KategorieMotywacja

O magii

O magii… Nie, nie tej świątecznej, ale nie mogłam oprzeć się temu iglaczkowi….

Jestem osobą bardzo emocjonalną. Potrafię w jednej chwili wspinać się na szczyty radosnej euforii, aby za chwilę wpaść w otchłań rozpaczy. Jedno złe słowo może zniszczyć cały mój dzień. Bardzo często dopada mnie rezygnacja, brak wiary w siebie, zwątpienie i czarna rozpacz. Bo tak bardzo by się chciało, a tak trudno to osiągnąć. A innym dobrze idzie, lepiej, zawsze lepiej.  Bo porównując się, wychodzę blado. We wszystkich aspektach życiowych.

Zwłaszcza teraz, kiedy tak zimno i szaro. A ja nie cierpię zimy (chyba że na gwiazdkę i w górach). Zwłaszcza, kiedy moje pomysły nie wychodzą, trzeba z czegoś rezygnować lub czemuś nie można podołać. Zwłaszcza jak się uświadomi, że tak wiele się nie umie.

Zawsze byłam z siebie dumna, że potrafiłam dostrzec i cieszyć się drobiazgami, które daje nam natura – kwiatami na drzewach, spadającymi liśćmi czy kolorami chmur przy zachodzącym słońcu. Jakoś w liceum jeszcze będąc, pamiętam, że obiecywałam sobie nawet nigdy nie przestać zauważać tych drobiazgów. Bo one strasznie szybko przemijają i zanim człowiek się nie obejrzy – drzewa przekwitną, liście spadną a słońce zajdzie.

No i gdzieś to czmychnęło… Bo tak zimno i szaro. A ja nie cierpię zimy… Bo tak bardzo by się chciało, a tak trudno to osiągnąć, etc., etc.

I wyszłam wczoraj rano z psem na spacer. I nagle wiatr zawiał tak jakoś inaczej, mocniej. I ptak przeleciał. I kolejny podmuch zwiał z pobliskiej choinki chmurę delikatnego śniegu i mnie tym śniegiem otulił. A potem taka biała cała patrzyłam jak te śnieżynki tańczą. Nie opadają, nie uciekają. Tylko tańczą w powietrzu, w górę, w dół, wokół siebie. I uderzyła mnie w głowę jak obuchem znowu ta magia.

I tak, wiem, zabrzmi to banalnie, ale dodała mi siły i wiary we własne możliwości. I śmiać mi się zachciało. I dobrze mi było.

Macie tak? Zaskakuje Was czasem ta niezwykła magia? Kiedy wszystko staje się takie oczywiste, normalne i na swoim miejscu. Kiedy wszechświat Wam mówi: uśmiechnij się głupia babo?

