NapisałaAdriana Sadkiewicz

Dzieci światła, córka słońca

Podświadomie czułam to od zawsze. Uczono mnie tego, powtarzano, przekazywano, donoszono. Wiem na pewno jednak od niedawna. A w zasadzie czuję. I jak nic, szczególnie teraz, korzystam w pełni.

Słońca nam trzeba! Jego kojących, uzdrawiających promieni. Jego wypełniającej energii. Pokładów nadziei, które tylko ono potrafi tak łaskawie zakorzenić w naszej świadomości.

Właśnie teraz, w czasach trudnych, w czasach próby i zmiany, teraz właśnie czuję, że to słońce pomoże mi przetrwać.

Łapię więc tę jego energię codziennie. Zażywam kąpieli słonecznych, aby wypełnić każdy kawałeczek ciała pozytywnym myśleniem. Zalegam na trawce, na macie i kocyku i leczę obolałe ciało i zmęczony umysł. Nic tak dobrze mi nie pomaga na moje problemy z kręgosłupem, na rwę, która mnie w tym stresie dopadła, jak właśnie ten czas spędzony na słońcu. Kwietniowym, łagodnym, jakże kojącym słońcu.



Promienie słoneczne przenoszą nam dobre myśli, ale nie tylko one. To Hania, która stworzyła Synchronię i Green Dragonfly Natural Candles, nauczyła mnie, że tak samo działają drobne światełka, promyczki zaklęte w płomieniach świec, tworzonych z sercem.

Te świece, które koją moją duszę swoim promieniem i naturalnym zapachem, te świece towarzyszą mi od dawna. Mam to ogromne szczęście, że trafiają do mnie właśnie wtedy, kiedy potrzebuję ich najbardziej. Ich płomień przynosi nadzieję, spokój i to przyjemne uczucie radosnego oczekiwania na to, co dopiero się wydarzy. Na wszystkie dobre rzeczy, które nas jeszcze czekają.

Taką moc mają świece Hani!

Na pudełeczku są życzenia “Świetlistych Świąt”. I to chyba najlepsze życzenia, jakie do tej pory słyszałam.

Po świece odsyłam Was na stronę Green Dragonfly Natural Candles.


A tutaj przesyłam moje ostatnie słoneczne ilustracje i zdjęcia z nowymi świecami Hani, które dotarły do mnie, aby rozświetlić mi Święta.


Wnętrzarskie inspiracje 06

Ruszamy z kolejnymi wnętrzarskimi inspiracjami!

Mam dzisiaj dla Was cztery niezwykłe wnętrza. Są oryginalne, zupełnie inne, piękne. A wręcz zachwycające! Jestem pewna, że będą dla Was źródłem fantastycznych inspiracji, które wykorzystacie we własnych domach.

Mam też nieco poleceń i linków do przedmiotów, które zachwyciły mnie ostatnimi czasy. Dzisiaj stawiamy na boho, takie organiczne, naturalne, pełne frędzli, rattanu i roślinek – boho!

Zaczynamy jednak od magicznego domu!


Zaczynamy od domu z bajki.

Domu, w którym wszystko jest na opak, a jednak wygląda genialnie. Domu, w którym rządzi pomysł, domu z charakterem, domu, pełnego kolorów. Znajduje się on w Sztokholmie, w Szwecji, a zamieszkują go Hanna Östberg, jej mąż Mikael oraz dzieci – Filippa, Lovisa, Vilhelm i Lilian. Hanna jest autorką bloga, w którym okazuje, jak to swoje miejsca zaczarowała.

Zobaczcie koniecznie blog – Hannasänglar i Instagram – Hannas Änglar.

Mogłabym mieszkać w tym domu! Koniecznie pooglądajcie inne zdjęcia i pozostałe wnętrza!



To co? Może teraz pierwsza porcja ciekawych linków?

Oto, co wynalazłam ostatnio w internetach!



  1. Jak liście palmy – Szklana lampa Leaf Bloomingville / Nord Deco
  2. Totalnie zakochałam się w tych pojemniczkach! Mniejszy kolorowy pojemnik ceramiczny / Zara Home
  3. I większy! Czy nie piękne? / Zara Home
  4. Donice z twarzami atakują ze wszystkich stron! Doniczka Face Imprint Beige / Home Design
  5. Doniczka kamionkowa z twarzą Madam Stoltz / Amazing Decor
  6. Osłonka z twarzą z Pracowni Lunula / Blisko Natury
  7. Jeden z najnowszych i naładniejszych kolaży Oli Morawiak – Scent of honey beige around / Aleksandra Morawiak
  8. Lustro z frędzlami / 4FunDesign
  9. Dywan Botanic Plants Lorena Canal / Lorena Canals
  10. Tapeta Katie Scott Birds Dusty Red ferm LIVING / Amazing Decor



Modernistyczne cudo! Dom, który zachwycił mnie od pierwszego zdjęcia, jakie zobaczyłam!

