NapisałaAdriana Sadkiewicz

Wnętrzarskie inspiracje 03

I znowuż znalazłam całkiem sporo bardzo ciekawych wnętrzarskich inspiracji, które muszę Wam pokazać. Poniżej więc czeka najnowszy misz masz mebli i dodatków, które zwróciły moją największą uwagę. Ale to nie wszystko!

Mam jeszcze dla Was małą metamorfozę tej części sypialni, której w zasadzie szczególnie jeszcze nie pokazywałam (poza jednym z wpisów z początków urządzania mieszkania). Czekałam długo na odpowiedni pomysł i w końcu się doczekałam! Zobaczcie poniżej!

Ale zaczynamy od inspiracji!


  1. Piękne tace z rattanu / H&M Home
  2. Lampa Żyrafa BLOOMINGVILLE / Loftbar
  3. Lampa Skirt BLOOMINGVILLE / Loftbar
  4. Cudne indyjskie łóżko z rzeźbionym zagłówkiem, wykonane ręcznie z drewna mango / Karinameble.pl
  5. Plakat Różowy horyzont HOG STUDIO / Pakamera
  6. Bardzo nieoczywiste, a jakże piękne, sztucznie postarzane Lustro Fly Antique / Giera Design
  7. Budzik Franky karlsson różowy lastryko / pt, store
  8. Lampa Sufitowa OPTRIO Model B / Zfabryki.pl
  9. Lampa Sufitowa OPTRIO Model A / Zfabryki.pl
  10. Plakat Góry – Natalia Koniuszy / Pakamera
  11. Fotografia Owcza ferajna, autor: Adam Biernat / Bite of Iceland
  12. Przepiękne naklejki na ścianę – nowy Zestaw Piwonie by KasiaGS (wzór Kasia Goraj Stróżyńskiej) / Dekornik
  13. Cyrk i półka na książki w jednym! Fantasy Circus Blue – cudowne, prawda? Sama chętnie bym się bawiła! / Dekornik

Jeszcze też nie chwaliłam Wam się oficjalnie moją palmą kokosową i opuncją figową!

A że stoją sobie obie godnie w salonie, to i podrzucam aktualny jego rzut!



Przypominam, że dokładne wpisy z linkami przeróżnymi o poszczególnych pomieszczeniach w mieszkaniu znajdziecie w serii NASZE MIEJSCE!



No dobra! To teraz oczekiwana metamorfoza!

Mamy bowiem w sypialni szafę. Bardzo praktyczną i funkcjonalną. Szafę wnękową z przesuwnymi drzwiami.

Problem w tym, że te drzwi były takie puste niczym płótno do zamalowania… Były całe jaśniutko szare. Kiedy je wybieraliśmy, myślałam, że to dobry pomysł. Ale nie… Przestały mi się podobać i postanowiłam to zmienić.

Bardzo długo szukałam na nie pomysłu. Szperałam w internecie w poszukiwaniu naklejek na szafy. Co ciekawe, okazało się, że jest ich nawet całkiem sporo, ale doprawdy nic, co by mi się spodobało.

I w końcu ją znalazłam! W COLORAY – dokładnie TĘ AKWARELOWĄ.

Chciałam, aby tak lekko artystycznie przechodziły barwy – właśnie od naszego sypialnianego granatu w słoneczny, piaskowy. Coś jakby widok z góry na plażę.

Zamysł dobry, znacznie trudniejsze okazało się jednak wykonanie. Otrzymałam dwie rolki w wymiarze naszych drzwiczek od szafy. Niestety nie posiadaliśmy doświadczenia w naklejaniu tego typu naklejek, które okazało się sporym wyzwaniem. Namęczyliśmy się więc niemiłosiernie, ale jedno już wiem – teraz to ja umiem oklejać meble!



