Inspiracje: Troche magii prosto z lasu

Są takie rzeczy, które jak tylko zobaczę, uwielbiam. Nawet jeśli tylko na zdjęciach, jeśli tylko mi migną gdzieś w czeluściach internetu, wiem, że chciałabym je u siebie mieć! Żeby nie było tak poważnie, żeby dodać radości, poczucia humoru i…. trochę magii prosto z lasu! Poniżej kilka takich rzeczy!
(no dobrze – żyrandola to może nie powiesiłabym sobie, ale trzeba przyznać, że jest boski! )

  1. Cudowna grzybkowa cukiernica
  2. I znowu – zwierzaczkowe talerze!
  3. Żyrandol wyrwany z lasu
  4. Mądra sowa na co dzień (noc)
  5. Imponująca gałąź – świecznik
  6. Grzybowa rycina na ścianę
  7. Do kompletu – grzybowa miseczka na biżuterię (ulubiona!)
  8. Jeż do oprawienia
  9. Niezwykły świecznik ze zwierzętami – idealny na każdy wyjątkowy obiad odświętny
  10. Leśna tapeta – widzę ja już w przedpokoju!

(tak, tak, większość jest z Anthropologie, ale cóż zrobić – gdy tam od czasu do czasu wchodzę, to podoba mi się wszystko!? 🙂 (i – nie, nie – nie jest to sponsorowane!))


W roli głównej: Swiss Nature Baby od Zeptera

Tak jak Tchibo to nie tylko kawa, tak, okazuje się, że Zepter to już nie tylko garnki! Dzisiaj w roli głównej prosto ze Szwajcarii – Swiss Nature Baby – kosmetyki Zepter!
Ależ się zdziwiłam! No bo kto mógłby w jakikolwiek sposób połączyć producenta garnków/naczyń z naturalną pielęgnacją dzieci? A jednak! Swiss Nature Baby to certyfikowana, ekologiczna linia przeznaczona do wrażliwej skóry maluszków. A jaka fajna!
Zdecydowałam się na płyn do kąpieli, szampon i krem do twarzy i ciała. W serii znajdziecie także olejek do masażu i mleczko oczyszczające. I chociaż moja Róża ma trzy latka, jestem pewna, że i w przypadku niemowlaczków też się sprawdzą.
Szampon, płyn i krem tworzą świetne trio. Uzupełniają się wzajemnie. Różyczka uwielbia pluskać się w kąpieli. Ubóstwia wprost pianę. Cieszę się więc bardzo, że w kosmetykach znalazła się delikatniejsza wersja detergentów. A nawet bardziej cieszę się, że one tu po prostu są. Po dodaniu płynu do kąpieli, pianka faktycznie powstaje  Może szału znowu nie ma. Nie jest ogromna i dosyć szybko znika. Ale w pełni zaspokaja nasze piankowe potrzeby. A ile przy tym zabawy!
Szampon zmywa włoski łagodnie, ale skutecznie. Również się pieni, ale nie podrażnia i nie piecze za bardzo w oczka. Znajdziemy tu co nieco szwajcarskich ziół. Hmmm… 🙂 Zacytuję: organiczny rumianek i dziki fiołek: chroni włosy i działa łagodząco na podrażnienia skóry głowy, proteiny pszenicy: zmiękczają i ułatwiają rozczesywanie, organiczna szarotka: koi i chroni. Włoski Róży faktycznie łatwo się rozczesują, subtelnie i przyjemnie pachną, są zdrowe i błyszczące.
Na samym końcu wieczornego rytuału sięgamy po kremik. No… może co drugi-trzeci dzień. Zapewne w zimie, przy suchym powietrzu i kaloryferach, częstotliwość ta się zwiększy. Krem też bardziej nadaje się na zimę niż lato. Jest dosyć gęsty, tłustawy, pozostawia lekko tłustą warstwę. Idealnie więc będzie chronił skórę Róży w chłodniejszym okresie.
A do tego pięknie pachnie! Uważam to za jego zaletę, choć może być to też wadą w przypadku skóry alergicznej. Mamy to szczęście, że nas olejki zapachowe i eteryczne nie uczulają. Napisałam nas… bo przy okazji pielęgnowania Róży zawsze sama sobie nieco kremu użyję. Głównie do rąk, bo i na nich zazwyczaj zostaje. Jest po prostu bardzo uniwersalny. Podoba mi się też alpejskie połączenie rumianku, fiołków i szarotki. Od razu przenosi mnie myślami na górską halę. I oczywiście pozytywnie wpływa na stan skóry!
Minusy? Opakowania! Etykiety są mdłe i nieładne. Płyn do kąpieli ciężko się dozuje. Przelałabym go raczej do buteleczki. Dozownik sprawdza się jednak w przypadku szamponu, bo nie trzeba nam go dużo na jedną główkę. I choć buteleczki są takie same, płyn do kąpieli kończy się dwa razy szybciej, bo po prostu trzeba go więcej na wannę (lub wanienkę) wody. Krem zamknięto w higienicznym, praktycznym opakowaniu. Ale znowuż ta etykieta taka… sobie. Zepterze drogi – doceniam pomysł, ale zmień grafika 🙂
Reasumują, razem z Różyczka polecamy! Kosmetyki idealne na co dzień!
Próbowaliście już? Słyszeliście o nich?
Kosmetyki z Zepter 

