Początek roku sprzyja planowaniu, postanowiłam więc podrzucić Wam praktyczne tygodniowe planery!
A że ptasie etykietki na prezenty bardzo Wam się spodobały, planery także są ptasie. Cóż… i mi te ptaki jakoś z głowy nie mogą wyjść. I doprawdy, przyjemniej się planuje w towarzystwie ptaszynek.
Planery mają taki układ, jaki ostatnimi czasy uważam za najlepszy dla mnie. Najbardziej praktyczny i wygodny. Jest więc tabela z dniami tygodnia, ale też sporo miejsca na tygodniowe notatki i plany wszelakie. Tutaj spisuję sobie wszystko to, co chciałabym w tym tygodniu zrobić, zawodowo i nie tylko. Potem tylko odhaczam lub skreślam kolejne pozycje. Ale muszę mieć to uwidocznione, musi być na papierze. Wtedy ma większą wartość 🙂
Jest też taki mały drobiazg ode mnie! Ot, mała adnotacja: „super, bo…”. Napiszcie tu sobie w każdym z tygodni, dlaczego ten właśnie jest wyjątkowy. Co takiego się wydarzy, jaki macie nastrój, na co czekacie. Taki drobiazg, a sprawia, że tydzień staje się piękniejszy!
Oby więc się przydały!
Planery należy ściągnąć na komputer, klikając w poniższe przyciski, a następnie wydrukować.
Ogromnie, ale to ogromnie podoba mi się połączenie tradycji i nowoczesności w kolekcji mebli Gebrüder Thonet Vienna!
Nie mogło więc być inaczej! Oto przed Wami kolejne moje zauroczenie. Klasyka w całkiem nowym wydaniu. Meble, które widziałabym w uroczym hoteliku, ale i u siebie w domu. Przywracają wspomnienia o dawnych fotelach bujanych z charakterystyczną siateczką, a jednocześnie są tak całkowicie współczesne, inne, oryginalne, no, piękne wręcz.
Kojarzycie te klasyczne krzesła Thonet, prawda?
Pierwsze z nich powstało w 1850 roku, a w kolejnych latach stworzono całkiem sporo jego wersji. Charakterystycznie gięte, obłe, tak wtedy, jak i teraz – tchnące i nowoczesnością i elegancją. Model krzesła oznaczonego numerem 14 wyprodukowano w ponad 50 milionach sztuk w latach 1850 – 1930!
Ich twórca Michael Thonet (1796-1871), z pewnością z radością podziwiałby nowe oblicze firmy, tworzonej przez jego następców w Wiedniu.
Jeśli dobrze rozumiem zawiłości ścieżki marki, obecnie istnieją różne jej odłamy, opierające się na imieniu i historii Michaela Thoneta. Niemniej jednak to właśnie kolekcja Gebrüder Thonet Vienna zauroczyła mnie najbardziej. Dokładnie tak powinno się interpretować tradycję i dostosowywać ją do obecnych trendów.
Nie wiem jak Wy, ale ja zamiast pełni nowej energii, wkraczam w ten 2019 rok w raczej nostalgicznym nastroju. Może to kwestia przeziębienia, może to ta ponura pogoda za oknem, może pustka pozostała po cudnych Świętach i Sylwestrze? Ciężko mi się zebrać w sobie i ruszyć, wejść w codzienną rutynę, głowa chwilo nie tworzy pomysłów, a wszystkie „zeszłoroczne” gdzieś mi umknęły…
Może to też dlatego, że szykują się zmiany i to do nich próbuję się aktualnie pozytywnie nastawić? Od poniedziałku będę znowu chwilowo bemężna, choć tym razem nieco inaczej niż do tej pory, bo przez 3 miesiące mąż będzie daleko, ale jednak w kraju. I na weekendy będzie do nas przyjeżdżał. Niemniej jednak, znowu trzeba się będzie przestawiać na całkiem inny tryb codzienności.
Ażeby więc marazm nie dopadł mnie zupełnie, żeby jakoś rozruszać blog w ten Nowy Rok, żeby się zmotywować i doenergetyzować, postanowiłam zacząć ten całkiem nowy sezon poświąteczny wpisem nieco innym niż poprzednie.
Wpisem dziewczyńskim, dobrym, kolorowym, którego zadaniem jest stworzenie dobrej energii, chęci do działania i przywrócenie kreatywnej myśli w mojej głowie.
Bo wiem dobrze, że jak już się raz zacznie to potem przestać nie można!
Oj, najwyższa już pora na kolejny post z serii „Before & After”! Tym razem zaprezentuje się Wam nasz salon w wyjątkowej, bo świątecznej oprawie!
Przypominam, że poprzednie wpisy wnętrzarskie z pozostałymi pomieszczeniami z naszego mieszkania i całą maaaaaaasą inspiracji znajdziecie w kategorii NASZE MIEJSCE. Zajrzyjcie koniecznie!
Co bardziej uważni na niektórych zdjęciach znajdą naszą sunię Misię, która biedna straciła swój stały kącik na rzecz choinki. Cóż… taki sezon 🙂 W każdym razie, zapewniam, że nie wygląda na szczególnie zatroskaną tym problemem.
Przejdźmy jednak do rzeczy!
