Ogromnie, ale to ogromnie podoba mi się połączenie tradycji i nowoczesności w kolekcji mebli Gebrüder Thonet Vienna!
Nie mogło więc być inaczej! Oto przed Wami kolejne moje zauroczenie. Klasyka w całkiem nowym wydaniu. Meble, które widziałabym w uroczym hoteliku, ale i u siebie w domu. Przywracają wspomnienia o dawnych fotelach bujanych z charakterystyczną siateczką, a jednocześnie są tak całkowicie współczesne, inne, oryginalne, no, piękne wręcz.
Kojarzycie te klasyczne krzesła Thonet, prawda?
Pierwsze z nich powstało w 1850 roku, a w kolejnych latach stworzono całkiem sporo jego wersji. Charakterystycznie gięte, obłe, tak wtedy, jak i teraz – tchnące i nowoczesnością i elegancją. Model krzesła oznaczonego numerem 14 wyprodukowano w ponad 50 milionach sztuk w latach 1850 – 1930!
Ich twórca Michael Thonet (1796-1871), z pewnością z radością podziwiałby nowe oblicze firmy, tworzonej przez jego następców w Wiedniu.
Jeśli dobrze rozumiem zawiłości ścieżki marki, obecnie istnieją różne jej odłamy, opierające się na imieniu i historii Michaela Thoneta. Niemniej jednak to właśnie kolekcja Gebrüder Thonet Vienna zauroczyła mnie najbardziej. Dokładnie tak powinno się interpretować tradycję i dostosowywać ją do obecnych trendów.
Nie wiem jak Wy, ale ja zamiast pełni nowej energii, wkraczam w ten 2019 rok w raczej nostalgicznym nastroju. Może to kwestia przeziębienia, może to ta ponura pogoda za oknem, może pustka pozostała po cudnych Świętach i Sylwestrze? Ciężko mi się zebrać w sobie i ruszyć, wejść w codzienną rutynę, głowa chwilo nie tworzy pomysłów, a wszystkie „zeszłoroczne” gdzieś mi umknęły…
Może to też dlatego, że szykują się zmiany i to do nich próbuję się aktualnie pozytywnie nastawić? Od poniedziałku będę znowu chwilowo bemężna, choć tym razem nieco inaczej niż do tej pory, bo przez 3 miesiące mąż będzie daleko, ale jednak w kraju. I na weekendy będzie do nas przyjeżdżał. Niemniej jednak, znowu trzeba się będzie przestawiać na całkiem inny tryb codzienności.
Ażeby więc marazm nie dopadł mnie zupełnie, żeby jakoś rozruszać blog w ten Nowy Rok, żeby się zmotywować i doenergetyzować, postanowiłam zacząć ten całkiem nowy sezon poświąteczny wpisem nieco innym niż poprzednie.
Wpisem dziewczyńskim, dobrym, kolorowym, którego zadaniem jest stworzenie dobrej energii, chęci do działania i przywrócenie kreatywnej myśli w mojej głowie.
Bo wiem dobrze, że jak już się raz zacznie to potem przestać nie można!
Oj, najwyższa już pora na kolejny post z serii „Before & After”! Tym razem zaprezentuje się Wam nasz salon w wyjątkowej, bo świątecznej oprawie!
Przypominam, że poprzednie wpisy wnętrzarskie z pozostałymi pomieszczeniami z naszego mieszkania i całą maaaaaaasą inspiracji znajdziecie w kategorii NASZE MIEJSCE. Zajrzyjcie koniecznie!
Co bardziej uważni na niektórych zdjęciach znajdą naszą sunię Misię, która biedna straciła swój stały kącik na rzecz choinki. Cóż… taki sezon 🙂 W każdym razie, zapewniam, że nie wygląda na szczególnie zatroskaną tym problemem.
Przejdźmy jednak do rzeczy!
