NapisałaAdriana Sadkiewicz

Przepis na musujące babeczki do kąpieli z mydlaną galaretką Cherry Blossom

Chyba nie muszę to pisać, jak zareagowała na nie Róża? Chciała się od razu kąpać! Trudno jej się dziwić – i tak dobrze, że nauczona przez mamusię, nie zabrała się najpierw za próbowanie!

Dzisiaj kochani polecam Wam zrobić wiosenne, radosne, relaksujące… musujące babeczki do kąpieli z mydlaną galaretką o cudownym kwiatowo-owocowym zapachu! Połączyłam tu aromat owoców i kwiatów wiśni, całość komponuje się wspaniale. Babeczki przyozdobiłam margerytkami z opłatków, które teraz, przed Wielkanocą, zalewają hipermarkety. Idealnie nadają się do ozdabiania takich kąpielowych dodatków, bo szybko i bez problemu rozpuszczają się w wodzie.

Do dzieła!

Zauroczona: Rosy Rings – woski, kwiaty, świece

Jedną z najfajniejszych rzeczy w moim blogowaniu jest to, że kiedy znajdę coś cudownego w sieci, mogę się tym zaraz podzielić! Jakoś nie mogę tak zachwycać się sama… Zobaczcie więc moje najnowsze zauroczenie! Kiedyś już pokazywałam Wam podobne zawieszki woskowe, kiedyś sama coś tam zrobiłam, ale tutaj… no… arcydzieła!

Zobaczyłam jedną woskową zawieszkę Rosy Rings i od razu weszłam na stronę! I spodobała mi się każda jedna rzecz i choć nie czuję ich zapachów – mam wrażenie, ze unoszą się gdzieś koło mnie! Tak sugestywnie zaprezentowana jest każda z rzeczy marki – wspaniałe świece, pachnidełka, zawieszki. Ogromnie podobają mi się kompozycje roślinne – niczym małe obrazy! Równie mocno uwielbiam opakowania i wzory zaczerpnięte ze starych rycin, które sama od jakiegoś czasu kocham. Całość genialna! Czyż nie?

A wszystko powstało, a jakże, z pasji! Dwadzieścia lat temu w Stanach, w piwnicy, w towarzystwie kotów i pralki. Piękna historia, polecam przeczytać w zakładce „o nas”. I nie mogę nie odesłać do naszej polskiej marki, do Hani z Green Dragonfly!

Kto spróbuje własny pachnący woskowy obraz zrobić? Ja! Ja!

Całość z Rosy Rings

 

 

 

 

Duet codzienny Make Me Bio

 

 Taki prosty, dobry, codzienny duet. Z Polski, z naszej polskiej małej manufaktury. Z bardzo prostymi składami – czyli dokładnie takimi, jakie lubię. Naturalny, łagodny, ale co najważniejsze – skuteczny! Taki właśnie jest ten duet – Garden Roses Nawilżający krem dla skóry suchej i wrażliwej wraz z Clean Powder Delikatnym pudrem myjącym od Make Me Bio.

No powiedzcie sami – czyż ja mogłam nie wypróbować kremu, który nazwano „Garden Roses”? No powiedzcie! No – nie mogłam 🙂 I nie zawiodłam się wcale. Pierwsze co urzeka to zapach – ten wspaniały, ciepły, romantyczny różany zapach. Co istotne – prawdziwy, bo pochodzi z prawdziwego różanego olejku, a to rzadkość. Bo to drogie. Poza tym wodę w kremie zastąpiono wodą różaną, co jest jeszcze wspanialsze. Połączono ją z wodą z geranium – nieco podobną do różanej. I to są dwa pierwsze punkty w składzie. Na kolejnych miejscach znajdziemy olej migdałowy, olej jojoba, masło mango i olej makadamia. Samo dobro.

Post rozmarynowy czyli o rozmarynie słów kilka, rozmarynowe okadzanie i olejek rozmarynowy

Ros marinus… 

To z łaciny. Oznacza łzę morzą. Pięknie, prawda? Rozmaryn bowiem pochodzi z wybrzeży Morza Śródziemnego, co zapewne wiecie. Niewiele jednak z Was zdaje sobie w pełni sprawę jak wspaniała to jest roślina! I jak genialnie może nam towarzyszyć na co dzień, wspierając nasz organizm, jego odporność, rozjaśniając umysł, poprawiając nastrój. Mam dzisiaj dla Was kilka rozmarynowych porad i ciekawostek oraz rozmarynowy pomysł na proste kadzidełka!

 

Rozmaryn doskonale dekoruje, świetnie doprawia potrawy, ale dzisiaj przyjrzymy mu się aromaterapeutycznie! Olejek rozmarynowy destyluje się z całej rośliny, co jest rzadkością. Jak w przypadku innych olejków, tak i jego skład jest bardzo skomplikowany chemicznie, co sprawia, że ma bardzo wszechstronne zastosowanie. To, co lubię w nim najbardziej to jego silne działanie antyseptyczne oraz stymulujące pracę mózgu.

Tak, tak – rozmaryn jest stymulantem mózgu! Rozjaśnia umysł, wspomaga procesy myślowe, niweluje oznaki zmęczenia psychicznego. Aromaterapeuci wykorzystują go przy problemach z powonieniem, osłabieniem wzroku czy nerwów czuciowych. Ważne tylko aby stosować go tu z umiarem! Wystarczą 2-3 kropelki na ubraniu, na nadgarstku czy wtarte w skronie (rozcieńczone tu z olejem bazowym), aby uzyskać wskazany efekt. Większe ilości mogą powodować nadpobudliwość, podrażniać lub nawet wywoływać symptomy podobne do ataku epilepsji.

