Karmello

W niedzielę byłam umówiona z przyjaciółmi na kawę w Rynku. Idąc na spotkanie postanowiłam sprawić mojemu kochanemu, a niestety choremu, mężowi trochę przyjemności i zakupić mu nieco słodkości. Wiedziałam, że na rogu Grodzkiej i Placu Wszystkich Świętych (w Krakowie) jest manufaturka i pijalnia czekolady Karmello, bo już raz ją odwiedziłam. Kupiłam wtedy kilka pralinek i byłam wniebowzięta… Tym razem zakupiłam więc ich nieco więcej. A musicie wiedzieć, że jest ich tam całe mnóstwo! I wiecie co… po prostu odpłynęliśmy wieczorem z mężem. Każda jedna była cudowna, przepyszna, rozpływała się w ustach! Jestem pod ogromnych ich wrażeniem. A zaznaczyć muszę, że nie przepadam za zwykłymi bombonierkowymi czekoladkami!  Stwierdziłam więc, że zasługują na osobny post!
Oto przed Wami czekoladki z Karmello! Po prostu – piękne:)
Aha – sprawdziłam na ich stronie (TUTAJ), że mieszczą się nie tylko na Grodzkiej w Krakowie, ale także w kilku innych miastach też. Polecam z całego serca!

Zdjęcia: Karmello

Po-Weekendowe Cuda no14

Czuję się oszukana… Miała być odwilż po weekendzie, a tu nie widać nawet jej najmniejszych znaków. Śnieg sypie od rana, zimno okrutnie, smog w Krakowie na jednym z najwyższych poziomów… Ech…. ta zima…

Naklejka-miarka ze zwierzątkami (1)… Cudo!! Jak ktoś zobaczy taką w jakimś polskim sklepie, proszę o sygnałek:) Już widzę Różę wskazującą i naśladującą każdego zwierzaczka!
Naszukałam się takich płaskich, małych, silikonowych foremeczek (2) na zagranicznych stronach, a tu taka niespodzianka! Przez przypadek natknęłam się na te w naszym rodzimym sprapbookingowym sklepiku Na Strychu! Od Marthy Stewart. Urocze!
Żelkowy-misiowy żyrandol (3)! Genialny. Candelier – dzieło Kevina Champeny. Nie powisiałoby u mnie długo…
Chciałabym mieć toaletkę… toaletkę w ogóle! A co dopiero taką ładną (4). Świetne połączenie białej komody z lustrem i pustą ramą. Do tego kwiatowe obrazki, ozdobne butelki, góra kosmetyków i jest bosko! Z French Larkspur.
Zakupiłam sobie wczoraj kremik AA Eco z rokitnikiem (5). Łagodzący. Jestem go bardzo ciekawa. Szczególnie dlatego, że rokitnika uwielbiam! Używaliście już kosmetyków ekologicznej linii AA? Ja jeszcze nie:) Jak tylko przyjdzie, zabieram się do testowania!
Bardzo spodobały mi się prace misspaq (6). Są świetne!!

Kakaowa Terapia Cery

Mam coś dla Was! Nowy, prosty i skuteczny przepis na wprost rozkoszną kakaową terapię skóry!

Będzie to prawdziwa bomba przeciwzapalna i antyoksydacyjna. Zmiękczy, odżywi i oczyści skórę. Pobudzi ją do regeneracji, złagodzi drobne ranki, zaczerwienienia, a nawet pomoże uleczyć trądzik i zwalczać efekty starzenia się skóry! Do dzieła zatem! I mniaaam!

Do wykonania kakaowej terapii przygotujcie:

  • 2 łyżki płatków owsianych
  • łyżeczkę czarnuszki
  • łyżeczkę kurkumy
  • 2 duże łyżki kakao

