Love Post

Love Post czyli kilka walentynkowych pomysłów – do zrobienia, na prezent, dla atmosfery, które ostatnio spodobały mi się najbardziej! Kilka zeszłorocznych moich tworków. Nie mogłam też sobie darować małej wstawki z Lili!

1. Niezastąpione Candy Company i wspaniały przepis na walentynkowy sernik na zimno z granatem i Oreo

2. Acorelle Woda toaletowa wanilia i gardenia – dla zmysłowej słodyczy 🙂 Z Blisko Natury

3. Świeca do masażu Eros od Stenders

4. Genialne ciasto-serducho z malinami od Sprinkle Bakes

5. Pomysł na drink malinowo-różany!! Z Camille Styles

6. Kubek Harlekin Rose z Live Beutifully

7. Jeden z najpiękniejszych możliwych prezentów – biżuteria! Oczywiście z Lili in the Garden! Do 14 lutego wpisujcie podczas zamówienia kod „love”, a naliczony zostanie 10% rabat! Zapraszam – Lili in the Garden

8. Cudny pomysł na dekorację walentynkowych (i nie tylko) ciast z Sarah Hearts

9. Przepis na afrodyzujący olejek do masażu zmysłowego!

10. Mój hit z zeszłego roku – ciasta serducha z okienkiem pełnym wiśni!

11. Do wypróbowania – Yes lubrykant na bazie wody z GreenSin

12. Dla romantyczek – poduszka w kwiaty z Zara Home – poproszę!

13. Zeszłoroczne walentynkowe papierki do ściągnięcia i przygotowania romantycznego kosza smakoci!

Zauroczona: Herbivore Botanicals

Nieraz już pisałam, jak bardzo lubię małe kosmetyczne zachodnie manufaktury. Odkryłam kolejną do zakochania! Podoba mi się jej minimalizm – zarówno w składach produktów, jak i ten wizualny. Wszystko tu jest spójne, czyste, przejrzyste. Etykiety i opisy jasne; proste, ale eleganckie. Wszystko w pełni naturalne, a i wygląda, że naprawdę wysokiej jakości.Takie jest Herbivore Botanicals.

Zaciekawiło mnie użycie jako konserwantu enzymów rzodkiewki. Słyszeliście? Do tego oczywiście te bardziej znane jak ekstrakt rozmarynu i witamina E. No i pozostałe składniki – samo dobro.

Najbardziej zauroczyły mnie oleje do twarzy i to je muszę wręcz pokazać nieco dokładniej! Szczególnie olejek o nazwie Lapis! Jako, że ostatnio lapisów – kamieni wokół mnie sporo, to on przyciągnął mnie na stronę sklepu. Okazuje się, że jest to olejek pełen azulenów i to te substancje nadają mu specyficzny niebieski kolor. Znajdziemy je w niebieskich olejach z wrotycza, krwawanika i rumianku. Do tego nieco olejów z pestek winogron, kukui i jojoba. Całość pachnie jaśminem i bułgarską róża. Brzmi wspaniale! Jestem pewna, że każda problematyczna, tłusta cera pokocha taką mieszaninę.

 

Ale to nie wszystko – mamy jeszcze dwa olejki. W mocno żółtym olejku Phoenix prym wiedzie dzika róża, chia (nasiona szałwii) i rokitnik. Do tego dodano koenzym Q10 oraz olejek z róży bułgarskiej i olej z nasion meadowfoam. Jeszcze bardziej intryguje mnie olej o nazwie Orchid. Tutaj znajdziemy na pierwszym miejscu ekstrakt z orchidei, do tego dodano olej z nasion zielonej herbaty, jojobę, skwalan i jaśmin.

I powiedzcie proszę – czy nie chciałoby się takich olejków przygarnąć? 🙂

Więcej na stronie Herbivore Botanicals

 

 

Blog Roku – blog życia i misz-masz

Zgłosiłam się. Kolejny raz. Ale wiecie co? Naprawdę głęboko wierzę, że ta moja Lili to nie tylko blog roku zeszłego, ale i blog mojego życia! Nawet jeśli kiedyś skończę go pisać, pozostanie ze mną. I on i Wy – bo bez Was Lili nie istnieje! Lili uzależnia, wciąga, motywuje, wymaga czasu, zaangażowania, godzin spędzonych przed komputerem. Ale daje mi znacznie więcej. Cieszy, jak mało co. Sprawia, że chcę być lepsza. Pozwala poznać tak wiele, zaangażować się w jeszcze więcej, zaprzyjaźniać się i uśmiechać na co dzień. Pozwala pomagać i inspirować. I za to tak lubię blogowanie.

