KategorieNaturalna pielęgnacja

Uchwycić ulotne + EKOCUDA

Wiosna, drodzy moi, wiosna. Wprawdzie mocno przyspieszona światowymi zmianami, ale przyznam, że już jej się doczekać nie mogłam.

I dlatego każda jej oznaka, każdy zwiastun, każdy pączek, wracający ptak czy cieplejszy promień słońca na twarzy, tak bardzo cieszą.

Mam postanowienie.

Nie miałam tych noworocznych, mam za to wiosenne.

Boleję zawsze nad ulotnością wiosny. Tym jej ekspresowym przemijaniem, przeobrażaniem w kolejne stadium, aż w pełnie wybuja nam latem. Uciekają te chwile, te momenty ledwie, kiedy kwitną wszystkie po kolei kwiaty. Kiedy przyroda zmienia się jak oszalała, buzuje, bzyczy, pyłkuje.

Zawsze mam wrażenie, że nie nadążam. Nie nadążam nasycić oczu, nawdychać się zapachu fiołków i kwiatów mirabelki.

Mam więc postanowienie – będę się starać chwytać tę ulotność wiosny. Doświadczać jej każdego dnia. Uważnie i spokojnie. Cieszyć się nią i podarować ją mojej Róży. Aby i ona wszystko mogła zauważyć. Abym ja mogła na nią patrzyć, kiedy i ona doświadcza tej wiosenności.

Jesteście ze mną?


Na początek, jakże ulotne – przebiśniegi.

Już są! Zaraz ich już nie będzie.

Pozostaną tutaj 🙂 Zainspirowały mnie bowiem mocno!



Mam jeszcze dla Was wiosenną, bardzo dobrą zapowiedź!


Zbliżają się kolejne Ekocuda! I to aż w trzech miastach!

Oto kilka słów od organizatorów:


WIOSENNE EKOCUDA JUŻ WKRÓTCE W TRZECH MIASTACH!


Ekocuda łączą miłośników kosmetyków naturalnych i integrują społeczność branży eco. Dają także przestrzeń do edukacji na temat ważności świadomych wyborów przy zakupie produktów, które stosujemy w codziennej pielęgnacji czy makijażu. W jesiennych edycjach targów wzięło udział blisko 37 tys. odwiedzających – to dotychczasowy rekord, który patrząc na rosnącą popularność kosmetyków naturalnych, przy wiosennej odsłonie ma szansę się powtórzyć. Ekocuda odbędą się bowiem aż w trzech miastach – Gdańsku, Warszawie i Poznaniu.



Eko to nie moda, to styl życia, który wybiera coraz więcej Polaków. O tym, w jak szybkim tempie rozwijają się Ekocuda, świadczy rosnąca z roku na rok frekwencja, przybywa uczestników, a także wystawców. Coraz częściej decydujemy się na produkty wolne od chemii i dodatkowych substancji, zwracając uwagę zarówno na skład, jak i na warunki produkcji oraz opakowania.

Ekocuda to jedyne miejsce, w którym można zapoznać się z tak szeroką ofertą kolorowych i pielęgnacyjnych kosmetyków naturalnych. Wielu producentów dopiero debiutuje na rynku, targi są więc doskonałym miejscem do przetestowania najnowszych trendów w branży. Jeśli zależy nam na zmianie lub poprawie naszego sposobu pielęgnacji, warto dowiedzieć się u źródła, jak powinien przebiegać cały proces. Podobnie jak podczas wcześniejszych Ekocudów, tak i teraz będzie możliwość skorzystania z warsztatów makijażu kosmetykami naturalnymi oraz posłuchania inspirujących wykładów prowadzonych przez ekspertów z branży. Wstęp jest bezpłatny.

Więcej informacji znajdziecie na:

stronie Ekocuda.com / Facebooku / Instagramie



fot. Joanna Oleszek

fot. Kamila Panasiuk


Czy krem antysmogowy chroni przed smogiem?

Mieszkam pod Krakowem. A wszyscy zapewne dobrze już wiecie jakie to powietrze w Krakwie bywa zimą, prawda? To powiem Wam, że pod Krakowem jest znacznie gorzej. Smog jest wszędzie, ludzie palą byle czym, trują siebie i nas.
Problem więc jest ogromny. Podchwyciło go wiele firm oferujących ciekawe sposoby zabezpieczenia się przed smogiem. Pomijam tu wszelkie oczyszczacze i maski, a przejdę do sedna – do kremów antysmogowych!

Chyba dopiero w tym roku tak szeroko wypełniły one rynek. Wypłynęły masowo pod koniec jesieni, aby w całym swym blasku zaistnieć zimą i zapewnić nam zdrową, piękną skórę, której smog niestraszny.

