Jej Świat: Paulina Stępień

Jestem przekonana, że bardzo wiele z Was śledzi lub choć raz odwiedziło Kotlet.TV lub Domowa.TV. Dwa wyjątkowe miejsca w sieci, z których aż tchnie ciepło, radość i życzliwość. Prowadzi je Paulina Stępień wraz z mężem. Mnie zauroczyła swoją… normalnością! Jest przesympatyczną, zawsze uśmiechniętą dziewczyną, która robi rzeczy niezwykłe, choć często bardzo zwyczajne. Które chce się oglądać i próbować i podziwiać. 
Poznajcie zatem świat Pauliny jej własnymi słowami! A potem czym prędzej wpadnijcie i do Kotlet.TV i na Domowa.TV! To co dzisiaj gotujemy?

Bez czego nie mogę żyć?

1. Rodzina. Może to dla wielu takie oklepane, ale dla mnie to najważniejsza część świata. Odkąd mamy dziecko ten nasz świat jest jeszcze weselszy 😉 Uwielbiam spędzać czas z moim mężem i synkiem,  szczególnie podczas wspólnych wyjazdów. Wtedy możemy cieszyć się sobą jeszcze bardziej. Wiem też, że mogę polegać na rodzicach moich i Michała.
2. Bardzo lubię też podróże. Im więcej podróżujemy tym bardziej wzrasta mój apetyt. Bardzo chciałabym powtórzyć naszą dwumiesięczną podróż sprzed dwóch lat po Europie. Tym razem w większym składzie i
może kamperem? Póki co na krótszych trasach udowadniamy, że dziecko to nie koniec świata a wspólne podróżowanie jest naprawdę możliwe 🙂
3. Uwielbiam gotować. A w szczególności piec ciasta. Miłość do gotowania zaszczepiła we mnie babcia, a potem mama i tata, a ja z czasem zaczęłam to rozwijać w swoją pasję i sposób na życie. Lubię częstować bliskich i gości swoimi specjałami, najlepszym krytykiem jest mój mąż a także metoda dokładki. Jeśli ktoś chce więcej to znaczy, że było świetne 🙂
4. Trudno mi wyobrazić sobie swój świat bez iPhona. Wiem to straszne, ale pozwala mi być w sieci, móc odpowiadać na komentarze i przyznam się, że świetnie nadaje się do takich codziennych szybkich zdjęć. Nie
sądziłam, że to kiedyś powiem, bo jestem miłośniczką dobrej fotografii a Michał analogowych zdjęć, ale niestety (stety) to takie wygodne 🙂
5. Uwielbiam sukienki. Żałuję, że lato w Polsce jest takie krótkie, bo zimą jakoś nie umiem się do nich przekonać i wybieram cieplejsze, wygodne jeansy 🙂 Ale lato mogę przechodzić w sukienkach całe, najbardziej lubię proste lub te o kroju szmizjerki.
6. Jestem kociarą. Uwielbiam koty, mamy trzy, wszystkie przygarnięte i są cudowne. Zawsze zatrzymuję wzrok przy informacjach o kotach.
7. Bardzo lubię czytać książki, po których coś zostaje mi w głowie, ale jednocześnie takie, które są lekkie. Z przyjemnością czytam podróżnicze przygody Beaty Pawlikowskiej czy Wojciecha Cejrowskiego. Mam też słabość to książek z motywem kulinarnym, gdzie jakaś historia podszyta jest historią związaną z jedzeniem.
8. Lubię rzeczy hand madę, sprawia mi radość robienie jakiś domowych kosmetyków czy biżuterii, czasem jestem zła na siebie, że trochę to zarzucam, bo potem, gdy do tego siadam czuję się bardzo zrelaksowana. Cenię też ludzi, którzy tę swoją pasję przekuli w biznes, cały czas patrzę co gdzie ktoś uszył lub zrobił. Z chęcią sama bym takie osoby wspierała 🙂

Inaczej: Urban Aquarium

Podwodny świat zawsze mnie przerażał. Ryb do teraz boję się dotykać i nie lubię jeść. Meduzy natomiast przyprawiają mnie o ciarki. Choć muszę przyznać, że jest w nich coś magicznego, tajemniczego i nie z tej ziemi. Pomimo tego świat, który stworzyła Sayuri całkowicie mnie zauroczył…
Stworzyła ona ogromną instalację pełną meduz z materiału… z tiulu, organzy… I jakimś cudem tchnęła w nie życie! Są tak delikatne, tak subtelne, że przestają być straszne. Stały się sztuką, którą aż chce się podziwiać. Całe to niesamowite akwarium ulokowane zostało w przejściu na lotnisku, w miejscu, które z morzem nie ma nic wspólnego. I właśnie dlatego staje się tak wyjątkowe. Jestem pewna, że przechodnie patrzą w zdumieniu, oglądają i na chwilę przenoszą się gdzieś zupełnie indziej. I na tą chwilkę problemy przestają być istotne. Zwyciężają meduzy!

