NapisałaAdriana Sadkiewicz

Zauroczona: Laura Berger

To jedno z tych zauroczeń od pierwszego wejrzenia. Od pierwszego obrazu dostrzeżonego gdzieś w czeluściach internetu. Kiedy to wzrok zatrzymuje się na dłuższą chwilę, umysł chłonie, a serce bije mocniej. Kiedy od razu wiesz, że musisz zgłębić temat, zobaczyć więcej, poznać lepiej.

Zobaczyłam więc więcej i śledzić zamierzam dalej. Obrazy te bowiem w jakiś tajemny sposób do mnie przemawiają.

Laura Berger to amerykańska artystka, tworząca w Chicago. Pomimo zgoła innego wykształcenia (jest aktorką i scenografem), rozpoczęła swoją przygodę z malarstwem po kilku trudnych momentach w jej życiu. Kiedy to stała na rozstajach, kiedy odkryła, że droga, którą wcześniej obrała nie jest tą, którą chciałaby iść. Radosne, proste obrazki miały stać się terapią na smutki, a stały się sposobem na życie.

Laura skupia się na energii kobiet. Bo, jak mówi, sama jest kobietą, więc jest jej to temat bliski. A do tego szczególnie interesują ją kobiece relacje.

Pozostawiam Was z dziełami Laury i odsyłam na jej stronę – lauraberger.com i na Instagrama.


5 x girls stuff

Kolejny szalony tydzień za mną. Sporo się działo, ale i tak mam wyrzuty sumienia, że cierpi na tym moja Lili… Że nie udaje mi się publikować tyle, ile bym chciała….

Nie martwię się jednak bardzo, bo wiem, że wszystko nadrobię! Kolejka ciekawych rzeczy do pokazania powoli się powiększa, ale w końcu wszystko uda się pięknie zaprezentować!

Tymczasem, na szybko przed weekendem – same babskie cuda!



Od góry:

GROOVY Kolczyki Brindo No. 2 / gold – “Letnie, leniwe dni, dalekie podróże w egzotyczne zakątki świata, błękitna, morska woda odbijająca promienie gorącego słońca. Kolory Brindo mienią się turkusem agatu i błękitem emalii w kolorze crystal blue. Dodatkowo na każdej sztuce biżuterii znajduje się ręcznie wykonany grawer. To wszystko przywołuje najpiękniejsze, wakacyjne wspomnienia. / Cloudmine

Kolibry – kolczyki z kolekcji Meksyk Anny Orskiej – “Biżuteria inspirowana alebrijes – meksykańskimi rzeźbami wykonanymi z drewna kopalowego, ręcznie malowanymi w niebywale kolorowe, geometryczne wzory.  Artystyczne kolczyki w kształcie kolibrów – meksykańskich zwierząt mocy, są zaskakująco lekkie. Rzeźby pomalowana ręcznie w drobne wzory inspirowane symbolami Zapoteków. Dzioby ptaków zostały ujęte w delikatna oprawkę z mosiądzu zakończoną srebrnym biglem.” / Orska

Pierścionek z perłą Mariia Pasiechko – ręcznie wykonany pierścionek (w tym wycinanie, kształtowanie, lutowanie, szlifowanie, polerowanie) z czarną perłą / Pakamera

Silky Wonder Scrunchie Tie – gumka do włosów Girlsband – “Scrunchie tie, czyli gumka do włosów z ‘krawatem’ to wyjątkowa ozdoba do włosów, która zawładnęła Instagramem. Pokochały ją dziewczyny na całym świecie! Można ją nosić na wiele sposobów. Pasuje do koka, warkocza, kucyka albo luźnego upięcia na rozpuszczonych włosach. Model Silky Wonder jest wykonany z wysokiej jakości, przemiłej w dotyku tkaniny wiskozowej z satynowym połyskiem. Piękny pudrowy kolor w kwiaty.” / Pakamera

Plispliz – połączenie wygodnych spodenek i kobiecej spódnicy! – Plisy to plisowane spodenki o wyjątkowo szerokich i luźnych nogawkach,
które układają się w formę spódnicy. Stworzone z myślą o rowerzystkach,
które nie chcą rezygnować ze spódnic. / Plispliz

Ostatnio zawodowo

I ponownie nadeszła odpowiednia chwila, aby zaprezentować Wam kilka projektów, nad którymi ostatnio pracowałam.

