Biolaven do twarzy



O zapachach ciąg dalszy! Dzisiaj postaramy się zakląć maj w olejku. A dokładnie jeden z najpiękniejszych majowych aromatów – zapach konwalii. Nie znam bardziej kobiecych, subtelnych delikatnych kwiatów, przypominających mi od zawsze baletnice. Zaliczam je do mojej zapachowej czołówki, razem z bzami, fiołkami, kwiatami mirabelki i różami. Mogłabym tak trzymać te konwalie pod nosem i wdychać… Błogo, magicznie i całkowicie nierealnie.
Kwiaty do stworzenia tego typu olejku muszą być w pełni rozkwitnięte, kiedy ich zapach jest najbardziej intensywny. Najlepiej zbierane przed południem, zanim słońce zaczyna najmocniej grzać. Rozkładamy je na stole, w ciepłym miejscu i pozwalamy obeschnąć. Zależy nam na tym, aby żadna kropelka wody nie dostała się do olejku. Następnie obrywamy kwiaty z gałązek, możliwie bez zielonych części. W przypadku róż czy fiołków, powinny to być same płatki.
Kwiaty zalewamy olejem tak, aby w całości je zakrył. Słoiczek odkładamy w suche, najlepiej słoneczne miejsce na 1-3 dni. Co jakiś czas wstrząsamy. Po tym czasie olejek przecedzamy przez ściereczkę lub gazę do innego czystego pojemniczka i ponownie dodajemy do niego kwiaty. czynność powtarzamy dopóty, dopóki nie uzyskamy odpowiedniego zapachu. Ostateczny olejek musi być dokładnie przecedzony i przechowywany w ciemnym słoiczku lub butelce w chłodnym miejscu.

Tak to jest, że czasami, kiedy poczujemy jakiś zapach, zamykamy oczy i przenosimy się w myślach zupełnie gdzieś indziej. Nie musi to być przyjemny aromat, musi jednak z czymś się kojarzyć. Nagle znajdujemy się przy stole w kuchni u mamy albo nad Bałtykiem z lat 80-tych. Kiedy indziej wspominamy koleżankę z liceum, która zawsze tak ładnie pachniała albo dom dziadka, w którym nuta pudrowej słodyczy w dziwny sposób mieszała się z panującą wszędzie wilgocią. Tak to właśnie jest z zapachami. Tylko one potrafią w aż tak magiczny sposób przenosić w czasie, przywracają pamięć, wstrzykują dawkę zakurzonych emocji, otwierają zakamarki umysłu, które wydają się być od dawna zamknięte.
Siedzą mi ostatnio w głowie te zapachy. Krążą i nie dają o sobie zapomnieć. Pisałam Wam o książce Kolekcjonerka perfum Kathleen Tessaro. To jedna z tych pozycji, po których wszystko zaczyna pachnieć bardziej intensywnie, a sięgając po perfumy bardzo usilnie stara się człowiek odkryć ukryte w nich aromaty. Coś jak Pachnidło. Kiedy to zapach wychodzi z papieru, krąży w głowie. Wyobraźnia próbuje nadążyć za opisem. A kiedy nie może, dopada żądza wąchania i po prostu trzeba się przejść do perfumerii.
Zanim przejdę to tematu ze zdjęć, mam dla Was pewien pomysł. Pomysł, który sama sprawdziłam, o którym już nawet kiedyś wspominałam. Pomysł na te nasze szarobure listopady i stycznie. Pomysł na zaklinanie wspomnień. Pomysł na chwilę uśmiechu w momencie zwątpienia i na gorące promienie słońca w najzimniejszą, najciemniejszą noc.
Pomysł I Zaklinanie lata
Sprawdzony w 100%!

O tym, że uwielbiam talerze pisałam Wam nie raz. Pokazywałam Wam też sporo wspaniałej porcelany. Czas na kolejną dawkę talerzykowej miłości! Mam dzisiaj dla Was trzy nowe kolekcje, w których zakochałam się całkowicie, bez pamięci i totalnie. Każda zupełnie inna, w innej stylistyce. A każda przyciąga. I na każdej chce jeść obiadki. I każdą chcę zawiesić na ścianach. Ech…
Zaczynamy od kur!
Kury znalazłam na blogu Miss Moss. Dostępne były niegdyś (jedna została…) w Anthropologie. Autorstwa Holly Frean, zdjęcia Artsy.
Te kurki to moje faworytki!