 Płatki owsiane razem z czarnuszką zmielcie np. w blenderze na mączkę. Być może konieczne będzie  wrzucenie do urządzenia około 3 łyżek płatków, gdyż nie wszystko się dokładnie zmieli. Z mączki należy wtedy osunąć większe elementy i przesypać dwie łyżki mieszanki do osobnej miseczki. Do tego dosypcie kurkumę i kakao i całość wymieszajcie.
Łyżkę kakaowej mieszanki rozróbcie z niewielką ilością wody, tak aby przybrała konsystencję gęstego kremu. Nałóżcie ją na oczyszczoną twarz i pozostawcie na 10 minut. Po tym czasie maseczkę zmyjcie, delikatnie masując palcami twarz. W ten sposób mieszanka posłuży Wam także za peeling. Na koniec nałóżcie na twarz nawilżający krem.
O właściwościach kakao w kosmetyce pisałam już tutaj. Kakao wraz z kurkumą i czarnuszką pełne jest antyutleniaczy, które zabijają wolne rodniki i pozwalają skórze dłużej zachować młodość. Czarnuszka znana jest ze swych pielęgnacyjnych i przeciwbakteryjnych właściwości. W Polsce najlepiej kojarzony jest olej produkowany z jej nasion. Prawdziwym skarbem jest kurkuma, a dokładniej zawarta w niej kukrumina. Działa silnie przeciwzapalnie. Pozwala łagodzić i eliminować trądzik różowaty. Może być stosowana bezpośrednio na skórę na stany zapalne w formie niewielkich okładów. Pamiętajcie tylko, że barwi skórę, więc dokładnie potem przemyjcie twarz.  Płatki owsiane zmiękczą, odżywią i oczyszczą Waszą buzię.

P.S. Na Facebooku czeka na przygarnięcie mydełko-lody na patyku! Wpadajcie TUTAJ!

Z pierwszego maja…

Napisałam to pierwszego dnia maja. Niedługo po tym, jak mój mąż wyjechał do Afganistanu. A przeczytałam ponownie wczoraj. I poczułam całą sobą ten maj, te zapachy, to ciepło. Przesyłam więc je i Wam. Wraz z moim stanowczo najulubieńszym peelingiem pomarańczowym, na który przepis znajdziecie TUTAJ! Bo i tego i tego nam w tą srogą zimę potrzeba.

Lato
rozpoczęło się wcześnie, peelingiem pomarańczowym. Soczystym. Słodkim.
Naładowanym pozytywną energią. Pierwszego dnia maja, kiedy to upał stał się tak
nieznośny jak w najgorętszy lipcowy dzień. Wstałam rano z poczuciem pustki.
Odezwał się znowu ból w nodze. Rozochocony słońcem i lekkim wiatrem pies
wskoczył do łóżka, rozpoczynając swoje pełne radości powitanie pani. Róża spała
jeszcze snem sprawiedliwych. Cichutko nałożyłam więc lekki cardigan i wyszłam
na poranny szybki spacer z tą zwariowaną suką. Ona latała, wąchała, szczekała
na wielce zdziwionych tym faktem ludzi, a ja wdychałam zapachy. Zapachy
świeżych liści, kwiatów drzew owocowych, suchego asfaltu. Oj tak, stanowczo
przyszło już lato! 
Tylko czemu tak smutno… Trzeba coś zaradzić! Zawołałam psa i
pobiegłyśmy pędem do domu, do kuchni. Chwyciłam pierwszą z brzegu pomarańczę.
Dokładnie ją umyłam i starłam na tarce skórkę na drobny zest. Wszystko wsypałam
do jaskrawo zielonej ceramicznej miseczki, dosypałam nieco cukru i dolałam trochę
świeżo wyciśniętego z owocu soku oraz łyżkę oleju morelowego. Morele… Już
niedługo będą morele. Już na nie kwitną kwiaty. Tymczasem mój pomarańczowy
peeling nabierał rumieńców. Po zmieszaniu przyjął energetycznie pomarańczową barwę.
Skoczyłam więc pod szybki prysznic z moim dziełem i oczyściłam zarówno ciało
jak i umysł. Zrobiło się przyjemnie chłodno. 
Wtedy usłyszałam wesołe kwilenie
dziecka. Jak to możliwe, że ona każdy nowy dzień wita z takim niesamowitym
zapałem i radością? Ilekroć wchodzę do jej pokoju, na tej malutkiej twarzyczce
pojawia się rozbrajający uśmiech z dwoma dolnymi zębami. Powinniśmy uczyć się
od dzieci radości, pasji i szybkiego zapominania tego, co złe. A teraz rozpoczynamy
to lato razem. Ja, Różyczka i wierna Misia. We trójkę raźniej. We trójkę
doczekamy jego powrotu.