Choć w zasadzie – w dwóch przypadkach będą to ledwie próbki, bo zasługują one na znacznie większą prezentację i niedługo doczekają się specjalnych wpisów w Lili!

Po więcej zapraszam Was serdecznie do mojego PORTFOLIO – LILI CREATIVE!


Bioderma


Zaczynamy od współpracy z marką Bioderma, którą niedawno rozpoczęłam. Współpracy fotograficznej.

Miałam przyjemność wykonać pierwszą z zaplanowanych kilku sesji kosmetyków Bioderma na potrzeby mediów społecznościowych. Zdjęcia musiały wpisać się w szczególny charakter marki.


Załączam Wam poniżej małą próbkę wykonanych zdjęć i jednocześnie zachęcam do śledzenia ich i marki na Instagramie.




Rosa Della Natura


Rosa Della Natura to włoski sklep z kosmetykami naturalnymi, dla którego wykonałam kilka energetycznych banerów. Nie jest to duży projekt, ale przyznam, że szczególnie przypadł mi do serca! Bardzo polubiłam te wzory i kolory!

Jeśli tylko zamieszkujecie słoneczną Italię, zajrzyjcie koniecznie do sklepu Rosa Della Natura!




Koza na Lawendzie


I to jest, moi drodzy, tylko zajawka!

Bo ostatnio całkiem sporo czasu spędziłam z pewną kozą… A dokładniej – z gospodarstwem Koza na Lawendzie. Z niezwykłą manufakturą z pól Grunwaldu, z Mazur Zachodnich, z terenów czystych i pięknych. Tam to właśnie Weronika, właścicielka, hoduje kozy, ma pola tymianku i lawendy, tworzy kozie sery, jogurtu, lawendowe i tymiankowe syropy oraz masę innych przetworów.

Dla Kozy na Lawendzie stworzyłam kozią identyfikację. Ale o tym więcej w swoim czasie! Na razie – zajawka!

A w wolnej chwili zajrzyjcie na stronę Koza na Lawendzie, na Facebooka gospodarstwa i koniecznie na Instagram!




o!figa


Moich prac dla marki o!figa ciąg dalszy!

Pisałam Wam już kiedyś o marce osobny wpis, potem aktualizowałam w ostatnim wpisie o tym samym tytule, co ten – TUTAJ. Tym razem chciałam Wam pokazać etykietki dla niezwykłych glinek – masek do twarzy!

I znowuż jest to w sumie jedynie zapowiedź, bo całość pokażę Wam jeszcze tak konkretnie – na zdjęciach. Ale to nie wszystko – szykujcie się na kolejną nowość w ofercie marki, o której jeszcze nie mogę mówić, ale oczywiście wzór i etykietka już są!

Wszystko niebawem!

Tymczasem zajrzyjcie na stronę o!figa




Skarbiec Natury


Nie wiem czy pamiętacie, że ja już od daaaaawna, bardzo dawna współpracuję na co dzień ze wspaniałym sklepem z kosmetykami naturalnymi – Skarbiec Natury. W każdym razie, uznałam, że trzeba by jednak przypomnieć!

Wszystkie banerki, które tam widzicie, newslettery, grafiki facebookowe, promocje – to właśnie ja 🙂

Jeśli więc poszukujecie sprawdzonego miejsca z najlepszymi kosmetykami i cotygodniowymi promocjami – zajrzyjcie na Skarbiec Natury!



Po więc raz jeszcze zapraszam tu:

PORTFOLIO – LILI CREATIVE!

Zauroczona: SMEG – Sicily is my love

No przepadłam!

Wprawdzie jeszcze nie byłam na Sycylii, ale spędzam tam ostatnio sporo czasu… książkowo. Byłam za to, o czym nawet ostatnio przy okazji migdałowych ciasteczek Wam pisałam, dosyć długo we Włoszech, w okolicach Sorrento. Na co dzień mieszkałam w hotelu, w którym odbywałam staż, ale na jakoś ponad tydzień zaprosiła mnie do siebie jedna z pracujących w tamtejszym SPA dziewczyn. Pamiętam, że byłam pod wrażeniem jej domu! Był to całkiem współczesny apartamentowiec w jednej z nadmorskich mieścin, ale tchnął czarem dawnej Italii. Jakże odczuwalny był w nim włoski duch, zaklęty w całym wyposażeniu, w dużej ilości kolorów, malunków, niezwykłych, specyficznych ozdób, tworzących atmosferę gościnnego południa.

