NapisałaAdriana Sadkiewicz

Papier rozkwitający z rozmarynem i oregano

Kochani,

Jakiś czas temu znalazłam w internecie papier z nasionkami. Słyszeliście kiedyś o takim? Ja wcześniej nie słyszałam, ale jak tylko go zobaczyłam – przepadłam! Idea jest taka, że w papierze „wlepione” są nasionka roślin, dzięki czemu po wykorzystaniu danej karteczki, można ją potargać do doniczki lub ziemi i urosną nam roślinki! Czyż nie genialne? Taki papier może stanowić świetny pomysł na oryginalną kartkę okolicznościową, etykietę, zaproszenie, no… cokolwiek. Jest też fajnym rozwiązaniem dla proekologicznych firm, które chcą pójść w kierunku marketingu ekologicznego i szukają oryginalnych rozwiązań. 
W każdym razie, jak tylko zobaczyłam ten papier, postanowiłam sama go zrobić! Pierwszą próbę mam już za sobą. Nigdy wcześniej nie robiłam papieru czerpanego (bo to w takim właśnie ukryte są nasionka), więc musiałam się nieco doszkolić i opracować własną metodę. Kochani, jak się trochę ruszy głową to jest naprawdę proste! Nie macie sitka do produkcji papieru? Ja naciągnęłam stare rajstopy na tekturę i też się nadało! A jak się ucieszyłam z efektów! Mój pierwszy własny papierek z nasionkami! Metoda wymaga jeszcze dopracowania. Po pierwsze następnym razem zakupię więcej nasionek. Po drugie i najważniejsze – nie będę ruszała mokrego papieru, bo się przez to rozrywa. Trzeba ćwiczyć cierpliwość! Oj trzeba:)
Zatem… jak zrobiłam papierek, w punktach:
  • przygotowałam nasionka oregano i rozmarynu, ale mogą to być też oczywiście nasionka kwiatów
  • naciągnęłam rajstopy na tekturę formatu mniej więcej A4
  • kilka kartek do drukarki oraz grubsze kartki w kolorze zielonym i różowym potargałam do miski
  • całość zalałam wodą, tak aby wszystko przykryła, dobrze zamieszałam i poczekałam kilka godzin, aż się rozmięknie
  • po tym czasie zmiksowałam kartki blenderem na masę celulozową
  • w wannie ułożyłam moją tekturkę w rajstopce i miskę z masą

  • przełożyłam część masy na tekturkę, tak aby powstała zwarta warstwa kilku-milimetrowa, podociskałam lekko palcami
  • tekturkę z masą przełożyłam delikatnie na tacę i wyjęłam z wanny
  • do masy przyłożyłam ściereczkę i mocno ją dociskałam, aby choć trochę ją osuszyć, wyrównać i spłaszczyć
  • rozsypałam nasionka na całą powierzchnię masy
  • przy pomocy kilku następnych ściereczek powtórzyłam dociskanie, wygładzanie i osuszanie
  • masa przybrała wygląd bardzo mokrej, w miarę cienkiej i zwartej kartki
  • całość odłożyłam na 2-3 dni do całkowitego osuszenia
  • oczywiście, musiałam kilka razy papierek poruszać, przez co mi się nieco porozrywał i musiałam go zalepiać pozostałą masą…. ech..
  • gdy papier wyschnie, jest gotowy do użycia

Z papieru przygotowałam kilka etykiet. Mam nadzieję że sprawią komuś radość. Część karteczki wrzuciłam też do doniczki z kwiatkami. W sadzeniu ziół specjalistą jest mój mąż, ale mam nadzieję, że mi też wyrosną!  Dam znać!

