W roli głównej: Lekki matujący tonik do twarzy – cera tłusta i mieszana Planeta Organica

Kolejny gwiazda przybyła ze wschodu. I dobrze. Niechaj się u nas wdzięczy! Przed Wami dzisiaj w roli głównej Lekki matujący tonik do twarzy – cera tłusta i mieszana Planeta Organica!

Najs – jak głosi jeden z moich printów, które niedługo pokażę Wam w sklepiku. Ano najs! Nie mam specjalnej skłonności ku Rosji, ale kosmetyki rosyjskie, które miałam przyjemność poznać, bardzo przypadły mi do gurtu. Przyjemność z nich jest bowiem prawdziwa.
Zdecydowałam się na tonik, który przeznaczony został do cery tłustej, mieszanej, problematycznej. Zależało mi na bardzo delikatnej ingerencji, lekkim tonizowaniu i być może jakimś bonusie dodatkowym pielęgnacyjnym. I dobrze, że po niego sięgnęłam. Rzeczywiście jest bardzo leciutki, pomimo składu, który swą długością zadziwia. Bardzo subtelnie tonizuje i z pewnością nadaje się do wrażliwej cery. Słabo oczyszcza, makijażu nie zmyje dokładnie i na pewno nie nawilża, ale za to naprawdę matuje. Po jego użyciu cera jest lekko ściągnięta, napięta, odświeżona, czeka tylko na nawilżenie w kremie. Mam wrażenie, że dzięki temu idealnie sprawdzi się do faktycznie problematycznych cer.
Może nie jest to produkt, który by mnie zachwycił, ale zaliczam go do kategorii bardzo przyzwoitych. Jestem pewna, że stanowi idealne uzupełnienie pielęgnacji, opartej także na dobrym płynie czy mleczku zmywającym. Świetnie sprawdził by się w postaci mgiełki odświeżającej i chyba następnym razem pokuszę sie o przelanie go do buteleczki z atomizerem.
Jak już wspominałam skład zadziwia swoją długością! Ileż tu mamy ekstraktów wszelakich! Osobiście jestem raczej zwolenniczką prostoty w pielęgnacji, ale tutaj wydaje się, że wszystko współgra. Głównymi składnikami są woda, (tu cytuję) organiczny ekstrakt indyjskiego lotosu (wzbogacony flawonoidami chroni przed zniszczeniem wewnątrzkomórkowych membran komórek, likwiduje nieprzyjemne uczucie suchości i ściągnięcia skóry) i olejek z drzewa herbacianego (wykazuje silne antybakteryjne oddziaływanie: usuwa podrażnienie i usuwa tłusty połysk, odświeża i poprawia kolor twarzy).
Do tego dochodzą ekstrakty i wody z nagietka, oczaru, rozmarynu, ylang ylang, aceroli, aloesu, cytryny, mięty, tymianku, kory wierzby, mydlnicy, olejek lawendowy, kurkumy, rumianku, ślazu, babki i jeszcze kilka innych cudów. Uff… Chyba jednak trochę za dużo…
Tonik pachnie lekko ziołowo, a ukryty jest w naprawdę ładnej, ciemnej, plastikowej buteleczce. Nie jest specjalnie wydajny, ale 200ml to dosyć spora pojemność. Cena przyjazna dla portfela. Podoba mi się bardzo etykieta ze złotymi literami, choć ta cyrylica jakoś bardzo razi. Tutaj mały apel do marki, żeby przestawiła się na rynki zagraniczne i stworzyła etykiety np. po angielsku. Byłby znacznie łatwiej!
Tonik z EcoKraina.

