Lili Katalog Prezentów – Last Minute

Tak to bywa, że po opublikowaniu inspiracji prezentowych na początku grudnia, w kolejnych dniach napotykam kolejne perełki! Perełki, które wprost idealnie nadają się na podarowanie najbliższym! Albo sobie! Wcześniej czy później.

W każdym razie mam jeszcze dla Was małą garść pomysłów na piękne prezenty. Na szczęście sklepy internetowe coraz częściej udostępniają informację o tym, do kiedy należy złożyć zamówienie, aby przesyłka dotarła przed Świętami. Możecie więc w większości przypadków jeszcze działać!

Oto, co znalazłam!



  1. Czapka zimowa Nieład Ładnie – cudna! / Pan tu nie stał
  2. KOLCZYKI SUN AND WHITE STAR / 10 Decoart
  3. ORGANIC PEARL EARRINGS / 10 Decoart
  4. Fine Chain Earrings z lapis lazuli – MILANOVA STUDIO / Cloudmine
  5. Świąteczny zestaw z dwoma miodami do wyboru – sprawiliśmy taki zestaw teściowi, z miodem malinowym i z kakao, wygląda super! / Pasieki Rodziny Sadowskich
  6. Brelok Borsuk Marcelina Jarnuszkiewicz / NAP
  7. Z tego, co mi wiadomo, wszystkie cuda Trzask Ceramics schodzą na pniu, tym bardziej więc zachęcam do śledzenia nowości ten cudownej pracowni! / Trzask Ceramics
  8. Garden Roses – Chłodzące Serum pod Oczy (roller) – poprawia wygląd zmęczonych oczu, regeneruje oraz wygładza zmarszczki / Make Me Bio
  9. Merry KISSmas! – wszystkie odcienie myLIPstick w limitowanym pudełku z kolażem Agnieszki Stopyry / MIYA


  1. Ślicznie złocony notatnik „sosna” Les Éditions du Paon / Rzeczownik
  2. Ivy Ring No.2 – to już pomysł dla baaaaardzo kochających Mikołajów i Aniołków! Jakże piękny! / ROSA
  3. Opaska Florence Red – C BY COSIMA BORAWSKA / Cloudmine
  4. Palma – stojak na biżuterię / H&M
  5. Glamoursy Proud Of You – przepiękne, ręcznie robione buty! / Glamoursy
  6. Piękny pamiętnik „One Line a Day” pomarańcze fińskiej firmy Polka Paper / Rzeczownik
  7. Cloudmine Herbata Piękność dnia – Mieszanka ziół dobranych w trosce o zdrową i piękną cerę / Cloudmine
  8. Zestaw najpiękniejszych świątecznych skarpet – nosiłabym! / Many Mornings
  9. Cisza – świeca sojowa w porcelanie – była jeszcze świeca Spokój, ale najwyraźniej już się sprzedała. Taką ciszę i spokój to można polubić, co? / Kalva

Pełne słońca marchewkowo-rokitnikowe puszyste masełko do ciała

Czy Waszej skórze też tak bardzo, bardzo brakuje tej odrobiny słońca? Czy Wy też potrzebujecie znowu poczuć lekkość lata, energię bijącą z ciepłych, słonecznych promieni?

Mam dzisiaj dla Was pomysł na to, jak zamknąć letnie słońce w puszystym masełku do ciała!

To coś, czego skóra się domaga! Czego pragnie! Czego i Wasze zmysły potrzebują, bo masło ma intensywnie, totalnie, całkowicie pomarańczowy kolor i pomarańczowy zapach. Ma też delikatne, mieniące się złote drobinki, aby nadać skórze dodatkowy słoneczny blask.



Masełko poprawia koloryt skóry, działa mocno odżywczo i silnie regenerująco. Jest prawdziwym kojącym plastrem na naszą polską, zimową, podrażnioną i bladziutką skórę. Ma właściwości przeciwzapalnie i odmładzające. Stanowi bogactwo karotenoidów – witamin z grupy A, które to właśnie nadają kolor olejom, ale także innych cennych witamin. Pomaga z walce z bliznami i rozstępami. Polecam zwłaszcza do skóry problematycznej, przesuszonej, dojrzałej.

