NapisałaAdriana Sadkiewicz

Moc kamieni

Kiedyś prowadziłam sklep z biżuterią z naturalnych kamieni. Pewnie wiele z Was o tym pamięta. Wtedy to kilkukrotnie zabierałam się do zgłębienia tematu mocy, którą mają w sobie te kamienie. Ich energii, która oddziałuje na nasz organizm. Przyznam się bez bicia, że nie odrobiłam wtedy tego domowego zadania. I bardzo żałuję, bo temat jest niezwykle ciekawy i mocno intrygujący.

A co szczególnie istotne, powoli staje się światową modą! Trendem, który przenika także do kosmetyki i powoli na Zachodzie staje się codzienną rutyną pielęgnacyjną.

Energia kamieni… Czemu by nie spróbować? Nie wejść choć trochę w ten niezwykły świat?

Zwłaszcza, że co rusz napotykam ostatnio w internecie produkty, które z tej mocy energetycznej czerpią. A że bywają przy tym wyjątkowo piękne, nie mogłam ich Wam nie pokazać.

Oto więc kilka ciekawostek, zagranicznych, które zapewne lada moment trafią do naszego kraju!

 

 

1.No dobra… te kamienne masażery – rollery są zwyczajnie piękne! Wystarczyłoby, że posłużą za dekorację łazienki! A tak serio, to jest to jeden z największych hitów na Zachodzie – bajeczne masażery do twarzy zrobione z naturalnych kamieni. Wywodzą się z tradycji medycyny chińskiej i mają służyć przeciwzmarszczkowo i relaksacyjnie. Dzięki nim wykonujemy drenaż limfatyczny twarzy. Można też stosować do innych części ciała. Pierwszy – z różowego kwarcu / I Am Natural Store

2. „Meet the Jade Roller. This Chinese skincare tool will cool, tighten, and de-puff your face in seconds.” Vogue.com / Czyli kolejny roller – jadeitowy! / Herbivore

3. I przepiękny, ponoć wyciszający i kojący – roller ametystowy / Aquarian Soul

4. Aby mieć je zawsze przy sobie! Torebeczka wypełniona energetycznymi kamieniami / Nordstrom

5. Do energetyzowania wody do picia – butelka z kamienną wkładką Wellness ViA Water Bottle – piękna! / Nordstrom

6. Kryształy do kąpieli – takie kamyczki należy wrzucić do wanny z wodą, aby ją natchnąć ich energią / Aquarian Soul

7. Urocze jadeity do masażu twarzy. Jadeity reprezentują mądrość, równowagę i pokój. Są to kamienie o działaniu kojącym, szczególnie polecane do podrażnionej skóry. / Aquarian Soul

 

 

Tym razem to coś jedynie inspirowanego kamieniami, ale tak pięknego, że musicie to zobaczyć! Rozświetlające olejki do ciała o nazwie różowy kwarc, pełne delikatnie różowej miki i samych naturalnych dobroci, o zapachu różano – waniliowym. / Herbivore

 

Zestaw do oczyszczania aury – zawiera suszoną szałwię do spalenia i uzyskania dymu szałwiowego (taki dym z olejkami eterycznymi wspaniale oczyszcza powietrze), drewno palo santo, rozmaryn i lawendę, świecę, pióro do rozwiewania dymu, olejek cytrynowy i kamienie – selenit i kwarc / Nordstrom

 

1.Olejek Lapis Lazuli Crystal Face Serum – naturalne serum olejowe wzmocnione energią kamieni lapis lazuli / Zephorium

2. Olejek do ciała Full Moon Body Oil – rozświetlający olejek inspirowany fazami księżyca, wzmocniony energetycznie kwarcem / Aquarian Soul

3. Själ Saphir Concentrate – Anti-Aging Face Oil – odmładzający olejek wypełniony kompleksem roślinnych składników oraz energią kamieni – himalajskich szafirów i akwamarynów / Själ 

4. De Mamiel Brightening Cleanse & Exfoliate – puder do oczyszczania twarzy, zawierający kojące glinki, ekstrakty roślinne i sproszkowane różowe kwarce i jaspisy / de Mamiel

5. Rozświetlający, lekko koloryzujący naturalny balsam do twarzy wypełniony energią truskawkowych kwarców / Aquarian Soul

6.Therapie Himalayan Detox Salts – detoksykująca sól do kąpieli z drobinkami ametystów / Cult Beauty

 

Mały biznes 07 i tapety do ściągnięcia

Dzisiejszy wpis otwiera wczorajszy super księżyc. On to bowiem natchnął mnie na spisanie w końcu tego, co od dłuższego czasu krąży mi po głowie, ale jakoś nie mogło się wyklarować. Od dawna chciałam Wam napisać o tym, że czasem po prostu kotłuje się we mnie całej, od stóp po czubek głowy jedno wielkie NIE!