Warto być miłym vol.2 – edycja noworoczna

Zastanawiałam się długo, jak przywitać na blogu ten nasz Nowy Rok. Zupełnie nie miałam ochoty na podsumowania. Wolę ostatnio kierować się ku nowemu i planować. Padło więc na noworoczne przesłanie. Całkiem spontanicznie sponsoruje je literka m – miło jest być miłym. Po raz kolejny muszę o tym napisać. Bo chyba trzeba.
Pamiętacie TEN tekst o tym, że warto być miłym w relacjach biznesowych, że to się opłaca, że karma wraca? Wraca do mnie od czasu do czasu ten tekst. W różnych sytuacjach, które niestety łączy jego niezrozumienie.
Ale zacznę po raz kolejny od przykładu z życia, nie związanego akurat z tamtym materiałem. Wiecie zapewne, że posiadam sklep Lili in the Garden. Nieodłącznym aspektem prowadzenia tego typu działalności z necie są maile i wiadomości fejsbukowe od blogerek organizujących coś lub nawiązujących współpracę (cóż, sama tak działam 😀 ). Tak się jakiś czas temu złożyło, że napisała do mnie pewna blogerka, która planuje większe spotkanie z pytaniem, czy go nie wesprę. Nie zdecydowałam się i grzecznie odmówiłam. Ona odpisała, że się jeszcze przypomni. Wtedy niestety ja całkowicie pomyłkowo przesłałam jej wiadomość skierowaną do klientki, zupełnie nie związaną z tamtą konwersacją, o biżuterii, o tym, że pozostały nam z kolekcji dream ostatnie sztuki, że planujemy dostawę w nowym roku, ale modele będą już inne i że zapraszam. Mój błąd, przyznaję się. Zorientowałam się dopiero, kiedy blogerka napisała do mnie trzy dni temu, czy mogę coś powiedzieć w sprawie spotkania. Ponownie więc odmówiłam, przeprosiłam za moją pomyłkę, życzyłam udanej zabawy. Przykro mi się jednak zrobiło dziewczyny, że ją wprowadziłam w błąd, więc już chciałam jej coś zaproponować, kiedy dostałam następującą odpowiedź: „No to pasuje być slownym a nie pomyłka się zasłaniać. Tragedia kto pracuje na tym FB. Pozdrawiam.”.
I już jej nic nie zaproponowałam. I nie zaproponuję. Raz jeszcze przeprosiłam i raz jeszcze życzyłam udanej zabawy. Tylko powiedzcie mi – po co sobie zamykać drzwi na przyszłość? Gdyby była miła, może bym ją zapamiętała dobrze i kiedy ruszymy z promocją na blogach – odezwała się do niej.
Drodzy moi, wracając do tamtego starszego tekstu – już kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś się na niego powoływał, a następnie w bardzo nie miły sposób wypowiadał się o firmie/marce, która względem niego w zachowała się w ten czy inny sposób. I to publicznie, w necie. To tak, jakby przyjąć, że to wszystko ma być jednostronne – firma ma być dla mnie miła, mnie to nie dotyczy. A wcale tak nie jest.
W firmach też pracują ludzie! Też się mylą, też o czymś zapomną. Jak każdy. Mówi się, że kto nie pracuje ten się nie myli. Czasem ktoś ma zły dzień, czasem ewidentnie przesadzi, czasem będzie naprawdę niemiły względem Was i potraktuje Was źle. Cóż… jego strata. Dziękujemy i żegnamy się. Czasem stanowczo piszemy, co nam leży na sercu. Ale wszystko w granicach przyjętych zasad dobrego wychowania. Nawet jeśli nie miło, to grzecznie. Po co sobie niszczyć humor? Po co sobie robić wrogów? Żeby komuś udowodnić, że jest gorszy? Nie – wcale nie jest! 
Bądźmy mili w tym nowym roku! Uśmiechajmy się. W mailach, w wiadomościach i tak po prostu – do ludzi. Tych swoich i tych obcych. Do pani na poczcie (tak… mi też to z trudem przychodzi), do pani w warzywniaku i do pana mechanika, który znowu coś schrzanił. Chociażby tylko po to, żeby nie schrzanił więcej 🙂 Do starszej pani, która kolejny raz się z czymś wtrąca, do innych kierowców stojących w korku i do pracowników firm, z którymi współpracujecie (dawniej lub być może w przyszłości).
To się opłaca. I to nie tylko materialnie – biznesowo, służbowo, zawodowo. Ale zwyczajnie – dzień będzie milszy, słońce wyjdzie, kogoś poznacie. I uśmiechniecie się sami do siebie.

