Wygrywa…

Dzisiaj, Kochani, krótki post, ale jakże przyjemny – wyniki konkursu!

Zestaw naturalny wygrywa…
Grażynka Ka

Poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl!

Wszystkim bardzo dziękuję i zapraszam do Lili!

Po-Weekednowe Cuda no81

Kiedyś serce mi skradły podobne duchy ze Studia ARCHOJ. Tym razem przepadłam za tymi pojemniczkami (1)! Aż chce się je przytulić i poprosić, żeby zostały w domu!
Podobają mi się wszystkie trzy kreatywne sposoby na udekorowanie okna wg Justiny Blakeney. A najlepiej, jak są trzy na raz (2)!
Jakie boskie stroje! Zawsze się zastanawiałam, czemu nie można powrócić do takich retro ubrań kąpielowych (nie należę do osób chętnie pokazujących ciało), a tu proszę! Są! Może trochę zbyt słodkie, ale klimat mają wspaniały! Z Deep Trip (3).
A do stroju koniecznie taka „góra” z ręcznie zrobionymi kolczykami tutti frutti! Instrukcja na Make My Lemonade (4).
A do kolczyków – te boskie letnie torebki! Ja chcę ananasa! Asos (5 i 6).
Czyż te stateczki nie są piękne? Romantyczne, z duszą, prosto z domku gdzieś na brzegiem morza. I wcale nie trudne do zrobienia! Z Tidewaterr and Tule (7).
Teraz to nawet psy mogą być stylowe. naturalnie, ręcznie, w dobrym guście! Jestem pewna, że moja Misia byłaby z takiej smyczy zadowolona! No… może ja bardziej 🙂 Z BERRY ZOO (8).
Uwielbiam piękne kompozycje roślinne. Takie więc przedstawienie stanów Ameryki nie mogło przejść bez echa! Pomysłowo, estetycznie, naturalnie. I pięknie! Podoba mi się też idea sprzedawania odbitek internetowo, do własnego wydruku, w dobrej cenie. EVIE S. (9)

Co tam nowego w Lili, zapytacie! Mam nadzieję! Otóż wprowadzam powoli (bardzo to mozolnie idzie, czasu mało) kolekcję Less is More. Z duchem roślinno-zwierzęcym oczywiście. Ale nie tylko (już wkrótce).

 Zapraszam do Lili – TUTAJ!

W roli glównej: Krem nawilżająco-matujący do cery tłustej i mieszanej Phenomé

Gwiazda jakich mało! Krem-sprzymierzeniec, krem-pomocnik, krem-przyjaciel wszystkich nas – z cerą tłustą i mieszaną! Dzisiaj w roli głównej Krem nawilżająco-matujący do cery tłustej i mieszanej Phenomé.

Jest to najlepszy krem matujący, jaki do tej pory używałam. Efekt matowania jest widoczny i utrzymuje się długo. Kosmetyk z pewnością sprawdzi się w przypadku młodej cery z tendencją do nadprodukcji sebum. Mam pewne zastrzeżenia jednak w związku z moją trzydziestoletnią skórą, która nie tylko jest widocznie mieszana, ale także ma tendencje do przesuszania. Krem bowiem pięknie wysusza, ale nie zapewnia mi odpowiedniego nawilżenia.
Nie znaczy to jednak, że go nie polecam. O nie! Matuje, jak już wspomniałam świetnie, więc jako lekki krem na dzień, pod makijaż, sprawdza się idealnie. Ja jednak muszę moją pielęgnację uzupełniać o nieco gęstsze, mocno nawilżające produkty, które nakładam na noc i co jakiś czas na dzień. Całość pięknie się uzupełnia. Kiedy muszę wyjść, pokazać się – stosuję ten kremik. Kiedy jednak mam więcej czasu w domu, mocno się nawilżam.
„Reguluje nadmierną aktywność gruczołów łojowych, działa ściągająco, by przywrócić pożądaną równowagę i zniwelować efekt błyszczenia naskórka.” Zgadza się. Matowanie widać gołym okiem, a lekkie ściągnięcie czuć na skórze. Zgadzam się także z tym, że krem reguluje i wspomaga naturalne funkcje skóry. A już na pewno zgadzam się z opisem jego serii „daily miracles”!
W składzie znajdziemy samo dobro. Zacytuję: wody roślinne: migdałowa, aloesowa (dostarczają skórze niezbędnych witamin i minerałów), ekstrakt z wierzbownicy (działa przeciwbakteryjnie, zmniejsza wydzielanie łoju), kwas hialuronowy (optymalnie nawilża, wiąże wodę w naskórku), ekstrakt z owoców goji (dodaje skórze witalności i energii, działa przeciwutleniająco), olej jojoba (tworzy na skórze cienki, lipidowy film, chroni i odżywia), olej arganowy (wykazuje działanie nawilżające, regenerujące, odbudowujące), olej z oliwek (natłuszcza i wygładza). Samo dobro!
Krem, jak to w przypadku kosmetyków marki, zamknięty jest w prostym, ciemnym, szklanym słoiczku i ma estetyczną, prostą etykietę. Zapach zakwalifikowałabym do rodziny tych… naturalnych. Olejkowych, ziołowych. Nie jest nieprzyjemny. Konsystencja idealna, kremowa. Szybko się wchłania, nie pozostawia śladów.
Jeśli potrzebujecie zmatowienia, sięgnijcie koniecznie!