Pierwsze drzwiczki wyszły bowiem znacznie gorzej od drugich. Na drugich nie widać już żadnych wgnieceń, zagięć i śladów po bąbelkach powietrza. Na tych pierwszych już na zawsze pozostaną widoczne ślady naszej nauki. Cóż, trudno. Postanowiłam je polubić, jako nasz własny na nich podpis. Albo kiedyś nakleję coś nowego!

W każdym razie, jeśli zdecydujecie się na podobną metamorfozę, nie naklejajcie naklejek metodą na sucho! NIE! Jest znacznie trudniejsza i właśnie przy niej powychodziły nam te wgniecenia i zagięcia, które zostaną już na stałe. Dopiero jak zaczęłam wszystko spryskiwać wodą z płynem do naczyń, okazało się, że się da.

Podrzucam więc link do COLORAY i do ich instrukcji montażu.

Ach, dodam jeszcze, że dopiero w domu okazało się, że naklejka posiada nadrukowaną jakby teksturę. Niestety nie było tego widać na zdjęciu w sklepie, dobrze więc o wszystko wypytajcie.

I jak się podoba?


Obrońcy mórz – książka mojego męża + konkurs

Nadszedł w końcu długo oczekiwany czas wielkiej premiery książki mojego męża – Obrońcy mórz (Stanisław Sadkiewicz, wyd. Znak)!

Jest to dla nas doprawdy duże wydarzenie. Dla mnie powód do ogromnej dumy z jednej z najbliższych mi osób, a dla mojego męża – zwieńczenie wielomiesięcznej ciężkiej pracy, godzin, dni całych, tygodni, poświęconych na reaserch i dociekanie, badania i poszukiwania źródeł, a potem spisywanie tego wszystkiego, aby w końcu powstało coś, co doprawdy warte jest polecenia!

O czym są Obrońcy mórz?

To szalenie fascynująca opowieść o zjawisku, które dla większości z nas jest całkowicie abstrakcyjne – o piractwie somalijskim. To reportaż, który przenosi w zupełnie inny świat. To historia, która ponosi, z którą się płynie, która wciąga i oplata.

Znajdziecie w niej zarówno doświadczenia mojego męża, który przez prawie pięć lat pływał po morzach i oceanach jako oficer ochrony statków, ale także dogłębną analizę samego piractwa, podaną w tak lekki i przyjemny, ale w pełni merytoryczny sposób, że czyta się to z zapartym tchem.

Oglądaliście Kapitana Phillipsa z Tomem Hanksem w roli głównej? To właśnie o tych piratach pisze mój mąż. O tych i o wielu innych. Znajdziecie tutaj historie niezwykłych postaci, które tak znacząco wpłynęły na los wielu innych ludzi. Nawet na Wasz, choć zupełnie nie zdajecie sobie w tego sprawy. Znajdziecie odpowiedź na pytanie – dlaczego właśnie Somalia? Dlaczego u wybrzeży tego kraju powstało tak dobrze zorganizowane piractwo – w zasadzie całe pirackie państewka. Dowiecie się jak wygląda atak i co dzieje się z porwanymi. Na czym polega praca w ochronie statków i jakie jeszcze zagrożenia czyhają na morzach.

I kim, tak naprawdę, są ci obrońcy mórz?

Dla kogo jest ta książka? Pewnie na pierwszy rzut oka pomyślicie, że to coś dla mężczyzn. Jak najbardziej – jestem pewna, że panowie chętnie do niej zajrzą. Ja jednak bardzo serdecznie polecam ją także i paniom. Wam, drogie moje czytelniczki! Jest to bowiem świat cały do odkrycia! Historia tak niezwykle ciekawa i wciągająca! Która po prostu fascynuje i zaciekawia. Która pozwala oderwać się od naszej polskiej rzeczywistości i poznać problemy ludzi tak nam odległych.



No dobra… To może teraz coś o początkach? Być może ciekawi Was jak to jest żyć z kimś, kto ochrania statki? Jak wygląda ta praca?

