Super szampon ziołowo-miodowy

To jeden z tych przepisów, z których jestem wyjątkowo zadowolona! Bo jako właścicielka gęstych, trudnych włosów muszę zwracać szczególną uwagę na szampony. A po tym, który dzisiaj zrobimy, po super szamponie ziołowo-miodowym, moje włosy są wyjątkowo błyszczące. A w dodatku – takie to proste w wykonaniu, że z pewnością każdy sobie poradzi!

Wiecie co jest najfajniejsze? Że ten szampon jest przepełniony prawdziwym, odżywczym, antybakteryjnym… miodem! Tak! Prawdziwym miodem! I to niemal 1/3 szamponu to właśnie miód! A miód, nie wiem czy wiecie, świetnie działa i na włosy i na skórę. Jeśli dodamy do tego jeszcze mocny, świeży napar z mięty, pokrzywy i melisy, całość uzupełnimy wygładzającym olejem lnianym oraz olejkami z rozmarynu i mandarynki, powstaje kosmetyk, z którym już nie chcemy się rozstawać! Ma energetyzujący kolor i cudowny ziołowo-orzeźwiający zapach. Nie jest może najbardziej wydajnym produktem, ale wart, oj wart jest zrobienia.

Szczególnie polecam właścicielkom przetłuszczających się włosów – jak moje. Zauważyłam bowiem, że po pierwsze – nie trzeba przy nim stosować odżywki, bo włosy pozostają i tak miękkie, gładkie i odżywione. A po drugie – tak jakby miały znacznie dłuższą zdatność do używania… Po prostu dłużej są świeże i dobrze wyglądają.

Głównym składnikiem myjącym szamponu jest betaina kokosowa – Cocomidopropyl Betaine. Jest to łagodny środek myjący o właściwościach emulgujących i nawilżających, wytwarzany z kokosa. Co ciekawe, ma też działanie bakteriobójcze i antyseptyczne. Kiedy sobie o niej wcześniej czytałam, często pisano, że najlepiej łączyć ją z glukozydem decylowym, że wtedy lepiej się pieni i myje. Cóż, może i warto, ale ten szampon, do którego dodałam samą betainę pieni się wybornie. A wierzcie mi, mam naprawdę dużo włosów, które potrzebują dobrego oczyszczania, a nasza dzisiejsza gwiazda radzi sobie z nimi świetnie. Co więcej, taką miodową pianką z włosów można potem umyć całe ciało.

Bardzo polecam!

 

Super szampon ziołowo-miodowy

Składniki:

  • 100 ml betainy kokosowej – Cocomidopropyl Betaine
  • 100 ml płynnego miodu
  • 100 ml świeżego naparu z pokrzywy, melisy i mięty
  • 15 ml oleju lnianego
  • 30 kropelek olejku rozmarynowego
  • 40 kropelek olejku mandarynkowego

 

Zaczynamy od zrobienia naparu ziołowego. Po łyżce lub torebce pokrzywy, melisy i mięty wrzucamy do kubka i zalewamy wrzątkiem. Odstawiamy na pół godziny do zaparzenia. Po tym czasie przelewamy 100 ml naparu do wysokiej zlewki. Dolewamy do niej betainę, miód i olej i dokładnie mieszamy. Dolewamy olejki eteryczne i dalej mieszamy, powoli, aby nie zrobić za dużej piany, ale żeby wszystko ładnie się połączyło. Całość przelewamy do odpowiedniej butelki. Szampon możemy przechowywać albo w lodówce albo w łazience przez dwa tygodnie.

 

3 piękne kolekcje

Znalazłam piękne rzeczy! Baa! Całe kolekcje pięknych rzeczy! Nie da się ich ot tak pokazać w krótkim poście kolażowym, one wprost wołały o odrobinę głębsza prezentację. Mamy więc oto trzy marki, zupełnie inne, ale jakoś tak mi wszystkie idealnie współgrają. Zachęcam nie tylko do spojrzenia tutaj, ale także do pozachwycania się na stronach.