Ten niezwykły do znajduje się w Perth w Australii. Jego projekt przygotowało studio Neil Cownie Architect, a ja znalazłam go na łamach magazyny MAD White. Tam też odsyłam Was po więcej. Tam, ale zwłaszcza na stronę pracowni architektonicznej. Dowiecie się, że właściciele domu są wielbicielami modernizmu i betonu. Zależało im na stworzeniu miejsca, które będzie ponadczasowe, wpisze się w charakter otoczenia, a jednocześnie dostosuje się do potrzeb rodziny na różnym etapie jej rozwoju.

Ja jestem zachwycona!




I kolejna porcja wnętrzarskich dodatków z rodzimych sklepów!



  1. Genialny Fotel Laurent natural / Franzo Rattan
  2. Lampa sufitowa Madryt bambus / Home Design
  3. Szezlong Salome / Franzo Rattan
  4. Lampa sufitowa Trypolis z frędzlami / Home Design
  5. Lustro Ring Lapis – nieregularne w mosiężnej ramie / Giera Design
  6. Cudne Lniane zasłony stonewashed – mousy beige melange / LUMIO
  7. Kwietnik Jungle czarny / NUKI
  8. Prosta drewniana ławka / Zara Home
  9. Doniczka Bubble / black&white / Qu Pracownia



Och, a teraz zabieram Was do słonecznej Kalifornii! Do jednego z tamtejszych przydrożnych hotelików. Nazywa się The Sandman, a spodobał mi się tak bardzo, bo łączy w sobie czar znanych nam z filmów drogi moteli z designerskim eklektycznym połączeniem stylu midmodern, boho i kalifornijskiego. Panuje tu ciepły rozgardiasz, ale wszystko ze sobą współgra.

Hotel znalazłam na stronie magazynu Label, ale zajrzyjcie także na stronę hotelu The Sandman.




To teraz coś z nieco innej beczki! I z rodzimego naszego podwórka!



Wyobraźcie sobie, że wszystkie te cuda na powyższym zdjęciu to… uchwyty do mebli! I jest to jedynie mała próbka tego, co znajdziecie w ofercie PAP DECO. Natknęłam się na tę markę przez przypadek i przepadłam. A jakżeby inaczej!

Uchwyty wytwarzane w 100% z mosiądzu, tradycyjną technologią odlewniczą, ręcznie, dbając o każdy szczegół. Marka proponuje trzy kolekcje – ArtCollection – pełna niezwykłych abstrakcyjnych form, OrganicCollection – z roślinkami i owadami oraz ModernCollection, która przypadnie do gustu miłośnikom prostych, minimalistycznych i nowoczesnych rozwiązań.

Wszystkie znajdziecie na stronie PAP DECO.



Na koniec piękne, jasne, naładowane słoneczną energia połączenie sypialni z łazienką. Wprawdzie nie rozumiem braku drzwi pomiędzy pomieszczeniami, muszę jednak przyznać, że wszystko po prostu pasuje i wygląda dobrze.

Podobają mi się te łuki, barwy, wielka umywalka, świetna szafa i każdy jeden mebel i dodatek!

Całość, wraz z poszczególnymi etapami aranżacji i remontu znajdziecie na Old Brand New!


Ziołowa pozimowa pielęgnacja nóg czyli różowy ocet i żółty olejek

Dobra, kończymy ze smutami! Zabieramy się za coś zgoła bardziej przyjemnego. Bo skoro już i tak siedzimy w domu, czemu nie przyrządzić sobie jakichś naturalnych cudownych specyfików, a potem rozkoszować się domowym SPA i przyjemną w dotyku, odżywioną, nawilżoną skóra?

Bierzemy się więc do pracy!

Nie wiem jak u Was ale po tej zimie skóra na moich nogach była szorstka, podrażniona i sucha. A tu lada moment ściągniemy spodnie i rajstopy i będziemy hasać po łąkach i lasach z gołymi nogami. No, przynajmniej na to liczę!

Polecam więc Wam dzisiaj prostą, domową kurację, która przywróci skórze nóg (a i jak ktoś ma ochotę to całemu ciału) blask i energię! Potrzebne nam będą dwa kolorowe eliksiry – różowy ocet i żółciutki niczym cytryny olejek.

Nie są to nawet jakoś specjalnie odkrywcze receptury. Podobne kosmetyki robiłam i tutaj nie raz. Bardzo często wykorzystuję je na moich warsztatach i u siebie w domu. Są bowiem zwyczajnie i po prostu – świetne!



