Zainspirowała mnie ostatnio Basia Szmydt swoją zupą cebulową – zobaczcie TUTAJ! Takiego mi zrobiła smaka, że postanowiłam czym prędzej zrobić swoją wersję! Wersję, którą od dłuższego czasu zwyczajnie uwielbiamy z mężem! Odkryliśmy ją jakieś dwa lata temu, podczas naszego corocznego zimowego wyjazdu z przyjaciółmi w góry. I przepadliśmy!
Będzie więc nieco inna od tej tradycyjnej. Bardziej kremowa z wyczuwalną nutą… curry! W życiu bym nie pomyślała, że curry tak bardzo do takiej zupki pasuje! Zróbcie koniecznie!
Jesienna zupa cebulowa z curry
Składniki:
ok. 2 l bulionu (zapracowanym bardzo polecam koncentraty Krakusa)
4 duże cebule
łyżeczka curry (lub trochę więcej)
2 serki topione – gouda, ementaler lub czosnkowe
olej
sól, pieprz
dużo tymianku, może być suszony
Zagotowujemy na małym ogniu bulion. Cebule kroimy w piórka, nie musi być starannie. Podsmażamy je na oleju, dosypując curry i mieszając, aż zmiękną i lekko zbrązowieją. Dodajemy soli i pieprzu do smaku. Cebulę przekładamy do garnka z bulionem, dodajemy serki topione i pozostawiamy na małym ogniu na 20 minut. Po tym czasie całość miksujemy do uzyskania w miarę jednolitej konsystencji. Dosypujemy sporo tymianku i zupa gotowa! Podajemy z groszkiem ptysiowym lub grzankami z ulubionym serem. Pycha!
Był już przedpokój (TUTAJ), była też granatowa sypialnia (TUTAJ). Tym razem pokażę Wam kilka moich pomysłów na naszą przyszłą kuchnię! Jeśli jeszcze przypadkiem nie wiecie czemu, przypominam – kupujemy mieszkanie! Nasze nowe miejsce. Nie duże, takie o – w sam raz. Z ogródkiem, na wsi już praktycznie, takie wymarzone, wychuchane! Ale wracając do rzeczy…
Zamarzyła mi się szara kuchnia. Klasyczna, przytulna, ciepła. Będzie więc miała szare szafki i albo drewniane albo marmurkowo-białe blaty. Nie mogę się zdecydować. Na podłodze będzie popularna teraz bardzo mozaika w odcieniach bieli, czerni i szarości, a między blatem a wyższymi szafkami – białe kafelki, albo prostokątne, albo w jakimś ciekawszym kształcie. Zobaczymy.
Będzie tam trochę starej ceramiki, kolorowego szkła, będzie drewno, będą motywy botaniczne. Będzie mi się tam dobrze gotować, myć gary, sprzątać (:D) i tworzyć moje kosmetyczne cuda.
Od zawsze chciałam mieć osobną, zamkniętą kuchnię. Trzymałam się tego długo. Aż do momentu, w którym podjęliśmy decyzję, że to jest właśnie TO nasze miejsce. Wtedy właśnie zaczęłam się dosyć mocno wahać. Cóż więc wymyśliliśmy? Zrobimy otóż kuchnię półotwartą! Czyli do połowy zamkniemy ją szafkami z piekarnikiem i cargo. Odzieli ją to nieco od reszty mieszkania, zapewni poczucie odrębności i nieco mniejszy wgląd z salonu na nieład kuchenny. Pozostałą część przestrzeni na tej pół zamkniętej ścianie zapełni blato-stolik ze stołeczkami niskimi lub barowymi i przejście do pokoju dziennego.
Ogromnie jestem ciekawa efektu końcowego! Wierzcie mi – nie mogę się doczekać!
A oto kilka moich pomysłów, inspiracji i ładnych kuchennych rzeczy, które przy tej okazji wynalazłam!
W zeszłym tygodniu prowadziłam jedne z bardziej niezwykłych warsztatów w całej mojej warsztatowej historii. Nie były to bowiem takie zwyczajne warsztaty, uczestnikami nie byli pracownicy firm podczas wyjazdów integracyjnych czy spotkań służbowych, ani też osoby zwyczajnie zainteresowane tematem. Były to dwie serie warsztatowe podczas prezentacji nowej kolekcji zegarków SWATCH dla dziennikarzy modowych z najlepszych krajowych magazynów!
