Zauroczona: Męska rzecz – Craftsman Soap Co.

Męska rzecz, która zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia! Craftsman Soap Co. – młoda marka ze Stanów, której właścicielem jest facet i która oferuje naturalne kosmetyki dla facetów. Ale jakie! Boskie! 
Całość jest bardzo spójna, przejrzysta i z góry wiadomo do kogo adresowana. Podoba mi się szorstka atmosfera amerykańskich traperów, bijąca z każdego produktu. Uwielbiam tą zaplanowaną niedbałość, sposób przedstawienia oferty i myśl przewodnią.
Polecam Wam przyjrzenie się choć kilku kosmetykom z bliska, czyli mały wgląd w składy i opisy na Etsy. Proste, czyste, nieskomplikowane. Szczególnie do gustu przypadł mi Bay Rum Aftershave, mydła piwne, olejek chmielowy i mydełka Rough Stuff z węglem i pumeksem. I nawet mamy tu specjalne balsamy do męskich ust!
Już czaję się na jakiś prezent dla męża 🙂
Polecam Wam zajrzeć do Craftsman Soap Co.

I mykam na kilka dni z dala od internetu 🙂 Życzę Wam cudownego długiego weekendu!

Pomysł wakacyjno-kwiatowy z prezentem dla Was

Zbliża się długi weekend. Spadające gwiazdy, grające świerszcze, dym z ogniska. Nareszcie! Cieszę się bardzo, bo postanowiliśmy potraktować go jako tegoroczne wakacje (nigdzie w tym roku nie wyjeżdżamy w lecie). Zacznie się więc już w środę wieczorkiem i potrwa kilka dni. Wybieramy się do małego drewnianego domku pod lasem, gdzie odwiedzą nas przyjaciele. Trzeba więc zadbać o nastrój! Spakowałam już świece z Green Dragonfly i obmyśliłam pomysł probówkowy!
Otóż… porozwieszam je po prostu w ogrodzie, przy stole i powkładam do nich kwiaty. Nic wielkiego. Nic specjalnego, a atmosfera od razu stanie się bardziej magiczna! Kwiaty dodatkowo można pokropić olejkami eterycznymi, aby zapach unosił się w powietrzu. Odrobina lawendy czy bergamotki pomoże się zrelaksować i… odstraszy komary!
Ale, ale! Chętnie pięć probóweczek odstąpię! Mają przymocowane wstążki do zawieszenia i są bardzo uniwersalne (pamiętacie TEN post?).
Jeśli więc macie ochotę przygarnąć zestaw probówkowy, dajcie mi proszę znać w komentarzu do końca niedzieli 17.08.2014. 
W przyszłym tygodniu wylosuję zwycięzce, na którego zgłoszenie będę czekała 10 dni. Wysyłka tylko w kraju. Zapraszam!

A to tak na koniec 🙂 Całusek tatusiowy 🙂

Po-Weekendowe Cuda no88 + wyniki pachnidełek

Umarłam! I totalnie zakochałam się w lampkach w kształcie grzybków! Gdyby tylko były osiągalne, poustawiałbym je w całym domu i zapalała wieczorem. Już czuję ten magiczny klimat! Projekt Yukio Takano (1).
 Świetny pomysł na kiełkownicę! Podoba mi się, nawet pomimo tego, że wydaje się być mało praktyczny, bo pewnie ciężko po roślinki sięgać. A jak to umyć? 🙂 Projekt Kristyna Pojerova / krikri.cz (2).
Jaką niesamowitą atmosferę mają te wnętrza! Czyste, przestrzenne, proste. A tak zachęcają, zapraszają… Już od samego patrzenia czuję się bardziej zrelaksowana! Sean Litchfield (3).
Dwa genialne, owocowe, letnie pomysły  Kelly ze Studio DIY – na imprezowe kapelusiki (4) oraz bajeczne parasole (5). Do zrobienia!
Tak samo jak kubki maźnięte farbą! No może nie farbą, bo… lakierem do paznokci! Zobaczcie koniecznie – Poppytalk (6), autorstwa Caitlin z The Merrythought.
Mech na ściany! Mech na krzesła! Miękki, miły i ciepły! Bo nie prawdziwy, a włóczkowy. Pomysł cudowny! (7) Z Gobelenchi/ Etsy 
Kolejny pomysł na sukulenty! Wkładamy je do klatki na ptaki. Bez ptaków oczywiście. Znacznie lepiej się w niej sprawdzą! Z Craftberry Bush (8).
Ogromnie spodobał mi się ten zestaw do przystawek DUKI (9). Pasowałby do tych wnętrz powyżej 🙂
Pamiętacie post o Hani Sobkowskiej? Miałam tam dla Was zestaw pachnidełek! Miło mi poinformować, że powędruje on do….
Manufaktury Pomysłów! 
Gratuluję i proszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl!  
Przypominam też i cieplutko zapraszam do konkursu Lili in the Garden, w związku z premiera naszej nowej strony www.LiliGarden.pl! Wystarczy udostępnić – wpadnijcie TUTAJ!

