NapisałaAdriana Sadkiewicz

Przepis na odżywczą babeczkę do ciała Blossom

Uwielbiam babeczki do ciała! Masełka podane właśnie w ten sposób są bowiem tak wspaniale urocze. A przy tym genialne dla skóry – mocno odżywcze i silnie regenerujące. Dzisiejszą babeczkę nazwałam Blossom z dwóch powodów – po pierwsze mamy lekko nabłyszczający kwiat z różowej miki, a po drugie ta mika nazywa się apple blossom.

A jak pachnie! Dodałam do niej jeden z moich ulubionych ostatnio olejków o zapachu białej herbaty. Wybitnie dodaje energii i przywraca dobry humor.

A teraz wyobraźcie sobie siebie po kąpieli, odrywacie kawałek kwiecistej babeczki, rozcieracie ją lekko w dłoniach, a następnie masujecie nią ciało. Otulacie się zapachem, czujecie przyjemne ukojenie na skórze, która staje się miękka i gładka. Hmm?

Do to dzieła!

babeczka-blossom-1-800

Babeczka do ciała Blossom

Składniki:

  • 20 g masła shea rafinowanego
  • 15 g masła mango
  • 10 g masła kakowego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 35 ml oleju jojoba
  • 5 ml olejku o zapachu białej herbaty
  • 1 łyżeczka miki apple blossom
  • foremka silikonowa z kwiatem

masła BliskoNatury.pl / olejek zapachowy ZielonyKlub.pl / mika Kolorowka.com

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk z masłami. Pod koniec dolewamy olej, całość mieszamy, a ogień zmniejszamy do minimum. Do osobnej miseczki przelewamy ok. 2 łyżki roztopionych tłuszczy, dosypujemy do nich mikę i dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji, a następnie przelewamy na spód foremki, tak aby pokryły kwiat na spodzie. Jeśli zabrudzą nam się ścianki foremki, wystarczy przetrzeć je ręcznikiem papierowym. Foremkę odkładamy na 10 minut do zamrażalnika.

Po tym czasie wyciągamy formę i ściągamy pozostałe oleje z kąpieli wodnej (pozostały na najmniejszym ogniu, aby nie stężały). Kiedy nieco ostygną, dolewamy olejek zapachowy i całość mieszamy. W międzyczasie warto nakłuć lekko widelcem różowy kwiat w foremce, aby lepiej trzymał się całości (nie przebijając go jednak). Odczekujemy jeszcze chwilę, aby temperatura mieszaniny opadła. Kiedy jej brzegi zaczną delikatnie twardnieć, przelewamy ją do foremki i odstawiamy do stwardnienia. Przed wyciągnięciem z formy, wstawiamy babeczkę na 10 minut do zamrażalnika.

babeczka-blossom-3-800

A byliście ostatnio w Lili in the Garden?

Zapraszam cieplutko! 🙂

pudelka-800-2

Botaniczne motywy w opakowaniach

Uwielbiam botaniczne motywy przeniesione ręką zdolnych grafików na formy użytkowe. Uwielbiam wszystko, co łączy stare ryciny, pełne magii i historii, ze współczesnym designem. Podglądam, pełna zachwytu, a potem sama kombinuję, czego efekty czasem możecie w Lili zauważyć.

Zobaczcie więc, jakie cuda niedawno znalazłam! Jakże chętnie korzystałabym z tych wszystkich produktów, kupowała je, podarowywała! Więcej takich roślinek i zwierząt na co dzień poproszę! Albo… choć trochę!

1. Noa Relaxation

Przepiękne butelki, które skrywają napoje, oparte na naturalnych składnikach, które mają pomóc zredukować stress i zachować wewnętrzną harmonię. / źródło

201 202 203 204

2. Meridian

Całkowicie niezwykłe opakowania kosmetyków, którymi się zachwyciłam (a podesłała mi je kiedyś jedna z moich cudownych czytelniczek, dziękuję!). Niby takie ble-robaczki, ale jak to wszystko pięknie współgra, jak oryginalnie wygląda, jak wspaniale łączy się z kampanią reklamową (poniżej). Och i ach! / źródło

205 206 207 208 209 210 211 212

3. Love Me, Possess Me

Czy zwykłe papierowe torby mogą zachwycać? Ano mogą! / źródło

 

213 214 215

4. The Seventh Duchess

Ziołowe herbatki nieco inaczej. Piękniej, delikatnie, kobieco. Chce się kupować, pić i ustawiać potem na półkach. / źródło

 

216 217 218 219 220 221

5. Sweet Botanicals

Niezwykłe cukierki, które wyglądają w opakowaniach jak czekoladki. Wspaniałe! / źródło

 

