Kochani, muszę Wam donieść, ze Święta zakończyłam powalona rwą okrutną, w związku z czym niestety wyniki świątecznego konkursu mogą się opóźnić. Postaram się jak najszybciej, ale nastawcie się proszę, że mogą pojawić się dopiero jutro…
Kochani, muszę Wam donieść, ze Święta zakończyłam powalona rwą okrutną, w związku z czym niestety wyniki świątecznego konkursu mogą się opóźnić. Postaram się jak najszybciej, ale nastawcie się proszę, że mogą pojawić się dopiero jutro…

Drodzy moi, misiaczki moje najmilejsze, Święta nam przyszły! I przy okazji tej radosnej, chciałabym przesłać Wam ciepłe, z serca płynące życzenia. Tylko zacznę inaczej…
Im starsza jestem, tym częściej obserwuję, jak moi przyjaciele i znajomi od tych Świąt, które sama tak bardzo lubię, się odsuwają. Jak zaczynają je ich męczyć, jak stają się przykrym obowiązkiem, który trzeba odbębnić i wrócić w zacisze własnego domu, z dala od rodziny, choinki i łypiącego z talerza karpia. Święta stają się początkiem kłótni. Kłótni o to, gdzie będą spędzane, o to, że trzeba cały czas jeździć tam i z powrotem, rozmowy przy stole nużą lub irytują. Stres i presja, aby wszystko było idealne, wyniszczają… No, sami pewnie wiecie o co chodzi.
Ale nie dajcie się w tym roku! Jeśli zauważycie, że i Was zaczyna ta nieprzyjemna otoczka przytłaczać, przypomnijcie sobie taki moment z dzieciństwa, ze Świąt, w którym czuliście się szczęśliwi. Kiedy było ciepło, przytulnie, pachnąco. I trzymajcie się kurczowo tego wspomnienia. I stwórzcie takie same własnym dzieciom. I wyluzujcie, odpuśćcie, nabierzcie dystansu. Usiądźcie w fotelu z kubkiem gorącego kompotu z suszu i wsłuchajcie się w harmider. I przypomnijcie sobie, że dookoła Was są te osoby, które troszczą się o Was najbardziej, którym na Was zależy, nawet jeśli tego na co dzień nie okazują. A bądź co bądź taka troska to produkt deficytowy.
I z całego serca Wam życzę, abyście wtedy właśnie doświadczyli magii Świąt. Abyście ją zauważyli lub odkryli na nowo.
Bo to naprawdę bardzo wyjątkowy czas. Nie tylko dla dzieci.
PS Po Świętach wracam do Was z wynikami Wielkiego Świątecznego Lili Konkursu!

To już ostatni świąteczny pomysł w tym roku. Jak to przeleciało!
Urocze, musujące babeczki do kąpieli, którym dodałam twista przy pomocy lukru lub polewy z białej czekolady specjalnie zostawiłam na koniec. Czemu? Bo spokojnie mogą zostać prezentami last minut! Wszystkie bowiem składniki zakupicie w zwykłym sklepie spożywczym.
No… może z wyjątkiem zapachu, ale jeśli nie dysponujecie akurat żadnym olejkiem, polecam choćby odwiedzenie pobliskiej apteki, w której z pewnością znajdziecie te najbardziej podstawowe jak pomarańczowy czy lawendowy. A potem – do dzieła! Dzieci będą wniebowzięte!

Musujące babeczki do kąpieli z polewą lub lukrem
Składniki na 2 sztuki:
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek i skrobię, dolewamy olej, olejek zapachowy i ewentualnie kilka kropelek barwnika lub kakao (ja wykorzystałam żółty i czerwony barwnik). Całość dokładnie mieszamy ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Masę nawilżamy, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Gotową masę przekładamy delikatnie do foremek, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
W kąpieli wodnej podgrzewamy i roztapiamy w saszetce lukier lub polewę – według instrukcji na opakowaniu. Polewamy nią babeczki tak, aby się ładnie rozprowadziła i pozostawiła słodkie zacieki. Wierzch ozdabiamy posypkami. Odkładamy do całkowitego zastygnięcia.
Babeczki warto od razu zapakować, aby nie dostała się do nich wilgoć – spowoduje ona lekki rozrost babeczki, a przez to może nam pęknąć nasza polewa.
Po jednej babeczce dodajemy do kąpieli i relaksujemy się!

Jak tu się świątecznie nie zakochać, co? (Święta już tak niedługo! Niesamowite!)

