KategoriePrzepisy na kosmetyki

Pomysł na ozdobne zawieszki zapachowe

Lubię, kiedy coś co dekoruje, spełnia jednocześnie praktyczne funkcje. A takie właśnie są nasze dzisiejsze zawieszki zapachowe. Spędzam ostatnio w kuchni sporo czasu, opracowując przepisy do książki. Te zawieszki powstały trochę jako efekt uboczny moich eksperymentów. Postanowiłam bowiem trochę się pobawić, a jednocześnie wesprzeć organizm aromaterapeutycznie. Jedna więc pełna jest kojącego, uspokajającego olejku lawendowego, druga gwarantuje jasność umysłu dzięki olejkowi rozmarynowemu.

Zróbcie koniecznie! Pobawcie się w artystę tworzącego kwieciste kolaże. Takie to proste, a daje tyle radości. A do tego – cudownie pachnie!

SONY DSC

Ozdobne zawieszki zapachowe

Na 1 sztukę:

  • 40 g wosku sojowego
  • 5-10 ml olejku lawendowego lub rozmarynowego
  • suszone rośliny
  • rurka do picia
  • sznureczek
  • prostokątna foremka

Wosk roztapiamy w kąpieli wodnej. Ściągamy z ognia i dolewamy olejek eteryczny – jego ilość dostosujcie do własnych preferencji. Wosk przelewamy do foremki. Układamy na nim rośliny, tworząc ciekawe kompozycje. Odstawiamy na chwilę. Kiedy zacznie tężeć, odkrawamy około centymetrowy kawałeczek rurki i wkładamy go do wosku tak, aby powstała dziurka na sznurek. Rurka ma pozostać wbita, aż wosk całkowicie stwardnieje. Wyciągamy go wtedy z foremki. Napierając na rurkę, delikatnie wyciągamy ją od spodu. Przywiązujemy sznureczek.

SONY DSC

Przepis na naturalny balsam na przeziębienie

Pogoda nas nie rozpieszcza… Jest wręcz najgorsza z możliwych. Nie lubię, bardzo nie lubię przełomu lutego i marca, tych wszystkich roztopów, śniegów z deszczem, przeszywającego wiatru i zakatarzonego nosa Róży. Cóż zrobić… Trzeba się wspomagać!

Polecam Wam więc dzisiaj bardzo prosty balsam na przeziębienie. Taki, co to trzeba się nim nasmarować, na szyi, na klatce piersiowej, kiedy nie można oddychać, kiedy doskwiera katar, kaszel i gardło bolące, kiedy łamie w kościach i jedyne o czym się marzy to ciepłe łóżko. Swoje lecznicze działanie zawdzięcza miksowi olejków eterycznych, które ułatwiają oddychanie, inhalują, wybijają bakterie, , łagodzą kaszel, koją i zwiększają naszą odporność. Mamy tu więc lawendę, eukaliptus, kajeput, kamforę i kadzidło, zmieszane w takiej ilości, że balsam jest skuteczny, a wciąż łagodny.

Ach, w okresach przeziębieniowych, kiedy czujemy, że niebezpieczeństwo jest blisko, polecam zabieranie go do pracy i smarowanie nim od czasu do czasu nadgarstków. Niechaj olejki unoszą się wokół i chronią nas przed choróbskami!

SONY DSC

Balsam na przeziębienie

Składniki:

  • 1 łyżeczka wosku pszczelego bielonego
  • 3,5 łyżeczki oleju słonecznikowego
  • 6 kropelek olejku lawendowego
  • 5 kropelek olejku eukaliptusowego
  • 5 kropelek olejku z kadzidłowca
  • 5 kropelek olejku kajeputowego
  • 5 kropelek olejku kamforowego

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk pszczeli. Kiedy będzie już płynny dolewamy olej i mieszamy. Ściągamy z ognia, mieszając jeszcze chwilkę. Dolewamy olejki eteryczne, ponownie mieszamy i przelewamy do pojemniczka na balsam. Odstawiamy do stwardnienia.

