KategorieUncategorized

Kosteczka do masażu kawa-kakao-wanilia

Mam dzisiaj dla Was jeden z moich najprzyjemniejszych przepisów! Pomysł prosty, wręcz banalny, a efekt zniewalający! Zrobimy dzisiaj moi drodzy kosteczkę do masażu kawa-kakao-wanilia. Skład? Najprostszy z możliwych! Zapach? Obłędny! Zastosowanie? Bajeczne!
W naszej kosteczce znalazły się aromatyczne, najprawdziwsze ziarenka kawy. I to ekologicznej, z Etiopii. Po co nam tu one? Ano do masowania właśnie. Kosteczka ma idealny rozmiar do trzymania w lekko ściśniętej dłoni i masowania nią bliskiej osoby. Przy okazji, pod wpływem ciepła skóry, delikatnie roztapiają się masła, które służą nam przy masażu nie tylko za poślizg, ale także za kojący balsam, odżywczy, pielęgnacyjny okład na zmęczone ciało.
Żadnej filozofii w kosteczce nie ma i w tym właśnie tkwi jej siła. Zrobiłam ją jedynie z masła kakaowego, masła kawowego i masła waniliowego. Każde z osobna już jest cudowne. Każde z osobna otula wspaniale swoim zapachem. Razem tworzą trio doskonałe. Smakowite, ciepłe, głęboko relaksujące, a jednocześnie dodające pozytywnej energii i chęci do życia. Po prostu – rozpieszczają!

Do wykonania kosteczki przygotujcie:
  • ziarenka kawy (moja z Etno Cafe – bardzo polecam bo pyszna)
  • 4 łyżki masła kakaowego (ja użyłam w pastylkach, ale może takę być to łupane) (z Blisko Natury)
  • 1,5 łyżki masła kawowego (także Blisko Natury)
  • 1,5 łyżki masła waniliowego (i znowuż z Blisko Natury)
  • foremka – użyłam małej plastikowej po sorbetach z biedronki
Na dno foremki wysypcie ziarenka kawy, tak aby zakryły całą powierzchnię. W kąpieli wodnej lub w mikrofali roztopcie tłuszcze, co chwilę mieszając. Kiedy przybiorą formę oleju, przelejcie je do foremki. Ziarenka wypłyną na wierzch i tam się już utrzymają. Tak przygotowany pojemniczek odstawcie w chłodne miejsce do ostygnięcia, następnie do lodówki do stwardnienia. Zanim wyciągnięcie kosteczkę warto ją jeszcze na kwadrans przełożyć do zamrażalnika. Z łatwością wtedy wyjdzie z foremki.
Kosteczkę przechowujcie w chłodnym miejscu lub lodówce. Aby wykonać masaż, chwyćcie ją mocno w dłoń i wykonujcie powolne masujące ruchy po ciele bliskiej osoby. Masła zaczną się delikatnie roztapiać. Kiedy uznacie, że skóra jest wystarczająco natłuszczona i poślizg jest dobry, odstawcie kosteczkę i skończcie masaż dłońmi. Ziarenka kawy zaczną w końcu odpadać, zwłaszcza z boków. Po prostu odstawcie je w trakcie masażu na spodeczek. Kosteczka starczy Wam na wiele masaży – wszystko zależy od tego jak długie one będą!

Po-Weekendowe Cuda no70

 

Talerzowe mandale! Cudne! Uwielbiam takie kolorowe połączenia wzorów, które na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują, a w rzeczywistości doskonale współgrają. Mogłabym sobie takie porcelanowe cuda w domu trzymać! Mandale lulaland (1) – Lula Aldunate.
Cudowna deska barwiona jagodami (2) od Littlewood. Może i wyblaknie, ale efekt wspaniały!
Dzisiaj mamy kolorowo! Bo i półeczki metalowe takie świetne! Z potrzeby piękna (3).
Przepiękna ceramika ze złotymi zdobieniami. Te sukulenty poustawiałabym w całym domu! The object enthusiast (4).
Na wielkiej modzie za bardzo się nie znam niestety. Czasem tyko zwrócę uwagę na zdjęcia niezwykłych ubrań. I tak ostatnio mój wzrok przykuł Elie Saab (5) i jego niesamowite sukienki. Chyba wszystko mi się tu podoba! Z wybranych: Josephine Le Tutour in ELIE SAAB Haute Couture Autumn Winter 2013-14 zdjęcia Steven Pan dla
Flair #8 oraz  Julia Frauche in ELIE SAAB Ready-to-wear Spring Summer 2104 zdjęcia Camilla Akrans dla Porter
Magazine.
Lampy-kryształy. Lampy-kamienie szlachetne. Cudowne! Projekt Arik Levy dla Lasvit via Toildrop (6)
Zauroczyły mnie propozycje do dziecięcego pokoiku od Minimetry (7). Zwłaszcza ta pufa i obrazek! I to zdanie: „Firma Minimetry zajmuje się uszczęśliwianiem dzieci” 🙂
Wiosenne essenntials według Jones Design Company (8). Co ważniejsze – do ściągnięcia i wydrukowania!
I jeszcze słówko! Cuda miały być cudowniejsze, z poleceniami, filmikami, etc. Za dużo jednak ostatnio się dzieje. Pracuję nad kilkoma projektami, które mam nadzieję Wam niedługo pokazać, przez co na śledzenie tak dokładnie internetu, jak bym chciała, nie mam czasu… Mam nadzieję, że powyższe zdjęcia i tak Was usatysfakcjonują!

