KategorieNaturalna pielęgnacja

W roli głównej: błotne maski Rapan Beauty

Powiedziała mi o nich koleżanka. Że dobrze robią jej buzi, żebym koniecznie spróbowała. Skusiłam się więc, bo jej ufam. Ale nie było łatwo…. od śluzu ślimaka, jak dobrze by o nim nie pisano, trzymałam się do tej pory z daleka. Bardzo daleka. A tu nie tylko śluz ślimaka mamy, ale i smoczą krew! I błoto z syberyjskiego jeziora… I równie dziwny owoc yuzu…

Spróbowalibyście?

Tak więc – spróbowałam. I dzisiaj w roli głównej mamy maski błotne maleńkiej polskiej marki Rapan Beauty z serii Power of Nature. Poznajcie je bliżej, bo warto!

Jak już wspominałam marka Rapan Beauty dopiero raczkuje. Napisała do mnie jej właścicielka, że sami sprowadzają glinki syberyjskie, błoto iłowo-siarczkowe oraz sól jeziorową prosto z syberyjskiego Jeziora Ostrovnoye, a potem tworzą z tego niezwykle w sumie egzotyczne kosmetyki, które powoli wprowadzają na rynek. Linia Power of Nature jest tą najbardziej skomplikowaną, bo każda maska ma w składzie „aż” po kilka różnych składników. W pozostałych możecie zakupić glinki, błoto i sól jako samodzielne produkty lub maski z jedynie olejem ze słodkich migdałów, jako dodatkiem. Osobiście cieszę się trafiły do mnie trzy mieszaniny – maseczka Rapan beauty Power of Nature Niebieska glinka + Smocza krew, maseczka Rapan beauty Intensive Care Power of Nature oraz maseczka Rapan beauty Power of Nature Żółta Glinka + Śluz ślimaka.

Przyjrzyjmy się składnikom, bo to one nadają im niezwykły charakter wyjątkowości. O śluzie ślimaka z pewnością już słyszeliście. Jego zadaniem jest zmiękczanie, zwiększanie elastyczności, wspomaganie regeneracji i usuwania blizn. Co to jest jednak ta cała smocza krew? To „ekstrakt z żywicy drzewa Croton Lechleri. Bogate źródło fenoli, fitosteroli i alkaloidów. Chroni włókna elastyny i kolagenu. Dzięki obecności taspiny działa przeciwzapalnie oraz przyspiesza procesy gojenia. Stymuluje odnowę naskórka i odmładza skórę.” W maskach znajdziemy także olejek z chińskiej cytryny yuzu („jest bogaty w ceramidy, będące naturalnymi odpowiednikami ceramidów II i IV tworzących strukturę warstwy rogowej naskórka, zapewnia odbudowę barierową zniszczonej i łuszczącej się skóry) oraz ekstrakt z owoców acai – („palmy występującej tylko w dzikich lasach deszczowych Amazonii – to bogate źródło polifenoli, kwasów Omega 6 i 9, witamin (głównie z grupy B) oraz mikroelementów. Wykazuje silne właściwości antyoksydacyjne”). Każdej masce odpowiednią konsystencję pasty nadaje olejek ze słodkich migdałów – bardzo łagodny olej, który od dawna sobie cenię.

Istotą jednak masek jest ziemia. A dokładniej syberyjskie glinki – niebieska i żółta oraz błoto iłowo-siarczkowe. Cerze tłustej i mieszanej poleca się glinkę  żółtą, suchej i mieszanej – niebieską. Mnie najbardziej urzekła natomiast maska różowa – do każdego rodzaju skóry. W niej to zmieszano mix peloidów z „syberyjskiego Morza Martwego”, czyli wszystko to, co wymieniłam. Muszę też zacytować producenta w kwestii samego błota – „niezależne badania potwierdziły, że zawiera 5 razy więcej przeciwutleniaczy niż błoto z arabskiego Morza Martwego. Pomaga w głębokim oczyszczaniu skóry, minimalizuje pojawianie się zmarszczek, kompleksowo rewitalizuje i przywraca skórze blask.”

