NapisałaAdriana Sadkiewicz

Ja i mały tutorial na Halloween

Obchodzicie Halloween? Ja do tej pory po prostu nie miałam okazji. Ale tym razem postanowiłam się troszkę zabawić i już teraz przygotować i pokazać Wam moje halloweenowe oblicze! Przy okazji zapraszam do zabawy i Was. 
Wystarczy wybrać swoje zdjęcie, a potem uruchomić bezpłatny program PicMonkey.com i wyobraźnię! Twórcy PicMonkey udostępnili całe mnóstwo funkcji do obróbki zdjęć rodem z horroru. I chociaż nie wychodzi się może po takiej obróbce szczególnie atrakcyjnie, to jestem pod wrażeniem możliwości jakie ten program daje. A na dodatek wszystko jest bardzo proste.
Aby rozpocząć zabawę, wejdźcie na stronę główna picmonkey.com, a następnie kliknijcie „Edit a photo”. Nastęnie wybierzcie zdjęcie, które będziecie zmieniać. Pojawi się Wam ono na środku, a po jego lewej stronie będzie menu z wszystkimi funkcjami dostępnymi w programie. Na samym dole znajduje się wizerunek dyni z napisem „New”. To tam trzeba kliknąć.



Do wyboru macie sześć różnych opcji zabawy – wampiry, zombi, dzień śmierci, czarownice, demony i jeden zabawny „trick or treat”. Każda z opcji pomoże Wam zmienić swoje oblicze według tradycyjnego schematu, utrwalonego głównie dzięki amerykańskim filmom. I tak na przykład, po wybraniu opcji „wampiry”, za pomocą pędzla zmienicie odcień skóry, dodacie cienie pod oczami, wystające żyły, zmienicie wyraz oczu, dodacie kły i krew, przeobrazicie całą kolorystykę zdjęcia na mroczniejszą, wykorzystacie jedną z tajemnych tekstur, a na koniec umieścicie złowrogi tekst. Dla mnie bomba! 
Posiedziałam sobie chwilę bawiąc się możliwościami programu i muszę przyznać, że choć wyszłam upiornie to jestem z siebie dumna:) Czasu do Halloween jeszcze trochę mamy, ale polecam już teraz!

Czas oczekiwania

Dziwny jest ten czas oczekiwania. 

Można już właściwie powiedzieć, że Mąż mój kochany wróci z Afganistanu na dniach. Choć w wojsku to nigdy do końca nie wiadomo. 
Czas oczekiwania… Mogłabym go porównać od wyczekiwania świąt. Albo narodzin dziecka. Ale od dłuższego czasu na święta czekaliśmy razem. Róża też przyszła na świat po 9 razem spędzonych miesiącach. A teraz czekam ja na niego. Z naszą córeczką i wierną psiną. I już nie mogę.
Wszyscy mi mówią, że zleciało. Ale to wcale nie zleciało. Te pół roku bardzo mi się dłużyło i nie chciałabym nigdy ponownie tego przeżywać. Nie chciałabym już nigdy bać się o życie najbliższej osoby. Nigdy.
Czas oczekiwania pełny jest emocji. Nie życzę nikomu tego rozchwiania nastrojów. Raz odczuwam ogromną, euforyczną wręcz radość. Potem ściska mnie znowu w żołądku świadomość, że jeszcze tyle trzeba czekać. Następnie nastaje jakiś niczym nie uzasadniony strach. Duma, niepokój, zmęczenie, rozrzewnienie. I znowu radość. I tak w kółko…
Nawet przygotowania do wielkiego powrotu kojarzą mi się ze świętami. Dom już teraz lśni czystością po wielkich świątecznych porządkach. Dokładnie obmyślane jest też menu powitalnego obiadu. I kolacji. I śniadania. Zakupione są wystrzałowe ciuchy. Włosy zafarbowane. Wypróbowane kilka nowych maseczek. Kupiłam też specjalny zestaw różnych jego ulubionych piw i czekają teraz ładnie ułożone, tuż przy ogromnej czekoladzie (jedno oczywiście już się chłodzi w świeżutko wymytej lodówce). Ponownie muszę zrobić nieco więcej miejsca na półce w łazience na jego rzeczy. To samo w przedpokoju na wieszakach. Musimy znowu zmieścić gdzieś jego biurko i dosłownie milion różnych różności, które na pół roku zostały pochowane. Ustalony jest też termin wielkiej powitalnej imprezy. Oj, będziemy świętować!

Tylko o czym, no o czym ja zapomniałam?

Zdjęcie Lucy Rose – Flickr

Podpatrzone: czekoladowo-miętowy balsam do ust

Taki oto smakowity pomysł znalazłam dzięki autorce bloga Oh the lovely things na blogu Food Plus Words – na czekoladowo-miętowy uroczy balsam do ust! Jestem pewna, że pachnie i smakuje nieziemsko. A jaki prosty do zrobienia!

Autorka wykorzystała:

  • 1 łyżeczkę oleju kokosowego
  • 1 łyżeczkę oleju ze słodkich migdałów
  • 1 łyżeczkę masła kakaowego
  • 3-4 krople witaminy E
  • 1-2 krople ekstraktu miętowego (myślę, że olejek eteryczny miętowy się nada)
  • 3-4 małe czekoladki do pieczenia (spokojnie wykorzystajcie kawałeczek tabliczki)
Wszystko oczywiście należy roztopić w kąpieli wodnej i dokładnie wymieszać. Jeśli używacie olejku eterycznego, dodajcie go na samym końcu, kiedy składniki już odrobinę ostygną. Całość przelejcie do wyparzonego małego pojemniczka i pozostawcie do zastygnięcia. Mniam:)

Zdjęcia Food Plus Words

Pomysł: Nieco humoru w kuchni

Kochani,

Uśmiechać trzeba się często! W kuchni tym bardziej! Czy to w trakcie przygotowywania arcydzieła kulinarnego czy to podczas zwykłych codziennych czynności. No i ja mam prosty pomysł, jak ten uśmiech wywołać! Przygotujemy dzisiaj wesołe naklejki na kuchenne pojemniki, na których możemy umieszczać coraz to nowsze śmieszne napisy! Bo te naklejki to takie tablice do malowania kredą.

Do wykonania naklejek przygotujcie:
  • dobry humor
  • folię tablicową samoprzylepną – tutaj z Nanu Nana
  • ołówek, nożyczki
  • kredę
  • kilka kuchennych pojemniczków
I twórzcie Kochani, co Wam  do głowy przyjdzie! Wycinajcie z folii serduszka, kształty, ludziki, literki, napisy, kwiatuszki… no cokolwiek. Naklejki naklejcie na pojemniczki i napiszcie na nich coś, co Wam akurat przychodzi do głowy. A jutro zmażcie to i napiszcie coś nowego. A potem niech ktoś inny coś napisze. Wymieniajcie wesołe przesłania i zabawne rysunki. Dobra zabawa murowana! Ja jeszcze przykleiłam spory kawałek folii na szafkę z kawą przy czajniku i napisałam już coś miłego dla męża. Przeczyta sobie jak wróci. I mam nadzieję, że dopisze coś śmiesznego:) Ciekawa jestem Waszych pomysłów…

Facebook