Kremik z Phenomé.

Róża używa Sacha Inchi

Chciałybyśmy polecić Wam dzisiaj z Różyczką coś wspólnie. Tak mamusiowo-córeczkowo. Olejek, który całkiem niedawno trafił do naszego domu, o niesamowitej, dziwnej nazwie Sacha Inchi. Olejek, który z całą pewnością jest wart polecenia! A przy okazji, w ramach tła, nieco wsi polskiej czerwcowej.

Skąd taka dziwna nazwa oleju? Pochodzi po prostu od nazwy rośliny, z której się go otrzymuje. Rośnie w Amazonii, w Peru. Z jej małych charakterystycznych orzechów wytłacza się olej, który znany był jako skarb Inków. I wcale im się nie dziwię!
Olej jest dosyć gęsty, żółty, tłusty. Pachnie dosyć mocno, roślinnie, ale nie jest to zapach, który irytuje. Co ważne, po nałożeniu na skórę bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia tłustości. W zasadzie od razu można poczuć miękkość i gładkość.Wrażenie iście przyjemne.
Sacha inchi słynie z bardzo dużej zawartości kwasów omega, o czyni go idealnym suplementem diety i polecany jest do spożywania w przypadku osób, które nie lubią ryb. Służy więc i pomaga nam wewnętrznie i zewnętrznie.

Zacytuję tu ze strony Blisko Natury: „olej skutecznie nawilża i jest bezpieczny w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej, alergicznej i atopowej oraz skóry dzieci. Jest polecany w zakresie profilaktyki i regeneracji blizn i rozstępów, odżywiania i odnowy po ekspozycji na promienie słoneczne i trudne warunki klimatyczne. Korzystnie wpływa na jędrność i napięcie skóry dojrzałej. Stanowi świetną kurację dla włosów suchych, zniszczonych i farbowanych, jednocześnie dbając o skórę głowy.

Olej inchi znalazł zastosowanie w pielęgnacji skóry dotkniętej dermatozami, atopowym zapaleniem skóry, łojotokowym zapaleniem skóry, łuszczycą. Łagodzi zmiany trądzikowe i przyspiesza gojenie się niedoskonałości. Zwiększa efektywność kuracji przeciw cellulitowi.”

 

Skoro jest taki bezpieczny, przeznaczyliśmy go w głównej mierze do pielęgnacji skóry Róży. Sprawdza się tu idealnie. Jest delikatny, skutecznie nawilża ciałko po kąpieli, odżywia i regeneruje podrażnienia. Stosujemy go mniej więcej dwa razy w tygodniu. Nie za często, bo nie ma takiej potrzeby. I cóż… bardzo go lubimy.
Nie miałabym także żadnych oporów przed używaniem go w przypadku niemowlaczków. Postaram się Wam niedługo pokazać nawet balsam dla maluszków, w którym wykorzystałam ten właśnie olejek (nie dla Róży, dla pewnego maleńkiego chłopczyka).
Poza tym przypominam, że olejek jest do wygrania w moim małym konkursie!!!!! Jeśli jeszcze nie widzieliście – wpadnijcie koniecznie TUTAJ!
Olejek z Blisko Natury.

A na koniec zapowiadane czerwcowe widoczki!

Awokado-szał czyli guacamole na buzię!

