NapisałaAdriana Sadkiewicz

Książka: Modern Cosmetics, Ingredients of natural origin

Jakiś czas temu dostałam mail ze Słowenii… Już sam ten fakt zaciekawił mnie i zaintrygował. Wgłębiłam się zatem w treść i okazało się, że była to propozycja zapoznania się z książką. Ale jak to, jak to? Książką ze Słowenii?

Okazało się, że chodzi o nie lada pozycję, która po prostu całkiem niedawno zyskała swoje angielskie tłumaczenie. Chodzi o Modern Cosmetics, Ingredients of natural origin, a scientific view, pod opieką edytorską Dr. Niny Kočevar Glavač i Dr. Damjana Janeš.

Z chęcią skorzystałam z propozycji i niniejszym dzisiaj i Wam bardzo polecam to dzieło, sporych zaiste rozmiarów.

Ale od początku!

 

 

Książka stanowi rodzaj encyklopedycznego zbioru składników o naturalnym pochodzeniu, które wykorzystuje się współcześnie w produkcji kosmetyków. Jest to dzieło bardzo szerokie, jeśli można to tak określić. Wyczerpujące i dotykające różnych aspektów i problemów obejmujących współczesną kosmetologię. Jest to kompilacja tradycyjnego i nowoczesnego podejścia do pielęgnacji, opatrzona w przejrzyste opisy, tabele, dobrze wyróżnioną i podzieloną treść oraz duże, ładne ilustracje. To tak w skrócie!

 

ZEWNĘTRZNIE

Cała książka, zarówno zewnętrznie jak i w środku, bardzo dobrze wpisuje się w estetykę i przekaz małego słoweńskiego stowarzyszenia kosmetycznego – Modern CosmEthics, którego celem jest promocja produktów naturalnych i etycznych w zakresie kosmetologii. Wizję stowarzyszenia określa bardzo ciekawy kontrast słowny – back-to-the-natural future. Celem stowarzyszenia jest rozpowszechnianie wiedzy i wartości tzw. cosmEthically active cosmetics, które odpowiadają na naturalne potrzeby skóry, a także bazują na ekologicznych składnikach, przy jednoczesnym udziale współczesnej wiedzy i podejścia kosmetologicznego. Przyznam, że bardzo chętnie zapoznałabym się dokładniej z działalnością stowarzyszenia i poznała jego twórców. Szkoda, że dzieli nas tak duży dystans. Cieszę się zatem, że tak ciekawa część działalności tej organizacji trafiła w moje ręce.

Zarówno strona internetowa stowarzyszenia, jak i opracowanie graficzne książki bardzo dobrze ze sobą korelują. Ich przekaz jest czysty, jasny, dopasowany do współczesnych trendów i odpowiadający treści. Muszę zwrócić uwagę na bardzo przemyślaną i dopracowaną wizualnie zawartość. W tak wielkim gąszczu informacji nie trudno o stworzenie wrażenia chaosu. Tutaj jednak zupełnie się tego nie odczuwa. Każdy ze składników, każda z opisywanych substancji jest przedstawiona konkretnie i czytelnie. Duże, ładne fotografie, jasne podziały, tabele, rożne wielkości i nasycenia czcionek odciążają nieco treść, sprawiając wrażenie lekkości – zarówno graficznej, jak i po prostu – dla naszego mózgu. O wiele łatwiej przyjmuje się wiedzę odpowiednio posegregowaną i rozmieszczoną na papierze. Dodam też, że dzięki ilustracjom, książkę przegląda się przyjemnie i z radością. No… chyba, że to jednak takie moje zawodowe wariactwo… bo ja zwyczajnie lubię sobie takie książki czytać!

 

 

TREŚĆ

Jak już wspomniałam, jest to bardzo obszerna, wyczerpująca i dobrze przemyślana pozycja, obejmująca 482 strony, 26 rozdziałów i ponad 500 samych składników kosmetycznych. Bardzo spodobał mi się spory wstęp dotyczący kosmetyki naturalnej ogólnie, regulacji prawnych, rozróżnienia na naturalne i organiczne kosmetyki, czy chociażby symboli i certyfikatów obecnych w świecie ekokosmetyków. Nie brakuje tutaj także rozważań na temat bezpieczeństwa, czy też zasadności stosowania i używania niektórych ze składników – wspomniano na przykład kontrowersje wokół stosowania tlenku cynku i dwutlenku tytanu w produktach przeciwsłonecznych.