Solne babeczki peelingujące

Tak to jakoś jest, że chociaż foremek wszelakich mam w domu sporo, ostatnio wybieram jedynie te najprostsze – muffinkowe. Przynajmniej, mam nadzieję, że większość z Was takie posiada. Zastosowań mają bowiem niezliczoną ilość. Dzisiaj też je wykorzystamy, aby stworzyć solne babeczki peelingujące o zapachu soczystej klementynki.
Osobiście uwielbiam kombinować kosmetycznie, a moje serce często zdobywają kosteczki różnych maści – balsamy do ciała, musujące do kąpieli i właśnie jako forma dla peelingu. Kształt babeczki w  tym przypadku jest bardzo praktyczny – mieszczą się idealnie w dłoni, dzięki czemu łatwo wykonywać masujące, złuszczające ruchy na ciele.
Moje babeczki są różowe i to nie jest zasługa barwnika! Wybrałam do ich przygotowania różową sól himalajską, która słynie ze swojego kosmetycznego zastosowania, a jednocześnie wygląda zachwycająco. Małe różowe kryształki potrafią wywołać uśmiech! Do niej dodałam nieco mydła i odżywczego masełka shea, które zadba od razu o nawilżenie i regenercaję skóry. Całość uzupełnia niezwykle energetyzująca i poprawiająca nastrój klementynka, w postaci naturalnego olejku eterycznego.
Taka babeczka jest dosyć mocnym zdzierakiem i skutecznie zastępuje mydło. Odradzam ją w przypadku wrażliwej skóry. Jeśli jednak potrzebujecie dokładnego oczyszczenia, warto babeczkę przygotować. 

Składniki na 2 babeczki:
  • 3/4 szklanki soli różowej himalajskiej
  • 4-5 łyżek bazy mydlanej białej
  • 3 łyżki masła shea rafinowanego
  • 20-30 kropelek olejku eterycznego z klementynki
  • foremki do muffinek
Przesypcie sól do dużej miseczki. W osobnej roztopcie w kąpieli wodnej lub w mikrofali masło shea. W kolejnej – bazę mydlaną . Baza roztopi się bardzo szybko. Trzeba uważać, często mieszać i nie dopuścić do wrzenia. Równie szybko zastyga, więc jak tylko uznacie, że stała się za twarda, wystarczy ponownie ją podgrzać. Sprawnie i szybko wymieszajcie wszystkie składniki. Możecie modyfikować ilość soli – im jej więcej tym babeczka będzie mocniejszym peelingiem. Im mniej – tym łagodniejszym. Całość przełóżcie do foremek i pozostawcie do stwardnienia na pół godziny. 
W wannie lub pod prysznicem najpierw zamoczcie babeczkę w ciepłej wodzie, aby lekko zmiękła, a następnie masujcie nią posuwistymi ruchami ciało.

Czekoladki Wykwintnie Fiołkowe

Fiołki tak szybko przemijają, że staram się nacieszyć nimi te kilka dni w roku ile tylko można. Uwielbiam ich kolor, ich delikatność, kobiecość. Uwielbiam ten subtelny aromat, który nadaje także potrawom niezapomniany smak. W zeszłym roku robiliśmy serki z fiołkami (TUTAJ) i miód fiołkowy (TUTAJ). Tym razem kolej przyszła na czekoladki! 
I to jakie! Czekoladki wykwintnie fiołkowe. Białe, bo na takich ładnie się fiołki komponują. Możemy oczywiście użyć tutaj świeżych, właśnie zerwanych kwiatów. Wtedy ich aromat będzie intensywniejszy. Ja jednak postanowiłam w końcu wypróbować pomysł na fiołki w cukrze. Robi się je dosyć prosto, a już same wyglądają i smakują jak małe cukiereczki. Do dekoracji są idealne!
Chyba nawet nie muszę pisać, że jeżeli zapakujecie takie czekoladki w celofan to staną się wspaniałym prezentem! A jednak napisałam 🙂
Do wykonania czekoladek przygotujcie:
  • fiołki
  • białko jaja
  • drobny cukier
  • białą czekoladę
  • foremki silikonowe na muffinki, papier do pieczenia

Zaczynamy od cukrzenia fiołków. Przygotujcie w miseczce białko jajka. Wyłóżcie naczynie żaroodporne papierem do pieczenia. Wysypcie nieco cukru na talerzyk. Nie odrywajcie z fiołków łodyżek – dzięki nim, łatwiej je trzymać. Obetnijcie je na końcu, jak już będą gotowe. Każdy fiołek, bardzo delikatnie, zanurzcie w białku i obsypcie lekko cukrem. Następnie odłóżcie je na papier do pieczenia tak, aby się nie stykały i miały troszkę miejsca dla siebie. Kiedy wszystkie już przygotujecie w ten sposób, włóżcie je do piekarnika na najniższą możliwą temperaturę, z termoobiegiem lub uchylonymi drzwiczkami. Mają nam tam one wyschnąć. Na spokojnie. Potrwa więc to 2-3 godzinki, a i tak najlepiej potem pozostawić je w ciepłym miejscu na noc. 
Nazajutrz delikatnie oderwijcie fiołki od papieru i urwijcie łodyżki. Roztopcie czekoladę w mikrofali lub w kąpieli wodnej, co chwilę ja mieszając. 10-12 sztuk foremek na muffinki rozłóżcie na blacie. Do każdej przelejcie około łyżkę czekolady i postukajcie nią o blat, aby czekolada dobrze i równo się rozłożyła. Na wierzch połóżcie fiołka. Foremki odstawcie w chłodne miejsce na godzinę, a potem delikatnie wyciągnijcie z nich czekoladki. Smacznego!