Być może dlatego tak bardzo spodobała mi się kolekcja SMEG we współpracy duetem Dolce&Gabbana – Sicily is my love! Nie jest to nowa kolekcja, bo lodówki pokazano w 2016 roku, a pozostałe sprzęty, jako jej kontynuację – w 2017. Nie wiem więc czemu doprawdy dopiero teraz je odkryłam!

Dolce&Gabbana i Smeg ponownie połączyły swoje siły, a owocem tej współpracy jest specjalna, limitowana edycja kultowych lodówek FAB28, prawdziwych dzieł sztuki. Te dwie znane marki, choć reprezentują inne obszary działania, zostały zjednoczone silnymi wartościami i tradycją doskonałości stylu „Made in Italy” – mając to samo pochodzenie i nawiązując do tradycji, w kreatywny i umiejętny sposób połączyły epoki, różne specjalności oraz wrażliwość estetyczną.



Rezultatem tego partnerstwa jest wyjątkowa chłodziarka Smeg FAB28, która została zaprezentowana w unikalnym stylu Dolce&Gabbana. Na każdej chłodziarce przedstawione są obrazy stworzone przez sycylijskich artystów: cytryny, symbol trinacria, koła od wozu, średniowieczni rycerze oraz sceny bitew – wszystkie charakterystyczne elementy teatru lalek i tradycyjnych, sycylijskich wozów, jak również stylu Domenico Dolce i Stefano Gabbana. Dodatkowo każdy produkt został upiększony klasycznym motywem kwiatowym.”

Zobaczcie koniecznie wszystkie te niezwykłe lodówki, stworzone z ogromną pieczołowitością przez sycylijskich artystów – na stronie SMEG Polska TUTAJ.

A potem zajrzyjcie na stronę pozostałych sprzętów, które chyba nawet bardziej mi się podobają – Sicily is my love.


Naturalny niezbędnik wakacyjny czyli kosmetyki na lato

Nadszedł koniec roku szkolnego, mniej lub bardziej oficjalne wakacje już się rozpoczęły! Zanim więc ruszycie na swoje letnie wyprawy, sprawdźcie co warto włożyć do kosmetyczki!

Nasz naturalny niezbędnik wakacyjny to mój subiektywny wybór kosmetyków, które szczególnie polecam latem. Każdy nieco inny, każdy jednak wart zapamiętania i wypróbowania

Czego zatem nie możemy zapomnieć zapakować na wakacje?



1.

Maski w saszetkach Bania Agafii


Może będę nudna, bo co roku, zdaje się, o nich piszę, ale doprawdy warte są tego! Wszystkie saszetki Bania Agafii są naprawdę fajne, mam jednak dwie ulubione, które zawsze znajdują swoje miejsce w mojej łazience. I kosmetyczce oczywiście! Po pierwsze – Ekspresowa regenerująca maska do włosów (ta zielona) – w kilka chwil genialnie odżywia włosy, które doprawdy właśnie ekspresowo stają się miękkie i miłe w dotyku.

Po drugie i chyba – najważniejsze – to Ekspresowa maseczka odświeżająca! Jedna z moich ulubionych maseczek do twarzy. Kiedy skóra staje się zmęczona, poszarzała, kiedy miałam za sobą ciężki dzień, kiedy mamy upały, w powietrzu spaliny czy smog – to właśnie ta maseczka ratuje! Przywraca skórze blask i odpowiednie nawilżenie.

Latem, kiedy ruszamy na urlopy, a w walizkach mamy mocno ograniczone miejsce, forma saszetek sprawdza się idealnie. Wtedy to też odświeżająca maseczka do twarzy zamienia się w najlepszy… balsam po opalaniu! Jest to bowiem pełna mięty maseczka chłodząca, w formie lekkiego żelu, która świetnie sprawdza się także do ciała. Spróbujcie koniecznie!

