KategorieNaturalna pielęgnacja

Udoskonal swój krem czyli 5 dodatków, które uczynią Twój ulubiony krem jeszcze lepszym

Masz swój ulubiony krem na dzień? Świetnie! Czy wiesz jednak, że w bardzo prosty sposób możesz go jeszcze udoskonalić? Mam dzisiaj dla Was 5 bardzo prostych trików, które stuningują Wasz codzienny krem! Dzięki tym prostym produktom, sprawicie, że zwykły nawilżający krem stanie się kosmetykiem wielozadaniowym, dopasowanym do zmieniających się potrzeb Waszej skóry. Nic prostszego, a efekty zdumiewające.

No a wszystko idealne na lato!

Na początek jednak kilka istotnych wskazówek.

  • Krem ulepszamy nakładając jego niewielką ilość na wgłębienie w zamkniętej dłoni, a następnie dodając do niego konkretny produkt. Całość mieszamy palcem na możliwie jednolitą masę i nakładamy na twarz jak zwykły krem, najlepiej delikatnie wklepując.
  • Czynność tą powtarzamy każdorazowo tuż przed nałożeniem na twarz, dzięki temu będziemy mieli zawsze świeży i czysty kosmetyk.
  • Krem nakładamy na oczyszczoną skórę, przemytą tonikiem na waciku, wilgotną.
  • Dbamy o higienę – dłonie muszą być czyste!

A oto pięć moich ulubionych dodatków!

 

2

Szczypta żółtej glinki dodana do standardowej porcji kremu nawilżającego zapewni Wam idealnie matową skórę! Szczególnie polecam osobom o skórze tłustej i mieszanej, które często się świecą. Jest to też bardzo przydatne latem, kiedy zwyczajnie się pocimy. Żółta glinka jest niewidoczna na skórze. Ważne tylko aby nie dodać jej za dużo – spróbujcie sami znaleźć optymalną ilość!

1

To coś dla suchej i dojrzałej skóry! Ekstra nawilżenie zapewni Wam ekstra dawka żelu hialuronowego. Dosłownie 1-3 kropelki dodane do kremu idealnie zadbają o nawilżenie cery, uczynią ją miękką, jędrną i gładką. Ja wybrałam potrójny kwas hialuronowy – żel 1,5% (stąd) i sprawił się świetnie. Nie stosujcie go tylko samego, bez dodatku kremu czy oleju – za bardzo wtedy ściąga buzię.

3Latem zależy nam na lekkości! Odkładamy ciężkie podkłady i pudry lub zastępujemy je czymś lżejszym. Polecam Wam stworzenie własnego kremu tonującego – wystarczy niewielka ilość podkładu zmieszana z kremem nawilżającym. Całość ładnie się rozprowadza i świetnie trzyma na buzi. Nie pozostawia uczucia maski na twarzy, a dobrze ujednolica koloryt. Połączenie idealne na wakacje!

44

Jedna kropelka olejku lawendowego wystarczy! Wystarczy, aby krem stał się kosmetykiem idealnym do cery mieszanej, tłustej i problematycznej. Olejek lawendowy reguluje wydzielanie sebum, wzmaga regenerację skóry, łagodzi podrażnienia, goi wypryski i ranki, pomaga niwelować zbliznowacenia, stymuluje naturalne funkcje skóry. Jedna kropelka dodana rano do kremu wystarczy 🙂 A jak pachnie…

5Na koniec mój ostatnio ulubiony kosmetyk do zadań specjalnych – masło kombo! To coś dla osób borykających się z trądzikiem. Niewielką ilość masła dodajemy do nawilżającego kremu, albo wklepujemy odrobinę masła najpierw, a na to dopiero krem. Kombo nie tylko genialnie redukuje zmiany trądzikowe, ale też lekko tonuje skórę – ma po prostu „słoneczny” kolor na skórze. Więcej o nim pisałam ostatnio we wpisie o produktach do walki z trądzikiem – zajrzyjcie TUTAJ!