WIosenne zachcianki

Pomijając słońce, ciepło, kwiaty, liście, ogórki małosolne, czereśnie, truskawki, popołudnia w piaskownicy i weekendy na wsi, na wiosnę marzą mi się…

1. Choć na brak biżuterii nie narzekam, baaa, mam jej ostatnio całą masę, to te trzmiele zawróciły mi w głowie 🙂 Vezzi, cena: 49,90zł
2 i 3. Bluzki zapragnęłam. Kwiatowej mocno, w stylu starych rycin angielskich, z roślinkami, motylkami, etc. Lekkiej, kobiecej, casualowej. Te tutaj stanowczo się nadadzą! Springfield, cena: 14,90 euro (w sklepach będzie w zł) i House, cena: 49,90zł
4. Deska! I to jaka! Do podawania serów, wędlin i owoców. Przepiękna, naturalna, ciężka, prawdziwa. Dokładniej – blok klonowy „jak sprzed lat” od I Love Nature, cena: 199zł
5. Po zimie koloru nie mam. Niestety… Albo więc biorę się za marchewkę, albo za samoopalacz Lavery! Z olejem z bio-orzechów makadamia i bio-olejem słonecznikowym. Takie bio-opalanie 🙂 BIOmania.pl, cena: 46,50zł
6. O’right Goji Berry Revitalizing Cream czyli krem rewitalizujący do włosów i do skóry. Takie cudo! Z jagódkami goji i olejem z nasion meadowfoam. Bardzo jestem ciekawa. Organics Beauty, cena: 127zł
7. Kusi mnie zapach konwalii. Kuszą mnie też wschodnie perfumy. I kusi cena. Song of India Indyjskie perfumy w olejku – Konwalia – Lily of the Valley 10 ml. Organeo, cena: 25zł
8. Zapach energetyzujących cytrusów z nutą pieprzu w HONORÉ DES PRÉS Honoré’s Trip też mnie kusi. Uwielbiam takie połączenia i słońce, które ze sobą niosą!  Cytuję: są nasycone owocami cytrusowymi, kolorem, owocami śródziemnomorskimi, słońcem, morzem i świeżością. Biolander, cena: 395zł
9. Coslys Nawilżająca maseczka do skóry suchej i wrażliwej z ekstratem z róży. Moja cera potrzebuje ostatnio nawilżenia i róż. Stanowczo! Zawiera wodę kwiatową z wiązówki błotnej, wodę kwiatową z rumianku, masło shea,
olej awokado, olej z pestek moreli, ekstrakt z bawełny, ekstrakt z róży,
ekstrakt z aloe vera. Matique, cena: 67,99zł
10. Uwielbiam takie talerze! I cieszę się, że w Home&You jest do kupienia cały zestaw w całkiem rozsądnej cenie. A jeśli nawet nie cały zestaw, to ten jeden talerzyk kupi się na pewno! Home&You, cena: 19zł