Lubicie guacamole? Ja czasem się skuszę. Tym razem jednak sięgamy po awokado nieco inaczej. Jak to w Lili – kosmetycznie! Tym razem bowiem ogłaszamy awokado-szał – zakochujemy się w oleju, a specjalne guacamole kładziemy na buzię!
Awokado nie jest jeszcze u nas bardzo popularne. A szkoda, bo to wartościowy i smaczny owoc. Zazwyczaj służy, jako atrakcja imprez czy przyjęć. Mało kto jednak wie, że z jego charakterystycznego miąższu wyciska się drogocenny olejek.
Jest to jeden z bardziej specyficznych olejów stosowanych w kosmetyce. Gęsty, bardzo tłusty, o ciemnym zabarwieniu i niezwykłym, mocnym i intensywnym orzechowym zapachu. Poleca się go w pielęgnacji cery dojrzałej i przesuszonej, ale tak naprawdę doskonale sprawdza się w przypadku większości rodzajów skóry. Ważne, aby stosować go regularnie, z umiarem i najlepiej na noc. Zamiast kremu lub jako serum.
Całkowicie wystarcza jako kosmetyk samodzielny. Wysycony jest witaminami (czasami nazywa się go olejem 7 witamin), minerałami i kwasami tłuszczowymi, które utrzymują odpowiedni poziom nawilżenia skóry, regulują gospodarkę wodno-lipidową i głęboko odżywiają. Olej pomaga skórze się regenerować, łagodzi podrażnienia i drobne wypryski. Jest to ponoc spora zasługa chlorofilu.
Olej zawiera przeciwutleniacze, które zwalczają oznaki starzenia się skóry. Skwalen działa przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Olejek szybko się wchłania, jest bezpieczny i wykazuje właściwości antyalergiczne. Wygładza, zmiękcza i dodaje skórze blasku. Często polecany jest w pielęgnacji włosów – zapobiega ich wypadaniu, odżywia cebulki, nabłyszcza i zamyka pory włosa. Samo dobro!
Dzisiaj to dobro wykorzystamy ze zdwojona mocą! Stworzymy sobie własną bombę awokado! Witaminowe, zielone guacamole, które nałożymy na twarz lub ciało (jak kto woli), jako maskę. Mocno regenerującą, intensywnie nawilżającą i odżywczą.
Do jej wyczarowania potrzeba nam tylko… awokado! W wersji żywej i olejowej!
Przygotujcie:
  • pół dojrzałego awokado
  • 3-4 łyżki oleju awokado
Awokado obierzcie i pokrójcie w grubsza kostkę. Przełóżcie do miseczki, wlejcie olej i całość rozdrobnijcie w widelcem na miazgę. Gotowe! Takie guacamole nakładamy na oczyszczoną twarz na 15 minut lub masujemy nim delikatnie całe ciało pod prysznicem. Na koniec całość zmywamy ciepłą wodą.
Olej awokado z e-Fiore.

 

 

Po-Weekendowe Cuda no80

Bardzo, bardzo, bardzo podoba mi się ten pomysł na sesję i prezentację sukienek. Kobiecy, spójny i z pomysłem! Autor Ciara Phelan (1).
Chodzą mi po głowie od dłuższego czasu takie chwościki. Trzeba w końcu spróbować je zrobić! I w końcu mam obrazkowy tutorial 🙂 (2 z SEW DIY).
Genialny pomysł na letni pled z pomponami. Też do zrobienia! Będę musiała wypróbować 🙂 Z Sugar and Clotch (3).
Pomysł na geometryczne doniczki na sukulenty. Świetny! Z A Piece of Rainbow (4).
Moja geograficzna dusza uradowała się na widok takiej ładnej zawieszki na ścianę! I już mam w głowie pomysł na coś podobnego! Z Everything Emily (5).
Jakie cudne legowisko dla psa! Ni to buda, ni to jajo! Trochę jak ufo, trochę jak nowoczesna rzeźba. Huboform (6).
Chciałabym mieć taką umywalkę u siebie! Nie wiem jak z jej trwałością, ale wrażenie robi wspaniałe. Kolory Meksyku (7).
Idealna tapeta do pokoju dziecka. A w zasadzie tapeta-kolorowanka! Do malowania! Z BAVI.pl (8).
Na koniec wybierzcie się koniecznie na krótką, ale jakże dodającą pozytywnej energii wycieczkę na wybrzeże Amalfi. Piękne zdjęcia, piękne miejsce. Troszkę tam czasu spędziłam, więc wiem o czym mówię 🙂 Z Style Me Pretty (9), zdjęciay: Angelworx Photography By Angelie
I jeszcze… Nie byłabym sobą, gdybym Wam nie pokazała kilku nowości z Lili in the Garden!

Wiecie, co to takiego „efekt WOW!”? Ja już wiem 🙂 Bo taki właśnie efekt zawsze wywołuje widok na mojej ręce powyższych bransoletek z druzami agatów! Są cudne!

Poniżej natomiast odrobina kolorowej elegancji z kamieniami, srebrem i złotem!

 Po więcej zapraszam do sklepu – Lili in the Garden!

Facebook