Prawda, że to proste?

A może same macie jakieś skuteczne triki na udoskonalenie codziennego kremu? Podzielcie się!

Sylveco dla dzieci – mądra sowa poleca

Cztery latka już ta moja Róża skończyła. Panienka mała mi wyrosła. Czerwcowa, radosna, zwariowana prawie jak mamusia 🙂 Przez te wspólne cztery latka miałyśmy okazję wypróbować wiele kosmetyków, niektóre były świetne, inne nieco gorsze. Jednego tylko żałuję… Tego, że Sylveco wypuściło swoje dopiero niedawno. Bo od razu zakochałam się w tych cudownych sowach!

 

SONY DSC

SONY DSC

No dobrze… tak naprawdę nie tylko w sowach się zakochałam, choć uważam, że ktoś miał genialny pomysł z tymi sowami. Delikatne rysunki w starym stylu idealnie wpisują się w charakter marki, a jednocześnie są bardzo współczesne i zgodne z trendami. Któż sówek nie uwielbia? Znajdziemy je też na marketingowym gadżecie serii – niewielkiej układance, która stanowi idealne dopełnienie dla 4 podstawowych produktów.

W linii dla dzieci Sylveco znajdziemy niewiele kosmetyków, ale jestem w pełni przekonana, że więcej nie trzeba! Mamy więc krem pielęgnujący do twarzy i ciała, oliwkę z betuliną, kremowy szampon i płyn do kąpieli i łagodzącą zasypkę do ciała. I nie, nie tylko dla dzieci są to produkty. Ja polubiłam się bardzo z zasypką i kremem, mój mąż z oliwką. Tylko szampon w pełni przynależy do dziecka.

Zacznę może od kremu. Ma płynną, lejącą się  konsystencję, określiłabym go raczej jako mleczko. Skrył się w praktycznym dużym słoiczku z aluminiową nakrętką, które bardzo lubię. Jest niezwykle łagodny. Szybko się wchłania i pozostawia skórę cudownie miękką. Krem nie ma zapachu, a raczej ma… naturalny zapach olejów i maseł. Nic drażniącego, a w przypadku kosmetyków dla dzieci – wręcz pożądanego. W składzie znajdziemy dużo oliwy i oleju ze słodkich migdałów, a także betulinę, panthenol i witaminę E. Jest to połączenie, które zapobiega powstawaniu odparzeń u najmniejszych maluszków, koi te już istniejące i wspiera naturalne funkcje skóry. Wszystkim mamom polecam jako regeneracyjny okład na zmęczoną cerę na noc, zamiast kremu!

Moim kolejnym faworytem jest zasypka. Ma niezwykle prosty, naturalny i skuteczny skład – jest to mieszanina skrobi kukurydzianej, tlenku cynku, alantoiny i olejku rumiankowego. Po niechlubnej erze talku do pupci niemowlaczków nieco odwróciliśmy się od takich sypanych form. Zupełnie niepotrzebnie! Sama czasami stosowałam skrobię ziemniaczaną, ale nie miała ona wtedy tych pozostałych trzech składników, które wzbogacają nam zasypkę i łagodzą wszelkie odparzenia, zaczerwienienia czy podrażnienia odpieluszkowe. Róża oczywiście już z tej ery dawno wyrosła, mogę to jednak potwierdzić na własnej skórze – sama stosuję puder na podrażnienia związane z obtarciami skóry, zwłaszcza po depilacji. Sprawdza się świetnie!