Następnie przechodzimy do rozdziału dotyczącego skóry – jej funkcjonowania i budowy. Rozlegle opisano poszczególny typy skóry, co pozwala lepiej zrozumieć jej potrzeby i pielęgnację. Nie mogło też zabraknąć specjalnego rozdziału o typach samych kosmetyków i sposobach “transportu” substancji czynnych wgłąb skóry. Przyznaję, że sporo tu wiedzy, tej bardziej chemicznej, nieco trudniejszej, ale wciąż – mocno ciekawej.

 

 

W końcu jednak przechodzimy do tej encyklopedycznej części, którą otwiera to, z czym naturalna kosmetyka kojarzy się najczęściej – masła i oleje roślinne. A dokładniej – całe bogactwo maseł i olejów! To najdłuższy rodział w książce i cóż – trudno się dziwić. Jest to rodzaj praktycznego poradnika dla każdego. Nie wiesz, po jaki sięgnąć olej? Nie wiesz, czym charakteryzuje się ten, który już kupiłaś? Zaglądasz do książki! Każdy z wyszczególnionych tutaj roślinnych tłuszczów ma konkretnie przygotowany opis, na który składa się nazwa łacińska, rodzina, część, z której się go pozyskuje, nazwa z INCI, opis, skład i charakterystyka, porcja ciekawostek oraz polecenie do codziennej pielęgnacji. W moim odczuciu jest to bardzo, bardzo praktyczne i czytelne.

Potem następują kolejne rozdziały, kolejne składniki. Oj, sporo rozdziałów i sporo składników. Spójrzcie na powyższe zdjęcie – myślę, że będzie to najlepszy wgląd w treść książki. Jest tu ogrom wiedzy, bo każdy z rozdziałów poprzedzony jest wstępem, który ma wyjaśniać poszczególne zagadnienia i który bardzo ułatwia poznawanie nowych substancji. Część ze składników znałam, o części słyszałam, inne z kolei były dla mnie całkowitą nowością. O części doczytywałam z dużym zaciekawieniem. Część, przyznaję, jedynie omiotłam wzrokiem – nie jest to bowiem wiedza, którą można przyswoić szybko i łatwo. Jest to jednak ogromne ułatwienie w penetrowaniu gąszczu kosmetycznych składników, o których nie mamy wiedzy, a które chcielibyśmy poznać lub choćby dowiedzieć się, czy nie są dla nas szkodliwe. Albo odwrotnie – jeśli poszukujemy składników, które miałyby nam pomóc zwalczyć konkretne przypadłości dermatologiczne.

Podoba mi się to, że o części z opisywanych składników, które mają pochodzenie naturalne, pisze się tu po prostu, że nie są używane we współczesnej naturalnej kosmetyce, choć przyznam, że byłabym bardziej usatysfakcjonowana, gdyby dobrze wyjaśniono – dlaczego. Jak już wspominałam, nie pomija się także kontrowersyjnych składników, pisząc wprost o tychże kontrowersjach.

Jeśli miałabym mieć zastrzeżenia, to do faktu, że dane składniki figurują pod ich konkretnym jednym zastosowaniem, podczas gdy w rzeczywistości mają bardzo rozlegle oddziaływanie na skórę. Niemniej jednak zapewne ciężko byłoby inaczej całość uszeregować i przekazać w sposób możliwie przejrzysty. Składniki jednak, przyznaję, mają każdorazowo opisane swoje inne działanie od tego głównego, zgodnego z tytułem rozdziału.

Ach, brakuje mi także całego bogactwa substancji zapachowych, całej magii olejków eterycznych, mocy aromaterapii. Domyślam się jednak, że tak rozległa dziedzina znajdzie się w kolejnym tomie autorstwa stowarzyszenia.

Dodam jeszcze, że każdy z rozdziałów zakończony jest szeroką bibliografią, co może być bardzo przydatne dla osób, które są w trakcie pisania prac dyplomowych lub po prostu – chciałyby dokładniej zgłębić temat.