Pisałam Wam wielokrotnie, że mam wyjazdowego męża. Wiele razy otrzymywałam od Was sygnały, że Wy tak nie dałybyście rady. Cóż, nauczyłam się już, że los potrafi przynosić doprawdy zadziwiające niespodzianki i rzuca nam jak najdziwniejsze wyzwania. Cóż zrobić – pozostaje albo się buntować, albo dostosować. A że bunt małżeństwom specjalnie nie służy, dostosowanie się wydaje się być jednak najlepszą opcją.

Wcześniej mąż służył w wojsku. W krakowskiej brygadzie desantowo-szturmowej. Co wierniejsze moje czytelniczki (nie chciałabym tu używać słowa “stare”, ale te które są ze mną od dawna), być może pamiętają, jak pisałam, że wyjechał mi ten mąż na misję do Afganistanu. Nie było go wtedy pół roku. Myślę, że ten jego wyjazd zahartował mnie na tyle, że ci piraci wydali mi się jednak mniejszym złem…

Jakiś czas później, już po odejściu męża z wojska, los rzucił go na wody właśnie. Wydawało nam się to wtedy najlepszym rozwiązaniem. Raz, że jak przeczytacie w książce, trudno byłym żołnierzom, wyszkolonym w wojaczce, odnaleźć się na rynku pracy, dwa – stanowiło to niezwykle ciekawe wyzwanie, w którym można było wykorzystać posiadane doświadczenie, a jednocześnie poznać i nauczyć się tak wiele nowego.

I tak to się wszystko zaczęło. Odbył wiele kursów, zdobył masę papierów – bez tego nie mógłby wsiąść na statek. I poleciał. Pewnego dnia, tak po prostu, choć w wielkich emocjach – poleciał na swój pierwszy tranzyt. Pamiętam, że był to wyjątkowo pechowy debiut, bo zgubiono jego bagaż i przez cały miesiąc musiał obyć się bez niego. Ale dał radę. A ja tylko sprawdzałam na mapie dokąd teraz płynie, jakie kraje odkrywa. Jak kursuje pomiędzy Omanem a Sri lanką, Kairem a Komorami, Południową Afryką a Indiami. Ocean Indyjski stał się jakby mniejszy…

Taki jeden kontrakt, w czasie którego odbywa się dosyć sporo rejsów różnymi statkami, trwa 2-3 miesiące. Po tym czasie można przebywać dowolną ilość czasu w domu – zazwyczaj 1,5-2 miesięcy. Dziwny rytm, prawda? A w zasadzie dwa tryby – bo ja to tak odczuwałam. Nauczyłam się przestawiać, w jeden-dwa dni zaledwie z trybu “on jest”, na tryb “jego nie ma”. Tak samo nasza Róża, która praktycznie od urodzenia te tryby sobie oswajała. Tak, jakbyśmy miały dwie, zupełnie inne codzienności – jedną, w której muszę ogarnąć wszystko sama, drugą – w której już nie. Nie powiem, wymaga to sporego wysiłku, zrozumienia, cierpliwości i chęci, ale się da. Los, jak już wspominałam, rzuca nam różne wyzwania.



Czy się o niego bałam? Na początku tak, znacznie bardziej. Potem zaczął wracać. Po prostu – zawsze wracał. I jakoś ten strach sam się oswoił. Bywa, że na statku nie ma internetu (czasem jest, czasem go nie ma). Wtedy i po dwa tygodnie nie mam od niego żadnych wieści. Żadnych. No, chyba, że uda mu się zadzwonić z telefonu satelitarnego i krzyknąć mi tylko do słuchawki, że żyje i wszystko ok i czy u nas tak samo. Zakłócenia i morski wiatr uniemożliwiają w zasadzie jakąkolwiek rozmowę. Ale i to mi już nie straszne. Po prostu – nie myślę o niebezpieczeństwie. Organizm sam się przed tym broni. Gdybym miała się wciąż i wciąż nakręcać, pewnie już dawno bym zwariowała.