Po-Weekendowe Cuda no73

Jedne z najpiękniejszych obrazków jakie widziałam! Cudowne widoki wkomponowane w leśne zwierzęta. Na drewnie! Jestem całkowicie zauroczona pracami WhatWeDoDK(1)! I marzą mi się takie w domu… 🙂
Czy te śpiworki dla maluszków nie są świetne? Drogie, bo drogie, ale przepiękne! Marki Antology (2), ale ponoć wkrótce w Mamissima.pl (wyczytałam na Facebooku Ładne Bebe).
Niesamowita instalacja 3D – rzeźba książkowa! Dzikie kwiaty Wysp Brytyjskich. Śliczne! Autorstwa Su Blackwell (3).
Podobają mi się od jakiegoś czasu geometryczne motywy. Dlatego też tak bardzo spodobały mi się naszyjniki warszawskiej BELLE (4)
Gadżet idealny na wieczorne SPA domowe! No.. boski! Półeczka na wannę, praktyczne, estetyczna, ładna. Z MAX & MORITZ (5). 
W tym samym sklepie moją uwagę przykuły ręczniczki w tabletkach (PROSPECTOR CO. 6). Znam już podobne maski na twarz, ale takie ręczniki, które rozwijają się w kontakcie z woda, to świetny pomysł w trakcie podróży lub w nagłych przypadkach dzieciowo-pracowych. Dla mnie – bomba!
Lamps & Co. wprowadza do oferty rolety, zasłony i firanki (7). W towarzystwie ich pięknych lamp i puf muszą się pięknie komponować w każdym dziecięcym pokoiku!
Coś dla domowych ogrodników z designerskim duchem! Produkty Cult Design Sweden do sadzenia i cieszenia oczu (Scandi Decor, 8).
Zachwyciły mnie najnowsze aranżacje świąteczne by Czary z Drewna (9). Jaja zjedzone na takich podkładkach muszą smakować lepiej!
Jaaaaa! Dywany z pomponów! Ja chcę się na takim położyć! Bommel collection by MYK via Icreatived.com (10).
Dla dwóch króliczków – mamy i córci 🙂 Autorstwa littlegoodall (11).
Zaprzyjaźniona marka poprosiła mnie o przekazanie Wam pewnej wiadomości (12). Coś dla Warszawiaków! 9 kwietnia w Warszawie właśnie odbędą się warsztaty – pielęgnacja twarzy kosmetykami naturalnymi, na które
zaprasza Was Szwedzkie Centrum Kosmetyki Naturalnej – SVEA Health Beauty
Organic – „ JAK PRAWIDŁOWO PIELĘGNOWAĆ SKÓRĘ STOSUJĄC KOSMETYKI NATURALNE„. Organizatorzy zapraszają wszystkie Panie w wieku od 18 lat wzwyż na
warsztaty szkoleniowe pielęgnacji twarzy, prowadzone z użyciem
szwedzkich kosmetyków naturalnych marek : Luxsit, Wise, Mette Picaut.
L:A Bruket. WIecej i zapisy TUTAJ.
Moje ostatnie zachwyty (13)!!! Niedługo premiera i otwarcie nowego sklepiku, do którego poszukujemy z mężem pięknych i unikalnych rzeczy 🙂 Te właśnie naturalne kryształki tzw. druzy, pokryte złotem zachwyciły mnie od pierwszego spojrzenia! Stay tuned 🙂
Nie byłabym sobą, gdybym nie zaprosiła Was ponownie do głosowania na Wasze ulubione kosmetyki  w II Wiosennym Lili Plebiscycie na Najlepsze Kosmetyki Naturalne – wpadajcie TUTAJ!

Bommel collection by MYK.
Bommel collection by MYK.

Jak być kreatywnym?

Kilka osób zapytało mnie ostatnio skąd ja biorę tyle pomysłów. Zawsze wtedy odpowiadam, że same przychodzą. Ale w sumie… jak się tak zastanowić… to to nie jest aż takie proste. Skąd się bierze kreatywność? Czy kreatywnym trzeba się urodzić czy to przychodzi z wiekiem? Czy da się kreatywność wyćwiczyć? Mam dzisiaj dla Was kilka moich subiektywnych całkowicie uwag i zadań do wypróbowania dla kreatywnych-początkujących!

