość.

O przyjaźnie, tak samo, jak o miłość, dbać trzeba.

I dlatego tak bardzo mnie dziwi, jak ludzie opowiadają, że ciężko im się spotkać, że trudno coś zorganizować razem, że czasu nie ma, że obowiązki, dzieci, praca…

Mam różnych znajomych i przyjaciół, z różnych okresów życia. Z niektórymi widujemy się regularnie, często, z innymi raz na kilka miesięcy. Zawsze jest bardzo miło.

Co robię, kiedy mam ochotę się z kimś spotkać? Nie czekam, aż się ktoś zbierze, aż dostanę zaproszenie, aż sobie ktoś przypomni czy zatęskni. Zwyczajnie sama coś proponuję! I wiecie co? Zazwyczaj wychodzi.

Dlatego tak bardzo się dziwię, jak ktoś mi opowiada, że teraz tak trudno się spotkać. Bo wcale nie trudno. Czasem wystarczy zaproponować. Polecam 🙂

Te 3 rzeczy – niepowiązane

Nie są powiązane w żaden sposób. Każde z innej zupełnie bajki. A jednak nie potrafię oderwać od nich wzroku. Przyciągają mnie, kuszą i wprawiają w dobry nastrój. Inspirują do poszukiwań, dodają trochę słońca i wiosny w ten szary (oj, dzisiaj to szary do potęgi!) dzień.

Zobaczcie, jakie 3 rzeczy, no… w sumie 3 kolekcje podbiły ostatnio moje serce!

No dobra… Nie sądzę, żebym była na tyle odważna, żeby nosić wszystkie ubrania z kolekcji Mochi, autorstwa Ayah Tabari. Choć wierzcie mi, lubię kombinować. Ale te marokańskie, gorące, słoneczne motywy, totalnie szalone połączenia całkowicie mnie urzekły! I z pewnością nosiłabym sukienki i torebki! Zobaczcie koniecznie całą kolekcję – niesamowita! / Moda Operandi

Mój mały, biedny, poniewierany telefonik potrzebuje takiego cudownego etui! Ze skórki, z delikatnymi motywami! To z gwiazdkami – no boskie! Wszystkie piękne! / RARAMODO

Zakochałam się w tej porcelanie z kolekcji Scandinavian Floral… Na dodatek nie jestem pewna, czy już kiedyś Wam jej nie pokazywałam… Cudne są te roślinne kolaże, mam wręcz ogromną chęć sama z takimi pokombinować.  / Twig New York

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Manufaktury polno-leśne

Wśród nowości na naszym runku kosmetyków naturalnych istnieje pewien specyficzny podział. Są marki, kreujące się bardzo nowocześnie, przyjemnie, nie powiem, ale laboratoryjnie, czysto, biało. Są też takie, które zwracają się bardzo mocno ku przeszłości, ku naturze, w jej bardzo dosłownym znaczeniu. Są to małe, często rodzinne lub tworzone przez jedną pasjonatkę manufaktury, które określam mianem polno-leśnym. I są marki pośrednie, próbujące łączyć nowoczesność z, że tak to nazwę, mądrością dziejów. Często nie są one aż tak wyraziste w swej komunikacji z odbiorcą, jak te z dwóch pozostałych kategorii, niemniej jednak nie zaprzeczam dobrej jakości ich produktów. Chodzi jedynie o pomysł na siebie, dobór odpowiedniej grupy docelowej i sposób dystrybucji.

Chciałabym dzisiaj pokazać Wam kilka manufaktur polno-leśnych, które ostatnio często napotykam w internecie i które zwróciły moją szczególną uwagę. Ciekawa jestem bardzo ich produktów.

A może Wy polecacie mi któryś z kosmetyków szczególnie?

