KategoriePrzepisy na kosmetyki

Kąpielowe tartaletki cynamonowe z kremem cytrynowym

Co powiecie na słodką kąpiel?

Skusicie się?

Mam dzisiaj dla Was nowy pomysł! Jakże apetyczny! Dzisiaj robimy kąpielowe tartaletki cynamonowe z cudownym mleczno-cytrynowym kremem!

Chciałoby się zjeść, prawda?

A tymczasem nasz cynamonowy spód będzie nam wspaniale w wannie z wodą musował, a krem pełen mleka i masła shea ukoi i wypielęgnuje skórę. No i jak to pachnie! Mamy tu całkowicie naturalne zapachy – aromatyczny cynamon i świeża cytryna. Połączenie jednocześnie relaksujące i energetyzujące!

I wcale, a wcale nie są trudne do zrobienia!



Kąpielowe tartaletki cynamonowe z kremem cytrynowym

Składniki / na 10 sztuk:

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 4 cytryny
  • 100 g sody oczyszczonej
  • 50 g kwasku cytrynowego
  • 30 g skrobi ziemniaczanej
  • 2 łyżki cynamonu
  • 9 łyżek oleju ryżowego lub z pestek winogron
  • 100 g mleka w proszku
  • opcjonalnie: 20-30 kropelek olejku cytrynowego
  • odrobina wody do spryskiwania
  • do przybrania – gałązki rozmarynku lub skórka z cytryny

DZIEŃ I

Pierwszego dnia robimy spody tartaletek i macerujemy cytrynę w maśle shea, aby pięknie cytrynowo pachniało.

Do zrobienia spodów:

Przygotowujemy miskę, do której wsypujemy sodę, kwasek, skrobię i cynamon. Dolewamy 2 łyżki oleju np. ryżowego. Wyrabiamy ręką “ciasto” na tartaletki, co chwilę lekko spryskując wodą (może być butelką ze spryskiwaczem lub po prostu po kilka kropelek z ręki). Jeśli dodamy za dużo wody, mieszanina zacznie mocno musować. Musowanie gasimy palcami i wciąż wyrabiamy całość, do uzyskania jednolitej konsystencji. Ciasto musi być na tyle zwarte i wilgotne, że jeśli zamkniemy jego część w dłoni i ją otworzymy, pozostanie nam zbity kształt. Coś podobnego jak piasek do budowania zamków.

Gotowe ciasto przekładamy do 10 silikonowych foremek na muffinki, do około 1,5-2 cm wysokości, wyrównujemy palcami. Niewielkim okrągłym przedmiotem odciskamy kształt tartaletki. Ja użyłam opakowania na posypki cukrowe. Mocno dociskałam nim nasze ciasto w foremkach, dzięki czemu powstało zagłębienie na krem. Foremki odkładamy na całą noc do stwardnienia.

W między czasie obieramy woskową część skórki z dwóch cytryn. Przekładamy je do ceramicznej miseczki, dodajemy masło shea i odstawiamy do kąpieli wodnej do podgrzewania na bardzo małym ogniu. Pozostawiamy tam na 2-3 godziny, nie dopuszczając do zbytniego podgrzania masła. Po tym czasie odstawiamy miseczkę na noc. (Polecam przy okazji posmarować sobie usta takim cytrynowym masełkiem).



DZIEŃ II

Spody tartaletek wyciągamy z foremek. Masło ponownie przekładamy do kąpieli wodnej, aby się roztopiło.

Do miski wsypujemy mleko w proszku. Na tarce ścieramy skórkę z dwóch cytryn i przekładamy całość do miski z mlekiem. Przelewamy roztopione masło, uważając, aby skórki cytryn nie wpadły do miski. Dolewamy też 7 łyżek wybranego oleju. Jeśli uznamy, że zapach jest za słaby, dodajemy olejek cytrynowy. Mieszamy całość intensywnie, do uzyskania jednolitej konsystencji kremu do tortów.

