NapisałaAdriana Sadkiewicz

Kryształowe ultra słodkie mydełka

Mam takie wrażenie, że ostatnimi czasy ze szczególnym uwielbieniem spotyka się wszystko to, co błyszczące, słodkie, kryształkowe, serduchowo-kwiatowe i brokatowe. Uwielbiamy jednorożce, wróżki i gwiezdne girlandy. Cóż, sama się tu odnajduję! Ja i oczywiście moja córa. Czy nie jest to bowiem jeden z najprostszych sposobów, ale wprowadzić w codzienność nieco magii?

A dobrze wiecie, że taką magię to ja bardzo lubię!

Wyczarowałam więc kolejne magiczne mydełka! Kryształowe, ultra słodkie mydełka! Mydełka z bajecznymi mydlanymi kamieniami, które przy każdym myciu coraz bardziej zadziwiają i odsłaniają swoje pobłyskujące wnętrze. Mydełka okraszone sowicie brokatem, kryształkami różowej soli himalajskiej i mini mydełkami w kształcie serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków.

Czy może być bardziej słodko?


No, po prostu je uwielbiamy! I niech ich kształt Was nie myli – wcale trudno się nimi nie myje. Wystarczy pokroić je na trzy części – jedną dać do kuchni, drugą trzymać przy umywalce w łazience, a trzecią pod prysznicem – i mamy magię otaczającą cały dom! A ileż radości z tak teraz częstego mycia dłoni!

Od razu też dodam, że zawierają specjalny dodatek masełka shea, aby to częste mycie dłoni nie wysuszało skóry, a pozostawiało ją miękką i delikatną.

Bo, tak w ogóle, chyba te kamienne-kryształowe mydła to ja lubię najbardziej. Tworzyć, oczywiście! Ale i podziwiać u innych. I używać na co dzień. Dają tyle niezwykłej radości. A co najważniejsze – nawet jak coś nie wychodzi w trakcie tworzenia, to i tak wychodzi! Bo natura nie jest idealna! A kamienie mają najróżniejsze struktury, wzory, inkluzje. Można się więc bawić dosyć bezpiecznie, a na pewno – bardzo kreatywnie.



Dzisiejszy przepis nie będzie standardowym przepisem. Mydełka są na tyle różnorodne i nieregularne, że podpowiem Wam po prostu jak je zrobić. A potem musicie uruchomić wyobraźnię, zapasy i zamienić się w mydlaną wróżkę!

Zaznaczam bowiem raz jeszcze – te mydlane kryształki zawsze, ale to zawsze wychodzą inaczej. I w tym właśnie tkwi ich piękno. Nie da się zrobić dwóch takich samych i dlatego macie ogromne pole do popisu. Wybierzcie własne ulubione miki-kolory, własne brokaty, twórzcie własne kształty. Wykorzystajcie foremki jakie macie lub stwórzcie je z dostępnych pojemniczków, pudełek po mleku, jogurtach, serkach feta itp. Szukajcie inspiracji wokół siebie, w sklepie spożywczym we własnej kuchni. Zawsze można coś wykombinować!




Jak zatem powstały moje mydełka?

Wykorzystałam:

  • Bazę mydlaną przeźroczystą (wykorzystałam Forbury Clear) – około 500 g
  • Bazę mydlaną białą (wykorzystałam Forbury z kozim mlekiem) – około 300 g
  • 3 łyżeczki masła shea rafinowanego
  • miki i brokaty – wybrałam mikę różową, fioletową, złotą, biało-srebrną i dwa rodzaje brokatów – srebrny i bardziej złotawy
  • olejki eteryczne i zapachowe
  • garść gruboziarnistej różowej soli himalajskiej
  • foremki – małą plastikową na drobne elementy dekoracyjne (Ikea), dużą silikonową na bryłę mydlaną (możecie tutaj wykorzystać np. karton po mleku) oraz mniejszą silikonową owalną (tutaj także znajdziecie sporo zamienników w kuchni, a nawet możecie wykorzystać choćby foremki na muffinki i zrobić takie kryształkowe babeczki)
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu do pozbywania się bąbelków z powierzchni mydełka
  • sporo wyobraźni i chęci tworzenia

Większość składników, a zwłaszcza dobre bazy mydlane Forbury znajdziecie w sklepie ZróbMydełko, który tu bardzo polecam!



