Wnętrzarskie inspiracje 08

Kochani, spieszę do Was z kolejną dawką wnętrzarskich inspiracji i moich zachwytów!

Będzie sporo pięknych rzeczy z rodzimych sklepów i co nieco równie pięknych zamorskich obrazków.

Jak zawsze mam nadzieję, że Was zainspiruję! A przynajmniej ucieszymy oczy!

Ach, jest też bardzo fajny rabacik do zgarnięcia!

Zaczynamy kolażami i linkami!


  1. Wazon Melosak 18×18 cm zielono-biały Bloomingville / sfmeble.pl
  2. Od mojego ulubionego designera – Lampa stołowa Setago JH27 Nude & Forest, proj. Jaime Hayon, &Tradition / Yestersen
  3. Designerskie krzesło czarne – Dizzel / Edinos.pl
  4. GAMLEHULT Podnóżek ze schowkiem, rattan/antracyt / Ikea
  5. Narzuta Cianna 160×130 cm brązowa Bloominville / sfmeble.pl
  6. Skórzany obrotowy fotel wypoczynkowy do salonu Lavos – zielony / Edinos.pl
  7. Stolik Lato LN9 czerń i marmur Emparador, proj. L. Nichetto, &Tradition / Yestersen

  1. Czyż nie świetny Kinkiet Singapour różowy-migdałowy, Market Set / Yestersen
  2. Różowe lustro Moku – owalne / Edinos.pl
  3. Zestaw 4 ceramicznych kubków do latte 70’s, HKliving / Yestersen
  4. Genialna doniczka ERNIE ø 15 cm / Jotex
  5. Drewniane krzesło dąb orzech – Harv / Edinos.pl
  6. Marmurowy stolik kawowy okrągły – Liros / Edinos.pl
  7. Sofa HUDSON 3-osobowa / Jotex

Halo! Mam też dla Was przyjemny rabacik!

A dokładniej kod rabatowy do sklepu Edinos.pl o wartości 50 zł – edinos50

Bon jest będzie ważny dla pierwszych 20 osób – warto się więc spieszyć! Po wpisaniu kodu na stronie: https://www.edinos.pl/rabat  kwota zakupów zostanie automatycznie pomniejszona o 50 zł. Minimalna wartość zamówienia 499 zł.


Dobra, idziemy dalej!

Szykuje się nam mały remont… Długo by opowiadać, napiszę tylko, że mamy sporo wilgoci w ścianie i trzeba ją będzie od nowa choćby malować. A ja, jak to ja, już się zastanawiam na jaki kolor!

I tak natknęłam się znowuż na ściany malowane „po swojemu”. Już kiedyś pokazywałam Wam podobne inspiracje, ale ta poniżej, muszę przyznać, skradła moje serce i poważnie rozważam taki zabieg i u nas w domu!

Poniżej znajdziecie też to malowanie w nieco innej aranżacji. Równie pięknej! Pasuje więc i do salonu i do pokoju maluszka!

Źródło: Hunter & Nomad

A jeśli się Wam spodobało, to zobaczcie jeszcze jak piękne potrafią być takie malowania w nieco mniejszej skali – nad półeczkami czy komodami!

Choć na poniższym zdjęciu są to… naklejki! Sama nie wiem czy lepiej nakleić czy pomalować?

Źródło: Etsy Shop: KennaSatoDesigns

Poniżej wracamy do malowania – magiczne!

Źródło: Real Homes

Nie mogłam się oprzeć, żeby jeszcze nie pokazać Wam, że takie eksperymenty kolorystyczne również pięknie wyglądają w bardziej eleganckich wnętrzach!

Źródło: Valerie Legras – designed by Valerie Legras Atelier

Prawda, że pięknie!

Poniżej kolejna garść linków!


