NapisałaAdriana Sadkiewicz

Przejęłam Instagram Rosy

Kochani, spieszę donieść, że całkiem niedawno przejęłam pieczę nad wizerunkiem na Instagramie marki, którą już zapewne trochę znacie – Rosa. Panna Poranna!





Cieszę się tym bardzo, bo marka jest bliska mojemu sercu. Pewnie dobrze już wiecie, ale na wszelki wypadek przypomnę, że stworzyłam jej identyfikację i na bieżąco tworzę dalsze grafiki, etykiety na nowości, kolaże produktowe etc. Tym bardziej więc z radością czuwam nad przeniesieniem mojego zamysłu na to, jak odbieracie Rosę przez tak popularne medium, jakim stał się Instagram.

Jest więc ciepło i botanicznie. Jest energia poranka i ciepłe promienie zachodzącego słońca. Są kolaże, z którymi mogę poszaleć i są zdjęcia tych wyjątkowych produktów, które Rosa ma w swojej ofercie.

Koniecznie więc zajrzyjcie na Instagram i zostańcie z Rosą na dłużej!

>>> @rosa.pannaporanna


Zachęcam tez oczywiście do zajrzenia do mojego portfolio – Lili Creative oraz na stronę Rosy – PannaPoranna.pl

Zostawiam Was z opublikowanymi już zdjęciami i grafikami. Po nowe wpadnijcie na Instagram!



Na koniec zapraszam Was jeszcze ponownie na mój nieco bardziej służbowy Instagram – na Instagram Lili Creative z moimi grafikami i fragmentami sesji produktowych!

>>> @lilicreative.pl


Wiosna jesienią czyli bzy we wrześniu

Ja to nawet pokazywałam Wam te bzy wiosną, kiedy się tylko pojawiły. W którymś zbiorowy wpisie zdaje się. Ale tkwię, o jeju jakże ja tkwię wciąż w tym bzowym zauroczeniu! I doprawdy mało co poprawia mi nastrój tak ekspresowo, jak ta codzienna dawka bzowych uniesień. I znudzić mi się nie chce!

Musiałam Wam więc o tych bzach napisać specjalny wpis. Tym razem bzy rosną nam jesienią! Albo inaczej – nawet w nasze zimy i jesienie możemy w domu mieć wiosnę! I to jakże wybujałą!



A chodzi oczywiście o wiosenną serię kosmetyków YOPE! Sama marka pisze o niej tak ładnie:

Trzy nowe zapachy kosmetyków YOPE, to wspomnienie czułych chwil wiosny i lata, słonecznych dni z dzieciństwa. To zapach bzu i róży kwitnących w ogrodzie, soczysta woń zerwanych malin i kompotu z rabarbaru. Trzy zapachowe ikony, które każdy z nas bezbłędnie identyfikuje, ale przełamane nieoczywistą nutą w zgrabnych duetach: Bez i wanilia, Mandarynka i malina oraz Rabarbar i róża. Uwolnią pozytywną energię i będą Ci towarzyszyć przez cały dzień!

Seria kosmetyków Bez i wanilia to spełnienie marzeń wszystkich tych, dla których wyraziście uwodzący zapach bzu w połączeniu ze smakowitą, deserową nutą wanilii, przywodzi na myśl pierwsze ciepłe dni wiosny. Orzeźwiający zapachowy minibar pachnie Mandarynką i maliną. To tu soczysta słodycz maliny i świeżość mandarynki dodadzą Ci energii i witalności, jaką czujesz podczas słonecznych letnich poranków. O rozkosznych, leniwych popołudniach w ogrodzie przypomina słodko-wytrawny Rabarbar i róża.

I choć inne zapachy z tej serii nie kupiły mnie w pełni, za bzem totalnie przepadłam! I tak, przy umywalce stoi i wdzięczy się pięknie, bo równie pięknie wygląda – mydełko bzowe, a balsam do ciała regularnie migruje między łazienką i sypialnią. W zależności od potrzeb i nastroju.