Olejek rozmarynowy stosuje się jako naturalny środek przeciwbólowy , jednocześnie nieotępiający. Tę jego właściwość wykorzystuje się podczas masaży aromaterapeutycznych przy bólach kostnych i reumatycznych. Polecany jest przy mięśniobólach spowodowanych aktywnością fizyczną Sportowcom proponuje się rozmarynowe masaże przez treningami i zawodami.

Sprawdza się także w chorobach górnych dróg oddechowych. Inhalacje z olejkiem rozmarynowym wspomagają oddychanie, udrożniają i wspierają odporność.

Być może słyszeliście o tym, że olejek rozmarynowy stosuje się w pielęgnacji ciemnych włosów? Często także poleca się wcierać go w skórę głowy w połączeniu z olejem bazowym – wzmacnia włosy, zapobiega ich wypadaniu, pomaga przywrócić blask i kolor poszarzałym włosom.

Polubiliście już rozmaryn? Jeśli tak, wypróbujcie rozmarynowe kadzidełka! Musicie bowiem wiedzieć, że rozmaryn nazywany bywa także „krzakiem kadzidlanym”, a to dlatego, że przypomina nieco zapach kadzidłowca i już w starożytnej Grecji spalano gałązki rozmarynu, kiedy nie było dostępu do kadzideł. Uważany w Rzymie za święty krzew, ceniony w Egipcie, w średniowieczu pomagał wypędzić złe duchy w trakcie egzorcyzmów. W jaki sposób? Właśnie dzięki jego spalaniu. Od zawsze wyczuwano, a w końcu udowodniono, że dym rozmarynowy ma silne właściwości oczyszczające i antyseptyczne. Wykorzystywano go jeszcze w XX wieku do okadzania szpitali we Francji, co pozwalało zapobiec rozprzestrzenianiu się chorób. Co ciekawe, rozmaryn także zapobiega szybkiemu psuciu się mięsa! Warto pamiętać!

Cóż, teraz więc, kiedy w co drugim domu w tym kraju ktoś na coś choruje, a przedszkola świecą pustkami, wypróbujcie małe rozmarynowe okadzanie! To naprawdę proste – wystarczy wziąć mały patyczek, owinąć wokół niego zgiętą w połowie gałązkę rozmarynu i całość ciasno związać nitką. Takie kadzidełka idealnie sprawdzą się dorzucane co jakiś czas do domowego kominka. Można też je po prostu podpalić na ceramicznej podstawce, tak, aby gałązki lekko się żarzyły i uwalniały dym. Wiecie, jak potem fajnie w domu pachnie? 🙂

 

O przekleństwie potrzeby robienia czegoś fajnego i prezentacja Lili

Dosyć często dopada mnie myśl, że to rodzaj przekleństwa. Jestem pewna, ze wiele z Was wie o co mi chodzi – o ogromną potrzebę robienia w życiu czegoś fajnego. Macie tak? Na pewno mają tak wszystkie z Was, która prowadzą swoje firmy, młode mamy, które rozpoczęły działalność, blogerki, dziewczyny, które łączą pasję z pracą zawodową. Wierzę też, że istnieje bardzo liczna grupa, która taka potrzebę ma, ale gdzieś tam ją w sobie tłumi i racjonalniej podchodzi do codzienności. Bo chyba każdy, choć trochę, chciałby coś ciekawego w życiu robić. Nie każdy jednak tak całkowicie nie nadaje się do normalnej pracy jak ja.

Sama tego do końca nie rozumiem. Zupełnie nie są w stanie zrozumieć tego moi rodzice. Mąż na szczęście w pewnym stopniu (choć też nie do końca) zaakceptował. Przez długi czas myślałam, że coś jednak nie jest ze mną w porządku, dopóki kiedyś, na jednym ze szkoleń, w którym uczestniczyły dziewczyny prowadzące własne biznesy, usłyszałam od trenerki, że… no… niektórzy po prostu do zwyczajnej pracy się nie nadają.

A żeby nie było – zwyczajne prace miałam, mają je moi przyjaciele i znajomi, ma je moja rodzina. Pracują od godziny, do godziny, mają swój zakres obowiązków i doskonale się w tym znajdują. I chwała im za to. I zazdroszczę im nieraz tego. Ja w swym życiu zawodowym natomiast miotam się od początku, poszukując czegoś w czym poczuję się dobrze. Pracowałam w administracji w korporacji – nie wytrzymałam długo… po pół roku odeszłam… Potem w małej kreatywnej firmie, która i owszem, bardzo dużo mi dała, ogromnie dużo się nauczyłam, ale po roku uciekałam gdzie pieprz rośnie przed szefostwem… Następnie w dużym hotelu z warszawskimi właścicielami, którzy wywierali ogromną presję i do którego jadąc – płakałam. Dosłownie… Miałam też prace studenckie, wakacyjne i dorywcze. To akurat było fajne, bo krótko i na luzie. Ale to już zupełnie inna historia…

Zauroczona: Skarpety Many Mornings

Wprawdzie inny post dzisiaj planowałam, bardziej… no… pisemny… Ale jak tylko zobaczyłam stronę Many Mornings, przepadłam! I nie mogę się oprzeć – muszę i Wam pokazać! Bo ja od zawsze (naprawdę od zawsze) uwielbiam kolorowe skarpetki! I wiecie co – kupiłam już te z tukanami!

Sami zobaczcie na Many Mornings

 

 

 

 

Facebook