  1. Bursztynowa nowoczesna szklana lampa wisząca – EXX112-Kalos / Edinos.pl
  2. Fotel uszak Classy / Dot Design
  3. Grzybkowa lampa stołowa RAGGE / Jotex
  4. Dywan bawelniany (180×120 cm) Safiro / Sklum
  5. Niebieskie krzesło welurowe – Rekso / Edinos.pl
  6. Osłonka do storczyka lub szklany wazon różowo-bursztynowy, Hübsch / Yestersen
  7. Zestaw śniadaniowy Mustique 12 el. KARE / sfmeble.pl

  1. Skandynawski regał bambusowy – Besta / Edinos.pl
  2. QUAY lampa stołowa / Jotex
  3. Designerski fotel wypoczynkowy – Loxar 4X / Edinos.pl
  4. Okrągła ława Sensi – ciemny dąb sonoma / Edinos.pl
  5. Doniczka Ismael 21×17 cm beżowo-brązowa Bloominville / sfmeble.pl
  6. Okrągły stolik kawowy szary – Fannie / Edinos.pl
  7. Doniczka Revokalo Ø17×12 cm brązowa Bloomingville / sfmeble.pl

Na koniec prawdziwa perełka!

Dom, do zakochania!

Bardzo polecam zajrzeć na stronę Est i pooglądać wszystkie zdjęcia jego wnętrz. Ja przepadłam!

Jest to La Casa Rosa w Bronte w Australii od architektów Luigi Rosselli Architects i Arent&Pyke.

ARCHITECTURE Luigi Rosselli Architects / INTERIOR DESIGN Arent&Pyke / LANDSCAPE ARCHITECTURE William Dangar / PHOTOGRAPHY Prue Ruscoe

Zdjęcia: Estliving.com


W poście ulokowano wybrane przeze mnie produkty ze sklepu Edinos.pl

Pink pastel mood

Źródło


Wiem, że jesień pokazuje nam swe najpiękniejsze oblicze… W moim sercu jednak wciąż tkwi mocno zakorzeniona nostalgia za latem. I doprawdy wciąż nie mogę się odnaleźć w jesieni…

Podsyłam Wam więc kolejną małą dawkę letnich pastelowych obrazków.

Rozmarzmy się wszyscy!

Przenieśmy się na maleńką, króciutką sekundkę do innego świata.

Dajmy się porwać naszym snom. Albo moim snom!


Źródło / Źródło
Źródło
Źródło / Źródło
Źródło
Źródło / Źródło
Źródło / Źródło
Źródło
Źródło / Źródło
Źródło / Źródło
Źródło

Gallery wall

Zmiany! Malutkie, ale jednak – zmiany. Piszę ten tekst zerkając co chwila ku mojej prawej stronie i cieszę się bardzo!

Oj, już dłuższy czas siedziała mi w głowie ta tzw. gallery wall, czy seria obrazków, które wypełniłyby nazbyt białą ścianę. Coraz bardziej też odczuwam w sobie potrzebę koloru. Serce moje zdobywają kolorowe, puchate poduchy na kanapę. Dobrze, aby miały do czego pasować…

I tak z wybawieniem przyszła mi marka Gallerix! Kiedy tylko dostałam propozycję współpracy i wypełnienia mojej białej ściany plakatami marki, niemal od razu zabrałam się za poszukiwanie tych najlepszych.

Nie było to łatwe, bo jest ich tam cała masa naprawdę pięknych. Aby sobie dopomóc, określiłam kilka kryteriów poszukiwań:

  • kolorystyka – od razu wiedziałam, że musi nawiązywać do delikatnych beży z odrobiną różu, chciałam jednak dodać także kolory i akcenty morskie
  • tematyka – zależało mi na tym, aby moje plakaty miały kojący, ciepły, lekko magiczny wydźwięk, aby było morze od góry i trochę elementów graficznych
  • wielkości – tuż przy mojej gallery wall znajduje się duży obraz, postanowiłam więc postawić na dwie mniejsze wielkości plakatów – 21×30 cm i 30×40 cm
  • koniecznie chciałam, aby choć jeden plakat miał poziome ustawienie
Tak sobie plakaty czekały na powieszenie…
I w końcu na ścianie!