SONY DSC

 

I jeszcze muszę donieść, że na Fejsbuku Lili in the Garden czeka na Was konkurs na Dzień Kobiet – zapraszam TUTAJ!

 

SONY DSC

Przepis na błyszczyk do ust Czekolada z Jagodami

Mam dla Was wspaniały pomysł na zadbane, kuszące usta w smakowitym kolorze. Zrobimy błyszczyk Czekolada z Jagodami!  Ma zapach czekolady (aż chciałoby się go zjeść) i piękny kolor lodów jagodowych!. Masło shea, wosk i miód cudownie odżywią usta. Dodany olej z pestek granatu ma silne działanie antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Dzięki błyszczykowi usta będą miękkie i nawilżone. Aż się proszą o całusy!

Zakochałam się w tym jagodowym odcieniu. W puszce wydaje się ciemny, ale nałożony na usta jest doprawdy bardzo naturalny, delikatny i lekki. Nie bójcie się więc nic a nic. Spokojnie nadaje się do codziennej pielęgnacji, do wrzucenia do torebki czy do położenia przy biurku.

No i ten zapach… Rozpieszcza!

SONY DSC

 Błyszczyk do ust Czekolada z Jagodami

Składniki

W kąpieli wodnej roztapiamy masło shea, wosk i miód. Ściągamy z ognia. Dolewamy olej z pestek granatu i aromat czekoladowy. Mieszamy. Dosypujemy pigment i intensywnie mieszamy przez chwilę, aby całość dobrze się połączyła. Błyszczyk dosyć szybko twardnieje, konieczne jest więc sprawne mieszanie, po którym od razu przelewamy błyszczyk do pojemniczka. Odstawiamy do stwardnienia.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Przepis na genialny złuszczający tonik drzewny – rozjaśniający i kojący stany zapalne skóry

Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że jest to jeden z najlepszych moich przepisów. Jest jednocześnie bardzo prosty w wykonaniu, a co najważniejsze skuteczny. W dzisiejszym toniku drzewnym wykorzystałam moje odkrycie – wyciąg z kory czarnej wierzby. Jest to łagodna, wspaniała alternatywa dla chemicznych peelingów, zawiera bowiem naturalny, złuszczający kwas salicylowy. Więcej o nim przeczytacie poniżej, zachęcam Was do tego bardzo. Prawdziwa magia.

Postanowiłam też w końcu wypróbować sok z brzozy. O jego cudownych właściwościach słyszałam już dawno. Robi się też ostatnio modny w kosmetyce naturalnej – np. marka Madara w swej nowej linii Time Miracle zastąpiła nim tradycyjną wodę. Czemu? Jest bowiem mocno wysycony witaminami, minerałami, aminokwasami, proteinami i enzymami. Jest więc odżywczą bombą, która doskonale pielęgnuje skórę, wspiera jej regenerację, przyspiesza wzrost nowych komórek. Ma działanie antyoksydacyjne i ochronne. Spożywany, wzmacnia organizm, wspiera odporność, zapobiega infekcjom wirusowym. Polecany jest jako lecznicze wsparcie w bardzo wielu dolegliwościach.

SONY DSC

Wróćmy do czarnej wierzby. Jako, że jestem nią naprawdę zachwycona i chciałabym przekazać Wam o niej jak najwięcej, zacytuję po prostu jej opis z Zielonego Klubu:

„Ekstrakt otrzymuje się z młodej kory, zebranej w okresie wiosennym, gdy zawiera największe stężenie substancji aktywnych, w tym kwasu salicylowego, które wykazują się podobnymi właściwościami do syntetycznego kwasu salicylowego, ale nie mają jego wad, przede wszystkim nie powodują podrażnień. Jest to więc bezpieczny sposób na zastosowanie kwasów BHA.

Kwas salicylowy jest kwasem beta-hydroksylowym (beta hydroxy acids – BHA) i podobnie jak kwasy AHA ma właściwości złuszczania naskórka. Z tą różnicą, że działanie złuszczające kwasu salicylowego wiąże się z rozpuszczaniem lipidów w zewnętrznych warstwach skóry. Dzięki temu ułatwia uwalnianie martwych płatków skóry, oczyszcza pory, pomaga likwidować zaskórniki i zapobiega tworzeniu się wyprysków.

