KategorieNaturalna pielęgnacja

Letnia sesja Oleiq

Wpadam do Was, drodzy moi, z czymś pełnym lata, słońca i natury!

Mam dzisiaj dla Was fragment mojej ostatniej letniej sesji produktowej kreatywnej marki Oleiq!

Kto jeszcze jej nie zna, niechaj koniecznie wstąpi do pobliskiego sklepu zielarskiego lub na sylveco.pl, bo doprawdy nie ma nic lepszego w wakacyjne upały niż te cudowne hydrolaty! Sama na urlop zabiorę ten z aloesu, a wciąż i wciąż spryskuję się lawendą, miętą, werbeną i różą. Ileż w tym lekkiego ukojenia! Jakie to cudowne orzeźwienie!

W ofercie marki mamy też całą gamę świetnych czystych olejków – z przeznaczeniem do twarzy i do ciała. Z pewnością znajdziecie ten najlepszy dla siebie. Sama najbardziej lubię wzbogacać krem nawilżający kropelką takiego czystego oleju – skóra go wtedy świetnie przyjmuje, a krem zyskuje dodatkowe właściwości.


Zajrzyjcie więc na Sylveco.pl po produkty Oleiq, a potem oczywiście do mojego portfolio na LiliCrative.pl :*


Nowe w portfolio: Morane

Kochani, cieszę się bardzo, że w końcu mogę dokładnie zaprezentować Wam pewną szczególną nowość na naszym rynku – markę Morane! Markę, jakże dla mnie ważną, stworzyłam jej bowiem grafikę. Ale od początku…

Bo grafika grafiką, ale całą wizję marki, także tego, jak ma wyglądać, ale przede wszystkim – samych kosmetyków, stworzyły dwie wyjątkowe przyjaciółki – Ola i Marlena. Znałam je od dawna z internetów, podglądałyśmy się czasami, ucieszyłam więc bardzo, kiedy pewnego dnia zaprosiły mnie na spotkanie. Tam właśnie, w małej krakowskiej kawiarni, opowiedziały mi swój pomysł i zaprosiły do współpracy.

Trochę to trwało i muszę przyznać, że podziwiam dziewczyny za wytrwałość i konsekwencję. Zazdroszczę też im wzajemnego wsparcia, bo to naprawdę bardzo cenna rzecz w budowaniu biznesu. Mają więc siebie, mają wiedzę, pasję i już sporo doświadczenia. Mają chęci, determinację i cel.

I mają swoje wyjątkowe cztery kosmetyki!



Zanim jednak przejdziemy nieco poniżej do kosmetyków, kilka słów o tym, co powstało!

Dla marki Morane stworzyłam identyfikację wizualną, część projektów graficznych oraz projekty etykiet i kartonika.

Całość cechują stonowane barwy i delikatne rysunki botaniczno-chemiczne, stanowiące symbol połączenia mocy natury i wiedzy naukowej.

Przesyłam Wam tu na zdjęciach i grafikach dokładny ogląd – logo w wersji głównej i dodatkowe, barwy, wzory, moje ukochane roślinki z kolorowymi plamkami, szkice elementów twarzy oraz ikonki, które zostały wykorzystane na opakowaniach i na stronie.



A kosmetyki? Dziewczyny postawiły na kosmetyki bardzo innowacyjne, oparte na naturalnych ekstraktach i substancjach aktywnych. Po każdym z nich widać, że jest dopieszczony, przemyślany, stworzony z marzeń i potrzeb.

W ofercie na razie znajdziemy trzy produkty do oczyszczania twarzy i coś bardzo ciekawego – Aktywator balansujący. „Ultrazaawansowany preparat aktywujący procesy adaptacyjne i rewitalizujące skóry. Wzmacnia, nawilża oraz intensyfikuje skuteczność kolejnych kroków pielęgnacji. Przyjazna konsystencja i bezolejowa formuła żelu determinują wysoki komfort stosowania, a bogactwo roślinnych składników aktywnych pobudza skórę do odnowy już na poziomie komórkowym.” Jest to więc delikatny, ale treściwy żel, który nakładam wieczorem, zamiast serum, pod krem. Już po samej jego aplikacji czuć nawilżenie i ukojenie. Skóra bardzo chętnie go przyjmuje. Polecam właścicielkom wszystkich typów cer, jako swoisty booster pielęgnacji.