I choć ta różowa najbardziej spodobała się mojej skórze, polecam Wam wszystkie maski. I wierzcie mi – jest to mocne polecenie, bo jakoś ostatnio z glinkami miałam na pieńku i od dawna ich nie używałam. Tutaj bardzo spodobało mi się to, że maska na twarzy długo pozostaje wilgotna – nie zamienia się w skorupę tak szybko jak inne maski, nie trzeba zwilżać jej dodatkowo wodą (chyba, że się człowiek zapomni i nieco za długo przytrzyma…). Do tego – maski przy okazji działają jak delikatny peeling, wystarczy lekko masować nimi skórę. Kiedy je zmyjemy, co nie jest łatwe, jak w przypadku wszystkich masek glinkowych, buzia jakby nagle mogła oddychać. Ja jeszcze ją tonizuję i nakładam odrobinę kremu nawilżającego. Cera staje się przyjemna w dotyku, chłonie ten krem chętnie, jest miękka i elastyczna. Maski doskonale pomagają oczyścić się z całodziennych zabrudzeń. Uwielbiam też to lekkie poczucie zmatowienia na mojej zbyt szybko przetłuszczającej się skórze.

No i faktycznie w składzie mamy jedynie kilka rzeczy – glinki i błota, olejek migdałowy i tych kilka ekstraktów. I koniec. Tyle. Cóż więcej trzeba?

Produkt więc mamy dobry. Bałam się, że te dziwne hasła typu śluz ślimaka, smocza krew i owoc yuzu, mają za zadanie jedynie przyciągnąć uwagę. Cóż, pewnie mają, ale teraz też wiem, że także dobrze działają. Problem widzę jednak gdzie indziej. Myślę, że ciężko będzie wypromować nawet dobry produkt, ale z całkowicie chybioną otoczką. Nie sięgnęłabym po żaden ze słoiczków w sklepie, etykiety są chaotyczne, niespójne, nieczytelne i zwyczajnie – nieładne. A je i kupuje się oczami. Mimo wszystko. Język angielski w niejasny sposób miesza się tu z polskim, a logo w żaden sposób nie budzi zaufania. Wręcz, niestety, przeciwnie. Zwyczajnie bałabym się sięgnąć po którąkolwiek z masek.

Niemniej jednak – same maski cud miód 🙂 Polecam!

Dostępne są w sklepie Cobest.

Najlepszy letni peeling Epsom

Moja skóra latem nie znosi olejów. W tej ich czystej postaci. Na całym ciele. Potrzebuje sporo ukojenia i lekkiego nawilżenia. Niezwykle istotne jest także odpowiednie jej oczyszczanie, zwłaszcza po całym dniu upałów, kurzu, potu itp. Serwuję jej więc najwspanialsze letnie peelingi!

No dobra, zdradzę Wam pewien sekret. Na co dzień mam przy wannie ustawiony spory pojemnik z dużą ilością soli Epsom. Wystarcza, że wezmę jej garść do ręki, lekko zwilżę wodą i mam genialny peeling! Masuję nim skórę przez dłuższy czas i spłukuję pod prysznicem. Genialnie oczyszcza, zupełnie nie zapycha żadnymi sztucznymi i olejowymi dodatkami. I jakież to praktyczne! I żadne bakterie mi się w niej nie lęgną! I jak dobrze robi mojej skórze!

Bo nie wiem czy wiecie czym jest sól Epsom? Już o niej pisałam, ale przypomnę szybko, że to w zasadzie nie sól, choć nazywana bywa właśnie solą gorzką. To siarczan magnezu o szczególnych właściwościach leczniczych, na wszelkie problemy skórne (słyszeliście o kąpielach siarkowych?). A przy okazji dostarcza nam dobroczynnego magnezu! Bardzo polecam poczytać więcej o tym cudownym specyfiku, na przykład tutaj.