Przyznam, że ciężko mi oceniać książkę pod kątem naukowym – nie mam odpowiedniego wykształcenia i aż tak rozległego doświadczenia. Z chęcią jednak zaufam całej rzeszy specjalistów, którzy są autorami i recenzentami tej pozycji. Więcej o nich przeczytacie TUTAJ.

 

 

DLA KOGO

Dla każdego! Jest to książka, którą po prostu warto mieć w domu. Książka dla wszystkich tych, którzy wierzą w świadomą pielęgnację, którzy dążą ku naturze, ale chcą mieć także porządne naukowe podstawy. Dla tych, którzy uczą się czytać składy kosmetyków. Którzy odkrywają ogromne bogactwo i moc roślinnych składników. Którzy eksperymentują i doświadczają. Którzy chcą wiedzieć, co stoi na półkach ich łazienki. Po co sięgać? Kiedy sięgać? Co warte jest swojej ceny?

Z drugiej jednak strony jest to także świetny pomocnik naukowy dla osób mocniej zaangażowanych w temat naturalnej kosmetyki. Dla studentów i profesjonalistów. Jest to bowiem rozbudowane kompendium wiedzy, przejrzysty podręcznik ułatwiający poruszanie się w świecie ekokosmetologii.

Myślę, że każdy może wyciągnąć z niego to, czego potrzebuje. Mniej lub więcej wiedzy. Może zgłębiać te praktyczne, codzienne porady lub wchodzić w te bardziej naukowe aspekty.

Sama, myślę, sięgnę do tej książki nie raz. Ba… sięgnę na pewno bardzo, bardzo wiele razy. Nie tylko dlatego, że akurat będę potrzebowała dowiedzieć się czegoś konkretnego o którymś z wyszczególnionych składników. Sięgnę po nią po prosu, aby po raz kolejny, na spokojnie ją przejrzeć. Powoli wczytać się w kolejną porcje wiedzy. Rozważyć ją sobie, przetrawić. Nie jest to bowiem coś, co służy jedynie szybkiemu przeglądnięciu.

Tym bardziej, że nie jest po polsku…

 

 

JĘZYK

No właśnie… nie jest po polsku. Jak już zapewne zauważyliście – całość jest w języku angielskim. Mam jednak dobrą wiadomość – jest to naprawdę bardzo dostępna wersja tego języka. Nie jest to bowiem język naukowy, no… stricte naukowy. Całość napisano w taki sposób, że sama odczytuję ją dosyć swobodnie. Czytanie nie sprawia mi zwyczajnie trudności, słowa są znane (w większości), a ich znaczenie jasne. Nie bójcie się więc tego angielskiego! Naprawdę nie ma czego!

A wręcz przeciwnie – myślę, że w przypadku uczniów i studentów może to być dodatkowy ciekawy aspekt studiowania książki – nauka branżowego języka w pakiecie!

 

 

DOSTĘPNOŚĆ

Zbliżają się Święta. Powoli, ale się zbliżają. Osobiście bardzo polecam tę książkę jako wartościowy prezent pod choinkę. Niestety nie należy do tanich, nie jest też bezpośrednio dostępna w Polsce. Niemniej jednak, z pełną stanowczością stwierdzam, że warta jest swojej ceny, a inwestycja może okazać się jedną z lepszych, na jakie się zdecydowaliśmy.

Przy tej okazji, poproszono mnie o przekazanie Wam, że do 15 listopada możecie zakupić książkę w przedsprzedaży, w specjalnej promocji – taniej o 20 euro (z bezpłatną wysyłką, wszędzie!). Czyli o całkiem sporo. Może więc to już najwyższa pora pomyśleć o świątecznych prezentach?

 

Książka Modern Cosmetics, Ingredients of natural origin dostępna jest TUTAJ.

 

Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy ze stowarzyszeniem Modern CosmEthics ze Słowenii.

Zauroczona: SAY Makeup

Z ogromną przyjemnością podziwiałam całkiem niedawno wejście na rynek nowej marki. Trochę z boku, śledząc medialne doniesienia. Do teraz jestem pod wrażeniem pomysłu, przygotowania, realizacji. Ale też samej koncepcji marki, jej komunikacji, identyfikacji wizualnej. No i oczywiście niezwykłej kampanii promującej nowe pędzle do makijażu SAY Makeup.

Tak bardzo spodobały mi się te zdjęcia, że i z Wami się nimi tutaj dzielę. Zajrzyjcie też koniecznie na stronę SAY – warta jest tego!