Tymczasem donoszę, że dojechała pierwsza z planowanych dostaw! Cudowne, magiczne kamyczki! Już kilka czeka na przygarnięcie w sklepie (www.LiliGarden.pl). Pozostałe będę sukcesywnie dokładała! Poniżej mała zajawka 🙂

W roli głównej: Phenomé Oil-Control Krem nawilżająco-regulujący

Kolejna gwiazda od Phenomé. I świeci równie mocno jak pozostałe! Dzisiaj w roli głównej zaprezentuje Wam się krem Oil-control, nawilżającao-regulujący zapobiegający niedoskonałościom skóry.

I faktycznie – to kolejny kosmetyk marki, który mogę z całego serca polecić. Jestem pewna, że zakochają się w tym kremie wszystkie osoby o tłustej, problematycznej i mieszanej cerze. Czemu? Po pierwsze jest bardzo, bardzo lekki. Ma konsystencję mleczka, lejącą się. Wchłania się od razu, ale nie znika ze skóry. Czuć, że w niej jest, że ją wypełnia, nawilża, odżywia. Niezwykle delikatnie sprawia, że staje się ona miękka i gładka.
Po drugie – krem działa! Pomimo swej lekkości, faktycznie oddziałuje na skórę. Reguluje, zapobiega nadmiernemu i szybkiemu tłuszczeniu, lekko matuje. Jest idealny na lato, na dzień. Nie obciąża, nie zapycha. Cera po jego użyciu, jest jakby muśnięta skuteczną pielęgnacją.
W składzie najdziemy cała masę dobra, pomagającego nam w walce z niedoskonałościami. Fazę wodną stanową dobroczynne hydrolaty z zielonej herbaty i cytryny. Mamy tu też, cytuję:  olejek szałwiowy (działa odkażająco, przeciwbakteryjnie), sok aloesowy (nawilża i chroni skórę), ekstrakty: z papai, ananasa (wykazują właściwości nawilżające i kondycjonujące, działają pobudzają do regeneracji), ekstrakt z wierzbownicy (działa przeciwbakteryjnie, zmniejsza wydzielanie łoju), ekstrakt z cedru (działa oczyszczająco), wyciąg z mięty pieprzowej (działa łagodząco, odświeżająco), ekstrakt z owoców maliny moroszka (wykazuje działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwutleniające), wyciąg z nagietka (działa nawilżająco, odbudowująco, gojąco), ekstrakty: z grejpfruta i skórki cytryny (pobudzają, odświeżają i tonizują). Samo dobro!
Markę już trochę znam i wiem, że jakość jej produktów zawsze jest wysoka. O opakowaniach już wielokrotnie pisałam – są proste, estetyczne, bardzo charakterystyczne. No – ładne i praktyczne. Zapach w tym wypadku mamy dosyć specyficznym, ziołowy. Nie drażni, ale kojarzy się z preparatami do skóry problematycznej. Tak, jakby szałwia mieszała się z cytryną.

Jesli borykacie się z tłustą skórą w lecie, spróbujcie koniecznie!