Jest też jedno ale… Jak się zapewne domyślacie, masełko, które wprawdzie sprawia tyle radości w użytkowaniu, niestety barwi ubrania. Wystarczy jednak nakładać je regularnie, ale z umiarem i odczekać chwilę do wchłonięcia albo stosować na noc, pod piżamkę, którą trzeba będzie po prostu wyprać. Obiecuję – warto!

Jestem pewna, że dzisiejsze masełko będzie cudownym świątecznym prezentem!



Pełne słońca marchewkowo-rokitnikowe puszyste masełko do ciała


Składniki:

  • 100 g masła shea rafinowanego
  • 25 ml oleju rokitnikowego (ZielonyKlub.pl)
  • 25 ml maceratu marchewkowego w oleju słonecznikowym (ZielonyKlub.pl)
  • 50 kropelek olejku pomarańczowego
  • 1/3 – 1/2 łyżeczki złotej miki (dodałam )


W kąpieli wodnej roztapiamy masło shea. Kiedy będzie już płynne, ściągamy je z ognia i przelewamy do wysokiego naczynia (dzięki temu łatwiej będzie nam je miksować). Dolewamy oleje, olejek pomarańczowy i dosypujemy mikę (jej ilość dopasujcie do własnych preferencji – jeśli lubicie błyszczeć, dosypcie jej nieco więcej). Mieszamy i odstawiamy do lekkiego stwardnienia. Obserwujemy masło – kiedy tylko zacznie gęstnieć, rozpoczynamy miksowanie ręcznym blenderem, co pozwoli uzyskać puszystą jak chmurka konsystencję. Jeśli masło wciąż będzie płynne, ponownie odczekujemy, aż stwardnieje i ponownie miksujemy. Gotowe przekładamy do słoiczka.

Masło stosujemy do ciała po kąpieli, na wilgotną jeszcze skórę. Jest bardzo wydajne, ekspresowo zamienia się w lekki olejek. Wmasowujemy w skórę jego niewielką ilość, dzięki czemu szybko się wchłania i zmniejszymy prawdopodobieństwo zabarwienia ubrań.


Zauroczona świątecznie: MoiMili

Markę MoiMili obserwuję sobie na Facebooku od dawna. Podziwiam i zachwycam się regularnie ich pięknymi pomysłami łapacze snów, baldachimy czy girlandy do dziecięcych pokoików. Musicie sobie koniecznie wszystkie pooglądać na stronie marki!

Ostatnio jednak w pełni zakochałam się w zimowych dekoracjach MoiMili! Nie jest ich dużo, nie są bardzo skomplikowane czy nachalne, są za to zwyczajnie – cudowne! To poduchy, zawieszki i girlandy stworzone z naturalnych tkanin, tutaj u nas w Polsce. Do dekorowania pokoi dziecięcych, ale także wszystkich innych pomieszczeń w domu. I jeszcze te piękne zdjęcia!

Ja się zauroczyłam, a Wy?


Po więcej zajrzyjcie na stronę

>> MOIMILI <<


Na zdjęciach, oprócz pięknych dekoracji zimowych, kilka innych produktów, które doskonale wkomponują się w klimat.

Zdjęcia – materiały marketingowe marki, autorstwa @thebirthoflove


Najlepsze i najpiękniejsze świąteczne pierniczki

Jest taki czas w roku, kiedy musi pachnieć piernikiem. Kiedy unosząca się w powietrzu mieszanina korzennych aromatów i wciąż i wciąż obieranych mandarynek, tworzy atmosferę spokoju i dobra. A jeśli te pierniczki mogą być przy okazji przepiękne?