Gwiazdki, serduszka

Zaczynamy od tych drobnych elementów dekoracyjnych czyli serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków. A przynajmniej ja miałam dokładnie taką foremkę, ale jak zajrzycie do ZróbMydełko lub na Allegro, na pewno znajdziecie sporo innych ciekawych. Wystarczy roztopić w kąpieli wodnej lub mikrofali niewielką ilość dowolnej bazy mydlanej (uwaga – niewielkie ilości bardzo szybko się roztapiają, trzeba szczególnie uważać, aby mydełka się nie zagotowały), a potem zmieszać je z odrobiną wybranej miki – jej ilość dopasowujemy do preferencji – zawsze można dosypać odrobinę więcej, aby kolor był wyrazistszy. Całość przelewamy do foremek i odstawiamy na pół godziny do stwardnienia. Jeśli mydełka wylały se poza formę, ich nadmiar zsuwamy/obcinamy nożem, przesuwając nim po powierzchni foremki. Zależy nam tylko na tym, co pozostało w zagłębieniach foremki. Po wyciągnięciu mini mydełek możemy także wyrównać ich brzegi i kształty wykałaczkami, które nam bardzo delikatnie obcinają nadmiar mydlanej masy.



Kryształy

Przygotowujemy foremkę – ja wybrałam prostokątną o wymiarach 15 x 6 cm i głębokości 7 cm. Wielkość, grubość i skład warstw dopasowujemy do potrzeb i preferencji. I tak, na przykład, postawiłam na trzy różne zapachy, które dodawałam do kolejnych warstw, dzięki czemu wyszedł całkiem nowy, bardzo przyjemny aromat. Wykorzystałam olejki zapachowe ze ZwróbMydełko – Amalia i owocowy oraz olejek bergamotowy.

Ja postawiłam na następujące warstwy:

  • warstwa różowa – 200 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1 łyżeczka miki różowej, 40 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa fioletowa – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki różowej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa srebrna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki biało-srebrnej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa transparentna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • złote inkluzje – dwie łyżeczki miki złotej


Bazę mydlaną na pierwszą warstwę kroimy na mniejsze elementy, przekładamy do zlewki/miseczki/kubeczka ceramicznego i roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali, uważając, aby nie doprowadzić do wrzenia. Do płynnego mydła dodajemy miki, brokaty i zapachy, dokładnie mieszamy i przelewamy do formy. Jeśli na powierzchni pojawiły się bąbelki, spryskujemy je alkoholem izopropylowym. Odstawiamy na chwilę.

Roztapiamy bazę na kolejną warstwę jak powyżej i mieszamy z dodatkami. Bardzo ważne, aby przed wylaniem kolejnej warstwy upewnić się, że obie mają podobne temperatury. Oznacza to, że świeżo roztopiona baza ma temperaturę w miarę pokojową – nie parzy palców, nie jest za gorąca. Natomiast na powierzchni mydełka stygnącego w foremce powinna już pojawić się widoczna zastygła powłoczka. Wtedy dopiero wlewamy powolnym, małym strumieniem kolejną warstwę. W tym przypadku zależy nam na tym, aby się obie nieco wymieszały. Jeśli same tego nie “zrobią” (widać, jak różowe mydełko wychodzi na wierzch fioletowego), wystarczy sięgnąć po np. drewniany patyczek i lekko przejechać nim w foremce, tworząc zygzaki lub dziurki. Jeżeli chcielibyście, aby warstwy się nie połączyły, a zlepiły, musicie odczekać jeszcze chwilę, aż spadnie temperatura ich obu.