Mam nadzieję, że lubicie zaglądać tu tak bardzo jak ja. Przeglądać posty sprzed miesiąca czy roku (uwielbiam!). Może wykorzystujecie moje przepisy i pomysły? Oj, oby!

Kochani, bardzo Was proszę o wsparcie i głos na Lili w konkursie Blog Roku. Będzie mi ogromnie, ogromnie miło!

Aby zagłosować należy wysłać sms na numer 7122
o treści H11722
. Koszt takiego smsa to 1,23zł, ale zostanie on
przeznaczony na Fundację Dzieci Niczyje.

Dziękuję!

 

Tymczasem, mam dla Was mały misz masz! Po pierwsze – czy wszyscy już słyszeli, że 21 lutego planujemy w Warszawie z Edytą Zając (www.EdytaZajac.pl) cudowne warsztaty pełne energii i niespodzianek? Zostało kilka miejsc, ale warto się pospieszyć! Bo nie może tam nikogo zabraknąć! Szczegóły, program i zapisy – TUTAJ!

Udało nam się z przyjaciółmi wyrwać na weekend do Kościeliska! Oj! Jak tam pięknie! Zupełnie nie wiem czemu, nie widziałam jeszcze Tatr z tej perspektywy. A wyglądają magicznie, niczym wyjęte z baśni. Byliście w Kościelisku? Jeśli nie – koniecznie się kiedyś wybierzcie!

Nie mogę się nadziwić rossmanowym kosmetykom Alterry. Kupiłam ostatnio po raz pierwszy balsam, krem do rąk i całkiem fajny krem brązujący (za 4,5 zł!!). Do tego kilka świetnych mydełek. No i? Da się zrobić tanio a dobrze? Da! Da się kupić za małe pieniądze certyfikowane ekologicznie produkty? Da! Kupujecie?

Więcej czasu poświęcam teraz na Lili in the Garden. Mamy masę nowości, których często nie zdążę wrzucić do sklepu, a już znikają! Bardzo dużo czeka jeszcze w kolejce. Odprawę celną przeszła właśnie przesyłka z Indii z cudami z kolekcji Dream ze srebra i kamieni. Szykuję też rewolucję w kolekcji Stay Simple – będzie można komponować własne warstwowe delikatne naszyjniki z subtelnymi zawieszkami! Do dyspozycji będziecie mieli łańcuszki o długości 40, 45 i 50 cm. Oj, dzieje się! Zapraszam więc do śledzenia nowości w sklepie – TUTAJ oraz na FB – TUTAJ!

Miłego dnia!

Przepis na bergamotowy tonik do cery tłustej, mieszanej i problematycznej

Na dzisiejszy post zaprasza Was baranek Shaun! Bo czemu nie! W końcu i on wpadł na genialny pomysł i przygotował Wam najlepszy przepis na tonik dla cery tłustej, mieszanej i problematycznej! Bergamotowy z nutą lawendy i słodkim zapachem oczaru. Mocno kwaśny! I w zasadzie – genialny!

Składa się z czterech składników o silnym regulującym działaniu. Świetnie tonizuje, sprzyja regeneracji, zapobiega nadmiernemu wydzielaniu sebum i powstawaniu niedoskonałości. Te istniejące goi i pomaga im zniknąć. Woda oczarowa znana jest ze swych właściwości ściągających, antyoksydacyjnych i przeciwzapalnych. Zmniejsza zaczerwienienia, zwęża naczynka krwionośne. Jest przy tym łagodna i bezpieczna. Olejek bergamotowy nie tylko pięknie pachnie i dodaje energii, ale także ma działanie ściągające i bakteriobójcze. Lawenda spomaga wygładzanie zbliznowaceń, łagodzi i przyspiesza wzrost zdrowego naskórka. Całość zamyka kwaśny ocet jabłkowy, który zadba o odpowiedni odczyn pH skóry. Brzmi dobrze? Wypróbujcie koniecznie!