Tak i w moje ręce trafiła nowość marki Orientana, którą od dawna znam i cenię – Bio Krem Aktywnie Ochronny ANTI POLLUTION Moringa i Cytryniec.

Długa nazwa, co?

Pytanie – czy krem antysmogowy chroni przed smogiem?



Cóż…

Nie wiem…

Autentycznie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, choć zastanawiałam się długo. Nie mam pojęcia jak to sprawdzić. Czy czuję różnicę na skórze w porównaniu z poprzednimi latami? No, nie. Nie wiem. Nie zauważyłam.

Nie zmienia to jednak faktu, że krem Orientany jest jednym z najlepszych kremów zimowych, jakie miałam.

Jest to bowiem dobrze przemyślany krem ochronny, o konsystencji idealnej właśnie w chodne miesiące. Jest gęsty, ale nie za gęsty. Jest treściwy, ale nie pozostawia tłustej warstwy. Wchłania się dłużej niż lekkie kremy nawilżające, ale akurat tego po nim nie oczekuję. Wiem dobrze, że krem ochronny musi mieć chwilę czasu, aby dobrze zabezpieczyć skórę przez chłodem, wiatrem, klimatyzacją i – cóż, właśnie smogiem.

Mamy więc ewidentną barierę ochronną przez zimą, która jednak w żaden sposób nie przeszkadza, nie świeci się i na którą spokojnie można nałożyć makijaż.

Wróćmy jednak do początku i do obietnic producenta.

Naturalny krem do twarzy oparty na ekstraktach z roślin azjatyckich – MORINGI i CYTRYŃCA, które efektywnie blokują przenikanie do skóry szkodliwych i agresywnych czynników środowiskowych. Polecany dla osób narażonych na powietrze zanieczyszczone spalinami samochodowymi i pyłami z kominów, promieniowanie UV, przebywających w pomieszczeniach klimatyzowanych oraz narażonych na dym papierosowy i nikotynowy. Krem efektywnie chroni przed stresem oksydacyjnym, który powoduje szybkie starzenie się cery. Przywraca skórze zdrowy, młody i promienny wygląd.”

I jeszcze o samych flagowych składnikach czyli morindze i cytryńcu:

EKSTRAKT Z NASION MORINGI – tworzy na powierzchni skóry ochronny film dzięki czemu skutecznie zapobiega przenikaniu przez skórę szkodliwych substancji z zanieczyszczonego powietrza (m.in. inwazyjnych cząstek smogowych PM10 i PM2,5). Wzmacnia syntezę kolagenu i procesy antyoksydacyjne.

EKSTRAKT Z CYTRYŃCA – aktywuje mechanizmy obronne skóry chroniąc przed toksynami i zanieczyszczeniem obecnym w powietrzu. Zapobiega uszkodzeniom wywołanym przez wolne rodniki. Likwiduje objawy stresu oksydacyjnego, który przyspiesz starzenie się skóry.”

Wszystko brzmi bardzo dobrze, prawda? Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że cała ta otoczka antysmogowa jest trochę na wyrost. A może nawet nie na wyrost, co po prostu przypisana marketingowo do standardowych cech składników o działaniu antyutleniającym i ochronnym. Tak jakby dopisano potrzebę do czegoś, co od dawna znamy.

Niemniej jednak krem jest naprawdę dobry. Zamknięto go w praktycznym, higienicznym opakowaniu, jest go sporo, bo 50 ml, starcza na długo, jest bardzo wydajny. Zapewnia ochronę przed słońcem (SPF 15) i odpowiedni poziom nawilżenia. Jest łagodny, lekko pachnie, mam wrażenie, że sprzyja regeneracji i koi podrażnienia, które zawsze mi jednak powstają o tej porze roku.

Polecam więc krem jako świetny kosmetyk na zimę, ale równie mocno radzę krytycznie podchodzić do pomysłów marketingowców.


Krem znajdziecie na stronie Orientana.



Sesja walentynkowa dla Sylveco

Miałam niedawno okazję otulić się bukietami róż, zajadając przy okazji truskawki z bezami!

Czemu?

Musiało być walentynkowo, miłośnie i słodko!

A to wszystko z powodu sesji dla marki Sylveco, która z okazji Walentynek wypuściła nowy kosmetyczny box – Sylveco BOX – Pełne Miłości!


Sylveco BOX powraca w nowej odsłonie „Pełne Miłości”! Tym razem pudełko wypełnione jest kosmetykami dobieranymi od serca – cieszącymi się wyjątkową popularnością wśród pasjonatek naturalnej pielęgnacji!