Kasia Wrona, która stworzyła Moje Piernikowo, potrafi czarować. Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć! Zamyka w piernikach uczucia, które potem są z nich wyzwalane. Te najlepsze uczucia. Kasia czaruje swoje pierniki cały rok. Dla mam, ojców, dziadków, dla bliskich i tych dalszych – dla nauczycieli, jako podziękowania dla gości weselnych, na dzień kobiet, ale też i z okazji dnia chłopaka. Okazji jest multum, a zapotrzebowanie coraz większe. Bo czyż nie jest przyjemnie otrzymać takie piernikowe dzieło sztuki?



Magia jednak zaczyna się w grudniu. No, w sumie sporo wcześniej, bo Kasia rozpoczyna pieczenie świątecznych pierników jeszcze w listopadzie. Wtedy też przyjmuje zamówienia, które napływają zewsząd. A potem zamienia się elfa, wciąż umorusanego cukrem, mąką i lukrem (widziałam!) i piecze! I maluje! I zamyka te aromaty, te uczucia, tę atmosferę w pachnących cudach.

Poprosiłam Kasię o kilka słów o niej i jej piernikach. Ale też o jej przepis. Najlepszy, bo sprawdzony. I pyszny! Oj, jak pyszny! I jak się okazuje, całkiem prosty. Na szczęście. Mam więc dzisiaj dla Was piękną piernikowa historię, zdjęcia najpiękniejszych pierniczków (i ojej, jak dobrych!) i przepis na nie! Fajnie, prawda?


Zanim jednak przejdziemy do meritum, zajrzyjcie koniecznie na:

>> Facebooka Moje Piernikowo <<

>> Instagram Moje Piernikowo <<

Tam właśnie możecie się z Kasią skontaktować i zamawiać pierniki na wszystkie okazje!




Przygoda piernikowa rozpoczęła się w 2016 r. Zbliżał się dzień Mamy. Uwielbiam piec i tworzyć różne słodkości, więc chciałam zrobić coś wyjątkowego dla moje Mamy.
Przez przypadek na YouTube zauważyłam piękny piernik, a na nim wyhaftowaną lukrem różę. Coś pięknego! Jestem samoukiem więc postanowiłam, że spróbuję ogarnąć temat i zrobić coś podobnego…
Kilka nocy i dni trwało zanim doszłam to tego jaka ma być konsystencja lukru, jakie upiec pierniczki, jak zrobić taki haft…jak to potem wysuszyć… oj… to były noce…

W końcu się udało. Upiekłam duże serce, zrobiłam z lukru kratkę i potem według wzoru, jak przy wyszywaniu na kanwie, dziergałam moją róże. Wyszło – bomba! Wtedy tak myślałam… bo dzisiaj, kiedy patrzę na zdjęcie pierwszego mojego piernika, to widzę tyle niedoskonałości, że głowa boli i wstyd mi!

Spakowałam to moje serce wtedy do pudełeczka, przewiązałam wstążką i miałam prezent gotowy. Mama była w siódmym niebie!

Ten pierwszy piernika widziała moja bratowa, która pokazała znajomym w pracy… Także moja przyjaciółka pokazała go  rodzinie i znajomym… I tak to się wszystko zaczęło.
Metodą prób i błędów uczyłam się różnych technik. Często wychodziło nie tak jak miało wyjść… Oj, działo się!



Internet to kopalnia inspiracji, więc zaczęłam szukać, czytać, pytać. Potem odkrywałam, że nad morzem organizowane są szkolenia z lukrowania. Zabrałam więc całą rodzinę i pojechaliśmy do Gdańska. Ja zaprzyjaźnić się z lukrem, reszta na plażę. I tak powoli, powoli zaczęłam robić postępy. Coraz częściej pojawiały się różne okazje, na które zaczęłam robić pierniczki. Ślub, chrzciny, urodziny, rocznice… Coś dla nauczyciela, na dzień kobiet, a nawet na dzień chłopaka!

I nagle okazało się, że piernik można podarować każdemu! Wystarczy znaleźć dobrą okazję!