Natomiast jeśli chodzi o oczyszczanie skóry skóry, to każdy znajdzie tu coś idealnego dla siebie! Ciekawa nowością jest Oleożel o cudownym letnim zapachu. „Innowacyjna formuła oparta na olejach roślinnych w formie żelu, wzbogacona o kwas salicylowy. Zapewnia skuteczny demakijaż i dogłębne oczyszczenie skóry. Kusi słonecznym kolorem i owocowym zapachem, a żelowa konsystencja i dodatek emulgatorów gwarantują przyjemność aplikacji oraz łatwość zmywania.” I faktycznie – zmywa cały dzień z twarzy wspaniale, po chwili zamieniając się w lekką emulsję, którą łatwo zmyć i nie pozostawia uczucia tłustości.

Moim ulubieńcem został jednak Hydrożel myjący! Uwielbiam go! I stwierdzam, ze widocznie poprawia kondycję skóry, co może być efektem działania składników probiotycznych. Jest przy tym łagodny, leciutki, pachnący… Ach! „Lekki, prebiotyczny HYDROŻEL bazujący na wegańskim zagęstniku. Efektywnie oczyszcza, pozostawiając odczucie gładkiej, satynowej skóry. Nie zaburza funkcjonowania bariery hydrolipidowej, odświeża i wzmacnia nasz naturalny mikrobiom.”

Na końcu lekka jak chmurka, bardzo owocowa Pianka myjąca z infuzją olejową! Nie jest to więc tak po prostu pianka pianka – jest to pianka treściwa, dzięki czemu i zmywa lepiej i odżywia od razu! „Zaawansowana receptura zawierająca olejowy składnik aktywny rozpuszczony w wodzie owocowej. Doskonale oczyszcza i pielęgnuje skórę twarzy oraz okolic oczu. Aksamitna PIANKA o zapachu hibiskusa, zmieniająca się w kremową emulsję to idealna obietnica rozkosznego, relaksującego rytuału.


Po więcej odsyłam Was na stronę MoraneCosmetics.pl, ale też koniecznie zajrzyjcie na Instagram i Facebooka marki.


A tutaj zostawiam Was z całą prezentacją graficzną i jak zawsze, gorąco zapraszam i odsyłam do mojego portfolio:

LiliCreative.pl


Sesja kosmetyków Vianek – kolejna odsłona

Taka piękna aura nam nastała… Wszystko kwitnie, wszystko pachnie. Cały dzień na bosaka, cały dzień na zewnątrz. Uwielbiam te spokojne poranki kiedy siedzimy z Lilcią przy naszych grządkach z truskawkami, ja zrywam co chwila po jednej, a ona zjada je z takim zapałem i lubością. Czerwiec jest dobry. Oj, bardzo dobry.

Ale póki co wracamy do maja!

Załączam Wam bowiem fragment kolejnej odsłony sesji produktowej kosmetyków marki Vianek!

Tym razem skupiłam się na plenerze, na kwiatach i naturze!

I jak zawsze, bardzo cieplutko, zapraszam do odwiedzenia mojego portfolio graficzno-fotograficznego na

LiliCreative.pl


Co nowego w chorwackiej pielęgnacji

Kto nie może się już doczekać wakacji w Chorwacji?

Ja na pewno!

A że lato, może i coraz bliżej, ale wciąż jeszcze jest bardzo odległe, trzeba sobie je jakoś… wizualizować.

Na szczęście o to nie trudno, bo z pomocą przychodzi nam bogactwo chorwackich ziół. A dokładniej Dalmatinka – zaprzyjaźniony sklep, o którym już dwukrotnie tu pisałam, a w którym znajdziemy kosmetyki rodem z Chorwacji właśnie!

Poprzednie wpisy znajdziecie TUTAJ i TUTAJ. Polecałam w nich cudownie pachnące Chorwacją – autentycznie Chorwacją – masełka, mydełka, peelingi, a nawet gąbeczkę! Co tym razem podesłała mi Martina?