I o tym nie dzisiaj rzecz. A dokładniej o nie mogę.

Zapewne wiele z Was, drogie freelancerki i osoby prowadzące własne małe biznesy, wie, że bywa nielekko. Że zlecenia to coś, o co się zabiega i walczy. Że czasem nie przychodzą przez jakiś czas, albo jest ich zwyczajnie mało. Że trzeba się ich chwytać i wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Że czasami nie można pozwolić sobie na grymaszenie, na wybór, na stawianie warunków.

Ja to rozumiem. Ja to wiem dobrze.

Co jednak zrobić, kiedy cały nasz organizm mówi, bam aż wykrzykuje, żeby się czegoś nie tykać? Żeby uciekać, trzymać się z daleka?

Miałam w ostatnich miesiącach dwie takie sytuacje. W obu przypadkach chodziło o warsztaty. W obu też przypadkach starałam się na początku podchodzić jak najbardziej profesjonalnie. Ale coś tu nie grało. Coś sprawiało, że zamiast zwykłej radości ze zlecenia i przyjemnie wciągających przygotowań, budził się we mnie wręcz strach przed odczytywaniem kolejnego maila. Coś zgrzytało, coś nie grało. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że nie działamy na tych samych częstotliwościach, że sytuacja nie jest dla mnie komfortowa. Że ta współpraca po prostu nie ma przyszłości.

Wtedy budziło się to trudne pytanie – ciągnąć to dalej czy posłuchać intuicji i po prostu grzecznie podziękować i zrezygnować.

I dziękowałam, rezygnowałam. Choć nie bardzo mogę sobie pozwolić na wybredność, zdecydowałam się posłuchać wewnętrznego głosu i powiedzieć – nie.

Wczorajszy księżyc uświadomił mi, że odpowiedni dystans i umiejętność podążania za swoją intuicją to coś niezwykle ważnego. I trudnego. Stałam wpatrzona w niego, na łące pod domem. Przez dłuższą chwilę po prostu stałam i się gapiłam, dopóki jakich przechodzień mnie nie spłoszył.

I dopiero wtedy, dopiero po dłuższym czasie poczułam spokój.

Wierzę mocno w to, że w pełni angażujemy się i w pełni dumni jesteśmy z tych projektów, w których czujemy się dobrze. I że czasem trzeba odmówić, żeby lepiej zrobić coś innego. Żeby pozostać w zgodzie z sobą. To jednak bardzo ważne. To pozwala cieszyć się pracą i robić wszystko najlepiej jak się da.

 

 

Mam też dla Was dzisiaj mały prezent – cztery tapety na telefon i jedną na komputer. Wszystkie stworzyłam z myślą o tym naszym wewnętrznym głosie. Tej kobietce, która w nas siedzi i naprawdę dobrze podpowiada. Mam nadzieję więc, że tapety się przydadzą i sprawią choć trochę radości!

 

 

Tapeta Super Moon

>>[download id=”8264″]<<

Tapeta Tribal Godess

>>[download id=”8267″] <<

Tapeta Tribal Godess 2

>>[download id=”8270″] << 

Tapeta Vintage Tribal

>> [download id=”8273″] << 

 

Tapeta na komputer Tribal

>> [download id=”8276″] <<

 

Miłego dnia!

Aksamitna pomarańczowa maska z kurkumą i miodem

To jeden z ciekawszych kosmetyków, które stworzyłam. Idealnie sprawdza się w przypadku mojej cery. No, w zasadzie tej pomarańczowej maski z kurkumą i miodem używam do całego ciała! Bardzo się polubiliśmy!

