Przedstawiam Wam moją lipcową kolekcję wzorów, którą nazwałam Joyful July!
Jest to esencja lata, spędzanego pośród łąk wsi naszej spokojnej, pod drzewami z czereśniami, pod niebem przysłoniętym bajecznymi chmurami. Bo lipiec w Polsce jest przepiękny! I to piękno, tę beztroskę letnich dni, wolność i radość zaczerpniętą ze spokoju, promieni słońca i pobłyskującej tafli wody – to wszystko chciałam zawrzeć w tej kolekcji.
Są więc tu motywy szczególnie bliskie mojemu sercu, są kwiaty polne, ukochane czereśnie, jest dużo słońca, jest woda, która unosi i koi, są paski i kratka prosto z ceratowego obrusu. Za to wszystko tak bardzo uwielbiam lipiec!
Zapraszam więc do małego wglądu w kolekcję i oczywiście do portfolio:
Balsam, a właściwie maska… I za peeling też robi. A tak w ogóle, to sprawia, że usta są po prostu cudowne, mięciutkie, gładkie, piękne i smakowite!
O czym mowa? O naszym dzisiejszym ucieranym balsami do ust!
Słowo ucierane mam zarezerwowane chyba tylko do ciast. Ale tak mi tutaj pasuje, że niniejszym tak właśnie nazwałam ten miodowy balsam. Bo wiecie co w nim jest najlepsze? Jest tak totalnie mega prosty, że zrobicie go w chwil kilka, a potem będziecie sobie tylko dziękować!
Bo zapewnicie swoim spierzchniętym ustom całe dobrodziejstwo miodku i masła shea, które razem działają cuda!
Ucierany miodowy balsam do ust
Składniki:
łyżka miodu – już skrystalizowanego przynajmniej w większości
łyżka masła shea – polecam rafinowane
Oczywiście – im lepszy miód, tym lepiej. Sięgamy po takie prosto z pasieki 🙂
Miód i masło shea przekładamy do zlewki/miseczki i łyżką ucieramy do uzyskania jednolitej konsystencji. Balsam przekładamy do słoiczka.
Ja lubię go używać wieczorem, po umyciu twarzy. Nakładam na usta i delikatnie nim je pocieram. Miód w trakcie krystalizacji posiada drobinki, które zadziałają nam tu jak peeling. Nadmiar można ściągnąć wacikiem. Jeśli nałożymy mniej – pozostawiamy do wchłonięcia. Balsam jest bezpieczny – możemy więc spokojnie smakować swoje usta!
Markę Fable England odkryłam już dawno. Pojawiają mi się bowiem jej magiczne, niezwykłe, zupełnie inne od wszystkich produkty jako reklamy Zalando. Tam bowiem jest dostępna w naszym kraju. Chyba nawet już coś niecoś w Lili lądowało.
No i ostatnio wyświetlił mi się mały Piotruś Królik na cytrynie i no… przepadłam! Aż musiałam wgłębić się w temat, zapaść wręcz jak Alicja w Krainę Czarów… Z tym że w moim przypadku zapadłam się w… stronę www. A co tam znalazłam?
Coś dla każdej romantyczki, której sercu bliskie są angielskie klimaty. Bo…
Bo nie bójmy się romantyzować rzeczywistości! Bo dzięki temu świat jest piękniejszy, jest miejscem dobrym i przyjaznym. Otaczajmy się pięknymi rzeczami. Zaufajmy sercu i powróćmy do czasów, kiedy tak dużo nas cieszyło. Jak choćby taki Piotruś Królik na cytrynie!
Zacytuję Wam jeszcze tutaj kilka słów ze strony marki Fable:
Przygoda z Fable rozpoczęła się na targach staroci, gdzie nasz założyciel odkrył delikatny szalik z nadrukiem pszczół z lat 40., wykonany z resztek materiału używanego przez pilotów RAF-u w czasie II wojny światowej. Piękny nadruk z pszczołami symbolizował lot, determinację i odwagę.
To zainspirowało nas do opowiedzenia historii za pomocą nadruków i delikatnej, ręcznie malowanej biżuterii. Każdy z nich reprezentuje pozytywność i inspiruje życzliwość, aby podnieść ludzkiego ducha, przynosząc radość wszystkim, którzy posiadają urok Fable.
Jak każda historia ma swój początek, a ta była nasza.
Kolekcja Fable prezentuje bogatą i zabawną opowieść zilustrowaną nadrukami i haftami. Ponadczasowe sceny natury nadają klasycznej opowieści kapryśny charakter, bawiąc i zachwycając.
Zainspirowane klasyczną literaturą brytyjską. Zaprojektowane i wykonane z nieskończoną miłością do natury.
Spieszę tu dziś do Was z kilkoma obrazkami z mojej graficznej ostatniej działalności.
Trochę się dzieje, postaram się więc na bieżąco i tu Wam coś niecoś podrzucać. Z tych ciekawszych projektów oczywiście. Albo z takich, które tematycznie bardzo ze mną dobrze korespondują.
Jak zawsze zapraszam przy tej okazji serdecznie do odwiedzenia portfolio, które także będzie wkrótce aktualizowane. Hop więc na…
Zacznę od tego, że skończyłam niedawno prace nad identyfikacją wizualną dla nowej marki Żywia Herbs. Zgłosiła się do mnie bowiem Karolina Dymek-Jacyna – zielarka, która tworzy już swoje ziołowe kosmetyki. One to niebawem obleką się w nową piękną szatę graficzną!
Na razie mamy więc stworzoną ogólną identyfikację, a prace nad etykietami ruszą wkrótce. Będę chciała zrobić o nich specjalny osobny wpis, zarówno tu, jak i w portfolio. Tymczasem więc wrzucam małą zajawkę, abyście mogli już wejść powoli w ten ziołowy magiczny klimat.
Jest to kolejny projekt Patrycji Łukanty, dietetyczki klinicznej, która tym razem ma dla Was smakowite przepisy na potrawy, które z łatwością wykonacie w podróży. Tytuł publikacji to „W drodze po smak”, a ja opracowałam jej szatę graficzną. Oczywiście zgodnie z preferencjami autorki.
Nieustannie współpracuję z Izą Apanowicz, która zajmuje się kosmetologią holistyczną, facemodelingiem, automasażem twarzy, kinesiotapingiem i jeszcze wieloma wspaniałymi rzeczami. Dla Izy tworzę treści na social media – zarówno graficznie, jak i copywritersko.
Tutaj podrzucam ostatnie karuzele i zapraszam do zajrzenia na kanały Izy – Instagram i Facebook.
Na koniec zapraszam na mój instagramowy profil graficzny – @LiliCreative.pl 🙂
Tutaj mały jego kawałek! Jest kolorowo, co?
Więcej niebawem! Tutaj, na Instagramie i w portfolio!
Zapraszam też do współpracy – wystarczy do mnie napisać!