Botanical – dodajemy wnętrzu ducha dawnych rycin

 – źródło / photo –

Uwielbiam botaniczne ryciny! Mogłabym je przeglądać i zachwycać się nimi całymi godzinami. Mogłabym powywieszać je w całym domu i cieszyć nimi oko na co dzień. Fragment jeden z takich rycin możecie oglądać w logo Lili i Lili in the Garden. Wkrótce też pojawią się ponownie w sklepie płócienne torby z motywami z rycin. Już się nie mogę doczekać!

Tymczasem zebrałam Wam kilka fantastycznych pomysłów na wprowadzenie nieco botanicznej nuty do wnętrza. Czasami jedna rycina potrafi przemienić całe pomieszczenie! Czasami idealnie sprawdzają się kolaże lub mood boardy. Czasami są to rośliny, czasem zwierzęta, lubię i owady i ryby (o dziwo!). Cudownie sprawdzają się tu też prawdziwe rośliny, ususzone i sprasowane, jak niegdyś w zielnikach.

Zawsze jednak w takich dekoracjach skrywa się pewien subtelny czar minionych wieków, symbioza romantyzmu, kobiecości i natury.

 

1

 – źródła / photos –

1 / 2 / 3 / 4

101

 – źródło / photo

22

 – źródła / photos –

1 / 2 / 3 / 4 / 5

Od kuchni: Jak robię zdjęcia

Nie znam się na fotografii. A żałuję bardzo, bo aparat towarzyszy mi w moje pracy na co dzień. Profesjonalny kurs fotografii to jedna z tych rzeczy, które zawsze są w planach, ale cały czas coś wydaje się pilniejsze lub po prostu ciekawsze. Próbowałam nawet kilka razy wgłębić w temat, zaczynałam czytać książki, blogi czy choćby instrukcję aparatu, ale powiem Wam po ciuchu, że przerażają mnie te wszystkie obiektywy, ogniskowe, kalibracje obrazu, itp. Nie wiem, czy powinnam się w ogóle przyznawać… Ale już pisałam Wam o tym kilka razy. Cóż… Kiedyś nauczę się wszystkiego porządnie!

Tymczasem w moich zdjęciach kieruję się jedynie intuicją i wykorzystuję najcudowniejsze narzędzie pod słońcem – Photoshop. Jeśli prowadzicie bloga i zastanawiacie się, czy warto zainwestować niemałą w końcu kasę na ten program, to powiem Wam – kupujcie od razu (jeśli się uczycie/studiujecie jest on znacznie tańszy)! Photoshopa używam codziennie, nie tylko do zdjęć blogowych, ale tworzę także na nim grafiki dla firm, z którymi współpracuję. Wszystkiego nauczyłam się sama ślęcząc godzinami przed filmikami na Youtubie. Zdaję sobie sprawę, że to, co umiem to jedynie kropla w morzu możliwości programu. Co chwilę odkrywam jakieś nowe funkcjonalności. Próbuję dojść na różne sposoby do uzyskania określonego efektu. Wciąga to szalenie! A potem człowiek jest z siebie dumny! To takie uczucie, jak po rozwiązaniu wybitnie trudnego zadania z matematyki w liceum.

W każdym razie – Photoshop pozwala mi otrzymać takie efekty, jakich nie umiem jeszcze uzyskać moim aparatem Sony Alfa. Pozwala oszukać rzeczywistość, wyciągnąć ze zdjęcia to, co ma być na nim najistotniejsze i zamazać mankamenty. Totalna magia!

SONY DSC

SONY DSC

Staram się, aby moje zdjęcia się podobały. Aby wylądować na stronie muszą najpierw bardzo spodobać się mi samej. Chcę, żeby były ciekawe, trochę nieoczywiste. Mają w niebanalny sposób pokazać to, co akurat chce pokazać – czy to kosmetyk czy kawałek naszego życia. Z drugiej strony, kiedy robię zdjęcia produktowe do Lili in the Garden najważniejszym wyznacznikiem jest to, aby w możliwie idealny sposób odzwierciedlały stan rzeczywisty i jednocześnie ukazywały produkt z jego najlepszej strony. Nie jest to łatwe. Mam już jednak kilka swoich sprawdzonych trików.

Sesje przygotowuję albo w domu, albo w domku letniskowym na wsi. Czasami mam na nie pomysł od razu, kiedy indziej chodzę po całym domu lub ogrodzie w poszukiwaniu inspiracji. Bardzo często pomaga mi Róża. No… słowo „pomaga” jest tu trochę mylące. W zasadzie to przeszkadza, ale ma przy tym tyle frajdy, że nie mam serca na tą jej pomoc się nie godzić. Tak się malutka wkręciła, ze teraz na każdym spacerze wyszukuje mi roślinki czy kamyczki do moich zdjęć.