Czemu aksamitna? To jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy po nią sięgam. Maska wygląda, jakby była płynna, ale konsystencję ma pasty. Nabieram ją na dłoń właśnie jak pastę, a ona po sekundce znowu staje się miękka. A jeśli dłużej poczekamy, jeśli odrobinę bardziej zaschnie, wystarczy tylko lekko nawilżyć ją wodą pod prysznicem i znowu jest cudownie półpłynna.

 

Maska nadaje skórze blasku i energii. Odżywia ją, regeneruje i nadaje zdrowy koloryt. Delikatnie złuszcza i reguluje. Działa też odkażająco – to dzięki cudownym antybakteryjnym właściwościom miodu i kurkumy. Te dwa składniki bardzo poleca się w pielęgnacji cery problematycznej. Niwelują niedoskonałości i zapobiegają ich tworzeniu. Porządna dawka soku z pomarańczy leciutko nam skórę spulchni i przywróci jej piękny wygląd. Duża zawartość skrobi ziemniaczanej pomoże nam cerę zmatowić. A to wszystko w połączeniu z cudownym aromatem pomarańczy, który nie tylko sama skóra przyjmuje, ale i na nas działa energetyzująco i antydepresyjnie.

Sami przyznajcie, czego nam więcej trzeba?

Przygotowuję sobie taką porcję maski, kiedy szykuję się pod prysznic. Nakładam wtedy jej część na umytą buzie i pozostawiam na niej. Resztą myję skórę na całym ciele, dzięki czemu staje się ona maską do ciała. Uwielbiam!

 

Aksamitna pomarańczowa maska z kurkumą i miodem

Składniki:

  • ćwierć pomarańczy
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • łyżeczka kurkumy
  • 5 kropelek olejku z pomarańczy
  • 4 łyżki skrobi ziemniaczanej

Do miseczki wlewamy miód i wyciskamy sok z ćwierci pomarańczy. Dosypujemy kurkumę, dolewamy olejek i mieszamy. Sukcesywnie dosypujemy skrobię, mieszając, aby nie powstały grudki. Dosypujemy jej około 4 łyżki lub do uzyskania konsystencji pasty, która pozostanie nam na buzi.

Maskę używamy jak wyżej, a jeśli wolicie nie być akurat pod prysznicem, to nałóżcie po prostu na czystą buzię. Maskę warto w trakcie używania spryskać wodą lub hydrolatem (podobnie jak z maseczkami glinkowymi). Po 10-15 minutach spłukujemy ją wodą i zmywamy żelem do mycia twarzy, aby dokładnie zmyć kurkumę. Maskę zużywamy najlepiej tego samego dnia – zawiera świeży sok.

Miłego używania!

 

Zauroczona: Seasons od Molistudio

Pierwszy raz zobaczyłam tylko fragmenty projektu Seasons na Pinterest. Najpierw jedno zdjęcie. Zaraz kolejne, no, nie mogłam przejść obojętnie. Bo jak tylko je zobaczyłam, przepadłam. Wiedziałam bowiem, że to dokładnie to, co mi w duszy gra. To dokładnie ta stylistyka, która podoba mi się najbardziej, którą podziwiam i która wciąż pozostaje jakoś poza mną.

Ach, muszę jeszcze przyznać, że byłam pewna, że są to prawdziwe zdjęcia pięknych wnętrz! Jakże się zdziwiłam, kiedy drążąc temat dotarłam do informacji, że to tak naprawdę wizualizacje 3D. No, przyznajcie, że świetne!

Seasons to projekt argentyńskiego studia designerskiego Molistudio, które ma siedzibę w Buenos Aires. To swoisty hołd oddany zmieniającym się porom roku.

 

Po lecie przychodzi jesień, potem zima, aż w końcu rozkwita wiosna. Pętla.

 

Projekt zawiera przepiękne aranżacje wnętrz, skupiające w sobie koncepcję zapętlania się pór roku, ale także szacunek i uznanie dla twórców i projektantów tworzących na przestrzeni minionych dekad.

 

The project was imagined and designed so that the four seasons coexist with each other; not giving the impression to be created at different stages and go separately. – Sebastian Dias via Eclectic Trends

 

Przyznajcie, że jest to coś niesamowitego! Podziwiam i zazdroszczę umiejętności i pasji!

 

 

Odsyłam Was więc do Molistudio – warto śledzić!