Na początku kopiowałam wszystkie plakaty, które mi choć troszkę się wpasowały w odrębny folder na komputerze. Dzięki temu miałam wszystkie ułożone obok siebie i znacznie łatwiej szło mi odnajdywanie tej mojej wymarzonej harmonii. Potem dałam sobie trochę czasu i po kolei kasowałam poszczególne obrazki, które nie przetrwały próby. I tak ostatecznie została ich szóstka!

Zdecydowałam się na plakaty:

Zamówiłam także ramki ze strony Gallerix i je także muszę Wam polecić. Są bowiem leciutkie! A to dlatego, że nie mają prawdziwej szklanej szybki tylko tzw. szkło akrylowe czyli lekkie pleksi, które sprawia, że cały plakat łatwo powiesić, a przy tym pięknie wygląda. Różnica jest spora – jedna z tych ramek, które widzicie jest moja, wyciągnięta z szafy i ma prawdziwe szkło. Jest sporo cięższa i o wiele trudniej się ją obsługuje.

W końcu doczekałam się mojej plakatowej przesyłki. Chwilkę szła, bo plakaty zostały drukowane na moje zamówienie w Szwecji. Ale najważniejsze, że wszystko doszło i wszystko było dokładnie takie, jak miało być. Pozostało mi więc rozrysowanie planu rozmieszczenia plakatów, który podesłałam mojemu drogiemu mężowi. Ten zaopatrzył nas w specjalne rzepy do montowania obrazków bez wiercenia, pożyczył od teścia wielką poziomicę i zabrał się za montowanie.

Tak i mam w końcu moją gallery wall. I jest tak kojąca i magiczna, jak miała być! Może to za sprawą jednorożca… 🙂


I jeszcze coś! Coś miłego! Mam dla Was KOD RABATOWY na 30% zniżki na całą kolekcję plakatów Gallerix – lilinatura30. Korzystajcie i cieszcie się nowa odsłoną pustych dotąd ścian!


Kosmetyczny post z wiosny

Ten post wiszę Wam od wiosny 🙂 A dokładniej, to planowałam go jeszcze przed porodem. Na bieżąco wrzucałam coś niecoś na Instagram, ale to stanowczo nie wyczerpuje tematu. Nadrabiam więc teraz i podrzucam Wam kilka kosmetycznych perełek, nowości czasu wiosennego, które szczególnie przypadły mi do serca!

Tak naprawdę tych perełek, które odkryłam ostatnimi czasy jest więcej, przewijały się one na szczęście przez Lili. Mam tu na myśli chociażby całą masę naturalnych kosmetyków z Rosa. Panna Poranna, które widzieliście na zdjęciach kilka wpisów temu. Wszystkie nowości Sylveco zasługują na uwagę (wkrótce pokażę Wam tu kolejne)! Nie zapomnijcie też o kosmetykach prosto z Chorwacji, które też niedawno gościły na blogu. Jest tego sporo.

Te tutaj to taki mały miks produktów, które zasługują na specjalne pokazanie.


Słowem wstępu napomknę o hydrolatach Rosa. Panna Poranna. Wiecie, że je uwielbiam, a i są szczególnie bliskie mojemu sercu, bo tworzyłam Rosie całą grafikę. Zachwycam się nimi wciąż – czy to w gorące letnie dni, kiedy są wybawieniem dla skóry w postaci mgiełki, czy o każdej innej porze roku, kiedy służą mi za cudownie pachnące toniki lub po prostu odświeżają cerę w ciągu dnia.

I choć hydrolatów tych nie zaliczam do mojego wiosennego wpisu, muszę Wam o nich przypomnieć!

Wszystkim, którzy sentymentalnie tęsknią już za latem, bardzo polecam mocno kwiatową piwonię.

A tym, którzy jesień kochają całym sercem, najbardziej polecam hydrolat dyniowy! Choć i śliwka i gruszka są boskie. Ale ta dynia…. Mmmmm…

Wszystkie znajdziecie na stronie Rosa. Panna Poranna.