Po box zapraszam na stronę Sylveco!

A tutaj zamieszczam efekty sesji i prac graficznych.


Ach, mam też dla Was taki miłosny box!

Wpadnijcie na Facebook i weźcie udział w konkursie!

Wygraj box Sylveco!

Zapraszam do konkursu na Facebooku!

3 świeże toniki

Zdarzyło Wam się kiedyś, że jakoś tak całkowicie nagle, skończył się Wam ulubiony tonik do twarzy?

Pewnie całkiem możliwe, co? Tak zazwyczaj zaczyna się przygoda ze świeżymi tonikami. Wystarczy bowiem wejść do kuchni, ruszyć głową i w kilka chwil możemy mieć genialny tonik!

A wtedy to już przepadniecie! Bo takie świeże toniki są naprawdę świetnymi kosmetykami. Wymagają wprawdzie odrobiny więcej zachodu niż sięgnięcie po taki gotowy, markowy, niemniej jednak są nie tylko dobrą alternatywą, ale często też znacznie lepszym rozwiązaniem pielęgnacyjnym.

Mam więc dzisiaj dla Was 3 sprawdzone przepisy na cudne świeże toniki. Wypróbujcie je koniecznie, znajdźcie swój ulubiony. Albo niechaj staną się inspiracją do dalszych eksperymentów?


Co charakteryzuje takie świeże toniki?

  • są bardzo proste, nie tylko w wykonaniu, ale także w kwestii ilości i dostępności składników; wszystko zazwyczaj znajdziemy w kuchni i przygotujemy w kilka chwil;
  • niestety nie są trwałe, robimy więc naprawdę niewielkie porcje, najlepiej na 2-3 dni i przechowujemy w lodówce;
  • są doprawdy po prostu tanie – zwłaszcza te, które dzisiaj Wam zaproponowałam;
  • ilość składników domierzamy „na oko”, nie są tu konieczne dokładne receptury;
  • idealnie nadają się do odświeżania cery w ciągu dnia, co sama uwielbiam i bardzo polecam. Możecie zamienić je w lekką mgiełkę lub lekko przykładać do skóry na waciku;
  • warto postarać się o najlepszą jakość składników, z jakich je wykonujemy; Wasza skóra się Wam odwdzięczy!

Jeśli więc jeszcze nie przygotowywaliście sobie świeżych toników – do dzieła!



Tonik jabłko-mięta

Składniki:

  • kilka listków/gałązek świeżej mięty, ewentualnie łyżeczka suszonej
  • ekologiczny ocet jabłkowy
  • gorąca woda

Przygotowujemy napar z mięty – zalewamy ją około połową kubka gorącej wody i odstawiamy na kilka chwil. Jeżeli jest taka konieczność przelewamy napar przez siteczko, a następnie wlewamy do niewielkiej buteleczki razem z octem jabłkowym, w takiej proporcji, aby octu była jedna część, a naparu 4-5 części.

Jest genialny! A jak pachnie! Jak cudownie odświeża i tonizuje skórę. Dodaje jej energii i blasku.


Woda ryżowa

Składniki:

  • garstka ryżu, najlepiej ekologicznego, białego lub brązowego
  • przegotowana woda

Do miski przesypujemy ryż i zalewamy go przegotowaną, letnią wodą, tak aby jej powierzchnia była około 1-2 cm ponad ryżem. Mieszamy i odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie przelewamy płyn przez sitko i wlewamy do buteleczki.

Taka woda ryżowa cudownie koi podrażnioną skórę, uspokaja ją, delikatnie oczyszcza. Łagodzi i reguluje. Jest lekko mętna i po jakimś czasie pojawi się osad na spodzie. Wystarczy wtedy tylko wstrząsnąć buteleczką.


Tonik rumianek-cynamon

Składniki:

  • łyżeczka lub torebka rumianku
  • kawałeczek kory cynamonu
  • pół łyżeczki octu jabłkowego
  • gorąca woda

Rumianek i cynamon zalewamy około połową kubka gorącej wody. Odstawiamy na kilka chwil. Gotowy napar przecedzamy i wlewamy do buteleczki razem z niewielkim dodatkiem octu jabłkowego.

Tonik z jednej strony świetnie koi skórę, ale także mobilizuje ją do regeneracji, dodaje jej energii i ją wzmacnia. Działa przeciwzapalnie i łagodząco. Polecam zwłaszcza do problematycznej, podrażnionej skóry.