Więcej o instalacji Urban Aquarium znajdziecie u Sayuri!

Zdjęcia SAYURI’S WORLD

W roli głównej: Pasta do zębów z olejkiem z czarnuszki bez fluoru Eco Cosmetics

Moja miłość do czarnuszki ostatnio nabrała jeszcze większej mocy i rumieńców! A to za sprawą naszej dzisiejszej gwiazdy! Odsłoni dzisiaj przed Wami swoje tajemnice i liczy na to, że i Wy ją pokochacie! W roli głównej dzisiaj Pasta do zębów z olejkiem z czarnuszki bez fluoru Eco Cosmetics!

Uwielbiam olejek czarnuszkowy… ba… uwielbiam samą czarnuszkę i bardzo często dodaję ję do gotowanych potraw czy do serów. Ucieszyłam się więc bardzo, kiedy odkryłam pastę do zębów z czarnuszką. Mamy w niej i olejek i ekstrakt czarnuszkowy! I co jeszcze! Nieco herbatki i szałwii i oczaru i echinacei! Samo dobro!
Pasta nie zawiera fluoru ani mięty, ale przyjemnie lekko miętowo pachnie. Nie jest to jednak tak intensywny i ostry zapach jak w pastach drogeryjnych. Kolor też zupełnie od nich ostaje. Jest raczej szaro-beżowy. I chociaż nie wygląda specjalnie zachęcająco, to pasta jest naprawdę warta wypróbowania.
Po pierwszym użyciu miałam wrażenie, jakby moje zęby zostały potraktowane balsamem niczym ciało po kąpieli. Były takie… jakby… nawilżone… bo natłuszczone to złe słowo. Wrażenie w każdym razie bardzo przyjemne. Przyzwyczaiłam się ju z do tego efektu, więc nie zwracam już na niego uwagi. I szkoda 🙂
Pasta łączy w sobie dwie szalenie ważne zalety – skutecznie myje zęby i jest bezpieczna! Posiada bowiem ekologiczne certyfikaty, nie zawiera syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących, 100% składników jest pochodzenia naturalnego, a 98,94% składników roślinnych pochodzi z kontrolowanych upraw ekologicznych.
Jest też bardzo wydajna – standardowe 75 ml wystarcza na bardzo długo. Warto zainwestować zatem 18zł w odpowiednią i zdrową higienę jamy ustnej.
Zacytuję jeszcze producenta w kwestii czarnuszkowej 🙂
Czarnuszka (Nigella Sattiva), inaczej czarny kminek – zwany też złotem faraonów – jest niezwykłą substancją naturalną, znaną od tysiącleci ze swych leczniczych wartości. Egipcjanie, słynący ze stosowania wysokorozwiniętych metod leczenia, od zawsze bardzo cenili sobie małe, czarne nasiona owej rośliny. Obecnie stosowanie czarnuszki w celach leczniczych i kosmetycznych przeżywa prawdziwy renesans. Olej z czarnuszki, otrzymywany z tłoczenia nasion czarnuszki siewnej, pełni rolę przeciwutleniacza, który stabilizuje i chroni nienasycone kwasy tłuszczowe i fosfolipidy, wchodzące w skład błon komórkowych, przed uszkodzeniem ze strony wolnych rodników. Zawierającemu ponad 100 różnych substancji aktywnych olejkowi przypisuje się między innymi działanie: przeciwbólowe, przeciwzapalne, antybakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybicze, rozkurczowe, przeciwobrzękowe, odtruwające, uspokajające i immunostymulujące. W paście do zębów eco cosmetics stosowany jest najwyższej jakości olej z czarnuszki, pochodzący z kontrolowanych upraw ekologicznych. 
 
Pastę znajdziecie w sklepie EcoKraina
 

Retro roll-on na przebarwienia

No i wyjaśniła się zagadka! W niepozornym roll-onie, kojarzonym zazwyczaj z olejkami zapachowymi, ukryłam tym razem prawdziwe dobro, rodem z babcinej spiżarki! Nie wiem czy wiecie, ale domowym i skutecznym sposobem na przebarwienia skórne jest ocet! Moja propozycja jest więc bardzo octowa, ale z dodatkiem wzmagających jego działanie: cytryny i cebuli. Niech wszystkie przebarwienia, i te potrądzikowe i te posłoneczne i z wiekiem związane, truchleją!
Do wykonania retro płynu przygotujcie:
  • 250ml octu jabłkowego
  • 1 cytrynę
  • 1 średnią cebulę
  • wodę różaną