 

Kilka doskonałych pędzli i jedna wspaniała Ty. Tyle wystarczy, żeby za każdym razem opowiedzieć o sobie coś nowego. Cokolwiek chcesz wyrazić, teraz masz do tego odpowiednie akcesoria.

 

Dowiedziałam się, że dopełnieniem kampanii jest hasło #CreativeWorks. Co do mnie osobiście bardzo przemawia. Natomiast misją “marki jest przeświadczenie, że każda kobieta może stać się makijażystką, czerpiąc inspiracje od innych i testując nowe pomysły. Dzięki SAY Makeup kobiety w Nowym Jorku, Tokio i Warszawie mogą codziennie stawiać czoła nowym, makijażowym wyzwaniom, odkrywać tajemnice piękna i kreować swój niepowtarzalny styl.” Przyznajcie, że coś w tym jest.

Jakość SAY MAKEUP wynika z przywiązania do szczegółów. Każdy nasz pędzel został wykonany ręcznie, z wykorzystaniem certyfikowanych materiałów. Różnią się kształtem, rozmiarem i właściwościami włosia, ale wszystkie zaprojektowaliśmy z tą samą troską o delikatność i trwałość.

 

Oto szczegóły samej kampanii:

Zdjęcia – danieljaroszek.com
Produkcja: MAKATA STUDIO
Makijaż: Gosia Sulima
Włosy: Michał Bielecki
Stylizacje: Marcela Stańczyk
Mani-pedi: Nail It Warsaw

Zajrzyjcie na stronę SAY i na Instagram marki!

 

Before & After: Nasza Kuchnia

Kuchnia jest chyba najczęściej pokazywanym przeze mnie pomieszczeniem. Pomimo tego wciąż otrzymuję zapytania o całą masę szczegółów. Najwyższa więc pora na kolejny post z serii before & after z naszą kuchnią w roli głównej!

Powiem Wam, że chociaż co chwilę odnajduję w internecie zdjęcia coraz to nowszych, przepięknych, oryginalnych kuchni, w których także zapewne czułabym się dobrze, które także w pełni korespondują z moimi upodobaniami… pomimo tego, ta tutaj właśnie, nasza gołąbkowa kuchnia jest tą jedną jedyną, w której chcę codziennie zaczynać dzień od kawy, gotować, no, być po prostu. Już ją sobie w pełni oswoiłam, już mi w niej tak zwyczajni dobrze, już nawet prawie umiem obsługiwać wszystkie urządzenia! Dobrze mi tu wychodzi i stanie bez specjalnego sensu i gapienie się w okno i totalnie produktywne gotowanie najpyszniejszych dań. A jakąż miłością zapałałam do zmywarki! Nie umiem tego nawet wyrazić! Powiem tylko, że wcześniej nigdy zmywarki nie miałam, a różnicę w codziennej rutynie uważam za kolosalną!

Nasza kuchnia, choć miała być szara szara, ostatecznie została kuchnią gołąbkową. Nie wiem czy jest lepsze określenie dla tego koloru szafek – one zmieniają swój odcień od bardziej szarego, w kierunku niebieskości lub zieleni, w zależności od oświetlenia. Bywa to wręcz fascynujące.

Nasza kuchnia przeważnie jest zalana słońcem, co bardzo chciałam pokazać Wam na zdjęciach.

Naszą kuchnię wymyśliłam ja sama, choć z dużą pomocą stolarza i mojego męża.

W naszej kuchni jest to, co zawsze chciałam, aby się w niej znalazło – specjalne miejsce na wina i inne alkohole, witrynka, stolik śniadaniowy, wysoka szafka wysuwana – cargo (mega praktyczne), wysuwana szuflada na kosze na śmieci, granitowy zlew.

Bardzo też zależało nam na pełnej zabudowie, aż po sam sufit. Mamy sporo rzeczy, nie tylko stricte kuchennych, jak choćby moje warsztatowe i kosmetyczne utensylia, ale także i sporo wszelkich hobbystycznych akcesoriów mojego męża. Wszystko to chciałam zamknąć w szafkach.

