KategoriePrzepisy na kosmetyki

Migdałowe ciasteczka do peelingu twarzy


Mam dla Was pomysł na coś, co Wasza skóra pokocha!
A przynajmniej moja pokochała!

A może tak samo jak ja uwielbiacie ciasteczka migdałowe? Kiedyś nawet wrzucałam tutaj przepis na moje ulubione 🙂

Dzisiaj bowiem zamienimy moje migdałowe uwielbienie w ciasteczka zaiste wyjątkowe! Dzisiaj stworzymy urocze, pachnące kusząco migdałami, kokosem i pomarańczą ciasteczka do… peelingu twarzy! Wracamy zatem do moich ukochanych słodyczy kosmetycznych!

Dlaczego migdały? W swej zmielonej postaci mogą stać się naprawdę delikatnym, a przy tym bardzo łagodnym peelingiem do każdego typu cery!

Skóra po użyciu takiego ciasteczka jest oczyszczona, mięciutka, wygładzona i odżywiona. Składniki sprzyjają jej regeneracji, ale też niosą pozytywny ładunek dobrej energii naszym zmysłom! No, czysta przyjemność! Dosłownie 🙂



Migdałowe ciasteczka do peelingu twarzy


Składniki:

  • 50 g zmielonych migdałów
  • 10 g białej glinki
  • 30 g oleju kokosowego nierafinowanego
  • 20 kropelek olejku pomarańczowego

Wszystkie składniki przekładamy do miseczki i wyrabiamy ręcznie do uzyskania jednolitej, zwartej konsystencji. Olej kokosowy pod wpływem ciepła rąk lekko się roztopi i ułatwi tworzenie migdałowego ciasta. Całość przekładamy do foremek silikonowych lub ręcznie formujemy małe ciasteczka lub kuleczki. Jeżeli wybraliśmy foremki silikonowe, odstawiamy je na pół godziny do zamrażalnika, dzięki czemu nasze ciasteczka będzie łatwo wyjąć. Jeżeli sami formułowaliśmy kuleczki, wystarczy odstawić je w chłodne miejsce, aż olej kokosowy stężeje. Ciasteczka przekładamy do zamykanego pojemniczka, aby zabezpieczyć je przed dostawaniem się wilgoci w łazience.

Ciasteczek nie musimy przechowywać w lodówce (a wręcz nie polecam, bo są za twarde). W temperaturze pokojowej są miękkie, ale mają stałą formę. Nie należy ich natomiast trzymać w bardzo ciepłym miejscu, mogą się roztopić. No i oczywiście, jeśli dostanie się do nich wilgoć, jeśli nie zamkniemy pojemniczka, może nam na nich coś wyrosnąć… Wtedy od razu je wyrzucamy!

Aby użyć ciasteczka, bierzemy je w dłoń i rozrabiamy lekko z wodą. Masujemy nim wilgotną twarz przez dłuższą chwilę, a następnie zmywamy łagodnym żelem do mycia twarzy.

A potem cieszymy się gładką, mięciutką i taką przyjemną w dotyku skórką.

A ileż przyjemności w tym pomarańczowo-kokosowo-migdałowym zapachu!


Jeżeli chcecie zorganizować warsztaty tworzenia słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych w swojej firmie czy organizacji – zajrzyjcie na moją stronę LiliGarden.pl :* Bardzo polecam!


Jak ucieszyć nastolatkę – zapachowe błyszczące roll-ony

Być może sporo z Was wie już dobrze, że wcale nie jest łatwo ucieszyć nastolatkę. Zwłaszcza taką, co to jest niby na skraju nastoletniości, ale od dawna mam już wrażenie, że w ten okres weszła. Czas leci nieubłaganie 🙂 A mama kombinuje!

Tak i oto niedawno udało mi się właśnie całkiem przyjemnie moją prawie-nastolatkę zaskoczyć! Zrobiłam jej bowiem coś, co i mi wydaje się super fajne i zamierzam jedno dla siebie zagarnąć!

Zrobiłam super błyszczące, mieniące się w słońcu, kolorowe roll-ony z olejkami, które pachną totalnie wspaniale!