Coś zupełnie innego!

Zacznę od produktu, o którym Martina mi napisała, że lubi go najbardziej. Jest to jedna z nowości pielęgnacyjnej w ofercie marki Azena – Serum do twarzy. „Bogate, o silnym działaniu, a jednocześnie delikatne serum do twarzy opracowane z myślą o odżywieniu, wygładzeniu i rozświetleniu skóry. Dzięki naszej mieszance oliwy z oliwek, skwalenu, Q10, olejku mandarynkowego i olejku z pestek moreli Twoja skóra będzie gładsza, jędrniejsza i bardziej nawilżona. Sprawdzi się idealnie do wykonywania masażu twarzy oraz przygotuje naszą skórę przed nałożeniem makijażu.” Jest to kosmetyk idealny dla wszystkich wielbicieli olejkowych mieszanek. Ja zawsze do takowych podchodzę bardzo ostrożnie, a muszę przyznać, że to jest naprawdę łagodne dla buzi, lekkie i widocznie wspomagające codzienną pielęgnację. Ma szalenie intrygujący zapach, głęboki taki, jakby męski, ale bardzo przyjemny, z wyczuwalną lawendą. Polecam codziennie dwie kropelki pod krem na noc. Potem skóra śni o gorącym chorwackim wybrzeżu.

Bardzo do gustu przypadł mi Mikrozłuszczający żel do mycia twarzy Herbae. Jakim zaskoczeniem był jego zapach, kiedy go pierwszy raz użyłam. Głęboki, otulający, kuszący aromat drzewa różanego! Bardzo niespotykany w tego typu produktach, ale naprawdę ciekawy. Sam żel doskonale nadaje się do codziennego użytku. Jest leciutki, bardzo delikatny, ale ma wyczuwalne właściwości peelingujące, dzięki zawartości drobniutko zmielonych pestek oliwek. Doskonale spełnia swoje zadanie, pozostawiając buzię czystą, ale bez uczucia ściągniętej, suchej skóry.

Ziołowy peeling do twarzy i ciała Azena pokochają miłośnicy peelingujących tłuściochów, które pozostawiają skórę od razu odżywiona i nawilżoną. W moim odczuciu do twarzy jest jednak zbyt intensywny, spokojnie jednak przyjmuje go skóra ciała. „Olejek z oliwek i słonecznika uelastycznia skórę, a sól morska i drobno zmielone pestki oliwek delikatnie oczyszczą i usuną starą warstwę skóry.” Jest to więc dosyć szorstki peeling, z drobinkami o różnych wielkościach. Masujemy nim skórę pod prysznicem, a następnie dokładnie ją zmywamy z pomocą ulubionego żelu czy mydełka – pozostaje bowiem dosyć tłusta warstwa. Ekstrakty i olejki ziołowe – mamy tu lawendę, żywokost, nagietka czy oliwę, pomogą skórze się zregenerować i przy okazji wspomagają jej oczyszczanie właściwościami pielęgnacyjnymi. Peeling ma malutkie opakowanie, ale jest bardzo wydajny.

Na koniec coś, co w tych czasach bywa bardzo potrzebne – spray do dezynfekcji rąk Azena. Jest to produkt oparty na alkoholu, jak większość tego typu sprayów, ale tutaj mamy jeszcze coś specjalnego! „Pozostawia ręce suche i przyjemnie pachnące – dzięki zawartości olejków eterycznych z lawendy i rozmarynu. Spray dodatkowo wzbogacony jest ekstraktem z żywokostu, który naturalnie zawiera alantoinę – składnik pomagający zregenerować skórę.” I to właśnie to połączenie lawendy i rozmarynu jest tu tak wyjątkowe! Uwielbiam bowiem wąchać dłonie po użyciu sprayu i przenosić się myślami na południowe pustkowia porośnięte ziołami, których aromat unosi się w gorącym powietrzu. Muszę też oczywiście dodać, że olejki z lawendy i rozmarynu są silnymi antyseptykami i mają działanie przeciwwirusowe, co dodatkowo wzmacnia działanie produktu.

Wszystkie opisane tu kosmetyki, ale także dużo więcej znajdziecie na stronie Dalmatinka!

