Święta w Lili – zapowiedź

Świąteczne przygotowania czas w Lili zacząć!

Czas pędzi nieubłaganie… Niby połowa listopada dopiero, ale zanim się obejrzymy, przyjdą Święta! Chciałabym, abyśmy przygotowali się do nich razem! Żeby były magiczne, rodzinne, kreatywne i pełne niespodzianek! Oj… bo niespodzianek będzie dużo! Mam zatem nadzieję, że będziecie ze mną w tym niesamowitym, pachnącym czasie!
Oto, co Was czeka w listopadowo-grudniowe dni:
  • Wielki Lili Konkurs Świąteczny – już 2. edycja gwiazdkowego rozdawania
    prezentów!  Tym razem jeszcze cudniejsza! Ruszamy już pierwszego grudnia! W Wigilię wielkie losowania! Pod choinkę, od Lili!
  • Lili Katalog Prezentów – specjalne polecenia
    prezentowe dla niej, dla niego, dla dzieci oraz na wiele szczególnych
    okazji;
  • Przepisy na aromatyczne prezenty
    kosmetyczne
    i nie tylko – unikatowe,
    pomysłowe i do wykonania przez każdego;
  • Inspiracje opakunkowe i dekoracyjne z nutą świątecznej radości;
  • Bezpłatne etykiety i obrazki z
    motywami świątecznymi do ściągnięcia dla każdego;
  • Ogromna dawka serca, uśmiechu i pomysłów okraszona wiedzą, ciekawostkami i
    poradami.

To jak? Będziecie tu ze mną? Zapraszam bardzo ciepło!

 

W roli głównej: Phenomé Różana mgiełka do twarzy + Rytuał Miodowy

Zaczniemy dzisiaj od pewnej różanej panienki-mgiełki! Choć może nie tylko różanej? Sami zobaczcie! Bo prezentuje się dzisiaj przed Wami, w roli głównej Phenomé Różana mgiełka do twarzy!

Dobra… tylko że prawdziwa nazwa tego cuda jest taka długaśna: Phenomé Sustainable Science OIL-FREE hydrating dew Różana mgiełka do twarzy. Uff… Te nazwy w Phenomé! Pozostańmy jednak przy polskim skrócie i przejdźmy do samego kosmetyku, bo jest o czym mówić!
Stwiedzenie „mgiełka różana” nieco myli. Kojarzy się w zasadzie z wodą różaną, która sama w sobie i w swej prostocie jest genialna. Tutaj jednak zawarto jeszcze moc innego dobra. I to właśnie to połączenie mnie do kosmetyku powiodło. Woda różana (hydrolat) jest jego podstawą. Do niej jednak dodano (zacytuję): sok aloesowy (nawilża i chroni skórę), ekstrakt z róży francuskiej (działa nawilżająco, przeciwutleniająco i przeciwstarzeniowo), ekstrakt z owoców goji (dodaje skórze witalności i energii, działa przeciwutleniająco), wyciąg z żurawiny (działa witalizująco, tonizująco, antyoksydacyjnie), ekstrakt z owoców liczi (optymalnie nawilża, działa przeciwutleniająco), wyciąg z liści werbeny (działa łagodząco, zmiękczająco, ściągająco), ekstrakt ze skórki cytryny (delikatnie pobudza i odświeża skórę), olejek z róży damasceńskiej (odświeża, nawilża, zmiękcza, regeneruje, poprawia napięcie skóry). I powstał soczysty różano-owocowy miks! 
Mgiełkę można używać o każdej porze dnia i nocy. Oznacza to, że całkowicie można się od niej uzależnić! Kiedy tylko bowiem poczujecie, że skóra straciła swój blask, że 8 godzin wystawiania jej na klimatyzację i ekran komputera nieco ją wymęczyło – spryskujecie się! Wrażenie niesamowite. Od razu czuć pobudzenie i energię. Do tego dochodzi relaksujący, delikatny różany aromat, który od razu wpływa pozytywnie na nastrój.
Ja jednak używam jej głównie jako tonik. Trzymam grzecznie na półeczce w łazience i codziennie rano i wieczorem przemywam nią twarz. Z powodzeniem, a owszem! Mgiełka nie tylko tonizuje, ale w bardzo przyjemny sposób koi i łagodzi. Nawilżenie jest wyczuwalne, nie tylko w połączeniu z dobrym kremem.
Zastrzeżenie mam tylko do opakowania. A dokładniej do samego spryskiwacza. Mam wrażenie, że strumień mgiełki jest zbyt ciężki i za mocno uderza w buzię. Do oczyszczania cery zazwyczaj więc odkręcam buteleczkę i nalewam nieco płynu na wacik. Poza tym super – ciemna, lekka butelka z charakterystyczną, staro-apteczną etykietą.
Polecam!
 O wodzie różanej i samej mgiełce przeczytacie więcej na stronie Phenomé  – TUTAJ!
Zapraszam Was też Kochani na mój wpis gościnny z Rytuałem Miodowym do domowego SPA listopadowego w The Body. Naturally – TUTAJ!  