Ależ ananasowe miałam lato! I ananasowo mi do teraz! Tak bardzo bowiem spodobała mi się seria marki Bielenda – Eco Sorbet.

Znajdziemy w niej kosmetyki brzoskwiniowe, malinowe i ananasowe właśnie. Mi najbardziej przypadły do gustu serum i kremik. I kończę już któreś z rzędu opakowania i wciąż jestem bardzo zadowolona. Raz, że kosmetyki mają w sobie taką dobrą, letnią energię, dwa – faktycznie świetnie działają. Trzymają w ryzach moją problematyczną skórę, wyciszają, doskonale koją, przyjemnie rozświetlają. Serum – booster stosuję po oczyszczeniu i tonizowaniu skóry na noc, krem i wieczorem i rano. Ma on w sobie bardzo delikatne rozświetlające drobinki, fajnie więc działa na dzień. W składzie znajdziemy sok z ananasa, kwasy AHA i witaminę C, które razem nawilżają, wyrównują koloryt, rozjaśniają przebarwienia i zapobiegają niedoskonałościom. Zostaję przy ananasie na dłużej!

Kosmetyki znajdziecie w drogeriach.



A to dwie perełki marki Orientana. Uwielbiam obie! To dwa boostery – rozświetlający i regenerujący z grzybkami reishi. Brzmi tajemniczo? Trochę tak!

Ja te grzybki poznałam już jakiś czas temu – stosowałam kremy z tej serii i bardzo je sobie chwaliłam. Grzyby mają działanie przeciwstarzeniowe, antyoksydacyjne, nawilżające i rozjaśniające przebarwienia. Całkiem niedawno do rodzinki dołączyły te dwa skoncentrowane produkty, które ją doskonale uzupełniają.

Moim zdecydowanym faworytem jest booster rozświetlający na dzień z rzeczonymi grzybkami i różeńcem górskim. Jest leciuteńkie i niemal magiczne, bo daje efekt natychmiastowego rozświetlenia. Zawdzięcza to zawartości takich maciupeńkich drobinek, prawie niewidocznych, które rozsmarowane na buzi wyglądają bardzo naturalnie. Kosmetyk świetnie sprawdzał mi się latem, jako leciutki krem pod równie leciutki makijaż mineralny. Odrobina tego rozświetlenia, kilka maźnięć pędzelkiem z mineralnym podkładem i całość wyglądała bardzo fajnie.

Polecam też booster regenerujący, który widocznie poprawia jakość skóry – mam wrażenie, że dzięki niemu jest faktycznie ładnie naprężona. Latem stosowałam go samodzielnie – wymiennie z moimi ananasowymi kosmetykami. Jesienią sprawdza się jako serum pod krem. Lekki, ale czuć, że ma moc.

Kosmetyki znajdziecie na stronie Orientana.

I ponownie Orientana, ale muszę wspomnieć jeszcze o jej maseczkach glinkowych w takich nowych praktycznych opakowaniach! Są to papierowe ekologiczne saszetki idealne na jeden raz. Myślę, że warto to tu zaznaczyć.

Uwielbiam te maski – dzięki zawartości glinki mocno oczyszczają, a dodatki odpowiednio pielęgnują buzię. I jak one pachną! Intensywnie, egzotycznie, uzależniająco.

Mamy trzy rodzaje masek – migdał i szafran (chyba najlepsza, mocno odżywcza), miodla i drzewo herbaciane (cudna do cery problematycznej, przeciwzapalna) oraz imbir i trawa cytrynowa (także świetna na stany zapalne, wzmagająca regenerację i odświeżająca). Do wyboru do koloru. Myślę, że to ten typ kosmetyków, które warto zawsze gdzieś w szufladzie trzymać i sięgać po nie w razie ochoty lub potrzeby – mogą sprawdzić się bardzo dobrze, jako kosmetyki S.O.S.

Maski także dostępne na stronie Orientana.