W ten sam sposób wylewamy kolejne warstwy. W między czasie tworzymy osobą warstwę ze złotymi okluzjami – po prostu wysypujemy na powierzchnię warstwy mydlanej dwie łyżeczki złotej miki. Na to wylewamy kolejną mydlaną warstwę.

Tak przygotowaną formę odstawiamy na 2 godziny do stwardnienia. Po tym czasie mydełko wyciągamy z formy, kroimy na plastry, a te każdorazowo na trzy prostokątne bryłki i małym nożykiem wycinamy kształty kryształów.



Mydełka

Kiedy mamy już gotowe kryształki i dekoracje, zabieramy się za składanie całości. Wykorzystałam tutaj owalną foremkę o długości 10 cm i głębokości 3,5 cm, ale, jak wspominałam, wystarczy, że rozejrzycie się dobrze w swojej kuchni i na pewno znajdziecie odpowiedni zamiennik. Polecam też najprostsze foremki silikonowe na muffinki – powstaną wtedy kryształowe babeczki.

Na jedno mydełko roztopiłam 100 g bazy mydlanej białej, do płynnej dodałam płaską łyżeczkę masła shea i 30 kropelek olejku zapachowego. Całość dokładnie zmieszałam i wylałam do formy. Kiedy lekko ostygła, a na jej powierzchni pojawiła się delikatna błona, włożyłam kilka kryształowych mydełek, układając je w miarę swobodnie i organicznie. Pomiędzy nimi ułożyłam mini mydełka i kryształki soli. Tutaj koniecznie trzeba poczekać, aż baza na tyle stwardnieje, że te dodatki nam się w niej nie zatopią. Kryształki soli dodatkowo dociskałam lekko wykałaczką, aby na pewno się dobrze przylepiły do mydełka. Całość oprószyłam złotawym brokatem.

Gotowe odkładamy na pół godziny do stwardnienia, po czym wyciągamy z foremki. Przed użyciem polecam przekroić je dużym nożem na trzy części.


Zauroczona: Small Wave Art

Ja z tych, co to lubią bardzo wszelkiego rodzaju wisiadła 🙂 Obrazki, tamborki, wyszywanki, makramy, mobile, miedziane i szklane zawieszki. Lubię!

I lubię odnajdywać w internecie zdolne, młode artystki! I podziwiam, och podziwiam, cierpliwość i zdolności twórców!

I tak oto natknęłam się niedawno na na utalentowaną Alesię Hnatiuk ze Small Wave Art. I przepadłam. I zauroczyłam się znowu.

Alesia tworzy swoje makramy, mobile i inne cuda na Ukrainie. Jej małe studio powstało z miłości do domu, zamiłowania do aranżacji wnętrz i z pasji do tworzenia.

Mnie tak bardzo spodobały się piękne połączenia kolorystyczne jej prac, niezwykle subtelne i kobiece. I te mobile – och, marzy mi się taki! Połączenie mosiężnych, geometrycznych elementów z frędzlami. Bajka!

Bardzo polecam sklepik Alesii na Etsy. Koniecznie też polubcie jej instagramowy profil – @small_wave_art.

A tutaj zostawiam Wam kilka jej prac!


Zielko – pranie pachnące latem


No dobra…. Spójrzmy prawdzie oczy… Nie jestem maniakiem prania. Jest to po prostu jedna z tych czynności, która zrobiona być musi. Tak samo, jak odkurzanie czy mycie zębów. Zbiera się więc to pranie i zbiera, aż zajmie doprawdy sporą przestrzeń i zacznie powoli wychodzić z kosza. Wtedy to wiadomo, że najwyższy czas na to, co nieuniknione. Bywa, że codziennie, bywa rzadziej. Z resztą, co ja będę Wam mówić! Przecież dobrze wiecie, jak to z praniem jest.

I zawsze, ale to zawsze, przypominamy sobie o nim tuż przed położeniem się do łóżka. I zawsze, ale to zawsze, wieszamy je późno wieczorem. Cóż, kiedyś przyjdzie nam się dorobić suszarki. Tymczasem, nie zaszkodzi poszukać pomysłów na uprzyjemnienie tych codziennych czynności, prawda?