Kiedy jednak mam nieco więcej czasu… dosłownie odrobinkę więcej… robię sobie najlepszy letni peeling!

Wierzcie mi – najlepszy!

Lekki, świeży, orzeźwiający, dodający energii i chęci do działania. Taki, po którym skóra czuje się wspaniale! Jest oczyszczona, miękka i gładka.

A peeling ma tylko trzy składniki!

 

Najlepszy letni peeling Epsom

Składniki (robimy według uznania na oko, iście wakacyjnie!):

  • garść soli Epsom
  • 1 limonka
  • kilka liści świeżej mięty

Sól przesypujemy do miseczki. Ścieramy do niej skórkę z oczyszczonej limonki, na najmniejszych oczkach tarki. Limonkę przekrawamy i dodajemy do soli około łyżkę świeżo wyciśniętego z niej soku. Liście  mięty rozdrabniamy na mniejsze i dokładamy do peelingu. Całość mieszamy.

Peelingiem masujemy skórę pod prysznicem. Zmywamy letnią wodą.

I cieszymy się piękną skórą!

Intymnie / naturalnie

Higiena intymna to temat, w którym szczególnie istotne są takie hasła jak naturalność i łagodność, ale także komfort i skuteczność. Zebrałam więc Wam dzisiaj kilka z ciekawszych produktów do naturalnej pielęgnacji intymnych miejsc, które wyjątkowo przykuły moją uwagę.

A może już któryś znacie?

1. Śnieżny Lotos Ziołowe wkładki higieniczne o działaniu antybakteryjnym – jest to mieszanka ekstraktów ziołowych oraz wyciąg z kwiatu Śnieżnego Lotosu (łac. Saussurea Involucrata) umieszczona w bawełnianej wkładce higienicznej. Stanowi więc pierwszą pomoc na problemy intymne czy zapalenie pęcherza.Wkładka jest przekaźnikiem ziół które się w niej znajdują. Ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwwirusowe, przeciwbólowe, przeciwświądowe, przeciwzapalne, regeneracyjne, nawilżające, pielęgnacyjne i ochronne. Efekty są widoczne już po zastosowaniu jednej wkładki. / Biorganic, cena: 19,99 zł

2. Kubeczek Menstruacyjny Lady Cup – kiedyś już się w Lili pojawił. Łączy w sobie wygodę stosowania tamponów z atestowanym silikonem medycznym wysokiej jakości, który otrzymał certyfikat bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Czy ktoś miał już odwagę wypróbować? / Better Land, cena: 119,99 zł

3. Ginger Organic – Tampony z aplikatorem – komfortowe tampony higieniczne spełniające oczekiwania kobiet stawiających na naturalne produkty oraz ochronę własnego zdrowia. W 100% z organicznej i certyfikowanej bawełny. Nie zawierają żadnych substancji agresywnych, które mogłyby wywołać reakcje alergiczne czy podrażnienia. / BliskoNatury.pl, cena: 26,75 zł

4. Sylveco Łagodny żel do higieny intymnej – hypoalergiczny, łagodny żel do codziennej pielęgnacji, pozwala utrzymać fizjologiczną równowagę skóry i błon śluzowych miejsc intymnych. Zawiera bardzo delikatne, ale jednocześnie skuteczne składniki myjące. / Sylveco, cena: 18,74 zł

5. Kivvi Płyn do higieny intymnej z ekstraktem z krwawnika i nagietka – nasycony organicznymi ekstraktami i olejami nawilżającymi chroni wrażliwą florę miejsc intymnych. Kwas mlekowy przywraca i utrzymuje naturalną równowagę pH. Krwawnik działa antybakteryjnie, a ekstrakty nagietka i aloesu łagodząco. / Skarbiec Natury, cena: 62,90 zł

6. FabLittleBag™, Torebki do wyrzucania zużytych tamponów – opatentowany biodegradowalny koncept z Wielkiej Brytanii. Wystarczy wyjąć torebeczkę, włożyć dwa palce w rączki torebeczki, wrzucić tampon i ścisnąć palce. Brzmi genialnie. / Ekodrogeria, cena: 14,99 zł

7. Masmi Ultracienkie bawełniane podpaski na noc ze skrzydełkami – wykonane z certyfikowanej bawełny organicznej, hypoalergiczne dla zmniejszenia ryzyka podrażnień i alergii. / Iwos, cena: 13,99 zł

Konkurs! Wygraj jeden z trzech zestawów hydrolatów Okani Beauty

Razem z od dawna zaprzyjaźnionym sklepem Iwos.pl, zapraszamy do konkursu!