Domyślam się, że markę już znacie. Ciężko jej nie znać, tak szybko i prężnie się rozwija i podbija kolejne sklepy. I zawsze zaskakuje! Niezwykłymi połączeniami zapachowymi, coraz to nowszymi produktami, niezwykłymi opakowaniami, kosmetykami dla dzieci, ciekawymi akcjami marketingowymi, a ostatnio choćby – automatami do ponownego uzupełniania butelek po zużytych kosmetykach. Brawo! A jeśli dodamy do tego łagodne formuły, przyjazne składniki i niezwykle praktyczne duże pojemności kosmetyków w pięknych opakowaniach, mamy markę, z którą warto się zaprzyjaźnić.



No i ten bez… Ja sama wprawdzie wanilii tam nie wyczuwam, ale może to ona właśnie tak dobrze podbija ten kwietny aromat? Pisząc ten tekst co chwilę wącham dłonie, choć już jakiś czas temu je myłam, ale zapach wciąż się wokół nich unosi. Tak samo w przypadku balsamu – wsmaruje się tego trochę w skórę, a bzy pozostają z nami na długo! Przy okazji oczywiście mamy nawilżoną, miękką skórę. Czegóż chcieć więcej?

Polecam Wam bzowe kosmetyki z całego serca. Teraz jesienią, którą jest taka cudowna. Potem zimą, choć zimowe aromaty cytrusowo-korzenne też uwielbiam. I w ten najgorszy czas – luty i marzec, kiedy tak bardzo potrzebujmy kwiatowego ukojenia. Aż w końcu, nareszcie, znowu okoliczne krzewy pokryją się tym rozkosznie pachnącym kwieciem!


Moje bzy kupuję w Rossmannie, ale znajdziecie je wszystkie na stronie YOPE.


Nocne niebo

A gdyby tak wznieść się do nieba? Do gwiazd? Choć na chwilę…

Zapraszam na odrobinę niebiańskich inspiracji!

Bo taki mnie niebiański nastrój chwycił!



Cassiopeia – naszyjnik złoty z diamentami, opalami, topazem i kamieniem księżycowym / YES

Jedna z najpiękniejszych sukien ślubnych, jakie widziałam! / Yennefer In Bloom / Anna Kara

Nocna maska do włosów Sleeping Beauty – zawiera szereg składników odżywczych, wzmacniających i kondycjonujących włosy. Naturalny zamiennik silikonu, pochodzący z oleju makadamia chroni je przed zniszczeniami. Oleje: makowy i z kiełków pszenicy domykają łuski włosa i wygładzają je. Spirulina i ekstrakt z czerwonych wodorostów odżywiają włosy i wspierają ich odbudowę. Dzięki dodatkowi skrobi kukurydzianej włosy nie będą się puszyć / Anwen

Zamszowo-brokatowe cudne botki Glamoursy In The Shadow / Glamoursy

Pamiętnik „One Line a Day” kosmos – wspaniały sposób na zatrzymanie chwil – zaledwie jedna linijka na dzień, a ile wspomnień pozostaje! / Rzeczownik

Niezwykłe długie Kolczyki Hati Moon – sierp Księżyca pokryty jest plastrem z naturalnego kamienia-chryzokoli w kwarcu. Kamień ten symbolizuje moc kobiecej energii / Golden Rules

Kolejne w ostatnim czasie buty Anniel, no ale tkwię w zauroczeniu! Tym razem ANNIEL FRED z ręcznie naszywanymi gwiazdkami / Kafka Concept

Sesja produktowa Biolaven

Znacie już kosmetyki Biolaven? Jestem pewna, że przynajmniej je kojarzycie, prawda?

A jeśli jeszcze nie mieliście okazji ich wypróbować, to może teraz się skusicie. Wyobraźcie sobie zapach świeżo zrywanych winogron, takich naszych, wiejskich, prosto z płotu. Tych ciemnofioletowych o cudownie słodkim miąższu i kwaśnej skórce. Tak właśnie pachną te kosmetyki! Cudnie!

Niosą ze sobą moc winogron i lawendy. Dla mnie są więc kosmetykami końca lata, mojej ulubionej pory. Kiedy więc potrzebuję się przenieść w te nasze ukochane sierpnie i wrześnie, sięgam po Biolaven!



Biolaven jest jedną z marek z oferty Sylveco. Oferuje kosmetyki do twarzy i ciała. Wszystkie cechują się tym, że są bardzo łagodne, mają proste naturalne składy, w których króluje olej z pestek winogron i olejek lawendowy i wszystkie pachną winogronami. Zawsze trochę brakuje mi tego lawendowego aromatu, ale i zapach winogron można pokochać.