Dostępne w Blisko Natury


2.

Sok z aloesu


A skoro już jesteśmy przy ratowaniu skóry po całym dniu na słońcu, nie mogłoby zabraknąć tutaj najzwyczajniejszego soku z aloesu!

Nie jest to wprawdzie opcja typowo urlopowa – sok bowiem przechowujemy w lodówce, warto jednak mieć go całe lato pod ręką! Czy to w domu czy w pracy. Ja kupuję duże litrowe butelki soku, które znajdziecie w sklepach np. ze zdrową żywnością. Część soku zamieniam w aloesowo-jogurtowe kosteczki odświeżające z TEGO przepisu – czyli po prostu go zamrażam. Pozostały sok, który można dosyć długo trzymać w lodówce, przelewam sobie sukcesywnie do małej buteleczki z atomizerem i spryskuję się nim niczym kojącą, jakże przyjemnie zimną mgiełką kilka razy dziennie. Czasem tylko twarz, czasem także ciało. Efekt jest wspaniały! To uczucie odświeżenia i takiego… spokoju na skórze! Spróbujcie!



3.

MÁDARA AGE DEFYING SUNSCREEN Przeciwzmarszczkowy krem z filtrem SPF 30


To letni must have! Po pierwsze – ma spory filtr przeciwsłoneczny, po drugie – odpowiednio nawilża i pielęgnuje, no i po trzecie – pozostawia delikatnie wyrównaną kolorystycznie skórę. Nie martwcie się, że wygląda jak podkład – po chwili od aplikacji w jakiś magiczny sposób znika! A dokładniej wtapia się w skórę lekko ją jedynie pokrywając. Może nie wchłania się idealnie od razu, ale po chwili już go nie ma, pozostaje za to świadomość dobrze zabezpieczonej, zadbanej cery. No i poza tym, muszę pochwalić naprawdę ładne, poręczne opakowanie!

“Innowacyjna formuła SPF30 z będącymi w trakcie opatentowania komórkami z łodygi nadbałtyckiego pszczelnika wąskolistnego dostarcza mega dawkę antyoksydantów, ochronę przeciwko miejskim zanieczyszczeniom, chroni skórę i regeneruje ją dla uzyskania efektu opóźniającego procesy starzenia. Działa tak aby zapobiegać wszelkiego rodzaju uszkodzeniom słonecznym, takim jak wysuszenie skóry, zmarszczki, zmiany pigmentacyjne, ciemne przebarwienia i utrata objętości.”

Znajdziecie w Matique!



4.

Naturalny nawilżający lekko koloryzujący krem z nagietkiem Cosnature


Krem, o którym już wielokrotnie Wam pisałam i wciąż bardzo lubię, a i wciąż bardzo polecam. Krem nie tylko uspokaja i koi skórę, pozostawia ją dobrze nawilżoną, ale także, tak jak poprzednik, gwarantuje delikatne wyrównanie kolorytu. Idealne zastępstwo wszelkich podkładów na ciepłe miesiące. A i zimą dobrze się sprawdza.

Niestety jednak… nie gwarantuje ochrony przeciwsłonecznej, co jest tu sporym minusem. Niemniej jednak – miłośniczką pozostaję.

“Krem zawiera bogactwo składników odżywczych pochodzenia roślinnego jak olej z organicznego nagietka, olej migdałowy, olej słonecznikowy, olej babassu oraz odmładzająca witaminę E. Dzięki nim działa niezwykle dobroczynnie na skórę, to jest wspiera procesy odnowy skóry i spowalnia procesy jej starzenia. Ponadto wykazuje działanie silnie nawilżające oraz przeciwzapalne, uspokaja i leczy nawet najbardziej wrażliwą skórę. Olej z nagietka ma właściwości łagodzące, antybakteryjne oraz przeciwwirusowe, przez co polecany jest szczególnie do skóry przesuszonej, popękanej i w stanie zapalnym.”

Krem znajdziecie na Triny.pl



5.