Ciacha daktylowe

Odkąd pierwszy raz, dawno temu, podczas mojego debiutanckiego wyjazdu do pracy do Irlandii, zjadłam ciasteczka o tajemniczej nazwie fig rolls przepadłam! Od tamtego czasu wszelkie fig rollsy czy date newtonsy uwielbiam! O co chodzi? O ciasteczka z nadzieniem z fig lub daktyli. Przepyszne! Z cudownie słodkim nadzieniem, rodem z dalekich ciepłych krajów arabskich. 
Dzisiaj mam dla Was moją wariację na temat tychże ciasteczek. W większej wersji, nieco bardziej przypominają małe bułeczki. Idealne na drugie śniadanie, do kawy czy do włożenia dziecku do plecaczka. Te dzisiejsze, w celofanowych woreczkach z wstążkami Róża podarowała swoim paniom w swojej Akademii Malucha. Ot, bez okazji. Z sympatii! A komu Wy je podarujecie?

Do wykonania daktylowych ciach przygotujcie:
nadzienie

  • 250g daktyli
  • laska wanilii
  • 2 szklanki wody
  • łyżka soku z cytryny

ciasto

  • pół szklanki cukru
  • 2 łyżki cukru waniliowego (najlepiej domowego)
  • 8 łyżek miękkiego masła
  • 2 jaja
  • 2 szklanki mąki

Rozpoczynamy od nadzienia. Daktyle przecinamy i wyciągamy z nich pestki. Kroimy je na mniejsze kawałki i przekładamy na patelnię. Laskę wanilii przecinamy wzdłuż i jednym ruchem noża oskrobujemy nasionka, które dodajemy do daktyli. Całość zalewamy wodą i sokiem z cytryny i nastawiamy na mały ogień, co jakiś czas mieszając, aż daktyle zmiękną, a w konsystencji zaczną przypominać konfiturę.Jeśli woda za szybko odparuje, możemy jej nieco dolać. Kiedy będą gotowe przekładamy je do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Odstawiamy do wychłodzenia.
Kiedy daktyle się gotują, zabieramy się za ciasto. W misce za pomocą blendera lub miksera ucieramy masło z cukrami i białkami jaj. Żółtka odkładamy na bok. Cukier waniliowy najlepiej jest zrobić samemu wcześniej. Laskę wanilii przecinamy wzdłuż, a następnie kroimy na mniejsze kawałki. Wrzucamy ją do słoiczka z około szklanką cukru i mieszamy. Gotowy odstawiamy na tydzień, aby aromat wanilii rozprowadził się po cukrze. Warto codziennie słoiczek wstrząsnąć.
 

Do masy jajeczno-maślano-cukrowej dosypujemy 1,5 szklanki mąki i ręcznie wyrabiamy ciasto. Formujemy z niego kulę. Jeśli za bardzo się lepi, dosypujemy nieco mąki. Kulę przekładamy do woreczka i wstawiamy do lodówki na pół godziny, aby masło zastygło. Po tym czasie rozwałkowujemy ją na grubość około 3-4 mm. Z ciasta wykrawamy długi prostokąt. Na jego środku, wzdłuż, układamy daktylowe nadzienie. Następnie zawijamy boki tak, aby okryły daktyle i zlepiły się po środku. Powstanie coś na kształt roladki. Nożem wykrawamy ciasteczka o szerokości 3-4 cm i przekładamy je na blachę pokrytą papierem do pieczenia. Z wierzchu smarujemy żółtkiem. Ciasteczka wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni na kilkanaście minut – aż lekko się zarumienią. Smacznego!