Kąpiel wrześniowa-wrzosowa

Wrzesień to najpiękniejszy miesiąc w roku. Uwielbiam go! I uważam, ze należycie trzeba go kosztować, cieszyć się nim, delektować. Pomogą nam w tym świeże wrzosy podczas długiej relaksującej kąpieli! Zrobimy dzisiaj wrześniowy puder kąpielowy. Prosty, piękny i niezwykle przyjemny!
Nasz puder oparty jest na soli morskiej, która doskonale sprzyja głębokiemu odprężeniu, rozluźnia i wzbogaca. Będzie delikatnie musował, zmiękczał i pielęgnował. Zapach lawendy i geranium uspokoi zmysły i pozwoli zapomnieć o ciężkim dniu. Do tego wrzosy, jak wisienka na torcie, sprawią, że kąpiel nabierze szczególnego znaczenia. Przeniesiemy babie lato do łazienki!

Do wykonania kąpieli wrześniowej przygotujcie:
  • szklankę drobnoziarnistej soli morskiej
  • 4 łyżki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kwasku cytrynowego
  • garstkę kwiatów wrzosu
  • 15 kropelek olejku lawendowego
  • 10 kropelek olejku z geranium
Wszystkie składniki mieszamy w miseczce i gotowe! Puder wystarczy na dwie kąpiele. Należy wsypać go do wanny z wodą i się zrelaksować! 

Po-Weekendowe Cuda no91

Bo kto powiedział, że Po-Weekendowe Cuda muszą być w poniedziałek! Wtorek jest równie dobry! Choć… w sumie właśnie nastała nam środa… 😀 Zapraszam – dzisiaj kilka cudownych drobiazgów!

Już pisałam kiedyś, ale powtórzę – uwielbiam wszelkiej maści talerzyki, a już najbardziej talerzyki ze zwierzakami. Te tutaj idealnie wpasowują się w moje talerzowe uwielbienie! Powiesiłabym na ścianie! Autorstwa Yvonne Ellen (1).
Niesamowite… Zobaczcie koniecznie zdjęcia z lotu ptaka włoskiego wybrzeża okolic Rimini. Wygląda to zupełnie nierealnie i niezwykle plastycznie. Oj… długa droga do morza dla tych nieszczęśników, którzy mają swoją kolorową parasolkę na samym końcu 🙂 Autor Bernhard Lang, via Design Father (2).
Do zakochania! Ręcznie malowane poduszki ze śpiącymi zwierzętami! MosMea (3).
Przyznam bez bicia, że o Południowej Afryce myślę bardzo stereotypowo. A to złe myślenie jest! Pozwalają mi je zmienić m.in. takie odkrycia! Jak tam PIĘKNIE! Jaka cudowna chatka na końcu świata! Zobaczcie więcej na Miss Moss (4).
Już kiedyś pokazywałam Wam wspaniałe malunki River Luna (5). Odkryłam je ostatnio na nowo i na nowo się zauroczyłam! Uwielbiam te patyki!
Kolejny lis dzisiaj! Tym razem jako naklejka z Dekornika (6)!
Jakie to genialne i jakie proste! Zobaczcie koniecznie pomysły na aromatyzowaną (i piękną) wodę z  Artful Desperado (7) (dla LUVO’s Fresh Blog).
Widzieliście już wałki z mood for wood (8)? Ten gwiazdkowy jest magiczny! I na co dzień i na święta!
Bo polska tradycja może zachwycić i na Zachodzie! Trzeba kiedyś zrobić podobne pajączki! Ten z Honestly WTF (9) bardzo mi się podoba!

Poznajemy markę WISE

Przy okazji ostatniego posta z serii „w roli głównej”, kilka osób powiedziało mi, że nigdy nie słyszało o marce WISE. Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy marka poprosiła mnie o przedstawienie jej Wam nieco dokładniej. Warta jest bowiem tego!