Aż w końcu nadeszły święta Bożego Narodzenia i wtedy moje pierniki trafiły do wielu znajomych, przyjaciół, ich znajomych, ich rodzin.
Pojawił się więc pomysł założenia fanpage na Facebooku. Zaczęłam wrzucać zdjęcia, zdobyłam pierwszych fanów. I tak przygoda trwa do dziś.

Kiedyś ktoś widzi pierniczka, to skupia się na dekoracji, bo to przyciąga uwagę i zainteresowanie. Natomiast najważniejsze pozostaje samo ciastko! Przepis dopasowałam do własnych potrzeb, dobrałam idealną ilość przypraw i znacznie obniżyłam ilość cukru.



Pierniczki Kasi


Składniki:

  • 600 gr mąki
  • 300 gr miodu
  • 100 gr masła
  • 1 jajko
  • pół łyżeczki sody
  • dwie kopiate łyżeczki kakao
  • 15 gr przyprawy do piernika ( w sumie to daje na oko…dwie łyżeczki)
  • 50 gr cukru pudru

Masło rozpuszczam z miodem. Potem na stolnicę wysypuję mąkę, cukier puder i resztę sypkich składników. Dodaję ciepłe masło z miodem i na koniec jajko. Zagniatam ciasto. Wycinam kształty i wkładam do piekarnika na 8 minut na 140 stopni (góra i dół). Najlepsze są te jeszcze ciepłe!

A przepis na lukier…na oko!
Jedno białko i ok 1,5 szklanki cukru pudru. Można dodać kroplę cytryny.
Ucieram mikserem do odpowiedniej konsystencji.

Pierniczki gotowe, lukier też, więc zaczynamy zabawę! Najpierw rysujemy lukrem kontury, potem dodajemy wypełnienie. Suszymy i wtedy malujemy kwiatki i wzory. Na końcu robimy napisy. I tak powstają te moje pierniczki!

 
Niektórzy mówią, że to małe arcydzieła… Nieeee, daleko im do ideału i mi daleko do perfekcji. Ale jedno jest pewne, z wielka przyjemnością tworzę te pierniczkowe wyroby. Mimo, że nieidealne, to prosto od serca.
I mam nadzieję, że naprawdę się Wam podobają!


Dzięki, Kasiu, za tę historię i przepis!


Gwiazdy na Gwiazdkę – Nourish London

U podstaw filozofii Nourish leżą bezgraniczna ciekawość i miłość do nauki, radość w odkrywaniu rzeczy sprawiających, że codzienność staje się bardziej pozytywna oraz szczere pragnienie, by żyć i pracować w atmosferze szacunku do ludzi oraz świata, który nas otacza.


To zdanie przykuło moją uwagę, kiedy czytałam o Nourish London. W zasadzie po prostu ogromnie mi się spodobało. I tym bardziej ciekawa byłam samych produktów tej jeszcze bardzo mało znanej w naszym kraju marki.

Zmieniająca kolor emulsja z jarmużem? Maska z minerałami powstałymi w procesie fermentacji drożdży probiotycznych? Kosmetyki z jabłkami? I to o świeżym zapachu jabłek? Przyznam, że zadziałało to na moją wyobraźnię. I jeszcze to zdanie – “Dr Hili ma ciekawą koncepcję jak prawidłowo dobierać kosmetyki tak, aby zaspokajały one potrzeby skór. Koncepcja opiera się na dwóch parametrach, które powinniśmy wziąć pod uwagę tj. rodzaj cery, ale również jej kondycja. To podwaliny do bardziej świadomej pielęgnacji opartej na obserwowaniu potrzeb cery. ”

Zaprosiłam więc Nourish London do mojej codziennej pielęgnacji!



Seria produktów, którą używam, została mi dobrana na podstawie opisu mojej cery. Przekazałam w skrócie, że mam ją mieszaną, ze skłonnością do problematycznej i przetłuszczającej się. I tak trafiła do mnie seria jabłkowa, ten jakże intrygujący oczyszczacz z jarmużem oraz produkty do zadań specjalnych, które można wykorzystywać uniwersalnie, do zabiegów nieco bardziej sporadycznych niż codzienna pielęgnacja.

