KategorieNaturalna pielęgnacja

Nowe w portfolio: Auna

Cieszę się ogromnie, że mogę zaprezentować Wam efekty kolejnej fantastycznej współpracy!

Znacie już markę Auna? Podglądałam ją sobie po ciuchu od dawna. Pamiętam dobrze, że zaintrygowała mnie pięknymi wizualnie mydłami, a potem balsamami do ust o zapachu wiśni i prosecco! Brzmi fantastycznie, prawda? Marka też wyróżnia się na rynku prostą, ale zapadającą w pamięć i charakterystyczną identyfikacją, opartą na gradientach, kolorach i zwierzakach o specyficznym mglisto-łunowym zabarwieniu.


Z miłości do fauny i flory oraz pielęgnacji ciała w zgodzie z naturą powstała marka Auna. Nasze produkty są ręcznie robione, wegańskie, bez dodatku oleju palmowego, a plastik omijamy z daleka. Idea, jaka przyświeca marce, to tworzenie produktów etycznych – z poszanowaniem ludzkiej pracy, matki natury i naszych mniejszych braci.



I w końcu napisała do mnie Ania, właścicielka marki, która planuje małą rewolucję na stronie. Poprosiła mnie o stworzenie kolaży produktowych, które będą w odpowiedni sposób prezentować kosmetyki, wyróżniać je na rynku i oczywiście wpisywać się w charakter marki. Zajęłam się więc dopracowywaniem zdjęć produktowych i zaczarowywaniem je w te gradientowe łuny.

O ile na nową stronę marki musimy jeszcze chwilę poczekać, już teraz z radością prezentuję Wam część naszych kolorowych kolaży!


Zapraszam też jak zawsze do mojego portfolio

>>> Lili Creative <<<


Zajrzyjcie też koniecznie na stronę

>>> Auna <<<



Ale to nie wszystko! Muszę się jeszcze pozachwycać! No muszę!

Marka wyróżnia się bowiem nie tylko ciekawą identyfikacją, ale także samymi produktami. I pomysłami na nie! A także – cudownymi zapachami!

Ot choćby – Szampański olejek do ciała! Jak to pachnie! Mi osobiście nie do końca przypomina zapach szampana, ale nie zmienia to faktu, że jest to piękny, lekko słodki, bardzo kuszący aromat, który chce się wąchać i który przyjemnie pozostaje na skórze. A do tego ten blask! Jest to bowiem olejek, w którym pływa sobie eko brokat, trzeba go więc porządnie wstrząsnąć przed użyciem. Wygląda wtedy jak płynne złoto (uwielbiam ten efekt, często tworzymy go na moich warsztatach). Co jednak ważne, na skórze nie jest bardzo widoczny. Pozostaje jedynie leciutki pobłysk od czasu do czasu i to fantastyczne uczucie odżywienia skóry. Świetny kosmetyk na co dzień i od święta, na prezent i aby sprawić przyjemność samej sobie. Zawsze bowiem mówię, że wszystkim nam potrzeba codziennie nieco pobłyszczeć!



I kolejny świetny pomysł – Jaśminowy olejek do ciała! Coś dla każdej romantyczki! Pływają w nim kwiaty jaśminu, dzięki czemu wygląda po prostu uroczo. I znowu – jak to pachnie! No, jak jak jaśmin właśnie! Lekko, dziewczęco, wiosennie. Olejek działa przy okazji przyjemnie kojąco – poza dobrą kombinacją samych olejów – winogronowym, migdałowym, sezamowym i makowym, mamy tu też łagodzący ekstrakt z nagietka. Całość nałożona na skórę zaraz po kąpieli pozostawia ją gładką i miękka. No i jak to pachnie!



A teraz mój zapachowy hit! Mango! Uwielbiam zapach mango! I nie tylko ja, bo to zazwyczaj olejek o tym zapachu najszybciej kończy się na moich warsztatach. A tutaj mango mamy ukryte w żółciutkim, energetycznym Peelingu do ciała mango z masłem mango! Jest to łagodny peeling, z drobnymi kryształkami cukru. Jeden z tych, które przy okazji nawilżają i odżywiają skórę, dzięki sporej zawartości maseł i olejów. Należy jednak do tych lżejszych peelingów, które nie pozostawiają bardzo tłustej skóry, a raczej – są po prostu w punkt. To znaczy – jeśli nie lubicie efektu natłuszczenia, bardzo łatwo się zmywa. Skóra po nim jest cudownie mięciutka. Mój faworyt!

Zachęcam Was gorąco i do śledzenia marki i do wypróbowania jej kosmetyków! Coś czuję, że jeszcze będzie o niej głośno!


Ciekawe kosmetyczne nowości polskich marek

Pozostając w temacie polskich marek i jakże koniecznej akcji #wspierampolskiemarki, spieszę z kolejnym postem! Tym razem chciałabym pokazać Wam kilka szczególnie ciekawych nowości (mniej lub bardziej nowych) kosmetycznych, które zwróciły moją uwagę.

A może już któreś z tych kosmetyków znacie?

Może polecacie?

Ja wszystkie zapisuję na moją wish listę!