Za dużo czasu zmarnowałam

Ja dzisiaj z apelem! Z przesłaniem do młodych! Czy mamy tu jakichś młodych? Ale nie takich młodych duchem jak ja, tylko młodych młodych, w szkole średniej lub na początku studiów? Mam nadzieję, że tak i że dojdzie do Was mój apel! Otóż – nie marnujcie czasu! Wiem coś o tym, bo sama stanowczo za dużo go zmarnowałam. I im jestem starsza, tym bardziej do mnie to dociera.
Pamiętam taki moment na trzecim czy czwartym roku, kiedy nie wiedziałam co z sobą zrobić. Nudziło mi się piekielnie. Dobre czasy studenckie zaczęły przechodzić w coś bardziej odpowiedzialnego. Znajomi pracowali czy wyjechali. Pamiętam, że siedziałam w domu i nie miałam pojęcia co zrobić z czasem. Na siłę próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nawet wyszukałam i poszłam na spotkanie PAH-u, ale jakoś nie pozostałam na dłużej. No… nie mogę przeboleć tamtego uczucia. A tyle mogłam robić…
Wiem też już teraz, że mój wybór studiów był zły. Czemu poszłam na geografię? Z perspektywy czasu myślę, że była to suma braku wiary we własne możliwości, strachu, lenistwa i ogromnej potrzeby do robienia czegoś ciekawego. Do tego doszła całkowita niewiedza tego, co naprawdę mnie interesuje. Cóż… mało kto w wieku osiemnastu lat to wie. Ja natomiast strasznie się wtedy z tej geografii cieszyłam. Ba… całe studia się cieszyłam. Całe studia, które zupełnie nic nie wniosły w moje życie. Aż wstyd jak mało wiedzy z całego tego okresu mi pozostało.
Nie mówię, ze studia były złe same w sobie. Wielu z moich kolegów doskonale się tu odnalazło i świetnie się sprawdzają czy to na uczelni czy w gis-ach, kartografii, hydrologii, planowaniu przestrzennym, itp. Te studia były po prostu źle dobrane do mnie. Dzisiaj, kiedy wydaje mi się, że jestem mądrzejsza, wybrałabym zupełnie coś innego.
Tylko, że dzisiaj już jest za późno. Zbyt wiele czasu zmarnowałam. To, co mnie naprawdę interesuje odkryłam dopiero po studiach. I cały czas odkrywam. I uczę się w większości sama. I jak nigdy – wiedza wchodzi mi do głowy i zostaje tam bez przymusu. Tak właśnie powinna edukacja wyglądać.
Tylko, że dziś nie mam kompletnie czasu. Brakuje mi swobody działania, luzu, wolnych dni. Oczywiście, ile się da wyszarpuję z codzienności. Douczam się chociażby na potrzeby pracy. Staram się, kombinuję, nie dosypiam.  I tylko czasami łapię się za głowę i myślę – czemu ja w tym liceum mądrzejsza nie byłam? Czemu nie miałam motywacji do poszukiwania, większej ambicji do nauki, czemu wybrałam w gruncie rzeczy pójście na łatwiznę?
Teraz jest łatwiej. Internet niesie ogromne możliwości. Wierzcie lub nie, ale za moich szkolnych czasów był jednak wciąż nowością, prawie nie dostępną. Dzisiaj, jak tylko coś mnie zainteresuje, odpalam youtuba i podsycam zainteresowanie oglądając filmiki instruktażowe. Kiedyś sama wizja przekopania biblioteki czy szukania kogoś, kto coś wie, odpychała. A to tylko kilka lat temu było!
Kochani, nie marnujcie czasu. Poszukujcie, odkrywajcie, chciejcie więcej. Nie poddawajcie się na starcie. Próbujcie wielu rzeczy, bo tylko tak odkryjecie to, co naprawdę Was interesuje!