Podobne roll-ony już i tu kiedyś pokazywałam. Te jednak są o wiele fajniejsze! Czemu? Bo znalazłam do nich cudowne wypełnienie. Nie ma to jak buszowanie po sklepach craftowych! A i zapachy są naprawdę smakowite.

Jak ich używać? Kiedy tylko Wy lub Wasze pociechy zapragniecie pięknie pachnieć, sięgacie po roll-ny i delikatnie masujecie nimi skórę – zazwyczaj na nadgarstkach lub za uszami. Można nieco wklepać w szyję lub w dekolt. Same decydujecie! I pachniemy! A wykonanie jakże proste!

Do stworzenia roll-onów potrzebujecie:

  • buteleczek typu roll-on – ja moje kupiłam na Allegro TUTAJ – są szklane, wielorazowego użytku, a ich pojemność to 10 ml;
  • oleju kokosowego frakcjonowanego – użyłam tego olejku z kilku powodów – jest leciutki, suchy, więc nie pozostawia tłustych śladów, no i najważniejsze – jest przeźroczysty, dzięki czemu możemy pięknie wyeksponować nasze wypełnienie!
  • brokatowe wypełnienie – czyli coś pomiędzy cekinami, koralikami, a brokatem właśnie. Poszperajcie po okolicznych sklepach craftowych, na pewno coś podobnego znajdziecie. Wszystkie 5 moich wzorów pochodzi ze sklepu Tedi;
  • najważniejszego – zapachu! Jeśli preferujecie naturalne olejki eteryczne, to chyba najlepiej sprawdzą się tu te cytrusowe, jak pomarańcza czy limonka. My jednak postawiłyśmy na olejki zapachowe o przepięknych, soczystych aromatach! Osobiście polecam olejki ze sklepu Ecoflores (często używam na warsztatach), nasze ulubione to: mango (CUDOWNE!), zielona herbata, bez, fiołek, pina colada i wiśnia.

Do buteleczki wkładacie wypełnienie, według uznania. Zalewacie całość olejem kokosowym, a na końcu dolewacie wybrany olejek zapachowy – 10-15 kropelek. Nakładacie nakrętkę i całość strząsacie, żeby się ładnie połączyło. Roll-ony trzymamy pod ręką – w torebce, w piórniku, na biurku. Zawsze poprawią humor!

Jak wziąć udział w moich warsztatach?

Od czasu do czasu przesyłam Wam w social mediach wycinki z mojej warsztatowej pracy. Jak może bowiem pamiętacie, od około 12 już lat prowadzę warsztaty tworzenia kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych. Te drugie to taka moja ukochana specjalność. Słodycze kosmetyczne to kosmetyki, które wyglądają jak słodkości lub składają ze słodkich składników. Sporo moich pomysłów i przepisów na nie zamieściłam w książce Cukiernia kosmetyczna, która została wydana już kilka lat temu, nakładem wydawnictwa Publicat. Wciąż dostępna jest w księgarniach, zapraszam więc serdecznie do zakupów.

Wracając do tematu – jak wziąć udział w moich warsztatach?

Kochani, od dłuższego czasu nie organizuję sama otwartych warsztatów. Oznacza to, że na ten moment nie zapraszam serdecznie wszystkich chętnych, nie tworzę zapisów, grup, wydarzeń. Czemu? Zdecydowałam się bowiem na razie działać nieco inaczej. Po dwóch ostatnich razach, kiedy to niestety nie zebrała się grupa, postawiłam przez jakiś przynajmniej czas skupić się na działaniu dla firm i organizacji.

Czyli dla kogo?

Ot, choćby dla firm, które organizują wyjazdy integracyjne swoich pracowników, na przykład do hoteli w różnych urokliwych częściach Polski.

Dla korporacji, które pragną urozmaicić zwykły dzień pracy ciekawą atrakcją w swoim biurze.

Dla organizatorów spotkań prasowych lub eventów promujących ciekawy produkt, znowuż jako atrakcja wieczoru.

Dla agencji eventowych i biur podróży, kiedy to staję się częścią programu integracyjnego czy motywującego.

Dla organizacji samorządowych, które organizują w swoim regionie, gminie czy mieście ciekawe angażujące wydarzenia dla okolicznych mieszkańców.

Dla kół gospodyń wiejskich lub lokalnych stowarzyszeń, których to członkinie pragną nauczyć się czegoś nowego.