  1. Face Boom Puder Enzymatyczny Do Oczyszczania Twarzy Sypki Flirciarz – „Jestem naturalnym pudrem enzymatycznym przeznaczonym do oczyszczania skóry twarzy, szyi i dekoltu. Wygładzam, zmiękczam i zapewniam bezpieczną pielęgnację wrażliwej cerze. Moja naturalna, wegańska receptura korzystnie wpłynie na stan odwodnionej skóry.” / Body Boom
  2. Ultranawilżające Serum do twarzy z kwasem hialuronowym MELO – to eliksir wygładzający zamknięty w poręcznej buteleczce. Głęboko nawilża oraz odżywia skórę. Koi podrażnienia, zwęża pory i reguluje wydzielanie sebum. Idealne do cery suchej, dojrzałej i problematycznej / Nutridome
  3. Zestaw do demakijażu GLOV Moon Pads Set – to 10 płatków kosmetycznych wielokrotnego użytku GLOV Moon Pads, które są miękkie niczym gwiezdny pył! W środku znajdziesz także woreczek do przechowywania i prania naszych  wacików, a to wszystko zapakowane jest w holograficzną, nieziemską kosmetyczkę / GLOV
  4. Gift of Nature Kremowa emulsja do mycia twarzy do cery wrażliwej – emulsja z czarnuszką oczyszcza skórę, nawilża ją i regeneruje. Delikatnie, ale skutecznie usuwa zanieczyszczenia oraz makijaż, nie naruszając warstwy hydrolipidowej skóry. Zawarty w emulsji ekstrakt z czarnuszki, bawełny i lnu wycisza i przyspiesza regenerację skóry, a alantoina koi i łagodzi zaczerwienienia / Elfa Pharm
  5. Anwen – Sleeping Beauty – maska nocna do wysokiej porowatości – zawiera szereg składników odżywczych, wzmacniających i kondycjonujących włosy. Naturalny zamiennik silikonu, pochodzący z oleju makadamia chroni je przed zniszczeniami. Oleje: makowy i z kiełków pszenicy domykają łuski włosa i wygładzają je. Spirulina i ekstrakt z czerwonych wodorostów odżywiają włosy i wspierają ich odbudowę. Dzięki dodatkowi skrobi kukurydzianej włosy nie będą się puszyć / Anwen
  6. Fluff w ogóle jest nową marką, a ta Śmietanka do ciała o zapachu śliwek w czekoladzie szczególnie przyciągnęła moja uwagę – Dla osób pragnących zafundować swojej skórze potężną dawkę witamin. Ekstrakt z jabłka  delikatnie złuszcza martwy naskórek oraz sprawia, że poszarzała skóra nabiera blasku, staje się jedwabiście miękka oraz nawilżona. Olej awokado przyspiesza łagodzenie podrażnień, a także mocno nawilża i natłuszcza skórę / Fluff


  1. Ziołowa Wyspa Kostka szamponowa z shikakai – Shikakai to zmielone na proszek owoce, często też kora i liście akacjowego krzewu Acacia concinna, który rośnie w Indiach. Hinduski nazywają orzechy shikakai „owocami włosów” i traktują je jako naturalny środek do pielęgnacji. Owoce te mają duże ilości saponin, czyli związków o właściwościach czyszczących. / Ziołowa Wyspa
  2. IOSSI Morela. Aksamitna kuracja do rąk z witaminą C, niacynamidem i granatem – skoncentrowana, aksamitna kuracja to skuteczne rozwiązanie dla osób posiadających skórę suchą, szorstką, spierzchniętą, zaczerwienioną, także wrażliwą i z przebarwieniami. Zachwyca działaniem i zapachem już od pierwszego użycia / IOSSI
  3. Cherry Soap Antyperspirant Active – Antyperspirant Cherry Soap ma postać pielęgnującego skórę, antybakteryjnego kremu. Badania dowodzą jego skuteczność w pochłanianiu cząsteczek wody, jak również niwelowaniu nieprzyjemnego zapachu / Cherry Soap
  4. Herbs&Hydro – Hemp&Mango Conditioner – Odżywka w Kostce – Konopie i Mango – emolientowo-nawilżająca odżywka w kostce z olejem z nasion konopi siewnej i masłem mango, które odżywiają i regenerują zniszczone włosy. Odżywka w kontakcie z wodą tworzy lekką, kremową emulsję, która pokrywa włosy, zapewniając optymalny poziom nawilżenia i odżywienie / Cosibella
  5. Ministerstwo Dobrego Mydła LAUR – HYDROLAT EKOLOGICZNY – nawilża, tonizuje, odświeża i regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, działa relaksująco i kojąco, zmiękcza, zapobiega świeceniu skóry, poprawia ogólny wygląd / Ministerstwo Dobrego Mydła
  6. Hagi Masło do ciała z ekstraktem z bursztynu i olejem z baobabu Momenty – ma delikatną konsystencję i bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Ma prześliczny bursztynowy kolor i pachnie świątecznymi słodkościami. Rozpieści naszą skórę i otuli ją zmysłowym korzennym zapachem pomarańczy, patchouli, sandałowca i labdanum / Hagi Cosmetics


  1. Szampon ziołowy przeciw oznakom starzenia się włosów Żywokost – Ziolove – dzięki obecności ziół takich jak ŻYWOKOST, CZYSTEK, ROZMARYN i MELISA szampon regeneruje, odżywia oraz chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Zioła wzmacniają barierę ochronną skóry głowy oraz zapobiegają jej starzeniu. Dzięki temu włosy nabierają blasku, stają się elastyczne i odporne na łamanie. Wyciąg z POKRZYWY i SZAŁWII chroni włosy przed nadmiernym wypadaniem oraz wzmacnia osłabione cebulki / Ziolove
  2. MIYA BEAUTY.lab Tonik rozświetlający z kwasem glikolowym 5% Złuszcza, wygładza, oczyszcza. Zmniejsza widoczność porów i zaskórników. Tonizuje, przywraca naturalne PH.Przeznaczony do wszystkich typów skóry, w tym tłustej i trądzikowej, z przebarwieniami, nierównomiernym kolorytem i zaskórnikami, drobnymi bliznami i zmarszczkami / MIYA Cosmetics
  3. Hola Care Aksamitna Pianka myjąca Chaber Bławatek do cery suchej i wrażliwej – delikatnie myje i oczyszcza skórę. Wzbogacona jest w wyciąg z CHABRA BŁAWATKA, który nawilża i koi suchą skórę, w ekstrakt z BAWEŁNY, który wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, oraz w aromatyczny ekstrakt z OGÓRKA, który dodatkowo wzmacnia efekt nawilżenia. Dzięki przyjemnemu ale subtelnemu zapachowi świeżego ogórka nadaje skórze przyjemne uczucie odświeżenia / Hola Care
  4. Polli Płyn micelarny do oczyszczania twarzy – mieszkanki miast narażone są na szkodliwe działanie smogu i stresorów środowiskowych, dlatego powinny wybierać antysmogowe Płyny micelarne do oczyszczania twarzy. Dzięki nim zmyją z cery to, co osadziło się na niej przez cały dzień i może wpływać na pogorszenie się stanu skóry. Oczyszczający płyn micelarny oczyszcza, nawilża i koi skórę, zapewniając jej zdrowy i zadbany wygląd / Polli
  5. Olivia Plum Serum rozjaśniające GLOW – z zawartością oleju z dzikiej róży, ekstraktu z aceroli i zielonej herbaty oraz dodatkiem stabilnej formy witaminy C. Olivia Plum mówi językiem miłości do piękna, niezależnie od wieku. Inspirowane naturą serum GLOW rozświetla skórę, dodając jej niczym niezmąconego blasku / Olivia Plum
  6. Orientana i jej nowe naturalne wegańskie kremy do twarzy Reishi na noc i na dzień – przeznaczone do codziennej pielęgnacji skóry, która utraciła elastyczność oraz z widocznymi oznakami starzenia. Zawierają naturalne składniki, które pomagają odbudować sprężystość skóry dojrzałej. Poprawiają wygląd skóry zwiotczałej, poszarzałej, z widocznymi zmarszczkami oraz utraconym owalem twarzy / Orientana