Małe Manufaktury: Green Anna

Jako, że trafiło w moje ręce ostatnimi czasy całkiem sporo ciekawych produktów tworzonych przez naprawdę malutkie manufaktury, postanowiłam nieco bardziej je w Lili zaakcentować. Powstanie więc seria wpisów, które będą miały za zadanie zaprezentować właśnie takich mikro producentów, ludzi, którzy żyją swoją pasją, zarażają ją i podarowują ją nam w postaci nieraz prawdziwych kosmetycznych cudeniek.

Takie małe manufaktury pojawiały się tu już nie raz, chciałabym jednak, aby miały swoje szczególne miejsce. Bo ja zawsze bardzo wspieram wszelkie tego typu inicjatywy, odwagę ich twórców, zaangażowanie i ogromną dawkę dobrej energii, którą czuć w produktach.

Zaczynamy więc pewną zieloną Anią i jej małym debiutem na rynku kosmetyków naturalnych.

Poznajcie manufakturę Green Anna oraz jej Krem odżywczo regenerujący na noc i Mus oczyszczający!

Zacznijmy jednak od tej trudniejszej strony, która niestety bardzo często jest piętą achillesową takich małych manufaktur.

Zacznijmy od strony graficznej produktów, która tak bardzo wgryza się w moje poczucie graficznej estetyki i tak bardzo wbrew jest jakimkolwiek graficznym zasadom, że nie można zacząć inaczej…

Zielona Aniu, apeluję o zmianę. Nie dlatego, że mi się to naprawdę nie podoba. Ludzie kupują oczami. Cokolwiek by nie mówili, jak bardzo by się nie zapierali, jak wspaniały nie byłby sam produkt – to opakowania sprzedają. Świadczą o producencie, o charakterze manufaktury, o jakości i dbałości o klientów.

Tymczasem, na tej limonkowej etykiecie tekst jest tak mały, pisany jedynie dużymi literami, co już utrudnia odczyt, ale jest także limonkowy, a jest to kolor, który wielu przypadkach wygląda bajecznie, ale jest kolorem ostrym, drażniącym wzrok, kolorem, który stosowany powinien być raczej to wskazania czegoś, przed czym należałoby się wystrzegać, niebezpieczeństwa, zagrożenia. Tymczasem ja, na początku stosowania kremu, wieczorem, po dniu pełnym smogu, kiedy lekko bolały mnie oczy, próbowałam odczytać ten limonkowy napis i zwyczajnie mi się to nie udało. A wzrok mam naprawdę dobry. Zazwyczaj.

Etykiety są więc nieczytelne, niejasne, chaotyczne. Logo, które jest całkiem ok, jest na nich tak ukryte, że, przyznam się bez bicia, dopiero pisząc ten tekst zauważyłam, że ono na nich jest.

Wracając jednak do samego sedna…

Jakiś czas temu napisała do mnie właścicielka manufaktury – Anna i tym mailem ujęła mnie w pełni. Tym, o czym wspominałam na początku tego wpisu – zaangażowaniem, pasją i wiarą w swoje produkty.

Zacytuję: „Nasza historia jest bardzo banalna. Kosmetyki naturalne zaczęłam tworzyć dla mojego syna, który miał ogromne problemy skórne. Nie pomagały żadne maści, kremy ani nawet sterydy. Pomogła zmiana diety, która bardzo złagodziła jego objawy. Do tego syn zaczął smarować dłonie [mój przypis: kremem manufaktury] (tam był problem największy)  i wszystko dosłownie do zera zeszło bez śladu:) „

Tak właśnie często zaczyna się historia naturalnych producentów. I dobrze, potrzeba nam sprawdzonych produktów, świadectw działania natury i rozsądnego podejścia do zdrowia.

Krem, który tak pomógł synkowi Anny to właśnie ten limonkowy Krem odżywczo-regeneracyjny. I to właśnie tym kosmetykiem Green Anna skradła moje serce, choć być może trochę przewrotnie. Mamy tu bowiem jedną z prostszych mieszanin maseł i olejów i przyznam, że niestety na mojej buzi, nawet na noc, takie tłuściochy się nie sprawdzają. Nie stosuję go więc zgodnie z etykietą. Ale go uwielbiam! Bo jak on pachnie! Ten zapach jest jednym z najprzyjemniejszych zapachów jakie znam, a który, nie wiem w sumie czemu, tak rzadko jest stosowany. Jest to w pełni naturalny zapach pomarańczowej czekolady! I właśnie ten zapach świadczy o wysokiej jakości organicznego masła kakaowego, które tak intensywnie pachnie czekoladą. W połączeniu z olejkiem pomarańczowym tworzy zapachowa petardę, która mogę wąchać w kółko!

