KategorieUncategorized

W roli głównej: Alteya Organics Organiczna woda z kwiatów rumianku

Kwiaty w głowie mi siedzą. Wyjść nie mogą. Bo i po co. Z kwiatami jest piękniej! Zapraszam Was więc dzisiaj na post kwiatowy! Naszą gwiazdą jest bowiem kwiatowa woda! A dokładniej Organiczna woda z kwiatów rumianku marki Alteya Organics.

Rumianek to jeden z najwspanialszych kwiatów, wykorzystywanych w pielęgnacji skóry. Jestem pewna, że i Wasze mamy i babcie używały go często. W różnej postaci. Zazwyczaj z kupowanych w sklepach zielarskich koszyczków rumianku, przygotowywało się napar, który wykorzystywany był zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Rumianek bowiem koi od środka i na zewnątrz. 
Kiedy Róża była mała często piła rumiankową herbatkę. Czasami kąpała się w rumianku. Niekiedy dodawałam po kropelce rumiankowego olejku do jej olejku do ciała. Bywa niestety, że rumianek uczula. Jak to zazwyczaj bywa z naturalnymi środkami. Jest jednak jednym z najbezpieczniejszych ziół, które mogą stosować już niemowlaki.
Rumianek w postaci wody kwiatowej to prawdziwe cudo! Zacznę może od tego, że moja Róża niedawno zraniła się w bardzo wrażliwym miejscu. Nie chciałam stosować tu niczego, co mogłoby ją zaboleć. Sięgnęłam więc po wodę rumiankową. Doskonale łagodzi drobne ranki i podrażnienia. Jak wszystkie hydrolaty ma lekkie działanie antyseptyczne i ściągające. W takich sytuacjach sprawdza się więc idealnie.
Właściwości wody zacytuję za producentem: „Polecana jest zarówno do suchej, dojrzałej skóry, jak i do wrażliwej i zanieczyszczonej. Pomaga w leczeniu trądziku, uczuleniach skóry, dermatozach, oparzeniach (także słonecznych), przy pękaniu naczyń krwionośnych, ranach, podrażnieniach (np. powodowanymi pieluchami u niemowląt).
Woda rumiankowa jest idealna po goleniu. Goi, regeneruje, uspokaja podrażnienia i stany zapalne, zmiękcza i nawilża skórę, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie (dzięki obecności m.in.: Chamazulenu, bisabololu), osłaniająco, kojąco oraz antydepresyjnie.
Hydrolat przynosi pomoc w egzemie, pokrzywce stanach zapalnych skóry (suchość skóry, swędzenie, zaczerwienienie).
Rumianek zastosowany w płukankach do włosów łagodzi podrażnienia skóry głowy i nadaje włosom jasny złocisty odcień.”
Taki właśnie jest rumianek. Ten w wersji bułgarskiej marki Alteya Organics jest po pierwsze ekologiczny, a po drugie zamknięty w uroczej buteleczce z piękną etykietą i z atomizerem. W przypadku wod kwiatowych spryskiwacz to idealne rozwiązania. Są one tak łagodne, że z przyjemnością stosuję je jako odświeżające mgiełki. Tą rumiankową – i do twarzy, i do ciała, i do włosów!
Woda pachnie subtelnie. Rumiankowo. Jest bezbarwana. Certyfikowana. A co najważniejsze – niezwykle uniwersalna i praktyczna. Może stanowić bezpieczny tonik. Odświeżenie w podróży. Środek pielęgnujący dziecięcą skórę. Płukankę kondycjonującą i rozjaśniającą do jasnych włosów. Nawilżacz do glinkowych i suchych maseczek. Plaster na podrażnienia, wypryski i drobne ranki. Polecam!

Woda z e-Fiore.

Zielono mi – przegląd zielony

Tak sobie siedzę od rana przy komputerze i co rusz zerkam przez okno. Dla ukojenia oczu. Bo tam zieleń wybujała! Świeża, soczysta, liściasta. Gdzieniegdzie poprzecinana bielą kwiatów kasztanowca i głębokim fioletem bzów. A skoro już ta zieleń tak wybujała to i post się zielony zrobił!
Zapraszam na mały zielony przegląd!