Do przygarnięcia czekają  3 wspaniałe zestawy naturalnych wód kwiatowych – hydrolatów marki Okani Beauty, a w nich:

  • Organiczny hydrolat rumiankowy Okani Beauty – jest jednym z najlepszych wielofunkcyjnych hydrolatów. Szczególnie polecany jest do skóry alergicznej i wrażliwej. Może być stosowany u dzieci i niemowląt, jest całkowicie bezpieczny dla delikatnej skóry. Hydrolat łagodzi stany zapalne i przyspiesza gojenie, zmniejsza zaczerwienienia, zapewnia odpowiednie nawilżenie skóry, wzmacnia włosy i nadaje im blasku, działa antyseptycznie i antybakteryjnie pomagając likwidować trądzik, zmniejsza pękanie naczyń krwionośnych, tonizuje i odświeża, przywraca blask i rozświetla skórę. / link
  • Organiczny hydrolat lawendowy Okani Beauty – ze względu na swoje właściwości przeciwzapalne i regulujące, polecany jest w szczególności osobom z cerą trądzikową, mieszaną lub tłustą. Dobrze działa również na włosy – zapobiega powstawaniu łupieżu i nadaje włosom gładkość oraz blask. Zapach prawdziwej lawendy uspokaja i odpręża. Hydrolat działa rozkurczająco i antyseptycznie, przyspiesza regenerację naskórka, łagodzi podrażnienia, reguluje wydzielanie sebum, przywraca skórze elastyczność, tonizuje i odświeża, lekko chłodzi i ściąga pory. / link
  • Organiczny hydrolat Neroli (kwiatu gorzkiej pomarańczy) Okani Beauty – docenią go w szczególności posiadacze cery naczynkowej, wrażliwej ze względu na doskonałe właściwości – uszczelnianie naczynek oraz zmniejszanie zaczerwienienia. Z kolei osoby ze skórą trądzikową i tłustą mogą zauważyć regulację pracy gruczołów łojowych i zmniejszenie wydzielania sebum.  Działa łagodząco na okolice oczu, obrzęki i ciężkość nóg, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych, działa bakteriobójczo, zwęża pory i lekko ściąga skórę, co jest korzystne w przypadku skóry tłustej i trądzikowej, likwiduje wolne rodniki, przeciwdziała wiotczeniu skóry i zmarszczkom, wspomaga usuwanie toksyn, poprawia metabolizm lipidów i znacząco przyczynia się do rozpadu i spalania tłuszczu. / link

Aby wziąć udział w konkursie należy odwiedzić stronę Iwos.pl, wybrać jeden z dostępnych w ofercie sklepu produktów i napisać nam w komentarzu pod tym postem, dlaczego akurat ten wydaje się najciekawszy lub możecie go polecić (wraz z linkiem do produktu).

Bardzo polecam przy okazji polubić Iwos.pl na Facebooku, aby być na bieżąco z nowymi konkursami i promocjami –>> TUTAJ!

Na Wasze zgłoszenia czekamy do niedzieli 30.07.2017 do północy.

Spośród poprawnych zgłoszeń wybierzemy trzy najciekawsze odpowiedzi, a ich autorów nagrodzimy zestawami hydrolatów. Wyniki ogłosimy tutaj w Lili.

Na adresy do wysyłki nagród będziemy czekać 10 dni. Wysyłka na terenie Polski.

Zapraszamy!