I tu pojawia się stare dobre Sylveco. A nawet nie samo Sylveco, co jedna z kolejnych jego marek – Zielko!



Znacie już Zielko? Pokazywałam Wam kiedyś środki czystości marki. Całkiem niedługo po jej premierze. Już wtedy zachwycałam się i działaniem i zapachami. Miałam też przyjemność zrobić nieco zdjęć do celów marketingowych. W każdym razie, od tamtego czasu sięgam po nie sama chętnie. A że w rodzinie Sylveco nie może być za nudno, co chwilę cieszymy się jakimiś nowościami. Przyszła też pora na Zielko!

Oto bowiem, przedstawiam Wam nowości Zielko – 3 płyny do prania i 3 płyny do płukania!

O zapachu lata! (Kto, jak kto, ale ja tego teraz najbardziej potrzebuję!)

Kiedy myślałam o tym, jak Wam o nich napisać, moim oczom ukazała się wizja czegoś w rodzaju zebrania zespołu kreatywnego, który musi zdecydować, na jakie zapachy postawić. No bo jak to niby zrobić, kiedy zapachów jest tak dużo, a produktów zaledwie 6? Ktoś musiał zdecydować, że płyn do prania jasnego, będzie tak  świeżo pachniał kiwi, ten do rzeczy ciemnych będzie miał również jakby ciemniejszy, gęstszy zapach połączenia granatu i imbiru? A z kolei w praniu kolorowym postawimy na soczystą, eksplodującą południową energią marakuję? Czemu akurat tak? I jak to jest, że te zapachy tak dobrze pasuję do tych kolorów?



Podobnie z płynami do płukania, choć tu po prostu możemy sami sobie wybrać najlepszy. Moim zdecydowanym faworytem jest zapach owocowy. I co ciekawe, wydaje mi się bardziej tropikalny od tego tropikalnego. Jest bardziej energetyczny, świeższy, szalenie uzależniający. Jak go połączymy z marakujowym płynem do prania, to dopiero mamy petardę zapachową! Na drugim miejscu stawiam płukanie o zapachu kwiatowym. Nie są to bowiem kwiaty ciężkie i duszące, są lekkie i kuszące, jak czerwcowa łąka! Płyn tropikalny wylądował na końcu, ale wciąż jest to naprawdę przyjemny zapach!



Tak, zapachy są bardzo ważne. I przyznam, że często to nimi właśnie się kieruję. Pamiętajmy jednak, że są to płyny po prostu bezpieczne, łagodne i dla tkanin i dla naszej skóry, naturalne i biodegradowalne. Oparte na mydle potasowym – płyny do prania i  lanolinie – płyny do płukania. Zaręczam też że naprawdę dopierają! A zapachy przyjemnie umilają te wieczorne wieszanie prania. I zostają na nim także potem, choć już w znacznie delikatniejszej formie.

Kto zatem razem ze mną sięga po Zielko? Komu także trzeba uprzyjemnić pranie?

Kto chce się wieczorem otulić w kocyk pachnący wakacjami? 🙂

Wszystkie produkty Zielko znajdziecie na stronie Sylveco.pl



Wpis powstał w ramach przemiłej współpracy z Sylveco.

Nowe w portfolio: Magia Splotu


Muszę Wam przedstawić Magię Splotu!

Czyli czarowny urok makram i wiązań najróżniejszych, za którym stoi Marysia Ślawska. Jest to też jeden z projektów graficznych, nad którym pracowałam w ostatnim czasie!

Dla Marysi stworzyłam identyfikację wizualną i szereg elementów graficznych, które w formie drukowanej niniejszym Wam tu prezentuję!

Jest delikatnie, subtelnie i bardzo kobieco. Są nawiązania do sznurka i wiązań, jest bawełenka i ulubione roślinki Marysi. Są też oczywiście elementy magiczne! Całość w stonowanych, naturalnych barwach, które odzwierciedlają dzieła Marysi i filozofię marki. Całość jest więc w pełni spersonalizowana!