Hydrolat Kwiat Lotosu Różowego Manufaktura Natura


O jejuniu – jak to pachnie! Ten hydrolat to chyba najlepsza letnia alternatywa dla cięższych perfum! Bardzo polecam osobom zakochanym zwłaszcza w głębokich wschodnich aromatach, które muszą latem stosować je ze sporym umiarem. Lotos pachnie równie głęboko, tajemniczo, hipnotyzująco… ale można się nim spryskiwać co chwilę! Zapach oczywiście nie pozostaje na skórze równie długo jak perfumy, ale za to jest delikatny i ma wiele innych zalet!

“Hydrolat posiada lekko słodkawy, kwiatowy, orientalny zapach. Wykazuje właściwości antyoksydacyjne, łagodzące, hamuje procesy starzenia się skóry, mocno nawilża i odżywia skórę, dodatkowo rozjaśnia przebarwienia. Może być stosowany do każdego typu cery. Sprawdzi się także w przypadku osób o cerze odwodnionej i problematycznej.”

Zwróćcie też uwagę na piękną etykietę!

Ja mój hydrolat trzymam zawsze na biurku i spryskuję nim się, kiedy tylko najdzie mnie ochota. Zwłaszcza w te najgorętsze dni!

Hydrolat znajdziecie na stronie Manufaktura Natura.



6.

Peeling enzymatyczny Kali Musli Orientana


Och, jakże zadziwił mnie ten peeling! Wyobraźcie sobie gęstą, białą, bardzo tłustą maź. Wyobraźcie sobie, że nakładacie ją na twarz w gorące lato. Tłusto i nieprzyjemnie? Nic z tych rzeczy!

Peeling pozostawiamy na chwilę na buzi, a potem zmywamy. I tu niespodzianka – zmywa się bezproblemowo. Tłustość znika w jednej chwili! Podejrzewam o to zawartość mączki owsianej i glinki. Dzięki naturalnym enzymom – papainie i bromelinie, skóra pozostaje pięknie oczyszczona i gładka, zaś pozostałe składniki działają jak nawilżająca maseczka. Spróbujcie, bo latem dobry peeling skórze się należy!

Bogaty w ekstrakty roślinne. usuwa martwy naskórek, wzmacnia cerę wrażliwą i naczynkową oraz pobudza do odnowy. Nadaje skórze młody, promienny wygląd, rozjaśniając przebarwienia.

Peeling znajdziecie na stronie Orientana



7.

Wooden Spoon Delikatny krem na słońce SPF 30+ dla niemowląt i całej rodziny


Powiem Wam, że ogromnie spodobał mi się ten kremik na słońce. Po pierwsze – mamy tu niewielkie opakowanie, bo zawierające 50 ml kremu, które spokojnie możemy włożyć do nawet najmniejszej torebki czy plecaka i spokojnie wybrać się na każdą wyprawę.

Krem jest dla wszystkich, jest bowiem doprawdy nieskomplikowanym połączeniem naturalnych maseł i olejów ze sporym dodatkiem tlenku cynku. Jest więc łagodny i uniwersalny. Pozostawia, a i owszem, jak inne tego typu kosmetyki, białą warstwę, ale nie jest ona szczególnie problematyczna czy widoczna, a wręcz całkiem szybko znika. Do tego bardzo przyjemnie pachnie naturalnym połączeniem kokosa i czekolady.

Ale to nie wszystko! Nie tylko naturalnie zabezpieczamy się przed słońcem! Krem możecie także spokojnie wykorzystać w przypadku otarć czy zaczerwienień skóry, co często zdarza się podczas letnich wędrówek, kiedy to rozogniona, spocona skóra ociera się o skórę. Krem uspokoi ją wtedy, ukoi, załagodzi podrażnienia. Mamy więc 2 w 1 w bardzo poręcznej formie!

Krem znajdziecie w Matique.



8.

Organic Shop Krem-żel do stóp ajurwedyjskie spa


Cały dzień na nogach? Gorąco, duszno i macie wszystkiego dość? Wyobraźcie sobie, że na zakończenie tak trudnego dnia wmasowujecie sobie (albo jeszcze lepiej – ktoś masuje Wam!) w stopy taki lekki, chłodzący, cudownie nawilżający krem.

Mówię Wam – bajka! I ta orzeźwiająca woń mięty!