Podoba mi się tu wszystko! Podobają całkowicie niebanalne buty, najpiękniejsze piżamy i cudna oryginalna biżuteria. Wszystko mam ochotę nosić!

Zachwyćcie się więc i Wy!

Zaczynamy od…

KAFKA

Concept of Style

I niesamowite wręcz buty Anniel! Cytując ze strony: „Linia butów Anniel ma swoje korzenie we włoskiej tradycji ręcznego szycia oraz doświadczeniu baletowym i tanecznym marki Anniel. Gumowa podeszwa jest wszyta do buta od wewnątrz. Dzięki temu zabiegowi obuwie Anniel jest szalenie wygodne i komfortowe w noszeniu. To te właśnie cechy, charakteryzują najlepiej, ręcznie szyte Anniel. Niemal pół wieku temu marka stworzyła swoje pierwsze buty taneczne. Od tamtej pory Anniel pozostaje wierna opracowanym technikom ręcznego szycia i metodom produkcji stosowanym do dziś.” Urzeka mnie ich oryginalność, spójność, ale też różnorodność. Każda para to małe dzieło sztuki. / KAFKA

 

OYSHO

Mignęła mi reklama na Facebooku i musiałam wejść! I nachwalić się nie mogę ich pięknych nowych piżam! Wszystkie tak wspaniale kobiece, tak pełne tradycji i subtelności, roślinnych wzorów, falban i koronek. Od totalnego romantyzmu, dyskretnej dziewczęcości, po prawie męskie, wygodne. Uwielbiam! / OYSHO

 

 

WKNDLA

Na koniec biżuteria. Ale jaka! Zachwytów mych nie było końca! Niestety nie jest to marka bardzo dla nas dostępna, bo amerykańska, z Los Angeles. Może jednak ktoś po nią sięgnie? Zwłaszcza kolczyki tak bardzo mi się spodobały. Wszystko ręcznie wytwarzane, wszystko pięknie, bardzo współcześnie zaprezentowane. Wszystko bym nosiła! / WKNDLA

 

Nasz pokój dzienny i jak współpracować z architektem wnętrz

Na budowie praca wre. Nasz fachowiec postawił już ściankę oddzielającą połowę kuchni i działa dalej ze ścianami. A tymczasem – nasz pokój dzienny zyskał pełną oprawę autorstwa dziewczyn z pracowni projektowej Jooka!

Niedawno pokazywałam Wam całkowicie przepiękny pokoik Róży w wizualizacjach Jooka (TUTAJ). Polecam Wam ten wpis bardzo, nie tylko ze względu na samą naszą koncepcję pokoju, ale znajdziecie tam też trochę praktycznych porad, na temat tego, jak urządzać pokoje dziecięce.

Tym razem jednak, przy okazji salonu (piękne słowo), postanowiłam, że napiszę Wam kilka słów o tym, jak właściwie współpracuje się z architektem wnętrz. Spotkałam się bowiem już kilka razy z osobami, które się tego trochę bały, nie wierzyły w efekty lub w ogóle nie czuły potrzeby zobaczenia swoich pomysłów na ekranie. Muszę więc rozwiać tych trochę wątpliwości i szczerze do tego zachęcić. Jest to naprawdę niezwykle pomocna opcja przy urządzaniu mieszkania. I wcale nie jest tak, że architekt narzuca swoje zdanie i robi wszystko na jedną jotę według obowiązującej mody. Nic z tych rzeczy!

Bo Agą z pracowni projektowej Jooka pracowało mi się wręcz wybornie!

 

Jak to wygląda? Czy da się „korespondencyjnie”, na odległość?

Ano da! Wystarczy mail w którym opiszecie czego oczekujecie. I tak zaczyna się współpraca.

Nie widziałam się więc z Agą na żywo, o wszystkim sobie piszemy. Ja wysyłam swoje pomysły, a Aga je na bieżąco ubiera w wizualną formę, dodając coś niecoś od siebie. Jest niezwykle pomocna tam, gdzie mi brakuje wyobraźni, a jej poczucie estetyki, które muszę przyznać, dobrze koresponduje z moim, pozwala dodawać takie elementy, które idealnie wpisują się w całą koncepcję.