Cóż… muszę zacząć od tego, że coś tam w sobie trzeba mieć. Jakiś chociażby zalążek, jakieś pomysły kiełkujące, małe zainteresowanie choćby czy taka wewnętrzna potrzeba zrobienia czegoś. Znacie to może? To uczucie wwierca się czasem w Was od środka, najpierw delikatnie, bezboleśnie, aż w końcu zaczyna przejawiać ogromną potrzebę wyjścia na światło dzienne. I wtedy to już trzeba działać. Lub przynajmniej rozpocząć próbę działania.
Jeśli takie uczucie w Was czasem kiełkuje, jeśli ta swoista potrzeba co jakiś czas daje o sobie znać, spokojnie możecie swoją kreatywność rozbudzić. I jeszcze zadziwić sobą cały świat. Jak? No… najważniejsze to chcieć. Bo jak się nie chce, to kreatywność zasypia. Wygasa. A potem bardzo trudno promień znowu rozpalić. Pamiętam, że w czasach szkoły średniej pomysłów miałam sporo. Organizowałam wtedy różnorakie harcerskie gry i zabawy. Bawiliśmy się, kombinowaliśmy. No – chciało się, było dla kogo, to i wyobraźnia działała. Nie wiem czemu na studiach nastąpiła zmiana. Do teraz się dziwię, czemu tak często pojawiało się uczucie nudy i braku zainteresowań. Już pod koniec, na ostatnich latach, kiedy powoli zaczynaliśmy poważnieć i pracować, miewałam niezwykle frustrujące popołudnia. Z nudą. Nie potrafię teraz tego zrozumieć.
Bo teraz tą ogromną ilość pomysłów to raczej jak przekleństwo można by traktować 🙂 A o nudzie nie ma mowy. Łapię się nawet na tym, żeby w sobie kiełkujące pomysły wygasać. Zapisywać na później, kiedy będzie brak innych. Bo jak już pomysł wyrośnie do pewnego momentu, rozepcha się w głowie i w brzuchu (tak, właśnie w brzuchu czuć je dokładnie), to zrealizowany być musi. Są to oczywiście bardzo różne pomysły, różnego kalibru. Raz muszę zakupić markery, żeby narysować coś na kubkach, a kiedy indziej ruszamy na całość i zakładamy firmę…
Jak rozbudzić w sobie kreatywność? Mam dla Was kilka moich sposobów!
  • Nie planuj – działaj! A dokładniej – plan jest, a i owszem, ważny, ale nie daj mu sobą zawładnąć. Daj się czasem ponieść i działaj spontanicznie. Jeśli czujesz się bezpiecznie, kiedy masz dzień rozplanowany, to planuj. Ale kiedy pojawi się jakiś pomysł, odłóż plan na chwilę i postaraj się zadziałać tak, aby móc go zrealizować lub chociażby, paradoksalnie, zaplanować, spisać czy zapamiętać. Mam wrażenie, że kreatywność jest bardzo spontaniczna!
  • Pokazuj, chwal się! Nie chowaj swoich dzieł, nie ukrywaj zamiarów. Każda pochwała motywuje. Załóż blog, pisz regularnie, wstawiaj zdjęcia swoich prac. Oczywiście wystawiasz się również na krytykę, a krytyka , nawet ta uzasadniona, bardzo boli. W większości jednak przypadków jest to ogromna motywacja do dalszego rozwoju. Wsparcie od osób, których się nie zna, które pozostawią Ci choć jeden pozytywny komentarz, sprawia, że się po prostu chce dalej tworzyć! Jeśli jednak boisz się blogowania, pozwól rodzinie i bliskim cieszyć się Twoja pasją. Pozwól im się chwalić!
  • Ale najbardziej ciesz się tym co robisz Ty! Używaj własnoręcznie zrobionych kosmetyków, noś swoją biżuterię, zajadaj się upieczonym ciastem. Rób to, co sprawia Tobie przyjemność i z czym czujesz sie dobrze.
  • Zainwestuj w siebie! Niestety pasje i zainteresowania kosztują. Nic się nie zrobi bez półproduktów, programów komputerowych, aparatu czy po prostu – wiedzy! Zrezygnuj raz z nowej bluzki lub odłóż trochę pieniędzy i kup sobie to, czego potrzebujesz do realizacji pomysłów. Idź na kurs. Nie tylko dowiesz się na nim przydatnych rzeczy, ale także poznasz inne osoby, które mogą Cię w realizacji Twoich marzeń wspierać. Warto zapoznać się z ofertą pobliskich domów kultury. To bardzo niedoceniane miejsca, które coraz częściej oferują ciekawe warsztaty za naprawdę małe pieniądze. Zupełnie nie rozumiem czemu tak mało osób z nich korzysta!
  • Daj się ponieść wyobraźni! Jak to mówią – think outside the box! Zrób coś na przekór, niekonwencjonalnie, nie płyń z prądem. To są wszystko modne słówka, ale one naprawdę niosą dużo mocy. Zrób krok na przód, przed szereg. No… działaj!