Nasz salon, a właściwie pokój dzienny pełni kilka funkcji – jest to w końcu jedynie część mieszkania, musimy więc wykorzystać przestrzeń możliwie najpełniej. Mamy więc tutaj mój kącik do pracy, który już jakiś czas temu pokazywałam Wam w Lili (kliknijcie we wcześniejszy link). Mamy niewielką jadalnię z małym stołem, który jednak potrafi się rozłożyć i przyjąć miłą grupkę gości. Mamy kąt z witrynką na papiery wszelakie i miejscem dla psa (i dla choinki). Mamy w końcu przytulne zacisze wypoczynkowe, które osobiście uwielbiam 🙂 Zwłaszcza teraz, bo kiedy zaświecę wszystkie świąteczne światełka, a mamy je jeszcze na tarasie, jest tam tak milutko, cieplutko i spokojnie!
Co ważne jest też jeszcze odrobina miejsca na szaleństwa wszelakie – czy to imprezowe tańce czy wygibasy z dziećmi. Wszystko tak jakoś zgrabnie się zmieściło!
A jak było kiedyś? Na początku tej trudnej wędrówki?
Było o prostu pusto. Potem wnętrze zamieszkały pomysły, masa pomysłów. I pan fachowiec 🙂
A jeszcze później wszystkimi tymi pomysłami zajęły się dziewczyny z pracowni projektowej JOOKA.PL.
Przypominam tu wpis o tym, jak współpracować z architektem wnętrz i jak powstawała poniższa wizualizacja naszego salonu – TUTAJ.
Ładne te wizualizacje, prawda?
Trochę jednak namieszałam i ostatecznie nasz salon wygląda tak!
–
W salonie znajdziecie:
–
1.Moja ukochana, trochę szalona i na pewno nie do przegapienia – lampa Modern Orchid ze Step Into Design – zajęła centralne miejsce w salonie i jest jego główną ozdobą. Zajrzyjcie jednak na stronę marki i pooglądajcie inne przepiękne lampy – zakochacie się! / Step Into Design
2. Różne rzeczy inni na nim widzą… dla mnie jednak jest to pejzaż nadmorski, spokojny, nienachalny, choć przyznam, kusi mnie, aby dodać mu jakieś zwariowane sąsiedztwo! Niemniej jednak bardzo polecam i sam obraz Congelado i pozostałe obrazy i plakaty z Mix Gallery
3. Już o tym wspominałam, ale przy okazji tego wpisu muszę powtórzyć – jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z tego narożnika! Dokładnie taki chciałam 🙂 Szary, na nóżkach, twardy, rodzinny, dziecioodporny, rozkładany, z wyższym zakończeniem z obu stron. Bardzo polecam – to narożnik Jesper z MP Collection, ale dostępny w salonach BRW (tam też go kupiliśmy) / MP Collection
4. O cudownych meblach ze starego drewna z warmińskiej manufaktury Regalia pisałam Wam niedawno w TYM wpisie. Mój stoli kawowy wciąż i nieustannie uwielbiam. Zachwyca się nim także praktycznie każdy gość, który nas odwiedza. Zajrzyjcie więc na stronę i poszukajcie swojego wymarzonego – Regalia
5. Długo szukałam idealnego lustra do naszego wnętrza. Bo tak bardzo spodobał mi się pomysł z lustrem, widocznym na wizualizacjach JOOKA, że nie mogłam o nim zapomnieć. Nie mogło to być jednak takie zwyczajne lustro, prawda? Szczęście sprawiło, że odkryłam rodzinną firmę rzemieślników szklarskich z Radzymina, która tworzy prawdziwe cuda! Od razu spodobały mi się prawie wszystkie lustra z oferty GieraDesign, jednak kiedy ujrzałam lustro Sunset, wiedziałam, że to jest to jedno jedyne. O firmie napiszę Wam więc za czas jakiś jeszcze specjalny post, a tymczasem zajrzyjcie naGieraDesign
6. Krzesła, które uwielbiam! Choć na lato znajdę im ładne poduszeczki, bo czasem jakieś źdźbło z naturalnego rattanu wyjdzie. Niemniej jednak są bardzo wygodne, nie przytłaczają i zwyczajnie – podobają mi się! Krzesła z naturalnego rattanu czarne z VidaXL
7. …i krzesła z rattanu w kolorze naturalnym z VidaXL
8. Wymarzona witrynka o którą często pytacie – Billy / Oxberg z Ikei – dla mnie idealna, bo dosyć wąska, a sporo mieści, wygląda lekko, na dole można pochować wszystkie domowe papiery, a wyżej poukładać książki / Ikea
9. Na jednej całej ścianie umieściliśmy kolor roku 2018 Dulux – Różowy a brąz z palety Przytulnego Domu. Od razu spodobał się i mi i mojemu mężowi i podoba nam się bardzo cały czas. Poza tym w innych pomieszczeniach znalazły się 3 inne barwy tej palety, dzięki czemu jest spójnie i faktycznie przytulnie! / Dulux
Poza tym:
legowisko dla psa, które pies polubił od razu / Nel Mal
stół, biały, rozkładany o 60 cm, z którego ogólnie jestem zadowolona, gdyby nie fakt, że już w pierwszym tygodniu podniszczyłyśmy z Różą lakier… / znaleziony i zakupiony na sprzedajemy.pl