KategorieNasze Miejsce

Before & (prawie) After: Nasza sypialnia

Nie należymy do minimalistów. Dobrze się czuję, kiedy otaczają mnie rzeczy. Aby było przytulnie, potrzebuję miękkich materiałów, ba – najlepiej puszystych, ale też tych takich moich, znajomych, naładowanych energią, która jednocześnie mnie uspokaja i stymuluje – dodatków. Uwielbiam ciemne sypialnie – w takich czuję się najlepiej (wcześniej mieliśmy całą brązową). Ogromną radość sprawiało mi zawsze podglądanie zdjęć sypialń w stylu boho, z dużą ilością roślin, ciemnego drewna, niebanalnych akcesoriów.

Nie mogło więc być inaczej!

Stworzyliśmy nasze granatowe gniazdko, w którym czujemy się wspaniale!

Jeszcze nie jest skończone, jeszcze potrzebuje kilku szlifów. Ale muszą to być dobrze przemyślane szlify. Wciąż poszukuję tej idealnej komody, być może szafki nocnej (aktualnie jej funkcję pełni nowa ławeczka z trawy morskiej, która ma stać w przedpokoju, tylko jeszcze nie ma tam na nią miejsca – wciąż jest pełno pudeł). Z drugiej strony łóżka planuję małą półeczkę – dla mnie, zamiast właśnie szafki nocnej. Musimy też wymyślić coś do przechowywanie wszystkich papierów i książek mojego męża. Wszystko to się jeszcze pojawi – z czasem. Na spokojnie.

Tymczasem cieszymy się już tą naszą sypialnią i z największa przyjemnością i Wam ją prezentuję.

Zaczynamy od zdjęcia z początków urządzania!

 

 

I jeszcze zobaczcie sypialnię w wizualizacji pracowni projektowej JOOKA.PL.

(Więcej wizualizacji TUTAJ)

 

 

A poniżej – jest i ona! Nasza granatowa sypialnia!

Nie jest to zwykła sypialnia. Pełni bowiem także funkcję “biurową” mojego męża. To tutaj, kiedy tylko jest w Polsce, kończy swoją książkę. Mamy więc w sumie nietypowe całe mieszkanie, bo w każdym pokoju ustawione jest biurko – moje, męża czy Róży.

Jej głównym punktem jest oczywiście łóżko. Dokładnie takie, jakie chciałam – drewniane, ciemne, proste, z pojemną szufladą. I niedrogie przy okazji (linki poniżej). Aby wykorzystać w pełni przestrzeń, oraz abym mogła się opierać o ścianę podczas nocy, kiedy mój mąż jest daleko (tak jakoś muszę), przysunęliśmy je do okna. Śpi się cudownie! Pod drugim oknem stanęło wielkie biurko męża. Tuż obok, w ścianie, której nie widać na zdjęciach, bo nie jest jeszcze w pełni skończona w moim odczuciu – znajduje się duża szafa wnękowa.

 

 

A w sypialni

 

 

 

1. Materac PlanPur Life

Tego bałam się najbardziej. Wybór materaca wydawał mi się jedną wielką czarną magią. Wiedziałam tylko, że jest ich na rynku cała masa, że te ich przekroje na rysunkach bywają tak strasznie skomplikowane. Że jak źle wybiorę, to będzie doprawdy klops, bo oboje z mężem mamy problemy z kręgosłupem. Odkładałam więc ten problem wciąż i wciąż, aż przypadkowo natrafiłam w internecie na sklep z materacami PlantPur. Wtedy też odkryłam, że jest coś takiego jak materac ekologiczny! Choć też nie ukrywam, że na samym początku to najbardziej spodobało mi się logo 🙂 Takie zboczenie zawodowe 🙂

A potem przeczytałam, że materac zawiera olej kokosowy i już wiedziałam, że to nie jest taki zwykły materac i że muszę zgłębić temat. Mamy najtwardszy materac Life, który składa się z dwóch pianek wysokoelastycznych z dodatkiem właśnie oleju kokosowego (substancje ropopochodne do 50% zostały zastąpione naturalnymi olejami roślinnymi). Co ciekawe, bok materaca został wytworzony z dzianiny celulozowej, nasączonej ekstraktem oliwy z oliwek, a pokrowiec jest pokryty “mikrobiologiczną, pro-biotyczną warstwą Freshe, która skutecznie zwalcza bakterie, grzyby i roztocza, działając antyalergicznie.”

Najważniejsze jednak, że śpi się na nim wybornie! Że aż wzywa do łóżka 🙂 I tak jakoś… idealnie wpisuje mi się w to nasze miejsce – swoją filozofią, jakością i wygodą.

Po więcej zajrzyjcie na PlantPur.

2. Te poduchy to już Wam obie od jakiegoś czasu pokazuję, no ale kocham je zwyczajnie miłością czystą 🙂 I co wieczór się mocno do nich przytulam (do męża też czasem). Ta tutaj – poducha African Mask / Komfort

3. A tą zachwycam się najbardziej, bo (jak już pewnie wiecie) tak świetnie pasuje mi do tapety w przedpokoju. A od niedawna także do donicy! / H&M Home

4. Kupiłam sobie dwie takie osłonki na kaktusy lub sukulenty, bo tego dnia akurat kosztowały 6,80 zł (!). Teraz czekają na te swoje kaktusy lub sukulenty i tak świetnie wpisują się we wnętrze! / H&M Home

5. No powiedzcie… – czyż mogłabym przejść obok tej donicy obojętnie? Przecież to od razu było pewne, że to będzie właśnie nasza donica na naszą własną palmę! (czy tam dracenę…) / H&M Home

6. Regał Happy Barok

Pokazywałam Wam już niedawno ten całkowicie przepiękny regał z kolekcji Plum z mosiężną półką z Happy Barok (autorstwa Katarzyny Jasyk). Pasuje wprost idealnie do naszej sypialni. Jest jednym z tych wyjątkowych mebli, które nadają wnętrzu charakter. Które swoimi detalami (mosiężna półka i kulka na nodze) przyciągają uwagę i poprawiają nastrój.

