Zauroczona: Teddy and Wool

Wraz z modą na boho we wnętrzach, swój rozkwit przeżywają także wszelkiego typu makramy. Zachwycam się nimi wraz z Wami, tutaj w Lili, co jakiś czas. Napotykam nieraz na nieraz prawdziwe cuda. Ale moje dzisiejsze odkrycie to już chyba szczyt makramowego rzemiosła!

Poznajcie makramy Teddy and Wool i zauroczcie się razem ze mną! Są niezwykłe, tak inne od wszystkich, jakie do tej pory widziałam. Stworzone z pomysłem, z wyczuciem barw i wzorów, kształtów i połączeń. Stanowią nie tyle oryginalną dekorację ścienną, ale prawdziwą sztukę. A co ważne, pięknie wpiszą się nie tylko we wnętrza typowo boho, ale także i w te współczesne, i te z nutą vintage i nawet pięknie zagrają w klasycznych aranżacjach.

Wszystkie powstały w Holandii i są dziełami Rianne Aarts. Jest to artystka zakochana w architekturze wnętrz i naturalnych włóknach oczywiście. Z połączenia tych pasji powstają jej makramy. Do niektórych używa nawet włóczki prosto ze świeżo ostrzyżonych owiec. Idealnie łączy prostotę boho ze stanowczo bardziej wytworną elegancją. Każda makrama jest tworzona ręcznie, dzięki czemu jest unikatowa i jedyna w swoim rodzaju.

Zobaczcie koniecznie stronę Teddy and Wool oraz jej sklep na Etsy.


Różany płyn do twarzy z miodem i pyłkiem pszczelim

Od jakiegoś czasu codziennie wieczorem myję twarz miodem. Tak, po prostu miodem, czasem uzupełniając go łagodnym żelem. A jako, że moja buzia go naprawdę pokochała, postanowiłam pójść o krok dalej.

Postanowiłam sięgnąć po pyłek pszczeli i wykorzystać go… nieco inaczej niż tradycyjnie urodowo – w maseczkach. Postanowiłam zrobić różany płyn do twarzy z dodatkiem właśnie miodu i pyłku pszczelego.



I był to doprawdy genialny krok!

Powstał bowiem energetycznie żółciutki płyn do przemywania cery rano i wieczorem. Tonik składający się z jedynie 4 prostych, a jakże dobrych dla buzi składników. Mamy tu bowiem całe bogactwo pielęgnacyjne wody różanej, tego cudownie pachnącego, niezwykle kobiecego, łagodnego hydrolatu, który lubią w zasadzie wszyscy. Mamy zmiękczający i przywracający odpowiedni kwaśny odczyn skórze – ocet jabłkowy. Mamy w końcu sam miód – jedną z najdoskonalszych substancji, przepełnioną witaminami, działającą kojąco, antybakteryjnie, odżywczo i wygładzająco.



A po co ten pyłek? Bo jest on jeszcze nawet lepszy niż sam miód! Zawiera około 40 pierwiastków, całą masę witamin i sporo m.in. kwasu foliowego, biotyny czy kwasu pantotenowego. Zazwyczaj stosuje się go wewnętrznie, jako naturalny suplement o bardzo wszechstronnym działaniu.

Świetnie sprawdza się jednak także w kosmetyce. Popularne są choćby maseczki ze zmielonego pyłku i np. jogurtu czy jajek. Pyłek wykazuje działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Przywraca skórze zdrowy wygląd, opóźnia procesy starzenia się i stymuluje jej regenerację. Ze względu na zawartość aminokwasów zawierających siarkę sprawdza się do skóry problematycznej, ale także poleca się go na problemy z łupieżem. Należy jednak uważać na możliwość wystąpienia reakcji alergicznych – jeśli macie takie obawy, nie zapomnijcie o próbie uczuleniowej!