W skład serii Balance wchodzą pięknie i rześko pachnące zielonym jabłkiem – Krem nawilżający do skóry mieszanej i tłustej, Odżywcze serum peptydowe do skóry mieszanej i tłustej oraz Tonizująca mgiełka przywracająca równowagę do skóry mieszanej i tłustej. I powiem Wam, że jeżeli poszukujecie kosmetyków o działaniu natychmiastowym, to właśnie je znaleźliście! Zaczęłam bowiem właśnie od tych produktów i od emulsji z jarmużem, o której później. Pewnego spokojnego wieczora, po prysznicu, którego bardzo potrzebowałam, a który dodał mi energii, po oczyszczeniu twarzy, po wczytaniu się w opisy kosmetyków. Spryskałam twarz tonikiem, wklepałam serum, które po chwili zniknęło, a potem nieco kremu. Sam krem należy do tych nieco bardziej treściwych i potrzebujemy chwilę go wklepywać, aby się ładnie wchłonął. Wiem jednak z doświadczenia, że moja cera właśnie takiej konsystencji często potrzebuje, a nie, wbrew pozorom, leciutkich nawilżaczy, które szybko znikają.

I wtedy to poczułam. To coś. Skóra stała się tak cudownie elastyczna, sprężysta, jakby wstrzelono w nią energię. I choć to uczucie miękkości pojawia się także po innych kosmetykach, tylko tutaj mam aż tak duże wrażenie tej większej elastyczności. I wiecie co? Tak było do rana.



Serię Nourish Balance zawiera niezwykły kompleks witamin z grupy B: B3, B5, B6. Witamina B3 pobudza komórki i stymuluje produkcję lipidów, sprawiając tym samym, że skóra jest bardziej jędrna. Witamina B5 ma właściwości nawilżające, dzięki czemu skóra jest gładsza, witamina B6 z kolei jest niezbędna do właściwego działania komórek. W skład kosmetyków z serii Balance wchodzą także witamina C i witamina E, które są antyoksydantami i pomagają chronić, stanowiące budulec skóry, włókna kolagenowe i elastynowe przed szkodliwym wpływem wolnych rodników.

Może od razu wspomnę, że na stronie dystrybutora – Costasy, można dobrać sobie produkty i serie kosmetyków odpowiednie do cery normalnej, wrażliwej, mieszanej i tłustej oraz suchej, a także do kondycji skóry na przykład do cery zmęczonej i szarej, ogólnie osłabionej lub przetłuszczającej się. Wystarczy wybrać odpowiednią zakładkę, a potem wczytać się w opisy samych kosmetyków. Myślę, że na pewno też nie zaszkodzi po prostu wysłać mail z zapytaniem o dobór odpowiednich produktów.



Seria Balance, o zapachu, który bardzo mi się spodobał – mocno energetyzującym jabłku, trafiła w punkt w moje potrzeby. Uspokoiła skórę, która znowuż tego uspokojenia potrzebowała. Wyciszyła ją i ukoiła. Wyraźnie widać także jej działanie regulujące – skóra widocznie mniej się przetłuszcza. Jest odpowiednio nawilżona i odżywiona. A co ważne – w sam raz przygotowana pod makijaż mineralny, który, jak zapewne wiecie, jest wymagający.

I chyba nie byłoby tak dobrze, gdyby nie ten magiczny jarmuż! To chyba jedna z większych gwiazd marki, a jeśli nie, to stanowczo powinien się nią stać! Oczyszczająca emulsja z jarmużem 3D czyli zmieniająca kolor emulsja oczyszczająca, która usuwając zanieczyszczenia sprawia, że skóra jest zdrowsza i bardziej promienna. Kwas hialuronowy, probiotyki oraz wyciągi o właściwościach dotleniających działają w synergii, by dodać skórze energii poprzez usunięcie makijażu oraz zanieczyszczeń. Jarmuż oraz czarna fasola afrykańska z jednej strony oczyszczają z toksyn, z drugiej chronią skórę przed ich niekorzystnym wpływem. W efekcie cera wygląda młodziej, a oznaki starzenia są mniej widoczne.