Koniecznie zajrzyjcie do Happy Barok – bo tam piękne nowości!

7. Pościel White Pocket

Kolejne cudo, które tak świetnie wpisało się w naszą sypialnię! Cudo, cudo! Śpię bowiem w paprociach! Otulają mnie i kołyszą do snów!

A to dzięki pościeli “Paprocie” naszej małej, polskiej marki White Pocket, która co rusz zauracza mnie sowimi nowościami (ostatnio pokazywałam Wam pościel w grzybki). Pościel uszyta jest ze 100% bawełny satynowej, a zdobi ją autorska grafika. Sprzyja wyciszeniu, relaksowi i jest tak przyjemna dla skóry! / White Pocket

8. Firanki – nie sądziłam, że aż tak spodobają mi się firany Bergitte z Ikei! Nie są to typowe firanki – to nieco grubszy materiał, jakby ze starodawnej bielizny. Jest czymś pomiędzy firankami a zasłonami. Tworzą bardzo przytulny nastrój. / Ikea

9. Mamy już dwie takie sztuczne skóry – obie szare. Jedna w sypialni, drugą u Róży. Obie uwielbiam, obie pasują i jednocześnie łączą pomieszczenia. Na obie tak przyjemnie rano się wstaje. / Jysk

10. Czy ja już Wam wspominałam, ze zostałam patronem medialnym książki?

Tak tak! To ciepła, prosta, ale przyjemna historia. Pełna ciepła i miłości. W sam raz nie tylko na lato, na plażę czy do pociągu. Myślę, że równie przyjemnie będzie się ją czytało także w długie, jesienne wieczory! Polecam Lato utkane z marzeń, Gabrieli Gargaś / Wyd. Czwarta Strona

11. Nie mogło się obyć bez wyjątkowych grafik, co? I koniecznie z elementami złota – jak to w całej sypialni. Mój wybór ponownie padł na Złote Plakaty (widzieliście już jeden w kąciku pracy, zobaczycie i u Róży w pokoju). Tak ładnie mienią się tą swoją złotą folią! Wybrałam Plakat Gray Beige Pastel White Circle / Złote Plakaty

12. oraz Plakat Gray Beige Pastel Stripes / Złote Plakaty

 

I jeszcze…

ŁÓŻKO

Zdecydowaliśmy się na proste, ale piękne i solidne łóżko sosnowe w kolorze orzecha. Dobraliśmy do niego pojemną szufladę w tym samym kolorze. Bardzo polecam! Przyszło ekspresowo, pachnie drewnem i jest bardzo wygodne! / Meble Pęczek

ŚCIANY / FARBA

Oj, pisałam już wielokrotnie – kolor jest po prostu cudowny! Dokładnie taki, jaki chciałam. Głęboki, intensywny, kojący. Ten odcień nazwya się “Granat pierwsza klasa”, a marka – Dulux.

LAMPY

Kinkiety to Spot Light Olivia (tylko kabelki im dorobiliśmy) / ŚwiatłoiSTyl.pl. Natomiast lampę wiszącą kupiłam na wyprzedaży w Castoramie i niestety już jej na stronie nie widzę.

 

I jeszcze kilka obrazków na koniec!

 

 

W przygotowaniu wpisu i oczywiście naszej sypialni, pomogły mi marki PlantPur, White Pocket, Złote Plakaty, Dulux i Happy Barok. Bardzo dziękuję!

Before & After: mój kącik pracy

Cieszę się ogromnie, bo w końcu mogę rozpocząć cykl, na który tak długo czekałam! A w zasadzie część mojego wnętrzarskiego cyklu, jego finałową część. Będą to wpisy typu before & after, pokazujące co udało nam się zrobić w poszczególnych pomieszczeniach naszego nowego mieszkania.

W końcu! W końcu tu mieszkamy!

Na początek – mój kącik pracy. Nie jest to może całe pomieszczenie, ale miejsce bardzo dla mnie ważne. To tutaj spędzam większą część dnia. Tutaj potrzebuję móc się skupić, wyżyć kreatywnie, tworzyć, pisać, rysować. To dlatego tak bardzo mi zależało mi na tym moim małym kąciku.

Jak być może pamiętacie, kącik ten postanowiliśmy umiejscowić w salonie. Idealnie byłoby mieć osobny pokój, przeznaczony jedynie na biuro. No ale cóż. Póki co, pozostajemy przy kąciku.

Stworzyłam go zamykając do połowy kuchnię, co do teraz wydaje mi się doprawdy genialnym pomysłem. Po pierwsze – nigdy nie chciałam mieć w pełni otwartej kuchni. Bardzo chciałam, aby było można choć trochę tam się ukryć. Po drugie – powstał idealny kąt do pracy.

I choć w domu mamy sporo kolorów, tutaj postawiłam na biel. Biel przełamaną dodatkami i tą cudowną krzaczastą tapetą. Stworzyłam sobie miejsce do pracy dla freelancera, które jednocześnie pozwala się skupić, ale także potrafi wydobyć ze mnie nową energię i pomysły. Już to dobrze wiem, bo od kilku dni tu właśnie pracuję.