Jak ucieszyć nastolatkę – zapachowe błyszczące roll-ony

Być może sporo z Was wie już dobrze, że wcale nie jest łatwo ucieszyć nastolatkę. Zwłaszcza taką, co to jest niby na skraju nastoletniości, ale od dawna mam już wrażenie, że w ten okres weszła. Czas leci nieubłaganie 🙂 A mama kombinuje!

Tak i oto niedawno udało mi się właśnie całkiem przyjemnie moją prawie-nastolatkę zaskoczyć! Zrobiłam jej bowiem coś, co i mi wydaje się super fajne i zamierzam jedno dla siebie zagarnąć!

Zrobiłam super błyszczące, mieniące się w słońcu, kolorowe roll-ony z olejkami, które pachną totalnie wspaniale!

Podobne roll-ony już i tu kiedyś pokazywałam. Te jednak są o wiele fajniejsze! Czemu? Bo znalazłam do nich cudowne wypełnienie. Nie ma to jak buszowanie po sklepach craftowych! A i zapachy są naprawdę smakowite.

Jak ich używać? Kiedy tylko Wy lub Wasze pociechy zapragniecie pięknie pachnieć, sięgacie po roll-ny i delikatnie masujecie nimi skórę – zazwyczaj na nadgarstkach lub za uszami. Można nieco wklepać w szyję lub w dekolt. Same decydujecie! I pachniemy! A wykonanie jakże proste!

Do stworzenia roll-onów potrzebujecie:

  • buteleczek typu roll-on – ja moje kupiłam na Allegro TUTAJ – są szklane, wielorazowego użytku, a ich pojemność to 10 ml;
  • oleju kokosowego frakcjonowanego – użyłam tego olejku z kilku powodów – jest leciutki, suchy, więc nie pozostawia tłustych śladów, no i najważniejsze – jest przeźroczysty, dzięki czemu możemy pięknie wyeksponować nasze wypełnienie!
  • brokatowe wypełnienie – czyli coś pomiędzy cekinami, koralikami, a brokatem właśnie. Poszperajcie po okolicznych sklepach craftowych, na pewno coś podobnego znajdziecie. Wszystkie 5 moich wzorów pochodzi ze sklepu Tedi;
  • najważniejszego – zapachu! Jeśli preferujecie naturalne olejki eteryczne, to chyba najlepiej sprawdzą się tu te cytrusowe, jak pomarańcza czy limonka. My jednak postawiłyśmy na olejki zapachowe o przepięknych, soczystych aromatach! Osobiście polecam olejki ze sklepu Ecoflores (często używam na warsztatach), nasze ulubione to: mango (CUDOWNE!), zielona herbata, bez, fiołek, pina colada i wiśnia.

Do buteleczki wkładacie wypełnienie, według uznania. Zalewacie całość olejem kokosowym, a na końcu dolewacie wybrany olejek zapachowy – 10-15 kropelek. Nakładacie nakrętkę i całość strząsacie, żeby się ładnie połączyło. Roll-ony trzymamy pod ręką – w torebce, w piórniku, na biurku. Zawsze poprawią humor!

Nowa marka FeedSKIN i jej sesja produktowa

SPERSONALIZOWANA DIETA DLA SKÓRY
FeedSKIN to bogata i różnorodna dieta dla każdego typu cery.

Ta o swojej nowej marce pisze Sylveco. Tak, tak! Dobrze czytacie! FeedSkin to nowa, kolejna już marka w coraz szerszej ofercie Sylveco. I przy każdej nowej linii, przy coraz to nowszych premierach, coraz bardziej podziwiam odwagę, kreatywność, ale także umiejętność dostrzegania potrzeb rynku i jego trendów przez twórców tych kosmetyków.

I to trendów zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i graficznych. Przyznacie bowiem, że to, co pierwsze rzuca się tu w oczy to te pełne kojącego optymizmu, jakże radosne pastelowe barwy! Za którymi jednak idzie ta laboratoryjna czystość, której czujemy, że możemy zaufać. Renoma marki matki gwarantuje nam też dobrą jakość składów kosmetyków. Nic, tylko próbować!