  1. Niesamowity zielony wieszaczek ze szklana listwą od OHHO GLASS, cena: 41,15zł
  2. Jedna z naszych ulubionych marek dziecięcych i jej mleczko do mycia skóry niemowląt i dzieci – Eco Bio Sense z Pierpaoli, ItalBioEco, cena: 29,99zł
  3. Alphanova Bebe Bobo przyjaciel na guzy- dla małych i dużych 🙂 Ale chyba bardziej dla małych! W trzech kolorach. A jak działa? Kosteczka po zamrożeniu, przyłożona do skóry, łagodzi obrzęki i guzy! BeeEco, cena: 38zł
  4. Jeden z moich agatów! W cudownym zielonym kolorze! Z kryształkami – tzw. druza i z pozłacanymi brzegami. Lili in the Garden, cena: 89zł
  5. Jaaaka cukiernica! Prosto z bajki! ArtMika, cena: 69zł
  6. Aloes zielony. Ukryty w żelu do ciała i twarzy Omia. Łagodzi i myje. BeeEco, cena: 37zł
  7. Blossom! Skin Blossom! Łagodne mleczko do demakijażu w bardzo dobrej cenie. EcoKraina, cena: 19,990zł
  8. Nie chcielibyście położyć głowy na świeżej trawie skąpanej w zachodzącym słońcu? Nic prostszego! Trawiasta-zbożowa poducha Wam pomoże 🙂 AT design, cena: 55,25zł.

Taki tam zwykły obiadek czyli polędwiczki po naszemu

No dobra. Może nie taki tam zwykły. Przyznam się bez bicia, że tak na co dzień nie jadamy. Czasem nas tylko natchnie. Raz mnie, raz mojego męża. Tym razem ja postanowiłam poszaleć. A wyszło tak pyszne… tak pyszne… że nawet nie wiem jak Wam to opisać!
Zrobiłam bowiem aromatyczną polędwiczkę nadziewaną serem owczo-krowio-kozim na lekko maślanych marchewkach i gruszkach, podawaną z pieczonymi ziemniaczkami i roszponką. 
Uf… Brzmi długo, ale tak naprawdę wszystko jest proste, a razem tworzy iście wspaniały obiad! Polecamy z Różyczką!

Składniki
polędwica

  • ok 220 g wieprzowej polędwicy
  • 2 łyżki oleju + nieco do smażenia
  • sól
  • łyżeczka cynamonu
  • łyżeczka białego pieprzu
  • łyżeczka majeranku
  • ok 50g dobrego twardego sera o ostrzejszym smaku – wybrałam Ventero owczo-krowio-kozi

dodatki

  • 2 marchewki
  • 1 twarda duża gruszka
  • łyżeczka cukru
  • masło
  • ziemniaki
  • olej + sól
  • roszponka

  1. Zaczynamy od marynowania polędwicy. Mięso myjemy i przekładamy do miski, gdzie dokładnie nacieramy je olejem i przyprawami. Odstawiamy na 2-3 godziny w chłodne miejsce.
  2. Ziemniaki nacinamy tak, aby powstały cienkie paski, które jednak są razem złączone. Wsadzamy je do naczynia żaroodpornego plasterkami w górę. Każdego polewamy z góry olejem i solimy. Naczynie wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 200 stopni, na około 50-60 minut. Mają być miękkie i z wierzchu przyrumienione.
  3. Polędwicę nacinamy z boku, tworząc kieszonkę. Ser kroimy w niewielką kosteczkę i wsadzamy do mięsa. Całość zawiązujemy ciasno nitką. Rozgrzewamy patelnię z olejem. Kiedy już będzie gorący, wsadzamy mięso. Smażymy po 2 minuty z jednej i drugiej strony. Następnie przekładamy polędwicę do naczynia żaroodpornego i wsadzamy do piekarnika, do naszych ziemniaków, na ok. 25-30 minut. Pamiętamy aby ziemniaki i mięso pilnować osobno. Polędwica ma być przyrumieniona z wierzchu, a wewnątrz lekko różowa. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy mięso jest już gotowe, wyciągamy je na chwilę, przekrawamy w połowie, sprawdzamy i najwyżej wstawiamy do piekarnika na jeszcze chwilę.
  4. W między czasie obieramy marchewkę, a gruszkę przekrawamy na pół i wycinamy środek. Marchewkę kroimy w cienkie słupki i długości ok. 3-5 cm, a gruszkę w cienkie plasterki-półksiężyce. Całość przekładamy na patelnię z lekko już roztopionym masłem (około 2 łyżki). Przysmażamy przez 10 minut, co chwile mieszając. W trakcie posypujemy cukrem.  Marchewka i gruszka mają lekko zmięknąć i nabrać maślanego smaku.
  5. Polędwicę kroimy na 1,5 centymetrowe kawałeczki i ściągamy nitkę. Na talerzach układamy marchewkę z gruszką, na to kładziemy mięso, obok ziemniaczka. Całość dekorujemy świeżą roszponką.
  6. Smacznego!