Coś czuję, że z biegiem czasu pewnie dojdzie tu coś niecoś. Życie pokaże czy będę potrzebować jeszcze jakieś schowki czy szufladki. Na razie większe rzeczy zamknęłam w witrynce po drugiej stronie pokoju, ale już wyczaiłam w Ikei takie urocze małe segmenciki z szufladami, które świetnie się tu wpasują. Zobaczymy.

 

Tymczasem, oto i mój kącik pracy!

Najpierw w wersji bardzo before i before!

 

 

U góry wersja całkowicie otwarta. Poniżej już z postawioną ścianką.

 

 

Jeszcze muszę Wam przypomnieć piękne wizualizacje, autorstwa Agi z pracowni projektowej JOOKA.PL.

Podobnie wyszło, co?

 

Wizualizacje skradły wtedy moje serce, ale muszę przyznać, że rzeczywistość podoba mi się jeszcze bardziej!

 

W moim kąciku:

  • Najefektowniejsza część czyli tapeta Rebel Walls – Bellewood Grey Toile – zamawia się na wymiar, pod konkretną ścianę, wygląda po prostu cudownie! / Rebel Walls
  • To o co najczęściej już pytacie – biurko! Pasuje mi tu idealnie i cieszę się z niego bardzo. Zwłaszcza, że kosztuje naprawdę niedrogo, a przy tym jest bardzo praktyczne – można poupychać sporo “niezbędnych” rzeczy / Meble & Tkaniny
  • Największy kłopot miałam z krzesłem obrotowym. Zależało mi na tym, aby było praktyczne, ale też, żeby prezentowało się godnie. I nie biurowo. Kandydatów było kilku, ale kiedy zobaczyła ten fotel, wiedziałam, że to jest właśnie ten, który powinien się tu znaleźć. Może nie jest to mebel szczególnie dobrze wyprofilowany dla kręgosłupa, ale, jak na razie, siedzi i pracuje mi się na nim bardzo dobrze. I jest taki… lekki, nie dominuje, nie zwraca bardzo uwagi na siebie. / Mebel Partner
  • Półeczki – ot, po prostu półeczki z Ikei, jedne z najprostszych, o bardzo wdzięcznych podpórkach. Pasują świetnie. / Ikea
  • Na półkach – obrazek idealny – złote “Inspire” na tle ciemnych kwiatów / Złote Plakaty
  • Reszta rzeczy z półeczek jest już ze mną od dawna. Wszystkie uwielbiam – zwłaszcza zdjęcie z Różą w zlotej ramce z H&M Home, zegar Ikea i pojemniczek z uszami na biżuterię z H&M Home
  • Na biurku – świetnie psująca lampka / Konsimo z Allegro
  • Doniczka, filiżanka i pojemnik na długopisy – vintage, wygrzebane na ciuchach, moje ulubione znaleziska!

Cóż mi pozostaje… tylko pracować dwa razy więcej teraz 🙂

 

 

Wnętrzarskie zachwyty i aktualności 11

Co powiecie na kilka nowych migawek z naszego mieszkania?

Wciąż są to jeszcze robocze i niepełne obrazki, ale szykuję się już do wpisów z ostatecznymi lub prawie-ostatecznymi wnętrzami!

Wyobraźcie sobie bowiem, choć mnie samej przychodzi to z trudem, że już tu praktycznie mieszkamy!

Dzisiaj nazwoziliśmy wszystkie większe rzeczy i pudła. Sporo jeszcze do przewiezienia pozostało, ale to już będziemy stopniowo sobie jeździć. Ważne, aby nie było zbyt dużego chaosu i natłoku pudeł naraz.

W każdym razie, dzisiaj śpimy tu już trzecią noc, a mi wciąż wydaje się jakbym przebywała w hotelu. Albo u znajomych. Ale na pewno jeszcze nie u siebie. Wszystko pachnie inaczej, dziwnie, taką remontową nowością, z którą nie potrafię się oswoić. Zupełnie inne odgłosy słychać przed zaśnięciem. Ciekawa jestem, ile czasu zajmie mi oswajanie tego miejsca. Mam nadzieję, że nie długo 🙂

 

Tymczasem, muszę jeszcze donieść, że znalazłam CAŁĄ MASĘ, ale to CALUTKĄ MASĘ pięknych rzeczy, którymi musiałam się z Wami podzielić!

 

Polecam więc bardzo wnętrzarskie zachwyty na końcu tego wpisu, a zaczynamy od kilku migawek z mieszkania!

 

 

 

Po pierwsze i najważniejsze – mam w końcu na ścianach tak długo wyczekane tapety Rebel Walls! Pasują cudownie! Uwielbiam je!

Tutaj widać tapetę Bellewood Gray Toile.

Mam też mój kącik pracy, z którego właśnie piszę Wam ten post. Wymaga jeszcze dopieszczenia, ale spodziewajcie się już niedługo jego ostatecznej wersji!

 

Ścianę w salonie wypełniło idealne tło mojej lampy (Modern Orchid ze Step Into Design)!

Kiedyś wymarzyłam sobie, że zawiśnie tu obraz i kiedy tylko zobaczyłam ten delikatny pejzaż, wiedziałam, ze to właśnie ten jedyny! Ja tu widzę wydmy i morze, choć są i tacy, którzy upierają się przy zimowym widoku. Pozostańmy jednak w klimatach nadmorskich 🙂

Obraz Congelado z Mix Gallery (tak samo jak cudny plakat z przedpokoju, który pokażę Wam niebawem!).