Bywam i na piknikach miejskich, i wśród przeuroczych starszych pań z kół emerytek, i na kameralnych otwarciach salonów spa, i na warszawskich celebryckich spotkaniach w ekskluzywnych modnych restauracjach.

Bywam i nad morzem, i na Mazurach, i w dużych miastach, i w górach oczywiście. Wszędzie tam, gdzie jest zapotrzebowanie na taką właśnie atrakcję.

Także jak widzicie – rozstrzał jest wielki! I jest to szalenie przyjemne, za każdym razem intrygujące i za każdym razem mocno satysfakcjonujące.


Jak wziąć udział w moich warsztatach?

Jako, że pracuję dla klientów, nie mogę niestety zapraszać nikogo bezpośrednio. Z szacunku dla ich prywatności, nie publikuję także zdjęć moich uczestników. Jeśli jednak chcielibyście wziąć udział w warsztatach, a obiecuję, że zabawa jest cudowna, możecie:

  • zorganizować takie warsztaty w swojej firmie – podczas jakiegoś tematycznego dnia lub na spotkaniu integracyjnym. Jeśli nie Wy decydujecie, podrzućcie namiar na moją stronę warsztatową – www.LiliGarden.pl – osobie odpowiedzialnej;
  • zainteresować warsztatami Wasz okoliczny dom kultury, ośrodek gminny czy lokalne stowarzyszenie aktywujące społeczność – bardzo często w takich organizacjach są specjalne fundusze lub starają się one o granty na tego typu wydarzenia;
  • dołączyć warsztaty do programu większej imprezy, którą organizujecie;
  • czasami także prowadzę warsztaty na wieczorach panieńskich, ale tu muszę zastrzec, że takie kameralne, prywatne warsztaty prowadzę jedynie w Krakowie i okolicach.

Jak zorganizować warsztaty? Ile to kosztuje?

Nie mam stałej kosztowo oferty, ponieważ nie jest to możliwe. Koszty warsztatów zależą bowiem od ilości uczestników, długości ich trwania (standardowo w ofercie polecam zazwyczaj takie 2-godzinne, ale mam także specjalne programy na krótsze warsztaty lub otwarte stoiska warsztatowe), najważniejsze – lokalizacji, a co za tym idzie – kosztów dojazdu, czasu poświęconego na dane wydarzenie, konieczności uczestnictwa drugiej osoby – asystentki lub asystenta. Czasami macie szczególne wymagania lub potrzeby, jakiś konkretny temat eventu, do którego trzeba dopasować program. Wszystko to sprawia, że każda oferta jest przygotowywana indywidualnie i pod konkretne zapytanie.

Zapraszam więc przede wszystkim do zajrzenia na moją warsztatową stronę – www.LiliGarden.pl , a potem do przesłania zapytania na adres lilinatura@lilinatura.pl. W mailu napiszcie proszę kiedy planujecie warsztaty, gdzie dokładnie, na ile osób i inne informacje lub potrzeby, które uważacie za istotne. Ja wtedy przygotowuję ofertę, w której albo umieszczam moje standardowe propozycje tematów warsztatów, albo tworzę dedykowany program oraz dodaję konkretne koszty. W ofercie znajdziecie wszelkie niezbędne informacje, zawsze jednak możecie o wszystko dalej pytać mailowo lub telefonicznie.

Kiedy tylko podopinamy sobie szczegóły, przyjeżdżam do Was, na miejsce warsztatów i uruchamiam moją pachnącą magię!

Zapraszam więc ciepło!

Regenerujące kąpielowe… jaja

Tak i zbliża się Wielkanoc. I wiosna w końcu dotarła. I słońce sobie o nas przypomniało. Jeszcze tylko tę pandemię przetrzymać i będzie dobrze, prawda?

Ale tymczasem skupmy się na świętach! No bo, skoro Wielkanoc to i jaja, prawda?

Mam więc dla Was dzisiaj prawdziwe jaja… kąpielowe!


