KategoriePrzepisy na kosmetyki

Przepis na suchy szampon do włosów ciemniejszych II

Pamiętacie najprostszy na świecie przepis na suchy szampon do włosów? Jeśli nie, to wpadnijcie TUTAJ! Tak, tak, to najzwyczajniejsza skrobia ziemniaczana! Dzisiaj zrobimy coś odrobinę bardziej zaawansowanego i praktycznego! Zwłaszcza dla osób o ciemniejszych włosach!

Do jego przygotowania wykorzystałam:

  • 4 łyżki skrobii ziemniaczanej
  • 1 łyżeczke białej glinki
  • 1 łyżkę kakao ciemnego
  • 3 kropelki olejku lawendowego
  • 3 kropelki olejku rozmarynowego
  • pojemniczek na sól 

Całość mieszamy w miseczce i przesypujemy do pojemniczka na sól. Taki, jak ten na zdjęciu jest bardzo praktyczny – dawkuje niewielkie ilości i ma zamykanie, chroniące przed wilgocią. Niewielką ilość proszku należy delikatnie palcami wetrzeć we włosy, a następnie je rozczesać.
 
Co ważne:
  • Skąd to kakao? Bardzo nie lubię efektu nagłego ataku siwizny po użyciu szamponu suchego – czy to kupnego, czy samej skrobi. Kakao sprawdza się tu idealnie, bo zmienia kolor proszku, który od razu “gubi” się we włosach! Do tego nie tyle nie szkodzi włosom, a wręcz ma korzystny wpływ na ich stan. 
  • Kakao można dodać znacznie więcej, niż ja to zrobiłam. Szampon będzie miał wtedy ciemniejszą barwę. Włosom jaśniejszym poleca się, zamiast kakao, użycie niewielkiej ilości cynamonu.
  • Dodane olejki lawendowy i rozmarynowy znane są ze swoich właściwości pielęgnujących włosy i skórę głowy. Regulują je, zapobiegają łojotokowi i łupieżowi, działają antyseptyczne.  Poza tym pachną! Wiem, że nie wszyscy lubią zapach olejku rozmarynowego. Dodajcie wtedy samą lawendę albo pozostawcie mieszaninę bez olejków. Zapach kakao też jest przecież piękny!
Polecam 🙂

DIY / Przepis na Olejek Morela-Cytryna

Pogoda nie rozpieszcza… Delikatnie mówiąc… Jesień w pełni; pokazuje nam swoje nieokiełznane oblicze. Mam więc dla Was kilka pomysłów jak ja okiełznać, które sama od kilku dni praktykuję!
  • Czy piekarnie Buczka są tylko w Krakowie? Przyznam się, że nie wiem! Ale kto ma Buczka gdzieś w zasięgu spaceru, jako żyw niech biegnie po kruche ciasto z truskawkami i masą budyniową! Pychota!
  • Zaczytałam się! Zaoglądałam! I rozmarzyłam! Wejdźcie na Family in Asia. A jak już wejdziecie, to przeczytajcie całość, jak ja, od razu! Rodzina z dziećmi, właściciele portalu Dziecisawazne.pl, rozpoczęła niedawno swój 2-letni pobyt w Azji. Na pół roku zatrzymali się w Indiach. Posty są krótkie, wciągają, rozśmieszają. Autorzy w prosty, zabawny sposób pokazują tamtejszą rzeczywistość. Zazdroszczę odwagi, ciepła i wspaniałej przygody!
  • Gdzieś w między czasie, zróbcie sobie koniecznie olejek morelowo-cytrynowy!
 Nazwa może mylić, więc wyjaśnię – nasz niezwykle prosty i całkowicie naturalny olejek powstał z oleju z pestek moreli i cytryn! Wybrałam akurat morelkę, ale oczywiście możecie dobrać tutaj inny ulubiony olej bazowy. Lubię ten, za to, że jest niezwykle lekki, uniwersalny, bezpieczny, bezzapachowy, łatwo się wchłania, przyjemnie koi i pielęgnuje, a do tego nie należy do drogich olejów! A cytryna? Cóż… mało co dodaje tyle pozytywnej energii co świeży, soczysty, słoneczny zapach olejku cytrynowego prosto z cytrynowej skórki!
Do wykonania olejku przygotujcie:
  • cytryny
  • olej z pestek moreli
Dowolną ilość cytryn wyszorujcie dokładnie gąbeczką w wodzie. To bardzo ważne, aby oczyścić je z tych wszystkich świństw, którymi są pryskane. Obierzcie je obieraczką do warzyw. Tak, aby uzyskać możliwie jedynie tą żółtą woskową część skórki. 
Skórki wrzućcie do naczynia i zalejcie je olejem tak, aby w całości je zakrywał. Naczynie ustawcie w kąpieli wodnej (w większym naczyniu, wypełnionym wodą, na ogniu/palniku). Ogień ustawcie na najmniejszy płomień i dajcie się wodzie zagotować. Wyłączcie palnik i odczekajcie pół godziny. Powtórzcie tę czynność dwa-trzy razy. Chodzi o to, aby olejek miał szanse macerować się w cieple, ale żeby przypadkiem nam się sam nie zagotował, bo straci swoje właściwości, kolor i zapach. Naczynie odstawcie w spokojne miejsce na minimum jedną noc, najlepiej na trzy dni, co jakiś czas nim wstrząsając. Po tym czasie przecedźcie olej do butelki.
Wygląda cudownie żółciutko, pachnie świeżo cytryną i idealnie nadaje się np. na prezent. Stosujcie go jako olejek nawilżający do ciała, wieczorem, na wilgotną skórę, jako dodatek do kąpieli lub innych kosmetyków.