Stany obniżonego nastroju

Ładnie to to określają… Stany obniżonego nastroju. Czasami każdego dopadają. Mnie dopadły dzisiaj. I to ze wzmożoną mocą. Z różnych powodów, które nawarstwiają się, zalegają, obciążają codzienność. Do tego doszło dzisiejsze załamanie pogody, deszcz od samego rana, szaruga, zimno (śnieg w Tatrach). Zbliżająca się zima. Zmęczenie. I to i tamto. Wymieniać można by długo, ale nie o narzekanie dzisiaj chodzi. Dzisiaj stany te bowiem postanowiłam zwalczyć!
I to zwalczyć skutecznie, zanim wrzucą mnie pod kołdrę z pierwszym lepszym serialem. Spójrzmy prawdzie w oczy – nawet chętnie stanom tym bym się poddała, ale zwyczajnie nie mam czasu. Wyjęłam więc już z rana całe oręże i walczę dzielnie. Kilka bitew zwyciężonych, do końca wojny jednak daleko. Nie poddaję się, a ten post traktuję jak część mojej walki (miało być dzisiaj o czymś innym)!
Oto więc moje sposoby na zwalczanie stanów obniżonego nastroju (lub jak kto zwał – doła…)
  • Ład! A dokładniej ład i porządek! Charakter przestrzeni, w której przebywamy, jej estetyka i uporządkowanie mają kluczowy wpływ na nasze samopoczucie. Zadbajmy więc o porządek w miejscu, w którym spędzamy najwięcej czasu. Sama pracuję w domu i chociaż mam wieczne poczucie, że nie jest wystarczająco posprzątany, zanim zasiądę do komputera, ogarniam wszystko wokół. Zapewnia to tak zwaną higienę umysłu. W chaosie bowiem źle się czujemy.
  • Ziółka – mają moc wielką! Sięgam więc po ziołową herbatkę – najprostszą melisę, ale z pomarańczą, dla smaku. Może nie zamiast kawy, bo kawa to chyba nawet bardziej mi potrzebna, ale zaraz po niej. Warto też pomyśleć o dostępnych w aptekach suplementach opartych na ziołach, które łagodzą skutki stresu, przemęczenia i właśnie – stanów obniżonego nastroju.
  • Aromaterapia – moc równie wielka jak ziół, a bardzo niedoceniana. Chwytam oczywiście te olejki, które dodają najwięcej energii, są antydepresantami i mobilizują do działania, czyli olejki cytrusowe. Wśród nich te o najmocniejsze – bergamotka i pomarańcza. Koło komputera mam ustawiony kamień aromaterapeutyczny i polewam go od czasu do czasu kilkoma kroplami olejków. Robię sobie cytrusową bombę – mieszam różne! I wdycham, wdycham, wdycham… Możecie tu spokojnie wykorzystać kominki, świece lub nanieść po kropelce na ubranie. Albo, najprościej, zjeść sobie w przerwie sam owoc!
  • Comfort food – czyli jedzenie, które poprawia nam nastrój. Z tym to trzeba uważać, żeby nie przesadzić, a potem nie być na siebie jeszcze bardziej złym. Po co więc sięgam? Dawno odkryłam, jak cudowna jest tu moc… zupki pomidorowej! Mamy dzisiaj cały świeżutki gar. Zwykłej, domowej. Jest lekka, bo na bulionie warzywnym i z jogurtem greckim. Mocno pieprzna. Jem od rana! Bardzo pomaga!
  • A w pracy… na ile to możliwe, trzeba spróbować odłożyć na później nudne, monotonne zadania i zająć się tymi, które wymagają od nas kreatywności. Trzeba wejść w zadanie, wysilić się i zapomnieć o tym całym „zewnętrzu”.  I tworzyć, tworzyć, tworzyć! Czeka mnie dzisiaj na przykład spotkanie, podczas którego będę tworzyła coś dla Was, na co się bardzo cieszę. Będzie to wydarzenie warsztatowe, które musimy zaplanować, zorganizować, rozpromować. Już samo myślenie o nim, nowe pomysły, możliwości, sprawiają mi przyjemność.
  • Nie dajemy się! Staram się przynajmniej! Kiedy już czuję, że nadchodzi nieco większa, poważniejsza fala tych całych „stanów”, a czuję ją naprawdę fizycznie, w brzuchu i głowie, wstaję, włączam muzykę głośniej, ruszam się, dotleniam, idę po zupkę, przytulam do psa i ciągnę go za uszy, ba… nawet dywan szybko oczyszczę. Pomaga! Bardziej pomógłby większy ruch, z pół godzinki ćwiczeń. Zaraz sobie zacznę!
  • Na koniec szybka rada od mojej szefowej (właśnie skopiowana z Facebooka): „na takie dni najlepiej zaszyć się w kuchni i pogotować albo upiec jakieś ciasteczka”.  To do dzieła!

A może podsuniecie mi jakieś Wasze sposoby? Coś takiego, co można w codzienność dosyć prosto wprowadzić?

Patronat: Progressteron Warszawa – wygraj zaproszenia na konferencję Przewodnik Kobiety Dorosłej!

Lubię wspierać dobre inicjatywy! Lubię też bardzo festiwal Progressteron! Znacie? Uczestniczyłyście? Zazwyczaj podczas festiwalu w różnych miastach kraju odbywa się cała masa inspirujących, rozwojowych warsztatów! Tym razem warszawska edycja to coś zgoła innego, ale równie mocno godnego uwagi – Konferencja „Przewodnik Kobiety Dorosłej. 6 kroków do szczęścia i spełnienia”, która odbędzie się w sobotę 18 października!
Więcej szczegółów znajdziecie poniżej. Muszę jednak najpierw donieść, że choć nie będzie mnie na konferencji osobiście, bardzo się cieszę, że Lili tam się mimo wszystko pojawi! Będziecie bowiem mieli okazję wygrać cudowne bransoletki Lili in the Garden!!! I jeszcze inne nagrody! Już więc choć dlatego warto o konferencji pomyśleć!
Mam też do przekazania w Wasze ręce aż 10 zaproszeń na tę konferencję, o wartości 154zł każde! Będziecie więc w tym czasie w Warszawie? Mam nadzieję, że tak! Szczegóły na końcu!