Które wybieracie? Z różami czy piwoniami? Bo ja nie umiem wybrać! Ozdobiłam je płatkami kwiatów, bo tak cudownie kojarzą się dzięki temu z wiosną. No i któż nie lubi kwiatów? A jeśli jeszcze można wśród nich pływać… Och…

Ale od początku – czym są nasze jaja? Wielkanocną wersją kuli kąpielowych! Musujących, pachnących kuli! Dodatkowo, w wersji bardzo kremowej, wypełniłam je bowiem specjalnie cudownym regenerująco-kojącym dobrem – maceratem z rumianków i nagietków! Dzięki temu jaja zyskują łagodzącą moc i przywracają skórze piękny wygląd. Kilka takich kąpieli i jesteście gotowe na wiosnę!

Jeśli nie macie maceratu, możecie oczywiście zastąpić go innym ulubionym olejem. Polecam jednak to złote cudo, bo naprawdę świetnie działa na skórę.

Aby zrobić taki ziołowy macerat czyli olejowy wyciąg z ziół, wystarczy w np. słoiku zalać garść suszonych kwiatów rumianku i drugą garść kwiatów nagietka (dostępne w każdym sklepie zielarskim) wybranym olejem – polecam tutaj olej z pestek winogron, ryżowy, ze słodkich migdałów, pestek moreli lub brzoskwini. Olej ma w pełni zakrywać kwiaty. Całość mieszamy, zakręcamy i odstawiamy w ciepłe, suche miejsce na 2-8 tygodni, co jakiś czas wstrząsając. Po tym czasie przecedzamy olej. Wykorzystujemy jako oliwkę do ciała, olejek do masażu, do kąpieli czy dodatek do innych kosmetyków.

A jak już mamy macerat, robimy nasze wielkanocne jaja!


Regenerujące kąpielowe wielkanocne jaja

Składniki – na 3 jaja:

(w przypadku tego typu kąpielowych bomb możemy się nieco pobawić i nie musimy trzymać się idealnie dokładnych gramatur. Dzisiejsze wielkości podaję więc w łyżkach i zachęcam do zabaw z dziećmi! Idealne w czasie pandemicznego zamknięcia.)

  • 10 kopiastych łyżek sody oczyszczonej
  • 6 dużych łyżek kwasku cytrynowego
  • 3 duże łyżki mąki lub skrobi ziemniaczanej
  • 10 łyżek maceratu rumiankowo-nagietkowego lub ulubionego oleju
  • 40 kropelek olejku eterycznego, użyłam limonkowego
  • odrobina wody
  • foremki w kształcie jaja (użyłam 8-centymetrowych – TYCH)
  • łyżka rafinowanego masła shea
  • suszone płatki kwiatów – róży i piwonii


W misce mieszamy sodę, kwasek i mąkę. Dolewamy macerat/olej i olejek i zaczynamy wyrabiać nasze ciasto ręką. Wybrałam olejek limonkowy aby trochę złagodził mocno-ziołowy aromat maceratu. Dobierzcie zapach do własnych preferencji. Masę bardzo delikatnie spryskujemy dwa razy kilkoma kroplami wody. Posłuży nam za dodatkowe lepiszcze. Musowanie od razu gasimy, wyrabiając dalej ciasto. Ma mieć idealnie jednolitą konsystencję.

Do połówek foremki-jajka nakładamy naszą masę. Staramy się, aby zapełniła całą przestrzeń i jeszcze trochę wystawała. Następnie zlepiamy połówki, mocno je dociskając i lekko szurając na boki, aby nadmiar ciasta „wyszedł” bokami. Kiedy będą już możliwie najlepiej złączone, dociskamy mocno przez kilka sekund, po czym lekko opukujemy foremki i równie lekko ściągamy je z jajek. Powinny zachować już stałą formę. Możemy je tu też palcami wygładzić, zwłaszcza w miejscu złączenia. Jajka odstawiamy na godzinę.

Po tym czasie przekładamy masło shea do małej miseczki i lekko roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali. Dosłownie – leciutko i króciutko. Masło mam nam tu posłużyć za klej, którym dokleimy płatki kwiatów do jajek. Ma mieć więc konsystencję szkolnego kleju, a nie płynnego oleju. Masełko nakładamy niczym właśnie klej pędzelkiem na wybrane miejsce na jajku i dolepiamy płatki kwiatów według własnego uznania. Jeżeli płatki są mniejsze, tak jak tutaj te róży, możemy zanurzyć część jajka w maśle, a następnie ponownie zanurzyć w płatkach, które się do niego przykleją.