1. Najładniejsze świąteczne lampki, jakie widziałam! / Anthropologie
2. Zauroczyły mnie opakowania nowych balsamów Hagi. Ciekawa jestem ich bardzo! / Hagi Cosmetics
3. Cudowny papier marmurowy do pakowania! Z własnoręcznie dodaną pozłotą. No, boski! / The Lovely Drawer
4. Równie cudowna księżycowa girlanda! / Kestrel
5. Czyż nie genialne opakowanie ginu o świątecznym posmaku? Jestem zachwycona! ? Clemen Gold Gin
6. Oj, każdy chciałby dostać tak cudownie zapakowane prezenty! / Flying House
7. Candy Company znowu zachwyca! Tym razem jest to zachwyt do potęgi! Zakochałam się w babeczkach ze śnieżnymi kulami, w których skryły się pierniczki! Bajka totalna! / Candy Company
8. Z największą radością przygarnęłabym takie świąteczno-zimowe talerze! / Anthropologie

Święta muszą być pachnące! Muszą pachnieć choinką, cytrusami, przyprawami korzennymi, gotowaną kapustą, barszczem i grzybami. I o ile te ostatnie aromaty tak czy tak będą się niedługo po domu rozchodziły, o tyle o resztę czasami warto zadbać specjalnie!
Polecam Wam dzisiaj wykonanie bardzo prostych, a jakże widowiskowych sprayów do pomieszczeń, które wprawią w dobry nastrój każdego, kto akurat do Waszego domu wejdzie! Nie tylko pachną wspaniale, wyglądają obłędnie, ale także wprowadzają cudowną gwiazdkową atmosferę, dodają masę pozytywnej energii i… wybijają bakterię i wzmacniają naszą odporność! To oczywiście dzięki zastosowaniu naturalnych olejków eterycznych!
Z okazji Świąt zrobiłam dwa spraye – pierwszy sosnowy, mocno leśny, przenoszący w głąb prastarej, zaśnieżonej puszczy. Idealny do domów, w których niestety nie ma prawdziwej, żywej choinki. Spryskujemy wtedy nim na przykład tę sztuczną, a ciepło lampek choinkowych rozniesie nam sosnowy zapach po całym domu.
Drugi zapach to moje odkrycie, w którym zakochałam się totalnie i całkowicie i nie mogę przestać go wąchać! Połączyłam naturalny olejek pomarańczowy z olejkiem zapachowym różanym. Efekt obłędny! Bardzo Wam polecam! Zapewne znacznie lepiej wyszłoby tu nam z prawdziwym olejkiem różanym, ale jeśli niestety, tak jak ja, akurat nim nie dysponujecie, wybierzcie taki aromat, który faktycznie pachnie różami. Zaręczam, ze będziecie zachwyceni tym świeżym, kobiecym połączeniem.

Klimatyczny zapach do pomieszczeń
Składniki:
Wszystkie składniki mieszamy w buteleczce. Jeśli zapach zacznie się rozwarstwiać, wystarczy wstrząsnąć przed użyciem.
W kwestii dekoracji – pięknie wyglądają przeźroczyste buteleczki z takimi zapachami, w których znajdują się małe roślinki. Najlepiej sprawdzają się tutaj dobrze oczyszczone i wysuszone rośliny, które są trwałe i mają coś w rodzaju woskowej powłoczki. Polecam więc gałązki iglaste, zimowe czerwone owocki, skórkę z pomarańczy – samą jej woskową część lub przyprawy, takie jak kolorowy pieprz, goździki czy gwiazdki anyżu. Niestety delikatne suszone rośliny i płatki kwiatów (jak tutaj róży) słabo się sprawdzają, szybko tracą kolor i rozmiękają. Polecam je jednak, jeśli chcemy zrobić wrażenie w jeden wieczór, na przykład ten wigilijny i ustawić takie zapachy w salonie, co jakiś czas spryskując nimi powietrze lub meble.

Na koniec przypominam o Wielkim Świątecznym Lili Konkursie!
145 wspaniałych nagród czeka na Was!
Wpadajcie TUTAJ!

Dobrze wiecie, że ogromnie cenię sobie bardzo proste pomysły. Z takim też dzisiaj do Was przychodzę! Bo czyż aromatyzowane oleje nie są proste do zrobienia? A jakież są dobre, jak cudnie wyglądają i jak wspaniale nadają się na prezent!
Nie wiem czemu wcześniej nie wpadłam na to, żeby aromatyzować olej grzybami. Przecież to genialny pomysł! Nie wiem jak Wam, ale mi suszone grzyby kończą się ekspresowo (dobrze, że rodzice mają zawsze większy zapas). A tutaj olśnienie – wystarczy kilka kropel grzybowej oliwy, aby nadać potrawie grzybowy, cudowny aromat!
Pomysł pojawił się w mojej głowie, jak tylko zobaczyłam te oliwę – w Weranda deli & gifts. Poszperałam więc nieco w internecie i okazuje się, że takie grzybowe oleje funkcjonują i świetnie się sprawdzają. Szczególnie spodobał mi się przepis na dodanie odrobiny takiego oleju do puree ziemniaczanego.
Grzybową oliwę można zrobić na różne sposoby. Jeden z nich polega na długotrwałym podgrzewaniu grzybów zanurzonych w oliwie lub innym oleju, na małym ogniu – zupełnie tak, jak robi się maceraty. Następnie przecedza się całość, grzyby dodaje do grzybowej zupy, a oliwę zamyka w buteleczce. Sama zdecydowałam się jednak na zalanie grzybów (garść suszonych, mieszanych), z odrobiną grubo zmielonego czarnego pieprzu, olejem – wybrałam olej rzepakowy z dodatkiem lnianego i z pestek dyni (Kujawski trzy ziarna). Butelkę odstawiamy na przynajmniej kilka dni w spokojne miejsce. Dodajemy do potraw według uznania.
No i jak to wygląda! I jak pachnie! Idealnie na prezent świąteczny!