Official Site: molistudio.com
Portfolio: behance.net/moli

 

Kosmetyki, które używam zupełnie inaczej

Chyba każda z Was ma takie kosmetyki, których wcale nie używa zgodnie z przeznaczeniem, hmm? A może się mylę? Może trzymacie się dokładnie tego, co jest napisane na etykiecie?

Dzisiaj mam dla Was przykłady rodem z mojej łazienki (i torebki) na kosmetyki, które idealnie sprawdzają się w mojej codziennej pielęgnacji, stosowane zgoła inaczej niż to zaplanowali ich twórcy. Kosmetyki, które uwielbiam, choć stosuję przewrotnie. Bez których ciężko byłoby mi się już obejść.

Będą to więc nieco inne kosmetyczne porady, takie cosmetic hacks. Oby i Wam się przydały!

 

 

Suchy szampon bywa zbawieniem w przypadku moich przetłuszczających się niestety włosów. Uwielbiam też ten efekt podnoszenia i puszystości, które on zapewnia. Bardzo go polecam jednak wszystkim osobom, które cierpią katusze w ciepłych miesiącach związane z ocieraniem się skóry czy to podczas aktywności fizycznej czy nawet codziennych zajęć. Wystarczy spryskać nim newralgiczne miejsca, czyli np. pachy, pachwiny czy wewnętrzną stronę ud, aby zapewnić im matowość, poczucie suchości i dobrego poślizgu. Zabezpiecza nam on skórę, jak dobre posypki i zapobiega nieprzyjemnym otarciom. Genialnie się tu sprawdzają małe opakowania szamponów, które możemy trzymać po prostu w torebce i używać, kiedy tylko czujemy potrzebę. Pamiętajcie tylko, aby dokładnie całość wieczorem zmyć.

Co ważne, sięgajcie po szampony, które mają w składzie naturalną skrobię np. ryżową lub kukurydzianą, a nie aluminiową. Możecie też oczywiście wybrać domowy sposób i stosować skrobię ziemniaczaną, którą warto zamknąć w pojemniczku na posypki.

 

 

Dobra, naturalna odżywka do włosów to najlepszy „krem” do golenia nóg i pach. Kto raz spróbował, nigdy już nie sięgnie po piankę czy mydło. Odżywka cudownie wspomaga golenie, jest świetnym poślizgiem. Nie wysusza przy tym skóry, nie podrażnia jej, a wręcz przeciwnie – delikatnie odżywia i zapewnia uczucie komfortu po goleniu. Najbardziej tu polecam odżywkę Biolaven – sama stosuję na co dzień.

 

 

Mam teraz dwa ulubione olejki – ujędrniający Vianek o cudownym zapachu wiśni i cynamonu oraz orzeźwiający olejek Willow Organics, pachnący egzotyczną werben. Przyznam, że nie bardzo lubię stosować je tradycyjnie, do ciała. To nie dla mnie. Świetnie sprawdzają się wprawdzie jako poślizgi do masażu, ale akurat nie mam na długo męża… Oba więc olejki stosuję jako oleje do demakijażu! I tutaj są genialne! Masuję nimi wilgotną skórę, zmywając z niej makijaż, a potem domywam całość używając żelu do mycia twarzy. I delektuję się tymi niesamowitymi aromatami! Takie olejki doskonale rozpuszczają kolorowe kosmetyki, pozostawiając przy tym buzię miękką i gładką.

 

 

Mam też swój własny sposób na serum olejowe! Pod krem zazwyczaj wybieram te lżejsze, nietłuste, np. eliksir Vianka lub serum z kwasem kojowym z Ecospa.pl. Te olejowe jednak uwielbiam i nie wyobrażam sobie, żeby ich nie stosować do… oczyszczania cery. Bo o ile wyżej wspomniane olejki do demakijażu najchętniej stosuję wieczorem pod prysznicem, o tyle prawie codziennie, popołudniu czy wczesnym wieczorem sięgam po prostu po wacik z płynem micelarnym, który skrapiam kilkoma kropelkami olejku i taką mieszaniną przemywam skórę. Jeszcze nie na wieczór, jeszcze nie do spania, ale po to, aby ją odświeżyć i ściągnąć nadmiar sebum, zanieczyszczeń i makijażu, a potem pobyć jeszcze takim odświeżonym w domu. Bardzo tu polecam sera Iossi i Vianka!