Ale od początku. Najpierw do architekta wysyłamy plan mieszkania z wszystkimi wymiarami, aby mógł on zbudować sobie w programie ramy. Do tego dodajemy opis pomysłów i potrzeb. Tutaj warto też podesłać trochę linków do aranżacji, które nam się podobają lub do konkretnych mebli, opisać naszą wizję mieszkania i rzeczy, które muszą się tam znaleźć oraz te, na których zupełnie nam nie zależy. Ze mną było o tyle łatwiej, że większość moich pomysłów i meblowych wyszukań umieszczam na blogu, Aga miała więc pełny wgląd w mój gust.

 

 

Potem architekt tworzy! Wizualizuje nasze marzenia. Buduje sobie w programie cały pokój, dobudowuje meble, na które jesteśmy zdecydowani, ustawia, przestawia, aranżuje tak, aby całość była możliwie spójna, ładna i praktyczna. Bardzo mi się spodobało, że Aga poszukiwała miejsca na moją wymarzoną komodę. Myślałam o niej długo, wyznaczyłam jej miejsce już dawno. Ale przyszedł taki moment, że doszłam do wniosku, że przydałoby się jednak postawić tam biblioteczkę na całą masę naszych książek i papierów. A w związku z tym, z miejscem na komodę jest już bardzo krucho… Aga jednak próbowała i kombinowała, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Ostatecznie jednak na razie odpuszczamy. Może w przyszłości znajdę jakąś niewielką piękną i wąską komodę i postawię ją przy wolnej ścianie. Ale to jeszcze zobaczymy.

 

 

Wiedziałam już wcześniej jak mniej więcej ma ten nasz pokój dzienny wyglądać. Było kilka elementów, które były pewne. Szary narożnik już zamówiliśmy. Wymyśliłam taki jego układ, jak widzicie poniżej i będę przy nim trwać. Chciałam bowiem, aby stworzył gościnny kącik i umożliwił oglądanie telewizora zawieszonego na ścianie przy nim. Trwać będę także przy fotelu z Ikei z serii Stockholm, za którym najprawdopodobniej stanie witrynka, także z Ikei. Właśnie ta z wizualizacji, bo podoba mi się jej zamknięcie do połowy i te delikatne przeszklenia, które ochronią książki przed kurzem.

Z pewnych rzeczy, to przekazałam jeszcze Adze gdzie będzie mój kącik do pracy i że przy nim na ścianie na pewno znajdzie się tapeta Bellewood Grey Toile od Rebel Walls. Ach i jeszcze, podesłałam stół, który mi się najbardziej podoba – okrągły, drewniany, rozkładany. I chciałam jeszcze, aby nad drzwiami do ogrodu był karnisz z firankami, które będą powiewać na wietrze.

 

 

Z tyloma konkretami Aga mogła spokojnie kombinować i tworzyć, podsyłając mi co rusz przykładowe obrazki. My potem z mężem siedzieliśmy nad nimi i dyskutowali, a następnie pisali długaśne maile z uwagami. Pewne schody zaczęły się przy dodatkach, na które jeszcze dokładnie się nie zdecydowaliśmy. Powyszukiwałam więc całą masę linków do krzeseł i stolików kawowych, które mi się podobają, a Aga wybrała z tego coś niecoś. Podesłałam także odnośniki do obrazków, dywanu i lampki biurkowej.

Na pewne rzeczy Aga się też nie zgadzała. Nie pasowało jej na przykład pierwsze podesłane biurko (drewno była za ciemne). Znalazłam więc fajniejsze 🙂 Albo w jednym mailu podpytałam czy pasuje taka a taka półeczka do kącika pracy, na co Aga odpisała: „Przymierzałam nad biurkiem półkę z westwinga, ale ta forma jest zbyt konkurencyjna dla reszty – delikatnej tapety i tych różnych detali. Dlatego powiesiłam dwie drewniane, na takich metalowych mocowaniach, teraz takich sporo… Co Ty na to?” A ja na to jak na lato! Ładnie wyszło!

