Od prawie początku funkcjonowania tego bloga przygotowywałam Wam przed Świętami Lili Katalog Prezentów. Wiem dobrze, że bardzo go lubiłyście. Tym razem inspiracje podarunkowe również się będą pojawiać, ale no… właśnie nieco inaczej.
Tym razem bowiem będą to najróżniejsze polecajki w nieco luźniejszej formie. Ot, jak ta poniżej. Będzie ich więc mniej naraz, ale za to będą miały szanse lepiej się zaprezentować – nie znikną w tłumie!
Zapraszam zatem to zaglądania do Lili w spokojniejszych chwilach listopadowo-grudniowych. Żeby nasycić się klimatem i zainspirować!
Zaczynamy od kilku poleceń prezentowych! Dla bliskich lub zwyczajnie – dla Was!
ULV Wełniana kamizelka merino w przepięknym intensywnym różu. Będzie pasować do wszystkiego? No jasne! / Owca
Ręcznie wykonany świecznik Trudy Bloomingville / Westwing
Poduszka ozdobna patchworkowa “Kremowy cukierek” / Moi Mili
Atlas Chmur XVIII – duża dekoracja ścienna – przepadłam! I już planuję dla niej miejsce na ścianie! / Made For Home
Nerka FLUFFY PANTERA w kwiatki z vegeowieczki :)/ Barhan
Brelok z zawieszką PRZEZIĘBIENIE – The Bear Collection / Parfois
Kolejny przepiękny kalendarz autorstwa Aleksandry Morawiak. Tym razem pełen piesków. Jest też taki koci, no ale… wiadomo… 🙂 / Aleksandra Morawiak
Wracam z moimi ukochanymi Lili babeczkami kąpielowymi!
Najwyższy to czas, żeby podsumować moje najlepsze przepisy! Zanim zaczną pojawiać się kolejne, bo w głowie pomysły mi znowu buzują. Chciałabym jednak najpierw, abyście mieli sprawny dostęp do przepisów, które już pojawiały się to tu, to tam. Są to odrobinę zmodyfikowane babeczki z mojej książki Cukiernia kosmetyczna. Kocham je do teraz całym sercem, bo i serducho w nie włożyłam ogromne.
Zaczynamy więc babeczkowy maraton czterem słodkimi przepisami!
Babeczka kąpielowa cynamonowo-cytrynowa
Jej zapach w kąpieli jednocześnie pobudza i otula. Jest orzeźwiający i przytulny. Cynamonowe serduszko po środku musującej babeczki dodaje niezapomnianego uroku.
Składniki:
90 g sody oczyszczonej
45 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
5-7 g cynamonu
40 kropelek olejku cytrynowego
Dzień przed przygotowaniem babeczek wykonujemy cynamonowe serduszka. Mieszamy 10 g sody, 5 g kwasku i tyle cynamonu, aby uzyskać lekko brązowy kolor. Masę spryskujemy wodą z butelki z atomizerem, aż stanie się lekko wilgotna (jak niżej opisane babeczki). Przekładamy ją do dwóch małych foremek na czekoladowe pralinki w kształcie serduszek. Odkładamy na noc do stwardnienia.
Nazajutrz przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Na ich dnie układamy pośrodku cynamonowe serduszko
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię i sól, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe, barwnik i olejek cytrynowy. Całość dokładnie mieszamy ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Nawilżamy ją, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Gotową masę przekładamy po równo do foremek, do połowy ich objętości. Najpierw na spód sypiemy małą jej ilość i dociskamy palcami, aby serduszka pozostały na swoim miejscu. Następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi. Sięgamy po cynamon i delikatnie przyprószamy nim pozostałe wystające brzegi foremki. Dopełniamy masą całość foremek i dokładnie wyrównujemy dłońmi. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 30 minut + 2 dni na stwardnienie
Przechowuj: 6 miesięcy w suchym miejscu
Babeczka kąpielowa pomarańczowo-waniliowa
Ma wspaniale wakacyjny, ciepły zapach, który uzależnia! Wrzucona do wanny z woda musuje i przywodzi na myśl gorące Sorrento!