Co my tutaj mamy? Mamy naturalny jabłkowy ekologiczny ocet, który wspomogliśmy pielęgnacyjną mocą ziół. Wybrałam te, które zawsze mam pod ręką i dobrze wiem, że działają wspaniale regenerująco i kojąco na skórę. Zarówno więc w occie, jak i w olejku znalazły się lawenda, nagietek i rumianek. To właśnie dzięki lawendzie ocet przybrał ten różowy kolor. Olejek natomiast wzmocniłam dodatkowo jeszcze czystym olejkiem lawendowym, który, stwierdzam to z pełną stanowczością, zawsze do wszystkiego jest dobry 🙂 A już na pewno do podrażnionej skóry!

Ziołowy ocet zapewni nam miękkość skóry. Wspomoże ją w regeneracji, pobudzi do działania, odświeży, stonizuje. Olejek zadziała jeszcze mocniej regenerująco, zatrzyma wilgoć w skórze, odżywi ją. Załagodzi podrażnienia, ukoi szorstkość, przywróci zdrowy wygląd.

Jak wygląda taka domowa kuracja?

Codziennie wieczorem po kąpieli, kiedy skóra jest jeszcze wilgotna, lekko spryskujemy nogi octem. Zanim całość wyschnie, wmasowujemy niewielką ilość olejku. I tyle. Ważne, aby zadziałać w ten sposób możliwie regularnie, przez 1-2 tygodnie.



Różowy ziołowy ocet


Składniki:

  • 200 ml dobrego jabłkowego octu – najlepiej ekologiczny, taki mętny
  • łyżka suszonej lawendy
  • łyżka suszonych nagietków
  • łyżka koszyczków rumianku

Zioła zalewamy octem w buteleczce lub słoiczku. Odstawiamy na kilka dni, np. na tydzień w ciepłe, suche miejsce. Warto codziennie wstrząsnąć. Po tym czasie ocet przecedzamy i przelewamy do buteleczki ze spryskiwaczem. Do nóg używam takiego czystego octu, jeśli jednak będzie za mocny lub chcielibyście stosować go do włosów lub jako tonik do twarzy, koniecznie go rozcieńczcie najlepiej ulubionym hydrolatem. Proporcje ustalcie według własnych preferencji – jak zauważyłam, każdy woli tutaj inaczej. Najlepiej zacząć od jeden części octu i i czterech części hydrolatu. Ocet na nogi stosujemy jak opisałam powyżej.


Żółciutki olejek-macerat ziołowy


Składniki:

  • 500 ml oleju (użyłam z pestek winogron)
  • garść suszonej lawendy
  • garść nagietka
  • garść rumianków
  • 40 kropelek olejku lawendowego

W słoiku zalewamy kwiaty olejem. Ogólna zasada jest taka, że olej ma przykrywać susz. Całość odstawiamy na najlepiej minimum 2 tygodnie w ciepłe, suche miejsce, co jakiś czas wstrząsając. Szybsza metoda polega na delikatnym podgrzewaniu w kąpieli wodnej takiego olejku przez porządnych kilka godzin. Osobiście polecam jednak odstawienie do porządnego zmacerowania. Po tym czasie przecedzamy olej, przelewamy do butelki i dolewamy do niego olejek lawendowy. Ten ostatni można, zwłaszcza teraz w czasie pandemii, zamienić na olejek 4 złodziei, o którym pisałam Wam ostatnio TUTAJ. Olejek stosujemy, jak opisałam powyżej lub według uznania. Nadaje się idealnie jako olejek do ciała, oliwka dla dzieci, olejek do kąpieli, do masażu lub do przygotowania innych kosmetyków.


Jeszcze zdążymy

Czy jest tu ktoś, komu jeszcze udało się nie wpaść w czarną otchłań rozpaczy? Choć na chwileczkę? Komu choć na kilka minut nie zrobiło się tak bardzo, bardzo smutno?

Mąż mi mówi, że sama mam sobie czytać co jakiś czas swoje teksty na blogu. Że mam sobie moje wonne, dobre olejki rozpylać i dać się im uwieźć. I mówi mi nawet, że mam przestać oglądać TVN24 i wszystkie te fejsbuki, które co rusz strzelają do mnie kolejnymi tragicznymi informacjami, jakby nic dobrego na świecie się akurat nie działo. Ja wiem, ja nawet doceniam…



I kiedy tak kilka dni temu w końcu z tę czarną otchłań wpadłam i rozpłakałam się jak dziecko, kiedy uświadomiłam sobie jak bardzo zła jest sytuacja – i związana z wirusem i z naszą pracą, kiedy okazało się, że nie wiem czy moja mała kochana działalność, z której byłam ostatnimi czasy tak dumna, w ogóle przetrwa, kiedy znowu wstać nie mogłam, leżeć nawet, bo tak mnie plecy bolały, kiedy dziecko też jakiś alergiczny pech dopadł i trzeba było przetestować jak działa nfz w czasach zarazy (teleporady są całkiem ok, jak się okazało)… Wtedy właśnie przekroczyłam, jak sądzę, tę cieniutką, zapewne wyimaginowaną, ale bolesną granicę ZMIANY. Zrozumienia zmiany. Zaakceptowania jej, oswojenia (choć troszeczkę) i w końcu – uświadomienia sobie potrzeby stawienia jej czoła.