Aga poprosiła mnie także o przesłanie projektu kuchni od stolarza, aby uzupełnić wizualizację. Pięknie ją włożyła w obrazki, prawda? Wprawdzie gałki do mebli będą ostatecznie jednak miedziane, a ściana w holu raczej jednak jasna, ale całość wygląda już po prostu jak nasze mieszkanie. Dokładnie to, o którym myślimy od tak dawna. NASZE!

 

Jestem Adze bardzo wdzięczna za wszystkie jej porady. Zwłaszcza za pomysł na półeczkę pod telewizorem, która pasuje tam idealnie. I na to wielkie lustro na ścianie. Podobają mi się też różne koncepcje zamalowania tej jednej ściany – najpierw tylko do połowy, potem również do połowy, ale w pionie. Sama jeszcze nie nie jestem pewna, na co się zdecydujemy ostatecznie. Bo mi ta pionowa połowa się podoba, ale znowuż mojemu mężowi jednak całość zamalowana. Zobaczymy!

W każdym razie, kiedy już udaje się uzgodnić całą koncepcję, architekt podsyła wersje ostateczne. Wizualizacje, które sprawiają wrażenie prawdziwych zdjęć. Pozwalają dokonać ostatecznych decyzji i genialnie pomagają ekipie fachowców w pracach wykończeniowych. Stają się pewnym celem, do którego można dążyć. Pomagają zachować spójność aranżacji, którą czasem łatwo zagubić.

 

 

Cieszę się więc ogromnie. Z tej wizualizacji, z pokoiku Róży, a jeszcze wkrótce ruszamy z sypialnią!

A jeśli sami planujecie urządzanie mieszkania czy domu, nie wahajcie się, zdecydujcie się na wizualizację z architektem! To naprawdę wielka, nieoceniona wręcz pomoc.

Polecam bardzo dziewczyny z pracowni projektowej JOOKA.PL.

 

A oto nasz pokój dzienny!

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 

A teraz pomóżcie… Cała ściana zamalowana, czy tylko do połowy?

Help…

 – Kliknij w obrazki, aby je powiększyć! –

 

Maślane mydełka z peelingiem kokosowym i różową glinką

Mam ewidentną mydlaną chęć tworzenia. Toć i tworzę! A z tych najnowszych mydełek jestem bardzo dumna! Są doprawdy wspaniałe!

Zrobimy dzisiaj bardzo maślane mydełka z peelingiem kokosowym i różową glinką. Z mydlaną bitą śmietanką. O kuszącym zapachu szarlotki. Do schrupania? Nie! Do mycia oczywiście!

Jeśli więc lubicie to uczucie, kiedy po kąpieli skóra jest miękka, wygładzona i cudownie nawilżona, kiedy nie szczepie i nie jest ściągnięta, kiedy aż chce się ją dotykać, zróbcie je koniecznie! Dodałam do nich masę odżywczego masełka shea, które to idealnie dopełnia bazę z… masłem shea! Mamy więc masła pod dostatkiem!

Zawarty w nich peeling kokosowy i różowa glinka genialnie oczyszczają i pielęgnują skórę. Całość okraszona listkami oliwnymi i płatkami róż. Czegóż więcej trzeba?

Do dzieła!

 

Maślane mydełka z peelingiem kokosowym i różową glinką

 

Składniki:

część kokosowa:

część glinkowa

krem

  • 150 g bazy mydlanej Crystal Shea z masłem shea
  • 10 ml ulubionego oleju (dodałam kameliowy)
  • 30 kropelek zapachu do mydeł Szarlotka

Składniki ze sklepu Zeem.pl

Do dekoracji – suszone listki oliwne i płatki róż.

Opcjonalnie, ale praktycznie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu.

Przyda się też foremka do mydeł lub na keks, a jeśli nie dysponujecie podobną, wykorzystajcie karton po mleku.

 

Po więcej i po przepis

kliknij poniżej!

Summer Vibes 02

Dokładnie pod sam koniec marca w zeszłym roku pokazałam Wam pierwszy post Summer Vibes (TUTAJ). Jakoś tak najwyraźniej ciągnie mnie o tej porze do lata. Oj, bardzo ciągnie. Mocno doskwiera brak liści, ciepłego słońca, intensywnych barw i kontrastów.