Oliwkową kurację zaserwowałam niedawno mojemu mężowi, który po jednym z ostatnich wyjazdów wrócił z jakąś dziwną wysypką i przesuszoną skórą. Pomogło. Wspaniale pomogło. Oliwka ma fajną, gęsta konsystencję, która zawdzięcza woskowi pszczelemu. Zapach ponownie naturalny, nietknięty żadnymi niepotrzebnymi dodatkami zapachowymi. Skład i w tym przypadku niezwykle prosty – olej sojowy, ze słodkich migdałów, oliwa i słonecznikowy. Do tego wspomniany już wosk i witamina E. Oczywiście nie mogło zabraknąć betuliny – ten ekstrakt z kory brzozy zmniejsza zmiany uczuleniowe, łagodzi podrażnienia, zmniejsza objawy świądu, działa antyspetycznie i przeciwgrzybiczo. Oliwkę można stosować na ciało, polecam jednak także dodawanie jej niewielkiej ilości do kąpieli. Czy to dziecka, czy Waszej!

Na koniec, last but not least, kremowy szampon i płyn do kąpieli, czyli kąpielowe 2w1. Bardzo delikatny, ale dobrze oczyszcza i włoski i całe ciałko dziecka. Nie ściąga skóry, nie przesusza, nie szczypie w oczy. Ma delikatny, przyjemny, ziołowy zapach, który zawdzięczamy olejkowi z szałwii muszkatołowej. Znajdziemy w nim ponadto tak fajne składniki jak olej ze słodkich migdałów, kwas mlekowy, mocznik, glicerynę i panthenol. W naszym przypadku płyn sprawdza się idealnie, pieni się, myje i pielęgnuje. Sówka do kąpieli to już konieczność!

Bardzo polecam całą serię dla dzieci. Ma wszystko czego od takich kosmetyków oczekujemy – są one bezpieczne, skuteczne, hipoalergiczne, naturalne i o prostych składach. A do tego te sówki… Ach…

Kosmetyki z Sylveco.

 

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

 

Poniżej jeszcze mała migawka tortowa… Ach… i ech… 🙂

Sto lat Kochanie moje!

 

SONY DSC

SONY DSC

Najbardziej śmierdzące, ale skuteczne sposoby na walkę z trądzikiem

Mam ostatnio szczęście (albo pecha) do strasznych śmierdzieli… O hennie pisałam Wam ostatnio, pora na coś zgoła innego, o zapachu… delikatnie mówiąc… powalającym. Dosłownie! Jako osoba o powracających napadach brzydkiej cery, ciągle poszukuję nowych metod do walki z niedoskonałościami. Bywa, ze wychodzę na tym jak Zabłocki na mydle… Tym razem jednak z czystym sumieniem mogę polecić Wam trzy świetne produkty do walki z trądzikiem, cerą problematyczną, tłusta i mieszaną.

Wszystkie trzy okrutnie śmierdzą…

 

SONY DSC

 

SONY DSC

Zaczniemy od naj, naj, naj, najbardziej śmierdzącego! Słyszeliście może o dziegciu? Otarł mi się o uszy kiedyś, dawno, w dzieciństwie. Były wtedy popularne szampony dziegciowe. Jakiś czas temu zaintrygowały mnie rosyjskie kosmetyki z dziegciem. Skusiłam się na czysty dziegieć kosmetyczny i mydełko dziegciowe. Cóż to jest, ten cały dziegieć? To substancja pozyskiwana z kory brzozy. Ma silne właściwości antyseptyczne, przeciwpasożytnicze, przeciwgrzybicze. Niegdyś był popularny w ludowej medycynie do leczenia problemów skórnych, egzemy, liszajów, wyprysków. Zwalczano nim wszy, kleszcze czy glisty… Aby odstraszyć uporczywe owady, smarowano dziegciem otwarte rany u zwierząt.

Powiem Wam, że naprawdę nie dziwię się wszystkim tym robakom… Dziegieć to brązowa, ciemna ciecz o zapachu… hmmm… jakby drzewnej smoły. Na początku skojarzył mi się z zapachem warsztatu mechaników samochodowych. Spotęgowanym, irytującym, zabijającym wszystkie inne aromaty. Nie było lekko na początku… Ale o dziwo, można się do tego smrodu (nie bójmy się tego słowa) przyzwyczaić. Po jakimś czasie przestaje być tak okrutny…

Dziegciu na szczęście też nie trzeba stosować w dużej ilości. Wystarczy cienka warstwa raz na kilka dni. Powybija nam to całe świństwo, które wybić trzeba i po bólu 🙂 Jeśli nie odważycie się na czysty koncentrat dziegciowy, sięgnijcie po mydełko. Można nim myć twarz na co dzień, a zapach nie jest taki mocny.