Takie warsztaty zamykam w mojej osobistej zakładce z napisem „premium”. Wszystko musiało być idealne, eleganckie i pozbawione jakiegokolwiek brandingu. Trzeba też było włożyć nie lada wysiłku z zainteresowanie tematem zabieganych dziennikarzy, którzy zazwyczaj dysponowali niewielką ilością czasu, a i zegarki musieli obejrzeć, porozmawiać z przedstawicielami marki i popróbować smakowitego cateringu.
Na szczęście wszystko udało się wspaniale. Dzień był niezwykle intensywny, ale szalenie satysfakcjonujący!
Tymczasem mam dla Was przepis, który zaproponowałam także uczestnikom warsztatów. Zrobimy dzisiaj coś całkowicie genialnego, a niezwykle prostego – miodowy i czekoladowy balsam do ust!
Balsamy do ust pojawiają się w Lili dosyć często, ale jeśli nie wiecie, od którego zacząć – zacznijcie od tych! Są genialne na jesień! Smakowite, mega odżywcze, regenerujące i pięknie pachnące. Wasze usta je pokochają!
Najlepsze jesienne słodkie balsamy do ust / miodowy lub czekoladowy
na 2 słoiczki 15 ml
Składniki:
1 łyżka masła shea rafinowanego
1 łyżka masła kakaowego
1 łyżka wosku pszczelego bielonego
20 ml wybranego oleju (polecam z pestek winogron, ryżowy, ze słodkich migdałów, z pestek moreli, brzoskwini lub jojoba)
1 łyżeczka płynnego miodu – do balsamu miodowego
lub 1 kostka ciemnej czekolady – do balsamu czekoladowego
10 kropelek olejku zapachowego (ja do czekoladowego dodałam mango (MEGA!) do miodowego zieloną herbatę z granatami)
Do zlewki lub miseczki przekładamy masła, wosk i olej oraz czekoladę. Przekładamy do kąpieli wodnej, mieszając co chwilę, aż do całkowitego roztopienia i połączenia się tłuszczów. Ściągamy z podgrzewacza. Jeśli wybraliśmy miód, dodajemy go teraz i sprawnie mieszamy. Dolewamy olejki zapachowe i ponownie mieszamy. Całość przelewamy do dwóch słoiczków. Balsamy odstawiamy do stwardnienia.
Zobaczcie, jakie znalazłam cuda w różnych odcieniach tej barwy!
1.Toż to chyba najładniejszy zegar, jaki widziałam! / Westwing
2. Ogromnie spodobała mi się cała ta stylizacja – koszulowa sukienka, szeroki pasek i wysokie botki! / Mango
3. Mignęły mi w internecie przecudne opakowania produktów do makijażu Pixie Cosmetic. Zakochałam się! Pędzel Kabuki też piękny, prawda? / Pixie Cosmetics
4. Oj, kamienie lapis lazuli uwielbiam! Tutaj, w takim ogromnym pierścionku, prezentuje się wspaniale! / Free People
5. Genialne to to coś 🙂 Można świnkę traktować jak wazonik, albo zaskakującą ozdobę samą w sobie. Pełną poczucia humoru! Ze studia Marcel Wanders / Hive
Doświadczam czasem momentów idealnych. Takich, których nie zamieniłabym za żadne skarby świata na nic innego. Te momenty mogą być całkowicie ulotne, niezwykle krótkie, kiedy indziej potrafią rozciągnąć się na cały dzień czy cały weekend. Przeżywam je, mając całkowitą świadomość ich wyjątkowości i konieczności przeminięcia. Gdyby nie przeminęły, czy wciąż byłyby idealne? Czy stałyby się codziennością? Czy codzienność mogłaby być idealna? Czy potrzebny jest jednak ten kontrast?
Zostawię te filozoficzne zagadnienia zawieszone w powietrzu i przypomnę Wam pewien idealny, czerwcowy dzień, o którym pisałam Wam TUTAJ.
Tym razem chciałabym podzielić się z Wami idealnym jesiennym weekendem.
Weekendem spędzonym w małym, drewnianym domku w lesie, w ciepłych promieniach słońca o tej specyficznej pomarańczowej barwie przełomu września i października. Weekendem pełnym babiego lata, niespiesznym, uśmiechniętym. Z bukiem w jesiennych kolorach, poranną rosą i wieczornym chłodem.