Pora więc na kolejne wakacyjne wibracje, tym razem skupione wokół jednego z moich ulubionych tematów – wody! Wody pełnej promieni słonecznych, wody morskiej i basenowej. Tego szczególnego klimatu plaży, który uwielbiam.

Oto więc, co dla Was znalazłam! Część bardziej dostępna, część mniej. Do cieszenia oczu nie tylko tutaj, ale i na co dzień, na ścianach Waszych domów.

Zobaczcie i powiedzcie, czyż nie od razu lepiej?

Ale od początku…

KARA ROSENLUND

Travel Photography

Piękne, niezwykle plastyczne i aż wypełniające do głębi kolorami zdjęcia autorstwa Kary Rosenlund mogłabym oglądać bez końca. Uwielbiam je! Zobaczcie koniecznie inne – dostępne w sklepie autorki, który wysyła je na cały świat / Kara Rosenlund

 

 

HOLGER NIMTZ

Cała niezwykła seria nazywa się Dwie kobiety na plaży – two women on beach | Baltic Sea | Germany 2013. Jest jakby… niedomówiona. Nierealna. Nieobecna. Ogromnie mi się podoba! / dostępne w Fine Art America / strona autora Holge.de

 

 

TARTARUGA

Nie wiem czy dziewczyny z pracowni tkackiej, która wyrasta na perełkę polskiego designu, celowo zaplanowały motyw wody… morza… Ale właśnie tak kojarzą mi się te cudne kilimy! Odkąd tylko je zobaczyłam były dla mnie całkowicie nadmorskie! I takie pozostają. / Tartaruga

 

 

Kirsten Beets

Jakże zupełnie inne spojrzenie na basen! A jakże piękne i oryginalne. Geometryczne, utkwione gdzieś poza przestrzenią, ale jakże przy tym gwarne i prawdziwe. Plaża też wspaniała. Podziwiam i podglądam! / Kirsten Beets

 

 

I kolejne, jeszcze bardziej oryginalne, całkowicie zaskakujące podejście do tematu basenu. Ot, od spodu po prostu. Spójrzcie na tę wodę! Jak ona jest namalowana! Patrząc na nią ma się wrażenie, że zaczyna nas otaczać. Nie można niemalże powstrzymać się od skoku w tę kojącą otchłań… Bajka! / Samantha French

 

 

Sisi and Seb

A teraz coś już zupełnie dla każdego. Jedno z moich odkryć na Etsy! Jest tam bowiem sporo sklepików, sprzedających piękne fotografie i grafiki do ściągnięcia, do druku. Wybieramy więc którąś cudną plażę lub cokolwiek innego, płacimy grosze, umieszczamy na jakimś nośniku i wędrujemy do drukarni, gdzie wydrukują nam zdjęcie w dowolnym formacie. Naprawdę niedrogi sposób na ciekawe dekoracje. Zamierzam wykorzystać!

A tutaj przykład jednego z takich sklepików / Etsy

Wnętrzarskie zachwyty i aktualności 04

No i się zaczęło!

Niniejszym donoszę, że fachowiec wszedł do mieszkania! Wszedł i zaczął je wykańczać! Na razie powolutku, bo zimno i mokro, ale jednak! Całość staje się w końcu realna.

A ile przy tym załatwiania! Ile decyzji! Jakże trudnych…

To, co mnie cieszy najbardziej, to fakt, że niedawno przyjechały moje wymarzone płytki – duży hiszpański dekor do łazienki Geotiles Manises 60 x 60, który wygląda jak ledwo ściągnięty z jakiegoś barcelońskiego murku. Wyląduje na dwóch ścinach w łazience, do połowy. Do tego mąż wczoraj dokupił co najmniej kilka ton (no… może przesadzam, ale nanosił się biedak z kolegą sporo…) kafli w kolorze betonu i ciemnego drewna. Można więc łazienkę kafelkować!