Kosmetyki polskich marek, które ostatnio bardzo lubię

Wszyscy na pewno dobrze już wiecie, jak trudny ekonomicznie czas czeka nas niedługo. Sama jestem w bardzo nieciekawej sytuacji, o której już Wam pisałam. Odwołano mi bowiem moje główne obecnie źródło utrzymania – imprezy masowe i spotkania pracownicze, podczas których prowadziłam warsztaty kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych (LiliGarden.pl). W podobnej sytuacji jest bardzo wiele z Was i do niej to chciałabym dzisiaj także nawiązać.

Niełatwe zadanie staje przed wieloma rodzimymi markami. Po prostu – muszą się utrzymać. A jako, że bardzo spodobała mi się krążąca po internecie akcja i hasztag #wspierampolskiemarki, postanowiłam pokazać Wam kilka kosmetyków polskich marek, które ostatnio używam i bardzo lubię.

Wspierajmy się nawzajem! Pomóżmy sobie przetrwać. Razem przeczekajmy te dziwne czasy. Nie będzie łatwo, bo nawet jeśli uda się wygasić pandemię, to gospodarka jeszcze długo będzie cierpieć. Ale wierzę, że w końcu powrócimy do normalności. Kiedy to znowu będzie można stawiać na pasję i działać pełnym sercem, a nie zastanawiać się po cichu, czy nie trzeba było jednak wybrać jakiejś może i nudnej, ale stabilnej pracy…

Wracając do tematu… Wybrałam kilka produktów, ot po prostu z mojej łazienki. Takich, które polecam całym sercem. Co ciekawe, część z nich to kosmetyki dużych znanych polskich marek, które w końcu odkryły, że rynek nieco się zmienia. Znajdą się tutaj też mniejsze marki, które wspierać powinniśmy teraz szczególnie. Bo i warte są tego!

Co też ważne, część z tych kosmetyków odkryłam spacerując sobie po Rossmanie lub którymś z hipermarketów. Są więc bardzo dobrze dostępne i niedrogie. Spora to zaleta, przyznajcie!

Zaczynamy!




OLEIQ

O marce pisałam Wam jakiś czas temu, robiłam bowiem dla niej zdjęcia produktowe. Jest to najnowsze dziecko Sylveco, a w ofercie znajdziemy czyste olejki i hydrolaty. Czyli to, co najbardziej ortodoksyjni wielbiciele naturalnej pielęgnacji lubią, oj lubią bardzo.

Tak i tutaj polecam Wam takie właśnie połączenie! A że sama po prostu uwielbiam marcepan, przyznam, że to właśnie olejek z pestek śliwek stał się moim ulubionym! Pachnie bowiem, jak być może dobrze wiecie, bardzo intensywnie właśnie marcepanem. Tak słodko, rozkosznie! Już samo jego nałożenie na buzię, odrobinę, na hydrolat, to czyste rozpieszczenie. Od razu robi się przyjemniej. Na sercu, duszy, no i na skórze. Idealny w czasach pandemii – można bowiem pokusić się o stwierdzenie, że zaspokaja apetyt na słodycze 🙂

Olejek znajdziecie na stronie Sylveco.

o!figa

Marka malutka, ale chyba nie muszę Wam jej przedstawiać, hmm? O tyle dla mnie ważna, że jestem autorem jej identyfikacji. Tutaj godnie ją prezentuje jeden z ciekawszych hydrolatów, które stosowałam, o kojącej nazwie Pani Jeziora. Jest to hydrolat z wiązówki, którego zapach, wierzcie mi lub nie, przywodzi na myśl takie dzikie, zarośnięte jezioro. Cudownie odświeża i idealnie sprawdza się w parze z olejkiem. Na wieczór, zamiast kremu lub z niewielką jego ilością.

Hydrolat na stronie o!figa.



Lirene

Kupiłam te kremy kiedyś zupełnie w ciemno. Przeglądałam sobie po prostu nowości na półkach i postanowiłam je wypróbować. I mam już ich kolejne opakowania!

Cała seria Natura marki Lirene nie jest na rynku od dawna. Cieszy tu fakt, że taki gigant postawił na naturalniejsze składy. Są cenowo bardzo przystępne, a i w stosowaniu niezwykle przyjemne. Wybrałam serię dla skóry problematycznej, z szarotką – krem matujący na dzień i sebo-regulujący na noc. Moja skóra przyjęła je nad wyraz dobrze. Spełniają swoje założenia, zapewniają odpowiednie nawilżenia, a i skóra jest uspokojona i miła w dotyku. Od czasu ich pierwszego użycia widziałam w internetach zarówno peany na ich cześć, jak i krytyczne słowa osób, u których się nie sprawdziły. Cóż, musicie wypróbować same!

Kremy znajdziecie np. z Rossmanie



Orientana

A to mój hit! Sama nazwałabym go… uspokajaczem. A to tak naprawdę Punktowy koncentrat kryjący zaczerwienienia Kali Musli czyli zieloniutki krem/korektor, który leciutko pokrywa wszelkie zaczerwienia i niedoskonałości, po swojemu-zielonemu maskuje je, ale co ważniejsze – pozwala im się ładnie ukoić i zagoić. Naprawdę cudo! Takie malutkie, a robi robotę. Fajny, zwłaszcza w czasach intensywnego siedzenia w domu, kiedy można sobie być odrobinkę zielonym i niczym tej zieloności nie przykrywać. Bo jak się przykryje, to już zieloności nie widać 🙂

Koncentrat znajdziecie na stronie Orientana



MIYA

Moje pomadeczki! Dostałam od męża na gwiazdkę i używam praktycznie codziennie. Te spokojniejsze kolory są niezwykle subtelne, a ich widoczność zależy od ilości nałożonych warstw. Można więc spokojnie codziennie usta nieco inaczej malować. Na większe wyjścia (kiedyś) lub mocniejszy efekt mamy cudowną czerwień, koral i fuksję.