Róża – mała zwariowana wariatka najpierw wyjadła całą roszponkę 🙂

 A tak wygląda najedzone, szczęśliwe dziecko 🙂

Po-Weekendowe Cuda no75

To są najładniejsze torby śniadaniowe, jakie widziałam! Z Kavalki (1)!
Większość obrazków – czy to plakatów, czy w formie rozwijanych płócien, czy printów w ramkach – no, większość obrazków z Blacklist (2) powiesiłabym u siebie. I zapełniła nimi całe ściany!
Wierzcie lub nie, ale ta suknia ślubna zrobiona jest z żywych roślinek (3)! Wygląda niesamowicie! Niestety nieco pogrubia, ale z pewnością wrażenie robi! StyleMePretty, zdjęcia: Lucy Davenport | Floral Design: Zita Elze.
Lody, lizaki czy bukiet kwiatów? Świetny pomysł na lody na patyku z jadalnymi kwiatami! Z Free People Blog (4).
Przepiękne plecaki na majówkę. Eleganckie, praktyczne, w cudownych kolorach! Z MUM AND CO (5).
A to znowuż chyba najładniejsze torby na aparat, jakie widziałam! Marki Ciesta (6). Oj, marzy mi się…
Trochę zwariowane, ale na wiosnę chyba takich nam potrzeba! Geterki wzorzyste! Tukany mnie zabiły! BGLAM (7).
Na koniec kilka nowości z Lili in the Garden. Moich ulubionych. Ale szykujcie się! Wkrótce pojawią się cuda najprawdziwsze!!
Tymczasem coś dla romantycznych kobiet (8) i najcudowniejszych córeczek (9). Zapraszam! Pojedyncze sztuki!

W roli głównej: Kolagen Colway + KONKURS kolagenowy!

Zapraszam Was dzisiaj w podniebną podróż! Tak bowiem zainspirowały mnie opakowania kosmetyków kolagenowych Colway. A poprowadzi nas sama nasza dzisiejsza gwiazda – Kolagen Naturalny Platinum. Mam też dla Was miłą niespodziankę.
To jeden z tych kosmetyków, które niezwykle intrygują. I przyznam, że kiedy otrzymałam pierwszą wiadomość z Zakątka Kolagenowego byłam bardzo zaciekawiona. Gdzieś tam wcześniej o uszy sam kolagen mi się obił. Nie miałam jednak sposobności go wypróbować. A w ogóle – to co jest to ten cały kolagen? I jak to to działa?
Aby się za bardzo nie wymądrzać, wstęp zacytuję za producentem – Colway…
„Kolagen jest „proteiną młodości”, która stanowi ponad 30% masy białka ludzkiego i aż 70% białek skóry. Kolagen wraz z elastyną tworzą w skórze właściwej elastyczną siateczkę, która nadaje jej sprężystość i jędrność, a także wiąże wodę, substancje lipofilowe i stanowi o kondycji tkanki łącznej czyli w istocie o kondycji całego organizmu.

Kolagen w naszym organizmie podlega ciągłemu procesowi wymiany i dopóki przebiega ona sprawnie Twoja skóra wygląda młodo i zdrowo. Kolagen ustrojowy powstaje w komórkach wytwórczych: fibroblastach i chondrocytach, w procesach zwanych kolagenogenezą. Kolagen Naturalny nie walczy ze skutkami, jak większość kosmetyków anti-age, lecz uderza w przyczynę starzenia się skóry – niedobór kolagenu.”