Choć… może tak tylko sobie wmawiam… Zapewne jeszcze nie raz zdarzy mi się tę moją czarną otchłań dogłębnie zwiedzić…

Niemniej jednak dzisiaj już jestem spokojniejsza. Robię, co każą, by chronić najbliższych. I planuję. Planujemy z mężem kolejne kroki, aby jakoś to było do momentu, kiedy, miejmy nadzieję, powróci normalność. Lub przynajmniej utworzy się nowa, stabilna, jakaś inna, ale jednak – normalność.

Bo, jak mówi stara dobra piosenka, którą dzisiaj po wielu latach znowu sobie puściłam, jeszcze zdążymy!

Jeszcze wszystko zdążymy!

Jeszcze na wszystko przyjdzie czas!

Jeszcze będzie pięknie!

Jeszcze będziemy siedzieć z przyjaciółmi w letnią noc przy ognisku pod gwiazdami i cieszyć się po prostu sobą. Śmiać, rozmawiać i bawić.


W nowej codzienności – mydła i preparaty dezynfekujące

Nowa codzienność w czasach zarazy wymogła także nowe potrzeby. A dokładniej, potrzeby to może i były zawsze, ale nigdy wcześniej tak intensywnie nie poszukiwaliśmy wszelkiej maści preparatów dezynfekujących, żeli antybakteryjnych i po prostu – mydeł.

Wiemy już chyba wszyscy dobrze, jak ważne jest teraz częste mycie rąk. Że zwykłe mydła świetnie się sprawdzają w zapobieganiu rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wiemy, jak ważne jest dezynfekowanie często dotykanych powierzchni. Jak dobrze działają żele antybakteryjne.

Na przeciw tym potrzebom wychodzą producenci kosmetyków. Bo choć część zaprezentowanych tutaj dzisiaj produktów jest już na rynku od dawna, kilka z nich jest odpowiedzią na ostatnie wydarzenia. I dobrze! Bardzo popieram takie ekspresowe reakcje.

Zapraszam Was więc dzisiaj na mój wybór ciekawych produktów do mycia i dezynfekcji!


  1. Pracownia Ondo udowadnia, że mydła moga mieć współczesny, designerski charakter. Mydło Rozodzięki dopracowanej recepturze, w skład której wchodzi oliwa z oliwek, nierafinowane masło shea, olej ze słodkich migdałów oraz awokado, Rozo oczyszcza skórę, jednocześnie jej nie wysuszając / Pracownia Ondo
  2. Nowości marki DLA Kosmetyki – Mydło antybakteryjne do mycia rąk z naturalnymi olejkami antybakteryjnymi i Spray do czyszczenia powierzchni i rąk z naturalnymi olejkami o działaniu antybakteryjnym. Receptura tego pierwszego oparta jest na przedwojennym tradycyjnym mydle potasowym w połączeniu z najsilniejszymi naturalnymi olejkami eterycznymi o działaniu przeciwbakteryjnym / DLA Kosmetyki
  3. Nowość marki Hagi Cosmetics – antybakteryjna pianka myjąca – czyli produkt, który łączy w sobie właściwości mydła i żelu/płynu antybakteryjnego. Ma udokumentowane działanie antybakteryjne i zawiera wiele składników intensywnie nawilżających / wkrótce na stronie Hagi
  4. Swonco Antybakteryjne mydło w płynie Medica zawiera w 100% surowce pochodzenia naturalnego.  Oparte na recepturze dla gabinetów medycznych, posiada właściwości dezynfekcyjne, skuteczne na 99,9% bakterii / Kopalnia-Zdrowia.pl
  5. Antybakteryjna pianka myjąca do twarzy i rąk Nacomizawarty w składzie aloes działa nie tylko antywirusowo, przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybicznie, ale i silnie nawilżająco, przez co nawet częsta pielęgnacja nie wysusza skóry. Dodatkowo zawarta w piance lukrecja wpływa na regenerację skóry oraz działa przeciwzapalnie / Namera
  6. Alphanova Sante, Antybakteryjny żel do mycia rąk, bezzapachowy – Żel do mycia rąk – bez wody i ręcznika – nie wysusza skóry. 100% składników pochodzenia naturalnego / Ekodrogeria
  7. Jakie słodkie! Jack N’Jill, Żel do dezynfekcji rąk, Koala – Dwa żele w opakowaniu. Jeden od razu w silikonowym ubranku łatwym do zaczepienia na wózek lub do torebki. Drugi flakonik to uzupełnienie, które można przełożyć do silikonowego wdzianka lub używać osobno / Ekodrogeria
  8. Mydło naturalne KAKAOWE Z MIODEM MALINOWYM I OLEJEM RYŻOWYM – czyż nie wygląda pięknie? Kojące i łagodne, bezzapachowe mydło z dodatkiem oleju ryżowego, miodu i kakao świetnie nadaje się dla osób z cerą suchą oraz często podrażnioną / Miodowa Mydlarnia