W badaniach naukowych zostało dowiedzione, że wyciąg z kory wierzby czarnej nawet w stężeniu 100% nie powodował podrażnień. Stwierdzono również, że był efektywniejszy w wymianie komórek w warstwie rogowej naskórka niż syntetyczny kwas salicylowy. Wyciąg z kory wierzby czarnej ma też podobne przeciwzapalne działanie do aspiryny, głównie za sprawą kwasu salicylowego, który jest pierwotną formą popularnej aspiryny czyli kwasu acetylosalicylowego, sprzyja więc procesom gojenia. Nie mniej ważne jest również działanie antybakteryjne wyciągu z wierzby czarnej. W testach in vitro wykazano, że hamuje rozwój szczepów bakterii Staphylococcus aureus i Propionibacterium acnes, wywołujących powstawanie trądziku, co podnosi jego użyteczność w preparatach przeznaczonych do zwalczania i zapobiegania wypryskom.

Wyciąg z wierzby czarnej jest tak samo zalecany dla cery tłustej, jak i cery suchej. Nie powoduje wysuszenia skóry, co jest istotne w przypadku suchej skóry.

Wyciąg z kory wierzby czarnej zastosowany w preparatach kosmetycznych będzie więc przyczyniać się do odnowy komórek skóry poprzez złuszczanie martwego naskórka, czemu towarzyszyć będzie poprawa ogólnego wyglądu skóry i wygładzenie drobnych zmarszczek. Będzie wspierał oczyszczanie porów, usuwanie nadmiaru łoju, zapobiegał rozwojowi trądziku a także będzie łagodził stany zapalne i podrażnienia.

Ze względu na działanie przeciwdrobnoustrojowe wyciąg z wierzby czarnej może być użyty w kosmetykach również jako łagodny środek konserwujący.”

Brzmi dobrze, prawda?

SONY DSC

Wyciągi z wierzby znajdziecie w sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Po sok z brzozy natomiast wystarczy się przejść do zwykłej Biedronki. Dostępne są teraz w marketach naprawdę fajne soki, czyste lub z dodatkami. Do naszego toniku wybrałam ten z dodatkiem naparu z owoców dzikiej róży. W składnie soku marki Oleofarm znajduje się 79,56 % soku z pnia brzozy oraz napar z owoców dzikiej róży na soku z pnia brzozy. Do tego dodano odrobinę kwasku cytrynowego. Dzika róża, jak wiadomo, również należy do cenionych w kosmetyce składników pielęgnacyjnych. Ze względu na swe bogactwo witaminy C, zapewni nam dodatkowy lekki efekt rozjaśniający.

To jeszcze nie koniec. Mieszaninę soków i naparu wzmocniłam szczyptą ałunu. Wprawdzie ekstrakt z wierzby jest już delikatnym konserwantem, lepiej jednak nasz tonik dodatkowo zabezpieczyć antybakteryjnymi właściwościami ałunu. O ałunie pisałam Wam ostatnio TUTAJ. Doskonale uzupełnia on nam nasz płyn, złagodzi podrażnienia, zadziała antyseptycznie. Sprawdzi się świetnie w przypadku cery problematycznej.

Zanim przejdziemy do przepisu, dodam, że tonik idealnie nadaje się do używania jako płyn po depilacji – koi podrażnienia, regeneruje skórę, a dzięki swym złuszczającym właściwościom, zapobiega wrastaniu włosków. Jeśli zdecydujecie się na takie jego wykorzystanie, warto wtedy dodać więcej ałunu. Skórę po depilacji należy delikatnie przemyć płynem na waciku.