Jej Świat: Julia z Szafy Tosi

Fascynują mnie inne światy… Lubię się w nie wgłębiać i odkrywać zupełnie nowe osoby. Ty, razem zapraszam i Was do świata Julii. Ale nie takiej zwyczajnej Julii, bo Julii Autorki Bloga Szafa Tosi. Byłyście już może w Szafie małej Antoniny? Ja ją odwiedzam regularnie. Oglądam zwykłe-niezwykłe zdjęcia. Oglądam malutką dziewczynkę i jej totalnie zakochaną Mamę. Zwiedzam ich świat i delektuję się nim. Czytam teksty i wzruszam się. I bardzo to lubię!
Poznajcie zatem Julię i to, co składa się na jej świat. I wpadnijcie koniecznie do Szafy Tosi!
Świat Julii jej słowami…
1. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez domu i rodziny. To Oni
budują mój świat. To kim jestem dzisiaj, to co mam, co osiągnęłam. Moi
rodzice, siostra.. Rodzina mojej Siostry, aż wreszcie moja własna.. Moja
Antonina i Adam, dzięki którym udaje mi się budować moje marzenia o
prawdziwym domu… o spokoju, harmonii, rozmowach, śmiechu przy
kolacji…
2. Nie wyobrażam sobie świata bez iPhona! Bo całe
życie podróżowałam, przeprowadzałam się nieustannie… dzięki niemu mogę
dzielić się każda dobrą wiadomością z najbliższymi. Mogę zalać
ich łzami gdy mi źle.
3. Niezwykle pusto zrobiłoby mi się w życiu gdyby
zabrakło mi caprese! Mogę jeść na śniadanie, przed obiadem i na
kolację. W każdej postaci, każdą ilość. Od lat czekam, aż mi się
znudzi, bo ileż można… a mozzarella z pomidorami uparcie najbardziej
zapełnia półki w lodówce.
4. Bez słów Osieckiej byłoby jakoś niepełno.. pusto
tak, w tych momentach gdy się zamyślę, a w głowie Jej słowa tłuką się o
siebie jak wariatki..
5. Mam takie dni, że
patrzę na siebie w lustrze i dziękuję Matce Wynalazków za fluid i tusz
do rzęs.
Max Factor Miracle Touch i Sephora Outrageous Volume. I
koniecznie Euphoria Calvina Kleina!
6. Nie wyobrażam sobie życia bez tańca. Mogłabym
tańczyć do upadłego. Idąc ulicą, po stołach w restauracjach. Wszędzie. I
najlepiej z najlepszą przyjaciółką.
7. …bez hunterów, do sukienki. …krótkich spodenek, na lato i zimę.
8. Od dzieciństwa towarzyszy mi film „Grease” i
„Ania z zielonego wzgórza”
, a od kilku lat „Duma i uprzedzenie”. Oglądam
je namiętnie, wciąż i w kółko. Na okrągło i od nowa.
9. Jak to z kobietami bywa… jak są kręcone to chce
się proste. Jak proste to muszą być loki. Jak urodzi się z blond, to chce
kruczo czarne, a jak czarne to najlepiej platynowe.. Nie wyobrażam więc
sobie życia bez prostownicy do włosów. Mam remingtona i zadowolina
jestem bardzo.
10. Choć dziś jestem Matką Polką i celebruję codzienność w domu z dzieckiem to nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie
być w moim życiu motocykla. To dzięki niemu jestem w tym miejscu. To
dzięki niemu i pasji motocyklowej mam tak wspaniałe wspomnienia z
młodości… tylu znajomych, przyjaciół. Dzięki wiedzy nabytej w życiu z
nim, te dobre miejsca pracy jakie mnie spotykały… by w końcu poznać tam
mojego męża…
 
Zdjęcia: Duma i Uprzedzenie / Agnieszka Osiecka / Ania / Travolta / Podkład / Huntery / Tusz oraz prywatne archiwum Julii

Zauroczona: Kwiaty Amy Merrick

Człowiek natknie się na taką stronę, na takie zdjęcia i na taką osobę i od razu chce zmieniać zainteresowania, pasje, hobby i w ogóle… zawód. Może aż tak daleko się jednak nie posunę, ale poważne rozważę warsztaty florystyczne w domu kultury:)
Amy Merrick pochodzi z Nowego Jorku i jest kwiatową projektantką i stylistką. Współpracuje również z pismami i firmami, pisze, stylizuje, tworzy kampanie reklamowe. Zawsze z elementami florystycznymi. Co ciekawe, często sama zbiera dziko rosnące roślinki, które umieszcza potem w swoich dziełach. Bardzo mi się ta dziewczyna spodobała:)
Polecam Wam jej kwiatową stronę TUTAJ.

Zdjęcia z Amy Merrick
Facebook