  1. Jedno z chyba najbardziej znanych mydeł na rynku – mydło Rozmarynnaturalne, ręcznie wytwarzane w niewielkich partiach, wegańskie mydło z najstarszą na świecie, syberyjską glinką kambryjską i rozmarynowym olejkiem eterycznym / Ministerstwo Dobrego Mydła
  2. Najel Czarne mydło z eukaliptusem – stanowi tajemnicę dla zdrowej i delikatnej skóry oraz ma wyjątkowe i antyseptyczne właściwości dzięki zawartości olejku eukaliptusowego / Ecco Verde
  3. Mydło Lastryko – w klimacie zero waste, bo ze skrawków innych mydeł mydlarni – super pomysł, prawda? Skóra jest po nim wygładzona, miękka i odżywiona. Z kolei olej rycynowy zapewnia mu przyjemny poślizg i gęstą, stabilną pianę. Dodatkowo Lastryko miało szczęście zgarnąć to, co najlepsze z innych szpakowych mydeł: Zimowego, Słonej Lawendy, Pomarańczy z Rozmarynem, Węgla, Wyrwidęba i Waligóry / Mydlarnia Cztery Szpaki
  4. Bentley Organic, Naturalna Antybakteryjna Pianka do Mycia Rąk, Bezzapachowa – skutecznie zabija bakterie, nie wysuszając rąk, działa antyseptycznie / Ekodrogeria
  5. Mydło wegańskie Dziegieć Brzozowynaturalne mydło powstałe na bazie oleju kokosowego, rycynowego, słonecznikowego oraz maseł shea i kakaowego z dodatkiem 4% dziegcia brzozowego o silnym, charakterystycznym zapachu oraz właściwościach przeciwbakteryjnych, przeciwgrzybiczych, przeciwłupieżowych i regeneracyjnych / Stara Mydlarnia
  6. Dziecięca Antybakteryjna Pianka do Mycia Rąk Bentley Organic jej unikalna formuła jest delikatna dla skóry, ale bezlitosna dla szkodliwych bakterii. Testy niezależnej organizacji certyfikujące “Soil Association” wykazały, że zabija około 99,9% bakterii / Ekodrogeria
  7. Odświeżający antybakteryjny żel do oczyszczania rąk – Go CranberryNiezastąpiony gdy brakuje dostępu do wody, podczas podróży, na spacerze, w pracy, w szkole, po wizycie w toalecie / IWOS
  8. Olejek 4 Złodziei według autorskiej receptury Klaudyny Hebdy. O tej legendarnej mieszance pisałam Wam już wczoraj długi wpis – zobaczcie koniecznie TUTAJ. A gotowy olejek znajdziecie u Klaudyny / Klaudyna Hebda

Olejek 4 złodziei

Nie wiem czy wiecie, ale jedną z największych zalet moich warsztatów kosmetyków naturalnych jest to, że w dużej części przepisów uczestnicy sami mogą skomponować zapachy swoich kosmetyków. I cieszą się zawsze jak dzieci, bo całe stoły mam zastawione wszelkiej maści pachnącymi olejkami. Są wśród nich sztuczne kompozycje zapachowe przystosowane do produkcji kosmetyków, które pachną np. jak lody wiśniowe czy biała herbata (wspaniale!), ale to, co najcenniejsze, o czym zawsze mówię najwięcej – to naturalne olejki eteryczne.

Te czyste esencje roślinne, te wysoce skomplikowane i skoncentrowane substancje chemiczne, która mają ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu. Tym wpływem zajmuje się nauka zwana aromaterapią. Liznęłam ją ledwo, bo choć interesuje mnie od dawna, dobrze wiem, że wciąż jeszcze wiem mało, oj mało. Wgłębiam się w nią od wielu lat, choć daleko mi do ekspertki. Umiem jednak zastosować podstawowe olejki w codziennym życiu. Ba, po prostu je stosuję. Ja i moja rodzina. I bardzo je sobie cenię.

Sięgnęłam więc po moje wielkie pudło ze wszystkimi warsztatowymi olejkami i wybrałam z nich te, których zapas może nam się przydać w najbliższym czasie. Czasie, jak wiadomo, złym i niepewnym. W czasie panującej epidemii koronawirusa.