Poznajcie szwedzkie naturalne kosmetyki WISE!

Z marką zetknęłam się pierwszy raz już dłuższy czas temu. Spodobało mi się wtedy serum olejowe różane. Proste, czyste, bezpieczne i skuteczne. Takie… szwedzkie! Wszystkie produkty marki, które sama używałam takie są. Czemu… zobaczcie poniżej!

Kosmetyki WISE, co ważne, są certyfikowane ekologicznie i tworzone w oparciu o tłoczone na zimno oleje, olejki eteryczne, wyciągi z alg i roślin. Zgodnie z filozofią marki nie zawierają olejów mineralnych i innych pochodnych przemysłu petrochemicznego, SLS/SLES, syntetycznych barwników czy sztucznych substancji zapachowych.

Marka WISE Naturkosmetik jest ceniona w Szwecji, zwłaszcza przez masażystów, gabinety kosmetyczne, które pracują na tych produktach wykonując naturalne zabiegi na twarz i ciało. Kosmetyki WISE są także od lat stosowane podczas szkoleń kosmetycznych Szkoły Axelsons Institut w Sztokholmie, co przyniosło produktom uznanie wśród terapeutów i profesjonalistów kładących nacisk na aspekty naturalności i ekologiczności w swojej pracy.

Poznajcie kilka, wybranych przeze mnie produktów WISE do pielęgnacji twarzy!

Warto pamiętać, że kremy i serum WISE nakładamy na zwilżoną skórę, co wspomaga wchłanianie
produktu, ułatwia rozprowadzanie i utrwala efekt pielęgnacyjny na długo. Jest to istotne zwłaszcza w przypadków olejków, które w przeciwnym razie mogą się wydawać zbyt tłuste i nie skuteczne. Nic bardziej mylnego!

Wszystkie produkty marki znajdziecie w sklepie SVEA, a więcej na stronie WISE Polska

 Na koniec kilka istotnych informacji:

Wyłącznie dla czytelników Lili – do końca września 2014  – z kodem rabatowym „lilinaturalna”– 10% rabatu na cały asortyment WISE w sklepie dystrybutora http://sklep.sveaholistic.pl/manufacturer/wise oraz stacjonarnie w SVEA Health Beauty Organic przy przy ul. Karowej 18a w Warszawie.
-15% w formie kodu rabatowego do wykorzystania w tym samym sklepie dystrybutora,  otrzyma każda osoba, która do końca września 2014 zapisze się na Newsletter http://sklep.sveaholistic.pl/newsletter/add
Kod rabatowy zostanie wysłany w ciągu 48 godzin od momentu wpisania
się na Newsletter. Warto się zapisać na Newsletter – informacje o
promocjach, akcjach i konkursach na pewno nie Cię nie ominą!

Kulinarnie: Wytrawne ciasteczka końca lata

Mam dla Was szybki, weekendowy pomysł na proste przystawki lub imprezowe przekąski! Zrobimy dzisiaj kruche wytrawne ciasteczka końca lata z brzoskwinią, serem feta, miodową cebulką i czarnuszką. Pyszne, proste i wrześniowe. Idealne do wina!

Składnik / ilość dostosowujemy do potrzeb:
Ciasto

  • 3 części maki
  • 2 części miękkiego masła
  • 1 część jogurtu naturalnego
  • sól do smaku

Na wierzch

  • brzoskwinie
  • czerwona cebula
  • miód 
  • odrobina oleju
  • ser feta
  • czarnuszka

Zaczynamy od ciasta. Do wysokiej miski przesypujemy mąkę i sól, dodajemy masło i jogurt i zagniatamy energicznie na zwartą kulę. Przekładamy ją do lodówki w woreczku na pół godziny.
Brzoskwinie kroimy na półksiężyce. Cebulkę kroimy na małe krążki lub piórka i podsmażamy chwilę na niewielkiej ilości oleju, aż stanie się lekko miękka. W trakcie dodajemy miód, cały czas mieszając. Na jedną cebulę dodajemy i łyżkę miodu.
Ciasto wyciągamy z lodówki. Odrywamy od kuli mniejsze kulki, mieszczące się w garści. Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i dłonią rozbijamy na okrągłe placuszki. Na nich układamy brzoskwinie, cebulkę i ser feta (część cebulki i sera pozostawiamy). Ciasteczka posypujemy szczyptą nasion czarnuszki.
Pieczemy w piekarniku nastawionym na 200 stopni, aż ciasto się zarumieni, ok. 20 minut. Ciasteczka wyciągamy, układamy na nich pozostałą cebulkę i ser. Podajemy na ciepło lub zimno.
Facebook