Krem z Phenomé

Do szafy sierpniowej

Sierpień to stanowczo najcudowniejszy miesiąc w roku! Sierpień to popołudnia i chłodnawe już wieczory, w ogrodzie, w domku na wsi, przy grillu, z przyjaciółmi, przy dużym stole drewnianym pod jodłami. Z ogniem w oddali, płomieniem świec na komary, chłodnym piwem, zapachem kwiatów i upadłych jabłek, ze spadającymi gwiazdami. 
Na sierpniowe wieczorne spotkania wymyśliłam sobie…

Czarna bluzka, Topshop / szara bluza z krótkim rękawkiem, Zalando / spodnie dresowe, H&M / biały top Topshop / spódnica brązowa, Zara / kwiecisty szal, Mohito / szare trampki, DeeZee / bluza z kapturem, Reserved / sukienka jeansowa, Reserved

Kobiety inspirują: Hania Sobkowska (z prezentem dla Was!)

Ile ja znam wspaniałych kobiet! Zbyt dużo ich poznałam, żeby nie przyszedł mi do głowy nowy cykl. Posty nie będą pojawiać się regularnie, nie mam na nie planu. Chciałabym, abyście jednak i Wy poznali niesamowite kobiety, które inspirują! Taki, po rozmowie z którymi, człowiek czuje, że dostał zastrzyk energii. Chce działać, iść przed siebie i marzyć.
Nigdy nie widziałam Hani Sobkowskiej na żywo. Próbowałam sobie dzisiaj przypomnieć, jak to się stało, że się poznałyśmy w internecie. No… nie pamiętam. Mamy po prostu dużo wspólnego – obie prowadzimy warsztaty kosmetyki, obie tworzymy coś nowego, własnego. Każda rozmowa z tą dziewczyną sprawia, że uśmiecham się potem jeszcze przez godzinę. Ma ona też jeden wspaniały dar – potrafi zaczarować światło. Wierzcie mi! A jeśli nie wierzycie, to wpadnijcie do niej, do Green Dragonfly i zobaczcie jej cudowne świece!
Poznajcie dzisiaj Hannę Sobkowską! Zainspirujcie się!
foto: Paulina Niebieszczańska „Adtrick”
Kim jesteś?
Jestem „inspirującą kreaturą”, ponieważ kreuję by inspirować .
A na poważnie – jestem trenerem rozwoju osobistego z artystyczną duszą –
projektuję i tworzę. Prowadzę własną firmę, która wzbija się na dwóch
skrzydłach. Jedno, to pracownia rozwoju osobistego – Synchronia, którą
założyłam, by wspierać innych w poznawaniu siebie samych i w odkrywaniu
własnych zasobów – wewnętrznego artysty. Drugie skrzydło, to inwestycja
we własny rozwój osobisty i moja pasja – pracownia świec z naturalnych wosków (Green Dragonfly).

Jak i kiedy odkryłaś, co chcesz tak naprawdę w życiu robić?
To,
że moją ważną potrzebą jest tworzenie w pewnym sensie „odkryłam” już
jak byłam dzieckiem. Używałam tego zasobu od zawsze, tylko nie byłam
jego świadoma. Po raz pierwszy świadomie pomyślałam „chcę coś sama
stworzyć i z tego żyć” po kilkunastu latach męczącej pracy w
korporacjach.
Zaczęłam wyobrażać sobie, że potrafię zrobić wiele rzeczy, które
inspirują innych i że jestem szczęśliwa, bo w moim życiu jest balans
pomiędzy tym co daję i tym, co otrzymuję w zamian i… Uwierzyłam, że to
zrobię! Robię więc.

Co Cię motywuje?
Działanie. Ono daje
mi napęd. Poprzez działanie rozumiem spełnianie swoich marzeń,
zamierzeń. Zbyt długie myślenie, zastanawianie się bez tak rozumianego
działania wprowadza bezwład i zabija moją kreatywność, przynosi apatię.
Jeśli działam, tworzę, prowadzę warsztaty, medytuję, spotykam się z
osobami, z którymi kontakt jest dla mnie istotny, czy też działam
pozostając sama ze sobą i niewiele robiąc – to przynosi mi radość. A
moim wyborem jest czerpać radość z życia :).