Różany płyn do twarzy z miodem i pyłkiem pszczelim

Składniki / na buteleczkę 100 ml:

  • 90 ml wody różanej (użyłam z róż bułgarskich)
  • 10 ml octu jabłkowego (najlepiej ekologiczny)
  • pół łyżeczki pyłku pszczelego
  • łyżeczka miodu

Wszystkie składniki przelewamy do zlewki (lub kubeczka) i mieszamy przez dłuższy czas, aż pyłek maksymalnie się rozpuści. Płyn przecedzamy i przelewamy do buteleczki.

Płynu nie przechowujemy, używamy go po prostu regularnie – spryskując nim twarz rano i wieczorem, a następnie oczyszczając ją wacikiem. Wtedy nie powinno się z nim nic stać, aż do jego skończenia, jeżeli oczywiście zachowaliśmy należytą higienę w trakcie produkcji. W razie obaw przechowujcie go w lodówce lub zróbcie go jednorazowo mniej.

Przed użyciem należy go wstrząsnąć.

Płyn polecam zwłaszcza osobom o problematycznej, przetłuszczającej się i mieszanej cerze.


Listopadowy wish list

Jakże jesienna ta moja listopadowa lista! Pełna stonowanych kolorów i przytulno-aromatyczno-smakowitych akcentów. Jest złoto, jest miód, są jadalniane utensylia, bo jesienią, trzeba przyznać – i gotuje się i je znacznie przyjemniej.

Zobaczcie, jakie cuda znalazłam tym razem!



  1. Kolczyki Marble Szare – piękne! / Kajo Jewels
  2. Duży piękny półmisek z kamionki / H&M Home
  3. Miód z maliną Pasieki Sadowskich – jak dla mnie – wow! I nie tylko ten pomysł na miodek z liofilizowana maliną, ale inne też np. z kakao, czarną porzeczką czy imbirem i czosnkiem. I jakie ładne etykietki! Super! / Pasieki Sadowskich
  4. Naszyjnik pozłacany Panna od Animalkingdom – jest częścią kolekcji myZodiac, ja jednak osobiście nosiłabym go bez względu na znak zodiaku (choćby dlatego, że mój byk, jest zwyczajnym bykiem, a sporo w kolekcji mamy przepięknych, jakże teraz modnych dłoni). Panna w każdym razie cudna! / Animalkingdom
  5. Balsam do włosów w kostce MIÓD Z POMARAŃCZĄ – jaka interesująca nowość! To niezwykle ciekawa, praktyczna, a co najważniejsze, skutecznie działająca forma pielęgnacji włosów, wpisująca się w tak ważną w dzisiejszym świecie – ideę zero waste / Miodowa Mydlarnia
  6. Talerz głęboki Floral Scent Casa Alegre – w zasadzie cała seria podoba mi się bardzo. Ta intensywność koloru i nieregularność kształtów to dokładnie to, co lubię! / Home Palace
  7. Dekoracja Circa Mobile Normann Copenhagen – jaka fajna! Powiesiłabym! / Westwing Now
  8. Wegańska szminka z buraka Trawiaste – muszę w końcu skusić się na coś tej niezwykłej, szalenie instygującej marki! Sama już kiedyś robiłam balsam z buraczka, ale ten prezentuje się wyjątkowo! Naturalna szminka ochronna, która idealnie pielęgnuje i nawilża usta. Zawarty w niej sok z buraka jest bogaty w witaminy. W rezultacie idealnie odżywia i nadaje pięknego koloru, podkreśla róż nie tylko ust, ale także policzków / Trawiaste
  9. Naczynie do zapiekania Ceramika Artystyczna Bolesławiec – ciągnie mnie od zawsze do ceramiki bolesławieckiej, ale ostatnio zamarzyło mi się takie naczynie do zapiekania. Czyż każda tarta nie smakowałaby w takim lepiej?? / Kristal Keramik
  10. Fitocose Anti-Blemish Cream Oczyszczający krem do twarzy – wykorzystuje złuszczające działanie naturalnego kwasu salicylowego do usuwania martwych komórek naskórka i stymuluje odnowę skóry. Ponadto ma on oczyszczające działanie i przeciwdziała zatykaniu porów, pryszczom oraz innym zanieczyszczeniom / Ecco Verde
  11. Plakat Terrazzo figure – czy nie ładny? / Posterilla

Kolory listopada, a Święta tuż tuż!