Wyobraźcie sobie tę ulgę!

Wyobraziliście już?

Krem znajdziecie na Bee.pl



9.

o!figa Żel hialuronowy Piękna Trójca


Latem skóra chce pić! Dokładnie tak jak my! Pozwólmy jej napić się w pełni, zaspokoić jej pragnienie, niechaj będzie miękka i promienna!

Dodajmy do codziennej pielęgnacji kilka kropelek tego żelu hialuronowego!

Wystarczy wklepać je w buzię przed codziennym kremem lub razem z nim. Polecam jako przygotowanie skóry pod jeden z wyżej wymienionych kremów koloryzujących. A może wybierzecie zmieszanie odrobiny żelu z identyczną odrobiną oleju, na przykład z pestek malin, który szczególnie lubimy latem, bo posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny? Taką mieszaninę wklepujemy w skórę wieczorem, po oczyszczaniu i tonizowaniu. Albo jeszcze lepiej – zmieszajcie Piękną Trójcę z Dziką Figą marki – czyli ich flagowym produktem i czekajcie na efekty!

Zobaczcie, jak bardzo skóra potrzebowała się napić!

Żel znajdziecie na stronie o!figa



10.

Nawilżający płyn micelarny VIANEK


Oczyszczanie skóry jest bardzo ważne, a jeśli przy tym można zadbać o dodatkowe jej nawilżenie – czemu nie?

A wręcz – bardzo tak!

Płyn “przeznaczony jest do cery suchej i wrażliwej i zawiera kompleks humektanów (mocznik + proteiny pszenicy + mleczan sodu + kwas hialuronowy). Ekstrakt z robini akacjowej działa antyoksydacyjnie, a panthenol łagodzi wszelkie podrażnienia.

Viankowym płynem zmywam więc lekki letni makijaż. Jest łagodny, ale dobrze radzi sobie z zanieczyszczeniami. Nie pozostawia skóry ściągniętej, a przeciwnie – jest ona miękka i spokojna. Polecam zwłaszcza do delikatnego zmywania oczu!

Płyn znajdziecie na stronie Sylveco



11.

ROSADIA Żel myjący do twarzy


Kolejny członek rodziny Sylveco o najbardziej kobiecym obliczu. Żel myjący polubiłam szczególnie za jego energetyzujący zapach pomarańczy! I na ten moment jest moim ulubionym codziennym żelem do mycia twarzy.

Stworzony na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej i naturalnych składników myjących. Skutecznie myje, nie naruszając naturalnej bariery lipidowej, a dodatek kwasu migdałowego pobudza skórę do szybszej regeneracji, ujednolica koloryt i spłyca drobne zmarszczki. Właściwości odżywcze i antyoksydacyjne wspomagają olej z wiesiołka i naturalny olejek eteryczny pomarańczowy.

Letni zapach i świetne działanie! A do tego praktyczna forma, która z łatwością zmieści się kosmetyczce.

Żel znajdziecie na stronie Sylveco.



12.

Rozświetlający puder PRETTY GLOW Annabelle Minerals


Tak to już jest, że ten puder to jednak bywa potrzebny. A i latem możemy go stosować! Wystarczy tylko sięgnąć po puder odpowiedni! Ja tu bardzo polecam to lekkie, mineralne, rozświetlające cudo.

Nadaje skórze świetlistego blasku, przez co sprawia, że cera wygląda na świeżą, wypoczętą i zrelaksowaną. Dedykowany jest wszystkim kobietom, które pragną zabłysnąć, ze szczególnym uwzględnieniem posiadaczek cer matowych, zmęczonych i z delikatnymi zmarszczkami.

Lubię go, bo delikatnie matowi mi skórę, szybko się w nią wtapia, jakby znikał! Ale faktycznie pozostaje ten przyjemny efekt rozświetlenia.

W sam raz lekki na lato!

Puder znajdziecie na Annabelle Minerals.



13.

Nawilżający Bez – odżywka do włosów o różnej porowatości Anwen


Odżywkę w tym dużym opakowaniu ze zdjęcia trzymacie na półce w łazience, ale do wakacyjnej kosmetyczki nie zapomnijcie dołożyć wersji 100 ml! Akurat na lato!