1. Trawiaste

Trawiaste kojarzy mi się z kwintesencją słowa „manufaktura”. Wszystko tu jakby żyło, jakby właśnie było ukręcone. Łąka aż wyziera ze strony, czuć wręcz jej zapach (choć swoją drogą strona sama w sobie niestety słaba, brakuje też własnej domeny, co jest jednak teraz konieczne). Przekonuje mnie główne hasło: „kosmetyki pełne soku, miąższu, eterów, ekstraktów z pestek, żywic”. Przemawia do mnie tak mocno, że chciałabym wgłębić się w ten czarodziejski, alchemiczny świat, pełen magii ukrytej w każdej roślinie. Na stronie czytamy: „Konserwujemy peptydami fermentacji rzodkwi,  emuglujemy naturalnymi woskami i włóknami pomarańczy.” Już samo to jest mocno intrygujące. W ofercie znajdziemy takie cuda, jak balsam z igliwia is kórki pomarańczy, męski krem żywiczny, pastę z żyworódki, krem kasztanowo-żurawinowy, pomadę z buraka, odżywkę z nasion brokuła, skrzypu i lnu czy paprodziada maść do brody. Zobaczcie koniecznie!/ Trawiaste

 

2. Polny Warkocz

Nowe dziecko laboratorium Cosmeceuticum, które poznałam przy okazji akcji świątecznej w Lili. Pięcioro z Was wygrała właśnie powyższy zestaw w świątecznym konkursie. Ciekawa jestem Waszych wrażeń! Na stronie czytamy: „Polny Warkocz to linia organicznych kosmetyków inspirowana wiedzą, kulturą oraz dziedzictwem naszych przodków. Radosne święta ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju i płodności tworzą pełen miłości i harmonii z naturą festiwal życia Słowian. Takie właśnie są produkty w serii Polny Warkocz. Proste i harmonijne receptury oparte na wiedzy o naturalnych składnikach, które odpowiednio zestawione wzmacniają swoje działanie, stanowią o ich wartości.” Ładnie, prawda? W ofercie znajdziemy na razie cztery olejowe mazidła oraz ciekawą rumiankową esencję  micelarną do demakijażu. / Polny Warkocz

 

 

3. 94b Hand Made

„4b hand made to maleńka manufaktura mydła, niejako „spod strzechy”, przytulona do lasu olchowego, niedaleko od rzeki Bug. Nasz czas wyznaczają migracje ptaków, narodziny jagniąt, żniwa, kaprysy pór roku… Wybraliśmy życie pełne prostoty wraz z jego jakością, jakże odmienną od powszechnie rozumianej.” Znowuż pięknie powiedziane! Mydlarnia bardzo kusi spora ofertą ciekawych mydeł. To, co jednak mnie najbardziej zaintrygowało to balsamy aromaterapeutyczne, a już najbardziej ten siarkowy na oleju z miodli indyjskiej.  Warto zobaczyć i przenieść się na chwilę do nadbużańskiego świata. / 94b Hand made

 

4. Mydlarnia Cztery Szpaki

Coraz więcej słyszę o tej mydlarni (która, swoją drogą, ma świetną nazwę i logo), nie zawsze wprawdzie dobrze, ale trzeba przyznać, że ma pomysł na siebie, jest konsekwentna, spójna i mocno osadzona w trendach (zobaczcie powyżej mydełko Wyrwidąb!). W ofercie znajdziemy oczywiście mydła, ale także bardzo ciekawe masełka do ciała, peelingi i hydrolaty. Jej twórcy piszą: „O tradycyjnie wytwarzanych kosmetykach przeczytaliśmy kilka lat temu na przypadkowo znalezionym amerykańskim blogu i wsiąkliśmy do reszty. Piwo i sery poszły w odstawkę, skupiliśmy się na mydle. Nie myśleliśmy o tym w kategoriach: firma, biznes, pieniądze. Jednak nasze kosmetyki znikały wśród rodziny, bliższych i dalszych znajomych, tak szybko, że… nie mieliśmy wyjścia, postanowiliśmy skierować przedsięwzięcie na profesjonalne tory.” Jak przedsięwzięcie będzie się rozwijać? Ciekawa jestem bardzo! / Cztery Szpaki

 