 

Nowości Vianek i Sylveco, które zabrałam do Grecji

Pewnie część z Was widziała na Facebooku lub Instagramie, że tuż przed naszym wyjazdem do Grecji dostałam spore pudło z całą masą nowości marek Syleco, Vianek i Biolaven. Ucieszyłam się tym bardziej, że właśnie miałam robić wakacyjne zakupy. Zdecydowałam się więc dołożyć do mojej greckiej kosmetyczki aż cztery produkty z różowej serii łagodzącej Vianka i takie małe malutkie cudo Sylveco – Żel punktowy na wypryski. Czy było warto?

 

 

Zacznę od tego maleństwa od Sylveco. Zabrałam go ze sobą, bo akurat skończyła mi się moja własna pasta punktowa (TUTAJ), którą uważam, za kosmetyk genialny. No, ale się skończyła, czasu nie było, czemu więc nie wypróbować gotowca? Zwłaszcza, że skład wydaje się i rozsądny i dobry. Całość jest leciutka, oparta na wodzie, do której dodano aż 5% olejku z drzewa herbacianego, nieco aloesu, gliceryny, pathenolu czy alantoiny. Mamy więc delikatny żel, o mocnym zapachu drzewa herbacianego. I to właśnie ten składnik jest tu najbardziej istotny, to on działa silnie antyseptycznie, przeciwgrzybicznie, a gdy dodamy do niego pozostałe składniki, otrzymujemy preparat, który także intensywnie regeneruje. Moja skóra jest bardzo kapryśna, nie pozostaję więc obojętna na takie skuteczne maleństwa – cieszę się nimi ogromnie. Muszę też dodać, że żelu nie używam jedynie punktowo. W czasie większego skórnego zagrożenia, stosuję go jak rodzaj serum – nakładam odrobinę na całą twarz, pod krem. W ten sposób zapobiegam powstawaniu nieprzyjemnych niespodzianek. Nakładany punktowo, wysusza (ale nie przesusza, a to ważne!) i zmniejsza istniejące niedoskonałości.

Bardzo polecam! Żel jest wprawdzie malutki, ale nie potrzeba go wiele, a cena jest naprawdę dobra. Warto mieć go zawsze pod ręką. Ach, muszę też dodać, że dla mnie żel jest lepszym rozwiązaniem niż sam czysty olejek z drzewa herbacianego, który można nakładać bezpośrednio na skórę. Znacznie lepiej przyswaja go moja skóra, zapewne dzięki pozostałym – nawilżająco-łagodzącym składnikom.

 

 

Przejdźmy do naszych różowych gwiazdeczek. Pakując je do walizki przeczuwałam, że „łagodzenie” będzie dosyć istotne podczas tych wakacji. Nie myliłam się. Seria łagodząca Vianek przydała się, oj przydała się bardzo! W całej serii mamy sporo produktów. Ja sięgnęłam po tonik-mgiełkę do twarzy, łagodzącą emulsję myjącą, krem na noc i krem BB SPF 15.

Najbardziej spodobał mi się ten pierwszy produkt – wielofunkcyjny tonik-mgiełka. Producent pisze: „Delikatny tonik nawilżający w formie mgiełki, na bazie ekstraktu z owoców dzikiej róży, do pielęgnacji cery wyjątkowo wrażliwej, podrażnionej. Uzupełnia demakijaż, przywracając skórze odpowiedni poziom pH. Zawiera składniki o działaniu łagodzącym (alantoina), ochronnym (alginian sodu), antyoksydacyjnym i wspomagającym mechanizmy naprawcze, (kwas laktobionowy). Olejek geraniowy poprawia elastyczność i uspokaja skórę.”

Wierzcie mi, po tym greckim słońcu pryskałam się mgiełką cała! I dopiero na tak przygotowaną skórę nakładałam aloes i balsamy. I było to stanowczo najlepsze rozwiązanie. Mgiełka przyjemnie chłodziła i koiła skórę po całym dniu plażowania. Świetnie też sprawdziła się jako tonik. Można przemywać nią twarz na waciku albo po prostu pozostawić do wchłonięcia.