Kąpiel wrześniowa-wrzosowa

Wrzesień to najpiękniejszy miesiąc w roku. Uwielbiam go! I uważam, ze należycie trzeba go kosztować, cieszyć się nim, delektować. Pomogą nam w tym świeże wrzosy podczas długiej relaksującej kąpieli! Zrobimy dzisiaj wrześniowy puder kąpielowy. Prosty, piękny i niezwykle przyjemny!
Nasz puder oparty jest na soli morskiej, która doskonale sprzyja głębokiemu odprężeniu, rozluźnia i wzbogaca. Będzie delikatnie musował, zmiękczał i pielęgnował. Zapach lawendy i geranium uspokoi zmysły i pozwoli zapomnieć o ciężkim dniu. Do tego wrzosy, jak wisienka na torcie, sprawią, że kąpiel nabierze szczególnego znaczenia. Przeniesiemy babie lato do łazienki!

Do wykonania kąpieli wrześniowej przygotujcie:
  • szklankę drobnoziarnistej soli morskiej
  • 4 łyżki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kwasku cytrynowego
  • garstkę kwiatów wrzosu
  • 15 kropelek olejku lawendowego
  • 10 kropelek olejku z geranium
Wszystkie składniki mieszamy w miseczce i gotowe! Puder wystarczy na dwie kąpiele. Należy wsypać go do wanny z wodą i się zrelaksować! 

Good Day Aromatherapy Hangers czyli zapachowe zawieszki na cały dzień

Zainspirowała mnie mocno Hania ze swoimi świecami i pachnidełkami z Green Dragonfly. Zapragnęłam wypróbować własne siły, ale nieco inaczej, po swojemu, w czymś nowym. Wymyśliłam więc zawieszki Good Day i jestem nimi całkowicie zachwycona! I już chcę więcej! I już nowe wersje siedzą mi w głowie! Ale, ale… O co chodzi?
O aromaterapię, która towarzyszy nam każdego dnia, cały dzień, wspierając nas w codziennych czynnościach. Całość w ślicznej oprawie, w postaci zawieszek, które zawsze możemy powiesić gdzieś w pobliżu – przy komputerze, w miejscu pracy, na lampce nocnej.
Wszystko w 100% naturalne i wspaniale pachnące! Zawieszki wykonane są z wosku pszczelego, w którym cudownie ukryły się olejki eteryczne. Zawieszki mają przymocowaną praktyczną wstążkę, która umożliwia nam zawieszenie ich w dowolnym miejscu. Można je też z łatwością złamać i umieścić w kominku zapachowym lub schować w szufladzie czy szafie z ulubionymi ubraniami.
Dobry dzień zapewnią nam trzy zawieszki:
Good Morning – wspaniale kawowa, ciepła, sprawiająca, że poranki stają się przytulne, a aromat pobudza i pogodnie nastraja. Z ziarenkami kawy i naturalnym olejkiem kawowym.
Afternoon Freshness – prawdziwa pomoc w chwili, kiedy jej najbardziej potrzebujemy! Po południu opadamy z sił, przestajemy trzeźwo myśleć i efektywnie pracować! Potrzebujemy orzeźwienia i jasności umysłu. Zapewnią nam je olejki z rozmarynu, mięty i bazylii, połączone z pogodną mocą śródziemnomorskiego słońca, zaklętego w liściach laurowych.
Sweet Dreams – nic bardziej nie uspokaja, łagodzi stresy i koi do snu, niż spokojny aromat lawendy i rumianku. Zawieszki układamy koło łóżka lub nakładamy na lampkę nocna. Jej ciepło wzmoże uwalnianie olejków. Piękne sny gwarantowane!