Musujące Lody Cynamonowo-Kakaowe do kąpieli

Kochani,

Bawię się ostatnio:) Lody na patyku w postaci tych jadalnych oraz smakowitych mydełek Soapylove już mi nie wystarczyły. Zrobiłam więc musujące lody na patyku do kąpieli! W dwóch wersjach. Pierwsza jabłkowo-miętowa okazała się całkowitym niewypałem. A to dlatego, że po raz pierwszy postanowiłam pobawić się barwnikami spożywczymi i dodałam ich stanowczo za dużo… Niestety  za bardzo barwią wodę w wannie, choć wyglądają świetnie! Natomiast lodziki cynamonowo-kakaowe… mmm… no cudo po prostu! I bez barwników:) Bo na samym naturalnym cynamonie i kakao! Ze szczyptą słodziutkiego cukru trzcinowego na końcówkach. Czyż nie wyglądają uroczo? Ale uwaga – nie są jadalne! Pamiętajcie:) A w mojej głowie już kolejne pomysły!
Sposób wykonania lodów pokażę Wam na przykładzie tych nieudanych jabłuszkowo-miętowych. W trakcie ich produkcji robiłam po prostu zdjęcia. Mogę Was tylko zapewnić, że pachną obłędnie olejkiem zapachowym mięta-jabłko! Takie… letnie… Jeszcze będę próbowała zabawami z barwnikami. Tymczasem zapraszam do wykonania lodów cynamonowo-kakaowych!

Przygotujcie:

  • foremki na lody – tutaj Ikea
  • patyczki do lodów – z recyklingu:)
  • 160g sody oczyszczonej
  • 80g kwasku cytrynowego
  • 50-60g mleka w proszku
  • cynamon
  • kako
  • cukier trzcinowy
  • wodę w spryskiwaczu

 Zmieszajcie ze sobą mleko, kwasek cytrynowy i sodę oczyszczoną. Nieco mniej niż połowę przesypcie do drugiej miski. Do pierwszej dodajcie 2-3 łyżki cynamonu (tak, żeby aromat i kolor Wam odpowiadały). Do drugiej dodajcie w ten sam sposób kakao. Przy pomocy spryskiwacza delikatnie zwilżamy nasze proszki, ugniatając ręką, tak jak ciasto. Po kolei – najpierw miskę cynamonową, potem kakaową. Jeśli zaczęło się musowanie, szybko gasimy ręką. Całość ma mieć konsystencję piasku do lepienia zamków. Sprawdzicie ją tak jak na zdjęciu, zgniatając masę w dłoni. Jeśli pozostanie zwarty kształt – jest gotowa. 

 Do foremek na spód sypiemy szczyptę cukru trzcinowego, a następnie nieco masy cynamonowej. Mocno ugniatamy na przykład końcówką widelca. Następnie sypiemy warstwę kakaową i tak po kolei. Dzięki temu wyjdą nam paski na lodach. Gdy foremki są wypełnione mniej więcej do połowy, umieszczamy w nich patyczki do lodów, mocno je wciskając do ubitej masy. Powinny stać po środku. Następne warstwy sypiemy dookoła patyczków. Całość ma być naprawdę mocno ubita. Tak przygotowane foremki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Jeśli masa była zbyt wilgotna, lody nieco urosną i pojawią się w nich porowate otwory. Można je co jakiś czas jeszcze dodatkowo palcem dognieść.

Po kilku-kilkunastu godzinach lody są gotowe do wyjęcia. Nie ukrywam – nie jest to proste. Należy najpierw z całej siły napierać na foremki w różnych miejscach i mocno ciągnąć za patyczek. Po chwili takiej walki, powinny ładnie wyjść. I gotowe! Lody wrzucamy do wanny z woda i cieszymy się musowaniem i cudownym cynamonowo-kakaowym aromatem! Polecam!
Ładnie te jabłkowe wyszły… szkoda ich. Następnym razem dodam znacznie mniej barwnika. Może wyjdą nieco pastelowe, ale przynajmniej do użycia:)