Jaja odstawiamy na noc do stwardnienia.

Jako, że nasze jaja zawierają całkiem sporo olejku, proponuję do kąpieli wykorzystać połowę takiego jajeczka, a drugą osuszyć (lub oderwać) i zamknąć w słoiczku do następnej kąpieli.


Kryształowe ultra słodkie mydełka

Mam takie wrażenie, że ostatnimi czasy ze szczególnym uwielbieniem spotyka się wszystko to, co błyszczące, słodkie, kryształkowe, serduchowo-kwiatowe i brokatowe. Uwielbiamy jednorożce, wróżki i gwiezdne girlandy. Cóż, sama się tu odnajduję! Ja i oczywiście moja córa. Czy nie jest to bowiem jeden z najprostszych sposobów, ale wprowadzić w codzienność nieco magii?

A dobrze wiecie, że taką magię to ja bardzo lubię!

Wyczarowałam więc kolejne magiczne mydełka! Kryształowe, ultra słodkie mydełka! Mydełka z bajecznymi mydlanymi kamieniami, które przy każdym myciu coraz bardziej zadziwiają i odsłaniają swoje pobłyskujące wnętrze. Mydełka okraszone sowicie brokatem, kryształkami różowej soli himalajskiej i mini mydełkami w kształcie serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków.

Czy może być bardziej słodko?


No, po prostu je uwielbiamy! I niech ich kształt Was nie myli – wcale trudno się nimi nie myje. Wystarczy pokroić je na trzy części – jedną dać do kuchni, drugą trzymać przy umywalce w łazience, a trzecią pod prysznicem – i mamy magię otaczającą cały dom! A ileż radości z tak teraz częstego mycia dłoni!

Od razu też dodam, że zawierają specjalny dodatek masełka shea, aby to częste mycie dłoni nie wysuszało skóry, a pozostawiało ją miękką i delikatną.

Bo, tak w ogóle, chyba te kamienne-kryształowe mydła to ja lubię najbardziej. Tworzyć, oczywiście! Ale i podziwiać u innych. I używać na co dzień. Dają tyle niezwykłej radości. A co najważniejsze – nawet jak coś nie wychodzi w trakcie tworzenia, to i tak wychodzi! Bo natura nie jest idealna! A kamienie mają najróżniejsze struktury, wzory, inkluzje. Można się więc bawić dosyć bezpiecznie, a na pewno – bardzo kreatywnie.



Dzisiejszy przepis nie będzie standardowym przepisem. Mydełka są na tyle różnorodne i nieregularne, że podpowiem Wam po prostu jak je zrobić. A potem musicie uruchomić wyobraźnię, zapasy i zamienić się w mydlaną wróżkę!

Zaznaczam bowiem raz jeszcze – te mydlane kryształki zawsze, ale to zawsze wychodzą inaczej. I w tym właśnie tkwi ich piękno. Nie da się zrobić dwóch takich samych i dlatego macie ogromne pole do popisu. Wybierzcie własne ulubione miki-kolory, własne brokaty, twórzcie własne kształty. Wykorzystajcie foremki jakie macie lub stwórzcie je z dostępnych pojemniczków, pudełek po mleku, jogurtach, serkach feta itp. Szukajcie inspiracji wokół siebie, w sklepie spożywczym we własnej kuchni. Zawsze można coś wykombinować!




Jak zatem powstały moje mydełka?

Wykorzystałam:

  • Bazę mydlaną przeźroczystą (wykorzystałam Forbury Clear) – około 500 g
  • Bazę mydlaną białą (wykorzystałam Forbury z kozim mlekiem) – około 300 g
  • 3 łyżeczki masła shea rafinowanego
  • miki i brokaty – wybrałam mikę różową, fioletową, złotą, biało-srebrną i dwa rodzaje brokatów – srebrny i bardziej złotawy
  • olejki eteryczne i zapachowe
  • garść gruboziarnistej różowej soli himalajskiej
  • foremki – małą plastikową na drobne elementy dekoracyjne (Ikea), dużą silikonową na bryłę mydlaną (możecie tutaj wykorzystać np. karton po mleku) oraz mniejszą silikonową owalną (tutaj także znajdziecie sporo zamienników w kuchni, a nawet możecie wykorzystać choćby foremki na muffinki i zrobić takie kryształkowe babeczki)
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu do pozbywania się bąbelków z powierzchni mydełka
  • sporo wyobraźni i chęci tworzenia

Większość składników, a zwłaszcza dobre bazy mydlane Forbury znajdziecie w sklepie ZróbMydełko, który tu bardzo polecam!