Zdjęcie z dzidziusiem w tle 🙂 Ale jego głównym bohaterem jest całkiem jeszcze nowy płyn micelarny marki Make Me Bio.

Jest to kosmetyk z rodzaju tych po prostu bardzo przyzwoitych – spełnia doskonale swoją funkcję, ma krótki, prosty i jasny skład, jest naturalny, łagodny, ale skuteczny. Do tego opatrzony w również dosyć jeszcze nową szatę graficzną, całkiem miłą dla oka. Zarzucić mu jedynie mogę brak różanego zapachu, bo przyznam, że na niego liczyłam.

Polecam go bardzo wszystkim zwolennikom prostoty, naturalności i funkcjonalności.

Płyn znajdziecie na stronie Make Me Bio.

Już dłuższy czas temu miałam Wam też donieść o nowościach Oleiq. Już nawet nie pamiętam, kiedy mi się one skończyły. Ale wspomnieć warto, bo to niby proste, a jakże cenne produkty.

Mamy więc olejek z opuncji figowej, który znam z nieco innego wydania od dawna oraz coś zaskakującego – hydrolat z tejże opuncji. Oba zamknięte w charakterystyczne dla marki opakowania w dawnym farmaceutycznym duchu, które osobiście bardzo lubię.

Olejek jest niezwykle cennym specyfikiem o wysokiej sile odmładzającej. „Wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, przez co uodparnia skórę na działanie czynników zewnętrznych. Stosowany regularnie wygładza i uelastycznia, poprawia napięcie i koloryt skóry.” Idealnie nadaje się sam w sobie jako olejkowe serum – 2-3 kropelki pod krem. Ja najchętniej łączę jedną – dwie kropelki z wieczorną porcją kremu i taką mieszaninę nakładam na twarz. Mam wrażenie, że w ten sposób najlepiej się wchłania. Można też dodawać go do maseczek – na przykład tych glinkowych z Orientany, aby nie zaschnęły nam na twarzy za szybko.

Niespodzianką był jednak opuncjowy hydrolat. Niestety nie pachnie on jakoś szczególnie ciekawie czy kusząco. Raczej prosto, ziołowo. Polubiła go za to moja skóra, dla której stanowi odświeżający tonik o działaniu przeciwstarzeniowym. Warto dodać go do codziennej pielęgnacji.

Kosmetyki znajdziecie na stronie Sylveco.

Na koniec – marka Duetus i coś szalenie praktycznego – Żel pod prysznic i szampon 2w1!

Po pierwsze – marka ma charakter uniwersalny – jej produkty przeznaczone są do pielęgnacji skóry zarówno pań, jak i panów, co samo w sobie jest niezwykle właśnie praktyczne. Po drugie – mamy tutaj solidną pojemność 500 ml i pompkę, dzięki czemu żel nie kończy się nam za chwilę i bardzo łatwo go stosować pod prysznicem. Po trzecie – jest zwyczajnie ładny! Czarna butelka z charakterystyczną etykietą stanowiącą połączenie intensywnego seledynu z czarnym alchemicznym obrazkiem. Bardzo mi się to podoba.

Ale najważniejsze jest to, że sam żel jest naprawdę świetny. Myje ciało, myje włosy (choć tu przyznam, że z tej możliwości rzadko korzystam), ładnie pachnie, ma dobry skład, nie podrażnia, nie pozostawia uczucia napiętej, szorstkiej skóry, jest delikatny, ale i on ma wyczuwalna moc.

No i jak on ładnie się prezentuje w łazience!

Żel znajdziecie na stronie Sylveco.

Lemon Mood

Cytrynowo mi w głowie.

Może nie mogę się jeszcze pogodzić z jesienią? Może nie mogę uwierzyć, że lato już minęło? Może za mało lata miałam w tym roku?

Może dlatego tak bardzo mi cytrynowo w głowie.

Przesyłam Wam więc mój cytrynowy nastrój! Aby choć na chwilę przenieść się do lata!

Bo czyż cytryny nie są najbardziej słonecznymi owocami?