 

 

Zawiesiłam też firany i zasłony! Wszystkie z Ikei. Podobają mi się bardzo. I wiszą już, choć jeszcze są za długie. Muszę się teraz zebrać, pomierzyć je i oddać do krawcowej.

 

 

A to mała zapowiedź przedpokoju i moja ukochana dżungla! To kolejna tapeta Rebel Walls – Jungle Land Verdant. No po prostu – cudna!

 

Co to?

To nasze drzwiczki do innego świata!

Moje ulubione, granatowe, ze złotą gałeczką, drzwi do schowka w przedpokoju.

Cały przedpokój – już niedługo w Lili!

 

 

I tak płynnie kolorystycznie przechodzimy do sypialni!

A w niej nowi mieszkańcy!

 

 

Jest więc cudny regał Plum z mosiężną półką, który pokazywałam Wam ostatnio w Lili – Happy Barok, autorstwa Katarzyny Jasyk.

Jest dokładnie takie, jakie chciałam – drewniane łóżko w kolorze orzecha – Kora z Meble Pęczek.

Jest mega wygodny materac z olejem kokosowy, o którym więcej napiszę Wam w sypialnianym wpisie – Plantpur.

 

 

Jest i w końcu przepiękna pościel z jakby malowane paprotki z White Pocket. Och, ona też aż prosi się o piękne sypialniane zdjęcia!

Jest jeszcze coś nowego, ale to już następnym razem!

 

A oto, poniżej, wszystkie te CUDA, które znalazłam ostatnio!

Pora na wnętrzarskie zachwyty!

 

1.Dekoracja ścienna Kyoto HK LIVING / Mak Studio

2. Gablota bambusowa HK LIVING / Mak Studio

3. Poduszka Kyoto HK LIVING / Mak Studio

4. Poduszka Tokyo HK LIVING / Mak Studio

5. Ława z siedziskiem z trawy morskiej / Emako

6. Biurko Pimlico / SFmeble.pl

7. Poduszka JUNGLE HK LIVING / Aga Martin

8. Fotel IBEX / Aga Martin

9. Stoliki kawowy ARABICA Dutchbone / Mak Studio

 

 

1. Lampa stołowa nature Bloomingville / Moma Studio

2. Fotel Glmour Łososiowy King / Mebel Partner

3. Dywan arqui indian red&peach Please wait to be seated / Moma Studio

4. Lampa ścienna planet ciemny fiolet Please wait to be seated / Moma Studio

5. Lampa stojąca SOLARIS biało mosiężna / Step Into Design

6. Krzesło Gabbia / Moma Studio

7. Wieszak z lustrami GUDO / Aga Martin

8. Komoda Sioux Kare Design / Kare24.pl

9. AYTM – ANGUI Krzesło – Różowe / Design For Home

 

 

Niezwykłe polskie komody LOGUN / Mebloscenka

 

1.Komoda ze złotymi uchwytami / Punca

2. Krzesło A-8223 Fameg / ModneKrzesła.pl

3. Wazon w drewnianej misce DONITZA Toczenie w Drewnie / Decobazaar

4. Imbryk Lewitacja JAD / Cloudmine

5. Stolik Gunnik Zuiver / Meble.pl

6. Komoda ASHTON w stylu retro / OneMarket.pl

7. Doniczka wisząca GALAX / Aga Martin

8. Świecznik balance na długie świece ferm living / Moma Studio

9. Dwustronna pościel „Zaczarowany las” / White Pocket

10. Fotel Mr.T obrotowy, Design: Katarzyna Jasyk / Happy Barok

11. Komoda Sherazade Kare Design / Kare24.pl

Jak sprzątać to szykownie

Tak to właśnie, drodzy moi, sprzątałam sobie ostatnio całe, calutkie mieszkanie po jego wykańczaniu. Oj, było tego sporo… A przez głowę, wciąż i wciąż, przechodziła mi myśl, że robię to szykownie!

I nawet ten mój dres i stary podkoszulek, jakimś dziwnym trafem, zamieniały się w rozkloszowaną suknię z perłami, fryzura stawała się gładka i ułożona, co mi się praktycznie nigdy nie zdarza, a w oddali słyszałam rzewne francuskie melodie. Bo jak tu nagle nie cofnąć się w czasie, bo jak nie przeobrazić się w porządną housewife, kiedy w całym domu, tu i ówdzie, rozłożone są takie ładne… środki czystości?

Autentycznie!

Wierzcie mi, ale do teraz mam je rozstawione wszędzie, bo używam ich wciąż jeszcze i do teraz, za każdym razem jak na nie zerknę, mam wrażenie, że przenoszę się do Bretanii. A potem pojawia się mała taka refleksja – jakże one ładnie tu pasują.

 

Trzeba więc przyznać, że środki czystości Jacques Briochin mają swój czar. Niezaprzeczalny. Opakowania idealnie oddają ich ducha i przekaz, jasno komunikują wartość tradycji, ale jednocześnie są nowoczesne i praktyczne.