Na zdjęciach znajduje się makrama, którą niedawno podesłała mi Marysia okraszona naszą grafiką. Czyż nie pasują do siebie idealnie?

Zwróćcie też uwagę na logo wypalone na drewienku i to na końcu – na prezencie z okazji Dnia Babci. Pięknie te wypalenia wpisują się w zamysł marki.

Bardzo polecam zajrzeć i śledzić


A potem koniecznie zajrzyjcie do mojego portfolio

>> LILI CREATIVE <<


Zostawiam Was z efektami naszej pracy!



A tak makrama prezentuje się na ścianie!



Na koniec jeszcze zdjęcie Marysi z kółeczkiem na Dzień Babci!


Inspiracje walentynkowe

Dla wszystkich tych, którzy, tak jak ja, Walentynki po prostu lubią 🙂

Może znajdziecie coś dla siebie? :*



  1. Jedna z nowości marki Rosa. Panna Poranna – z różanej serii – Macerat z płatków róży stulistnej. Przypominam, że jak cała reszta kosmetyków Rosa, opatrzny moja grafiką 🙂 Idealny olejek do masażu na romantyczny wieczór! / Rosa. Panna Poranna
  2. Naszyjnik Mia Gusta Jewellery – Nowa kolekcja Mia to autorskie rysunki projektantki Gusta opowiadające o kobiecym pięknie. Naszyjnik wykonany z pozłacanego srebra próby 0,925 ozdobiona grawerem oraz logotypem marki / Pakamera
  3. JAD TALERZ Dystans/2 / Cloudmine
  4. Olejek funkcjonalny – Eros Vera Nord – pobudzająca kompozycja olejków eterycznych, których połączenie tworzy doskonały afrodyzjak / Triny
  5. Zestaw Miłość: olejek do masażu i mydło w płyniew pudełku z piękną opaską znajdziesz dwa kosmetyki buzujące afrodyzjakami: bestsellerowy olejek do masażu i mydło w płynie o tej samej kompozycji zapachowej. Razem tworzą zmysłowy duet, który zagwarantuje przyjemnie spędzony czas co najmniej jednej osobie / Mydlarnia 4 Szpaki
  6. Kwadratowa chusta z nadrukiem w serca i miejscem do napisania specjalnej dedykacji / Parfois
  7. Świeca sojowa Hagi – ODKRYTE PRAGNIENIA edycja walentynkowa – świeca na bazie ekologicznego wosku sojowego i naturalnych olejków eterycznych z ylang ylang, petitgrain i czarnego pieprzu. Starannie dobrane olejki eteryczne uwiodą i pobudzą zmysły tworząc nastrój pełen namiętności / Hagi
  8. Świeczka sojowa 120 ml N°1 Makaroniki różane Słodyczarnia – Prześliczne świeczki wykonane w 100% z wosku sojowego. N°1 Makaroniki różane – Główna wyczuwalna nuta to delikatne połączenie zapachu dżemu różanego z migdałami, które działa bardzo relaksująco i rozgrzewająco w chłodne jesienne dni! / Pakamera