Z doskonałym wieczorem na ogromnej łące, z córką i psami, z zachodem słońca, ze śpiewami i tańcami, z leżeniem w trawie i patrzeniem w niebo. Z równie doskonałym porankiem, kiedy to budzimy się z Różą w naszym drewnianym białym pokoiku na poddaszu o godzinie 10:00 (!) i do 11:00 leżymy sobie jeszcze razem, śmiejemy się, gilgotamy i przytulamy. A potem są pankejki na śniadanie i leżaczki w słońcu. I wędrówka po lesie w poszukiwaniu wielkich prawdziwków i leśnych wróżek. I mielone mamy na obiad. I w końcu wieczór na koniach z moją siostrą i całkowicie z siebie dumną Różą, która przez godzinę pięknie zasuwała na swoim kucu.
Ach, i z krótkim telefonem od męża, z którym nie mam kontaktu od ponad tygodnia! Króciutkim, bo ze środka oceanu, ale zawsze (choć muszę się przyznać, że go nie poznałam, jak zadzwonił… :).
Nie mogło to lato wyjść z mojej świadomości. Nie nasyciłam się nim… niestety.
Ale już koniec! Cóż zrobić… I kiedy to sobie uświadomiłam, to i jakoś z tą jesienią się polubiłam. Może też dlatego, że w końcu przestało lać. Wyszło słońce, zapachniało jesienią, zaszurało pierwszymi liśćmi. Pogodziłam się więc, oswoiłam ją i teraz w pełni mogę się tą jesienią cieszyć.
O ileż przyjemniej z takimi umilaczami, jakie Wam dzisiaj wynalazłam!
A jeśli jeszcze Was to nie przekonuje – wpadajcie na Facebook, gdzie czeka umilający jesień konkurs!
2. Idealny na kakałko kubek Nostalgic / OPA & Company
3. Cudo, które dostałam od siostry z jej wojaży po Kalabrii – wyciskany prosto z tamtejszych owoców olejek bergamotkowy! Mój ulubiony olejek dodający energii o silnym działaniu antydepresyjnym. Najlepszy na jesień! Polecam zajrzeć po taki do ulubionych sklepów z kosmetykami naturalnymi lub zielarskich.
4. Bardzo chcę! Atlas lądów niebyłych. Największe mity, zmyślenia i pomyłki kartografów, Edward Brooke-Hitching, Dom Wydawniczy Rebis. „Od niewidzialnych łańcuchów górskich po wielkie widmowe morza ‒ atlas przedstawia największe geograficzne zjawy, jakie ongiś nawiedzały mapy, i odkrywa fascynujące historie narodzin tych urojeń. Zgromadzone są tu najdziwaczniejsze fantasmagorie zamieszczane ongiś na mapach jako prawdziwe – wyspy widma, mityczne rasy, bestie połykające statki – pieczołowicie wybrane z całej historii kartografii.” Brzmi niezwykle! / Merlin
5. Rozświetlający krem nawilżający na dzień Lavender Luminosity – Avalon Organics. Tego nam właśnie jesienią trzeba! / Iwos.pl
6. PURIFY YOUR SOUL enzymatyczna maseczka czyszcząca z miodem BE.LOVED. I to w zestawie z bambusowym ręczniczkiem. Rozjaśnij odcień skóry i wygładź delikatne zmarszczki! / BE.LOVED
7. Nowość IOSSI – Aksamitna róża, regenerująco nawilżający krem z acerolą, różą i algami. Brzmi bardzo kusząco! / IOSSI
8. Czy to nie wygląda bosko? Do wypróbowania przepis na tartaletki z jabłkami i solonym karmelem. Koniecznie! / Platings and Pairings
9. Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata, Klain Zach, Leckart Steven, Wyd. Smak Słowa. „Przez ostatnie lata autorzy książki zgromadzili setki opowieści i zdjęcia ponad 12 tysięcy chatek własnoręcznie wzniesionych przez ludzi, którzy robili, co mogli, by być blisko ważnych dla siebie miejsc. W niniejszej książce prezentują ponad dwieście małych domów, które wybrali ze swojego obszernego archiwum z nadzieją, że staną się one inspiracją dla czytelnika. Ponadto, udostępnili dziesięć niezwykłych, ilustrowanych zdjęciami opowieści.” Brzmi cudnie! / Empik
2. Po obejrzeniu, a w zasadzie wciągnięciu w jeden wieczór mini serialu BBC rzuciłam się ostatnio w Biedronce na książkę 🙂 Piękne wydanie! Północ i Południe, Elizabeth Gaskell / Świat Książki
Wiecie, że od dawna współpracuję z BliskoNatury.pl. Muszę więc bardzo gorąco zaprosić Was na wielkie otwarcie nowego sklepu w Poznaniu! W ten weekend naprawdę sporo się tam dzieje! Więcej na ulotkach, które zrobiłam z tej okazji!