NapisałaAdriana Sadkiewicz

Liście w czekoladzie

Kochani,

Wczoraj natknęłam się na takie cudo i przyznam, że niemalże oniemiałam. Bo pierwszy raz w życiu usłyszałam o liściach w czekoladzie jako oryginalnej przekąsce na przyjęcia! Hmmm… co Wy na to? Wypróbujecie? Przepis i pomysł pochodzi z bloga A Subtel Revelry.
Wyglądają niezwykle. Ciekawe jak smakują:) Zauważcie też, że posypane są solą, co uwydatnia jeszcze smak ciemnej czekolady. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy – w przepisie są ewidentnie liście klonu, a na zdjęciach lipy. Czy ja nie do końca znam się na angielskiej nomenklaturze? 
Aby przygotować takie listeczki należy je najpierw dokładnie umyć i ususzyć. Wtedy przygotujemy – roztapiamy ciemną czekoladę i za pomocą pędzelka rozsmarowujemy ją na liściach. Całość posypujemy solą i odstawiamy do całkowitego zastygnięcia. Kiedy będą już gotowe, bardzo delikatnie je odklejamy od podłoża i oferujemy oniemiałym gościom. Ciekawe:)
Zdjęcia A Subtel Revelry.

Podpatrzone: Błyszczyk do ust

Witam Was, Kochani, w ten słoneczny (przynajmniej w Krakowie) poniedziałek! Jak się macie? Zaczynacie nowy tydzień z werwą i optymizmem czy dopadła Was jesienna nostalgia? U nas od kilku dni ciągłe święto. Odkąd wrócił mój mąż, cieszymy się sobą, spędzamy razem czas, bawimy się z Różą i odwiedzamy znajomych i rodzinkę. Ot, taka sielanka przynajmniej na kilka dni.
A żeby kreatywnie rozpocząć ten nowy tydzień mam dla Was dzisiaj przepis na smakowity błyszczyk do ust, znaleziony na Kojo Designs. Zostało Wam trochę ulubionej szminki? Nie wyrzucajcie jej, tylko przeróbcie na cudownie nawilżający i odżywczy prosty balsam-błyszczyk. 
Autorka wykorzystała następujące skłądniki:
  • 2 łyżi wosku pszczelego
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 2 łyżeczki oleju ze słodkich migdałów
  • kawałeczek szminki
  • pół łyżeczki błyszczącego cienia do powiek/pigmentu
  • 10 kropelek olejku eterycznego (np. miętowego lub pomarańczowego)

Wszystkie składniki, poza olejkiem eterycznym, należy rozpuścić w kąpieli wodnej, co jakiś czas mieszając. Gdy już będą dobrze połączone, wyciągamy miseczkę z wody i dodajemy  np. olejek miętowy. Całość mieszamy i za pomocą dużej strzykawki przekładamy do pojemniczków. Błyszczykom pozwalamy zastygnąć w spokojnych chłodnym miejscu. Wypróbujecie?

Zdjęcia i przepis Kojo Designs.

Pomysł: Dekoracja na Halloween

Kochani,

Łucja z Agulkowego Pola stworzyła nową sól na Lili Solne Wyzwanie! I to jaką! Przeniesie Was od razu na słoneczne włoskie wybrzeże. Oj, szczególnie teraz nam tego potrzeba. Sól nazwana została „Wakacje w Positano” i ma piękne niebiesko-żółte kolory. Cudo! Wpadajcie podziwiać TUTAJ i nadsyłajcie swoje pomysły. Czekam z ogromną ciekawością!
A ja znowu chciałabym wrócić dzisiaj do tematu Halloween. Tak mnie jakoś w tym roku dopada chęć, aby coś z tej okazji, pierwszy raz w życiu, zrobić. I chyba się skuszę! Zacznę od takich pomysłowych robali, które zalegną na lampie i będą straszyć gości. Ależ jestem perfidna:)
Pomysł znalazłam na Say Yes To Hoboken. Tam też znajdziecie instrukcję wykonania oraz, co najważniejsze, gotowe szablony z robaczkami do wydrukowania! Bo wystarczy je wydrukować na najlepiej papierze samoprzylepnym, wyciąć i nakleić po spodniej stronie abażura. Efekt zaskoczenia murowany! 

Owieczka

Brałyśmy z Różyczką niedawno udział w konkursie, organizowanym przez piękny blog Szafa Tosi. Niestety nie udało nam się wygrać, czemu się z resztą nie dziwię, patrząc na zwycięskie prace:) Laureatom serdecznie gratuluję. Cóż… nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dzięki konkursowi mamy przynajmniej kilka zdjęć z najukochańszą Owieczką, która jest najlepszym przyjacielem mojej córeczki. Miałyśmy też sporo wspaniałej zabawy przy ich robieniu. Postanowiłam zatem pokazać Wam fragment naszego zgłoszenia konkursowego. Nie muszę chyba dodawać, że dla mnie Różyczka zawsze i wszędzie będzie zajmowała pierwsze miejsce 🙂

Owieczka to TA zabawka. Ta jedyna. Najważniejsza. Owieczka
zawsze ukoi w smutku. Doda otuchy. Wyzwoli uśmiech na twarzy. Bez owieczki nie
da się zasnąć. To ona kołysze moją małą Różyczkę do snu. I ona pierwsza wita ją
każdego nowego dnia.
Owieczka znalazła się u nas przypadkiem. Znaleźli ją gdzieś
w wiejskim sklepie moi rodzice i kupili maleńkiej wnuczce. Nawet nie pamiętam,
kiedy to było. Zawsze chciałam, żeby Różyczka miała ukochaną zabawkę. Myślałam,
ze stanie się nią miś-kocyczek, ale Róża wybrała sama. Zakochała się miłością
dziecięcą, głęboką i naturalną. Od tamtej pory Owieczka towarzyszy nam
wszędzie. Stanowi zawsze najcenniejszy ładunek. Dbamy o nią bardzo, żeby nam
się gdzieś przypadkiem nie zapodziała.

Dzięki Owieczce po raz pierwszy zauważyłam w mojej córce
upór i własne zdanie. Było to wtedy, kiedy postanowiłam owieczkę wyprać, bo
straciła swój śnieżnobiały blask i zaczęła przypominać czarnego barana. Kiedy
pralka zakończyła działanie, chciałam po kryjomu wynieść Owieczkę na słońce na
balkon, aby choć trochę podeschła, zanim trafi w ręce dziecka. Niestety moja
szalenie wszędobylska córcia przyuważyła moment, kiedy wyciągałam zabawkę i
wkładałam ją cichcem pod bluzkę. Zaczęła biec za mną w kierunku balkonu z
nagłym płaczem, który oznaczał: „to moja Owieczka, gdzie mi ją bierzesz?”.
Ponieważ miała rację skapitulowałam i tuż przed wejściem na balkon odwróciłam
się i wręczyłam pluszaka Róży. Ta w jednej chwili się uspokoiła, chwyciła
Owieczkę, prychnęła, odwróciła się na pięcie i powędrowała z nią do swojego
pokoju. Ma dziewczynka charakter! I, żeby nie było – normalnie, kiedy płacze,
nie ustępuję jej, ale no… Owieczka to JEJ Owieczka. I trzeba to uszanować.

Facebook