Cudownego tygodnia!

Konkurs Kąpielowy

Kochani, ruszamy z nowym konkursem! Bardzo przyjemnym, bo kąpielowym! Zaprasza Was dzisiaj sklep Clair Cosmetics!

Nic tak nie pomaga po długim i ciężkim dniu jak właśnie kąpiel. Ta chwila tylko dla Was… Odrobina relaksu i spokoju. Ale kąpiel kąpieli nie równa! Bo kąpiel może stać się prawdziwym rytuałem rodem ze SPA. Całkowicie dopieszczającym i odprężający. Ale kiedy zwykła kąpiel staje się rytuałem?
Ciekawią nas Wasze pomysły na przeobrażenie kąpieli w taki właśnie rytuał! 
Aby wziąć udział w konkursie 
napiszcie w komentarzu pod tym postem trzy warunki, jakie Waszym zdaniem muszą zaistnieć lub jakie trzeba spełnić, aby zmienić kąpiel w rytuał SPA
Mogą to być trzy słowa albo trzy zdania, ale możecie się też bardziej rozpisać!
Będzie nam miło jeśli udostępnicie tą informację na Waszych blogach lub profilach Facebookowych.  
Zapraszamy do sklep Clair Cosmetics, w którym znajdziecie nie tylko wybór kosmetyków kąpielowych, ale także pełną gamę pielęgnacyjną. No i wszystko naturalne!
Sklep odnajdziecie także na Facebooku – TUTAJ!

Czas na nagrody!
Spośród wszystkich odpowiedzi wybierzemy najciekawszą, której aut otrzyma naturalny zestaw:

 Wylosujemy także 2 inne osoby, do których powędruje po jednym:

Na Wasze zgłoszenia czekamy do niedzieli 23.03.2014 do północy.

Słówko regulaminowe:
  • Organizatorem konkursu jest Lili Naturalna.com i Clair Cosmetics;
  • Konkurs trwa od 14.03.2014 do 23.03.2014 do północy;
  • W konkursie biorą udział osoby, które spełnią konkursowe zadanie, wymienione powyżej;
  • W konkursie można wziąć udział tylko raz;
  • Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu do 26.03.2014;
  • Na zgłoszenia zwycięzców z adresami do wysyłki nagród czekamy 10 dni od ogłoszenia wyników.
  • Za wysyłkę nagród odpowiedzialny jest sklep Clair Cosmetics
  • Wysyłka jedynie na terenie Polski;
  • Zastrzegam sobie prawo do zmiany treści posta konkursowego, jednakże nie wpływając tym samym na przebieg i sedno konkursu.

 Zapraszamy!

Zauroczona: Cubbylove

Czasem trafiam na małe niesamowite sklepiki, które potrafią zauroczyć mnie od pierwszej chwili. Może nie posiadają szerokiej oferty, ale w każdym z oferowanych produktów widać pasję, radość, uśmiech i miłość do tego, co się robi. Cubbylove jest jednym z takich sklepików. Nie u nas. Daleko, w Australii. Ale stanowi dla mnie ogromną inspirację. Każda z tych cudownych niezwykłych rzeczy, które są tu dostępne, jest unikatowa, wykonana ręcznie i z pomysłem. Dodaje pozytywnej energii i koloru. Każdą chętnie zaadoptowałabym u siebie. I każdą spróbowałabym też zrobic sama. Może kiedyś…

Tymczasem zapraszam Was na moje nowe zauroczenie i małą wędrówkę po Cubbylove!