Do wykonania zawieszek przygotujcie:

  • wosk pszczeli bielony
  • olejek kawowy
  • ziarenka kawy
  • olejek rozmarynowy, miętowy i bazyliowy
  • listki laurowe
  • olejek lawendowy i rumiankowy (tutaj absolut, 3% w olejku jojoba)
  • gałązki lub kwiaty lawendy
  • foremkę silikonową na lizaki
  • wstążkę

Wielkości poszczególnych składników musicie dostosować do foremek, jakimi dysponujecie. Ja na jedną zawieszkę o średnicy 6,8 cm i wysokości 1 cm wykorzystałam ok.30 g wosku. Do tego dodałam olejki – około łyżeczkę łącznie na zawieszkę.
Wstążkę ucinamy na trzy ok. 40-45 cm kawałki. Zginamy każdy w połowie, a końcówki wkładamy do foremki w miejsce patyczka do lizaków. Powinny wystawać do 2/3 foremki – dzięki temu zawieszka nie zsunie się ze wstażki. 
Wosk topimy w kąpieli wodnej lub mikrofali. W osobnej miseczce na każdą zawieszkę. Roztopiony wosk ściągamy z ognia, mieszamy przez chwilę i dodajemy olejki. Do zawieszki Good Morning ok. łyżeczkę kawowego, do zawieszki Afternoon Freshness – ok. łyżeczkę olejków rozmarynowego, miętowego i bazyliowego w proporcji 2:2:1, a do zawieszki Sweet Dreems – łyżeczkę olejków lawendowego i rumiankowego w proporcji 2:1.
Woski przelewamy do foremek. Warto wcześniej zabezpieczyć odpływ – dziurkę na patyczek, papierem kuchennym. Na powierzchni zawieszek układamy kolejno – na Sweet Dreams – kwiaty lawendy, na Afternoon Freshness – liście laurowe, a na Good Morning – ziarenka kawy. Foremkę pozostawiamy na pół godziny do stwardnienia. 
Zawieszki delikatnie wyciągamy i upajamy się zapachem! Warto zabrać je do pracy (poza ta lawendową!).

Oczyszczanie z mocą acai!

Cudo odkryłam! Genialne! I już dodane do moich najlepszych odkryć! A jakie proste?! Oczyszczanie z ogromną antyoksydacyjną i odżywczą mocą jagódek acai!
Znacie je? Być może już o nich słyszeliście, bo stają się bardzo modne. Niepozorne, podobne do naszej czarnej porzeczki, tylko przerośniętej. Albo do czarnych oliwek. Bywają nazywane “żyłą złota” i “superfoods”. Dają pracę mieszkańcom puszczy amazońskiej i jednocześnie przyczyniają się do zachowania jej zasobów. Rosną bowiem dziko w regionie Amazonii, w północnej Brazylii i stają się dobrem odnawialnym. A czemu są takie wspaniałe? Ze względu na ogromną ilość dobroczynnych składników – witamin, pierwiastków, polifenoli. Dodają energii witalnej, zapobiegają i leczą choroby, odżywiają organizm i odmładzają.
W kosmetyce wykorzystuje się olejek z jagód acai. Jest niestety jeszcze rzadki i drogi, ale wierzcie mi – warto go zakupić! Jest gęsty, nie specjalnie ładnie pachnie. Można mu to jednak wybaczyć, bo na skórę działa wspaniale! Olejek wysycony jest antyoksydantami, dzieki czemu zapobiega procesom starzenia się. Mocno nawilża, łatwo się wchłania, widocznie regeneruje i wygładza. Reguluje, działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie. Wzmacnia naczynia krwionośne, przywraca elastyczność. Samo dobro!
Olejek można oczywiście stosować tradycyjnie – bezpośrednio na skórę. Dodawać do kremów, mieszać z innymi olejami. Mnie jednak coś tknęło i spróbowałam czegoś nowego. I się uzależniłam!
Wodę termalną Vichy dostałam podczas konkursu Cosmopolitan. Śmiałam się kiedyś, że marka sprzedaje po prostu wodę w sprayu. Niby termalna, ale jednak… woda w sprayu. Zwracam honor, bo bardzo mi się spodobała!
Codziennie rano i wieczorem, zamiast sięgania po tonik, wybieram płatek kosmetyczny, spryskuję go porządnie moją termalną wodą, przykładam dwa razy do ujścia buteleczki z olejem acai (co daje mi jakieś 4-5 kropli) i na koniec dodaję kropelkę olejku lawendowego. Takim płatkiem przemywam twarz. Efekty cudowne! Schodzą wszystkie zanieczyszczenia, skóra w ogóle nie pozostaje tłusta, a jedynie widocznie nawilżona, niezwykle miła w dotyku i jakby ujędrniona. Lawenda idealnie współgra z olejem. Razem dają podwójną regenerującą i przeciwzapalną moc. Czekam chwilę, aż olejki się wchłoną i nakładam krem nawilżający. Bardzo, bardzo polecam!
Olejek acai z Blisko Natury