SONY DSC

SONY DSC

To, jak sesja będzie wyglądać bardzo zależy od mojego nastroju. Czasami panuje więc totalne szaleństwo i bałagan, kiedy indziej chcę, aby było czysto, biało, minimalistycznie. Nie lubię nudy! Mam całą masę akcesoriów wszelkiej maści – buteleczki, miseczki, drewienka itp. powinny już mieć swoją osobną szafę!

SONY DSC

SONY DSC

Zdjęcia produktowe w większości powstają na moim balkonie, w bardzo prowizorycznym otoczeniu. Za podstawę służy mi stojak na pranie (zazwyczaj z praniem). Na to kładę białą deskę i ustawiam białe materiałowe tło (z Allegro). Czasami dokładam białe ekrany w postaci dużych kopert bąbelkowych. Mam też całkiem fajną białą ścianę, która odbija światło. Nieraz już sąsiedzi patrzyli na mnie jak na jakieś dziwo 🙂

 

SONY DSC

SONY DSC

W ciągu tych kliku ostatnich lat mojego blogowania i obserwacji innych blogów mogę wyszczególnić kilka najistotniejszych kwestii, które, mam nadzieję, przydadzą się początkującym blogerom, którzy nie mają porządnych podstaw fotograficznych:

  1. Nie zawsze liczy się to, jaki masz sprzęt, ale jaki masz pomysł na zdjęcie!
  2. Nie wrzucaj na bloga zdjęć prosto z aparatu. Jeśli nie masz Photoshopa, naucz się jednego z licznych darmowych programów (polecam ściągnąć sobie PhotoScape lub obrabiać je online na np. picmonkey.com)
  3. Eksperymentuj! Zrób 1000 zdjęć podczas jednej sesji, aby wybrać z nich te 2 najlepsze.
  4. Tło robi robotę! Może być jednostajne, białe, mogą to być deski, stara blacha do pieczenia lub duża taca, możesz wykorzystać ciekawy papier do pakowania lub tapetę. Kombinuj!
  5. Deski robię robotę! Stale poszukuję nowych-starych desek, na których mogłabym robić zdjęcia. Walają się one po całym mieszkaniu! Świetnie sprawdzają się tu też panele – wystarczy poprosić w sklepie miłego pana o pocięcie jednego panela podłogowego na trzy równe części i powstaje nam naprawdę pomysłowa podstawa!
  6. Unikaj nudy! Staraj się, aby Twoje zdjęcia były różne. Najciekawsze przepisy podane w jednakowy sposób tracą na atrakcyjności. Poszukuj nowych ustawień, aranżacji czy stylistyk.
  7. Najważniejsze jest światło dzienne! Zdjęcia rób przy oknie, za dnia. Marzy mi się kiedyś moje własne duże biuro z wielkimi oknami i ogromnym drewnianym stołem. Tymczasem wykorzystuję blat w kuchni, parapet w pokoju i wspomnianą konstrukcję na balkonie 🙂
  8. Baw się! Fotografia jest doprawdy wspaniałą zabawą. Na zdjęciach Twoje poczucie humoru może być widoczne, a wręcz dodaje im niezwykłego uroku.
  9. Podpatruj lepszych, inspiruj się, wyłapuj różne triki, podglądaj warsztat. Sama uwielbiam oglądać posty typu „od kuchni” o powstawaniu zdjęć!

Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam!

Na koniec polecam Wam świetny blog Jest rudo, pełen praktycznych fotograficznych porad!

SONY DSC

Przepis na czarne mydło węglowo-dziegciowe do zadań specjalnych

Sporo ostatnio w Lili dziegciu, masła kombo i produktów do cery trądzikowej. Ale cóż… Jak działać, to na całego! W maśle kombo się zakochałam… Ot, po prostu. A tych, co nie czytali o śmierdzących kosmetykach odsyłam TUTAJ. Warto wypróbować i je i dzisiejszy przepis.

SONY DSC

Stworzyłam bowiem mydło idealne dla osób borykających się z cerą tłusta, problematyczną, mieszaną czy trądzikową. Zawarłam w nim to, co w takich przypadkach sprawdza się genialnie – czysty węgiel, antyseptyczny, intensywny dziegieć brzozowy, przeciwzapalne, wygładzające masło kombo i jeszcze jeden silny antyseptyk – olejek z drzewa herbacianego. Całość nie tylko doskonale oczyszcza, ale także zabija bakterie, reguluje funkcjonowanie skóry, wzmaga regenerację naskórka, zalecza ranki i wypryski, działa przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo.