5. Alchemia Lasu

Już Wam o Alchemii Lasu pisałam, ale nie mogło zabraknąć jej w takim zestawieniu. Musimy więc zaszyć się ponownie w głębi lasu i włączyć fanpage manufaktury (nadal nie ma strony…). A potem odkrywać te wszystkie botaniczne cuda – mazidła, olejki, balsamy do ust, peelingi, sole, wody, ba – nawet proszek do mycia zębów z jodłą, świerkiem i węglem! Wszystko w bardzo „manufakturowej”, ale i modnej oprawie. „Tworzymy produkty w 100% naturalne, wykonywane na małą skalę z dbałością o dobór jak najczystszych i najświeższych składników botanicznych, zbierając wiele z ziół własnoręcznie i radośnie z łąk i lasów w górach południowej Polski. Nasze pomysły często rodzą się w lesie, a pierwsze prototypy botaników powstają w naszym domku na drzewie – wysoko w koronach drzew. ” Oj, chciałabym się w tym domku choć na chwilę znaleźć! / Alchemia Lasu

To jak? Znacie już te manufaktury? Polecicie coś naprawdę dobrego? A może coś Was szczególnie zaintrygowało?

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

#zmiana / odważ się

Marzyła mi się od dawna. No bo jak to tak – tu blog, tu książka, tu co jakiś czas wywiad, a i portfolio trzeba by zrobić… A zdjęć ładnych i profesjonalnych nie mam. Marzyła mi się więc od dawna sesja wizerunkowa. Zawsze jednak ją odwlekałam. W końcu to wydatek. Może nie jest aż tak potrzebna (jest, jest!). Ale najistotniejsze, z jakichś dziwnych powodów sesja zdjęciowa, w której to ja jestem obiektem, w której to muszę jakoś wyjść, jakoś wyglądać, do której się mnie będzie malowało – wszystko to raczej mnie przerażało.

Bo tak naprawdę, choć staram się przełamywać, to ja bardzo nie lubię siebie na zdjęciach. Jestem bowiem niefotogeniczna i zawsze (prawie zawsze) zrobię jakąś dziwna minę, przez którą wyglądam jak pożal się boże… Wierzcie mi, że tutaj, w Lili wrzucam już mocno przesegregowane, wyselekcjonowane zdjęcia, które po długim namyśle uznam, że „jednak ok”.

Taka sesja jest więc dla mnie czymś zupełnie nowym. Niemniej jednak, w związku ze zmianami w Nowym Roku, zdecydowałam się. Zdecydowałam się otworzyć, zaufać i popłynąć z prądem. I zaufałam – Kasi, którą poznałam podczas jednego ze spotkań krakowskich latających kręgów (takie babskie spotkanka). Umówiłam się i już nie było odwrotu.

Wybrałam kilka zestawów ubrań – do osądu Kasi. Odprowadziłam dziecko do przedszkola i pojechałam. I całą drogę chciało mi się śmiać. I stres dopadł mnie spory…

I w jednej chwili minął, jak tylko zobaczyłam Kasię. A jeszcze potem Ewę, która zrobiła mi makijaż.  A robiła go tak, że znowu się śmiałam, ale teraz już spokojniej. Śmiałyśmy się wszystkie razem.

Odważyłam się na sesję wizerunkową i bardzo się z tego powodu cieszę.

I warto, oj warto się odważyć!

Efekty sesji za jakiś czas.

(Po sesji wracałam na tramwaj wzdłuż Wisły. Smog okrutny… Ale słońce w końcu wyszło!)

Kwietnik x 5

Chciałabym w tym roku zaprzyjaźnić się z roślinkami. Innymi niż kaktusy, bo z kaktusami, jak się okazało, potrafię żyć w bardzo przyjemnej zgodzie. Zwyczajnie mi nie umierają!

Pora oswoić rośliny! I dlatego tak w oczy wpadają mi ostatnimi czasy piękne kwietniki!

Oto 5 z nich, istne cuda! I to z Polski!

 

1. Kwietnik Sol / Bujnie

2. Kwietnik czarny / HEXAL design

3. Domek z zielonym dymkiem / Plantarium

4. Makrama – kwietnik / Margo Hupert

5. Kwietnik Nu / Bujnie

 

Facebook