222 223 224 225

6. Tealicious

Tealicious to mały sklepik herbaciany we Florencji.  Musi być piękny, skoro można w nim zakupić tak piękne herbaty! / źródło

 

226 227 228 229 230

7. Xoco

Ależ mamy tu sporo kakaowca! W samej czekoladzie 90 % kakao, an opakowaniach jeszcze więcej! Takie to proste, a takie pomysłowe i eleganckie! / źródło

231 232 233 234 235

8. Fleur

Kwiaciarnia, w której z pewnością mogłabym się zakochać! / źródło

 

236 237 238 239 240 241 242

Mały Biznes / Migawki 04 / feedback

Któryś z banków wypuścił ostatnio bardzo fajną serię reklam. W ostatniej pewna dojrzała pani chce spełnić marzenie o wyjeździe do Katmandu. Wszyscy jej to odradzają, ale ona i tak się decyduje, oszczędza i jedzie. W podsumowaniu pojawia się stwierdzenie: „wysłuchałam innych, ale posłuchałam siebie”.

Bo wiecie jak to jest – każdy wie swoje. I, co gorsza, każdy wie najlepiej. Na co dzień spotykam się z tym, że to inni chcą mi narzucić, jak powinien wyglądać mój blog, co powinnam sprzedawać, a czego nie, na czym się skupić, o czym pisać, co pokazywać, jak pokazywać, itp.

Z pewnością, w większości przypadków, tego typu informacje, które do mnie dochodzą, powodowane są bardzo dobrymi intencjami, chęcią pomocy czy doradzenia. Doceniam to. Naprawdę.

Ale… No właśnie – ale… ale gdybym naginała się do tych wszystkich dobrych rad, dawno zatraciłabym coś, co staram się w sobie tworzyć, mój własny, indywidualny styl, moją osobistą wizję tego, jak chcę być odbierana ja i to co robię. W gąszczu takich samych, powtarzalnych, nieciekawych kreacji, chciałabym, aby to co tworzę wyróżniało się, było nieco inne, trochę ciekawsze, godne zauważenia. Zależy mi na tym, aby treści, które pokazuję czy na blogu, czy w sklepie odróżniały się i zapadały w pamięć. Żeby całość była trochę zwariowana, trochę merytoryczna i praktyczna, mocno soczysta, kolorowa, kiedy indziej czysta, minimalistyczna, ale na pewno inspirująca. Dlatego bardzo chcę słuchać siebie i tego co mi radzi intuicja.

Ale…

No, ale w biznesie jest jeszcze druga strona tego indywidualnego medalu.

Nie jestem artystą, który tworzy, nie bacząc na innych, w szale swym twórczym i bezkompromisowo.

Ja mam bowiem Was, drodzy czytelnicy, mam też klientów – czy to w sklepie czy tych, dla których tworzę grafiki. Nie mogę być ślepa na feedback który od Was dostaję, pomimo tego, że może nawet wzrasta we mnie niepokojące poczucie buntu.

Co więcej, wszystkie te uwagi i opinie to tak naprawdę ogromna wartość. Po pierwsze dlatego, że mam na tyle zaangażowanych czytelników/klientów, że chcą przy mnie nieco dłużej potrwać. Po drugie, ja sama mogę nie dostrzegać tak wielu różnych szczegółów czy wręcz bardzo istotnych rzeczy, które dostrzegają inni. W swym zacietrzewieniu bowiem, umykają nam pewne kwestie i naprawdę dobrze, że ktoś chce je nam uświadomić.

Trzeba więc wysłuchać innych, wsłuchać się w siebie i wyciągnąć najlepsze wnioski. Tak, aby osiągnąć kompromis pomiędzy naszą wizją, a jasnością odbioru czy użytecznością. Aby zachować możliwą harmonię między własnym stylem i oczekiwaniami odbiorców. Jedno i drugie jest równie ważne.

Staram się więc zmieniać, dostosowywać, uczę się nowych rzeczy, ciągle poszukuję, słucham rad i poddaję się, kiedy uznam, że ktoś inny faktycznie może wiedzieć więcej czy znać się na czymś lepiej. Mam jednak czyste sumienie i poczucie, że to co robię, dokładnie mnie odzwierciedla.

A jak Wy sobie radzicie z feedbackiem, który otrzymujecie? Staracie się dopasowywać czy mocno trwacie przy wytyczonej ścieżce?

 

Wrześniowa szafa z lekkim twistem

Nie poddajemy się powakacyjnej depresji, prawda?

A wiecie co pomaga zachować dobry, radosny nastrój? Zakupy! Znalazłam więc kilka rzeczy, idealnych do wrześniowej szafy, które dodadzą jej lekkiego, pozytywnego twista! Żeby było kolorowo, ciekawie, niebanalnie i optymistycznie! I żeby taki właśnie był wrzesień!