Wiecie, jakie to fajne, że nakładam na twarz białą emulsję, masujemy nią skórę, a ona po chwili staje się… zielona!? Kosmetyczna magia! Zupełnie jednak magią nie jest, a doprawdy faktem, że jest to niezwykle przyzwoity kosmetyk myjący i oczyszczający skórę. Chwila takiego masowania, ochy i achy nad zmieniającym się kolorem i mamy idealnie przygotowaną skórę do dalszych kroków pielęgnacyjny. Emulsja nie jest za rzadka, co niestety się zdarza. Jest wręcz gęsta i trzeba ją dokładnie zmyć, aby nie zostały nam zielone ślady. Mam jednak wrażenie, że to właśnie dzięki temu tak dobrze oczyszcza, bez pozostawiania uczucie napiętej, “gołej” skóry. Polecam!


A jeśli chcecie pozbyć się mocniejszego makijażu, to najlepiej sięgnąć po jeden z tych produktów, określanych jako “do zabiegów”! Po Wielozadaniowy balsam z antyoksydantami! Jest to lekkie masło, a dokładniej mieszanina odżywczych olejków, które ma stałą formę, ale po dosłownie chwili staje się miękkie, łatwo się rozprowadza. Ma przyjemny, ziołowy aromat naturalnych olejków eterycznych i jest naprawdę uniwersalne. Osobiście najbardziej polecam używać go właśnie jako balsam oczyszczający, którym masujemy skórę, ściągając z niej wszelkie zanieczyszczenia, a potem zmywamy całość ciepłą wodą i dołączoną do opakowania chusteczką z organicznej bawełny. Jest to dla mnie najlepszy sposób na demakijaż po powrocie do domu, kiedy jeszcze nie przygotowujemy skóry na noc. Po takim zabiegu cera jest mięciutka, gładka i nie wymaga już żadnego innego smarowidła.



Na koniec dwa równie ciekawe produkty. Moim ulubieńcem stała się Regenerująca maska probiotyczna z minerałami. Jej kluczowymi składnikami są drożdże probiotyczne, a dokładniej minerały powstałe w procesie ich fermentacji, które fantastycznie wspomagają procesy regeneracji skóry. Ze względu na właściwości kojące, wchodzący w skład maski magnez jest niezastąpiony przy stanach zapalnych skóry, tj. trądzik pospolity i trądzik różowaty, pomaga neutralizować negatywny wpływ jaki zanieczyszczenie środowiska może mieć na skórę oraz przywraca równowagę procesowi produkcji sebum. Pozostałe minerały, które znajdują się w masce to: cynk (właściwości regeneracyjne), miedź (wspomaga produkcję kolagenu oraz naprawcze procesy komórkowe) oraz żelazo (właściwości dotleniające).

A poza tym maska ma wspaniały zapach świeżej lawendy! Czyli wszystko to, co lubię – działanie w kierunku poprawy mojego typu cery i jeden z ulubionych zapachów. Ma konsystencję kremu i można ją nakładać jak maseczkę – zmywając po niedługim czasie wodą lub wklepując w twarz jako krem na noc. W obu przypadkach – świetna!



Nie mogę pominąć ostatniej gwiazdki – leciutkiego Przeciwzmarszczkowego serum arganowego. Naturalnie pobudza produkcję kolagenu, spowalniając w ten sposób procesy starzenia się skóry. Składniki wchodzące w skład serum przeciwdziałają powstawaniu zmarszczek poprzez wzmacnianie włókien proteinowych tworzących strukturę skóry. Serum neutralizuje szkodliwy wpływ wolnych rodników i redukuje zaczerwienienia oraz widoczność blizn powstałych w wyniku ran, trądziku, wyprysków i łuszczycy. Zapobiega odwodnieniu i przywraca skórze równowagę.