SONY DSC

Złuszczający tonik drzewny

  • 30 ml wyciągu z wierzby czarnej – Water & Salix Nigra Bark Extract (ZielonyKlub.pl)
  • 70 ml soku z brzozy z naparem z owoców dzikiej róży (Oleofarm, supermarkety)
  • 1/3 łyżeczki sproszkowanego lub ukruszonego ałunu

Płyny przelewamy do czystej buteleczki. Dodajemy ałun (sproszkowane dostępne są w sklepach, mój jest wynikiem niefortunnego upadku sztyftu) i delikatnie wstrząsamy butelką, aby cały się rozpuścił. Płyn przechowujemy w lodówce, do dwóch tygodni. Polecam przygotowywanie go w mniejszych ilościach i dorabianie, jak tylko się skończy. Pozostały sok z brzozy najlepiej wypić lub zrobić z niego płukankę do włosów (po myciu włosów polewamy je sokiem, nie spłukujemy).

Tonikiem na waciku przemywamy twarz wieczorem. Następnie nakładamy na nią odżywczy krem.

 

SONY DSC

 

Zorganizuj warsztaty tworzenia kosmetyków naturalnych dla Twojej firmy!

Zapraszam do kontaktu i na stronę warsztatów!

Przepis na bardzo różane musujące serduszka do kąpieli z miodem i kozim mlekiem

Ach… Walentynki tuż tuż…

Ja spędzę je niestety sama, bo mąż mój wyjechał na długo, ale i tak przygotowałam coś niezwykle romantycznego! Mam więc dla Was przepis, a dla siebie – wizję kilku prawie-romantycznych domowych SPA. Zrobimy bowiem luksusowe, miłosne serducha kąpielowe! Takie, co to musują, roztaczają piękną swą woń, a dodatkowo pielęgnują skórę.

SONY DSC

Są pełne róży – najbardziej afrodyzującego ze wszystkich kwiatów. Pachną więc wspaniale, relaksująco, koją zmysły. Sprawiają, że różany aromat pozostaje na skórze na cały wieczór. Mamy w nich bowiem płatki róż, olej-macerat z płatków róży damasceńskiej, olejek zapachowy różany i wodę różaną. Ach…

Do tego dołożyłam coś, co dodatkowo rozpieści Waszą skórę – miód i mleko kozie w proszku oraz masełko kakaowe. Całość odżywia, nawilża, regeneruje i łagodzi. Wystarczy zamknąć oczy w kąpieli z takim serduchem, aby na chwilę stać się… Kleopatrą. To ona właśnie tak bardzo uwielbiała kąpiele, zwłaszcza w mleku. I to one ponoć pomagały zachować jej urodę. Do dzieła!

SONY DSC

SONY DSC

(Pomagała mi Różyczka. Jestem naprawdę z niej bardzo dumna. Zrobiła nawet jedno z poniższych zdjęć – to, na którym mam obie ręce nad miską! Taka już duża…)

Musujące serduszka do kąpieli

  • 0,5 szklanki masła kakaowego (bliskonatury.pl)
  • 2 szklanki sody oczyszczonej
  • 1 szklanka kwasku cytrynowego
  • 0,3 szklanki miodu w proszku (zielonyklub.pl)
  • 0,3 szklanki mleka koziego w proszku (zielonyklub.pl)
  • 0,5 szklanki płatków róży (sklep zielarski)
  • 5 łyżek oleju – maceratu z płatków róży damasceńskiej w oleju ze słodkich migdałów (bliskonatury.pl)
  • łyżka olejku zapachowego róża angielska (zielonyklub.pl)
  • woda różana w spryskiwaczu
  • foremka na serduszka do kąpieli (ecospa.pl)

 

SONY DSC

 

Męski świat: przepis na najlepszy balsam do brody, Mr Bear i „Porąb i spal”

Mam w domu brodacza. Brodę nosi, bo mu w niej dobrze. I wygodniej podczas długich wyjazdów do pracy. Może więc przypadkowo, a może i nie – wpisał się w trendy. Mój brodacz o swoją brodę dba. Bo porządny mężczyzna z rozwichrzonym włosem nie chodzi. Nawet po lesie z siekierą.  Mój brodacz używa więc naturalnych balsamów do brody. Ma i te kupne, markowe, modne, drogie, co to w prezencie dostał i takie, które sama robię. Oba dobre, nie powiem. Ale mój lepszy, bo ma jeszcze dodatkową dawkę serca w sobie.