Cała seria wygląda, jak prowansalskie kosmetyki. Opakowania tworzą taki właśnie klimat w łazience, co osobiście także bardzo lubię.

To co, skusicie się? Znajdziecie wszystkie na stronie SYLVECO!


Dla marki zrobiłam ostatnio kreatywną sesję produktową, której fragmenty Wam tutaj załączam.


I oczywiście, jak zawsze, serdecznie zapraszam do mojego portfolio:

>> LILI CREATIVE <<

A także na mój graficzno-fotograficzny profil na >> Instagramie!


Wish list marzeń sennych

Co powiecie listę życzeń wyjętą wprost z marzeń sennych? Tych pastelowych, nierealnych, rozmytych niemal… Z dziwnymi stworzeniami, błyszczącymi kamieniami i dobrą energią?

Zapraszam Was na nowy senny wish list!



  1. Elastyczny pierścionek Opal – drobny pierścionek z opalu różowego i srebrnych kulek złoconych, o próbie 925 / Tambourine & Co.
  2. YOPE Aloes i lukrecja Naturalny żel do higieny intymnej – Koi i nawilża dzięki naturalnym składnikom aktywnym takim jak sok z aloesu, ekstrakt z lukrecji, hydrolat z jaśminu, alantoina i pantenol / YOPE
  3. ANNIEL HARPO – miękkie, sznurowane buty wykończone multikolorowym brokatem buty / Kafka Concept
  4. Mobile necklace gold – Subtelny pozłacany naszyjnik wykonany ze srebra oraz nieregularnej perełki / KOPI
  5. Alkemie Call It Magic – Magic Mixture – wysoce skoncentrowany, booster składników przywracających równowagę cery tłustej, mieszanej, trądzikowej, z rozszerzonymi porami. Jego zadaniem jest skuteczna pielegnacja skóry wytwarzającej nadmiar sebum, niezależnie od płci i wieku / Alkemie
  6. MIYA mySKINbooster Nawilżający żel-booster z peptydami – Ekspresowo nawilża, wygładza, koi. Ujędrnia, rozświetla, poprawia wygląd skóry. Zmniejsza widoczność zmarszczek i naczynek / MIYA cosmetics
  7. AUNA jagodowa odżywka do włosów w kostce – o słodkim zapachu letnich jagód! Jedwab owsiany, niweluje poczucie tłustych włosów, działa kondycjonująco oraz sprawia, że włosy są miłe w dotyku. Olej z czarnej porzeczki łagodzi stany zapalne skóry głowy, zapobiega wypadaniu włosów i powstawaniu łupieżu. Fioletowa glinka nie tylko pasuje kolorem do zapachu odżywki, ale również poprawia krążenie, pobudza porost włosów oraz starannie je oczyszcza. / AUNA
  8. Lady of Nature Perfumy botaniczne – Różowy Pieprz i Bez o zapachu różowego pieprzu, bzu i drzewa sandałowego / Kopalnia-Zdrowia.pl
  9. CRYSTALLOVE Spinka z Kamieniem Księżycowym / Pakamera
  10. Kurtka z kapturem w stylu lat dziewięćdziesiątych / Promod
  11. Kolczyki szklane łezki / Mango

Na co mi ten blog?

Na co mi ten blog?

Przyszło mi to pytanie do głowy w trakcie mojej ostatniej twórczej niemocy. W tym urlopowo-pourlopowym niebycie, kiedy człowiek nie może się odnaleźć w rzeczywistości. Zwłaszcza taki człowiek, który pracuje twórczo, a do tego jeszcze – w domu.

Na co mi więc ten blog? Skoro wielką blogerką już nie będę, a i muszę przyznać, że być nie chcę. Za mało życzliwości w tym dużym internecie… A i siły przebicia nie mam wystarczającej. I po prostu – potrzeby też brak. Ostatnio ktoś też pytał, czy zarabiam na blogu. Cóż, tak bezpośrednio to już od dłuższego czasu nie. Jedynie drobniejsze, sporadyczne akcje. Tutaj też, można powiedzieć – wyrosłam z potrzeby tworzenia treści jedynie w celach promocyjnych. Z resztą, ten cały influencerski świat tak się powiększył, że moja Lili nie bywa wystarczająco atrakcyjna. Sama też przestałam poszukiwać tego typu kooperacji, choć nie zamykam się na nie zupełnie. Jeśli coś jest warte pokazania, z pewnością chętnie to pokażę.