 

 

Zjechała też podłoga do kuchni. CUDNA! Moja wyśniona kuchenna podłoga! Może nie specjalnie odkrywcza, ale właśnie taką chcę! To te płytki z szaro-czarnym wzorem, nazywają się Calvet Gris Vives, również są hiszpańskie i mam ogromną nadzieję, że ładnie zgrają się z resztą kuchni.

Ach, bo i stolarz ruszył ze swym zleceniem na meble do kuchni! I szafy wnękowe. Dzisiaj także mąż zamówił drzwi i panele. Te pierwsze wybraliśmy proste i ciemne. Panele natomiast, o czym już Wam wspominałam na Facebooku, były dla nas nieco większym wyzwaniem. Od początku bowiem chcieliśmy ciemne. Takie mocno drewniane, ze słojami, ale ciemne. Trwaliśmy przy tej decyzji zawzięcie i uparcie, aż pewnego dnia wybraliśmy się do jednego sklepu z panelami. Był tam taki miły pan, który wyciągnął gdzieś z zaplecza jeden właśnie ciemny zakurzony panel. Mocno zakurzony… Opowiedział przy okazji o swoich ciemnych panelach i trzech psach. I o tym, że po 5 minutach od mycia podłogi, ona znowu tego mycia potrzebuje. I wtedy ten miły pan wyciągnął inny panel i powiedział, że to jest właśnie kolor kurzu i psa (nasza Misia jest taka beżowo-rudawo-jasna). I ten kolor właśnie już z nami zostaje! 🙂

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na zakup paneli z montażem w innym miejscu. Będzie to Dąb Ravenna – bardzo podobny do tego fragmentu, który widać na moich zdjęciach, wzór identyczny, tylko odrobinkę jaśniejszy.

 

 

Sporo też się ostatnio głowiłam nad kolorami! Pewny był tylko pokój Róży, który ostatnio Wam pokazywałam i spora dawka białego w pokoju dziennym i kuchni. Ach, no i oczywiście granatowa sypialnia. Kiedy jednak w moje ręce wpadła książka trendów Dulux na 2018 oraz próbka ich koloru roku „Różowy a brąz”, nie mogłam przestać myśleć o palecie „przytulnego domu”. Spójrzcie sami jaka ładna i ciepła! Dokładnie takie zestawienia podobają się i mi i mojemu mężowi, który jak tylko zobaczył fragment deski pomalowany powyższą próbką, stwierdził, że wyląduje na całej jednej ścianie salonu. Co ciekawe, w tej właśnie palecie znajduje się też wybrany przez nas na samym początku myślenia o sypialni „Granat pierwsza klasa”.

Najprawdopodobniej więc sięgniemy po cztery kolory z palety – nasz granat, „różowy a brąz” oraz uzupełniające go – brąz i róż. A przyznam – nie był to łatwy wybór!

 

 

Z aktualności, to jeszcze donoszę, że dziewczyny z pracowni projektowej Jooka pracują obecnie nad wizualizacjami pokoju dziennego. Zapowiada się pięknie! Zapewne jakoś po Świętach Wam pokażę!

Działamy zatem intensywnie, a Was pozostawiam z kolejną porcją wnętrzarskich zachwytów!

 

 

1.Zdjęcie do druku, na które chyba się skuszę… 🙂 / Etsy

2. Wisząca pisanka / sfmeble.pl

3. Krzesło York niebiesko-drewniane / sfmeble.pl

4. Krzesło Barber jasnoniebieskie / kare24.pl

5. Krzesło Zebra Pop / sfmeble.pl

6. Stoliki Natural Bamboo Madam Stoltz / Loftbar

7. Szaro-złote wielkanocne jajo / sfmeble.pl

8. Konsola metal mosiądz Hubsh / hihaus.

9. Piękna kobieca lampa Umbra / Back Red White

10. Kwietnik Umbra Nesta pojedynczy / All4Home

11. Kwietnik Umbra Nesta podwójny / All4Home

12. Uroczy Stolik kawowy Plateau / kare24.pl

13. Piękna pościel Free Love / HOP Design

 

 

Facebook