Zapewne doskonale rozumiecie, że taki drobiazg, jak pomalowane usta potrafią magicznie poprawić humor!

Moje pomadki myLIPstick były częścią sezonowej edycji świątecznej, stąd to pudełeczko. Osobno znajdziecie je na stronie MIYA Cosmetics.



Mokosh

I jeden z najlepszych kremów pod oczy, jakich używałam. Korygująy krem pod oczy ma idealną czyli gęstą konsystencję. Jest mega odżywczy i aż czuć, jak niesie bogactwo naturalnych składników, które dbają o tak delikatną skórę wokół oczu.

„Zawiera aktywny wyciąg z alg morskich , które zapobiegają rozszerzaniu się naczyń krwionośnych zlokalizowanych w okolicy oczu oraz kofeinę stymulującą mikrokrążenie w skórze. Dzięki temu, stosowany systematycznie, wpływa na redukcję cieni i opuchnięć pod oczami. Z uwagi na wykorzystanie ekstraktu z zielonej herbaty o działaniu antyoksydacyjnym, opóźnia oznaki starzenia skóry powstające pod wpływem promieniowania UV.”

A do tego lekko, przyjemnie pachnie, jest bardzo wydajny i, co najważniejsze – skuteczny!

Krem znajdziecie na stronie Mokosh



SORAYA Plante

To mój pierwszy kosmetyk z serii, która, jak zauważyłam w internetach, wywołała spore poruszenie. I nie tylko o piękne opakowania tu chodzi (no cudne!), ale także o same kosmetyki, które już zyskały masę pozytywnych opinii. Sama zostałam fanką tego Roślinnego żelu myjącego do twarzy! Przede wszystkim dlatego, że łączy w sobie niezwykłą delikatność ze skutecznością oczyszczania. Ma krótki skład, nieco aloesu i herbaty, jest wygodny w użytkowaniu, ma dobrą cenę, no i to opakowanie…

Żel znajdziecie na stronie Rossmanna


ROSADIA

Wymiennie z powyższym żelem używam także Żelu myjącego do twarzy Rosadia. I równie mocno go lubię! Marka stanowi najbardziej kobiecą z córek marek Sylveco. W swojej ofercie ma kilka dobrych produktów, osobiście jednak ten uważam za najlepszy. Najbardziej w nim lubię jego energetyczny pomarańczowy zapach, który pochodzi z naturalnego pomarańczowego olejku. Jest równie skuteczny i delikatny jak poprzednik, muszę tu jednak bardzo pochwalić dodatek kwasu migdałowego, oleju z wiesiołka i hydrolatu różanego w składzie. Całość doprawdy milutka! I do codziennego używania.

Żel znajdziecie na stronie Sylveco.



Lirene

Wracamy do serii Lirene Natura, bo nie mogłabym nie pochwalić i nie polecić tego Peelingu-maski 2w1 wygładzającej do twarzy z drobinkami róży i maliny i organiczną białą herbatą! Jakiż to przyjemny kosmetyk! Jak on ożywczo pachnie!

Nakłada się to to na wilgotną twarz, przez chwilę masuje, a potem, znowuż na chwilę, pozostawia na skórze. Na koniec spłukujemy całość wodą. Kosmetyk jest leciutkim, łagodnym peelingiem, który zupełnie nie podrażnia, a za to dobrze oczyszcza. Bardzo też doceniam jego odżywczą moc. Skóra staje się gładka i jakby lżejsza. Jakby chciała oddychać.

Peeling znajdziecie w Rossmannie.



Orientana

I kolejne powtórzenie marki, ale jeżeli chcemy sobie sprawiać nieco przyjemności w tych trudnych czasach zamknięcia, to tylko z maskami z serii GLOW Orientany! Nadają się na domowe SPA jak żadne inne, bo niosą ze sobą dodatkowe pokłady przyjemności. Jakże one bowiem cudnie wyglądają na twarzy! Błyszczą się, moi drodzy, błyszczą na złoto, niebiesko i malinowo! Oczywiście, przy okazji błyszczenia, naprawdę dobrze pielęgnują i koją skórę. I wcale nie jest trudno je domyć! Ach, i jak wspaniale pachną!

Zabłyśnijcie więc! Maska Różowa Wiśnia, Złota Arla i Niebieska Hotunia na stronie Orientany.


Ziołowa pozimowa pielęgnacja nóg czyli różowy ocet i żółty olejek

Dobra, kończymy ze smutami! Zabieramy się za coś zgoła bardziej przyjemnego. Bo skoro już i tak siedzimy w domu, czemu nie przyrządzić sobie jakichś naturalnych cudownych specyfików, a potem rozkoszować się domowym SPA i przyjemną w dotyku, odżywioną, nawilżoną skóra?

Bierzemy się więc do pracy!

Nie wiem jak u Was ale po tej zimie skóra na moich nogach była szorstka, podrażniona i sucha. A tu lada moment ściągniemy spodnie i rajstopy i będziemy hasać po łąkach i lasach z gołymi nogami. No, przynajmniej na to liczę!

Polecam więc Wam dzisiaj prostą, domową kurację, która przywróci skórze nóg (a i jak ktoś ma ochotę to całemu ciału) blask i energię! Potrzebne nam będą dwa kolorowe eliksiry – różowy ocet i żółciutki niczym cytryny olejek.

Nie są to nawet jakoś specjalnie odkrywcze receptury. Podobne kosmetyki robiłam i tutaj nie raz. Bardzo często wykorzystuję je na moich warsztatach i u siebie w domu. Są bowiem zwyczajnie i po prostu – świetne!



Co my tutaj mamy? Mamy naturalny jabłkowy ekologiczny ocet, który wspomogliśmy pielęgnacyjną mocą ziół. Wybrałam te, które zawsze mam pod ręką i dobrze wiem, że działają wspaniale regenerująco i kojąco na skórę. Zarówno więc w occie, jak i w olejku znalazły się lawenda, nagietek i rumianek. To właśnie dzięki lawendzie ocet przybrał ten różowy kolor. Olejek natomiast wzmocniłam dodatkowo jeszcze czystym olejkiem lawendowym, który, stwierdzam to z pełną stanowczością, zawsze do wszystkiego jest dobry 🙂 A już na pewno do podrażnionej skóry!