  1. Pierścionek elastyczny | GRANAT + PERŁA + KRYSZTAŁ GÓRSKI – Pierścionek elastyczny z połączenia kamieni różowego kryształu górskiego, naturalnych pereł słodkowodnych i granatu, w towarzystwie kuleczek ze srebra najwyższej próby, pokrytych warstwą 24 karatowego złota / Tambourine & Co.
  2. Slow kisses pillow spray Hygge NightsZapach, przy którym rozkwitają zmysły. Rozkosznie kiełkują od środka, by po chwili zawładnąć ciałem i duszą. Dokąd Cię zaprowadzą? / Cloudmine
  3. Plakat skandynawski Love no. 19 Myscandi / Pakamera
  4. Kolczyki pozłacane Love in Bloom – Niezapominajka zawsze przypomni Ci o wyjątkowej osobie, dlatego możesz być pewna, że kolczyki z zawieszką o jej kształcie nie będą zwykłą ozdobą. Dzięki swojej mocy dodadzą magii Twojej codzienności / Animal Kingdom
  5. Olejek Eteryczny Jaśminowy 10% – Dary Natury – czyli znany, cudownie pachnący, naturalny afrodyzjak! / Ziołowy Zakątek
  6. YOPE Zestaw mydło Wanilia + żel Róża – Naturalne mydło w płynie i Naturalny odżywczy żel pod prysznic. Zapach Mydła: korzenny, słodki, smakowity, zapach Żelu: zmysłowy, orientalny jak luksusowe perfumy / YOPE
  7. KOI Zestaw Walentynkowy FLIRT – idealny zestaw do podarowania bliskiej osobie, zestaw zapewnia komfort skóry o każdej porze dnia i nocy. W zestawie Krem nawilżająco-wygładzający i Serum dwufazowe / KOI Cosmetics
  8. OPASKA DO SPANIA “Dzisiaj czuwa Tata” KOLOR TAUPE – uszyta z delikatnej tkaniny o składzie 100% tencel, dzięki czemu jest miła w kontakcie ze skórą / Far Far

Sposoby na smutności

Nie da się ukryć, że tej zimy smutności dopadają nas częściej i mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. W powietrzu unosi się aura zwątpienia i marazmu. Zima, wchodząca w fazę lutowo-marcowego zniechęcenia, brei i smogowej szarości zaczyna porządnie dawać się we znaki. Nawet śnieg, który może i sprawiał przyjemność na początku, męczy i zamienia się w koszmar. Nie wspomnę już nawet o tym, co dzieje się na świecie i w kraju, co dobija najbardziej. Kryzys zagląda do portfela, końca pandemii nie widać, a marzenia o ciepłych krajach trzeba na długo odsunąć.

Mi samej dochodzą tu jeszcze coraz większe trudności ciążowe, o których już nawet nie będę Wam tu pisać. Szkoda gadać. Trzeba przetrzymać.

A z nastrojem w tak specyficznym okresie bywa bardzo krucho. Hormony działają. W kilka sekund potrafią mnie te smutności dopaść i odejść nie zupełnie nie chcą.

I właśnie teraz, jak nigdy, potrzebuję z nimi walczyć. I na szczęście mi się to udaje. Muszę odsuwać te smutności dla dobra siebie, dziewczynki w środku i tej już starszej, 9-letniej.



Wiem, że każdy ma swoje sprawdzone sposoby na poprawę nastroju. Trzymajcie się ich, są Wasze, są więc najlepsze. Czasem jednak warto zobaczyć, jak robi to ktoś inny i może się odrobinkę zainspirować?

Pomyślałam więc, że przekażę Wam tych kilka moich sposobów, o których staram się pamiętać na co dzień i na bieżąco z nich czerpię!

  • Lili-zasada trzech dobrych rzeczy każdego dnia – to mój własny patent, który zawsze działa! Z każdego dnia staram się wyłowić minimum trzy (im więcej tym lepiej) takie momenty, takie rzeczy czy sytuacje, w których doświadczam dobra, radości, szczęścia, w których się uśmiecham, czuję się pewnie, komfortowo i przytulnie. Jeśli dzień bywa trudniejszy i ciężko sobie o takich rzeczach przypomnieć lub zwyczajnie – nie chcą się jakoś zdarzyć, trzeba je sobie po prostu wykreować chociaż na koniec dnia! W takich momentach zatrzymujemy na chwilę czas, bieg wydarzeń, zwalniamy i tylko doświadczamy, ciesząc się chwilą i czując jej pełnię. Co to może być? U mnie najlepiej się sprawdza przyglądanie się śpiącej córce, poranne witanie psa, który cieszy się tylko dlatego, że wstałam, przytulanie – zawsze, z tym, kto tam jest pod ręką (wliczam tu męża, córkę i psa) :), ten moment, kiedy nic już nie trzeba i można sobie na kanapie odpocząć i puścić coś ciekawego, twarz wystawiona do słońca lub halny rozwiewający włosy, obserwowanie w słoneczne dni migoczącego światła przechodzącego przez dom, głośno puszczona piosenka, którą akurat bardzo lubię, spokojna kawa w ciszy i zawsze, ale to zawsze moment, kiedy kładę się do łóżka wieczorem. Uwielbiam spać 🙂 Takie momenty potrafią przywrócić dobry nastrój i wewnętrzną równowagę.
  • Wyłączenie się ze świata! Kiedy po każdych informacjach na temat aktualnych wydarzeń chce ci się płakać, nie pozostaje nic innego, jak na chwilę wyłączyć się ze świata. Nie przyjmować po prostu kolejnej porcji wieści. Wyłączyć telewizor, komputer i telefon i pobyć w spokoju. Zająć się czytaniem, rysowaniem, gotowaniem czy tańczeniem. Ba, nawet pracowaniem! 🙂 Najlepiej byłoby wyjechać gdzieś, blisko czy daleko, ale z tym teraz trudniej…