Jak bardzo niebezpieczna jest to praca? Tutaj odsyłam Was już do książki. Mąż mój, zdolny mój mąż, pisze tam o tym naprawdę genialnie. Z poczuciem humoru, w prosty sposób wyjaśnia kwestie trudne do wyjaśnienia. Zawiłości globalnej gospodarki stają się nagle zrozumiałe, geopolityka łatwiejsza do przetrawienia. Jest też codzienność. Codzienność pracy w ochronie na morzu, codzienność pirackiego rzemiosła i w końcu – codzienność porwanych załóg.

Odsyłam Was więc do księgarń, w których już książkę widziałam. Znajdziecie ją w sekcjach z reportażami. Możecie też zamówić ją online – polecam choćby stronę wydawnictwa Znak lub Empik.

Bardzo też serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie, które odbędzie się 29 kwietnia w Warszawie, w Faktycznym Domu Kultury (ul. Gałczyńskiego 12) o godzinie 19:00!

Ale to nie wszystko!

Mam jeszcze dla Was 5 egzemplarzy książki! Przygarniecie? 🙂

Zapraszam do rozdania NA FACEBOOKU!


WEJDŹ DO KONKURSU!

W roli głównej: PuroBIO

Znacie już kosmetyki PuroBIO?

Dla mnie była to nowość, w zasadzie całkowita. Z wielkim więc zaciekawieniem przyjrzałam się tym kilku produktom, które to dzisiaj występują w roli głównej.

Prezentują się całkiem całkiem, prawda? Tylko jak się sprawdzają?


Co to to PuroBIO? Jest to otóż włoska marka kosmetyków kolorowych, oferująca pełen zakres produktów do makijażu, ale także maski czy mydła. Zacytuję tu ze strony dystrybutora:

PuroBIO Cosmetics koncentruje się na tworzeniu organicznych kosmetyków do make-up przeznaczonych dla każdego typu cery.

Do produkcji naszych kosmetyków używamy wysokiej jakości certyfikowanych organicznych składników. Eliminując substancje niebezpieczne redukujemy ryzyko alergii. Dzięki działaniu mineralnych i roślinnych składników aktywnych czerpiemy z natury to co najlepsze. W naszych kosmetykach brak jest niebezpiecznych silikonów i wazeliny.


No dobra, to może zacznę od paletki, którą na początku byłam zachwycona. Nie miałam wcześniej podobnego gadżetu i na pierwszy rzut oka sam pomysł wydał mi się genialny. Mamy bowiem całkiem elegancką paletę z magnetycznym spodem, w której możemy dowolnie komponować zawartość – wymienne wkłady kosmetyków marki, które przyczepiamy w odpowiednim miejscu. Brzmi dobrze? No, może i brzmi.

Problem w tym, że ta paletka jest faktycznie dosyć duża i nieporęczna. Nie zabiorę jej do torebki, choć chciałabym mieć ten puder zawsze przy sobie. Trudno nawet było wziąć ją w dalszą podróż, bo jest naprawdę niepraktyczna. Sprawdzać więc może się jedynie stacjonarnie, w domu, gdzie sobie spokojnie leży. Poza tym, codzienne używanie kosmetyków, ciągłe aplikacje pędzelkami i mimo wszystko – dosyć luźna ich konsystencja, sprawiają, że wszystkie kosmetyki pokryte są pyłem z pozostałych…


Znacznie więc bardziej praktyczniejsze wydają się jednak kosmetyki pakowane osobno, choć wiąże się to zarówno z większymi kosztami, jak i skutkami środowiskowymi. Wybór więc niełatwy, ale… o nic się nie bójcie, bo okazuje się, że i pojedynczym opakowaniom można tu wymienić wkład na nowy! No, a ja jednak wolałabym mieć ten puder zawsze pod ręką.