Gwiazdki, serduszka

Zaczynamy od tych drobnych elementów dekoracyjnych czyli serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków. A przynajmniej ja miałam dokładnie taką foremkę, ale jak zajrzycie do ZróbMydełko lub na Allegro, na pewno znajdziecie sporo innych ciekawych. Wystarczy roztopić w kąpieli wodnej lub mikrofali niewielką ilość dowolnej bazy mydlanej (uwaga – niewielkie ilości bardzo szybko się roztapiają, trzeba szczególnie uważać, aby mydełka się nie zagotowały), a potem zmieszać je z odrobiną wybranej miki – jej ilość dopasowujemy do preferencji – zawsze można dosypać odrobinę więcej, aby kolor był wyrazistszy. Całość przelewamy do foremek i odstawiamy na pół godziny do stwardnienia. Jeśli mydełka wylały se poza formę, ich nadmiar zsuwamy/obcinamy nożem, przesuwając nim po powierzchni foremki. Zależy nam tylko na tym, co pozostało w zagłębieniach foremki. Po wyciągnięciu mini mydełek możemy także wyrównać ich brzegi i kształty wykałaczkami, które nam bardzo delikatnie obcinają nadmiar mydlanej masy.



Kryształy

Przygotowujemy foremkę – ja wybrałam prostokątną o wymiarach 15 x 6 cm i głębokości 7 cm. Wielkość, grubość i skład warstw dopasowujemy do potrzeb i preferencji. I tak, na przykład, postawiłam na trzy różne zapachy, które dodawałam do kolejnych warstw, dzięki czemu wyszedł całkiem nowy, bardzo przyjemny aromat. Wykorzystałam olejki zapachowe ze ZwróbMydełko – Amalia i owocowy oraz olejek bergamotowy.

Ja postawiłam na następujące warstwy:

  • warstwa różowa – 200 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1 łyżeczka miki różowej, 40 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa fioletowa – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki różowej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa srebrna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki biało-srebrnej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa transparentna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • złote inkluzje – dwie łyżeczki miki złotej


Bazę mydlaną na pierwszą warstwę kroimy na mniejsze elementy, przekładamy do zlewki/miseczki/kubeczka ceramicznego i roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali, uważając, aby nie doprowadzić do wrzenia. Do płynnego mydła dodajemy miki, brokaty i zapachy, dokładnie mieszamy i przelewamy do formy. Jeśli na powierzchni pojawiły się bąbelki, spryskujemy je alkoholem izopropylowym. Odstawiamy na chwilę.

Roztapiamy bazę na kolejną warstwę jak powyżej i mieszamy z dodatkami. Bardzo ważne, aby przed wylaniem kolejnej warstwy upewnić się, że obie mają podobne temperatury. Oznacza to, że świeżo roztopiona baza ma temperaturę w miarę pokojową – nie parzy palców, nie jest za gorąca. Natomiast na powierzchni mydełka stygnącego w foremce powinna już pojawić się widoczna zastygła powłoczka. Wtedy dopiero wlewamy powolnym, małym strumieniem kolejną warstwę. W tym przypadku zależy nam na tym, aby się obie nieco wymieszały. Jeśli same tego nie „zrobią” (widać, jak różowe mydełko wychodzi na wierzch fioletowego), wystarczy sięgnąć po np. drewniany patyczek i lekko przejechać nim w foremce, tworząc zygzaki lub dziurki. Jeżeli chcielibyście, aby warstwy się nie połączyły, a zlepiły, musicie odczekać jeszcze chwilę, aż spadnie temperatura ich obu.


W ten sam sposób wylewamy kolejne warstwy. W między czasie tworzymy osobą warstwę ze złotymi okluzjami – po prostu wysypujemy na powierzchnię warstwy mydlanej dwie łyżeczki złotej miki. Na to wylewamy kolejną mydlaną warstwę.