Nie zdecydowaliśmy się na drewniane blaty. Głównie dlatego, że sama nie do końca umiałabym sprostać szczególnym wymaganiom ich pielęgnacji. Zdecydowaliśmy się więc na płytę laminowaną, która jak na razie sprawdza się bardzo dobrze. Co ważne, w tym samym “kolorze” można było wykonać inne elementy jak wnętrza szafek, półki czy konstrukcję na wino. Dzięki temu całość jest spójna i praktyczna.

Zastanawiam się jeszcze poważnie nad jasną rzymską roletą. Ale ta decyzja musi sobie dojrzeć. Na razie wystarcza zazdrostka i roleta zewnętrzna.

No dobra… zobaczmy, jak to było wcześniej…

 

 

A teraz…

 

 

A zanim przejdziemy do kolejnych zdjęć, porcja linków!

Sporo już Wam pisałam w poprzednich postach z serii Nasze Miejsce, pora jednak na małe podsumowanie.

W kuchni:

  • uchwyty – Domex.sklep.pl
  • płytki na podłodze – Vives Calvet Gris – Tanieplytki24
  • meble na wymiar – MebleKrak, a w nich
    • blat – Dab Canyon Kronopol
    • fronty lakierowane – kolor 0241 ICA
  • płytki na ścianie – Ceramika Color Glazura Emporio soft grey – Obi
  • granitowy zlew z Alezlewy.pl – to zlew Lavello Luxor z automatycznym syfonem i dozownikiem na płyn do mycia naczyń. Do zlewu dobrałam baterię tej samej marki (). Całość wyszła naprawdę pięknie. Jedynie co, to niedawno tata zamontował mi nową, ruchomą końcówkę do baterii – bardzo fajna!
  • moja idealna lampa miedziana Italux Emerald, ŚwiatłoiStyl.pl
  • ściany – biała farba Dulux – kuchnia i łazienka Easycare
  • miedziana patera – Wired z pt, store.
  • reling – czarna szyna do zawieszania – Ikea
  • przypomnę jeszcze TEN wpis o naszym piekarniku i o tym, jak zdobyć go w ciekawy, bezkosztowy sposób 🙂

 

 

Zauroczona: Anthropologie c.d.

Gdybym miała wskazać sklep, którym jestem całkowicie zauroczona, w którym wręcz jestem wprost zakochana i to od tak dawna… W którym absolutnie każda rzecz jest wyjątkowa, unikatowa i niezwykła… Który zawsze, ale to zawsze potrafi mnie zaskoczyć czymś całkowicie nowym… Do którego wchodzę, choć niestety tylko online, aby zachłannie przeglądać kolejne karty, zachwycać się i inspirować… Który niestety też jest wciąż nieosiągalny… Byłby to Anthropologie!

Niezwykły zbiór unikalnych, pozytywnych, oryginalnych przedmiotów, ubrań, mebli, dodatków i kosmetyków. Choć przyznam, że najbardziej lubię podglądać tę domową kategorię. I to i w amerykańskiej i w europejskiej wersji sklepu.

Z resztą, już nie raz pokazywałam Wam cuda rodem z Anthropologie!

Kiedy ostatnio weszłam sobie pooglądać, co tam nowego, znalazłam taką masę dobra, że musiałam się nią i z Wami podzielić! Stąd ten post i kilka przemyśleń. Wydaje mi się bowiem, ze estetyka Anthropologie jeszcze do naszego kraju nie dotarła. Wciąż króluje tu biały, zimny, północny minimalizm. Tymczasem na Zachodzie bardzo docenia się tak oryginalny styl, tak unikatowe przedmioty, tę energetyczną przestrzeń barw, ornamentów, struktur i wytworów nieco zwariowanej wyobraźni. Ogromnie żałuję, że tak daleko nam do oferty sklepu. Że wciąż jesteśmy szarzy i zachowawczy – ze mną na czele. Choć coraz mocniej się ku temu szaleństwu przełamuję. Coraz skrupulatniej wyszukuję do naszego mieszkania dodatki, które dodałyby mu nieco zwariowanej energii.

Jeśli nadal nie wiecie, co mam na myśli, zajrzyjcie koniecznie do Anthropologie. Albo zauroczcie się zdjęciami, które dzisiaj wybrałam!