A jeśli już zakupicie sam dziegieć, a nie dacie rady go stosować, spryskajcie nim ogród – jestem pewna, ze wszystkie okoliczne robaki uciekną!

SONY DSC

SONY DSC

12

 

Kolej na drugą gwiazdę! Śmierdzi, a i owszem, ale już nie tak intensywnie jak dziegieć. Masło kombo, bo to o nim mowa, jest  moim faworytem pośród całej tej trójki. Na mnie działa najlepiej i najszybciej. Myślałam długo, jak opisać Wam jego zapach… i nie wymyśliłam. Po prostu, zwyczajnie – śmierdzi! Ba… nawet wygląda… hmm.. nieapetycznie!

 

SONY DSC

Doczytałam, że zapach ten może przypominać kawę. Otóż nie – kawa pachnie. Masło kombo – nie!

Od wieków wytwarza się je w Ghanie. „Aplikowane na skórę ma silne działanie przeciwzapalne, przeciwalergiczne, przeciwgrzybiczne i antyseptyczne. Przynosi ulgę w bólach mięśni i stawów, powodowanych zarówno przez choroby układu ruchu jak i kontuzje sportowe i ból napiętych i zmęczonych mięśni. Przynosi ulgę skórze suchej, spękanej i łuszczącej się. Masło kombo ma wyjątkową kompozycję kwasów tłuszczowych. Zawiera aż 73% nasyconego kwasu mirystynowego i 15% rzadkiego kwasu mirystooleinowego omega-5 o działaniu przeciwzapalnym. Niska zawartość NNKT omega-9 (6%) i tłuszczów nasyconych (4%) sprawia, że masło to można bezpiecznie stosować przy nawracających infekcjach skórnych. Masło kombo zawiera unikalny kwas kombowy, który jest silnym antyoksydenatem – zwalcza wolne rodniki i opóźnia starzenie się skóry. „[Blisko Natury]

Jest genialne! Nakładam je wieczorem, na wilgotną, umytą buzię. Rozcieram jego niewielką ilość w dłoniach (zawsze są malutkie grudki), a następnie delikatnie wklepuję w skórę. Odczekuję chwilę i na to jeszcze nakładam nieco odżywczego kremu. Próbowałam kiedyś bez niego, ale rano skóra była zbyt przesuszona. Połączenie masła z kremem jest najlepsze. Kombo wysusza niedoskonałości, zalecza ranki, regeneruje naskórek, wybija bakterie, przyspiesza gojenie i wygładza. Krem natomiast zapewnia nawilżenie. Masło można także stosować punktowo na niedoskonałości, nie zapycha ich, a odkaża i wysusza. Bardzo polecam!

 

SONY DSC

 

Na koniec kosmetyk, który śmierdzi najmniej. No… ale jednak… Jestem jednak pewna, że znajdą się wśród Was amatorzy takich ziołowych aromatów. Nie jest to już bowiem coś aż tak nie do zniesienia. Po prostu nigdy nie lubiłam połączenia naturalnych olejków z neem, bazylii i drzewa herbacianego, a to właśnie one nadają tonizującemu mydełku Lass Naturals z neem i bazylia ten specyficzny zapach.

 

SONY DSC

Mydełko jest świetne! Ręcznie robione w Indiach, co widać, zawiera… no, nie do końca jestem pewna, co zawiera, bo w opisie skład jest inny niż na opakowaniu. Mamy tu jednak na pewno naturalne oleje i sok z aloesu. Neem czyli miodla indyjska, jest tradycyjnym tamtejszym remedium na problemy skórne. Działa odkażająco, antyseptycznie i przeciwgrzybiczo. Stosowana jest w stanach zapalnych, leczy i tonizuje. Bazylia stanowi jeden z najbardziej znanych antyseptyków. Ta tutaj zawarta to tulsi czyli jedna z odmian bazylii, rosnącą dziko miedzy innymi właśnie w Indiach.