Tak przygotowaną formę odstawiamy na 2 godziny do stwardnienia. Po tym czasie mydełko wyciągamy z formy, kroimy na plastry, a te każdorazowo na trzy prostokątne bryłki i małym nożykiem wycinamy kształty kryształów.



Mydełka

Kiedy mamy już gotowe kryształki i dekoracje, zabieramy się za składanie całości. Wykorzystałam tutaj owalną foremkę o długości 10 cm i głębokości 3,5 cm, ale, jak wspominałam, wystarczy, że rozejrzycie się dobrze w swojej kuchni i na pewno znajdziecie odpowiedni zamiennik. Polecam też najprostsze foremki silikonowe na muffinki – powstaną wtedy kryształowe babeczki.

Na jedno mydełko roztopiłam 100 g bazy mydlanej białej, do płynnej dodałam płaską łyżeczkę masła shea i 30 kropelek olejku zapachowego. Całość dokładnie zmieszałam i wylałam do formy. Kiedy lekko ostygła, a na jej powierzchni pojawiła się delikatna błona, włożyłam kilka kryształowych mydełek, układając je w miarę swobodnie i organicznie. Pomiędzy nimi ułożyłam mini mydełka i kryształki soli. Tutaj koniecznie trzeba poczekać, aż baza na tyle stwardnieje, że te dodatki nam się w niej nie zatopią. Kryształki soli dodatkowo dociskałam lekko wykałaczką, aby na pewno się dobrze przylepiły do mydełka. Całość oprószyłam złotawym brokatem.

Gotowe odkładamy na pół godziny do stwardnienia, po czym wyciągamy z foremki. Przed użyciem polecam przekroić je dużym nożem na trzy części.


Pomysł na prezent – zestaw kojący do snu

Wiem, wiem… Święta tuż tuż, a ja dopiero teraz spieszę z takim fajnym pomysłem na prezent… Spokojna głowa! Mój dzisiejszy zestaw kojący do snu jest tak uniwersalny, tak ponadczasowy i tak nieraz potrzebny, że możecie wykorzystać tę inspirację przez cały rok, na przeróżne okazje!

Zestaw pokazuję na samym końcu świątecznych wpisów, ponieważ będzie on prezentem z bliskiej osoby. Nie zdradzę dla kogo, ale mam nadzieję, że bardzo się przyda!

Jest to prezent w połowie kupiony, w połowie własnoręcznie robiony. Czyli coś miłego dla każdego! A dokładniej, zależało mi na skomponowaniu produktów, które w łagodny i naturalny sposób będą wspomagać zasypianie. Odstresują, zrelaksują, ukoją zmysły i nerwy i pomogą się wyłączyć. A potem spać, smacznie spać aż do rana.

Mój zestaw w dużej mierze bazuje na dobroczynnych właściwościach lawendy, bo to ona jest uznanym i cenionym od wieków remedium na kłopoty ze snem. To ona tak cudownie uspokaja i łagodzi. Ona pomaga zapomnieć o problemach dnia codziennego i w końcu porządnie odpocząć! Lawendę więc skomponowałam z innymi roślinkami i w ten sposób powstało prawdziwe pudełko rozmaitości!

A w nim…



Woreczek z lawendą

Możecie taki znaleźć w internecie lub sklepach zielarskich, albo po prostu sami zrobić! Wystarczy zapakować w mały woreczek z materiału sporą ilość lawendy (jest w każdym sklepie zielarskim i w większości aptek) i zawiązać całość wstążeczką. Mój woreczek przywędrował do mnie wraz z kosmetykami Biolaven. Taki woreczek wkładamy pod poduszkę i za każdym razem, kiedy poruszamy głową podczas snu, rozchodzi się z niego delikatny, przepiękny lawendowy aromat.