Spośród całej armii olejków, które rozłożyłam sobie na stole, wybrałam kilka i stworzyłam z nich własną wersję olejku 4 złodziei.



Słyszeliście już może o tej mieszance olejkowej? Coraz więcej osób teraz do niej powraca, coraz częściej można o niej usłyszeć. Ja sama usłyszałam jej historię już dosyć dawno temu, teraz jednak postanowiłam zgłębić ją dokładniej.

A zaczęło się od legendy… Ciężko stwierdzić ile w niej prawdy, choć z pewnością jest ona prawdopodobna. Ma też bardzo wiele wersji. Gdzie bym nie czytała, zawsze coś je od siebie rożni. Nawet ilość samych złodziei bywa różna – raz jest ich czterech, raz pięciu, czasem siedmiu. Udało mi się jednak wyłuskać z nich pewien ogólny obraz.

Działo się to jakoś w połowie XIV wieku, kiedy do Europy, wraz z genuańskimi galerami powracającymi z Morza Czarnego trafiła dżuma, zwana także czarną śmiercią. Przebyła wcześniej, wraz z wędrującymi kupcami jedwabny szlak. Dotarła więc do nas z Azji i bardzo szybko przetoczyła się po całym kontynencie, zbierając ze sobą ogromne żniwo.

Tak jak i teraz stosuje się możliwe środki zaradcze, tak i wtedy wstrzymano wszelki handel morski. Pozostawiono tym samym wielu ludzi bez środków do życia. Wcześniejsi handlarze różnej maści ziołami i wonnościami, zmuszeni zostali zająć się znacznie mniej wartościowym zajęciem – stali się złodziejami i okradali chorych i umierających. Wśród nich szczególną sławą zasłynęli ci właśnie złodzieje, o których dzisiaj mówimy. Pomimo bardzo częstego kontaktu z zarażonymi dżumą, oni sami pozostali zdrowi.

Kiedy w końcu ich złapano, zaintrygowany sędzia dał im taki wybór – jeśli wyjawią swój sekret, jeśli powiedzą, jakim cudem nie zarazili się dżumą, oszczędzi im przewidzianej wtedy za takie zbrodnie kary, czyli spalenia żywcem. Złodzieje przystali na takie ultimatum i opowiedzieli o specjalnej miksturze, którą nacierali ręce, stopy, okolice ust, uszy czy skronie, a która to właśnie miała zapobiegać zarażeniu. Zadowolony sędzia ponoć dotrzymał słowa. Faktycznie nie spalił ich żywcem, a…. powiesił.

Do dzisiaj nie mamy pewności, co to dokładnie była za mikstura. Wiele źródeł podaje, że był to ocet, w którym moczono różne zioła, jak piołun, szałwię, rozmaryn czy rutę. Słyszałam też o rodzaju nalewki czy właśnie – olejku z wonnościami. Ponoć od tego czasu lekarze francuscy odwiedzający chorych na dżumę zaczęli ubierać specjalne, charakterystyczne maski z długim jakby dziobem. W nim bowiem umieszczali skrawki materiału nasączone olejkami i wyciągami z ziół, które raz, że pozwalały zminimalizować odór rozkładających się ciał, a dwa – pomagały zapobiegać zarażeniu. Choć czytałam także, że zdarzało się, że w tych właśnie maskach wynoszone przeróżne drogocenne niewielkie przedmioty z domów umierających.



W tamtych czasach kierowano się głównie instynktem i ludowymi podaniami. Kiedy jednak w XX wieku rozpoczęto przeprowadzanie badań esencji roślinnych, okazało się, że wiele z nich faktycznie ma silne właściwości bakterio- i wirusobójcze. Okazało się, że w legendzie może być sporo prawdy.

Przepisów na olejek 4 złodziei jest niemal tyle ile wersji samej legendy o tychże. Przejrzałam naprawdę sporo stron, w tym wiele angielskojęzycznych i prawie zawsze różniły się one nie tylko proporcjami, ale także składem. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, kilka ważnych słów tytułem wstępu.

Pamiętajcie – żaden olejek, czy mieszanka olejków, ani żaden ziołowy specyfik nie zapewnią Wam gwarancji ochrony przed koronawirusem. Możemy stosować je jedynie WSPOMAGAJĄCO. Zawsze, ale to zawsze stosujemy się do wytycznych lekarzy i odpowiednich służb. Siedzimy więc W DOMU, ograniczamy kontakty, unikamy zgromadzeń, MYJEMY RĘCE, nie dotykamy palcami powierzchni często dotykanych, nie przykładamy palców do twarzy, szczególnie dbamy o higienę i zgłaszamy się do służb w przypadku wystąpienia objawów choroby.