Zanim jednak tonizowałam cerę, bardzo delikatnie myłam ją emulsją łagodzącą. Ona także została już oficjalnie jednym z moich ulubionych kosmetyków!

„Zawiera kompleks składników łagodzących (alantoina, panthenol) i powlekających, w tym ekstrakt z korzenia żywokostu o silnych właściwościach regenerujących. Dodatek oleju kokosowego nawilża i odżywia, zwiększając elastyczność skóry. Emulsja po umyciu twarzy pozostawia przyjemne uczucie czystości, miękkości i gładkości.”  Zgadzam się z producentem w pełni. Buzia jest oczyszczona, a przy tym przyjemna w dotyka i miękka. Kosmetyk bardzo mi się przydał, zwłaszcza wieczorami, kiedy wracaliśmy do hotelu po upalnym dniu, po jeżdżeniu po całej wyspie, poszukiwaniu małych plaż, spacerach i kąpielach. Kiedy to na twarzy pozostawała sól morska, pot, kurz i warstwa kremów z filtrami. Wszystkie te zanieczyszczenia mogłam łagodnie i spokojnie zmyć.

 

Z czystym sumieniem mogę też polecić krem na noc z tej serii. Może nie jest to kosmetyk, którym można się zachwycać, ale w pełni sprostał swojemu zadaniu – nawilżał i koił skórę w nocy. Ma bardzo przyzwoity skład, pełen naturalnych olejków, z ekstraktem z ciekawej rośliny – ostrożenia, która to ponoć reguluje funkcje skóry, z panthenolem i alantoiną. Wspomagałam sobie jego działanie dodatkiem żelu aloesowego i taki miks spokojnie mi wystarczał. Musze też dodać, że krem pachnie bardzo przyjemnie i niestety za szybko się kończy…

Najwięcej kontrowersji (nie tylko u mnie, bo i w całym internecie z tego co widzę) wzbudził krem BB. Cóż… zostało mi go sporo. Ale od początku – założenie jest dobre, konsystencja i zapach także. W składzie znajdziemy kojące składniki- ekstrakt z jeżówki purpurowej, alantoinę, olej z pestek winogron i słonecznikowy. Mamy też proste fizyczne filtry, które tu należy docenić – tlenek cynku i dwutlenek tytanu. Niestety jednak wartość filtra – SPF 15 była mocno niewystarczająca jak na greckie warunki. Poleciłabym ją bardziej w Polsce jesienią. Ale to nawet nie o to chodzi. Problem w tym, że ewidentnie coś tu jest nie tak z pigmentami. Krem pozostawią widoczną i nieładną warstwę na skórze. Jest do tego dosyć ciemny, co akurat pozwoliło mi wykorzystać go kilka razy w Grecji, bo akurat mam opaloną buzię, ale standardowo w kraju jestem blada… Znalazłam dla kremu jednak dobre rozwiązanie. Używam go czasami do wyrównywania kolorytu skóry na nogach. Przy okazji je nawilża i chroni. I tutaj sprawdza się naprawdę dobrze!

Cała nadzieja w tym, że producent nieco zmodyfikuje recepturę, może mniejszy ilość pigmentu i wprowadzi różne odcienie kremu. Chętnie wtedy sięgnę po ten najjaśniejszy!

Kosmetyki Sylveco i Vianek dostępne na Sylveco.pl

 

Przepis na tonik taki, że och i ach!

Zrobiłam tonik taki, że och i ach! I zachwycałam się nim skrycie. Aż do tej pory! Teraz bowiem się nim z Wami dzielę! I namawiam do zrobienia, bo naprawdę warto. Moja skóra go pokochała, bo łagodzi, koi, regeneruje, zmiękcza i doskonale przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji.