  • Foki, kuoki i radosne pieski. Brzmi głupio, ale nic nie wywołuje mojego natychmiastowego uśmiechu tak, jak kolejne zdjęcie bałtyckich fok z helskiego fokarium, zwariowane australijskie kuoki, czy te liczne filmiki z psami upojonymi szczęściem. Tak, potrzebujemy więcej kuok w życiu!
  • Mam silne, bardzo silne postanowienie zmienić swoją zimową narrację. Mianowicie, zamiast po każdym wyjściu poza dom, mówić sobie, że nienawidzę zimy, zacząć przemawiać do siebie zgoła odwrotnie. A nuż, uda mi się siebie samą zaczarować! Tutaj, przyznaję, jeszcze nie mam spektakularnych sukcesów, ale coraz coraz częściej zauważam, coś, co mogłoby mi umknąć. Te magiczne drobiazgi, które upiększają nawet zimę!
  • Cytrusy, potężna dawka cytrusów! Wiecie dobrze, że olejki cytrusowe działają energetyzująco i przywracają chęci do życia! Możemy je sobie teraz wdychać wprost z pomarańczy, mandarynek i grejpfrutów! I tych tak słonecznych, pięknych cytryn! Och, jak to pomaga! I nawet ananasy teraz takie dobre! I kiwi! Choć te zapachy tutaj akurat mają mniejsze oddziaływanie. Polecam uzupełnić porcje cytrusową właśnie olejkami, rozlewanymi co jakiś czas w całym domu. Ja jeszcze uzupełniam je zapachem neroli, czyli kwiatu gorzkiej pomarańczy, który działa odstresowująco i kojąco. A mnie przenosi w ciepłe kraje!
  • Niestety w tej mojej ciąży na zachcianki nie mogę sobie specjalnie pozwolić, ale doprawdy cuda działają choćby dwie kosteczki dobrej gorzkiej czekolady. Najlepiej takiej z pomarańczami! Dawka magnezu i endorfin! Tak, czekolada działa cuda!
  • Z tą rzeczą będzie trudniej, kiedy nam smutno, ale jeżeli uda się wkręcić w jakiś kreatywny temat, to potem przejmujące poczucie szczęśliwego, artystycznego wyżycia jest naprawdę zauważalne! Ja tak w każdym razie mam, że jak w coś wejdę, w jakiś proces twórczy, zacznę eksperymentować i bawić się tym eksperymentem, czuję się potem wspaniale! To chyba najlepsze z możliwych wyłączenie się ze świata.
  • I jeszcze, na sam samiutki koniec, dodam, że uwielbiam cieszyć się weekendowymi porankami i specjalnymi, długimi śniadaniami. Takie domowe dobre rytuały są szalenie ważne i potrzebne! (nie, sobotnie sprzątanie się tu nie liczy!)

I jeszcze mały bonus! Trening uważności! Czy potraficie wyłapać magię na tych leśnych zdjęciach?

Bo czasem trzeba się nieco bardziej przypatrzeć!


Facebook