Nasz salon, a właściwie pokój dzienny pełni kilka funkcji – jest to w końcu jedynie część mieszkania, musimy więc wykorzystać przestrzeń możliwie najpełniej. Mamy więc tutaj mój kącik do pracy, który już jakiś czas temu pokazywałam Wam w Lili (kliknijcie we wcześniejszy link). Mamy niewielką jadalnię z małym stołem, który jednak potrafi się rozłożyć i przyjąć miłą grupkę gości. Mamy kąt z witrynką na papiery wszelakie i miejscem dla psa (i dla choinki). Mamy w końcu przytulne zacisze wypoczynkowe, które osobiście uwielbiam 🙂 Zwłaszcza teraz, bo kiedy zaświecę wszystkie świąteczne światełka, a mamy je jeszcze na tarasie, jest tam tak milutko, cieplutko i spokojnie!
Co ważne jest też jeszcze odrobina miejsca na szaleństwa wszelakie – czy to imprezowe tańce czy wygibasy z dziećmi. Wszystko tak jakoś zgrabnie się zmieściło!
A jak było kiedyś? Na początku tej trudnej wędrówki?
Było o prostu pusto. Potem wnętrze zamieszkały pomysły, masa pomysłów. I pan fachowiec 🙂
A jeszcze później wszystkimi tymi pomysłami zajęły się dziewczyny z pracowni projektowej JOOKA.PL.
Przypominam tu wpis o tym, jak współpracować z architektem wnętrz i jak powstawała poniższa wizualizacja naszego salonu – TUTAJ.
Ładne te wizualizacje, prawda?
Trochę jednak namieszałam i ostatecznie nasz salon wygląda tak!
–
W salonie znajdziecie:
–
1.Moja ukochana, trochę szalona i na pewno nie do przegapienia – lampa Modern Orchid ze Step Into Design – zajęła centralne miejsce w salonie i jest jego główną ozdobą. Zajrzyjcie jednak na stronę marki i pooglądajcie inne przepiękne lampy – zakochacie się! / Step Into Design
2. Różne rzeczy inni na nim widzą… dla mnie jednak jest to pejzaż nadmorski, spokojny, nienachalny, choć przyznam, kusi mnie, aby dodać mu jakieś zwariowane sąsiedztwo! Niemniej jednak bardzo polecam i sam obraz Congelado i pozostałe obrazy i plakaty z Mix Gallery
3. Już o tym wspominałam, ale przy okazji tego wpisu muszę powtórzyć – jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z tego narożnika! Dokładnie taki chciałam 🙂 Szary, na nóżkach, twardy, rodzinny, dziecioodporny, rozkładany, z wyższym zakończeniem z obu stron. Bardzo polecam – to narożnik Jesper z MP Collection, ale dostępny w salonach BRW (tam też go kupiliśmy) / MP Collection
4. O cudownych meblach ze starego drewna z warmińskiej manufaktury Regalia pisałam Wam niedawno w TYM wpisie. Mój stoli kawowy wciąż i nieustannie uwielbiam. Zachwyca się nim także praktycznie każdy gość, który nas odwiedza. Zajrzyjcie więc na stronę i poszukajcie swojego wymarzonego – Regalia
5. Długo szukałam idealnego lustra do naszego wnętrza. Bo tak bardzo spodobał mi się pomysł z lustrem, widocznym na wizualizacjach JOOKA, że nie mogłam o nim zapomnieć. Nie mogło to być jednak takie zwyczajne lustro, prawda? Szczęście sprawiło, że odkryłam rodzinną firmę rzemieślników szklarskich z Radzymina, która tworzy prawdziwe cuda! Od razu spodobały mi się prawie wszystkie lustra z oferty GieraDesign, jednak kiedy ujrzałam lustro Sunset, wiedziałam, że to jest to jedno jedyne. O firmie napiszę Wam więc za czas jakiś jeszcze specjalny post, a tymczasem zajrzyjcie naGieraDesign