Wracając jednak do początku…  Jak już wspominałam Wam na Facebooku, marka francuskich środków czystości Jacques Briochin postanowiła pomóc mi w sprzątaniu naszego nowego mieszkania. A że ja na wszelką pomoc jestem zawsze otwarta, zgodziłam się bez wahania. I wiecie co? Dobrze zrobiłam! Bo raz to już nawet prawie czarna rozpacz mnie ogarniała…

Zaczęłam jednak, jak porządna domowa gospodyni, do jakiej niekiedy aspiruję, od przeczytania podręcznika sprzątania. Proszę mi się tu pod nosem nie uśmiechać. Kiedy dostajecie sporo butelek i pojemników w większości z francuskimi napisami (są oczywiście polskie nalepki), też właśnie po coś takiego sięgacie na początek. Tam to dowiadujecie się, że markę założył w 1919 roku we francuskiej Bretanii Renauld Raoul. Otworzył on warsztat mydła i produktów czyszczących używanych przez profesjonalistów – drukarzy czy mechaników. Jego produkty cechowały się najlepszą jakością i tradycyjnymi recepturami. Do dzisiaj marka znacząco ewoluowała, co roku wprowadza na rynek nowości, a część produktów posiada certyfikat Ecocert.

 

Produktem, o którym od początku słyszałam najwięcej, którym przez dłuższy czas zachwycała się dystrybutorka marki, a także tym, który mnie samą najbardziej zaintrygował jest czarne mydło – savon noir. W swej głównej postaci sprzedawane jest jako miękka, gęsta, ciemna maź, w sporym słoju. No, czarna to ona wydaje się w tym właśnie słoju, bo jak tylko wyciągniemy ją na światło dzienne, okazuje się, że jest jasnym, zielonkawym… glutem. Z tym to właśnie glutem zaprzyjaźniłam się najbardziej!

Czym różni się to czarne mydło do sprzątania od tego kosmetycznego, które już dobrze znam od czasu wizyty w Maroku? Na to pytanie odpowiedział mi podręcznik właśnie. Okazuje się, że zawiera ono trochę więcej wodorotlenku potasu, co poprawia jego właściwości odtłuszczające, a co z kolei nie jest polecane do stałego kontaktu ze skórą. Mydło jest produktem bardzo uniwersalnym, można nim sprzątać prawie wszystko. Jest mocno skoncentrowane – naprawdę nie wiele go trzeba, aby doczyścić to co wymaga doczyszczenia.

 

 

Myłam nim sporo, ale chciałabym przytoczyć trzy przykłady, kiedy to wydało mi się niezastąpione. Przy pierwszej rozmowie o marce, dystrybutorka opowiadała mi o kliencie, który to mydło zakupił, a potem wrócił do niej zachwycony, bo w końcu, po jakimś długim czasie, udało mu się domyć coś, co wydawało się nie do domycia. Ta historia przypomniała mi się podczas któregoś z kolei mycia podłogi w łazience. Były bowiem na niej dziwne plamy, które w ogóle nie zmieniały się przez te wszystkie mycia. Byłam już praktycznie pewna, że to takie nieodwracalne. Wtedy to sięgnęłam po mydło i gąbeczkę. I wyobraźcie sobie – wszystko zeszło! Poleciałam więc do drzwi wejściowych, które od dawna pokrywały dziwne białe smugi. Ze trzy razy próbowała już je zmyć. I to właśnie savon noir dało radę!

A potem kupiłam nowy dywan… piękny, taki jak chciałam, ręcznie tkany i barwiony w Indiach. I na ten dywan dzieci wylały mi cały kubek kawy… Zaprałam go szybko, choć niedbale, od razu, czymś, co miałam pod ręką i wystawiłam do suszenia. Dopiero nazajutrz okazało się, że plama nie sprała się w ogóle, że jest bardzo widoczny, kawowy ślad. Dwa razy go jeszcze dopierałam, przy użyciu savon noir i gąbeczki oraz odplamiacza tejże marki. I choć niestety zeszło także trochę barwnika ze wzorów… nie ma śladu po kawie!

Jak tu się z czymś takim nie zaprzyjaźnić?

 

 

Kolejnym moim faworytem zostało także czarne mydło, ale w wersji rozcieńczonej, w sprayu. Umyłam nim prawie wszystko! Zwłaszcza pomocny okazał się w myciu nowych, wielkich szaf wnękowych i szafeczek w kuchni. Jest tak samo uniwersalny jak wcześniej opisywane, miękkie mydło. Jego forma jest jednak znacznie praktyczniejsza, choć przez to mniej skoncentrowana. Świetnie odłuszcza i oczyszcza. Stwierdzam też, że jest znacznie lepsze od uniwersalnego środka czyszczącego, choć i ten jest całkiem fajny.

Niemniej jednak oba czarne mydła polecam najbardziej. Warto mieć je w domu zawsze. Tak samo jak czarne mydło w płynie do mycia podłóg – wszystko pięknie doczyszcza!

 

Zachwyciło mnie też to to różowe. Niby taki tu sobie róż, a Środek czyszczący do łazienki ma pewien dobrze ukryty efekt wow!

Efekt ten dosyć szybko można odkryć, co i mi się przydarzyło, kiedy zabrałam się za porządne czyszczenie naszej łazienki. Już nawet nie tyle chodzi o to, ze czyści dobrze, szybko i sprawnie, że wystarczy spryskać armaturę, polać ją wodą, a ona pięknie się błyszczy. Wcale nie o to chodzi. Wyobraźcie sobie bowiem, że do tego środka dodano olejek sosnowy i cała łazienka po chwili pachnie jak totalny las! I jest to po prostu genialne! Produkt polecam w połączeniu z Tradycyjnym żelem octowym – wysoko skoncentrowanym preparatem, który dobrze zwalcza kamień z umywalek, toalet czy pryszniców. Tak wiem, w nowym mieszkaniu o kamień jeszcze trudno, ale został on już także sprawdzony w tym starym.