Dodałam tam oczywiście trochę biżuterii Lili in the Garden, no ale nie mogłam się oprzeć – pasuje idealnie!

wrzesień

1. Krótka kurteczka z haftem i chwościkami / Zara

2. Spodnie z kolorowymi wstawkami / Desigual – Zalando

3. Cudna apaszka afrykańska / Promod

4. Marchewkowy brelok Happy Moments / Zara

5. Geometryczna koszula oversize / Topshop

6. Koszula z kokardą / Vero Moda – Zalando

7. Kurtka dwustronna – z jednej strony kwiecista, z drugiej – kropkowana / Springfield

8. Wiszące kolczyki z piwnymi kwarcami / Lili in the Garden

9. Bomberka w jesiennych kolorach / Topshop

10. Kolczyki Luna z mlecznymi chalcedonami / Lili in the Garden

11. Naszyjnik Fairy z karnelianem / Lili in the Garden

12. Bluzka z falbanami / Bershka

W roli głównej: Planeta Organica Organiczny żel – peeling enzymatyczny do twarzy

Najwyższa pora na kolejne zachwyty! Wracamy tym razem do kosmetyków. Muszę Wam bowiem, koniecznie muszę, polecić naprawdę fajny peeling!

W roli głównej wystąpi zatem Organiczny żel – peeling enzymatyczny do twarzy znanej nam już dobrze rosyjskiej marki Planeta Organica. Moje ochy i achy mogłabym streścić w trzech słowach – skuteczny, łagodny i taniutki, ale mogłoby to nie wystarczyć. Zacznijmy zatem od otoczki…

Peeling wędruje do nas w naprawdę ładnym, reprezentacyjnym kartoniku, większym od samej buteleczki jakieś trzy razy. Dzięki temu całkiem dobrze może posłużyć za prezent. Ot, choćby dla nas samych. Sam preparat zamknięto w eleganckiej, charakterystycznej dla manufaktur, buteleczce w ciemnego szła z praktyczną pompką. Etykietę ma śliczną, ale w całości w cyrylicy. Cóż, nie ma ideałów… Idealną ma za to cenę – za 50 ml, które starcza na naprawdę długo zapłacimy 13-15 zł.

peeling 2

Czy jednak warto nawet tyle wydać na rosyjski specyfik? Warto, warto! Peeling jest naturalny, oparty na naturalnych enzymach z papai i ananasa i kwasach AHA. Do nich dodano całe bogactwo roślinnych ekstraktów i olejów, które bardzo lubię, np. olej z nasion marchewki, makadamia, awokado, z pestek winogron czy oliwę. Z ciekawszych składników mamy olej z gwajakowca lekarskiego i ekstrakt z rośliny o nazwie eclipta, o których wcześniej nie słyszałam, olejek z limonki, z drzewa nim, ekstrakt z echinacei, trzciny cukrowej, lukrecji, cytryny, rozmarynu, itp. No, wiele tego, skład przeogromny, ale najwyraźniej twórcy peelingu wiedzieli, co robią.

Nakłada się go na czystą skórę i pozostawia na 10 minut. Peeling jest naprawdę łagodny, a przy tym bardzo skuteczny. Skóra po nim jest widocznie oczyszczona, mięciutka i niezwykle przyjemna w dotyku. Producent nie kłamie pisząc, że kosmetyk „udoskonala mikrocyrkulację, podnosi sprężystość skóry, odświeża i zrównuje koloryt twarzy.” Peeling nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienienia, nie pozostawia efektu ściągniętej skóry. Po jego użyciu oczywiście przemywamy twarz tonikiem i nakładamy krem. Po takim zabiegu aż będziecie chciały dotykać buzi!

Peeling z BliskoNatury.pl

 

peeling 3

Te 3 rzeczy – na okrągło

Mam dzisiaj dla Was 3 okrągłe rzeczy, w których się zakochacie! Piękne, prawda?

1. Jeden z najładniejszych talerzyków na pierścionki, jakie widziałam! No i ponoć słonie przynoszą szczęście! Ten jest wyjątkowo uroczy. I jeszcze te złote zdobienia! Och i ach! / Anthropologie

2. Od dawna marzy mi się specjalna deska do serwowania serów i innych przystawek. Ta wygląda wyjątkowo wspaniale! / Leif

3. Moja dżinsowa kurtka aż prosi się o jakąś przypinkę. Ta jest wprost idealnie magiczna! Z tymi małymi gwiazdozbiorami… Cudo! / oh no rachio!

Na koniec małe ogłoszenie – żegnamy lato w Lili in the Garden z 15% zniżką (z kodem „konieclata”). Zapraszam Was ciepło do sklepu!

zegnamy latomale

 

Facebook