S.O.S. dla Skóry

Mam oto dobrą wiadomość dla wszystkich alergików! Znana mi od dłuższego czasu koleżanka po fachu, autorka bloga Wielki Kufer, dziewczyna pełna pasji, zaangażowania i dobrej energii, zawsze oferująca dobre słowo i uśmiech, ona to, Monika Laskowska, moi drodzy, otworzyła niedawno sklep! Ale jaki! Jest to sklep “dedykowany wymagającej skórze” – S.O.S. DLA SKÓRY!

Jeśli więc borykacie się z problemami skórnymi, z alergią, atopią, egzemą, koniecznie poznajcie bardzo ciekawą ofertę kosmetyków pielęgnacyjnych dostępnych w sklepie Moniki.

Ja tymczasem poprosiłam samą Monikę o  kilka zdań na temat jej nowej działalności. Oto, czego się dowiedziałam!

 

Otworzyłaś wyjątkowy sklep. Opowiesz nam o nim? Co oferujesz, dla kogo.

W czerwcu otworzyłam sklep internetowy S.O.S DLA SKÓRY dedykowany osobom z wrażliwą i wymagającą skórą, która narażona jest na egzemę, AZS, alergie na składy kosmetyków i detergentów.  Takich osób jest coraz więcej, a wiem, że mają duży problem ze znalezieniem delikatnych kosmetyków i środków czystości. Błądzą, testując różne produkty, często narażając po drodze skórę na wysuszenie, świąd i zaczerwienienie. Obsługa w drogeriach stacjonarnych i internetowych często nie ma wiedzy co polecić takiej osobie i odsyłają klienta z kwitkiem lub oferują produkty, które są zbyt drażniące i zamiast pomagać – szkodzą. Sama borykam się z alergią kontaktową na dłoniach i wiem jak ciężko jest znaleźć dobry krem do rąk czy łagodny żel pod prysznic. W asortymencie mojego sklepu znajdują się delikatne kosmetyki do mycia i pielęgnacji  skóry dla dzieci i dorosłych z wrażliwą i wymagającą skórą,  detergenty i akcesoria takie jak gąbki do mycia naczyń, rękawiczki.

Skąd pomysł na taki właśnie asortyment?

Tak jak już wspomniałam wyżej sama od kilku lat cierpię na alergię kontaktową na dłoniach. Wiecznie sucha i piekąca skóra, swędzące czerwone plamy, czasem pękająca skóra lub pęcherzyki wypełnione płynem surowiczym i ogromny dyskomfort to główne cechy egzemy (wyprysku kontaktowego). Wszystko zaczęło się kilka lat temu kiedy to z racji pracy bardzo często myłam ręce, używając kosmetyków o nieciekawym składzie (tanie mydła w płynie). Miałam kilka sytuacji kiedy używałam żrących detergentów bez rękawic ochronnych. Do tego doszedł duży stres i moja skóra na dłoniach zaczęła silnie reagować na wszystko co się pieniło. Wszelkie szampony, mydła w płynie, żele pod prysznic czy płyny do naczyń. Wszystko co wytwarza pianę uczulało mnie potwornie. Oczywiście pierwsze co zrobiłam to wizyta u dermatologa, ale każde spotkanie w gabinecie kończyło się przepisaniem leków ze sterydami. Żaden lekarz nie zwrócił mojej uwagi na składy kosmetyków, nie zalecił zmiany stylu życia i rezygnacji z drażniącej chemii. Wypisywał receptę i twierdził, że tak już musi być. Uważam, że to nie jest wyjście, dlatego zaczęłam na własną rękę doszukiwać się przyczyn alergii. I tak po nitce do kłębka doszłam do wniosku, że głównymi winowajcami są kosmetyki z SLS i SLES czyli te, z drażniącymi środkami spieniającymi. Zaczęłam diametralnie zmieniać swoją pielęgnację. Zmieniłam kosmetyki, proszki do prania, całą chemię domową. Zaczęłam też o tym pisać na blogu i ku mojemu zaskoczeniu zaczęły się do mnie odzywać osoby z podobnym problemem. Okazało się, że takich osób jest znacznie więcej i każda ma mętlik w głowie czym myć naczynia, czego używać do kąpieli i czym smarować dłonie, aby problem z egzemą nie narastał. Do tego dochodził problem gdzie znaleźć delikatne produkty i kosmetyki. Chodzenie po mieście i zaglądanie do każdej drogerii czy apteki nie jest wyjściem. I tak pewnego dnia stwierdziłam, że chcę pójść z tym tematem dalej i otworzyć sklep, gdzie będą tylko delikatne, przeznaczone dla alergików kosmetyki i chemia domowa. Dzięki temu osoby, które borykają się z nadmiernie wysuszoną czy zniszczoną skórą, alergiami czy egzemą będą mieć swoje miejsce. Oszczędzą przy tym czas i pieniądze.