Krem przekładamy na nasze cynamonowe spody. Dekorujemy według uznania i odkładamy na pół godziny do stwardnienia.

Na jedną kąpiel wrzucamy do wanny jedną tartaletkę. Relaksujemy się… 🙂

UWAGA

Tartaletki, a dokładniej cynamon, zapewne zabrudzą nieco wannę. Wystarczy przetrzeć pozostałości gąbeczką.

Jeśli masz wrażliwą skórę, zamiast cynamonu, dodaj kakao.


3 świeże toniki

Zdarzyło Wam się kiedyś, że jakoś tak całkowicie nagle, skończył się Wam ulubiony tonik do twarzy?

Pewnie całkiem możliwe, co? Tak zazwyczaj zaczyna się przygoda ze świeżymi tonikami. Wystarczy bowiem wejść do kuchni, ruszyć głową i w kilka chwil możemy mieć genialny tonik!

A wtedy to już przepadniecie! Bo takie świeże toniki są naprawdę świetnymi kosmetykami. Wymagają wprawdzie odrobiny więcej zachodu niż sięgnięcie po taki gotowy, markowy, niemniej jednak są nie tylko dobrą alternatywą, ale często też znacznie lepszym rozwiązaniem pielęgnacyjnym.

Mam więc dzisiaj dla Was 3 sprawdzone przepisy na cudne świeże toniki. Wypróbujcie je koniecznie, znajdźcie swój ulubiony. Albo niechaj staną się inspiracją do dalszych eksperymentów?


Co charakteryzuje takie świeże toniki?

  • są bardzo proste, nie tylko w wykonaniu, ale także w kwestii ilości i dostępności składników; wszystko zazwyczaj znajdziemy w kuchni i przygotujemy w kilka chwil;
  • niestety nie są trwałe, robimy więc naprawdę niewielkie porcje, najlepiej na 2-3 dni i przechowujemy w lodówce;
  • są doprawdy po prostu tanie – zwłaszcza te, które dzisiaj Wam zaproponowałam;
  • ilość składników domierzamy “na oko”, nie są tu konieczne dokładne receptury;
  • idealnie nadają się do odświeżania cery w ciągu dnia, co sama uwielbiam i bardzo polecam. Możecie zamienić je w lekką mgiełkę lub lekko przykładać do skóry na waciku;
  • warto postarać się o najlepszą jakość składników, z jakich je wykonujemy; Wasza skóra się Wam odwdzięczy!

Jeśli więc jeszcze nie przygotowywaliście sobie świeżych toników – do dzieła!



Tonik jabłko-mięta

Składniki:

  • kilka listków/gałązek świeżej mięty, ewentualnie łyżeczka suszonej
  • ekologiczny ocet jabłkowy
  • gorąca woda

Przygotowujemy napar z mięty – zalewamy ją około połową kubka gorącej wody i odstawiamy na kilka chwil. Jeżeli jest taka konieczność przelewamy napar przez siteczko, a następnie wlewamy do niewielkiej buteleczki razem z octem jabłkowym, w takiej proporcji, aby octu była jedna część, a naparu 4-5 części.

Jest genialny! A jak pachnie! Jak cudownie odświeża i tonizuje skórę. Dodaje jej energii i blasku.


Woda ryżowa

Składniki:

  • garstka ryżu, najlepiej ekologicznego, białego lub brązowego
  • przegotowana woda

Do miski przesypujemy ryż i zalewamy go przegotowaną, letnią wodą, tak aby jej powierzchnia była około 1-2 cm ponad ryżem. Mieszamy i odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie przelewamy płyn przez sitko i wlewamy do buteleczki.

Taka woda ryżowa cudownie koi podrażnioną skórę, uspokaja ją, delikatnie oczyszcza. Łagodzi i reguluje. Jest lekko mętna i po jakimś czasie pojawi się osad na spodzie. Wystarczy wtedy tylko wstrząsnąć buteleczką.