Ogród w mydle zaklęty!

Mydlanej zabawy ciąg dalszy! Zrobimy dzisiaj coś równie magicznego, jak prostego! Ogród w mydle zaklęty! A i nie tylko ogród, bo nieco lasu się tu znajdzie. Paproć bowiem jest wdzięcznym tematem. Ma tak piękny kształt, że każdemu mydełku doda niesamowitej tajemniczej aury.
Dzisiejszy pomysł może mieć tak różne oblicza, że i standardowego przepisu nie będzie. Ot, zdajcie się na własne wyczucie i pomysłowość! Odwiedźcie własne zagajniki, łąki i pola. Sama szykuję się już na dzikie kwiaty. Jeszcze chabry widziałam. Do tego rumianki. Paproć oczywiście pozostanie.
Kwiaty i listki zbieramy i suszymy spłaszczone w ciężkiej książce przez tydzień. Im większa różnorodność tym zapewne piękniej wyjdzie nasze mydło!
A teraz? Sięgamy po glicerynową bazę przeźroczystą (moje z EcoFlores) i ulubiony olejek eteryczny lub zapachowy. Wybrałam angielską różę – olejek zapachowy kosmetyczny (z Zielony Klub). Uwielbiam go (choć przyznam, że nie wszystkim odpowiada)! Doskonale wpasuje się w angielski klimat mydeł.
Wybierzcie takie foremki, jakie Wam najbardziej pasują. Sama użyłam… formy do tarty! Dzięki temu powstało duże, ogrodowe mydło, niczym naturalny obraz. Sprawdzą się tu także opakowania po serkach czy mleku w kartonie (dobrze oczyszczone i wysuszone).
Ilość bazy dostosujcie do foremki. Ilość olejku zapachowego do własnych preferencji. Ja do mojej tarty o grubości ok. 1,5 cm, zużyłam pół buteleczki olejku.
bazę kroimy na mniejszą kostkę i roztapiamy w mikrofali lub w kąpieli wodnej, co chwilę mieszając i nie doprowadzając do wrzenia. Roztopioną szybko wyciągamy, dolewamy zapach, mieszamy i przelewamy do foremek. Ważne, aby działać naprawdę sprawnie, bo mydełko szybko zastyga. 
Teraz zaczynacie Waszą sztukę! W szybkim tempie układacie suszone kwiaty i liście na powierzchni mydła. Lekko się w nim zatopią. Jeśli będą wystawały, możecie zalać je kolejną partią roztopionego mydła (ponownie podgrzać odłożoną wcześniej porcję). Wydaje mi się jednak, że lepszy efekt uzyskuje się bez ponownego zalewania (taka nauczka na przyszłość). Ucząc się na swoich błędach wiem też, że dobrze jest mieć pod ręką spray z alkoholem, który zapobiega powstawaniu bąbelków na powierzchni mydełka. Wystarczy je po prostu lekko spryskać.
Mydło odstawiamy na pół godziny w chłodne miejsce. Po tym czasie wyjmujemy z foremki (jeżeli jest to szklana forma na tartę, trzeba je podważyć z kilku stron cienkim nożykiem) i kroimy na mniejsze części. 
Mydło w użyciu jest całkowicie przeźroczyste – zdjęcia robiłam w deszczowy dzień i zaszło lekka mgłą wilgoci. Magia!
Facebook