 

Z takich naturalnych zapachów to jeszcze muszę bardzo pochwalić Płyn do płukania z dodatkiem lawendy. Nie pachnie może bardzo intensywnie, raczej rzekłabym delikatnie, ale jednak. Przeprałam już kilka dobrych prań w całym piorącym zestawie, także jasnych z wybielaczem i nie ma do czego się przyczepić. Zarówno płyn do prania, wybielacz, płyn do płukania i odplamiacz są certyfikowane przez Ecocert, mamy więc gwarancję dobrych, łagodnych składników.

 

 

Nie mogę też nie wspomnieć o genialnym duecie kuchennym – Płynie do mycia rąk i naczyń oraz Mleczku czyszczącym. Ten pierwszy nie tylko wygląda dobrze w swej jasnej, niebieskiej butelce z praktyczną pompką. On faktycznie i autentycznie pozostawia dłonie miękkie i przyjemne w dotyku. Można więc myć naczynia bez żadnych obaw. Chętnie też sięgam po mleczko do czyszczenia naszej nowej płyty indukcyjnej.

 

 

Chętnie polecę także inne produkty – i te do zmywarek, do czyszczenia parkietów czy środki uniwersalne. Najmniej przydaje mi się Środek dezynfekujący, który ma za zadanie zabijać bakterie. Cóż, nie jest to coś, co akurat uważam za niezbędne. Nie mam więc nawyku sięgania po niego, choć doceniam fakt, że ładnie pachnie i zawiera same roślinne składniki.

Pozostaje jeszcze ostatnia rzecz i jest to coś, co nie sprawdziło mi się zupełnie. To Tradycyjny płyn octowy, po który sięgałam przy myciu łazienki, ale też dużych powierzchni szklanych. Niestety zarówno na oknach, na parawanie nawannowym i ogromnych lustrach na drzwiach szafy wnękowej, pozostawił bardzo widoczne smugi. Musiałam je ponownie myć lub ścierać na sucho. A tego akurat nie lubię 🙂

To jak? Sprzątamy szykownie?

Naprawdę się cieszę, że poznałam markę Jacques Briochin i to w tam trudnym momencie. Bo wierzcie mi, ale sprzątać to ja nie lubię. Jeśli więc są produkty, które w tym pomagają – czemu po nie nie sięgnąć?

 

Wszystkie produkty dostępne na stronie Briochin.pl

 

Post powstał w wyniku miłej współpracy z marką Jacques Briochin.

Wnętrzarskie zachwyty i aktualności 10

Wrócił mój mąż. Nie było go grubo ponad dwa miesiące. Do normalnej w takim momencie ekscytacji doszedł tym razem fakt, że w tym czasie nadzorowałam wykańczanie naszego mieszkania. I choć on wszystko bardziej lub mniej chętnie aprobował, trzeba przyznać, że większość to jednak moje pomysły. Miałam więc wrażenie jakbym przeniosła się do jednego z tych telewizyjnych programów wnętrzarskich, w których rodzina odwiedza swój dom pierwszy raz po remoncie. I czekałam tylko tego “OMG”!

I cóż… okrzyków i płaczów jak w telewizji nie było. Ale kamień spadł mi z serca, a zastąpiła go radość i ulga. Wszystko się bardzo podoba!

Pora więc kończyć niedługo to wykańczanie!

Czekam jeszcze na pana od tapet, elektryka i końcówkę pracy stolarzy. Musimy pozałatwiać jeszcze masę formalności, podłączyć internet, podpisać gaz, prąd, wodę i śmieci. No i jeszcze sporo mebli by się przydało…

Ale koniec już bliski!

Zapraszam więc na kolejny, jeszcze mały, wgląd w nasze mieszkanie. Zobaczcie, co tam się pozmieniało.

I koniecznie zajrzyjcie na koniec – sporo mam tym razem pięknych wnętrzarskich inspiracji!

 

A zaczynamy od sypialni…

 

No nie mam za dużo jeszcze rzeczy w tej naszej sypialni…

Wciąż i wciąż jednak zachwycam się tym jej granatem. I cieszę się bardzo, że właśnie na niego się zdecydowaliśmy (to Dulux, farba “Granat pierwsza klasa”). A że ma to być w zamyśle sypialnia z elementami stylu boho, skusiłam się ostatnio na wyprzedaży w Komforcie na taką oto afrykańską piękną poduchę, która pasuje mi tu idealnie!

A stanowczo, bardzo i w ogóle naj naj to zadowolona jestem z naszego narożnika! Przypomnę, że to model Jesper (ten), sprzedawany w salonach Black Red White.

Poniżej pierwsze z jego zdjęć. Jest tu jeszcze wysunięty na środek pokoju, abym mogła wszędzie porządnie posprzątać.

 

 

Pora na kuchnię i kuchenne zachwyty 🙂

 

 

Wspominałam już kilka razy, że taki oto granitowy zlew chciałam zawsze mieć. I w końcu jest. I woda nawet leci ciepła i zimna. I leci doprawdy pięknym strumieniem. Zlew i całe oprzyrządowanie pochodzi z Alezlewy.pl – to zlew Lavello Luxor z automatycznym syfonem i jeszcze jednym fajnym gadżetem – dozownikiem na płyn do mycia naczyń. Do zlewu dobrałam baterię tej samej marki (). Całość jest więc spójna i dobrze współgra z kuchnią.

I wiecie co? Myłam już tam naczynia kilka razy i autentycznie – sprawiało mi to przyjemność!

Tak, tak, wiem, że to minie, że stanie się codziennością. Dobrze to wiem. Ale co z tego? 🙂

 

 

Jeszcze jednym moim kuchennym nabytkiem muszę się koniecznie podzielić!