A jakiż on dziwny w stosowaniu! Ale od początku – w bardzo eleganckim pudełku skrył się równie elegancki pojemniczek ze szkła i z wygodną w użyciu pompką. Wewnątrz znajdziemy gęsty, lekko przejrzysty żel. W zasadzie bez zapachu. Całkowicie neutralny. Wersja Platinum jest do twarzy i szyi. Istnieją także inne – do ciała, na włosy, stawy i paznokcie.
Cała sztuka to wiedzieć jak go używać. Kiedyś bowiem odwiedziła mnie koleżanka, która sobie go wypróbowała,  a potem zdzwoniła spanikowana, że jej się na twarzy łuszczy. Otóż ważne, aby skóra była wilgotna, a zaraz po aplikacji niewielkiej ilości preparatu nakładamy krem nawilżający. Wiecie czemu? Jeśli go nie nałożymy, po krótkiej chwili będziemy mieli poczucie nieprzyjemnego ściągnięcia. Skóra się napnie i… tak jakby zestali. Jeśli jednak posmarujemy ją kremem, uczucie to szybko zniknie.
A potem? Na początku nie wiedziałam co o tym całym kolagenie sądzić. Zrobiłam nawet krótkie badanie wśród osób, które go używały i są zadowolone. Deklarują, że skóra jest uspokojona, rozjaśniona, a zmarszczki faktycznie jakby spłycone. U mnie proces ten trwał nieco dłużej, ale teraz, kiedy już moja buteleczka dobiega końca, mogę przyznać im rację. Faktycznie coś w nim jest. Faktycznie moja 30-letnia skóra z pierwszymi, ale już widocznymi zmarszczkami, dostała czegoś w postaci pozytywnego zastrzyku. Regeneruje się, jest miękka i przyjemna w dotyku. Bardzo delikatnie napięta, ale nie powoduje to żadnego dyskomfortu, a wręcz przeciwnie – sprawia wrażenie jędrności i elastyczności.
Kolagen polecam, choć trzeba przyznać, że jest to spora inwestycja. Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie Colway. Warto sięgnąć po niego, kiedy już pierwsze zmarszczki Was dopadną lub, aby zregenerować skórę po urazach czy zabiegach chirurgicznych – ponoć znacznie przyspiesza gojenie.

A teraz niespodzianka!

Zapraszam do konkursu facebookowego, w którym do wygrania są trzy kosmetyki kolagenem Colway:
Aby wziąć udział w konkursie należy
  • polubić fanpage Zakątka Kolagenowego (TUTAJ)
  • udostępnić publicznie informacje o konkursie – baner konkursowy na Facebooku (TEN) lub wkleić podlinkowany banerek na blog (jeśli zdecydujecie się na tą drugą opcję wpiszcie w komentarzu link do bloga).
Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest spełnienie obu powyższych zadań. Pod uwagę będą brane osoby linkujące swój blog w komentarzu oraz udostępniające na Facebooku. O polubienie Zakątka proszę wszystkich 🙂 
Na zgłoszenia czekam do niedzieli 4 maja 2014, do północy.
Spośród zgłoszeń wylosujemy trzy osoby, do których powędrują, według powyższej kolejności, kosmetyki kolagenowe.
Wyniki zostaną ogłoszone na blogu. Na adresy zwycięzców do wysyłki będę czekała 10 dni od ogłoszenia wyników. Wysyłka jedynie na terenie Polski, za wysyłkę odpowiedzialny jest sponsor.

Zapraszam!

Zrób nas – łyżki malowane

Na takie łyżki regularnie natykam się w internecie. Drewniane z malowaną końcówką. Za każdym razem tak samo mi się podobają. Za każdym razem widzę je w swojej kuchni. Najwidoczniej ostatnio wizualizacja ta była nieco bardziej intensywna, bo postanowiłam w końcu zrobić ich własną wersję!
Jako, że w Lili lubimy proste i szybkie rozwiązania, polecam Wam moi drodzy – lakiery do paznokci! Któraż z nas nie ma ich całej masy zalegającej gdzieś w łazience i nigdy się nie kończącej? Trzeba stanowczo wykorzystać potencjał tych cudownie kolorowych farbek! W nieco inny sposób. Do takich łyżek nadadzą się idealnie. Oczywiście w założeniu, że nie mieszamy żywności pomalowaną końcówką!
Po co zatem sięgamy? Po nowiuteńkie drewniane łyżki za 1-2 złote, ulubione kolory lakierów i taśmę klejącą. Ja użyłam papierowej, aby ładnie przylgnęła do drewna. Obkleiłam koniec łyżki, a następnie pomalowałam pozostałą część lakierem. Tak pomalowane łyżeczki najlepiej wstawić do suszarki na sztućce. Ważne, aby stały pionowo i mogły wyschnąć. Gdy będą już suche, dodajemy kolejne warstwy lakierów lub malujemy ornamenty. Moje złote groszki uważam za cudowne 🙂 Odklejamy delikatnie taśmę. Gdy znowuż wyschną, są gotowe! Prosty, a jakże uroczy prezent czy dekoracja własnej kuchni.

Facebook