Zacznijcie od porządnego wyparzenia cytryny. Ideałem byłaby taka z upraw ekologicznych. Cebulę obierzcie i razem z cytryną pokrójcie na paski. W czystym i również wyparzonym słoiku ułóżcie kolejno plasterki cytryny i cebuli, a następnie całość zalejcie octem, tak, aby pokrywał on zawartość. Widelcem delikatnie dociśnijcie cebulki i cytrynki do dna (choć i tak będą nieco wypływać). Słoik zakręćcie i ostawcie na tydzień w ciemne i spokojne miejsce. Codziennie nim potrząśnijcie lub ponownie dociśnijcie widelcem.
Po tym czasie przecedźcie ocet przez sitko o bardzo drobnych oczkach, a najlepiej przez kilka razy złożoną gazę. Cytrynę i cebulę wyrzućcie, a ocet przelejcie do czystej buteleczki lub słoiczka. Jest kilka szkół stosowania takiego octu. Polecam Wam popróbowanie i dostosowanie go do swoich potrzeb. Ocet bowiem należy rozcieńczyć. Ja tu polecam wodę różaną, ale może to być także czysta przegotowana woda lub inny hydrolat. W tonikach do twarzy stosuje się rozcieńczenie 1:10, w tego typu preparatach często 1:2. Osoby w mniej wrażliwej cerze i silnych przebarwieniach mogą spróbować punktowo stosować ocet nierozcieńczony. Sprawdźcie tylko najpierw, jak Wasza skóra na niego reaguje – czy nie szczypie za bardzo, nie zaczerwienia się czy przesusza. Sama dolałam do octu tylko kilka łyżek wody różanej.
Wygodnym sposobem aplikowania płynu jest roll-on. Możecie go dostać np. TUTAJ. Polecam także najzwyklejsze płatki do oczyszczania twarzy. Przemyjcie zmienione miejsca 2-3 razy dziennie, nie zapominając o zwykłej codziennej pielęgnacji – oczyszczaniu i nawilżeniu.

A zatem… unikatowy, jedyny w swoim rodzaju kubeczek – nagroda z TEJ zagadki pojedzie do… milki!!!
Gratuluję i poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl 🙂

Zauroczona: Poduchy Iwony Kosickiej

Wszystko mi się w nich podoba! Sam pomysł, wykonanie, momenty uchwycone na zdjęciach, to, jak do siebie pasują, ten ich styl – elegancko, ale z dużą dawka humoru, ta kratka klasyczna z tyłu. Wszystko tu gra, wszystko tworzy całość, a każda z osobna i wszystkie razem są po prostu genialne! Najgorsze jest to, że nie potrafiłabym zdecydować się na jedną konkretną… 

Polecam poduchy Iwony Kosickiej w SO POLISH!

Zdjęcia SO POLISH

Po-Weekendowe Cuda no44

Nie mogę się napatrzyć na to pierwsze (1) zdjęcie. Wszystko mi się na nim podoba – począwszy od samego klimatu a skończywszy na połączeniu sweterka ze spódnicą i kaloszami. No i poprzez owce 🙂 Wspaniale angielskie! (PS dorwałam dzisiaj takie wysokie ocieplane kaloszki w Lidlu – uwielbiam je! 🙂
Zastawa idealna (2). Marzenie 🙂
Bardzo spodobała mi się ta (3) sesja do wrześniowego wydania Wallpaper Magazine (Paolo Roversi) i ta (4) do niemieckiego Vogue (Julia Noni).
Cudna bardzo prosta jesienna kompozycja (5). Muszę sama coś podobnego stworzyć!
Zauroczyły mnie nowości w sklepie Z potrzeby serca – zwłaszcza te zestawy do czekoladowego fondue (6) – czekolada mleczna z kokosem! Mniam!
Uwielbiacie książki i atmosferę bibliotek? To coś dla Was! Cud nad cudami – perfumy o zapachu biblioteki (7)! Ciekawa jestem bardzo jak pachną!
I kolejne roślinne kompozycje – zimowa i wiosenna (8). Już czuję wyzwanie 🙂
Pomysł na proste a oryginalne i niezwykle urocze podanie bagietek (9). Co bardzo fajne – te karteczki, którymi są opasane, możecie sobie sami wydrukować!
Kiedyś już Wam pokazywałam te woskowe zapachowe zawieszki. Ta w wersji jesiennej  (10) urzekła mnie całkowicie! Jeśli tylko pachnie tak samo pięknie jak wygląda…
Genialny sposób na ekspozycje roślinek (11)! Trochę jakby ze starej klasy szkolnej, nieco z muzeum, a całość tworzy przyjemną lekko vintage kompozycję!
Facebook