Marzy Ci się lepsze życie, pełne radości i satysfakcji z tego, co robisz? Interesujesz się rozwojem i szukasz inspiracji dla siebie?

Dojrzewalnia Róż zaprasza na

Wyjątkową Konferencję „Przewodnik Kobiety Dorosłej. 6 kroków do szczęścia i spełnienia” 18.10.2014, Warszawa

6 inspirujących wykładów wybitnych specjalistów od rozwoju o tym, jak być szczęśliwą i spełnioną na różnych etapach życia i w najważniejszych dla siebie sferach. Dodający motywacji do zmiany warsztat coachingowy. Panel dyskusyjny. Zdrowie śniadanie. Energia do działania i mnóstwo niezwykłych kobiet!

– Co zrobić, by wreszcie uwierzyć w siebie i swoją moc?

– Jak mądrze troszczyć się o własne ciało, zdrowie, seksualność?

– Jak budować pełne ciepła i bliskości relacje – z partnerem, dziećmi?

– Jak pracować z satysfakcją?

– Jak odnaleźć sens w codziennym życiu i swoje znaczenie w świecie?

Na te pytania odpowiedzą Goście Konferencji. Wydarzenie łączy w sobie unikalny i przemyślany program:

– Kompleksowo opowiemy o rozwoju w najważniejszych dla kobiety obszarach życia – dzięki czemu wyjdziesz z przydatną w praktyce wiedzą, motywacją i inspiracją do zmiany tam, gdzie jej najbardziej potrzebujesz

-Wystąpienia wybitnych specjalistów od rozwoju, praktyków, którzy od wielu lat z zaangażowaniem wspierają Polki, m.in. Grażyna Dobroń, Maria Rotkiel, dr Preeti Agrawal, Małgorzata Żukowska, Małgorzata Liszyk-Kozłowska i oraz zaproszeni Goście.

– Dla każdej Uczestniczki narzędzia rozwojowe do coachingu w domu

Zapisy, szczegółowy program, sylwetki prelegentów kliknij tu:
http://www.dojrzewalnia.pl/dojrzewalnia_roz/progressteron/warszawa/konferencja.html
Zapraszamy! Ilość miejsc ograniczona! 

A teraz konkurs!!

Aby wygrać jedno z 10 zaproszeń na konferencję, wystarczy, że prześlecie mi na lilinatura@lilinatura.pl maila z chęcią uczestnictwa i swoim imieniem i nazwiskiem.

Na maile będę czekała do niedzieli 12.10.2014, do północy. Spośród maili wylosuję 10 osób, które będą mogły wziąć udział w konferencji. Poinformuje je o zwycięstwie mailowo, na początku tygodnia. ZAPRASZAM!

Warto być miłym – o współpracy i o tym, że karma powraca!