Jest to, moje drogie panie, kosmetyk, który po prostu trzeba mieć w pewnym wieku. W wieku, kiedy lata powoli dają o sobie znać. Trzeba go mieć, aby naturalnie, ale nienachalnie wspomagać skórę w walce z czasem. Aby ją uzbroić do tej walki. Dać jej siły i energię. Do stosowania codziennie wieczorem lub nieco bardziej sporadycznie, ale regularnie. Dla mnie – idealny zamiennik serum jabłkowego z serii Balance, tak dwa razy w tygodniu.



Mam nadzieję, że zaciekawiły Was same produkty Nourish. Muszę jeszcze dodać, że kosmetyki marki są ekologiczne, etyczne, wegańskie, posiadają certyfikat Soil Association i nie są testowane na zwierzętach. A twórczyni marki – dr Pauline Hili jest jedną z czołowych brytyjskich specjalistek w dziedzinie ekologicznej pielęgnacji. Opublikowała wiele prac naukowych i jest autorką książki „The Animicrobal Essential Oils”. Dr Hili należy do Soil Association Health and Beauty Standards Comittee oraz w 2009 została przyjęta do Królewskiego Towarzystwa Chemicznego. W 2012 dr Pauline stworzyła markę Nourish jako swoiste ukoronowanie swojej kariery eksperta w dziedzinie pielęgnacji skóry i kosmetologii.

Wszystkie produkty znajdziecie na stronie dystrybutora marki – Costasy. Bardzo polecam!


Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy z firmą Costasy.

3 x świąteczne przepisy z EVERYDAY FLAVOURS

Mam dla Was coś smaaaakowitego! Nowe smaki na Święta! Bo tradycje można tworzyć! Od początku. Lub dokładać do tych znajomych. Zachwyćcie więc rodzinę, zadziwcie przyjaciół lub po prostu – wypróbujcie te trzy gwiazdkowe dania, które wybrałam dla Was spośród najsmakowitszych pomysłów EVERYDAY FLAVOURS!

Ania, autorka EVERYDAY FLAVOURS prowadzi jednego z najpiękniejszych blogów kulinarnych w naszej blogosferze. Obawiam się, że stanowczo za mało znanego. Wszystkie swoje pomysły i przepisy potrafi przepięknie zilustrować na zdjęciach, które uważam, za jedne z lepszych fotografii kulinarnych, jakie do tej pory widziałam. Aż chce się jeść! I mają one ten ciepły, taki lekko retro, bardzo charakterystyczny klimat, który uwielbiam!

Dzisiaj mamy dla Was przepisy świąteczne, ale koniecznie zajrzyjcie na bloga Ani, bo aż prosi się tam o wypróbowanie cudnej urody tort migdałowy z gruszkami i tarta świętomarcińska! I doprawdy nie widzę przeciwskazań, aby i takie słodkości zrobić bliskim na Gwiazdkę!


Zajrzyjcie więc koniecznie na

>> EVERYDAY FLAVOURS  <<

Wracając jednak do świątecznych smaków, wybrałam Wam, jak już wspominałam, nieco ciekawsze pomysły niż te tradycyjne. Jestem jednak pewna, że idealnie wpiszą się w bożonarodzeniowa atmosferę!



JABŁKA ZAPIEKANE Z PIERNIKAMI, BOCZKIEM, PORZECZKAMI I ZIOŁAMI


Składniki / 7 sztuk

  • 7 średnich jabłek
  • 150 g wędzonego boczku
  • 1 średnia cebula
  • 1 spory ząbek czosnku
  • 100 g świeżej lub mrożonej porzeczki
  • 6 pierników Katarzynek
  • pęczek świeżych ziół (użyłam mieszanki rozmarynu, szałwii oraz majeranku)
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • sól pieprz