6. Krzesła, które uwielbiam! Choć na lato znajdę im ładne poduszeczki, bo czasem jakieś źdźbło z naturalnego rattanu wyjdzie. Niemniej jednak są bardzo wygodne, nie przytłaczają i zwyczajnie – podobają mi się! Krzesła z naturalnego rattanu czarne z VidaXL
7. …i krzesła z rattanu w kolorze naturalnym z VidaXL
8. Wymarzona witrynka o którą często pytacie – Billy / Oxberg z Ikei – dla mnie idealna, bo dosyć wąska, a sporo mieści, wygląda lekko, na dole można pochować wszystkie domowe papiery, a wyżej poukładać książki / Ikea
9. Na jednej całej ścianie umieściliśmy kolor roku 2018 Dulux – Różowy a brąz z palety Przytulnego Domu. Od razu spodobał się i mi i mojemu mężowi i podoba nam się bardzo cały czas. Poza tym w innych pomieszczeniach znalazły się 3 inne barwy tej palety, dzięki czemu jest spójnie i faktycznie przytulnie! / Dulux
Poza tym:
legowisko dla psa, które pies polubił od razu / Nel Mal
stół, biały, rozkładany o 60 cm, z którego ogólnie jestem zadowolona, gdyby nie fakt, że już w pierwszym tygodniu podniszczyłyśmy z Różą lakier… / znaleziony i zakupiony na sprzedajemy.pl
Znacie te buteleczki, w których można umieścić jednocześnie oliwę i ocet balsamiczny? Jedno jest na wierzchu, drugie w środku.
Postanowiłam tym razem wykorzystać taką buteleczkę inaczej!
Zmieniamy ją więc w wyjątkowy, pachnący lawendą prezent gwiazdkowy! I cieszymy się z radości obdarowanej osoby!
Co zamieściłam w buteleczce?
Kąpielowy niezbędnik!
Jej większą część wypełnia łagodny, miodowo-lawendowy płyn do kąpieli, który nie tylko stworzy nam w niej przyjemną delikatną pianę, ale przy okazji skórę uczyni miękką, a zmysły ukoi!
Do mniejszej, wewnętrznej buteleczki wlałam łagodny lawendowy olejek do kąpieli, którego dodajemy dosłownie 1-2 łyżki do wanny wody. I to najlepiej razem z płynem! Idealnie się bowiem uzupełniają!
Pozostawiają skórę nawilżoną i miłą w dotyku, ale co równie ważne – gwarantuję wspaniały relaks i ukojenie dla skołatanego, zapracowanego umysłu!
Dodam jeszcze, że masę takich buteleczek znajdziecie np. na Allegro lub w sklepach z produktami gospodarstwa domowego. Buteleczki są szklane, co bardzo ładnie wygląda, trzeba jednak uważać przy chowaniu ich pod choinką.
–
Lawendowo-miodowy płyn do kąpieli
Składniki:
120 ml przegotowanej wody
120 ml betainy cocoamidopropylowej (Cocomidopropyl Betaine / ZielonyKlub.pl)
20 ml gliceryny roślinnej
40 ml płynnego miodu
30 kropelek olejku lawendowego
3 ml eco konserwantu
Wszystkie płyny mieszamy dokładnie w wysokiej zlewce, aż dobrze się połączą. Przelewamy do czystej buteleczki. Płyn dolewamy w dowolnej ilości do wanny z wodą.
–
–
Lawendowy olejek do kąpieli
Składniki:
50 ml olejku z pestek brzoskwini
30 kropelek olejku lawendowego
Olejki mieszamy i przelewamy do czystej buteleczki. Do wanny z wodą dolewamy 1-2 łyżki olejku.
–
I tak powstają nam dwa złociste umilacze kąpieli, które tak przyjemnie wpisują się w świąteczny klimat!
Polecam oczywiście zawiesić własnoręcznie zrobiony pierniczek na butelce!