 

 

Powiem Wam, że kremy pod oczy Vianka mają po prostu genialne opakowania, aby trzymać je… w kosmetyczce w torebce! Oczywiście zmieniają wtedy swoją funkcję z kremu pod oczy na krem do zastosowania wszelakiego, do czego świetnie się nadają. Są niewielkie i podłużne, mieszczą się więc zawsze i wszędzie. Nieraz mnie ratowały, kiedy trzeba było szybko zrobić czy odświeżyć makijaż lub nadać mu odrobinę blasku – wystarczy wtedy odrobinę kremu wklepać w skórę, nad kości policzkowe i na czoło. Od razu lepiej! Służy mi też w potrzebie za krem do rąk czy do ust. Bardzo polecam!

 

 

Pisałam Wam już kilka razy o soli Epsom. To takie wcale nie słone, a wręcz gorzkie cudo magnezowo-siarkowe, które świetnie się sprawdza, jako dodatek do kąpieli. Zwłaszcza dla osób o problematycznej skórze. U mnie na wannie stoi zawsze kilogramowy pojemnik z taką solą. Owszem, dodajemy ją czasem po prostu do wody, najczęściej jednak jest moim ekspresowym, najlepszym pod słońcem peelingiem! Biorę garść soli w dłoń i w zależności od nastroju i potrzeby, dodaję do tego trochę żelu pod prysznic, łagodnego mydełka w płynie, soku z limonek lub pomarańczy albo olejku do ciała, a potem masuję mieszaniną skórę (to peeling do ciała, nie do twarzy!). Doskonale oczyszcza skórę, zapobiega wrastaniu włosków po depilacji, działa też antybakteryjnie i odkażająco. Polecam!

Wnętrzarskie aktualności i zachwyty 01

Spędzam ostatnio dużo czasu w internecie, poszukując idealnych rozwiązań, mebli i dodatków do naszego nowego mieszkania. Przy okazji znajduję sporo rzeczy, w których całkowicie się zakochuję, choć niestety bywają poza moim zasięgiem. Wszystkie nasze domowe aktualności i nieosiągalne zachwyty postanowiłam więc pokazywać Wam w nowej serii, którą niniejszym otwieram i podpinam pod projekt Nasze Miejsce.

Będę co jakiś czas pokazywać Wam wszystkie te perełki, na które się natykam, a także coraz to bardziej aktualne pomysły na nasze własne cztery kąty – przystępniejsze cenowo i… geograficznie. Mam nadzieję, że i Wy znajdźcie w tym wszystkim coś dla siebie albo zainspirujecie się na przyszłość!

 

1.Cudowna, oryginalna, ręcznie robiona drewniana toaletka, autorstwa Gérarda Rigot, wykonana w latach 1980-90 we Francji, sprzedana na aukcji Bukowskis. Ach, gdyby taką mieć… Zupełnie zwariowaną, zupełnie nierealną! I tak co rano przeglądać się w bajce… / Bukowskis via Miss Moss

2. Mosiężny księżyc, który świetnie pasowałby do sypialni. Gdyby tylko nie pochodził aż z Australii… Lampa też całkowicie do zakochania! / Pop & Scott

3. Piękne lustro Half Moon z drugiego końca świata / Pop & Scott

4. Moskitiera – baldachim do pokoju Róży „Celeste Rosa” w złote gwiazdki. Nie mogłam się oprzeć i już kupiłam! / Westwing

5. Lustro oko – świetne! Nie wiem tylko, czy mój mąż by je przeżył 🙂 / H&M Home

6. Śliczny stojak na biżuterię Poise / Fabryka Form

7. Przepiękne pufy w różnych kolorach aksamitu. Cudowne! / Westwing

8. te krzesła aktualni królują w mojej głowie. Oczyma wyobraźni właśnie je widze przy naszym jadalnym stole. Te niebieskie dokładnie. / Allegro

9. Zegar, który chciałabym mieć na półeczce w łazience Cross Table / Fabryka Form

10. Marmurowa deska do krojenia / Duka

11. Chyba na dokładnie taką lampę zdecyduję się do kuchni! Żeby było jasno! / Ikea

12. Lampa, którą widzę w przedpokoju, zwłaszcza, że jest w dobrej cenie – Sticks od Nowodvorski / Światło-Cienie.pl

Facebook