Mydełko genialnie uzupełnia codzienną pielęgnację. Można nim myć twarz 2-3 razy dziennie, nie przesusza skóry, nie ściąga za bardzo. Działa odświeżająco i kojąco. A do tego oczywiście skutecznie oczyszcza. Gdyby nie ten zapach…

Zarówno dziegieć, jak i masło kombo i mydełko neem-bazylia, bardzo polecam! Zapach… cóż… można im darować. Ważne, że działają!

(wszystkie kosmetyki z Blisko Natury)

 

13

Czy warto stosować hennę?

Same cuda o niej słyszałam! Że włosy błyszczą jak nigdy, że zdrowe, mocne, lśniące, miękkie, odżywione, etc., etc. Nie mogłam więc sama nie spróbować. Tak oto zdecydowałam się w końcu na zakup henny.

 

SONY DSC

 

SONY DSC

Wybrałam najpopularniejszą z marek – Khadi. Oczywiście znajdziecie na rynku różne henny, często znacznie tańsze, być może także dobrej jakości. Tutaj jednak przekonała mnie opinia o marce i profesjonalne (ładne! a jakże!) opakowanie z dobrym wyposażeniem – w czepek, rękawiczki i dokładną instrukcję (po angielsku wprawdzie, ale jednak jest).  Ważne jest także to, że spośród henn Khadi możemy wybrać odpowiedni dla siebie odcień. Mój wybór padł na ciemny brąz. Jeśli jednak nie chcecie farbować włosów, słyszałam, że świetnie sprawdzają się henny bezbarwne – jako maski czy odżywki.

Dosyć długo zbierałam się w sobie, aby zacząć farbowanie. Już wiem czemu… Przewidywałam, że nie będzie to łatwy zabieg. Przyznam się bez bicia, że zazwyczaj stosuję chemiczne farby, a moje włosy potrzebują dosyć intensywnej dawki odżywienia. Spodziewałam się cudów, choć doświadczenie mówi dosyć jasno, żeby cudów w kosmetyce się nie spodziewać. Przygotowałam się dobrze, myłam wcześniej włosy samymi łagodnymi ekologicznymi szamponami (ponoć henna trudniej się aplikuje po silikonach), ubrałam jakąś niepotrzebną bluzkę, znalazłam jakiś stary ręcznik. I wzięłam się do dzieła.

Pierwszym zaskoczeniem po otwarciu woreczka jest fakt, że ta cała henna to zielony (!) proszek. Hmmm… No dobrze. Należy rozmieszać ją w miseczce w ciepłej (około 50 stopni) wodzie na jednolita papkę. Kochani… jak to wygląda… a jak śmierdzi! Nie bójmy się tego powiedzieć – henna to zielone, śmierdzące błoto…

W roli głównej: Peeling myjący do twarzy Bambus & Ryż Be Organic

Uwielbiam, naprawdę uwielbiam podglądać nowe marki kosmetyczne. I nie tylko. Ale kosmetyczne najbardziej. Jaki mają pomysł na siebie, jak się komunikują, jaki wybierają kierunek identyfikacji, jak wchodzą na rynek, jaki mają odbiór w internecie, a w końcu – jak skuteczne są ich produkty?

Kiedy zgłosiła się do mnie marka Be Organic, nie miała jeszcze gotowej strony. Miałam jedynie zapewnienie, że kosmetyki są naturalne. Cóż szkodziło spróbować? Na pierwszy ogień poszedł więc peeling myjący do twarzy. Przesyłka doszła niedługo potem, a w niej – zaskoczenie!