Nie da się też ukryć, że blogi powoli odchodzą w niepamięć. Że świat żyje teraz social mediami. I żeby porządnie funkcjonować, musiałabym w nich być. Ale tak wiecie – BYĆ. Intensywnie być. Mówić codziennie do Was na Instastory. Wiadomo. Tylko, że to też nie jest moja bajka. Lubię tworzyć treści, ale lubię też chować się w mojej anonimowości i tylko podglądać innych, jakże zdolnych często twórców.

Zastanawiałam się więc, co robić z tą moją Lili. Czy by gdzieś nie skręcić, nie zrobić rewolucji, nie przeobrazić się…



I już wiem co zrobić! Bo przecież wiem, na co mi ten blog! Wszystko zatem zostaje dokładnie tak, jak jest!

Czemu? Bo ta moja Lili, to taki jakby dom. Internetowy dom. Moje miejsce przytulne, w którym się dobrze czuję i które po prostu kocham. I wcale nie chce, aby stała się większa i mniej moja. Ma być taka, jak jest. Pokazywać to, co akurat siedzi mi w głowie, w sercu i gra w duszy.

Są więc trzy najważniejsze kwestie w całej odpowiedzi na to trudne pytanie – na co mi ten blog:

  1. Motywacja – nic nigdy tak bardzo nie motywowało mnie do rozwoju, jak właśnie ten blog! To dzięki niemu nie spoczywam na laurach i tworzę. Nic też tak nie sprzyja rozwojowi, jak możliwość pokazywania nieco szerszemu gronu odbiorców coraz to kolejnych etapów rozwoju. Moich małych osiągnięć, moich kreatywnych twórczych efektów rozlicznych kombinowań i starań. Moich fotografii i grafik. Nic też tak nie uczy i nie utrwala wiedzy, jak przekazywanie jej innym. Uczę się więc dużo o tematach, które mnie najbardziej interesują. O naturalnej pielęgnacji, o aromaterapii, o designie itp. I to wszystko dzięki Lili!
  2. Zachwyty – jako osoba, która co chwilę wpada w jakieś tam kolejne zachwyty i za nic nie potrafi zatrzymać ich dla siebie (toż byłoby to zwyczajne marnotrawstwo!), muszę mieć miejsce, które pozwala mi się nimi dzielić. Inaczej moi bliscy doprawdy nie mieliby lekko… Nie tłamszę ich więc w sobie, nie składuję na półeczkach w głowie, nie zatrzymuję na później, na nie wiadomo kiedy, tylko pozwalam im żyć. Lecieć, krążyć, przekazywać swoją energię dalej. Po prostu – uwielbiam się dzielić moimi odkryciami!
  3. Zarobki – pisałam wyżej, że już praktycznie nie zarabiam stricte na blogu. Jest to jednak moje najważniejsze źródło zarobków na własnej działalności. W jaki sposób? To dzięki Lili, co pisałam Wam już niejednokrotnie, trafiają do mnie moi klienci. Wszystko, czym się teraz zajmuję, ma swoje źródło właśnie tutaj. A czym się zajmuję ostatnio? W tym tygodniu zrobiłam sesję produktową kreatywną dla jednej z bardziej już znanych marek kosmetyków naturalnych, stworzyłam nowy wzór i etykietki na nowości kolejnej marki, przygotowywałam content wizualny na Instagram jeszcze innej, młodziutkiej, ale pełnej energii marki. Jestem też w trakcie tworzenia kolejnych identyfikacji wizualnych, przygotowuję coraz to nowsze oferty na warsztaty kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych (choć ta część mojej działalności w tych trudnych czasach pandemii ma się bardzo źle…). Dzieje się jednak na szczęście sporo. A to wszystko, naprawdę wszystko, dzięki Lili.

Sami więc rozumiecie – Lili musi pozostać taka jak jest. Moja. Spokojna, kolorowa, pełna inspiracji i moich odkryć, efektów moich twórczych eksperymentów i ciągłego głodu wiedzy. Musi też trwać, aby moja mała mała firma, moja jednoosobowa działalność miała rację bytu. Aby mogli mnie znajdywać ludzie, którzy czują podobnie.

Po to mi ten blog 🙂


Facebook