Składniki:
80 g sody oczyszczonej
40 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
szczypta startej ciemnej czekolady
10 kropelek czerwonego barwnika do mydeł
40 kropelek olejku pomarańczowego
10 kropelek olejku o zapachu kremu waniliowego
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Na ich dno sypiemy równomiernie stratą czekoladę.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię i sól, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe, i olejki zapachowe. Połowę masy przekładamy do osobnej miseczki i odkładamy na chwilę. Do pozostałej masy dolewamy czerwony barwnik. Mieszamy całość ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Masę nawilżamy, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Te same czynności powtarzamy z pozostałą, białą mieszaniną. Kiedy obie będą wystarczająco wilgotne, układamy je naprzemiennie w foremkach, aby powstały warstwy. Najpierw na spód sypiemy małą ilość czerwonego „ciasta” i dociskamy palcami, aby czekolada pozostała na swoim miejscu. Następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi. Jeśli zbyt duża ilość wody sprawi, że babeczki zaczną rosnąć, cierpliwie ugniatamy je w foremkach, aż przestaną. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 25 minut + 12 godzin na stwardnienie
Przechowuj: 6 miesięcy w suchym miejscu
Babeczka kąpielowa trufla malinowa
Oprószona szczyptą miłości, a dokładniej czekoladowymi sercami, babeczka idealnie nadaje się na prezent dla ukochanej osoby. Słoneczny malinowy aromat uzupełniony czekoladą przemienią kąpiel w relaksujące przeżycie.
Składniki:
80 g sody oczyszczonej
40 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
4 serduszka czekoladowe – ozdoby do ciast
40 kropelek olejku o zapachu malin
10 kropelek olejku o zapachu czekolady
1 g / pół łyżeczki kakao
ok. 20 kropelek czerwonego barwnika do mydeł
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Na ich dnie układamy po dwa serduszka, najlepiej po jednym z białej i ciemnej czekolady.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię i sól, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe . ¼ mieszaniny przekładamy do mniejszej miseczki i odkładamy na chwilę. Do pozostałej masy dolewamy czerwony barwnik i olejek malinowy. Mieszamy całość ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Masę nawilżamy, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Gotową masę przekładamy po równo do foremek. Na spód sypiemy małą jej ilość i dociskamy palcami, aby serduszka pozostały na swoim miejscu, następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi.
Sięgamy po mniejszą miseczkę, dosypujemy do niej kakao i dolewamy olejek czekoladowy i ponownie, jak powyżej, przygotowujemy ciasto. Wypełniamy nim pozostałe w foremkach miejsce. Całość dokładnie dociskamy i wyrównujemy. Jeśli zbyt duża ilość wody sprawi, że babeczki zaczną rosnąć, cierpliwie ugniatamy je w foremkach, aż przestaną. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 25 minut + 12 godzin na stwardnienie
Przechowuj: 6 miesięcy w suchym miejscu
Babeczka kąpielowa makowo-goździkowa
Uwielbiają ją mężczyźni. Ale nie tylko! Kąpielowy musujący makownik o korzennym aromacie skradnie serce każdemu!
Składniki:
80 g sody oczyszczonej
40 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
10 g maku niebieskiego
kilka goździków
10 kropelek olejku goździkowego
10 kropelek olejku cynamonowego
30 kropelek olejku o zapachu ciasteczek lub czekolady
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Na ich układamy po kilka goździków.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię, sól i mak, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe oraz olejki eteryczne. Dla przełamanie korzennych aromatów można dodać nieco zapachu czekolady. Mieszamy całość ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Masę nawilżamy, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Gotową masę przekładamy po równo do foremek. Najpierw na spód sypiemy małą jej ilość i dociskamy palcami, aby goździki pozostały na swoim miejscu. Następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi. Jeśli zbyt duża ilość wody sprawi, że babeczki zaczną rosnąć, cierpliwie ugniatamy je w foremkach, aż przestaną. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 25 minut + 12 godzin na stwardnienie
Spieszę tym razem z kolejną nowością z moim portfolio!
Chciałabym bowiem zaprezentować Wam efekt współpracy z marką Ginseng Poland, która niedawno wypuściła nowy produkt pod logo Salvya. Jest to suplement diety Ashwagandha, a dokładnie kompleks ekstraktów, bo niewielkie fiolki skrywają zarówno ekstrakt z jakże teraz popularnej ashwagandhy, ale także z melisy i szafranu oraz magnez i witaminy z grupy B.
Moim zadaniem było zaprojektowanie opakowania dla suplementu. Przygotowałam kilka koncepcji, ale to te powyższe ilustracje w końcu wygrały. A i mi się ogromnie podobają – rysowanie sprawiało mi dużo radości.