Osobiście jestem zakochana w tej odżywce! I cieszę się, że ten kojący, uspokajający, och-jak-prawdziwy zapach moich ulubionych bzów może towarzyszyć mi i latem! Może nie pozostaje długo na włosach, ale jakże zwiększa przyjemność używania!

W gruncie rzeczy jednak nie o zapach tu chodzi, a o działanie na włosy! Stają się one miękkie, zdrowe, lśniące i naprawdę – nawilżone. Łatwiej się czeszą i układają, chętniej się je głaszcze.

Odżywka Anwen zawiera aż 5 substancji, które mają zdolność wiązania i utrzymywania wody wewnątrz włosa. Naturalny składnik pochodzenia roślinnego – Pentavitin zapewnia włosom głębokie i długotrwałe (nawet do 72 godzin) nawilżenie oraz Hyaloveil-P®, który wbudowuje się w strukturę włosa intensywnie i długotrwale go nawilżając. Efekt nawilżenia wspomagają bogaty w witaminy i minerały sok z aloesu oraz gliceryna i mocznik. Nanocząsteczkowy ekstrakt z cebuli wnika głęboko do wnętrza włosów i odbudowuje je, a skrobia ziemniaczana wygładza i dodatkowo pielęgnuje.

Odżywkę znajdziecie na stronie Anwen (albo 100 ml TUTAJ)



14.

Naturalny Dezodorant Kwiatowy Sylveco


Tak, wiem, że nie wszystkim sprawdzają się naturalne dezodoranty, ale dajmy tej naszej skórze czasem też odpocząć!

Sięgam po to kwiatowe cudo w spokojne, ciepłe dni. Dezodorant przepięknie pachnie i przy okazji – pielęgnuje skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia po depilacji. W pełni wystarcza wtedy aby czuć się komfortowo.

Dezodorant bez soli aluminium i alkoholu, zawierający skuteczne składniki absorbujące pot i hamujące rozwój bakterii, niwelujące jednocześnie nieprzyjemny zapach. Ekstrakt z liści szałwii lekarskiej o właściwościach ściągających oraz kombinacja naturalnych olejków eterycznych o kwiatowym aromacie pozwala czuć się świeżo i komfortowo przez dłuższy czas.

Dezodorant znajdziecie na stronie Sylveco



Ciasteczka migdałowe mandorle dolci i zapiekanka brokułowo-twarogowa

Wiecie, jak smakują Włochy?

No dobra… Włochy to mają tyle smaków, że ciężko to opisać!

Ale jeden z nich szczególnie utkwił mi w pamięci.

Byłam kiedyś na stażu we Włoszech, trzy miesiące w okolicach Sorrento. W tak niezwykłym miejscu, że mocno, oj mocno zapadło mi w sercu. Próbowałam wtedy bardzo wielu tamtejszych smakołyków, ale przed oczami mam to bogactwo cytryn, gajów cytrusowych, stoisk wypełnionych słynnym, słoneczno-żółtym likierem limoncello. A w głowie wciąż układa się melodia słów, wypowiadanych wtedy jakże często przez moje włoskie koleżanki – mandorle dolci. Słodkie migdały. Wypowiedzcie to sobie na głos. Niczym piosenka, która nie chce nas opuścić.

W tamtejszych cukierniach królowały migdały. Och, i tarty czekoladowe! Ale o tym kiedy indziej. Szczególnie polubiłam małe, niepozorne, ale pełne smakowych uniesień – pasticcini di mandorle – ciasteczka migdałowe, które sama nazywam właśnie mandorle dolci!



Jak smakują Włochy? Moje włochy smakują właśnie tym słodkim połączeniem migdałów i cytryn. Bardzo prostym połączeniem, ale to właśnie proste jedzenie we Włoszech jest najlepsze.

Moje ciasteczka wprawdzie wyglądają nieco inaczej. Robię je zazwyczaj, kiedy pozostaje mi sporo zmielonych migdałów z moich warsztatów tworzenia słodyczy kosmetycznych. Problem w tym, że te nasze, dostępne w sklepach zmielone migdały, nie są aż tak bardzo zmielone, jak te, z których się te ciasteczka robić powinno. Te moje przypominają bardziej ciastka owsiane. Ale to nic! Wykorzystajcie więc te gotowe opakowania mielonych migdałów albo sami zmielcie migdały na faktycznie delikatniejszą mączkę!