To misa na owoce, która pojawiła się we wpisie z miedzianymi dodatkami (tym). Nie mogłam się jej oprzeć! To patera Wired z pt, store.

 

 

A tak – poniżej – wygląda część kuchni, której Wam jeszcze nie pokazywałam. Zdecydowaliśmy się na taką połowiczną zabudowę, dzięki czemu kuchnia jest nieco otwarta, nieco zamknięta. A tam z drugiej strony, stanie moje biurko.

Największą wnękę zajmie tu jeszcze piekarnik, na który czekamy. Jedną z mniejszych zamieszka nasza stara mikrofalówka, którą używamy bardzo rzadko, ale jednak czasem się przydaje. Uznaliśmy więc, że takie rozwiązanie będzie lepsze od zakupu nowej do zabudowy. Powyżej niej znajduje się po prostu półeczka na różne ważne rzeczy. Jest też zmywarka i słupek z cargo, który marzył mi się od dawna.

 

 

A teraz pierwszy, choć jeszcze malutki wgląd w łazienkę!

A dokładniej na ścianę nad wanną i pierwsze mydełka, które do tej łazienki wybrałam. To moje ostatnio ulubione – Nawilżający żel do mycia rąk Sylveco i mydło figowe YOPE. Uwielbiam oba! Za zapach, za łagodne mycie, za przyjemne dłonie po tym myciu i za to, że po prostu tak ładnie wyglądają. No… w tej mojej łazience 🙂

 

 

Zaglądamy przez lustro… a tam… środki do mycia łazienki francuskiej marki Jacques Briochin, które ostatnio testuję, podświetlone ledami moje ukochane kafelki, kawałek wanny i toalety. Taki klimacik udało nam się wyczarować 🙂

 

 

Zobaczcie jeszcze jak ładnie wpisała się w to mieszkanie nasza Misia. Pisałam już, że podłogę dobraliśmy właśnie pod nią, choć jej sierść jest nieco bardziej żółta i intensywna.

Misia coraz częściej bywa w mieszkaniu i mam wrażenie, że już prawie się z nim oswoiła. Z pewnością podoba jej się ogród, szczeka już na sąsiadów, podjada trawę i tarza się w niej. Muszę jej jeszcze wymyślić jakiś jej osobisty, psi kącik w środku. Choć i tak pewnie większość czasu będzie spędzać na kanapie…

 

 

No dobra – pora na zachwyty!

Czyli dawka inspiracji i kilka moich wyborów. A otwieramy je obrazem, który wybrała do salonu, jako tło tej naszej pięknej lampy (nasza jest złota – Step Into Design, poniżej wersja czarna).

 

 

1.Lampa Modern Orchid bursztynowo-czarna / Step Into Design

2. Obraz Congelado 2 / Mix Gallery

3. Fotel z podnóżkiem Vital / Zfabryki.pl

4. Lustro szlifowane fifty fifty / Zlutowana

5. Poszewka z bawełny / H&M Home

6. Poszewka z frędzlami / H&M Home

7. Piękne krzesło Berion szare vintage / Mebel Partner

8. Fotel Introl / Zfabryki.pl

 

Miałam ostatnio spory problem z wyborem obrazu do przedpokoju. Być może widzieliście na Facebooku? Może pomagaliście mi się zdecydować?

Bo w tym naszym przedpokoju wkrótce pojawi się piękna tapeta Rebel Walls (poniżej), na jednej ze ścian. Zależało mi więc na dobraniu do niej czegoś, co razem ciekawie się skomponuje. Kandydatów znalazłam w Mix Gallery. Na co się ostatecznie zdecydowałam? Zobaczycie niebawem!

I zobaczcie jakie genialne poduchy odkryłam dzisiaj w H&M! Czyż nie pasują idealnie? I taka poszewka teraz, na wyprzedaży kosztuje 9,90 zł! Kupiłam zieloną, znajdzie swoje miejsce na narożniku i zamknie mi ładnie wszystko w całość.

 

1.Obraz Albero Sul Fiume / Mix Gallery

2. Obraz La Foresta Esotica / Mix Gallery

3. Tapeta Jungle Land Verdant / Rebel Walls

4. Plakat z liśćmi / Mix Gallery

5. Obraz Tre Alte Sorelle / Mix Gallery

6. Piękny pejzaż – plakat / Mix Gallery

7. Zielona poszewka z dawną ryciną / H&M Home

8. Fioletowa poszewka / H&M Home

 

W końcu, co nie było łatwe, bo wybór był baaaardzo ciężki, zdecydowałam się na grafiki do granatowej sypialni. To, że będzie to coś ze sklepu Złote Plakaty, to było pewne od dawna – zakochałam się od pierwszego wrażenia. Nie mogłam jednak wybrać tych najlepszych. Pokazywałam już Wam nawet dwie inne opcje. Ostatecznie zdecydowałam się na te poniżej, które mają za zadanie połączyć kolorystycznie sypialnię z resztą mieszkania.

Niedługo dojdą! Ale jestem ich ciekawa!

 

1. Plakat Gray Beige Pastel Stripes / Złote Plakaty

2. Plakat Gray Beige Pastel White Circle / Złote Plakaty

3. Biurko Oase Kare Design / Sfmeble.pl

4. Dywan tkany ręcznie “Wedgwood” Tonquin Blue / BBHome

5. Małe biurko Borr / Mebel Partner

6. Stolik kawowy z drewna tekowego / Vidaxl.pl

Wnętrzarskie aktualności 09

Pora na kolejną dawkę aktualności z naszego mieszkania. Teraz, w końcu, zmiany są coraz lepiej i szybciej widoczne. Powoli, bardzo powoli, oswajamy sobie to miejsce. W ten weekend dopiero, kiedy skręcaliśmy meble u Róży, po praz pierwszy jedliśmy tam posiłek (pizzę oczywiście), piliśmy herbatkę i spędziliśmy całe popołudnie. I dopiero wtedy poczułam, że to tutaj będę tak naprawdę mieszkać. I to było bardzo dobre uczucie.