Tonik rumianek-cynamon

Składniki:

  • łyżeczka lub torebka rumianku
  • kawałeczek kory cynamonu
  • pół łyżeczki octu jabłkowego
  • gorąca woda

Rumianek i cynamon zalewamy około połową kubka gorącej wody. Odstawiamy na kilka chwil. Gotowy napar przecedzamy i wlewamy do buteleczki razem z niewielkim dodatkiem octu jabłkowego.

Tonik z jednej strony świetnie koi skórę, ale także mobilizuje ją do regeneracji, dodaje jej energii i ją wzmacnia. Działa przeciwzapalnie i łagodząco. Polecam zwłaszcza do problematycznej, podrażnionej skóry.




Warsztaty walentynkowe Magia Miłosna / Kraków

Oj, będzie się działo!

Będziemy czarować! Będzie pachniało!

Będzie kreatywnie, wesoło i przytulnie!

Zapraszam na walentynkowe warsztaty do Krakowa!


Magia miłosna

Kosmetyki pełne afrodyzjaków

KRAKÓW, Absurdalia Cafe

16.02.2019


PROGRAM

Część pierwsza – 10:30- 13:00

Zrobimy:

  • Delikatny owsiano-lniany krem oczyszczający
  • Różowy tonik kwaśno-kwiatowy
  • Bąbelkowy miętowo-miodowy płyn do kąpieli
  • Czekoladową maseczkę odżywcza

30 minut przerwy (polecamy lekki lunch – w Absurdaliach zjecie pyszne panini, tosty i sałatki oraz najpyszniejsze ciasta – także wegańskie)


Część druga – 13:30 – 16:00

Zrobimy:

  • Suchy eliksir nabłyszczający
  • Balsam całuśny do ust
  • Afrodyzującą świecę do masażu
  • Serniczki kąpielowe z tajemnym przesłaniem-niespodzianką


KOSZTY

Koszt warsztatów – 250 zł / os.

W cenie:

  • porządna dawka wiedzy, dobrej energii i inspiracji
  • Gorący napój – herbata, kawa lub kakao
  • Wszystkie powyższe kosmetyki, które zrobicie sami, zabierzecie do domu
  • Pisemne materiały z przepisami na warsztatowe kosmetyki

MIEJSCE

Absurdalia Cafe, ul. Brodzińskiego 6, Kraków / koło kładki. Polecamy Absurdalia na Facebooku.


Zgłoszenia przyjmujemy do 7 lutego 2019 drogą mailową, na adres lilinatura@lilinatura.pl. Warunkiem zapisu jest wpłacenie całości kwoty za warsztaty w ciągu 3 dni od zgłoszenia, na przesłane mailowo konto.

Ilość miejsc ograniczona, mocno.

Zastrzegam sobie możliwość odwołania warsztatów, w przypadku nie zebrania grupy.

W przypadku odwołania uczestnictwa:

  • do 7.02.2019 – zwracamy całość kwoty
  • po 7.02.2019 – zwracamy 50% kwoty, chyba, że znajdziemy zastępstwo na wolne miejsce, wtedy zwracamy całość.

Zapraszamy cieplutko!

Na prezent: 2w1 płyn i olejek do kąpieli

Znacie te buteleczki, w których można umieścić jednocześnie oliwę i ocet balsamiczny? Jedno jest na wierzchu, drugie w środku.

Postanowiłam tym razem wykorzystać taką buteleczkę inaczej!

Zmieniamy ją więc w wyjątkowy, pachnący lawendą prezent gwiazdkowy! I cieszymy się z radości obdarowanej osoby!

Co zamieściłam w buteleczce?

Kąpielowy niezbędnik!

Jej większą część wypełnia łagodny, miodowo-lawendowy płyn do kąpieli, który nie tylko stworzy nam w niej przyjemną delikatną pianę, ale przy okazji skórę uczyni miękką, a zmysły ukoi!

Do mniejszej, wewnętrznej buteleczki wlałam łagodny lawendowy olejek do kąpieli, którego dodajemy dosłownie 1-2 łyżki do wanny wody. I to najlepiej razem z płynem! Idealnie się bowiem uzupełniają!