Zauroczona: Ilustracje River Luna

To niesamowite, że można tak pięknie i tak precyzyjnie malować! 
Mam dla Was dzisiaj inspirującą porcję wspaniałych ilustracji. Lekkich, roślinno-zwierzęcych, etnicznych, rodem z głębi Ameryki Północnej. Zachwycona jestem dziełami Marisy Redondo, właścicielki sklepiku River Luna. Zauroczona! Kolorami, kształtami, spojrzeniem na świat. Uwielbiam pióra, dmuchawce i misie. Uwielbiam niebanalne pomysły i subiektywną, ale delikatną i ciekawą kreację rzeczywistości.

Więcej ilustracji znajdziecie w sklepiku River Luna.

Autor: Marisa Redondo, River Luna

Podpatrzone: Scrub kawa+kardamon Fig+Yarrow

Jak już dobrze wiecie, czasem podpatruję. Bo czasem warto! Bo dzięki temu sama się uczę. Co można połączyć? W jakim kierunku kombinować samemu? Co dobrze ze sobą współdziała? Bo dzięki temu mogę potem wymyślać własne przepisy. Czasem jednak podpatruję, bo czasem nie ma co kombinować. Czasem warto po prostu postarać się zrobić coś bardzo podobnego. Tak też jest w tym przypadku!

Z pewnością znacie już kawowe scuby do ciała. Być może już nawet kiedyś robiliście podobne. Dobrze więc pewnie wiecie, że zawarta w kawie kofeina pobudza krążenie, dzięki czemu ma działanie stymulujące i niwelujące cellulit. Jestem jednak pewna, że jeżeli dodamy do peelingu składniki, które odnajdziemy w scrubie marki Fig+Yarrow stanie się on jeszcze cenniejszy i przyjemniejszy.
Lubię Fig+Yarrow. Nie, nie dlatego, że wypróbowałam już ich kosmetyki. Niestety nie miałam jeszcze tej okazji. Podoba mi się jednak marka jako taka. Jako manufaktura z pomysłem, oryginalnymi opakowaniami, ciekawymi produktami, czystymi składami. Ich produkty wydają się być naprawdę interesujące i nie takie trudne do odtworzenia.
W scrubie głównymi składnikami są cukier trzcinowy, oliwa z oliwek i kawa – arabica, zmielona. To jest podstawa wszystkich kawowych peelingów. Polecam tutaj tworzenie własnych idealnych proporcji i konsystencji. W naszym produkcie do tego dodano jeszcze inne natłuszczające cuda, które dodatkowo go wspierają pielęgnacyjnie, dbają o odpowiednie nawilżenie i odżywienie masowanej skóry. Są to: olejek rycynowy, masło kakaowe, masło shea i olej kokosowy. Te trzy ostatnie mogą wymagać uprzedniego rozpuszczenia w kąpieli wodnej. Sugeruję też dodawanie ich w małej ilości, aby scrub nie był zbyt ciężki i zbyt tłusty.
Następnymi użytymi przez twórców marki składnikami są naturalne konserwanty: ekstrakt z wiciokrzewu, który ponoć działa przeciwzapalnie, kojąco, wygładzająco i liftingująco, witamina E i ekstrakt z rozmarynu. Jeśli akurat nimi dysponujecie, to jak najbardziej warto dodać, ze względu na to, że są silnymi antyoksydantami i pomagają w walce ze starzeniem się skóry. Są jednak nieco trudniej dostępne, więc jeśli nie planujecie przechowywać peelingu przez kilka miesięcy, a zużyć w najbliższym czasie, możecie je ominąć.
Jako swoista wisienka na torcie, skład peelingu zamyka olejek kardamonowy. Proponuję zamiast niego dodać do Waszego kosmetyku nieco kardamonu mielonego. Będzie aromatycznie i intrygująco, a do tego przyprawa wzmocni stymulujące działanie scrubu.

To jak? Robimy?

Oryginalny scrub znajdziecie na Fig+Yarrow

Po-Weekendowe Cuda no54

Wprawdzie weekend jeszcze trwa, a święto narodowe daje okazję do spędzenia chwili w rodzinnym gronie, ale postanowiłam wykorzystać chwilkę dziecięcej drzemki, pomiędzy odwiedzinami jednych dziadków, a wyprawą do drugich i pokazać Wam cuda, które zgromadziły mi się w ostatnim czasie!