Bo to właśnie puder spodobał mi się najbardziej. Jest lekki, ale dobrze kryje i świetnie matuje. Kolor ładnie wtapia się w cerę, zaraz w niej niknie. Nie zapycha, a wręcz mam wrażenie, że łagodzi niedoskonałości. Puder “absorbuje nadmiar sebum i wyrównuje koloryt cery. Dzięki zawartości pudru ryżowego przedłuża trwałość makijażu. Wykazuje silne działanie pielęgnacyjne i odżywcze dzięki zawartości organicznych olei takich jak makadamia, morelowy, avocado, karanja. Formuła wzbogacona również o masło shea łagodzi podrażnienia i wspomaga regenerację skóry. ” Naprawdę!

Moim drugim faworytem stał się rozświetlacz. No, czyste złoto! Wygląda tak uroczo, że z pewnością spodoba się każdej wielbicielce… biżuterii. A tak poważnie, te drobinki złota, które tak delikatnie oblekają skórę, równie delikatnie pobłyskują i po prostu – robią robotę. “Dzięki zawartości pudru ryżowego przedłuża trwałość makijażu. Formuła zawiera organiczny olejek rycynowy dzięki czemu rozświetlacz doskonale nawilża skórę, wspomaga jej funkcje ochronne a także działa przeciwzapalnie.

Co do różu i bronzera, w zasadzie nie mam obiekcji. Rzekłabym, że są poprawne. Oba po prostu działają tak, jak mają działać, choć nie da się zaprzeczyć, że są dla skóry bardzo łaskawe. No, przyjemne takie. Cieszę się, że i one mają w sobie sporo naturalnych olejków, a nie są jedynie sypkimi minerałami. Moja skóra znacznie lepiej takie przyswaja. Nie wysuszają, a pielęgnują.


Trochę na bakier jestem za to z cieniami. Być może chodzi tylko o kolory w mojej paletce – nie wybrałam ich sama, a dostałam taki właśnie zestaw w związku z jednym eventem. Nie pasują mi niestety. Choć te pobłyskujące brązy i złota są piękne, a wszystkie dobrze napigmentowane. W sumie to to złoto najchętniej wykorzystuję, bo czasem każdy musi zabłyszczeć. Mam jednak wrażenie, że trochę za bardzo się sypią i widać je niekiedy na policzku. Choć tutaj może to być spowodowane jednak moimi nie do końca dużymi umiejętnościami makijażowymi.

W każdym razie warto przyjrzeć się marce, warto wypróbować jej kosmetyki, sprawdzić barwy. Na pewno jest to marka godna uwagi.

Wszystkie produkty znajdziecie na PuroBIO.


Zauroczona ponownie: Happy Barok

Pisałam Wam już o Happy Barok. O tym, jak bardzo mnie zauroczyły meble tej polskiej marki. Pamiętacie? Poprzednie moje zauroczenie znajdziecie TUTAJ.

A że śledzę Happy Barok od tamtego czasu dosyć skrupulatnie, nie mogłam przejść obojętnie wokół nowej kolekcji! Są to niezwykłe projekty autorstwa Katarzyny Jasyk i Magdaleny Jasyk-Bartczak.

I moje zauroczenie wzrosło jeszcze bardziej!

Podobają mi się same meble – ich współczesny miar, ale z jakże widocznym nawiązaniem do połowy zeszłego wieku. Podobają mi się połączenia kolorystyczne – odważne, ale spójne. Brakuje nam takich w Polsce! Brakuje tej pasji, optymizmu i odwagi.

Podobają mi się także ogromnie te spektakularne, wielkie, barwne zagłówki. Widzę je szczególnie w hotelach – ba, gdybym sama miała jakiś otwierać, to poprosiłabym projektantkę o stworzenie takich specjalnie dla mnie!

Podobają mi się w końcu same wizualizacje, które w tak genialny, a nienachalny sposób ukazują produkty w idealnie wpisanym w filozofię marki otoczeniu.

Zajrzyjcie więc na Happy Barok koniecznie. Polecam też profil marki na Facebooku i Instagramie.