Ziołowy ocet zapewni nam miękkość skóry. Wspomoże ją w regeneracji, pobudzi do działania, odświeży, stonizuje. Olejek zadziała jeszcze mocniej regenerująco, zatrzyma wilgoć w skórze, odżywi ją. Załagodzi podrażnienia, ukoi szorstkość, przywróci zdrowy wygląd.

Jak wygląda taka domowa kuracja?

Codziennie wieczorem po kąpieli, kiedy skóra jest jeszcze wilgotna, lekko spryskujemy nogi octem. Zanim całość wyschnie, wmasowujemy niewielką ilość olejku. I tyle. Ważne, aby zadziałać w ten sposób możliwie regularnie, przez 1-2 tygodnie.



Różowy ziołowy ocet


Składniki:

  • 200 ml dobrego jabłkowego octu – najlepiej ekologiczny, taki mętny
  • łyżka suszonej lawendy
  • łyżka suszonych nagietków
  • łyżka koszyczków rumianku

Zioła zalewamy octem w buteleczce lub słoiczku. Odstawiamy na kilka dni, np. na tydzień w ciepłe, suche miejsce. Warto codziennie wstrząsnąć. Po tym czasie ocet przecedzamy i przelewamy do buteleczki ze spryskiwaczem. Do nóg używam takiego czystego octu, jeśli jednak będzie za mocny lub chcielibyście stosować go do włosów lub jako tonik do twarzy, koniecznie go rozcieńczcie najlepiej ulubionym hydrolatem. Proporcje ustalcie według własnych preferencji – jak zauważyłam, każdy woli tutaj inaczej. Najlepiej zacząć od jeden części octu i i czterech części hydrolatu. Ocet na nogi stosujemy jak opisałam powyżej.


Żółciutki olejek-macerat ziołowy


Składniki:

  • 500 ml oleju (użyłam z pestek winogron)
  • garść suszonej lawendy
  • garść nagietka
  • garść rumianków
  • 40 kropelek olejku lawendowego

W słoiku zalewamy kwiaty olejem. Ogólna zasada jest taka, że olej ma przykrywać susz. Całość odstawiamy na najlepiej minimum 2 tygodnie w ciepłe, suche miejsce, co jakiś czas wstrząsając. Szybsza metoda polega na delikatnym podgrzewaniu w kąpieli wodnej takiego olejku przez porządnych kilka godzin. Osobiście polecam jednak odstawienie do porządnego zmacerowania. Po tym czasie przecedzamy olej, przelewamy do butelki i dolewamy do niego olejek lawendowy. Ten ostatni można, zwłaszcza teraz w czasie pandemii, zamienić na olejek 4 złodziei, o którym pisałam Wam ostatnio TUTAJ. Olejek stosujemy, jak opisałam powyżej lub według uznania. Nadaje się idealnie jako olejek do ciała, oliwka dla dzieci, olejek do kąpieli, do masażu lub do przygotowania innych kosmetyków.


W nowej codzienności – mydła i preparaty dezynfekujące

Nowa codzienność w czasach zarazy wymogła także nowe potrzeby. A dokładniej, potrzeby to może i były zawsze, ale nigdy wcześniej tak intensywnie nie poszukiwaliśmy wszelkiej maści preparatów dezynfekujących, żeli antybakteryjnych i po prostu – mydeł.

Wiemy już chyba wszyscy dobrze, jak ważne jest teraz częste mycie rąk. Że zwykłe mydła świetnie się sprawdzają w zapobieganiu rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wiemy, jak ważne jest dezynfekowanie często dotykanych powierzchni. Jak dobrze działają żele antybakteryjne.

Na przeciw tym potrzebom wychodzą producenci kosmetyków. Bo choć część zaprezentowanych tutaj dzisiaj produktów jest już na rynku od dawna, kilka z nich jest odpowiedzią na ostatnie wydarzenia. I dobrze! Bardzo popieram takie ekspresowe reakcje.

Zapraszam Was więc dzisiaj na mój wybór ciekawych produktów do mycia i dezynfekcji!


  1. Pracownia Ondo udowadnia, że mydła moga mieć współczesny, designerski charakter. Mydło Rozodzięki dopracowanej recepturze, w skład której wchodzi oliwa z oliwek, nierafinowane masło shea, olej ze słodkich migdałów oraz awokado, Rozo oczyszcza skórę, jednocześnie jej nie wysuszając / Pracownia Ondo
  2. Nowości marki DLA Kosmetyki – Mydło antybakteryjne do mycia rąk z naturalnymi olejkami antybakteryjnymi i Spray do czyszczenia powierzchni i rąk z naturalnymi olejkami o działaniu antybakteryjnym. Receptura tego pierwszego oparta jest na przedwojennym tradycyjnym mydle potasowym w połączeniu z najsilniejszymi naturalnymi olejkami eterycznymi o działaniu przeciwbakteryjnym / DLA Kosmetyki
  3. Nowość marki Hagi Cosmetics – antybakteryjna pianka myjąca – czyli produkt, który łączy w sobie właściwości mydła i żelu/płynu antybakteryjnego. Ma udokumentowane działanie antybakteryjne i zawiera wiele składników intensywnie nawilżających / wkrótce na stronie Hagi
  4. Swonco Antybakteryjne mydło w płynie Medica zawiera w 100% surowce pochodzenia naturalnego.  Oparte na recepturze dla gabinetów medycznych, posiada właściwości dezynfekcyjne, skuteczne na 99,9% bakterii / Kopalnia-Zdrowia.pl
  5. Antybakteryjna pianka myjąca do twarzy i rąk Nacomizawarty w składzie aloes działa nie tylko antywirusowo, przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybicznie, ale i silnie nawilżająco, przez co nawet częsta pielęgnacja nie wysusza skóry. Dodatkowo zawarta w piance lukrecja wpływa na regenerację skóry oraz działa przeciwzapalnie / Namera
  6. Alphanova Sante, Antybakteryjny żel do mycia rąk, bezzapachowy – Żel do mycia rąk – bez wody i ręcznika – nie wysusza skóry. 100% składników pochodzenia naturalnego / Ekodrogeria
  7. Jakie słodkie! Jack N’Jill, Żel do dezynfekcji rąk, Koala – Dwa żele w opakowaniu. Jeden od razu w silikonowym ubranku łatwym do zaczepienia na wózek lub do torebki. Drugi flakonik to uzupełnienie, które można przełożyć do silikonowego wdzianka lub używać osobno / Ekodrogeria
  8. Mydło naturalne KAKAOWE Z MIODEM MALINOWYM I OLEJEM RYŻOWYM – czyż nie wygląda pięknie? Kojące i łagodne, bezzapachowe mydło z dodatkiem oleju ryżowego, miodu i kakao świetnie nadaje się dla osób z cerą suchą oraz często podrażnioną / Miodowa Mydlarnia