Pozostawiają skórę nawilżoną i miłą w dotyku, ale co równie ważne – gwarantuję wspaniały relaks i ukojenie dla skołatanego, zapracowanego umysłu!

Dodam jeszcze, że masę takich buteleczek znajdziecie np. na Allegro lub w sklepach z produktami gospodarstwa domowego. Buteleczki są szklane, co bardzo ładnie wygląda, trzeba jednak uważać przy chowaniu ich pod choinką.

Lawendowo-miodowy płyn do kąpieli

Składniki:

  • 120 ml przegotowanej wody
  • 120 ml betainy cocoamidopropylowej (Cocomidopropyl Betaine / ZielonyKlub.pl)
  • 20 ml gliceryny roślinnej
  • 40 ml płynnego miodu
  • 30 kropelek olejku lawendowego
  • 3 ml eco konserwantu

Wszystkie płyny mieszamy dokładnie w wysokiej zlewce, aż dobrze się połączą.  Przelewamy do czystej buteleczki. Płyn dolewamy w dowolnej ilości do wanny z wodą.

Lawendowy olejek do kąpieli

Składniki:

  • 50 ml olejku z pestek brzoskwini
  • 30 kropelek olejku lawendowego

Olejki mieszamy i przelewamy do czystej buteleczki. Do wanny z wodą dolewamy 1-2 łyżki olejku.

I tak powstają nam dwa złociste umilacze kąpieli, które tak przyjemnie wpisują się w świąteczny klimat!

Polecam oczywiście zawiesić własnoręcznie zrobiony pierniczek na butelce!


Płynne złoto do rozświetlania twarzy

A gdyby tak w jednej chwili zamieniać się w księżniczkę rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy?

Gdyby tak pobawić się w alchemika i odkryć własny kamień filozoficzny?

Gdyby tak podarować na Święta komuś bliskiemu płynne złoto?

Aby móc zabłysnąć jak pierwsza gwiazdka?

Drodzy moi, zrobimy dzisiaj cudownie pachnące kwiatem gorzkiej pomarańczy – płynne złoto!

Co to jest to płynne złoto?

To tajemna mikstura, która zamienia nas w gwiazdy! A dokładniej gęsty olejek wypełniony złotymi drobinkami, które nakładamy:

  • opuszkami palców na powieki
  • równie delikatnie pod łuki brwiowe
  • nad kości policzkowe, leciutko wmasowując palcami
  • na dekolt, rozsmarowując na skórze, przed wielkimi wyjściami i mniejszymi imprezami.

Nasze złoto zapewni nam dyskretny, ale widoczny blask, który z pewnością przyciągnie wzrok i rozświetli naszą skórę!

A przy tym – jak to pachnie! Być może tak właśnie pachniała Szeherezada? Neroli – kwiat gorzkiej pomarańczy jest jednym z piękniejszych, kwiatowych, ciepłych zapachów. Uwielbiam!

Płynne złoto do rozświetlania twarzy

Składniki:

  • 1 łyżeczka wosku migdałowego
  • 12 łyżeczek oleju makadamia
  • 9 kropelek olejku eterycznego neroli
  • 2 łyżeczki brokatu Winter Gold Glitter (Kolorówka.com)

W kąpieli wodnej w niewielkiej zlewce lub miseczce rozpuszczamy wosk migdałowy. Dolewamy do niego olej makadamia i mieszamy. Ściągamy całość z ognia. Dosypujemy brokat i dolewamy olejek eteryczny i wciąż mieszamy przez kilka minut.

Gotowe płynne złoto przelewamy do słoiczka lub buteleczki. Ja moją kupiłam na Allegro (niestety już nie są dostępne u tego sprzedawcy) – przyznajcie, że idealnie nadaje się do tego typu mikstur!