To słodkie było, prawda?

Wracając do sedna, brodacze o brodę swoją dbać muszą. Bo tylko zadbana broda wygląda dobrze. Nie hipstersko, nie warszawsko – dobrze po prostu. I w dbaniu o brodę nie ma nic, co brodaczom mogłoby urągać.

Mój brodacz jest byłym wojskowym, na misji w Afganistanie był, teraz pływa po morzach i oceanach. Mój brodacz też codziennie, jak tylko jest w domu, kąpie dziecko, bawi się z nim i pomaga we wszystkim. Mogłam zostawić z nim Różę bez najmniejszych obaw od jej pierwszych dni. Mój brodacz, jak tylko jest w domu, gotuje obiady. Mój rosół nigdy tak dobry nie jest jak jego. Mój brodacz nie ogląda telewizji, za to zawsze i wszędzie czyta książki. Lub ich słucha, myjąc kuchnię. Mój brodacz pija tylko niszowe piwa, sam też je tworzy. Mój brodacz ma co najmniej tyle samo pasji i pomysłów, co ja.

Mój brodacz dba o brodę, bo tylko wtedy wygląda ona dobrze.

Mam zatem dla Was dzisiaj przepis na balsam do brody i polecenie balsamu Mr Bear Family, które możecie sprezentować swoim brodaczom.

SONY DSC

Zacznę jednak od książki. Ale jakiej! Idealnej dla współczesnego brodacza. Może trochę hipsterskiej, ale co tam. Kupiłam ją, bo wyobraziłam sobie, jak ją podczytujemy w naszym przyszłym domu, przed kominkiem. I jak nad tym kominkiem leży ona sobie wieczorami spokojnie.

Porąb i spal Larsa Myttinga ma swoją premierę zdaje się dzisiaj (kupiłam w przedsprzedaży). Jej poddtytuł mówi: wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie. Nie jest to jednak tylko czysto praktyczny poradnik opalania drewnem. Doskonale wciąga także kobiety (mnie). Jest bowiem lekko napisaną gawędą, którą autor opowiada jakby znad ogniska. Przenosi nas do nieco innego świata – do pokrytej lasami Norwegii, dalekiej nam północy, gdzie drewno jest czymś więcej niż tylko paliwem. Książka rozbudza potrzebę ognia, wpatrywania się w niego, świętego, niezmąconego współczesnością spokoju. Polecam do dołożenia do balsamu do brody i sprezentowania brodaczowi. I na niedzielne popołudnie. Przy kominku, jeśli macie.

Wiele osób spędziło przed pieńkiem do rąbania chwile pełne najgłębszych przemyśleń. Łupanie to znakomite połączenie czynności powtarzalnych i zróżnicowanych, a przy tym jest to często pierwsza poważna praca na dworze po długiej zimie. Trzeba wyciągnąć siekierkę lub łuparkę, a po wsiach zaczyna się nieść wycie pilarek tarczowych należących do emerytów, którzy znów czują się potrzebni. Rozchodzi się woń świeżej żywicy lub soków – właśnie nadeszła chwila na zacytowanie tego, co Hans Borli napisał o zapachu sztapla opału: „to tak, jakby samo Życie przechodziło obok, boso, z rosą we włosach… Zapach świeżego drewna to jedna z tych rzeczy, które najpóźniej zapominamy, gdy zaciągamy zasłony”.

Lars Mytting, Porąb i spal

/Książka Wydawnictwa Smak Słowa /

SONY DSC

Powróćmy jednak do brody. Musze polecić Wam (Waszym brodaczom) balsam szwedzkiej marki Mr Bear Family. Przyznam, że mocno zauroczyło mnie opakowanie. Niby zwykła aluminiowa puszka, ale etykieta czyni z niej traperska maść rodem z dalekiej Północy. Wizerunek pana misia z wąsem jest genialny. Hasło „hurry up to furry up” też. Mój brodacz ma balsam o zapachu wilderness. Czy tak pachnie dzikie pustkowie? Nie sądzę. Jest to zapach bowiem po prostu przyjemny, choć sama nie skomponowałabym go do kosmetyku dla mężczyzny. Składa się na niego mocno orzeźwiający olejek cytrynowy w połączeniu z olejkami rozmarynowym, lawendowym, z bergamotki, drzewa różanego i sandałowego. Brzmi dobrze! Pachnie też.