  1. Jedno z chyba najbardziej znanych mydeł na rynku – mydło Rozmarynnaturalne, ręcznie wytwarzane w niewielkich partiach, wegańskie mydło z najstarszą na świecie, syberyjską glinką kambryjską i rozmarynowym olejkiem eterycznym / Ministerstwo Dobrego Mydła
  2. Najel Czarne mydło z eukaliptusem – stanowi tajemnicę dla zdrowej i delikatnej skóry oraz ma wyjątkowe i antyseptyczne właściwości dzięki zawartości olejku eukaliptusowego / Ecco Verde
  3. Mydło Lastryko – w klimacie zero waste, bo ze skrawków innych mydeł mydlarni – super pomysł, prawda? Skóra jest po nim wygładzona, miękka i odżywiona. Z kolei olej rycynowy zapewnia mu przyjemny poślizg i gęstą, stabilną pianę. Dodatkowo Lastryko miało szczęście zgarnąć to, co najlepsze z innych szpakowych mydeł: Zimowego, Słonej Lawendy, Pomarańczy z Rozmarynem, Węgla, Wyrwidęba i Waligóry / Mydlarnia Cztery Szpaki
  4. Bentley Organic, Naturalna Antybakteryjna Pianka do Mycia Rąk, Bezzapachowa – skutecznie zabija bakterie, nie wysuszając rąk, działa antyseptycznie / Ekodrogeria
  5. Mydło wegańskie Dziegieć Brzozowynaturalne mydło powstałe na bazie oleju kokosowego, rycynowego, słonecznikowego oraz maseł shea i kakaowego z dodatkiem 4% dziegcia brzozowego o silnym, charakterystycznym zapachu oraz właściwościach przeciwbakteryjnych, przeciwgrzybiczych, przeciwłupieżowych i regeneracyjnych / Stara Mydlarnia
  6. Dziecięca Antybakteryjna Pianka do Mycia Rąk Bentley Organic jej unikalna formuła jest delikatna dla skóry, ale bezlitosna dla szkodliwych bakterii. Testy niezależnej organizacji certyfikujące „Soil Association” wykazały, że zabija około 99,9% bakterii / Ekodrogeria
  7. Odświeżający antybakteryjny żel do oczyszczania rąk – Go CranberryNiezastąpiony gdy brakuje dostępu do wody, podczas podróży, na spacerze, w pracy, w szkole, po wizycie w toalecie / IWOS
  8. Olejek 4 Złodziei według autorskiej receptury Klaudyny Hebdy. O tej legendarnej mieszance pisałam Wam już wczoraj długi wpis – zobaczcie koniecznie TUTAJ. A gotowy olejek znajdziecie u Klaudyny / Klaudyna Hebda

Olejek 4 złodziei

Nie wiem czy wiecie, ale jedną z największych zalet moich warsztatów kosmetyków naturalnych jest to, że w dużej części przepisów uczestnicy sami mogą skomponować zapachy swoich kosmetyków. I cieszą się zawsze jak dzieci, bo całe stoły mam zastawione wszelkiej maści pachnącymi olejkami. Są wśród nich sztuczne kompozycje zapachowe przystosowane do produkcji kosmetyków, które pachną np. jak lody wiśniowe czy biała herbata (wspaniale!), ale to, co najcenniejsze, o czym zawsze mówię najwięcej – to naturalne olejki eteryczne.

Te czyste esencje roślinne, te wysoce skomplikowane i skoncentrowane substancje chemiczne, która mają ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu. Tym wpływem zajmuje się nauka zwana aromaterapią. Liznęłam ją ledwo, bo choć interesuje mnie od dawna, dobrze wiem, że wciąż jeszcze wiem mało, oj mało. Wgłębiam się w nią od wielu lat, choć daleko mi do ekspertki. Umiem jednak zastosować podstawowe olejki w codziennym życiu. Ba, po prostu je stosuję. Ja i moja rodzina. I bardzo je sobie cenię.

Sięgnęłam więc po moje wielkie pudło ze wszystkimi warsztatowymi olejkami i wybrałam z nich te, których zapas może nam się przydać w najbliższym czasie. Czasie, jak wiadomo, złym i niepewnym. W czasie panującej epidemii koronawirusa.

Spośród całej armii olejków, które rozłożyłam sobie na stole, wybrałam kilka i stworzyłam z nich własną wersję olejku 4 złodziei.



Słyszeliście już może o tej mieszance olejkowej? Coraz więcej osób teraz do niej powraca, coraz częściej można o niej usłyszeć. Ja sama usłyszałam jej historię już dosyć dawno temu, teraz jednak postanowiłam zgłębić ją dokładniej.

A zaczęło się od legendy… Ciężko stwierdzić ile w niej prawdy, choć z pewnością jest ona prawdopodobna. Ma też bardzo wiele wersji. Gdzie bym nie czytała, zawsze coś je od siebie rożni. Nawet ilość samych złodziei bywa różna – raz jest ich czterech, raz pięciu, czasem siedmiu. Udało mi się jednak wyłuskać z nich pewien ogólny obraz.

Działo się to jakoś w połowie XIV wieku, kiedy do Europy, wraz z genuańskimi galerami powracającymi z Morza Czarnego trafiła dżuma, zwana także czarną śmiercią. Przebyła wcześniej, wraz z wędrującymi kupcami jedwabny szlak. Dotarła więc do nas z Azji i bardzo szybko przetoczyła się po całym kontynencie, zbierając ze sobą ogromne żniwo.