Oczywiście można dostać gotowe mydła węglowe czy dziegciowe. Sama jedno polecałam w wyżej wspomnianym wpisie. Tutaj jednak powstaje coś znacznie lepszego! Sami macie wpływ na ilość tych zbawiennych składników, dodajecie je osobiście, są więc świeże, pewne i skuteczne. Samo mydełko jest na tyle bezpieczne, że możecie nim myć codziennie twarz, co wręcz polecam. Ale nie tylko, bo i do całego ciała świetnie się nadaje.

Ma jedną wadę… No… może dwie. Pierwsza jest taka, że niestety śmierdzi… Bardzo śmierdzi. Ale cóż – połączenie dziegciu, kombo i drzewa herbacianego musi śmierdzieć. Nie martwcie się – można się przyzwyczaić. Drugą wadą jest fakt, że może trochę brudzić, dałam tu jednak na tyle niewiele węgla, że w zasadzie jest to prawie niezauważalny problem. Jeśli chcecie wzmocnić działanie mydełka, można spokojnie zwiększyć ilość węgla.

SONY DSC

Czarne mydło węglowo-dziegciowe do zadań specjalnych

Składniki:

  • ekologiczna baza mydlana biała (na mydło wielkości ok. 10 x 12 x 3 cm, ok. 270 g) (np. z Ecoflores.eu)
  • 2 łyżki masła kombo (BliskoNatury.pl)
  • 1,5 łyżki węgla (z apteki, z kapsułek)
  • 1 łyżka dziegciu kosmetycznego (BliskoNatury.pl)
  • 1 łyżeczka olejku z drzewa herbacianego
  • foremka plastikowa (użyłam pojemniczka na żywność)

 

SONY DSC

Bazę mydlaną kroimy na mniejsze kawałki. Przekładamy ją do ceramicznej miseczki i roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali, co chwilę mieszając. Nie doprowadzamy do wrzenia. Płynną odstawiamy, mieszamy przez chwilę. Dodajemy 1 łyżkę masła kombo, dziegieć i węgiel i całość dokładnie mieszamy. Po chwili, kiedy masa jest dobrze zmieszana, a temperatura mydła odrobinę spadła, dolewamy olejek z drzewa herbacianego i ponownie mieszamy. Mydło przelewamy do foremki. Na koniec dodajemy drugą łyżkę masła kombo i delikatnie mieszamy. Dzięki temu powstanie charakterystyczny osad na powierzchni mydła.

Foremkę odstawiamy w chłodne miejsce do stwardnienia. Kiedy mydło będzie twarde, wyciągamy je z formy i kroimy na mniejsze części. Przed wyciągnięciem mydła z foremki, warto wstawić ją na 10 minut do zamrażalnika. Nieużywane mydło przechowujemy w suchym miejscu.

 

SONY DSC

SONY DSC

W roli głównej: Alteya Organics Mydło do twarzy Bio Damascena

Co tu dużo mówić – dzisiaj mam dla Was bardzo przyzwoite polecenie. Chciałabym Wam bowiem napisać kilka słów o Mydle do twarzy Bio Damascena marki Alteya Organics.

Znacie już tę markę? Ja ją poznałam jakiś czas temu, miałam hydrolat rumiankowy w niezwykle przyjemnym atomizerze, który od razu zamieniał go w mgiełkę do ciała. Proste, a genialne. Marka więc spodobała mi się od razu. Mydełko również w pełni zaspokoiło moje potrzeby. Zamknięto je w poręcznej buteleczce z pompką. Etykieta taka, jaką lubię – prosta, elegancka, czytelna, miła dla oka.

Samo mydło z pewnością spodoba się wszystkim spragnionym łagodnej, ale skutecznej pielęgnacji. Jest certyfikowane ekologicznie i bardzo uniwersalne. Producent poleca go osobom z problemami dermatologicznymi, jestem jednak pewna, że doskonale sprawdzi się w przypadku każdego typu cery.

W składzie na pierwszym miejscu znajdziemy organiczną wodę różaną, a to jest ogromny plus. Która cera nie kocha wody różanej? Zaraz po niej mamy olej kokosowy, jest tu także ole ze słodkich migdałów, gliceryna, oliwa i witamina E. Do tego dodano olejki palmarozy, geranium i różany. Ogólnie – dużo dobra.

