Posts Tagged‘przepisy’

Musujące czekoladowo-pomarańczowe pralinki kąpielowe

Czasem nachodzi taka ogromna ochota na czekoladę. Najczęściej wtedy, kiedy panujemy nie jeść słodyczy. Co wtedy zrobić? Zaserwować nieco czekolady naszemu spragnionemu ciałku! W kąpieli! Zrobimy dzisiaj bardzo proste musujące czekoladowo-pomarańczowe pralinki kąpielowe. Kolejny element materiału dla Green Canoe 🙂

 

Składniki
  • 200g sody oczyszczonej
  • 100g kwasku cytrynowego
  • łyżka ulubionego oleju
  • łyżka kakao
  • kilka kosteczek ciemnej czekolady
  • kandyzowana skórka pomarańczowa
  • 25 kropelek olejku pomarańczowego
  • letnia woda w spryskiwaczu
  • silikonowe foremki na pralinki czekoladowe

W dużej misce mieszamy sodę z
kwaskiem, olejem i olejkiem pomarańczowym. Połowę mieszaniny przekładamy do
drugiej miski. Przygotowujemy kilkanaście foremek na pralinki. Na spód połowy z
nich sypiemy skórkę pomarańczową, a do drugiej połowy małe kawałeczki
czekolady. Do pierwszej miski z mieszaniną wsypujemy kakao i całość dokładnie
mieszamy, co chwilę spryskując delikatnie wodą. Jeśli zacznie się musowanie,
„gasimy” je palcami. Mieszanina powinna uzyskać konsystencję piasku do lepienia
zamków. Jeśli zaciśniemy ją w pięści, przybierze jej kształt. Gotową wypełniamy
foremki ze skórka pomarańczową, mocno je dociskając. 
Do drugiej miski dodajemy
około łyżkę startej na tarce czekolady i postępujemy tak samo jak powyżej. Masę
przekładamy do foremek z czekoladą i ponownie dociskamy. Pralinki odstawiamy na
całą noc do stwardnienia. Nazajutrz wyciągamy je z foremek i dodajemy po kilka
do cieplej kąpieli. Będą przyjemnie musować i pielęgnować skórę.

 
 

http://www.lilinaturalna.com/p/lili-przepisy.html

Waniliowo-cynamonowy olejek do kąpieli i masażu

W pierwszej wersji miał być olejkiem do kąpieli. W ładnej, ozdabiającej łazienkę buteleczce. Zabrakło nam jednak pewnego wieczoru innego olejku i postanowiłam wykorzystać go do masażu. Tak, tak – w ramach romantycznego rytuału pomasowałam nim męża i stwierdziłam, że nadaje się do tego celu idealnie. Jego zapach, bardzo subtelny, delikatny, ale jednak słodki i ciepły, idealnie wpisuje się w miłosne klimaty. Polecam więc eksperymenty wszelakie z olejkiem waniliowo-cynamonowym!
Przed Wami kolejny bohater jesiennego Green Canoe! Już niedługo!

Aby zrobić olejek przygotujcie:

  • 100ml oleju ze słodkich migdałów
  • 100ml oleju z pestek brzoskwini, moreli lub
    winogron
  • 2 laski wanilii
  • 1 laskę cynamonu

Do szklanej butelki wlewamy
oleje. Laski wanilii rozcinamy wzdłuż, za pomocą noża posuwistym ruchem
wyjmujemy nasiona i dodajemy je do olejów. Na koniec wrzucamy do buteleczki
cynamon. Wanilię można także dodać w postaci całych rozkrojonych lasek. Butelkę
zamykamy, wstrząsamy ją i odkładamy w spokojne, suche miejsce na 1-2 tygodnie.
Co dzień-dwa ponownie nią mocno wstrząsamy. Opcjonalnie, dla wzmocnienia zapachu, można dolać około 3-4 kropelki olejku eterycznego cynamonowego. 
Olejek dolewamy do kąpieli, około 2-3
łyżki. Przyjemnie nawilży skórę i nada jej zmysłowy zapach. W przypadku masażu, około 4-5 łyżek powinno wystarczyć na całe ciało.