Tak jak i teraz stosuje się możliwe środki zaradcze, tak i wtedy wstrzymano wszelki handel morski. Pozostawiono tym samym wielu ludzi bez środków do życia. Wcześniejsi handlarze różnej maści ziołami i wonnościami, zmuszeni zostali zająć się znacznie mniej wartościowym zajęciem – stali się złodziejami i okradali chorych i umierających. Wśród nich szczególną sławą zasłynęli ci właśnie złodzieje, o których dzisiaj mówimy. Pomimo bardzo częstego kontaktu z zarażonymi dżumą, oni sami pozostali zdrowi.

Kiedy w końcu ich złapano, zaintrygowany sędzia dał im taki wybór – jeśli wyjawią swój sekret, jeśli powiedzą, jakim cudem nie zarazili się dżumą, oszczędzi im przewidzianej wtedy za takie zbrodnie kary, czyli spalenia żywcem. Złodzieje przystali na takie ultimatum i opowiedzieli o specjalnej miksturze, którą nacierali ręce, stopy, okolice ust, uszy czy skronie, a która to właśnie miała zapobiegać zarażeniu. Zadowolony sędzia ponoć dotrzymał słowa. Faktycznie nie spalił ich żywcem, a…. powiesił.

Do dzisiaj nie mamy pewności, co to dokładnie była za mikstura. Wiele źródeł podaje, że był to ocet, w którym moczono różne zioła, jak piołun, szałwię, rozmaryn czy rutę. Słyszałam też o rodzaju nalewki czy właśnie – olejku z wonnościami. Ponoć od tego czasu lekarze francuscy odwiedzający chorych na dżumę zaczęli ubierać specjalne, charakterystyczne maski z długim jakby dziobem. W nim bowiem umieszczali skrawki materiału nasączone olejkami i wyciągami z ziół, które raz, że pozwalały zminimalizować odór rozkładających się ciał, a dwa – pomagały zapobiegać zarażeniu. Choć czytałam także, że zdarzało się, że w tych właśnie maskach wynoszone przeróżne drogocenne niewielkie przedmioty z domów umierających.



W tamtych czasach kierowano się głównie instynktem i ludowymi podaniami. Kiedy jednak w XX wieku rozpoczęto przeprowadzanie badań esencji roślinnych, okazało się, że wiele z nich faktycznie ma silne właściwości bakterio- i wirusobójcze. Okazało się, że w legendzie może być sporo prawdy.

Przepisów na olejek 4 złodziei jest niemal tyle ile wersji samej legendy o tychże. Przejrzałam naprawdę sporo stron, w tym wiele angielskojęzycznych i prawie zawsze różniły się one nie tylko proporcjami, ale także składem. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, kilka ważnych słów tytułem wstępu.

Pamiętajcie – żaden olejek, czy mieszanka olejków, ani żaden ziołowy specyfik nie zapewnią Wam gwarancji ochrony przed koronawirusem. Możemy stosować je jedynie WSPOMAGAJĄCO. Zawsze, ale to zawsze stosujemy się do wytycznych lekarzy i odpowiednich służb. Siedzimy więc W DOMU, ograniczamy kontakty, unikamy zgromadzeń, MYJEMY RĘCE, nie dotykamy palcami powierzchni często dotykanych, nie przykładamy palców do twarzy, szczególnie dbamy o higienę i zgłaszamy się do służb w przypadku wystąpienia objawów choroby.

Pamiętajcie – pomimo faktu, że olejki eteryczne, które występują w takich jak ta nasza dzisiejsza mieszankach, mają udowodnione działanie przeciwwirusowe np. na wirusa grypy, nie zapewnią w pełni skutecznej bariery przed wirusami. Aby faktycznie mogły zadziałać w ten sposób, musiałyby mieć znacznie większe stężenie.

Mogą natomiast, jak już pisałam, zadziałać wspomagająco, tworzyć tak zwany filtr biologiczny zapachowy (np. kiedy stosujemy je tak, jak ja to zazwyczaj robię – dając kropelkę lub dwie na bluzkę, sweter, czy szalik, aby unosiły się wokół nas), ale, co tutaj równie istotne – takie mieszanki olejków, które razem działają lepiej niż każde z osobna, tj. działają synergicznie, znacząco wspomagają naszą odporność. Dzisiejszy olejek 4 złodziei ma też inna ogromną zaletę, którą szczególnie docenimy w tej sytuacji – działa kojąco na psychikę! Taka mieszanina dodaje energii, wprawia w dobry nastrój, stymuluje pracę mózgu, wzmaga koncentrację, rozjaśnia umysł, zwiększa też poczucie bezpieczeństwa. Przyznajcie, jest to nam teraz bardzo potrzebne.

Zaznaczę także, że musimy przestrzegać kilku zasad bezpiecznego stosowania olejków – mieszanki nie nakładamy bezpośrednio na skórę, jedynie zmieszaną z olejem bazowym (łyżeczka oleju bazowego + 3 kropelki olejków eterycznych) lub np. balsamem do ciała. Jeżeli macie obawy o możliwe uczulenia, zróbcie najpierw próbę uczuleniową. Olejkiem możemy wspierać także dzieci, ale od 3 roku życia, w bardzo niewielkich ilościach, kierując się zdrowym rozsądkiem i jeżeli nie ma przeciw temu żadnych przeciwwskazań zdrowotnych. Kobiety w ciąży i karmiące piersią kierują się tutaj jedynie wytycznymi swoich lekarzy. Mieszanki NIE stosujemy doustnie.



Wracając do meritum, różne strony podają doprawdy różne składniki olejków 4 złodziei. Te, które powtarzają się najczęściej to:

  • Olejek eukaliptusowy – silne działanie przeciwwirusowe, także antybakteryjne i przeciwgrzybicze, wspomagające układ odpornościowy, udrażniające górne drogi oddechowe
  • Olejek pomarańczowy – działanie przeciwzapalne i przeciwgrzybicze, znany jako aromaterapeutyczny antydepresant, dodaje energii
  • Olejek cytrynowy – podobne działanie do pomarańczowego, także odświeżające, dezodorujące. Uwaga – olejki cytrusowe na skórze wystawionej na działanie promieni słonecznych mogą spowodować przebarwienia
  • Olejek cynamonowy z liści – działanie przeciwwirusowe, antybakteryjne
  • Olejek cynamonowy z kory – znany z właściwości rozgrzewających, ściągających, przeciwbakteryjnych i przeciwzapalnych
  • Olejek goździkowy – o działaniu przeciwwirusowym i bakteriobójczym, ale także kojącym umysł i nerwy
  • Olejek rozmarynowy – jeden z silniejszych antyseptyków, stymuluje prace mózgu, wzmaga koncentrację