Ale… etykieta nam mówi, że mydełko zawiera organiczny olejek z róż bułgarskich. Sam produkt powstał właśnie w Bułgarii, a kraj ten z róż i ich zniewalającego zapachu słynie. Oczekiwałam więc mocno różanego zapachu, który kocham. Na moje nieszczęście czuć jedynie geranium, które w zasadzie do różanego olejku jakoś tam jest podobne, często się wręcz olejkiem geranium podrabia ten różany, ja jednak go nie lubię. Taki ot minus.

Nie zmienia to faktu, że kosmetyk jest naprawdę dobrym, codziennym zmywaczem. Nie ściąga, nie wysusza, lekko koi. Coś dla znudzonych tradycyjnymi żelami.

Mydełko z Perla Negra

 

SONY DSC

SONY DSC

Nie bądź zołzą!

Lama QUÈ PASA? by Monika Strigel / Society6

To już któreś lato z kolei, kiedy pracuję w domu. Siedzę w tej samej sukience, ulubionej na lato, domowej, wyciągniętej, ale ulubionej, służącej mi jedynie za bardzo lekkie okrycie. Popijam sok, zajadam czereśnie, biorę prysznic 4 razy dziennie, a i tak się roztapiam. I cieszę się, że nie ma mnie właśnie w tramwaju lub autobusie. W przerwach wychodzę na balkon, z psem na siku lub włączam na chwilę gwiazdy tvn-u. I kiedy w końcu w mojej ulubionej, domowej, wyciągniętej, ale jednak ulubionej sukience robi się dziura wielkości arbuza, wpada mi do głowy myśl – Ada, nie bądź zołzą.

6 rano. Buzi mnie pomruk. Nie taki zwykły – męża nie ma… Pomruk groźny, głośny, złowrogi. To niebo mruczy w oddali, zapowiada coś większego, straszniejszego. Potem budzi się wiatr. Drzewa kładą się po ulicach. Ściana deszczu zasłania ten zadziwiający, przerażający obraz. Niebo mruczy dalej, a ja sobie myślę – Ada, nie bądź zołzą!

Zołzy są okropne. Oj tak! Problem polega na tym, że w każdej z nas czasami budzi się zołza. Cóż, spójrzmy prawdzie w oczy. Jak słodkie byśmy nie były na co dzień, przychodzi w końcu ten moment irytacji, zmęczenia, głodu, okresu, szalejących hormonów, ciąży, wrzeszczących dzieci i czarnej otchłani rozpaczy. I jesteśmy zołzami.

Gorzej… są takie, które tymi zołzami są prawie zawsze. A to już pierwszy stopień do przeobrażenia się w starą babę. Czym jest stara baba? Nie mylmy tego pojęcia ze starszą panią. O nie! Stara baba to stan ducha niezależny od wieku, choć trzeba przyznać, że objawiający się najczęściej pośród kobiet, nazwijmy to, dojrzałych. Zwłaszcza tych spacerujących po osiedlu i doczepiających się do wszystkiego do Bogu ducha winnej młodej mamy. Starej baby już nie zmienimy. Możemy jednak wdrożyć w życie działania profilaktyczne póki jeszcze jesteśmy miłe, wesołe i pełne pozytywnego nastawienia do świata. Póki zołza objawia się w nas sporadycznie.

Bywam zołzą dla mojego dziecka, męża, rodziców, psa nawet. Każdorazowo kończy się to wyrzutami sumienia i jeszcze gorszym nastrojem. I moim, i bliskich. Po co więc docinać, wyżywać się, krzyczeć, narzekać, mękolić czy lamentować? No po co?

A no po to, że czasem nie umiem inaczej.

A trzeba by się ugryźć w język. Wyjść na chwilę do innego pokoju. Przeczekać. Docenić. Uzmysłowić sobie, że problem leży w pośpiechu, stresie, hormonach, itd. Wziąć głęboki oddech. Usiąść. Spóźnić się. Włożyć nadgarstki pod zimną wodę. Zauważyć człowieka w człowieku. Zauważyć kogoś, kogo kochamy w drugiej osobie. Nie krytykować. Nie oceniać. Wysłuchać. Zainteresować się. Uśmiechnąć się. Pochwalić. Podziękować. Ukochać.

Trzeba być świadomym tego, ze się jest zołzą i nie chcieć nią być. Może uchroni nas to od przeobrażenia się w stara babę?

I jakże przyjemniej się wtedy zrobi!

Nie bądź zołzą! Kochaj, daj się kochać i czuj się kochana!

(Niebo znowu mruczy. A mi znowu dziwne jakieś myśli do głowy wpadają 🙂

Facebook