Bo co znajdziemy w linii? Nowoczesne składniki aktywne w wyjątkowych połączeniach, bez dodatków zapachowych. Optymalne stężenia składników nie prowadzą do niezgodności z innymi produktami i konieczności wykluczania Twoich ulubionych kosmetyków.

Mamy więc sera do twarzy dedykowane konkretnym problemom pielęgnacyjnym – jest serum na trądzik, na naczynka, na przebarwienia, nawilżające, na zmarszczki i pod oczy. Do trzech z nich dodano o toniki – jest więc tonik nawilżający, rozjaśniający i złuszczający. A żeby naszą codzienną pielęgnację zbalansować, bo skóra nie potrzebuje tak intensywnego zastrzyku składników aktywnych codziennie, serię uzupełniają bardzo proste w składzie, neutralne produkty do każdego typu skóry – krem do twarzy, żel myjący i płyn micelarny.

Miałam tę przyjemność wykonać dla marki kolejną już sesję produktową kreatywną. Tym razem jest prosto, minimalistycznie, możliwie czysto. Mamy troszkę dosłownych odniesień do odżywiania (w końcu nazwa FeedSKIN zobowiązuje), mamy też kształty geometryczne.

Przy okazji sesji sama mogłam dobrze przyjrzeć się wszystkim produktom. Część z nich stosuję już w mojej codziennej pielęgnacji! I z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, że naprawdę widać po nich i czuć nawet, że są porządnie przemyślane i bardzo dobrze skomponowane.

Do moich ulubieńców zaliczam wszystkie trzy toniki! Te mocniejsze – złuszczający i rozjaśniający stosuję rzadziej, z oczywistych względów, ale tonik nawilżający można spokojnie używać często. A nawet bardzo to zalecam, bo cudownie koi i łagodzi skórę!

Zupełnie tak samo jak serum nawilżające, które jest naprawdę przyjemnym kojącym plastrem na suchą skórę. „Betulina zwiększa elastyczność i regeneruje. Aminokwasy, betaina, kwas hialuronowy i ceramidy uszczelniają i odbudowują barierę hydrolipidową skóry, zapobiegając odwodnieniu. Kwas poliglutaminowy (PGA) wzmacnia działanie nawilżające, poprawiając wygląd skóry i jej strukturę.”

Świetne jest także to fioletowe serum pod oczy. Wklepuję je codziennie i mam wrażenie, że moje oczy nabrały świeżości 🙂 „Kofeina zmniejsza cienie i opuchliznę pod oczami, a betulina uelastycznia skórę, przyspieszając regenerację. Pullulan, trehaloza i kwas hialuronowy zapewniają optymalne nawilżenie, zapobiegają przesuszeniu, poprawiają ogólny wygląd skóry wokół oczu. Liporetinol, jako bezpieczna pochodna retinolu, ujędrnia i widocznie zmniejsza zmarszczki mimiczne.”

Stosuję także rzadziej i wymiennie serum na trądzik i na przebarwienia, bo moja kapryśna skóra potrzebuje takich produktów. I tutaj też jestem bardzo zadowolona z rezultatów. Choć przyznaję, że pełną ocenę można wydać po długoterminowej kuracji. Niemniej jednak są to takie produkty, których efekty są widoczne już następnego dnia (sera nakładamy na noc).

Muszę także bardzo pochwalić te neutralne kosmetyki. Beżowy kremik do twarzy jest jakby treściwszy, ale zupełnie, autentycznie zupełnie, nie robi krzywdy kapryśnej cerze. Wręcz przeciwnie – jest świetnym uzupełnieniem i odpoczynkiem od tych wysyconych składnikami produktów. Płyny – ten do mycia twarzy i zmywania makijażu, po prostu doskonale spełniają swoją funkcję. Jedną i konkretną. Żeby już nie przedobrzyć.

Nic Wam jeszcze nie mogę napisać o serum na naczynka i zmarszczki. Chyba same musicie wypróbować!


Z całego serca polecam kosmetyki i zapraszam do spojrzenia na kilka zdjęć z mojej sesji. Ach, kosmetyki znajdziecie na Sylveco.pl


Więcej moich prac na LiliCreative.pl

Facebook