Zazwyczaj naprawdę lubię listopad.

Czasami tylko go nienawidzę nienawiścią ogromną, przemoczoną, przemarzniętą do szpiku kości, wołającą w tych ciemnościach wprost z najgłębszych głębin mojego ciała.

Zazwyczaj jednak go lubię. Jego kolory mnie uspokajają, jego sentymentalne krajobrazy zawsze wprawiają mnie w zadumę i zachwyt. Otacza mnie nostalgia, świat powoli zasypia, a ja pośród tego wpadam w pełne szaleństwo przygotowań do… Świąt!

Mam dzisiaj dla Was bowiem trochę tych cudownych, uspokajających listopadowych kolorów, ale też ważną zapowiedź!

Już lada moment ruszamy z moją coroczną akcją Święta w Lili!



Mam więc dla Was jeszcze w tym tygodniu kilka bardzo jesiennych wpisów, ale już za chwilkę, za chwileczkę spodziewajcie się pierwszych inspiracji świątecznych! A pomysłów mam trochę! Jak zawsze! Będzie też katalog prezentów, będą etykietki, będzie sporo gwiazdkowych pomysłów na naturalne prezenty.

Będziecie ze mną w tym wyjątkowym czasie?

A jeśli chcielibyście zaprezentować w Lili swój produkt lub markę, jeśli znacie firmy, kosmetyki naturalne, rzeczy piękne i wartościowe, które wręcz powinny w tym czasie pokazać się w Lili – napiszcie do mnie na lilinatura@lilinatura.pl! Koniecznie! Zapraszam cieplutko!

I pozostawiam Was z listopadem w swej najpiękniejszej odsłonie!



I jeszcze na koniec mam dla Was cudowny listopadowy obrazek od Katie Daisy! Na dobry nastrój! Z Ani z Zielonego Wzgórza!


Katie Daisy / Etsy

Dyniowe gnocchi z rukolowym pesto

Tak się złożyło, że mieliśmy w weekend małą imprezkę i jakoś tak przeliczyliśmy się z ilością jedzenia. A dokładniej – zostało mi spoooro rukoli. A rukola, jak to rukola, wiadomo – szybko przechodzi w stan niezdatny do jedzenia. Postanowiłam więc przedłużyć jej żywotność i nazajutrz zrobiłam z niej sporo rukolowego pesto z orzechami laskowymi.

Ojej, jakie dobre!

A, że na środę zapowiedzieli się kolejni gości, przyszła okazja, żeby rukolowym pesto zabłysnąć. Tylko co do niego dodać? I wtedy, jakoś tak zupełnie naturalnie, przyszły mi do głowy dyniowe gnocchi (na wszelki wypadek – czyt. nioki), które całkiem niedawno jadłam pierwszy raz w życiu i smakowały mi, oj, bardzo.

I znowuż – ojej, jakie to dobre! W całości! Jakie delikatne te kluseczki! No pycha!

Rzucili się na te moje gnocchi wszyscy, ale że narobiłam ich naprawdę dużo, to udało mi się kolejnego dnia zrobić też im nieco zdjęć. Żeby, a jakże, i Wam o nich napisać! I Wam je polecić!

Zróbcie koniecznie!



Rukolowe pesto z orzechami laskowymi

Składniki

  • 1 opakowanie rukoli (ok. 100 g)
  • garstka orzechów laskowych
  • 1 ząbek czosnku
  • ok. 10 listków świeżej bazylii
  • 4 łyżki startego twardego sera / ulubionego
  • ok. 100 ml oleju (najlepiej dolewać na oko)
  • świeżo mielony pieprz do smaku
  • sól do smaku

Wszystkie składniki przekładamy do blendera i bledujemy do jednolitej konsystencji. Ja te różne moje pesto zazwyczaj robię po prostu na oko, co bardzo Wam polecam, kierując się konsystencją i smakiem. Możecie więc spokojnie w trakcie blendowania próbować i modyfikować smak Waszego pesto.