Piekarnik nagrzać na 190 stopni C. W międzyczasie odkroić górę jabłek (część z ogonkiem) i odłożyć na bok. Środki jabłek wydrążyć tworząc miejsce na nadzienie, uważając aby nie przerwać skórki. Wydrążoną część jabłek odłożyć. Na suchej patelni podgrzać boczek pokrojony w kostkę. Gdy tłuszcz się wytopi dorzucić posiekaną w piórka cebulę. Smażyć aż cebula się zeszkli po czym na patelnie dołożyć pokrojony czosnek, obraną porzeczkę, garść wydrążonych środków jabłek oraz posiekane zioła. Całość smażyć. Pierniki umieścić w malakserze i przerobić je na grubsze okruchy po czym umieścić je również na patelni. Nadzienie jeszcze chwilę smażyć aż wszystkie składniki się połączą. Na koniec doprawić octem balsamicznym, solą i pieprzem. Wszystkie jabłka nadziać, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do nagrzanego piekarnika. Zapiekać około 25-30 minut aż jabłka zmiękną i się zrumienią.




BOCZNIAKI PO KASZUBSKU


Przepis ze zmianami i zdjęciami Ani, oryginalnie z JADŁONOMII

Składniki:

  • 500 g boczniaków olej do smażenia
  • 1 cebula
  • 6 suszonych śliwek dwie
  • garście rodzynek
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 1/2 łyżeczka ostrej wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka soli
  • dużo mielonego pieprzu
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2-3 łyżki octu
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżeczka gorczycy
  • szczypta cynamonu
  • 1 czubata łyżeczka majeranku
  • 1/2 szklanki wody
  • 2-3 łyżki oleju lnianego (użyłam rzepakowego)
  • 2 ogórki kiszone
  • sól

Porządny chlust oleju rozgrzej na dużej patelni. Wrzuć pokrojone na paski boczniaki i smaż na dużym ogniu na rumiano. Usmażone boczniaki odsącz na talerzu wyłożonym papierem kuchennym. Cebulę pokrój w piórka i umieść na rozgrzanej patelni, dorzuć do niej pokrojone w paski śliwki oraz rodzynki. Chwilę smaż po czym na patelnie dołóż także liść laurowy, ziele angielskie, paprykę  oraz sól i pieprz. Całość smaż, aż cebula zmięknie po czym dodaj koncentrat, ocet, sos sojowy, gorczycę, cynamon, majeranek oraz wodę. Wszystko razem duś kilka minut po czym dorzuć usmażone wcześniej boczniaki. Daj całości jeszcze chwilę po czym, wyłącz ogień i odstaw do delikatnego przestygnięcia. Na koniec wymieszaj całość z pokrojonymi w kostkę ogórkami i olejem. Przełóż do słoika i wstaw do lodówki lub zjadaj od razu.




KRUCHE CIASTKA Z MAKOWYM NADZIENIEM


Składniki / 12 sztuk

CIASTO

  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g zimnego masła
  • 50 g drobnego cukru szczypta soli około
  • 40-50 ml wody (radzę wlewać po trochu i wyrabiać )

  • masa makowa np. z TEGO przepisu
  • rozkłócone z odrobioną mleka żółtko

Mąkę razem z cukrem pudrem oraz masłem pokrojonym w kostkę zagnieść dodając sól. Ciasto zawinąć w folię spożywczą i na 1 godzinę umieścić w lodówce. Po tym czasie ciasto rozwałkować,powykrawać z niego koła, wyłożyć na nie nadzienie, umieścić patyczek do lodów, a następnie przykryć kawałkiem ciasta wykrojonym we wzory lub kratką wykonaną z pasków ciasta. Piekarnik nagrzać na 190 stopni C. Ciasto wstawić do lodówki na czas nagrzewania piekarnika. Po wyjęciu z lodówki górę ciasta posmarować rozkłóconym z mlekiem jajkiem. Gdy piekarnik osiągnie pożądaną temperaturę, schłodzone ciasto wstawić do środka i piec około 25-30 minut, do zrumienienia.


Bardzo dziękuję Ani za przemiły wpis gościnny i inspirujące przepisy!

Facebook