Warto być miłym. I nie chodzi mi tu o spokój Waszej duszy i atmosferę pełnej szczęśliwości. To się Wam może po prostu opłacić! Czysto biznesowo, całkowicie wymiernie. Czemu więc ludzie tak prostej zasady nie rozumieją?
Taka sytuacja… Jest firma (nazwijmy ją – firma), do której straciłam cierpliwość. Zaczęłam z nią współpracę, jako z dystrybutorem produktów naturalnych, na samym początku mojej biznesowej przygody, kiedy otwierałam sklep z kosmetykami. I było to moje pierwsze zetknięcie się z brutalną rzeczywistością. Na samym początku mojego zatowarowania otrzymałam pakę z produktami w zgniecionych pudełkach, bez polskich nalepek (a to jest nielegalne) i z kosmetykami (jak się później okazało) zjełczałymi. Kosztowało mnie to dużo stresu i było nauczką na przyszłość. Ale dobrze, było minęło. Firma po dwóch latach zaczęła pisać znowu, kajać się, obiecywać, że mają już wysokie standardy. Pomyślałam, że to dobrze o niej świadczy, ale akurat sklep już zamykałam. 
Został blog. Zapraszałam co jakiś czas do współpracy, i w ogóle do jego odwiedzenia, moich dawnych „partnerów biznesowych”. Znałam ich w końcu, a oni mnie. Odezwałam się więc i do firmy. W odpowiedzi otrzymałam jedno zdanie o treści mniej więcej: „nie rozumiem? to ma pani sklep dalej czy nie?”. Po moim grzecznym wyjaśnieniu odzewu brak. Noooo dobrze….
Co jakiś czas mam przyjemność napisać coś niecoś do magazynów kobiecych. Często polecam tam też naturalne kosmetyki. Raz się zdarzyło, że bardzo pasował mi produkt z oferty tej firmy (jak też kilkanaście innych). Potrzebowałam tylko dobrych zdjęć, więc powysyłałam o nie prośby. Dla producentów i dystrybutorów była to po prostu bezpłatna promocja, wszyscy więc odpisali chętnie i sympatycznie. Poza tą firma, która odesłała mi maila ze zdjęciem bez ani jednego słowa treści. Ani „proszę”, ani „dziękuję”. Wtedy straciłam do firmy cierpliwość.
Od tamtej pory kilka razy doradzałam różnym sklepom w temacie wyboru asortymentu. Firmę zawsze odradzałam. Szkoda po prostu nerwów. Bardzo jednak często polecam marki i firmy, które wywarły na mnie dobre wrażenie. 
Zazwyczaj też nie polecam produktów firmy w Lili (z nielicznymi wyjątkami, kiedy dostanę je od współpracujących sklepów), nie linkuję, nie kupuję, nie wgłębiam się w ogóle w ofertę. Po prostu – nie mam nawet na to ochoty.
Powiedzcie mi więc, czy nie byłoby znacznie lepiej, gdyby ktoś z tej całej firmy był po prostu miły? Gdyby współpraca opierała się na miłych profesjonalnych stosunkach? Jestem pewna, że nawet nie przyszło firmie do głowy, że ja (teraz uważana zapewne za zwykłą blogerkę) mogę mieć realny wpływ na ich przyszłe przychody.
Bo nawet odmówić można w miły sposób. Tak, aby ktoś Was zamknął w głowie w szufladce „cóż, nie wyszło, ale ta firma/osoba jest naprawdę profesjonalna i warto o niej pamiętać, jak już będę a/sławna b/bogata c/wpływowa d/zwyczajnie będziemy mieli okazję do wspólnego biznesu”.
Dziewczyny drogie, powyższy wywód dotyczy także blogerek. Przyznam się od razu, że sama nie zawsze bywam na tyle miła, żeby odpisać blogerkom piszącym do mnie z zapytaniem o współpracę, pomimo faktu, że mojego sklepu nie ma od ponad dwóch lat. Owszem strona jeszcze wisi, ale to na prawdę nie trudno zauważyć, że sklep nie działa. A jak już piszą to niegramatycznie, bez podpisu, itp. Odsyłam tutaj do TEGO posta!
Odpisuję jednak często. Nie tylko w swoim imieniu, ale także w imieniu firm, dla których pracuję. Czasami zapraszam do kontaktu za kilka miesięcy. I nawet tutaj zdarzają się takie kwiatki jak dziewczyna, która postanowiła mnie opieprzyć, że obiecałam jej współpracę kilka miesięcy temu, a ona nadal nie ma u siebie żadnej przesyłki… Żeby nie było – nic nie obiecywałam, a dziewczynie już raczej nie zaufam.
Mam też na koncie nieco przykładów współprac, które nie zostały zrealizowane z najróżniejszych powodów. Bardzo często firmy nie mają pojęcia na temat współpracy z blogerami. Ja też mam swoje własne zasady. Zdarzają się niegrzeczne sugestie na temat mojej osoby i tego co powinnam, a czego nie. Zawsze w takich przypadkach mam ochotę odpisać w bardzo ostrym tonie.
Ale powstrzymuję się. Pozostawiam takie maile na kilka godzin lub na noc. I dopiero nazajutrz, kiedy emocje opadną, a w głowie pojawi się odpowiednia odpowiedź, odpisuję. Grzecznie i miło. Życzę powodzenia. Przesyłam pozdrowienia. Nie chcę być zapamiętana źle. Pomimo wszystko!
Pamiętajcie, że nigdy nie wiadomo co się kiedyś wydarzy. Kto będzie na jakim stanowisku, w jakiej firmie. Jakie będzie miał możliwości i zadania. Jakie doświadczenia, czego się gdzieś po drodze nauczy. Karma powraca. Jeżeli zapamiętają Was w dobry sposób, powrócą do Was z być może nową propozycją. Może Was polecą. Może Wasza życiowa szansa, jedna na milion, będzie zależała od tego kogoś. Jeśli jednak zapamięta Was źle, wierzcie mi, już nie wróci i już nie poleci. Ba… odradzi…

Facebook