Badger Sleep Balm


O balsamach marki Badger słyszałam już dużo dobrego, zdecydowałam się więc postawić tu na jeden z nich – Spokojny Sen. Znajdziemy w nim mieszaninę olejów i wosku pszczelego oraz kilka ciekawych olejków eterycznych. „Rozmaryn jest klasycznym zielem, który wspiera jasność myśli oraz pewność siebie i pamięć. Bergamotka pobudza ducha, a imbir działa wzmacniająco. Lawenda jest klasycznym zielem stymulującym sen, odświeża oraz relaksuje.” Mamy tu jeszcze jodłę balsamiczną, która działa kojąco i wzmacniająco. Taki balsam należy wetrzeć w okolice nosa, ust, skroni oraz w inne punkty pulsacyjne, aby mogły zadziałać olejki eteryczne. Balsam znajdziecie np. w Ecco Verde lub Notino.


Pukka Ziołowa herbata do snu – Night Time


Taką herbatkę najlepiej wypić tuż przed spaniem.

Herbata ziołowa idealna przed snem, kiedy męczy Cię niepokój i stres. Wyśmienicie koi nerwy i pomaga zapomnieć o troskach codziennego dnia, tym samym ułatwia zasypianie.
Zawiera kwiat owsa bogaty we flawonoidowy działające antyoksydacyjnie, zatem chronią przed przedwczesnym starzeniem się organizmu oraz oznakami stresu. Korzeń lukrecji polecany jest przy dolegliwościach żołądkowo-jelitowych, ponieważ za sprawą właściwości przeciwzapalnych reguluje pracę, a także regeneruje błony śluzowe, szczególnie przy zatruciu pokarmowym, wrzodów i zgagi.
Mieszanka zawiera również kozłek lekarski, zwany walerianą, który wykazuje działanie uspokajające i wyciszające. Nie brakuje również kwiatów lawendy o właściwościach relaksujących i usypiających. Dzięki tym składnikom herbata jest przydatna zwłaszcza w stanach łagodnego napięcia nerwowego oraz przy trudnościach w zasypianiu.

Herbatkę znajdziecie w Triny



Lawendowo-pomarańczowy roll-on


Jest to łagodny olejek ogólnie poprawiający nastrój o lekkim, kojącym armacie. Połączyłam tutaj moc lawendy z energetyzującym, dodającym uśmiechu i radości zapachem pomarańczy. Takim roll-onem delikatnie smarujemy nadgarstki i skórę za uszami i pozwalamy zapachom unosić się wokół nas! Dodam jeszcze, ze bazą olejku jest leciusieńki, tzw. suchy frakcjonowany olej kokosowy, który nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Składniki:

  • 10 ml frakcjonowanego oleju kokosowego
  • 10 kropelek olejku pomarańczowego
  • 10 kropelek olejku lawendowego

Składniki przelewamy do buteleczki z roll-onem (moją kupiłam na Allegro). Olejkiem smarujemy nadgarstki i skórę za uszami zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy ukoić zmysły. W tym, jak najbardziej, także przed snem.



Lawendowo-bergamotowy spray


Czyli lawendowa klasyka! Takim sprayem zraszamy sypialnię na chwilę przed snem lub zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy się wyciszyć. Lawenda zacznie czynić swoją magię wokół nas, a dodatek bergamotki sprawi, że powróci nam dobry nastrój, a łóżko stanie się przytulną przyjemnością.

Mój spray zrobiłam w całości na wódce, a w niej niestety nie połączą się dokładnie olejki eteryczne. Trzeba będzie przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczką. Lepiej zadziała tutaj spirytus. Znam też sporo przepisów z użyciem wody, najlepiej destylowanej, w proporcjach pół na pół z alkoholem. Wtedy jednak nie dodawajcie na wszelki wypadek gałązki lawendy.

Składniki:

  • 100 ml wódki
  • 40 kropelek olejku lawendowego
  • 40 kropelek olejku bergamotowego
  • opcjonalnie na ozdobę gałązka lawendy

Do buteleczki z atomizerem wkładamy gałązkę i wlewamy olejki. Jak wspominałam powyżej, przed każdym użyciem należy sprayem wstrząsnąć.


Nasze dzisiejsze kosmetyki są ogólnie bardzo łagodne i bezpieczne, należy jednak się z nimi wstrzymać na wszelki wypadek w pierwszym trymestrze ciąży. Zarówno olejek, jak i spray wytrzymają bardzo długo, jeżeli zapewnimy odpowiednią higienę przy ich tworzeniu i przechowywaniu. Po dłuższym czasie mogą jednak ulotnić się olejki.


Facebook