Widziałam już kiedyś podobne drewniane łyżki, ale w kolorach pastelowych. Te tutaj, z brokatem (1), wydają się być jeszcze ciekawsze! Boję się tylko, że w praktyce mogą sprawiać pewne trudności z myciem, ale trzeba przyznać, że wyglądają cudnie! Zdjęcie Studio 11 Weddings // autorstwa: Jen z Something Turquoise.
Pomysł na przepiękny wianek z mandarynkami (2) ze Style Me Pretty! Zdjęcie Wild Folk Studio.
Świetna pościel dla każdej małej księżniczki (3). Różyczka szalałaby z radości 🙂
Leśne, pomysłowe podpórki do książek skradły moje serce (4)! Z Home Shoppe.
Genialny pomysł na propagowanie śląskiej kultury, a jednocześnie na skuteczną pielęgnację – glicerynowe mydło z dodatkiem aktywnego węgla czyli Sadza Soap (5). W dodatku opis mydełka na stronie można przeczytać w języku polskim, angielskim i w śląskiej gwarze! Aż muszę Wam skopiować fragment o samym węglu, bo brzmi cudnie:
Wongiel aktywny to je jedna z nojbarzyj cudnych substancji na Ziymi. Ło
jego właściwościach wiedziało sie już za czasów Hipokratesa. Wdycki
brało sie go, kiej szpetnie woniało abo coby    jaki pynsklerz sie gibko
zagojił. Do dzisio Afrykanie i Aborygeni okładami z wongla
„wyciongajom” trucizna, kiej bajsnie   jich jaki wąż, pająk abo
skorpion. Indianery zaś bierom go na jaki uczulynio, zatrucio, belowani
i kiej żołond pobolywo.
Jeśli tylko macie kominek, musicie koniecznie zrobić takie zapachowe wkładki (6), które sprawią, że powietrze otuli ciepły świąteczny aromat! W filtrze do kawy zaszyjcie lawendę, cynamon, goździki, skórkę cytrusów, jabłek i rozmaryn, a całość wrzućcie do ognia. Oj, pięknie musi pachnieć! Z Henry Happened.
Niebanalna ozdoba – ocynkowana duża zawieszka w kształcie żołędzia (7).
Print przecudny (8)! Jedna z tych rzeczy, które chciałabym umieścić kiedyś w moim domku marzeń. Z Moongardenart.
Jak myślicie, co to jest? Małe pieńki drzew? Nie – to karteczki w podręcznym notesiku (9)! Świetne!
Coś dla wszystkich amatorów rękodzieła – grudniowy zestaw z SODAlicious (10).
Do zrobienia, naszyjnik z kokardką (11) z Oh, The Lovely Things.
No dobra… Jak Wam idzie Kochani realizacja projektu 1 rzecz ponad? Da się wytrwać? Mam nadzieję, że trzymacie się dzielnie!  Jeśli jeszcze nie mieliście okazji z nim się zapoznać, wpadajcie TUTAJ!

Mam też mały apel… a właściwie całkiem duży! Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami prosi o pomoc – w schronisku cały czas przybywa zwierząt, zbliża się zima, karmy coraz mniej… Jeśli tylko macie chwilkę, wyszukajcie stare narzutki, koce, kołderki – na pewno takie macie! Wstąpcie do najbliższego sklepu po worek karmy i podrzućcie do schroniska. Żeby każdy psiak miał kawałek swojej szmatki do rozkopania i pełną miskę. Jestem pewna, że w każdym mieście taka pomoc jest potrzebna.
W Krakowie natomiast karmę i koce możecie podrzucać
 – do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt ul. Rybna 3, czynne 7 dni w tygodniu 10.00 – 14.00 oraz 15.00-17.00
– do Krakowksiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami ul. Floriańska 53
poniedziełek, środa, czwartek, piątek 8.00 – 16.00, wtorek 10.00-18.00
– w przypadku większej ilości karmy możliwy odbiór po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym tel. 12 429 74 72, 12 429 43 61.

Wpadnijcie na stronę schroniska lub profil na FB Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Zapraszam też raz jeszcze wszystkich, którzy prowadzą działalność choć trochę związaną z profilem Lili, do zapoznania się ze świąteczną ofertą promocyjną. Szczegóły w mailu – lilinatura@lilinatura.pl!

Facebook