Pamiętajcie – pomimo faktu, że olejki eteryczne, które występują w takich jak ta nasza dzisiejsza mieszankach, mają udowodnione działanie przeciwwirusowe np. na wirusa grypy, nie zapewnią w pełni skutecznej bariery przed wirusami. Aby faktycznie mogły zadziałać w ten sposób, musiałyby mieć znacznie większe stężenie.

Mogą natomiast, jak już pisałam, zadziałać wspomagająco, tworzyć tak zwany filtr biologiczny zapachowy (np. kiedy stosujemy je tak, jak ja to zazwyczaj robię – dając kropelkę lub dwie na bluzkę, sweter, czy szalik, aby unosiły się wokół nas), ale, co tutaj równie istotne – takie mieszanki olejków, które razem działają lepiej niż każde z osobna, tj. działają synergicznie, znacząco wspomagają naszą odporność. Dzisiejszy olejek 4 złodziei ma też inna ogromną zaletę, którą szczególnie docenimy w tej sytuacji – działa kojąco na psychikę! Taka mieszanina dodaje energii, wprawia w dobry nastrój, stymuluje pracę mózgu, wzmaga koncentrację, rozjaśnia umysł, zwiększa też poczucie bezpieczeństwa. Przyznajcie, jest to nam teraz bardzo potrzebne.

Zaznaczę także, że musimy przestrzegać kilku zasad bezpiecznego stosowania olejków – mieszanki nie nakładamy bezpośrednio na skórę, jedynie zmieszaną z olejem bazowym (łyżeczka oleju bazowego + 3 kropelki olejków eterycznych) lub np. balsamem do ciała. Jeżeli macie obawy o możliwe uczulenia, zróbcie najpierw próbę uczuleniową. Olejkiem możemy wspierać także dzieci, ale od 3 roku życia, w bardzo niewielkich ilościach, kierując się zdrowym rozsądkiem i jeżeli nie ma przeciw temu żadnych przeciwwskazań zdrowotnych. Kobiety w ciąży i karmiące piersią kierują się tutaj jedynie wytycznymi swoich lekarzy. Mieszanki NIE stosujemy doustnie.



Wracając do meritum, różne strony podają doprawdy różne składniki olejków 4 złodziei. Te, które powtarzają się najczęściej to:

  • Olejek eukaliptusowy – silne działanie przeciwwirusowe, także antybakteryjne i przeciwgrzybicze, wspomagające układ odpornościowy, udrażniające górne drogi oddechowe
  • Olejek pomarańczowy – działanie przeciwzapalne i przeciwgrzybicze, znany jako aromaterapeutyczny antydepresant, dodaje energii
  • Olejek cytrynowy – podobne działanie do pomarańczowego, także odświeżające, dezodorujące. Uwaga – olejki cytrusowe na skórze wystawionej na działanie promieni słonecznych mogą spowodować przebarwienia
  • Olejek cynamonowy z liści – działanie przeciwwirusowe, antybakteryjne
  • Olejek cynamonowy z kory – znany z właściwości rozgrzewających, ściągających, przeciwbakteryjnych i przeciwzapalnych
  • Olejek goździkowy – o działaniu przeciwwirusowym i bakteriobójczym, ale także kojącym umysł i nerwy
  • Olejek rozmarynowy – jeden z silniejszych antyseptyków, stymuluje prace mózgu, wzmaga koncentrację

Dla ciekawych, zacytuję tu jeszcze fragment cyklu o olejkach przeciwwirusowych u Herbiness:

Obiektem badań laboratoryjnych jest bardzo często wirus grypy, czyli Influenza. Płynne preparaty zawierające następujące olejki eteryczne w stężeniu do 0,3% wykazały bardzo wysoką skuteczność w dezaktywowaniu wirusa grypy: kora cynamonu, bergamotka, trawa cytrynowa, tymianek ct. tymol. Podobny rezultat uzyskano stosując wyższe stężenia olejków takich jak: lawenda, geranium, eukaliptus gałkowy, goździk. Powyższe olejki zostały wymienione na podstawie publikacji Vimalanathan / Hudson 2014.
To zestawienie olejków o działaniu przeciwwirusowym warto uzupełnić o olejki skuteczne w przypadku wirusa grypy wg publikacji Price / Price 2012: liść cynamonu, cytryna, limonka, eukaliptus: smithii i promienisty, kocanki piaskowe, palmaroza, hyzop, melisa, korzennik, pieprz czarny, ravensara, szałwia, goździk oraz tymianek ct. tymol.
(więcej na FB Herbiness).