Pomysł: Sukulenty

Kochani,

Stwierdzam, że zbyt dużo oglądam blogów amerykańskich, bo zakochałam się w sukulentach:) Dla tamtejszych regionów (zachodnie wybrzeże) jest to roślinność naturalna. U nas trzeba się czasem troszkę naszukać. Ale warto! Bo sukulenty to roślinki idealne dla mnie – ogrodniczego laika, któremu wcześniej czy później wszystkie roślinki dziwnym trafem umierają… A sukulenty potrzebują tylko mieć słonecznie i od czasu do czasu trochę wody. Można, a nawet trzeba o nich czasem zapomnieć, żeby ich nie przelać. Podobno bardziej im grozi nadmiar wody niż jej brak. Sukulenty w końcu magazynują ją w swych zgrubiałych liściach.
Ale do rzeczy… Już trzy miesiące temu pokazywałam Wam, przy okazji robienia dezodorantu, moje własne pierwsze terrarium z sukulentami. A ponieważ, o dziwo, mają się bardzo dobrze i się rozrastają, uznałam, że to już najwyższy czas, aby się nim w pełni pochwalić. Poza tym akurat rzucili w Biedronce kilka rodzajów tych uroczych roślinek, więc moja hodowla rośnie:)
Do wykonania terrarium z sukulentami w wersji najprostszej dla każdego przygotujcie:
  • stary wazon
  • trochę ziemii
  • sukulenty
  • nieco uczucia:)

W mojej najprostszej wersji dla ogrodniczych laików wystarczy władować do wazonu ziemię. Bardziej zaawansowanym polecam jeszcze różne przepuszczające kamyczki itp. Ziemię delikatnie ręką ugniatacie. Sukulenty wyciągnijcie z doniczek i powoli umieśćcie w wazonie. Dobrze, jeśli traficie akurat na takie sukulety, którym wyrastają już młodsze pędy. Takie malutkie można ładnie poumieszczać po bokach. Wszystko lekko podlejcie, oczyśćcie wazon z ziemi i całość umieśćcie na słonecznym parapecie. Przez dłuższy czas ich teraz nie podlewajcie, żeby nie spleśniały. I gotowe! Wyglądają to nieziemsko!

Pomysł: Magnesy Rodzinne

Kochani,

Spotkałam się ostatnio z niezrozumiałą dla mnie ludzką zawiścią i niechęcią do drugiego człowieka. Przyznam, że jestem mało odporna na krytykę i przez dłuższą chwilę było mi po prostu przykro. Bardzo też destrukcyjnie to działa na motywację i chęci do działania. No cóż… przykro mi, ale więcej przejmować się nie będę! I mam dla Was już kilka nowych pomysłów!
Muszę też donieść, że bardzo powoli idzie mi odzyskiwanie zdjęć z bloga, które (tak dla przypomnienia i jasności) sama przez przypadek lub głupotę skasowałam… Nie, nikt mi ich nie zablokował. Brak czasu i głowa pełna nowych pomysłów wyjątkowo nie sprzyjają pracy przywracającej… Ale się staram:)
Tymczasem zapraszam do wykonania Magnesów Rodzinnych 🙂
Przygotujcie:
  • zdjęcia rodzinne
  • małe płótna (canvas) – tutaj z Nanu Nana
  • klej typu kropelka
  • ołówek, nożyczki
  • magnesy neodymowe – z Allegro

Wybierzcie zdjęcia, które najbardziej Wam się podobają i które chcielibyście oglądać codziennie na lodówce. Przyłóżcie do nich małe płótna i ołówkiem odrysujcie krańce. Dotnijcie zdjęcia do wyrysowanych linii. Przy pomocy kleju kropelka przyklejcie je do płócien. Z drugiej strony doklejcie tym samym klejem jeden lub dwa magnesiki. I gotowe! Małe pomysłowe ramki będą codziennie umilać Wam gotowanie i krzątanie po kuchni. 

Pomysł: kwieciste świeczniczki

Kochani,

Pozostanę w temacie ciepłego światła świec… Już kiedyś pokazywałam Wam podobne, ale jeśli ktoś jeszcze nie widział, to przedstawiam Wam bardzo prosty pomysł na kwieciste świeczniczki! Niby nic specjalnego, a stają się wspaniałą dekoracją domu! Kolorowe, oryginalne i pachnące! Jeśli opakujecie je w celofan, będą uroczym prezentem!
A wystarczy tylko zdobyć małe szklane świeczniki na tea lighty i do środka nasypać nieco ulubionych suszonych kwiatów, np. płatków róż, nagietka, wrzosu (na zdjęciach), lawendy, chabrów czy soczyście fioletowego ślazu. Kwiaty polejcie kilkunastoma kropelkami ulubionego olejku eterycznego lub zapachowego albo pozostawcie takie naturalne. Na to kładziemy tea light, zapalamy i cieszymy się wspaniałym kolorowym aromatem. Mmmm…

Facebook