 

Jak wybierasz produkty, które oferujesz? Gdzie je wyszukujesz?

Produkty do sklepu wybieram z dużą starannością. Większość z nich sama przetestowałam na sobie lub polecają je inne osoby z podobnymi dolegliwościami. Ufam, że skoro sprawdziły się u dużej grupy osób, inni potrzebujący też będą zadowoleni.

Inspiracji na nowy asortyment szukam na forach internetowych przeznaczonych dla alergików, podczas rozmów z osobami o podobnych problemach, w katalogach z asortymentem firm kosmetycznych.

Staram się wyszukiwać mniej znane firmy, które robią bardzo dobre kosmetyki. Produktów z koncernów farmaceutycznych jest bardzo dużo i są w każdej aptece czy drogerii. Nie chcę tego powielać. Daję szansę małym producentom, którzy podchodzą do produkcji z misją, wkładają serce i ogrom wiedzy. Niestety nie mają tak dużych nakładów finansowych na reklamę.  Mam wiele takich produktów w sklepie, co bardzo mnie cieszy.

Co polecasz najbardziej. Czy masz swoje ulubione produkty?

Na tą chwilę mogę śmiało polecić Krem do pielęgnacji rąk z różnymi stanami zapalnymi skóry z polskiej firmy AVA. Kosmetyk zostawia na dłoniach delikatną powłoczkę niczym niewidzialne rękawiczki. To sprawia, ze skóra jest przez długi czas pod ochroną, nie jest sucha czy spierzchnięta. Nie ma też uczucia lepkości, która często towarzyszy treściwym kremom. No i podoba mi się to, że od razu po rozsmarowaniu można kontynuować pracę. To dla mnie bardzo ważne, bo pracuję w biurze z dokumentami i nie wyobrażam sobie mieć tłustych rąk, które mogłyby zabrudzić dokumenty.

Świetna jest też cała seria Białego Jelenia – Apteka Alergika. Delikatne kosmetyki myjące, bez drażniących SLS i SLES nadają się do pielęgnacji nawet bardzo wymagającej i wrażliwej skóry.

Klientom polecam też krem Paraderm z olejem konopnym, który ma bardzo dobre właściwości dla skóry zniszczonej egzemą, rybią łuską, łuszczycą. Polecany jest też pacjentom z wywiadem atopowym. Ma lekką lejącą się konsystencję, jest bezzapachowy, a w składzie ma olej konopny i miód! Poza tym fosfolipidy, kwas hialuronowy oraz witaminy B,E,F . To naprawdę dobry kosmetyk za nieduże pieniądze (tuba 85 g kosztuje 17,80 zł).

Zachęcam do przejrzenia oferty sklepu, bo naprawdę można znaleźć wiele perełek.

 

 

Opowiedz nam jeszcze o Twojej pozostałej działalności, bo jest tego warta!

Od 2012 prowadzę bloga Wielki Kufer, jest to blog bliski naturze. Oznacza to, że na swojej stronie poruszam tematy związane ze zdrowym stylem życia, zdrowym jedzeniem i obcowaniem w bliskości z naturą. Nie obce są mi tematy zero waste i less waste, bardzo zależy mi na tym, by propagować ekologiczny styl życia – wybieranie szklanych opakowań zamiast plastiku, rezygnowanie z reklamówek i wykorzystywania Eko toreb lub materiałowych woreczków na warzywa i owoce, nie marnowania żywności i dawania jej drugiego życia. Fascynuje mnie też naturalna pielęgnacja – tworzę podobnie jak Ty naturalne kosmetyki i środki czystości. Pasja tworzenia przerodziła się 4 lata temu w organizowanie warsztatów tworzenia naturalnych kosmetyków Eko warsztaty Wielki Kufer. Warsztaty prowadzę nie tylko w Trójmieście, robimy też wyjazdowe spotkania. Na każdym warsztacie tworzymy naturalne kosmetyki  z wysokiej jakości składników, pakujemy je w eleganckie opakowania, ozdabiamy rafią. Po spotkaniu każda uczestniczka zabiera kosmetyki ze sobą do domu. Zapakowane wyglądają jak śliczne, luksusowe prezenty z prawdziwego SPA. Każdy warsztat to także dawka solidnej wiedzy. Uczę jak wykorzystywać to, co dała nam Matka Natura, jak dobierać składniki, jaką pielęgnację stosować. Warsztaty są więc świetnym sposobem na spędzenie czasu w babskim gronie. Bardzo się z tym utożsamiam i jest to część mnie, a to chyba jest bardzo ważne, prawda?