Tako rzecze baranek Shaun!

Bergamotowy tonik do cery tłustej, mieszanej i problematycznej

Składniki

  • 5 ml octu jabłkowego
  • 45 ml wody oczarowej (hydrolatu hammamelisowego)
  • 3 kropelki olejku lawendowego
  • 8 kropelek olejku bergamotowego

Wszystkie składniki przelewamy do buteleczki 50ml. Przed każdym użyciem wstrząsamy. Przechowujemy w suchym, chłodnym miejscu. Tonikiem przemywamy twarz za pomocą wacika dwa razy dziennie. Po jego użyciu nakładamy krem nawilżający.

Intymnie czyli bielizna do zakochania

Ot, tak przewrotnie – do zakochania! Bo albo do zakochania w bieliźnie, albo w jej właścicielce 🙂

Rzuciło mi się w oczy ostatnio kilka sztuk przepięknej bielizny. Grzechem byłoby Wam jej nie pokazać! Ogólny kierunek to koronki i sentymentalny powrót czasów dawniejszych. Romantycznie, kobieco i delikatnie. Jak Wam się podoba?

1. Koszulka nocna z haftem Oysho
2. Delikatny biustonosz, Intimissimi
3. Koronkowy półgorset H&M
4. Koronkowe majtki H&M
5. Biustonosz Princesse tam.tam z Zalando
6. Bielizna Rilke w Showroom
7. Koszulka nocna Audrey Sweet Pink z Lunaby
8. Koszulka nocna LingaDore z Zalando
9. Cudowna piżamka Eloise z Anthropologie

W roli glównej: Lavera Samoopalacz do ciała z olejem z bio-orzechów makadamia i bio-olejem słonecznikowym

Słońce w tubce! Taka to jest ta nasza gwiazda dzisiejsza! Słoneczna! W roli głównej zaprezentuje się Wam Samoopalacz do ciała z olejem z bio-orzechów makadamia i bio-olejem słonecznikowym marki Lavera! Znacie?

 

Ba… nie tylko słońce w tubce! Całe lato w tubce! Wy też nie lubicie tej zimowej bladości? U mnie jest wyjątkowo mocna, bo jakoś szczególnie nie zaznałam słońca zeszłego lata. Trzeba się więc ratować, a najlepsze są tu naturalne samoopalacze. Łagodne i całkiem, całkiem skuteczne.

Ten od Lavery uważam za najlepszy jaki do tej pory miałam. Jego największą przewagą jest zapach. Pomimo częstych zapewnień producentów, dla mnie osobiście wszystkie kosmetyki tego typu po prostu śmierdzą, co bardzo utrudnia ich aplikację. Cóż, tutaj może zapach nie jest idealny i wyjątkowo przyjemny, ale trzeba mu przyznać, że stanowczo lepszy od innych.

Samoopalacz ma delikatną konsystencję balsamu do ciała. Nie tylko spełnia swoją funkcję opalającą, ale przyjemnie pielęgnuje i odżywia. Wprawdzie głównym natłuszczaczem jest tu olej sojowy, a po nim następuje w składzie cała litania innych, mniej miłych składników, ale w końcu dochodzimy także do oleju makadamia, masła shea, oleju słonecznikowego, ekstraktu z nagietka i soku aloesowego. A te akurat moja skóra bardzo lubi!

Najważniejsze jednak to to, że samoopalacz naprawdę działa. Skóra po kilku godzinach od użycia nabiera ciepłego, słonecznego koloru. Delikatnego, ale zauważalnego. Nie zauważyłam żadnych brzydkich smug czy przebarwień. Jedynie na kolanach skóra stała się ciemniejsza, ale na to zwraca uwagę sposób użycia na etykiecie – trzeba nakładać tutaj nieco mniej produktu.

Kosmetyku używam raz w tygodniu, co całkowicie wystarczy, aby moja lekka opalenizna trwała ciągle na tym samym poziomie. Jedyna wada – trzeba uważać na ubrania na niedługo po aplikacji – delikatnie czsami nadmiar balsamu barwi. Najlepiej więc zawinąć się po prostu w piżamę!

Samoopalacz pochodzi ze sklepu Be My Bio