Tak się składa, choć nie jest to post sponsorowany, że wszystkie składniki zakupiłam przy okazji niedawnego mojego warsztatowego zamówienia na Ecospa. Tak przy okazji dodam więc, że naprawdę lubię ten sklep i polecam. Jeśli jeszcze nie macie doświadczenia w kupowaniu półproduktów, zajrzyjcie tam koniecznie – przesyłki dochodzą ekspresowo, wszystkie sprawy załatwia się od ręki, produkty są dobrze zapakowane i świetnej jakości. A nie jest to niestety ogólna praktyka… Ale wracając do meritum…

W toniku znajdziemy masę naturalnego dobra! Mamy więc rumianek, mamy aloes, nieco jabłka i prawoślazu, który często podglądam w składach zachodnich manufaktur (marshmallow). Całość tworzy rumiankowo-ziołowo pachnący, lekko żółtawy płyn, który stosujemy w codziennej pielęgnacji, nie zapominając przy tym o dokładnym oczyszczaniu buzi i jej nawilżaniu. Tonik bardzo polecam zwłaszcza do cery podrażnionej, zmęczonej słońcem, poszarzałej i problematycznej, ale spokojnie każdy może po niego sięgnąć.

 

Aby Was przekonać, zacytuję tutaj odrobinę opisów naszych składników z Ecospa:

  • ekologiczny hydrolat z rumianku rzymskiego – jeden z najlepszych wielofunkcyjnych hydrolatów. Szczególnie polecany jest do pielęgnacji niemowląt i wymagającej cery ich mam. Ze względu na swoje kojące działanie na system nerwowy, hydrolat z rumianku redukuje stres i łagodzi objawy bezsenności. Łagodzi zaczerwienienia i stany zapalne. Polecany do pielęgnacji wszelkich typów skóry, w szczególności delikatnej, trądzikowej i wrażliwej.
  • ekologiczny żel/sok z aloesu – silnie nawilża skórę, chroni naskórek i wspomaga jego regenerację, działa bakterio- i grzybostatycznie, przeciwzapalnie, likwiduje podrażnienia (skóra wysuszona i podrażniona detergentami, poparzona słońcem, zniszczona środkami chemicznymi).
  • glicerynowo-wodny ekstrakt z jabłka – reguluje transepidermalną utratę wody Aktywność ta wynika z zawartości węglowodanów i kwasów AHA. Polecany do kosmetyków o działaniu nawilżającym na skórę i włosy.  Ponadto działa antyoksydacyjnie, przeciwutleniająco, głównie za sprawą związków fenolowych i witaminy C wymiatających wolne rodniki. Trzecią główną funkcją ekstraktu jest stymulowanie regeneracji komórkowej dzięki kwasom AHA. Kwasy AHA działają na poziomie stratum corneum. Wpływają one na kohezje pomiędzy korneocytami w głębszych warstwach, czyniąc tym samym warstwę rogową cieńszą i poprawiając elastyczność skóry.
  • glicerynowo-wodny ekstrakt z prawoślazu – wyjątkowość ekstraktu prawoślazu związana jest z obecnością śluzów w korzeniu prawoślazu, sprawiających, że jest  wykorzystywany w produktach o właściwościach zmiękczających, przeciwzapalnych, chroniących błony śluzowe. Ekstrakt poprawia nawilżenie skóry.

 

Tonik taki, że och i ach!

Składniki:

  • 15 ml żelu/soku z aloesu (link)
  • 5 ml glicerynowo-wodnego ekstraktu z jabłka (link)
  • 5 ml glicerynowo-wodnego ekstraktu z prawoślazu (link)
  • 74 ml hydrolatu z rumianku rzymskiego (link)
  • opcjonalnie, ale polecam – 1 ml konserwantu (np. ekologicznego – tego)

 

Wszystkie składniki przelewamy do 100 ml czystej buteleczki. Jeśli nie zdecydujecie się na konserwant, zróbcie mniej toniku i przechowujcie w lodówce.

Tonikiem na waciku przemywamy twarz rano i wieczorem, przed nałożeniem kremu.

 

Na koniec moja mała modelka prezentująca dzieło mamusi 🙂

Facebook