Wiecie pewnie, że zwracam ogromną uwagę na opakowanie. Wiele z młodych marek wybiera dostępne ogólnie pojemniki i po prostu nakleja na nie etykiety. Tutaj zdecydowano się na znacznie ciekawsze rozwiązanie. Na proste, ale eleganckie zestawienie trzech kolorów – szara, matowa buteleczka pokryta jest białymi napisami i niebieskimi motywami. Całość prezentuje się świetnie. Plus na wstępie!

Kolejnym plusem okazał się zapach – łagodny, bardzo przyjemny, ma w sobie coś z energetycznej zielonej herbaty. Nie powiem, jest to spora zaleta – używanie peelingu staje się po prostu przyjemnością.

Kosmetyk ma konsystencję płynnego żelu. W nim gdzieniegdzie pływają drobinki ryżowe. Nie jest ich sporo, nie jest to więc intensywny zdzierak martwego naskórka. Jest to raczej łagodny peeling, nawet nie wiem czy nie bardziej żel do mycia twarzy. Myślę, że z powodzeniem można stosować go codziennie, pomimo informacji na opakowaniu o dwóch razach w tygodniu. Dobrze oczyszcza i koi. Całość w towarzystwie przyjemnego aromatu.

Peeling zawiera 99% naturalnych składników, część jest certyfikowana przez Ecocert. Opakowanie jest w pełni biodegradowalne (nie tylko ładne!). W składzie najdziemy energetyzujące i pielęgnujące ekstrakty z bambusa, żeń-szenia i liści winogron. Cena nie jest może szczególnie przystępna, ale z pewnością odpowiednia do wysokiej jakości kosmetyku.

Polecam! A marce wróżę dobrą przyszłość.

Peeling znajdziecie w Be Organic.

 

SONY DSC

 

 

Przepis na różano-jogurtowy balsam do rąk

Piękny był ten weekend. Taki letni, sielski, spokojny. Pachniał obłędnie dzikimi różami, lasem i koktajlem truskawkowym. Wygrzaliśmy się leniwie w czerwcowym słońcu, odpoczęliśmy… Pora wracać do pracy. Ale jeśli już wracać, to tylko z miękkimi, pięknymi dłońmi! Bo to o nie dzisiaj w bardzo prosty sposób zadbamy!

Zrobimy różano-jogurtowy balsam do rąk. Najprostszy z możliwych, a jakże wspaniały! Z delikatną nutą róż! Balsam zamienimy w maskę, która ukoi, złagodzi i zmiękczy. Coś idealnego po całym dniu spędzonym na wsi, na powietrzu, przy pracach ogrodowych lub po całodziennym smażeniu truskawkowych konfitur.

 

SONY DSC

 

Różano-jogurtowy balsam do rąk

Składniki

  • 150 ml jogurtu naturalnego
  • garść płatków róży

Do stworzenia balsamu najlepiej zasiąść rano. Zerwać świeże płatki róży, pokroić je na drobne paski i wymieszać z jogurtem. Taką mieszaninę odkładamy do lodówki na kilka godzin, aby wyciągnąć możliwie najwięcej dobroczynnego olejku z róż.

Wieczorem, kiedy słońce nie jest już tak mocne, kiedy w powietrzu unosi się ciepły zapach ziół i kwiatów, a my w końcu mamy chwilę dla siebie, sięgamy bo nasz balsam. Delikatnie masujemy nim dłonie przez kilka minut, tak, aby pozostała na nich dosyć gruba warstwa. Pozostawiamy go na rękach przez kolejne 15 minut, podczas których, najzwyczajniej, relaksujemy się. Jogurt zmywamy letnią wodą.

Balsam należy zużyć tego samego dnia, lub nazajutrz, jeśli był przechowany w lodówce.c Oczywiście możemy go wykorzystać do pielęgnacji całego ciała pod prysznicem.

 

SONY DSC

SONY DSC

Na koniec – Różyczka, taka już duża!

 

SONY DSC

 

 

Facebook