Na koniec jeszcze dodam, że sama jestem dumną właścicielką regału marki, który Wam pokazywałam wielokrotnie (polecam wpis o naszej sypialni), a od niedawna też krzesła Plum w bajecznych kolorach (na końcu tego wpisu). Krzesło pewnie jeszcze będę Wam pokazywała, bo doprawdy jeden taki element, akcent ledwie, a zmienia obraz całego wnętrza. Polecam!



Zdjęcia / wizualizacje: materiały Happy Barok

Na koniec jeszcze tylko pokażę Wam moje krzesełko Plum!



IN LOVE 16

Co tam nowego do zakochania znalazłam ostatnio?

Ano zobaczcie!



  1. Piękny, botaniczny, plakat Flower Glass autorstwa Nataszy Kwiatkowskiej – bardzo, bardzo mi się podoba taki klimat. Ale o tym, to już pewnie wiecie, prawda? 🙂 / Wall-being
  2. Jakie ładne! Kolczyki Sorbet / Parfois
  3. Naturalne rattanowe lustro Noemi z Franzo Rattan / Pakamera
  4. Coraz popularniejsze wsuwki z perłami – dziewczęce, lekkie, na co dzień, zestaw Solar / Kajo Jewels
  5. Marka Alkemie zaskoczyła nas niedawno nowymi seriami produktów, których opakowania zdobią ilustracje bardzo utalentowanych artystek. Pomysł zaiste genialny. Wszystko zapowiada się bardzo interesująco! Tutaj: Zestaw dla skóry narażonej na „city stress”, odwodnionej i niedotlenionej / Alkemie
  6. “Cytryny inspirowane wakacjami na Sycylii.” Cudne cytrynowe kolczyki / 10 Decoart
  7. Ciekawa nowość – Hygge Nights czyli świece i aromatyczne spryskiwacze do poduszek umilające nam noce. Szczególnie zaintrygował mnie zapach Slow Kisses 😀 / Hygge Nights
  8. W zasadzie to podoba mi się wszystko co powstaje w Wild Wood Stories, ale te ich ławeczki… no, cudne! I tak bardzo się wszystkim podobają, że stolarnia ledwo wyrabia z zamówieniami. Brawo! / Wild Wood Stories
  9. Bardzo mocno zaciekawiła mnie nowa seria kosmetyków Natura Siberica – Flora Sibierica. Jestem zachwycona opakowaniami – to dokładnie to, co lubię – lekkie, botaniczne rysunki, nieco złota, stary klimat w nowym wydaniu / Drogerie Natura

Wiosenne tapety do ściągnięcia

Pamiętacie, jak sobie obiecałam lepiej i uważniej doświadczać wiosnę? Zauważać to, co tak kruche. Doceniać, co tak piękne. Cieszyć się chwilą.

W ramach tej mojej małej akcji, postanowiłam uchwycić moment kwitnących drzew. Uwielbiam je! Uwielbiam z całego serca. I tak bardzo ubolewam nad tym, że one tak tylko na chwileczkę tym swym pachnącym kwieciem się pokrywają.

I żeby nie umknęło, żeby to zatrzymać, żeby wiosna była z nami na dłużej – zrobiłam takie oto mocno wiosenne, kobiece, róóóóóżowe tapety!

Z pracowitą pszczołą w roli głównej na pulpit Waszych komputerów. I kilka samych, kwiatowych na telefony!

Ściągajcie, zapisujcie na Waszych urządzeniach i ustawiajcie, jako tapety!

I cieszcie się nimi, kiedy tylko macie na to ochotę!


Zaczynamy od tapet na komputer! Wersja nieco jaśniejsza i nieco ciemniejsza – sami decydujcie!

Tapeta ciemniejsza:

Tapeta jaśniejsza:


Ciemniej:

Jaśniej:


Więcej:

Mniej:


Bliżej:

Dalej:


Facebook