Dla ciekawych, zacytuję tu jeszcze fragment cyklu o olejkach przeciwwirusowych u Herbiness:

Obiektem badań laboratoryjnych jest bardzo często wirus grypy, czyli Influenza. Płynne preparaty zawierające następujące olejki eteryczne w stężeniu do 0,3% wykazały bardzo wysoką skuteczność w dezaktywowaniu wirusa grypy: kora cynamonu, bergamotka, trawa cytrynowa, tymianek ct. tymol. Podobny rezultat uzyskano stosując wyższe stężenia olejków takich jak: lawenda, geranium, eukaliptus gałkowy, goździk. Powyższe olejki zostały wymienione na podstawie publikacji Vimalanathan / Hudson 2014.
To zestawienie olejków o działaniu przeciwwirusowym warto uzupełnić o olejki skuteczne w przypadku wirusa grypy wg publikacji Price / Price 2012: liść cynamonu, cytryna, limonka, eukaliptus: smithii i promienisty, kocanki piaskowe, palmaroza, hyzop, melisa, korzennik, pieprz czarny, ravensara, szałwia, goździk oraz tymianek ct. tymol.
(więcej na FB Herbiness).



Olejek 4 złodziei

Receptura autorska – w oparciu o zgromadzoną wiedzę skomponowałam własny olejek, do którego celowo dodałam większą niż w innych ilość olejków cytrusowych (cytryny i pomarańczy), aby miał lżejszy, bardziej odświeżający zapach, który łatwiej zaakceptuje moja rodzina. Dodałam do niego także nieco olejku tymiankowego, który stosuję od lat.


Składniki:

  • 40 kropelek olejku goździkowego
  • 30 kropelek olejku cytrynowego
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego
  • 20 kropelek olejku cynamonowego z kory
  • 15 kropelek olejku eukaliptusowego
  • 15 kropelek olejku rozmarynowego
  • 15 kropelek olejku tymiankowego

Wszystkie olejki przelewamy od osobnej buteleczki i lekko ją obracamy, aby się połączyły. Mój olejek ma cudowny, faktycznie kojący zapach. Córka mówi, że pachnie pierniczkami i trzeba przyznać, że jest to przyjemna dominująca nuta.

Przygotowałam sobie dwie wersje użytkowe olejku. Po pierwsze – czysta aromaterapeutyczna mieszanina, której/którą:

  • Nakładam dwie kropelki na ubranie przed wyjściem z domu, tworząc w ten sposób tzw. zapachowy filtr biologiczny (wg Herbiness). Taką ładną nazwę wyczytałam ostatnio, choć olejki stosuję właśnie w ten sposób od wielu lat. Z taką kropelką po domu chodzi także moja córka, wymiennie z czystą lawendą.
  • Dodaję kilka kropelek do środków czyszczących różne powierzchnie w domu – głównie kuchnię i łazienkę (używam Zielko), dzięki czemu nabierają siły dezynfekującej.
  • Dodaję odrobinę do maceratu z nagietka, który wmasowuję w skórę po kąpieli (o tym będzie niedługo osobny post).
  • Olejek można dodać także do preparatów antybakteryjnych do rąk, do mydeł w płynie, do balsamu do ciała, do soli lub olejku do kąpieli, do płynu do prania. Ważne, aby zachować umiar i przestrzegać zasad bezpieczeństwa.
  • Oczywiście możemy także stosować olejek w dyfuzorze lub kominku do aromaterapii.

Zrobiłam także bardzo praktyczny spray na bazie spirytusu, który rozpylam czasem w domu w niewielkich ilościach, a czasami robię nieco większe rozpylenie, odczekują chwilę, a następnie porządnie wietrzę cały dom.

Taki spray warto także trzymać w samochodzie i co jakiś czas i tam nim spryskać wnętrze.

Spray na bazie spirytusu salicylowego:

  • 4 części spirytusu
  • 1 część olejku 4 złodziei

Ze względu na specyfikę spirytusu salicylowego (takiego z apteki) olejek będzie się rozwarstwiał i należy całość za każdym razem wstrząsnąć. Jeśli macie do dyspozycji spirytus 95%, nie powinno być takiej potrzeby.



Jeżeli macie jakiekolwiek obawy względem stosowania tej lub podobnej mieszaniny, polecam Wam dzisiaj dwa miejsca, w których zasięgniecie rzetelnej porady. Jak już wspominałam, sama nie jestem ekspertem w dziedzinie aromaterapii, znam jednak dwie wspaniałe dziewczyny, które śledzę od dawna i jestem pewna, że możecie im zaufać.


Klaudyna Hebda

Klaudyna jest aromaterapeutką kliniczną i prawdziwą znawczynią świata aromaterapii i zielarstwa. Nawet niedawno prowadziła bardzo ciekawy webinar o olejku złodziei oraz stworzyła e-book o tym, jak ten olejek stosować. Wszystkie informacje z pewnością otrzymacie po zapisaniu się do Biblioteczki Alchemiczki – TUTAJ. Poza tym, jeżeli nie macie dostępu do olejków lub nie ufacie sobie, mnie lub innym internetowym źródłom, w sklepie Klaudyny znajdziecie 4 wersje jej autorskiej mieszanki złodziei, skomponowanej w oparciu o wysokiej klasy olejki (Klaudyna o to bardzo dba). Znajdzie je TUTAJ.

Herbiness

Inez jest dyplomowaną fitoterapeutką, specjalizującą się w ziołach aromatycznych i olejkach eterycznych. Podziwiam ogrom jej wiedzy i ofertę jej własnego sklepu z olejkami i surowcami kosmetycznymi – TUTAJ. Sklep niestety chwilowo nie działa, aby nie nieść niebezpieczeństwa zarażenia koronawirusem podczas dostarczania paczek. Polecam Wam jednak coś wspaniałego – cykl o olejkach przeciwwirusowych, który Herbiness prowadzi na swoim Facebooku. Każda zawarta tam informacja jest szalenie ciekawa i warta zapamiętania. Prześledźcie koniecznie! Znajdziecie go TUTAJ.


Facebook