Krem więc mam po prostu zawsze pod ręką. Stosuję, tak jak synek właścicielki, często do rąk, namiętnie smaruję nim usta, krem ląduje na buzi mojej córki przed wyjściem na tą zimową, mroźną, zanieczyszczoną szarugę. Ląduje też czasem na mojej skórze, po kąpieli i wtedy cała pachnę tak cudnie! Jak to z masłami bywa, jest bardzo wydajny. Ma też idealną konsystencję, lekkość taką maślaną, puszystość. Och no, jeść by się go chciało 🙂

Zupełnie inaczej pachnie Mus oczyszczający, co akurat osobiście uważam za zaletę, choć wiem, że nie wszyscy taki zapach lubią. Jest to połączenie olejku z drzewa herbacianego o silnych właściwościach antybakteryjnych z czymś, czego nie umiem sprecyzować, więc być może jest to zapach któregoś z naturalnych tłuszczy?

Mus także jest mieszaniną olejów z masłem – tutaj shea. Wiem, że sporo jest tu zwolenników podobnych kosmetyków do usuwania makijażu i zanieczyszczeń skóry. Przyznam, że sama do nich nie należę, niemniej jednak jest coś naprawdę przyjemnego w dotyku skóry po takim właśnie oczyszczeniu.

Najlepszym sposobem na wykorzystanie musu jest nabranie niewielkiej jego ilości na dłonie, delikatne rozgrzanie go tak, aby zmienił się w gęsty olejek i masowanie przez chwilę wilgotnej buzi. Na koniec, co chyba tu najważniejsze, najlepiej całość ściągnąć ze skóry papierowym ręcznikiem. Tak, wtedy jest najprzyjemniej. Wtedy zanieczyszczenia schodzą, nadmiar tłuszczu schodzi, a pozostaje to przyjemne uczucie miękkości i odżywienia.

Polecam więc oba kosmetyki. I nie ważne, jak je będziecie stosować. Czy zgodnie z etykietą czy po swojemu, nie da się ukryć, że i jakość i wydajność mają wysoką.

Więcej znajdziecie na stronie Green Anna.

PS Ptaszki dodałam do zdjęć, bo bardzo je ostatnio lubię! Co zapewne widać i w Lili 😀


Warsztaty walentynkowe Magia Miłosna / Kraków

Oj, będzie się działo!

Będziemy czarować! Będzie pachniało!

Będzie kreatywnie, wesoło i przytulnie!

Zapraszam na walentynkowe warsztaty do Krakowa!


Magia miłosna

Kosmetyki pełne afrodyzjaków

KRAKÓW, Absurdalia Cafe

16.02.2019


PROGRAM

Część pierwsza – 10:30- 13:00

Zrobimy:

  • Delikatny owsiano-lniany krem oczyszczający
  • Różowy tonik kwaśno-kwiatowy
  • Bąbelkowy miętowo-miodowy płyn do kąpieli
  • Czekoladową maseczkę odżywcza

30 minut przerwy (polecamy lekki lunch – w Absurdaliach zjecie pyszne panini, tosty i sałatki oraz najpyszniejsze ciasta – także wegańskie)


Część druga – 13:30 – 16:00

Zrobimy:

  • Suchy eliksir nabłyszczający
  • Balsam całuśny do ust
  • Afrodyzującą świecę do masażu
  • Serniczki kąpielowe z tajemnym przesłaniem-niespodzianką


KOSZTY

Koszt warsztatów – 250 zł / os.

W cenie:

  • porządna dawka wiedzy, dobrej energii i inspiracji
  • Gorący napój – herbata, kawa lub kakao
  • Wszystkie powyższe kosmetyki, które zrobicie sami, zabierzecie do domu
  • Pisemne materiały z przepisami na warsztatowe kosmetyki

MIEJSCE

Absurdalia Cafe, ul. Brodzińskiego 6, Kraków / koło kładki. Polecamy Absurdalia na Facebooku.


Zgłoszenia przyjmujemy do 7 lutego 2019 drogą mailową, na adres lilinatura@lilinatura.pl. Warunkiem zapisu jest wpłacenie całości kwoty za warsztaty w ciągu 3 dni od zgłoszenia, na przesłane mailowo konto.

Ilość miejsc ograniczona, mocno.

Zastrzegam sobie możliwość odwołania warsztatów, w przypadku nie zebrania grupy.

W przypadku odwołania uczestnictwa:

  • do 7.02.2019 – zwracamy całość kwoty
  • po 7.02.2019 – zwracamy 50% kwoty, chyba, że znajdziemy zastępstwo na wolne miejsce, wtedy zwracamy całość.

Zapraszamy cieplutko!

Facebook