Dyniowe gnocchi

Składniki

  • ok. 700 g upieczonej dyni
  • ok. 500 g ugotowanych ziemniaków
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2-3 szklanki mąki + do posypania
  • 5-6 łyżek tartego żółtego sera
  • sól, pieprz
  • łyżka mielonego imbiru
  • łyżka tymianku
  • masło z kilkoma gałązkami rozmarynku do polania

Wybieramy niewielką dynię, kroimy ją na kawałki, oczyszczamy z pestek i wykładamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Dynię pieczemy do miękkości – wtedy łatwo odchodzi od skórki. Gotową dynię, którą łyżką oddzieliliśmy ze skórki, schładzamy.

W dużej misce miksujemy/blendujemy dynię z ziemniakami i serem na puree. Dodajemy przyprawy i obie mąki i wyrabiamy łyżką. Mąki dodajemy tyle, ile ciasto wchłonie. Ono powinno być wciąż miękkie i mokre w środku, ale możliwe do oderwania. Na stolnicę sypiemy mąkę, oprószamy nią także dłonie i odrywamy kawałki ciasta, rolując je na rulony średnicy ok. 3 cm. Ważne, aby były porządnie oprószone mąką z wierzchu, dzięki czemu nie będą się kleić, ale nadal mokre w środku. Z rulonów odcinamy nożem kluseczki co 1-2 cm, dbając o to, aby nie przykleiły się do stolnicy.

Zagotowujemy osoloną wodę i wrzucamy do niej partiami gotowe gnocchi. Wyciągamy po chwili od wypłynięcia ich na wierzch.

Gotowe przekładamy do dużej miski i zalewamy masłem, które topiło się na bardzo małym ogniu z gałązkami rozmarynu. Dzięki temu się nie skleją.

Podajemy z rukolowym pesto posypane dodatkowo niewielką ilością ulubionego sera (polecam kaszubski ser dojrzewający z czarnuszką).

Pycha!


Zauroczona: Trzask Ceramics

Wiecie już, ja to tak mam, że jak zobaczę coś, co mnie zachwyci, to zaraz i Wam muszę pokazać!

I tak natknęłam się ostatnio na Trzask Ceramics. I wiadomo – przepadłam!

Bo to nie jest taka zwyczajna pracownia ceramiczna. To jest pracownia, która tworzy prawdziwe cuda! Która przywodzi mi na myśl ceramikę australijską, daleką, taką zupełnie nie naszą. Jest pełna kolorów, pogody, radości, dobrej energii, oryginalnych wzorów, niebanalnych połączeń kolorystycznych. Ma sporo złota (tu odsyłam na Instagram, bo w sklepie już brakuje…), ma pastele, ma ombre, ma terazzo, ma motywy roślinne, ma urocze zwierzątka i figurki, ma tygrysy i alpaki, ma organiczne kształty i po prostu – dobry design. Czyli ma wszystko to, co bardzo lubię. I w sumie – co teraz jest zwyczajnie modne i lubiane ogólnie.

Ach, i ma jeszcze cudne kolczyki! W kształtach i kolorach, które uwielbiam!


Kto kryje się za tak piękną ceramiką?

Nazywam się Marta Kachniarz, mieszkam w Warszawie, gdzie od dwóch lat prowadzę pracownię ceramiczną TRZASK. Projektuję i własnoręcznie wykonuję przedmioty użytkowe, zastawę oraz biżuterię. Wszystkim moim przedmiotom, niezależnie od przeznaczenia, nadaję proste, nowoczesne formy, od podstawowych kształtów geometrycznych po bardziej organiczne. Styl Trzasku jest swobodny; inspiracje fakturami materiałów, takich jak marmur czy lastryko, sąsiadują tu z jasną paletą pasteli i niewymuszoną rysunkową kreską. Ponieważ nie korzystam z form, a wszystkie prace toczę na kole bądź buduję ręcznie, nie ma dwóch takich samych Trzasków.

Poznajcie Martę bliżej i zajrzyjcie na stronę Trzask Ceramics.


Fot. Daria Szczygieł
Fot. Daria Szczygieł
Facebook