 

Zdjęcia Cubbylove

Podpatrzone: Kostki peelingujące kawa kokos

Wypatrzyłam Wam i podpatrzyłam też, coś bardzo prostego, a zarazem cudnego! Polecam Waszej uwadze dzisiaj kostki peelingujące kawa-kokos. Cóż… możemy je też nazwać babeczkami-scrubami, które skórę wygładzają, odżywiają, zmiękczają i jeszcze działają antycellulitowo.
Pomysł pochodzi z Henry Happened i tam tez Was odsyłam po więcej ciekawych inspiracji.
Antycellulitowo, bo to kofeina przecież, która pobudza krążenie i pomaga usuwać toksyny. Kosteczki mogą więc stać się ciekawszą wersją tradycyjnego kawowego peelingu. Wyglądającą przy tym bardziej estetycznie i nadająca się idealnie na prezent. No i wzbogaconą o cudne właściwości pielęgnacyjne oleju kokosowego. Wybierzcie ten świeży, dziewiczy, nierafinowany, o intensywnym zapachu kokosa. Olej wnika głęboko i szybko w skórę, działa antyseptycznie, dezodorująco, odżywczo, przyspiesza regenerację i świetnie nawilża.
Przepis jest banalnie prosty. Potrzebujecie jedynie tyle samo oleju kokosowego ile mielonej kawy (na przykład po pół szklanki). Olej najlepiej wcześniej zmiękczyć, delikatnie go rozgrzewając, np. w mikrofali lub kąpieli wodnej. Całość mieszacie i przelewacie do foremek na muffinki. Odstawiacie w chłodne miejsce do zastygnięcia i po godzince wyciągacie. Olej kokosowy pod wpływem ciepła dłoni będzie się delikatnie roztapiał, więc scruby w użyciu będą przyjemne. Kosteczką wymasujcie ciało, zwłaszcza w newralgicznych miejscach – na udach i pośladkach. Uważajcie, kawa może zabrudzić łazienkę. Kostki przechowujcie w lodówce, zamknięte w woreczku, ale i w temperaturze pokojowej olej będzie dosyć twardy.
Autorka Henry Happened poleca stosować podobną mieszaninę także na twarz. Myślę, że na pewno warto taką maskę wypróbować. Zmieszajcie 1/4 szklanki greckiego jogurtu, łyżkę oleju kokosowego, dwie łyżki mielonej kawy i sok z połowy cytryny. Całość wmasujcie w twarz i pozostawcie na niej przez 10-15 minut. Po tym czasie zmyjcie maseczkę, delikatnie peelingując cerę. Mocne pobudzenie gwarantowane!
Zdjęcia Henry Happened