Być może śledzicie zmiany w mieszkaniu na Facebooku czy Instagramie. Jeśli nie, to powiem Wam od razu – mamy kolory! I to ta najbardziej zauważalna zmiana! Mamy tez już lampy – kilka z nich pokażę Wam dzisiaj. Jest trochę mebelków u Róży. Dzieje się, dzieje!

Ach, niestety dzisiaj specjalnych zachwytów, czyli części z moimi internetowymi wyszukaniami, nie będzie, bo ostatnio najwięcej energii poświęcałam jeżdżeniu na budowę. Ale nic się nie bójcie, będzie ich jeszcze w Lili zapewne sporo!

Przypominam też, że wszystkie posty wnętrzarskie, całe zmiany, zachodzące w naszym mieszkaniu, możecie śledzić w specjalnej zakładce:

>>> NASZE MIEJSCE <<<

Zajrzyjmy więc do mieszkania!

 

 

Jestem wprost ogromnie zadowolona z pięknego, głębokiego granatu w sypialni! Jest dokładnie taki, jaki miał być! Intensywny i przytulny. To właśnie ten odcień, który sobie wymarzyłam! I naprawdę – nie jest tam za ciemno! Mamy w sypialni dwa okna, które dobrze ją doświetlają. A cóż, my po prostu tak lubimy!

Może też od razu napiszę, które kolory, gdzie wylądowały!

Te piękne odcienie to sprawka partnera naszej wnętrzarskiej akcji – marki Dulux, a konkretne barwy i nazwy farb – poniżej:

  • Cała ściana w salonie – Różowy a brąz – kolor roku Dulux
  • Hol – Różany na test
  • Przedpokój – brąz z palety przytulnego domu – z mieszalnika D2.11.43
  • W pokoju Róży – Kolory Świata Różane Perfumy
  • Na pozostałych ścianach Róży – Easy Care – Niewzruszona szarość
  • W sypialni – cudny– Granat pierwsza klasa
  • Biała – kuchnia i łazienka Easycare oraz Nieskazitelna biel Easy Care

 

Pojawiły się tej już szafy wnękowe. Mamy trzy takie – w pokoju Róży, w przedpokoju całą przeszkloną i właśnie w sypialni – poniżej. Jak już wspominałam na Facebooku, nie podobają mi się jedynie te duże drzwi przesuwne, choć bardzo doceniam ich praktyczność. Kiedyś więc coś na nich wyląduje! Jak tylko znajdę idealną tapetę!

 

A tak odbijam się w narożniku! W bieli i w kolorze roku Dulux – Różowy a brąz. Ten właśnie kolor spodobał się od razu nie tylko mi, ale i mojemu mężowi i w zasadzie od razu zdecydowaliśmy się umieścić go na całej ścianie w salonie.

 

 

A tu poniżej, nieco szalone zdjęcie z równie szalonego mieszkania, z widokiem na jedną z lamp, które najbardziej mi się podobają! Pasuje tam idealnie!

Tę i te z przedpokoju znajdziecie w Castoramie.

 

 

I kolejne moje zakochanie od pierwszego wejrzenia – lampa do kuchni! Miedziana tym razem, bo w kuchni mamy miedziane dodatki. Wpasowała się idealnie! Potrzebuje jeszcze lekkiego oczyszczenia, jak cała kuchania. I całe mieszkanie 🙂 / Lampa Italux Emerald, ŚwiatłoiStyl.pl

 

 

A oto i największa bohaterka tego mieszkania! A w każdym razie salonu! Długo wyczekiwana lampa, która także skradła moje serce bardzo szybko – lampa Modern Orchid ze Step Into Design.

Na razie jej trochę smutno, brakuje jej ładnego towarzystwa… ale nic się nie martwcie – pracujemy nad tym! Co z resztą widać na zdjęciach, bo na pierwszym choćby narożnik jeszcze w pudłach, na drugim, skrywa się już nieśmiało złożony pod nimi!

 

 

Charakteru nabiera także przedpokój! Ma już wielką czekoladową ścianę, ma lustrzaną szafę wnękową i, a jakże – lampy! Z tych także jestem ogromnie zadowolona!

 

 

Wielkie zmiany zaszły też w pokoju Róży! Piękna różowa ściana czeka jeszcze na złote koła-naklejki. Bardzo ładnie współgra z delikatną szarością. Zobaczcie sami – poniżej jeszcze bardzo roboczo…

 

A poniżej – już z większością naszej dziewczęcej podstawy – czyli z szaro-różową bazą, do której teraz będziemy dobierać nieco kolorowych dodatków!

 

W pokoju:

1. Łóżko Luna z materacem / Allegro

2. Lampa wisząca EMMA 1037 Milagro / mlamp

3. Sztuczna, szara, owcza skóra / Jysk

4. Biurko Luna / Allegro

5. Szara narzutka na łóżko – z jednej strony patchwork, z drugiej szare różyczki / Jysk

A jeśli nie pamiętacie pięknych wizualizacji pokoju Róży autorstwa biura projektowego JOOKA, to zapraszam TUTAJ!

Facebook