Kokosowe Kuleczki Peelingujące

Lubicie Rafaello? Ja uwielbiam! Odkąd pojawiły się te małe białe cuda, jestem ich stałą fanką. Może więc i ciału zaserwować szczyptę kokosowej słodyczy? Zrobimy dzisiaj bardzo proste i wspaniale pachnące kokosowe kuleczki, które z jednej strony będą nam ciało masować, złuszczać i pobudzać krążenie, a z drugiej od razu odżywią i nawilżą skórę. 
Kuleczki są fragmentem materiału, który już w październiku ukaże się w Green Canoe. Jak tylko numer wyjdzie – dam Wam znać!

 Do wykonania kuleczek przygotujcie

  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 2 garście wiórków kokosowych
 Do tego przepisu wykorzystajcie najlepiej ten nierafinowany olej, który
intensywnie pachnie kokosem. Dostaniecie go nawet w hipermarketach, więc warto się rozejrzeć. Olej mieszamy, a właściwie ucieramy w miseczce z
wiórkami. Ma on stałą konsystencję, ale pod wpływem ciepła dłoni nieco się
rozpuści i dobrze połączy z wiórkami. Z masy kokosowej formujemy 3 kulki
wielkości jajka i odkładamy je w chłodne miejsce, aby stwardniały. 
Kule powinny
być przechowywane w temperaturze pokojowej. Wyjęte z lodówki byłyby za twarde
do użytku, a jeśli będzie zbyt ciepło mogą się zacząć roztapiać. Pod prysznicem
urywamy część kuli, rozdrabniamy w dłoniach i masujemy skórę. Jedna kula
powinna wystarczyć na całe ciało. Wiórki oczyszczą skórę, a olej od razu ją
odżywi i nawilży.

Deszczowe Love czyli wyniki + olejek na małe przeziębienia

Tak pochmurno i przygnębiająco za oknem, że wzięłam się za farbki, żeby ten deszcz nieco odczarować! Nastawiamy się więc na deszczczczowe LOVE i sprawdzamy, kto wygrał dwa ostatnie lili konkursy!!!

Zaczynamy od wrześniowego! Z kremikiem Neobio i Skin Blossom do wygrania! Nawet nie wiecie jak trudny był wybór, bo niektóre wyrażenia były po prostu genialne! Jaki jest Wasz wrzesień? To aromatyczne wieczorne wino, schyłek lata, początek rozjesiennienia, duuużo wrzosów, liści i grzybów, mgliste poranki, skakanie po kałużach, Mazury z nim, babie lato, kasztany, jarzębinowe korale, książka, świece i herbata. Jest nostalgiczny, oniryczno-rudolistny i eteryczny. Te ostatnie to moje ulubione słowa!
Wybrałam jednak odpowiedź, która łączy w sobie wszystko i sprawia, że w głowie pojawia się nagły ciepły pachnący obraz września w kolorach żółto-fioletowych! Szszszszsz…

Katarzyna Muller
szelest, wrzos, szarlotka

Gratuluję i poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl!

Drugi konkurs zabierał nas na chwilę do Afryki. W kosmetyczną podróż! Pamiętacie? Jak nie, to wpadajcie się ocieplić TUTAJ!

Baobabowe zestawy mini kosmetyków do stóp Martina Gebhardt wylosowały:
for love and wild heart
Barb Sab
Magdalena Fabritius
Anna Czarnecka
Gabriela Krzemińska

Również poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl!