Źródło 1 / 2 / 3 / 4

Źródło
Źródło 1 / 2 / 3 / 4
Źródło
Źródło 1 / 2 / 3 / 4

IN LOVE + o!figa

Hej, hej! To my! Przesyłamy Wam całą masę dobrych myśli z naszej krainy snów i baśni, którą zwiedzamy wspólnie z wielką ciekawością. A potem budzimy się razem, z tą moją małą Lilcią (i z psiną zazwyczaj też), i to są najcudowniejsze momenty. Momenty szerokich uśmiechów, drobnych całusków, psich i mamusiowych, przytulasków i gilgotek. Uwielbiam te nasze poranki. A jak jeszcze wskoczy do nas moja starsza, Róża, to już w ogóle – odpływam!

A żeby nie było za normalnie, żeby jesień była magiczna, a nie ponura, załączam Wam kilka takich właśnie magicznych i pięknych inspiracji wyszukanych w necie. Zapraszam więc na kolejne IN LOVE.

A potem… na równie magiczne i nieco szalone moje ostatnie projekty dla marki o!figa. Ja wprawdzie nadal pracuję w mocno ograniczonym zakresie, ale dla stałych klientów jestem zawsze dostępna 🙂

Będzie więc kolorowo!



Oj, zauroczył mnie ten przepiękny, delikatny, bardzo kobiecy zestaw grafik Anity Tomali. Dla tych, którzy sami nie lubią dobierać obrazków na ścianę albo tak jak ja – są zwyczajnie zauroczeni. Zestaw znalazłam na Pakamerze.

Tam też, na Pakamerze, odkryłam nową markę niezwykłych świec. Nie wiem jeszcze niestety jak pachną, ale całkowicie kupiły mnie słoiczki, pokrywki z żywicy, niezwykłe etykiety i… kształty. Sprawdźcie koniecznie sami – Melt me tender.

Czyż nie jest to pościel idealna do przenoszenia się do naszej krainy snów i baśni? A może po prostu – wgłąb sennej dżungli? Piękna pościel Dżungla z White Pocket.

Ta urocza filiżanka i równie uroczy talerzyk to fragment wyjątkowej kolekcji porcelany stworzonej wspólnie z Manufakturą Majolika Nieborów z okazji 20. urodzin magazynu Weranda. Jest to autorska, limitowana kolekcja składająca się z takich pięknych sztuk w trzech kolorach. Więcej na stronie Werandy!

Jedna z najpiękniejszych tapet, jakie widziałam! Piękna, subtelna, idealna dla małej dziewczynki. Tapeta Birds in The Night Sky z najnowszej kolekcji Dekornik.



Czadowa ta maska 🙂 Powiesiłabym! Dekoracja ścienna z Jotex.

I równie czadowy fotel 🙂 Siedziałabym! Aż z Anthropologie.

Pasieki Rodziny Sadowskich co rusz zachwycają coraz to ciekawszymi nowościami. Dopiero co pokazywałam Wam kosmetyki z miodem, a tu już kolejna niezwykła nowość. Seria trzech miodów – z wiśnią, z pigwą i z jabłkiem i cynamonem, z cudownymi etykietkami, które zdobią ilustracje szalenie zdolnych ilustratorek. Mnie najbardziej kusi ten miodek z wiśnią! / Pasieki Rodziny Sadowskich

A jak już jesteśmy w temacie rzeczy czadowych i szalonych, to spójrzcie na ten zestaw trzech dywaników KARISMATISK z Ikea! Świetne są!

I na koniec piękne zasłony, które o-jakże-by-mi-pasowały do salonu! A dokładniej – komplet zasłon welurowych przedstawiający krajobraz rysowany ołówkiem stylu vintage. Od SOWE z Pakamery!


Dobra, to teraz kilka ostatnich projektów dla marki o!figa.

Te najnowsze dopiero czekają na premierę, więc to następnym razem. Tymczasem podsyłam cztery produkty, czyli etykietki, wzory i kolaże produktowe. Jak zawsze 🙂

Facebook