Sztyft z kurkumą na niedoskonałości

Gdzieś kiedyś natknęłam się na krótki materiał filmowy, o tym, jak to gwiazdy hollywoodu zachwycają się sztyftami z kurkumą. Wtedy to postanowiłam, że zrobię sobie sama własną wersję tego cuda. I wiecie co? Wyszło wspaniale! I naprawdę działa!

Co to ten sztyft? To prosty w wykonaniu kosmetyk w formie pomadki, który stosujemy w walce z niedoskonałościami. Tymi, które, jak czujemy, zaraz nam wyskoczą i tymi, z którymi już się borykamy. Jego najważniejszym składnikiem jest właśnie kurkuma o bardzo silnych właściwościach przeciwzapalnych, antybakteryjnych, rozjaśniających i kojących. Kurkuma przyspiesza gojenie się ran i działa przy tym przeciwbólowo. To taka nasza broń na problemy skórne, która jest przy okazji tania i łatwo dostępna. Jej minusem jest fakt, że zabarwia skórę na żółto i wcale nie tak łatwo to zmyć, mimo jednak wszystko – warto się troszkę pomęczyć.

 

Sztyft opatrzyłam także w inne składniki, które świetnie sprawdzają się w walce z niedoskonałościami. Mamy więc sporo oleju z krokosza barwierskiego, który bardzo polecany jest do pielęgnacji skóry trądzikowej. Mamy też silny antyseptyk w postaci olejku z tymianku i mamy przyspieszający gojenie ran, osuszający je wręcz – tlenek cynku. Mamy w końcu regenerującą dawkę wosku pszczelego, który to pozwala zachować naszemu sztyftowi formę sztyftu.

Takie połączenie składników sprawia, że problematyczne miejsca nie tylko będą odkażone i wysuszone, ale przy okazji goją się i regenerują, aby w końcu łagodnie zniknąć.

Jak stosujemy taki sztyft? Najlepiej wieczorem, na oczyszczoną, wilgotną jeszcze skórę. Sztyftem delikatnie maziamy po newralgicznych miejscach, aż pokryje je leciutka warstwa kosmetyku i staną się żółte. Pozostawiamy, jak maseczkę, na około 20 minut, a następnie zmywamy – najlepiej płynem micelarnym na waciku.  Zabieg powtarzamy tak często, jak mamy potrzebę.

Jest to bardzo wydajny kosmetyk, starczy Wam na baaardzo długo. Spokojnie też może długo postać, jeśli tylko zachowacie podstawowe zasady higieny przy jego tworzeniu i przechowywaniu.

Do dzieła!

 

Sztyft z kurkumą na niedoskonałości

Składniki / na 2 sztyfty:

  • 2 łyżeczki wosku pszczelego – bielonego lub żółtego
  • 5 łyżeczek oleju z krokosza barwierskiego (np. ze Zrób Sobie Krem)
  • 1 łyżeczka kurkumy (mielonej, takiej z torebek z marketu)
  • 1/2 łyżeczki tlenku cynku (mój z Zielony Klub)
  • 4 kropelki olejku tymiankowego

Przygotowujemy dwa opakowania na pomadki (ze sklepów z półproduktami kosmetycznymi). W zlewce szklanej z dzióbkiem (z takiej będzie najwygodniej przelewać do pojemniczków, ale może to być i zwykła ceramiczna miseczka) w kąpieli wodnej roztapiamy wosk. Dopiero kiedy będzie już rozpuszczony, zmniejszamy ogień do minimum i dolewamy olej z krokosza, który nie lubi wysokich temperatur. Mieszamy szybko, aż całość się połączy i powstanie nam olejek i ściągamy zlewkę z kąpieli wodnej. Dosypujemy po kolei kurkumę i tlenek cynku, intensywnie mieszając za każdym razem, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Na końcu dolewamy olejek tymiankowy, ponownie mieszamy. Całość powinna już delikatnie chcieć zastygać, przelewamy więc mieszaninę do pojemniczków i odkładamy je w chłodne miejsce na ok. godzinę, do pełnego stwardnienia.

 

 

Facebook