Balsam jest w pełni naturalny. To połączenie masła shea, wosku, lanoliny, olejów z pestek moreli, jojoba, kokosowego, arganowego, z pestek dzikiej róży i słonecznikowego. Ma konsystencję gęstego masła, które najpierw należy rozetrzeć w dłoni, a następnie wsmarować w brodę. Mój brodacz mówi, że jest dobry. Po prostu. Nic więcej chyba nie potrzebujemy. Kropka. Cena tylko dosyć wysoka, ale wydajność bardzo duża.

/ BeardMan.pl /

SONY DSC

Jeśli jednak wolimy przyprawić balsam dla naszego brodacza szczyptą serca, polecam mój własny przepis. Nie powiem – całkiem fajny! Zapachem przenosi nas w te wspomniane powyżej północne lasy. I tylko siekierkę chciałoby się w rękę włożyć i wędrować. Zawdzięczamy to olejkowi z czarnego świerku. Jest niesamowity! Wystarczy zamknąć oczy, w wyrasta przed nami najprawdziwszy świerk. Magia! Do niego dodałam nieco cedru atlaskiego, jałowca i sosny – dla lepszego efektu. A żeby w pełni zatroszczyć się o brodę, uzupełniłam mieszankę porcją lawendy i rozmarynu. Żeby dobrze rosła i mocno się trzymała.

Bazą mojego balsamu są odżywcze, dobrze wchłanialne masła i oleje, które znane są ze swych właściwości pielęgnacyjnych. Zadbają nie tylko o samą brodę, ale także o skórę pod nią. Balsam wzmacnia włosy, zapewnia im ochronę przed czynnikami zewnętrznymi (także przed słońcem) i odpowiedni stopień nawilżenia. Wosk pszczeli pomaga układać brodę i ujarzmiać niesforne włoski. Balsam zmiękcza ją i sprawia, ze staje się silna i lśniąca. Dodatkowo zapobiega podrażnieniom skóry i wzmaga jej regenerację.

SONY DSC

Do wykonania balsamu do brody przygotujcie:

  • 40 g masła shea rafinowanego
  • 20 g oleju kokosowego (użyłam nierafinowanego, bio)
  • 20 g wosku pszczelego
  • 10 ml oleju jojoba
  • 10 ml oleju z pestek malin
  • 10 ml oleju konopnego
  • 10 ml oleju z krokosza barwierskiego
  • 5 ml oleju z pestek wiśni
  • 5 ml oleju z pestek czarnej porzeczki
  • 15 kropelek olejku z czarnego świerku
  • 10 kropelek olejku lawendowego
  • 10 kropelek olejku z cedru
  • 10 kropelek olejku rozmarynowego
  • 5 kropelek olejki z jałowca
  • 5 kropelek olejku z sosny
  • 2 ml witaminy E

(oleje, masło i wosk z BliskoNatury.pl, olejki z ZielonyKlub.pl)

SONY DSC

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk, masło shea i olej kokosowy. Oleje przelewamy do osobnej miseczki, powinny mieć temperaturę pokojową. Kiedy masła staną się płynne ściągamy je z ognia i przelewamy do wysokiego naczynia. Powoli dolewamy do nich oleje, cały czas intensywnie mieszając całość mieszadełkiem, ubijaczką, ewentualnie widelcem. Dolewamy witaminę E oraz olejki eteryczne i mieszamy jeszcze przez kilka minut. Konsystencja powoli będzie stawać się cięższa, bardziej kremowa. Balsam przelewamy do wyparzonego wcześniej pojemniczka i odstawiamy do stwardnienia.

A potem cieszymy się piękna brodą brodacza!

SONY DSC

Facebook