Olejek 4 złodziei

Receptura autorska – w oparciu o zgromadzoną wiedzę skomponowałam własny olejek, do którego celowo dodałam większą niż w innych ilość olejków cytrusowych (cytryny i pomarańczy), aby miał lżejszy, bardziej odświeżający zapach, który łatwiej zaakceptuje moja rodzina. Dodałam do niego także nieco olejku tymiankowego, który stosuję od lat.


Składniki:

  • 40 kropelek olejku goździkowego
  • 30 kropelek olejku cytrynowego
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego
  • 20 kropelek olejku cynamonowego z kory
  • 15 kropelek olejku eukaliptusowego
  • 15 kropelek olejku rozmarynowego
  • 15 kropelek olejku tymiankowego

Wszystkie olejki przelewamy od osobnej buteleczki i lekko ją obracamy, aby się połączyły. Mój olejek ma cudowny, faktycznie kojący zapach. Córka mówi, że pachnie pierniczkami i trzeba przyznać, że jest to przyjemna dominująca nuta.

Przygotowałam sobie dwie wersje użytkowe olejku. Po pierwsze – czysta aromaterapeutyczna mieszanina, której/którą:

  • Nakładam dwie kropelki na ubranie przed wyjściem z domu, tworząc w ten sposób tzw. zapachowy filtr biologiczny (wg Herbiness). Taką ładną nazwę wyczytałam ostatnio, choć olejki stosuję właśnie w ten sposób od wielu lat. Z taką kropelką po domu chodzi także moja córka, wymiennie z czystą lawendą.
  • Dodaję kilka kropelek do środków czyszczących różne powierzchnie w domu – głównie kuchnię i łazienkę (używam Zielko), dzięki czemu nabierają siły dezynfekującej.
  • Dodaję odrobinę do maceratu z nagietka, który wmasowuję w skórę po kąpieli (o tym będzie niedługo osobny post).
  • Olejek można dodać także do preparatów antybakteryjnych do rąk, do mydeł w płynie, do balsamu do ciała, do soli lub olejku do kąpieli, do płynu do prania. Ważne, aby zachować umiar i przestrzegać zasad bezpieczeństwa.
  • Oczywiście możemy także stosować olejek w dyfuzorze lub kominku do aromaterapii.

Zrobiłam także bardzo praktyczny spray na bazie spirytusu, który rozpylam czasem w domu w niewielkich ilościach, a czasami robię nieco większe rozpylenie, odczekują chwilę, a następnie porządnie wietrzę cały dom.

Taki spray warto także trzymać w samochodzie i co jakiś czas i tam nim spryskać wnętrze.

Spray na bazie spirytusu salicylowego:

  • 4 części spirytusu
  • 1 część olejku 4 złodziei

Ze względu na specyfikę spirytusu salicylowego (takiego z apteki) olejek będzie się rozwarstwiał i należy całość za każdym razem wstrząsnąć. Jeśli macie do dyspozycji spirytus 95%, nie powinno być takiej potrzeby.



Jeżeli macie jakiekolwiek obawy względem stosowania tej lub podobnej mieszaniny, polecam Wam dzisiaj dwa miejsca, w których zasięgniecie rzetelnej porady. Jak już wspominałam, sama nie jestem ekspertem w dziedzinie aromaterapii, znam jednak dwie wspaniałe dziewczyny, które śledzę od dawna i jestem pewna, że możecie im zaufać.


Klaudyna Hebda

Klaudyna jest aromaterapeutką kliniczną i prawdziwą znawczynią świata aromaterapii i zielarstwa. Nawet niedawno prowadziła bardzo ciekawy webinar o olejku złodziei oraz stworzyła e-book o tym, jak ten olejek stosować. Wszystkie informacje z pewnością otrzymacie po zapisaniu się do Biblioteczki Alchemiczki – TUTAJ. Poza tym, jeżeli nie macie dostępu do olejków lub nie ufacie sobie, mnie lub innym internetowym źródłom, w sklepie Klaudyny znajdziecie 4 wersje jej autorskiej mieszanki złodziei, skomponowanej w oparciu o wysokiej klasy olejki (Klaudyna o to bardzo dba). Znajdzie je TUTAJ.

Herbiness

Inez jest dyplomowaną fitoterapeutką, specjalizującą się w ziołach aromatycznych i olejkach eterycznych. Podziwiam ogrom jej wiedzy i ofertę jej własnego sklepu z olejkami i surowcami kosmetycznymi – TUTAJ. Sklep niestety chwilowo nie działa, aby nie nieść niebezpieczeństwa zarażenia koronawirusem podczas dostarczania paczek. Polecam Wam jednak coś wspaniałego – cykl o olejkach przeciwwirusowych, który Herbiness prowadzi na swoim Facebooku. Każda zawarta tam informacja jest szalenie ciekawa i warta zapamiętania. Prześledźcie koniecznie! Znajdziecie go TUTAJ.


Facebook