Deszczowy post, deszczowe love, więc i deszczowy przepis!
Dziecię moje od początku września chodzi do naszego osiedlowego domu kultury do Akademii Malucha. Cztery godzinki dziennie – Róża się bawi, ja mam czas na pracę. Podoba jej się bardzo. Kiedy przychodzi godzina powrotu do domu, wszystkie dzieci lecą do swoim mam czy babć, a Róża mówi mi „papa” i leci dalej do zabawek. Wszyscy zatem dobrze na tym wychodzilibyśmy, gdyby nie fakt, że moje niechorujące zbytnio do tej pory dziecko, chodzi teraz zasmarkane i zakaszlane. Jak sobie z tym radzimy?
Staramy się wzmacniać jej odporność. Od podstaw – wietrzymy dom, często chodzimy na spacery, do „przedszkola” i w domku Mała dostaje do picia wodę z miodem i cytryną, często kupujemy i zajadamy się malinkami. Stacho zrobił swój specjalny cebulowy syropek na miodzie, który po troszeczku codziennie pijemy. Nie obyło się też niestety bez „zwykłego” syropku wykrztuśnego czy ibumka na noc.
W użycie codzienne weszły olejki eteryczne – lawendowy i eukaliptusowy. Najbardziej oczywiście ten pierwszy. Kropelka lawendy na zasmarkany nosek czy gardełko to już standard. Tak samo na wieczór na piżamkę, dla ukojenia. Na nosie jednego z ulubionych do spania misiów lądują dwie kropelki eukaliptusa. Dzięki temu unosi się on delikatnie w łóżeczku. 
Aby udrożnić górne drogi oddechowe stosujemy też bardzo prosty olejek – cztery łyżki oleju bazowego (np. ze słodkich migdałów, słonecznikowego czy z pestek winogron) mieszamy z 6 kropelkami olejku eukaliptusowego i 6 kropelkami olejku lawendowego. Taką mieszaniną masuję na wieczór plecki, klatkę piersiową i gardełko dziecka. Olejki pomagają jej wtedy oddychać, ułatwiają zasypianie i wybijają okropne bakterie.

I na szczęście do naszego „przedszkola” cały czas chodzimy!

Małpa moja 🙂

Retro roll-on na przebarwienia

No i wyjaśniła się zagadka! W niepozornym roll-onie, kojarzonym zazwyczaj z olejkami zapachowymi, ukryłam tym razem prawdziwe dobro, rodem z babcinej spiżarki! Nie wiem czy wiecie, ale domowym i skutecznym sposobem na przebarwienia skórne jest ocet! Moja propozycja jest więc bardzo octowa, ale z dodatkiem wzmagających jego działanie: cytryny i cebuli. Niech wszystkie przebarwienia, i te potrądzikowe i te posłoneczne i z wiekiem związane, truchleją!
Do wykonania retro płynu przygotujcie:
  • 250ml octu jabłkowego
  • 1 cytrynę
  • 1 średnią cebulę
  • wodę różaną

Zacznijcie od porządnego wyparzenia cytryny. Ideałem byłaby taka z upraw ekologicznych. Cebulę obierzcie i razem z cytryną pokrójcie na paski. W czystym i również wyparzonym słoiku ułóżcie kolejno plasterki cytryny i cebuli, a następnie całość zalejcie octem, tak, aby pokrywał on zawartość. Widelcem delikatnie dociśnijcie cebulki i cytrynki do dna (choć i tak będą nieco wypływać). Słoik zakręćcie i ostawcie na tydzień w ciemne i spokojne miejsce. Codziennie nim potrząśnijcie lub ponownie dociśnijcie widelcem.
Po tym czasie przecedźcie ocet przez sitko o bardzo drobnych oczkach, a najlepiej przez kilka razy złożoną gazę. Cytrynę i cebulę wyrzućcie, a ocet przelejcie do czystej buteleczki lub słoiczka. Jest kilka szkół stosowania takiego octu. Polecam Wam popróbowanie i dostosowanie go do swoich potrzeb. Ocet bowiem należy rozcieńczyć. Ja tu polecam wodę różaną, ale może to być także czysta przegotowana woda lub inny hydrolat. W tonikach do twarzy stosuje się rozcieńczenie 1:10, w tego typu preparatach często 1:2. Osoby w mniej wrażliwej cerze i silnych przebarwieniach mogą spróbować punktowo stosować ocet nierozcieńczony. Sprawdźcie tylko najpierw, jak Wasza skóra na niego reaguje – czy nie szczypie za bardzo, nie zaczerwienia się czy przesusza. Sama dolałam do octu tylko kilka łyżek wody różanej.
Wygodnym sposobem aplikowania płynu jest roll-on. Możecie go dostać np. TUTAJ. Polecam także najzwyklejsze płatki do oczyszczania twarzy. Przemyjcie zmienione miejsca 2-3 razy dziennie, nie zapominając o zwykłej codziennej pielęgnacji – oczyszczaniu i nawilżeniu.