Przy okazji ostatnich pozostałości z warsztatów, kiedy to postanowiłam od razu i Wam zaprezentować migdałowe ciasteczka, zabierałam się akurat za moją ulubioną zapiekankę brokułową. A dokładniej brokułowo-twarogową. Nie mogłam się więc oprzeć, żeby przy okazji i tego przepisu Wam nie zdradzić!

Zapiekankę tę robię od niepamiętnych czasów. Pamiętam, że na studiach jeszcze będąc, organizowałam koledze urodziny i wymyśliłam, że zrobię mu nieco inny tort – tort brokułowy z tej właśnie zapiekanki. Oczywiście – wtedy mi ten jeden jedyny raz nie wyszła… Ale od tamtej pory zawsze się udaje. Najwyższa więc pora, aby i tutaj się pojawiła!

Polecam Wam więc bardzo oba przepisy! Jakże letnie! Idealne w czerwcu, ale potrafią przywołać lato także w środku zimy.



Najlepsze ciasteczka migdałowe – pasticcini di mandorlemandorle dolci

Z tego przepisu wychodzą idealne! Chrupkie na wierzchu, miękkie i lekko gumowe w środku. Mają cudowny aromat cytryn i migdałów – aromat Włoch!

Składniki:

  • 300 g zmielonych migdałów
  • 200 g cukru pudru
  • starta skórka z dużej, porządnie wyszorowanej cytryny
  • 2 rozbełtane uprzednio widelcem jajka


W dużej misce mieszamy wszystkie składniki, pozostawiając nieco cukru do późniejszego oprószania. Ręką lub widelcem wyrabiamy jednolite ciasto. Formujemy z niego ciasteczka – najlepiej kulki wielkości dużego włoskiego orzecha. Aby łatwiej było formować kulki, warto oprószyć dłonie cukrem pudrem. Gotowe kuleczki przekładamy na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Każdą po środku dociskamy palcem i lekko oprószamy cukrem pudrem.

Ciasteczka pieczemy w 180 stopniach około 20 minut. Pod koniec warto uruchomić termoobieg. Wyjmujemy jak lekko się zabrązowią. Odstawiamy do wystygnięcia i dopiero wtedy przekładamy je z papieru na talerz – wcześniej mogą się połamać.

Podobno spokojnie wytrzymują miesiąc. Nie wiem… nigdy nie doczekały…. 🙂



Zapiekanka brokułowo-twarogowa


Składniki:

  • 2 średnie brokuły
  • 1 duża śmietana 12%
  • twaróg – opakowanie 250 g
  • 1 szklanka mąki
  • 2 jajka
  • 2 łyżki tymianku
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz
  • masło do smarowania formy


Brokuły dzielimy na małe różyczki i gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. Muszą być na tyle miękkie, aby spokojnie dało się je zmiażdżyć widelcem, ale jednak nie rozgotowane.

Do dużej miski przekładamy twaróg, śmietanę i jajka. Ucieramy wszystko na jednolitą masę. Dodajemy brokuły, mąkę, tymianek, sól i pieprz do smaku i zgnieciony przez praskę czosnek. Całość mieszamy widelcem tak, aby część brokułów została dobrze ugnieciona, a z części dało się jeszcze rozróżnić różyczki.

Formę do zapiekania smarujemy masłem. Na to wykładamy masę brokułową. Pieczemy około 40 minut w 180 stopniach (również na koniec polecam na chwilę włączyć termoobieg). Góra zapiekanki ma się lekko zarumienić, a środek sprawdzamy wykałaczką – wkładamy ją, a po wyciągnięciu ma być czysta.

Podajemy z sosem pomidorowym.

(Mój najszybszy sos: pokrojoną w kostkę jedną cebulę podsmażamy na oleju. Do tego dolewamy odrobinę wody i passatę pomidorową i gotujemy na małym ogniu przez ok. 10 minut. W między czasie dodajemy dwa przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, sól, pieprz, cukier, dużo oregano i tymianku. I gotowe :))


Facebook