Zapraszamy na S.O.S. DLA SKÓRY!

IN LOVE 15 i Ekocuda

Spójrzcie, jakie to cudowności znalazłam ostatnimi czasy!

1.Taki prosty a taki genialny! W sumie czasem to właśnie w prostocie tkwi piękno i siła. Tygodniowy planner z możliwością wyrywania kartek. Super! / Papierniczeni

2. Czy nie piękne? Kolczyki Naia z pozłacanego srebra, dwa różne, idealne, z masą perłową i białym howlitem / P D PAOLA w Showroom

3. Cudna! Teraz powiesiłabym taką właśnie! Lampa wisząca BUBBLES – tutaj pojedyncza / Step Into Design

4. Niezwykła szafa w kolorze indygo Blue Dandelion z gałeczkami z… dmuchawcami! / Migaloo

5. Jedna z cudniejszych nowych tapet Rebel Walls – Mirage! Markę, jak wiecie, lubię bardzo, co i na moich dwóch ścianach widać. Ten wzór to mój kolejny faworyt! / Rebel Walls

6. Ogromnie spodobała mi się idea pisania w pamiętniku tylko jednej linijki dziennie. Nigdy bowiem nie miałam cierpliwości do pamiętnikowej regularności… Pamiętnik „One Line a Day” kosmos / Rzeczownik

7. …i lampa BUBBLES w wersji mnogiej, z 14 szklanymi kloszami! Piękna! / Step Into Design

8. Podoba mi się idea takiej formy sprzedaży czystego, nierafinowanego masła shea, wrost z Ghany. Ciekawa jestem czy różni sie od tego, które znam na co dzień. / African Gold

9. Ten dywan zauroczył mnie od razu, choć niestety nie jest specjalnie… realny. Ale tyle w nim energii i radości! All Roads Texture-Striped Flatweave Rug / Anthropologie

10. Wzór ma boski, ciekawe tylko, jak leży! Trzeba będzie mierzyć! Wzorzysta sukienka / H&M

 

Cudowności, prawda?

Na koniec – dobra wiadomość! Mam dla Was zaproszenie na aż 3 edycje Targów Kosmetyków Naturalnych EKOCUDA!

Poznań, Gdańsk, Warszawa – to w tych miastach miłośnicy kosmetyków naturalnych będą mogli jesienią wziąć udział w Ekocudach, czyli największych targach prezentujących ofertę polskich i zagranicznych producentów kosmetyków naturalnych. Szeroka gama marek, z których można wybrać swoje ulubione „cuda”, w połączeniu z dużą dawką wiedzy ekspertów – to znak rozpoznawczy wydarzenia, które już od dwóch lat integruje społeczność zorientowaną na świadome i naturalne wybory. Wstęp jest bezpłatny.

Ekocuda to jedyne wydarzenie, podczas którego można poznać bliżej tak szeroką ofertę kosmetyków naturalnych, zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. Wystarczy przyjść, by mieć możliwość poznania, przetestowania i zakupienia szerokiej gamy kosmetyków naturalnych. Poza częścią wystawienniczą, odwiedzający mogą także liczyć na atrakcje, takie jak warsztaty makijażu wykonywanego naturalnymi kosmetykami kolorowymi oraz wykłady.

 

fot. Kamila Panasiuk

Wpadajcie więc na targi:

20-21 października – Gdańsk, Stadion Energa Gdańsk

27-28 października – Poznań, Concordia Design

17-18 listopada – Warszawa, Centrum Praskie Koneser

Najbliższe w Gdańsku!

 

Facebook