A zatem… unikatowy, jedyny w swoim rodzaju kubeczek – nagroda z TEJ zagadki pojedzie do… milki!!!
Gratuluję i poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl 🙂

Argan, czarnuszka, migdał

Odkąd w moje ręce wpadł zapas olejków arganowego, z czarnuszki i ze słodkich migdałów ze Złoto Maroka.pl jestem pod ich całkowitym zauroczeniem! Wygląda na to, że jest to dla mnie zestaw idealny. Moja skóra je chłonie i całkowicie się z nimi zaprzyjaźniła. I na razie nie chcę innych. Na razie pozostaję pod słońcem Maroka.
Każdy z nich jest inny, ale razem doskonale się uzupełniają. O olejku arganowym pisałam już w poście sponsorskim sklepu, więc polecam jego lekturę – TUTAJ! Nie bez powodu nazywa się go Złotem Maroka. Jego istotę i wartość stanowi mnogość antyutleniaczy, które w skuteczny sposób niwelują procesy starzenia się skóry. Jedna z Was napisała także, że olej ten w końcu uwolnił ją od problemów trądzikowych. Ja się z tym stwierdzeniem całkowicie zgadzam, bo odkąd stosuję serum, które dzisiaj zrobimy, nie pojawiają mi się, żadne brzydkie niespodzianki.
Jest to też zasługą czarnuszki! Ona znowuż znana jest jako Złoto Faraonów. Same złotka dziś mamy! Działa silnie antybakteryjnie, przyspiesza regenerację skóry, wygładza ją. Ma intensywny czarnuszkowy zapach i ciemny głęboki kolor. Jest moim zdecydowanym faworytem. Może też dlatego, że uwielbiam czarnuszkę jako przyprawę! Olej, spożywany doustnie, ma liczne właściwości zdrowotne. Nie raz spotkałam się ze stwierdzeniem, że „leczy wszystko, oprócz śmierci”.
No i migdał… Ukochany nasz migdał. Olej ze słodkich migdałów w naszym domu używany jest na co dzień. Zwłaszcza odkąd pojawiła się Róża. Wielokrotnie już pisałam, jak świetnie nadaje się do pielęgnacji nawet najmniejszych dzieci. Jest całkowicie bezpieczny, nie powoduje alergii, dobrze się wchłania i bardzo łagodnie pielęgnuje skórę. Polecany jest często jako nośnik do innych, bardziej „napakowanych” odżywczymi składnikami olejów. Jest więc swoistą bazą, do której dodajemy cenniejsze składniki.
Jak z tych olejów korzystać? Możecie je oczywiście używać każde z osobna. Do codziennej pielęgnacji skóry. Ja wolałam je jednak pomieszać. Pamiętacie suchy olejek do ciała Arabska Noc – TUTAJ? To jedno cudo. Jako drugie zrobiłam proste…
olejowe serum. I wiecie co? Jest to najlepsze serum jakie do tej pory miałam. Działa wspaniale! Zaczęłam je wprawdzie używać razem z kremikiem od Femi, więc może to ten duet jest tak cudowny… Ale nie… to serum jest po prostu genialne! Moja skóra czuje się i wygląda znakomicie. Mam wrażenie, że moje trzydziestoletnie pierwsze zmarszczki znacznie się zmniejszyły. I… promienieję! Serum poleciłabym więc w głównej mierze do skóry suchej, dojrzałej, mieszanej, borykającej się z drobnymi niedoskonałościami.

Do jego wykonania wykorzystałam
  • jedną część oleju arganowego
  • jedną część oleju z czarnuszki
  • jedną część oleju ze słodkich migdałów
  • pół części olejku z róży marokańskiej (3% w oleju jojoba)
Oleje dobrze zmieszałam i przelałam do szklanej buteleczki na sera. Stosuję codziennie wieczorem, około 3 krople na twarz przed nałożeniem kremu. Ważne, aby skóra była dobrze oczyszczona, najlepiej naturalnym tonikiem. I tyle! Takie to proste… Bardzo, bardzo polecam!

Moje olejki pochodzą STĄD.

PS mój najnowszy, a już ulubiony naszyjnik 😀

Facebook