Ilustracje ostatecznie wylądowały w dolnym obszarze pudełka oraz po jego bokach. Zdobią też fiolki wypełnione suplementem. Do tego trzeba było dodać wszelkie niezbędne informacje, w odpowiedniej kolejności, w konkretnym rozmiarze. Ot, taka układanka.
Ostatecznie produkt trafił już do sprzedaży – zachęcam do zajrzenia na stronę Ginseng Poland.
Stworzyłam także szereg materiałów promocyjnych do druku i wykorzystania online – jak ulotki, reklamy do magazynów czy banery. Jeśli więc sięgacie po prasę o tematyce naturalnego leczenia, poszukujcie tam naszej ashwagandhy!
Marka z którą współpracuję – Ginseng Poland, jest producentem wielu wartych uwagi produktów. Przy niektórych także już troszkę działałam graficznie 🙂
Jeśli zaciekawiły Was choćby te poniższe – zajrzyjcie po prostu na stronę Ginseng Poland!
Przychodzę dzisiaj do Was z misiami i polarkami! Na rozgrzanie!
A dokładniej – podsuwam, jako inspirację 5 marek, oferujących przepiękne bluzy i kurtki które nie tylko przyniosą trochę ciepełka, ale jeszcze uprzyjemnią te chłodne czasy. A wygląda na to, że takie kolorowe polarki i wełniane misie to must have w tym sezonie!
Zaczynamy od…
Jungmob
Z piękną misiową kratą i jeszcze piękniejszymi zestawami kolorystycznymi w polarkach. Do tego cudne puszyste czapki oraz nerki i torby – również z misia. Praktycznie wszystko mi się tu podoba!
Owca słynie już, jak sądzę, ze swych wełnianych bluzo-kurtek. Dostaniecie je w tradycyjnych beżowo-orzechowych kolorach, ale moje serce skradły te różowe i zebrowe. I chyba w końcu się na jedną zdecyduję! Choć misia już w szafie mam…
I znowuż obłędne polarki! Tym razem zachwycają nie tylko połączeniami kolorystycznymi, ale także ciekawymi printami i cekinami! A i nawet kolorowe futerko przy takim jednym polarku się znalazło. Rzekłabym – wszystkie cudne.
A jeśli nadal nie znaleźliście ulubionych kolorów, to sprawdźcie tutaj! Mamy całe sylwetki w pasujących odcieniach. Mi spodobały się także pikowane kurteczki.
Na koniec dobrze znane Naoko. Sama mam kurteczkę misia sprzed dwóch lat, zdaje się, i do teraz ją uwielbiam. A i te poniższe dwie bardzo kuszą. Sprawdźcie też kurtki zimowe, bo jest ich masa i są naprawdę ciekawe.
A dokładniej to zabrałam się z mężem na dwie nocki do Gdańska, a że on tam miał swoje biznesy to skorzystałam z tej cudownej sytuacji i wybrałam się na Hel właśnie. Już bowiem dawno zamarzyły mi się puste helskie plaże. I wiecie co?
Ten dzień, i te wrażenia, i te widoki – to było jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu. Dziękuję więc pogodzie, że była tak łaskawa w ten październikowy dzień. I Wszechświatowi, za tę możliwość po prostu. Bo to był wspaniały, spokojny, samotny dzień, którego bardzo potrzebowałam.
Dojechałam więc pociągiem do Helu, a potem podeszłam pomarańczowym szlakiem nad morze od strony północnej. Tam chyba dostałam jakiego zwariowania, bo połowę czasu latałam z aparatem i telefonem i robiłam zdjęcia i filmiki. No ja po prostu lubię robić zdjęcia! A potem zaległam na piasku, w słońcu. Plaże faktycznie są puste. Minęły mniej pojedyncze osoby, a i tak w oddaleniu. No, cudownie!
Na koniec pomaszerowałam do samego Helu, usiadłam sobie w jednej z tych knajpek z widokiem na Zatokę, okryłam się kocykiem, wypiłam herbatkę jesienną, zjadłam pieczonego ziemniaka i czułam spokój.
Ach, no i oczywiście zakupiłam córkom odpowiednie suweniry w postaci slajma, małej pluszowej foki i bransoletki. Bez tego wypad nad morze się nie liczy 🙂 A dodam, że my spod Krakowa.
Pozostawiam Wam i sobie trochę tego helskiego szczęścia w postaci fotek!