To tyle słowem wstępu! Czas działać. Mam dla Was zadania domowe na weekend. Kilka ćwiczeń dla początkujących-kreatywnych. Są to rzeczy, które robię na co dzień i które bardzo mi pomagają. Rozwijają wyobraźnię i inspirują. Przedstawiłam je jako zadania, ale one powinny Wam wejść w krew. Kiedy się je oswoi, staną się codziennością i pozwolą Wam rozwinąć Waszą kreatywność!
Zadanie 1
Inspiracja! Oj tak, inspirować się trzeba. Bez inspiracji to i żaden pomysł nowy nie przyjdzie, bo w pewnym momencie zwyczajnie zatrzymamy się w miejscu. Inspiracje pozwalają nam wyrobić w sobie kierunek działania, ale także zmieniać go co jakiś czas, a przez to ewoluować i się rozwijać. Dla mnie osobiście najlepszą inspiracją są zachodnie blogi, głównie amerykańskie. Nie znam bardziej kreatywnych miejsc, do których wracałabym z większą ochotą każdego dnia. Wyłącz więc telewizor, połóż dzieci spać i zasiądź do komputera. Nie wiesz jak je znaleźć? Co chwilę polecam jakieś w Po-Weekendowych Cudach. One mają to do siebie, ze z jednego przechodzi się na kolejne. Blogerki polecają się nawzajem, co pozwala nam codziennie odkrywać nowe miejsca i nowe wspaniałe dziewczyny. Uwielbiam je, podziwiam, podpatruję. U jednej podoba mi się styl pisania, u innej grafika, u trzeciej zdjęcia, i tak powstaje mi w głowie obraz mojego własnego bloga i moich własnych dzieł – czy to kosmetyków, czy biżuterii czy nowych projektów DIY. Barierę może tu stanowić język. Jeśli mas z trudności z angielskim to, po pierwsze – same zdjęcia często wyrażają bardzo dużo, po drugie- zacznij od przeglądania Pinterest.com. Oj, Pinterest to dopiero wciąga i inspiruje!
Zadanie 2
Ugotuj coś! Ale jeśli zawsze korzystasz z przepisów, tym razem zaszalej i dodaj coś od siebie. Odłóż na bok książki kucharskie. Albo inaczej – pooglądaj zdjęcia potraw i spróbuj sama zrobić coś „w tym stylu”. Dodaj inne niż zawsze przyprawy albo zupełnie nowy składnik do tradycyjnego obiadu. Robisz w niedzielę kotlety schabowe? Zapiecz je tym razem z ananasem. Gotujesz dla rodziny barszcz ukraiński? Właśnie wczoraj gdzieś czytałam, że świetny jest, jeśli doda się do niego wiśnie. Spróbuj! Gotowanie daje niesamowite możliwości rozwijania wyobraźni i kreatywności. Inna sprawa, czy to się będzie potem nadawać do jedzenia… 🙂
Zadanie 3
Popatrz na coś, co sama chciałabyś zrobić i zastanów się w jaki sposób to powstało. Jak zrobił to twórca. Myślisz o grafice? Popatrz na reklamę w gazecie i spróbuj odtworzyć sposób jej przygotowania. Interesujesz się biżuterią? Przyjrzyj się zdjęciu i przeanalizuj sobie w głowie krok po kroku proces jej powstawania. A potem spróbuj w internecie znaleźć na nią półprodukty. To samo z kosmetykami, zdjęciami i wszystkimi innymi robótkami. Wyłap tylko tą, która najbardziej Cię interesuje. 
Zadanie 4
A jak już wykonasz zadanie 3, połóż się wieczorem do łóżka i przed zaśnięciem, spróbuj zwizualizować sobie, co Ty mogłabyś (mógłbyś) sama zrobić podobnego. Ale z jakimś Twoim dodatkiem. Żeby nie powielać pomysłów, a je zmodyfikować. Żeby powstało coś nowego. W jaki sposób to zrobisz? Jakich narzędzi/półproduktów/ warunków potrzebujesz? Gdzie je dostaniesz? Kiedy mogłabyś je kupić?
Zadanie 5
Spędź trochę czasu z dziećmi! Nie wiem czy gdzieś indziej znajdziemy równie czystą, pierwotną i radosną kreatywność, która i na nas się zawsze przelewa! Wyłącz się całkowicie, przestań myśleć o obiedzie, pracy czy sprzątaniu. Na chwilę bądź z dziećmi (swoimi, obcymi, wszystko jedno) i na chwile sama (sam) bądź dzieckiem! Pozytywna energia i totalne zmęczenie gwarantowane!
To tyle! Cały  weekend Wam zabrałam 🙂 Ale warto! Wierzę bowiem, ze w zbyt wielu z nas drzemią ogromne pokłady talentu i pomysłów, które niestety nasza kultura, wychowanie i rzeczywistość brutalnie wepchnęły zbyt głęboko.
Facebook