Strachy na lachy

Może i panikarą nie jestem, ale bardzo często się w życiu boję. Co ciekawe – boję się, że za często się boję. Nie wiem czy to skutek naszej polskiej mentalności, babskiej natury, wychowania czy szalejących hormonów? Zapewne mix tych rzeczy. Wypadkowa wszystkich moich dotychczasowych doświadczeń, intensywnie wzmacniana doniesieniami medialnymi, które, co jak co, ale strach potrafią w człowieku wywołać. 
Mam wrażenie, że kiedyś inaczej się żyło, bo mniej się wiedziało. Matki mniej bały się o dzieci spędzające całe dnie na podwórku czy w lesie i podające rękę obcym, bo nie atakowały nas ze wszech stron informacje o czyhających pedofilach i mordercach. Nie to, żeby takie rzeczy miejsca nie miały. Po prostu słyszano tylko o jednym przypadku na sto, gdzieś tam, daleko. Tymczasem dzisiaj boję się nawet do szpitala pójść, bo zapewne czyhać tam na mnie będą niekompetentni, pijani lekarze, którzy na pewno zrobią jakiś błąd i w najlepszym przypadku, zaszyją w nerce jakąś szmatkę. Strach się bać!
Moje największe strachy przyszły do mnie, kiedy zaszłam w ciążę. Wcześniej nie było tak źle. Obwiniam tu hormony właśnie i instynkt pierwotny macierzyński. To od tego momentu płakać mi się chce na reklamach, wzruszają mnie byle historie, małe słodziutki dzieci, pieski, ptaszki i inne stwory. Płaczę na filmach i fabularnych i przyrodniczych. Płaczę oglądając głupie filmiki na youtubie i kampanie społeczne. Już teraz wiem, że może i Kamienie na szaniec okażą się dobrym filmem, ale ja nie mogę na niego iść, bo ta historia zawsze tak bardzo mnie wzruszała, że ryczeć będę już, jak pojawi się na ekranie tytuł. 
Ja nawet zdaję sobie sprawę z tego, że reklamy tworzone są specjalnie w ten sposób, żeby wzruszać. Pokazują córeczki i ich poświęcające się, zabiegane, zapracowane mamy, którym wszystko wynagradza złoty medal dziecka na olimpiadzie. Albo kiedy kobieta pokazuje mężowi buciki. Albo jak do śpiących o poranku rodziców przychodzą dwie małe dziewczynki, trzymające się za rękę, w koszulkach nocnych. No… nawet jak to piszę, to się wzruszam. I wiem, że ma to na mnie wpływać w ten sposób, że ma wywołać pozytywne skojarzenie z marką i wzmocnić chęć zakupu konkretnego produktu, ale i tak się wzruszam.
Najgorsze są kampanie społeczne i filmiki z nowo narodzonymi, przytulającymi się do mam, dziećmi. Oj, to potrafi wywołać mocny efekt. Kojarzycie niedawny krótki film o dziewczynce, Brytyjce, która przeżywa początek wojny? Z hasłem „to, że to nie zdarzyło się tutaj, to nie znaczy, że w ogóle się nie zdarza”? To jeden z moich największych strachów…
 A jakie są te moje strachy w ogóle?
  • Najbardziej, panicznie, okrutnie boję się o Różę. I to tak mocno, że czasem to we mnie eksploduje i wybucham płaczem. Nagłym i niepohamowanym. Po chwili przychodzi opamiętanie, ale ten strach we mnie siedzi głęboko.
  • Boję się idiotów. Boję się zwłaszcza idiotów, którzy wsiadają za kierownicę po pijaku. Boję się pędzących w BMW idiotów, którzy pozbawieni są jakiejkolwiek wyobraźni. Boję się, bardzo się boję, że kiedyś taki pijany idiota odbierze mi wszystko, co mam. Moją rodzinę.
  • Boję się, że sobie nie poradzimy. Że przyjdzie załamanie, ciężki okres, kryzys gospodarczy, bezrobocie i beznadzieja. Że zabraknie na chleb, na dach nad głową. Że nie będziemy w stanie ogarnąć rzeczywistości.
  • Zważywszy na ostatnie wydarzenia na Ukrainie, coraz bardziej boję się wojny. Boję się tego, że kiedyś w jednej chwili wszystko to, co znamy może legnąć w gruzach. Przyjdzie ogień, ciągły strach, głód…
  • To z tych strachów największych. Ale jest też całkiem sporo mniejszych. Boję się startu samolotu. Przeraża mnie ten moment, kiedy maszyny zaczynają pracować pełną parą, robi się nagle straszny huk, a samolot rozpędza się na pasie startowym. Uspokajam się dopiero wysoko w powietrzu. Katastrofa lotnicza to jeden z moich koszmarów sennych…
  • Boję się jeździć po mieście. A najbardziej boję się parkować w centrum Krakowa. Jeśli kiedyś próbowaliście, to może wiecie o co chodzi… Tam w ogóle nie ma miejsca!
  • Boję się wchodzić sama do piwnicy. Z za każdego rogu łypią na mnie jakieś potwory…
  • Boję się chodzić po ciemku po naszym osiedlu, a już zwłaszcza po okolicznym parku. A nie powinno tak być!
  • Boję się za szybko jeździć na nartach. Za mało mam umiejętności i nie do końca wychodzi mi hamowanie.
  • Boję się piorunów. Kiedy przychodzi burza, oglądam ją, jak najbardziej, ale z za zamkniętego okna.
  • Boję się pająków, węży i jaszczurek.
  • Boję się odgłosów wyłaniających się z ciszy, kiedy śpimy w domku rodziców na wsi. Tam jest inaczej, tam wszystko trzeszczy, wiatr szumi, duchy chodzą…
  • Boję się być sama nocą. Kiedy zdarzają się takie wieczory (bardzo rzadko), muszę mieć chociaż włączony cały czas telewizor. Jako substytut czyjejś obecności.
  • Boję się, kiedy ktoś dzwoni do mnie późnym wieczorem. Boję się złych wiadomości.
  • O! A kiedy mój mąż był na misji w Afganistanie nade wszystko bałam się dzwoniącego dzwonka domofonu/drzwi, kiedy nikogo się nie spodziewałam. Za każdym razem myślałam, że dostanę zaraz zawału…
  • I boję się, że ta cała lista to tylko wierzchołek góry lodowej moich strachów…
No i cóż pozostaje… Albo gruntowna terapia, albo żyć z tym 🙂
 
Czego Wy się boicie? Co Was przeraża? Te większe sprawy czy codzienne drobnostki?
Facebook