Już są! Przed Wami wyniki III Wiosennego Lili Plebiscytu na Najlepsze Kosmetyki Naturalne! Po raz kolejny pomogliście wybrać najlepsze dostępne produkty pielęgnacyjne. Naturalne, bezpieczne, łagodne, a co najważniejsze – skuteczne. To już trzeci raz udało nam się wyłonić ekologiczne perełki.
Dziękuję Wam za pomoc i zapraszam do poznania zwycięzców!
LILI Naj 2015 – kategoria TWARZ
I Miejsce – Sylveco Lipowy płyn micelarny
II Miejsce – Lily Lolo Mineralny podkład
III Miejsce – GoArgan+ kiełki owsa – Głęboko nawilżający olejek do twarzy
LILI Naj 2015 – kategoria CIAŁO
I Miejsce – Biolaven balsam do ciała Olej z pestek winogron & Olejek lawendowy
II Miejsce – Alterra Krem do ciała z bio granatem
III Miejsce – Pat&Rub Orzeźwiające masło do ciała
LILI Naj 2015 – kategoria WŁOSY
I Miejsce – Sylveco Balsam myjący do włosów z betuliną
II Miejsce – Orientana Ajurwedyjska terapia do włosów
III Miejsce – Natura Siberica – Szampon Rokitnikowy dla zniszczonych włosów z efektem laminowania
LILI Naj 2015 – kategoria KĄPIEL
I Miejsce – Sylveco Kremowy żel do ciała
II Miejsce – Organique Kula do kąpieli Magnolia
III Miejsce – z taką samą ilością głosów
Clochee Odżywczy peeling cukrowy – cynamon
Pat&Rub Scrub Rewitalizujący
LILI Naj 2015 – kategoria MAMA I DZIECKO
I Miejsce – Lavera BABY & KINDER NEUTRAL Płyn pod prysznic i do włosów dla dzieci i niemowląt z bio-olejem z wiesiołka i bio-aloesem
II Miejsce – Pat&Rub Sweet Emulsja Ochronna z filtrem mineralnym na słońce do twarzy i ciała dla niemowlaków i całej rodziny SPF50
III Miejsce – Weleda Nagietkowy balsam na wiatr i niepogodę
Serdecznie gratuluję producentom i dystrybutorom marek!
Na koniec miła wiadomość! Wyniki konkursu plebiscytowego!

Hiszpania w kwietniu jest inna niż Hiszpania w lecie. Bo i w lecie byłam. W lecie jest zupełnie inaczej, jest plaża, plażą, zimny prysznic, plaża. Też jest fajnie, nie powiem. Ale Hiszpania w kwietniu jest inna. Jest bardziej hiszpańska, bardziej codzienna. Pogoda przypomina nieco tę lipcową znad Bałtyku, temperatura wody także. Tylko, ze tutaj inaczej się wszystko chłonie. Hiszpania w kwietniu jest dla tych, którzy lubią spacerować wąskimi uliczkami, zwiedzać na spokojnie, popijać kawę w kawiarenkach i zajadać ją leniwie rogalikiem. A do tego jeszcze jadą z prawie-czteroletnim dzieckiem.
Wybraliśmy Katalonię, bo to w Barcelonie zakochałam się dwa lata temu. Zdecydowaliśmy jednak zamieszkać w jednym z pobliskich nadmorskich miasteczek. Plan wyjazdu całodniowego do Barcelony był, ale umarł szybko. Możliwości spacerowe Róży objęły jedynie spokojne zwiedzanie okolicznych miejscowości. I nawet dobrze, bo były niezwykłe, bardziej kameralne.
Przesiadywaliśmy więc na placach zabaw, które były zupełnie inne niż nasze, chodziliśmy na lody, zaliczaliśmy wszystkie możliwe punkty informacji turystycznej (to moja ogromna potrzeba darmowych mapek :), wsiąkaliśmy w parki pełne palm i kwiatów, jeździliśmy nadmorską kolejką, która prawie do tego morza wjeżdżała, a za oknem nie było widać nic prócz wody.
Spędzaliśmy też długie godziny na plaży. Raz w pełnym gorącym słońcu (wyglądaliśmy jak raki, bo oczywiście odpowiednio, z mocnym filtrem zadbałam tylko o dziecko…), innym razem pod niesamowitymi burzowymi chmurami. Morze zawsze jest niezwykłe. Jedyne, czego żałuję, to, że było za zimne, aby w nim pływać. Trzeba będzie nadrobić kiedy indziej.
Tak, uwielbiam Hiszpanię w kwietniu.
Obiecałam Wam też nieco praktycznych informacji. W kwietniu wiele osób decyduje się na Hiszpanię, bo wychodzi względnie tanio. Ryanair lata co chwilę, noclegi także można znaleźć przyzwoite i w dobrej cenie. A do tego w naszym kraju po szarej zimie zawsze przychodzi ogromna potrzeba słońca i mocnych barw – morza, piasku, białych domów, itp. Wybraliśmy jedną z tanich ofert TravelBird.pl – tydzień w hoteliku z HB, lot Ryanairem, dojazd do i z hotelu. W sumie narzekać nie możemy, organizacyjnie ok. Hotel, który był jednym z hoteli-molochów w turystycznej części miasteczka, był w sumie głównie bazą. Miał kilka niewybaczalnych uchybień, ale już trudno. Co najważniejsze, położony był blisko plaży i stacji nadmorskiej kolejki oraz całkiem niedaleko starej części miejscowości. Bez szału, ale za to ekonomicznie.
Pamiętacie może książkę z przed-wyjazdowego posta? „Kolekcjonerkę perfum” Kathleen Tessaro? Świetna! Musiałam specjalnie przerywać czytanie, żeby wystarczyła na cały wyjazd!
No dobra, załączam Wam kilka zdjęć i wracam do nadrabiania zaległości. Wkrótce w Lili pojawią się wyniki Plebiscytu na Najlepsze Kosmetyki Naturalne. A jeśli nie zdążę ich opublikować wkrótce, to życzę Wam już wspaniałej majówki!