Co Cię inspiruje?
Jest niewiele rzeczy, które mnie nie inspirują, jedną z nich jest bieganie .
Najbliższe sedna będzie jak powiem, że inspiruje mnie NATURA – ważka
nad jeziorem, rydze w zagajniku, turkuć podjadek w moim ogrodzie,
koty… Inspirują mnie także ludzie, jako nieodłączna część NATURY, choć
czasem ze smutkiem patrzę jak się od niej odłączają. Generalnie
inspirują mnie rzeczy małe, proste, czasami są to 2 słowa, które ktoś
powie, czasami 2 sekundy zachwytu nad mandalą wykonaną przez kapiącą
wodę na zabłoconą podłogę w garażu. Piękno mnie inspiruje.

Co zaprzątało Ci głowę dzisiaj rano?
Czy iść pobiegać zamiast poćwiczyć jogę. Nie lubię biegać, jeździć na rowerze, w ogóle, jestem statyczna.
A organizm potrzebuje ruchu. Poszłam więc. Wyszłam na chwilę poza moją
strefę komfortu i jestem z siebie dumna! Hmm… Czyżbym doszła do tego, że
w bieganiu też jest odrobina inspiracji?

Czym się w życiu kierujesz?
Nie
warto tracić czasu na rzeczy, które Cię nie inspirują, bo może go
zabraknąć na to, co naprawdę kochasz…
Tę myśl powitałam w mojej głowie jakieś 8 lat temu. I wtedy się zaczęło,
zmiana, cała lawina zmian… Nieważne czy projektuję i tworzę świece,
czy prowadzę warsztaty rozwojowe, czy czasem dokonuję wyboru, by zrobić
coś co nie sprawia mi przyjemności – jednak robię to co chcę, co
wybieram i to przynosi radość. Jeśli opieram się na własnych wyborach,
biorę za nie odpowiedzialność, mam wrażenie, że dzieje się wszystko z
lekkością i jakby samoistnie.

  foto: Paulina Niebieszczańska „Adtrick”

Co robisz, kiedy tracisz zapał i chęci do działania?
Nic
specjalnego… Bo kiedy z tym walczę, zagłuszam, zagaduję czy maskuję w
jakikolwiek inny sposób – tracę szansę na usłyszenie siebie. Są czasem
dni, że płaczę, a fale bezradności i bezsensu przelewają się przeze mnie.
Odcinam się od świata, na ile mogę i znajduję spokojną przestrzeń dla
siebie. Pozwalam temu uczuciu smutku i otępienia rozgościć się we mnie.
Oddycham i obserwuję, jak przemieszcza się w moim ciele. Skąd przychodzi
i gdzie zmierza. Medytuję i to przynosi spokój. Zrozumienie – co we
mnie płacze – przychodzi samo, z czasem. Daję sobie czas. Czasem pomaga
mi bycie w kontakcie z osobą empatyczną, jak Mąż, czy Przyjaciele.
Rozmowa, pytania zadane przez te osoby też pozwalają mi spotkać się ze
sobą, znaleźć spokój i dystans. Pomaga mi też kontakt z Naturą.

Czego nauczyłaś się ostatnio?
Ostatnio?
Zaproponowałam sobie doświadczenie, które wydało mi się wówczas
bardziej ciekawe niż trudne… Postanowiłam zrobić coś, czego nigdy
jeszcze nie zrobiłam i po prostu spędziłam jeden pełen dzień pracujący
bez okularów czy soczewek na oczach. Moje – 2,75 nie wydawało mi się
druzgocące, wszak kiedyś miałam -5. Jednak doświadczenie okazało się
mocne. Na 2 dni po nim straciłam chęć do działania .
Ciężkie było to spotkanie z prawdziwą sobą – taką jaką jestem, wraz z
moim ograniczeniem. Ból głowy, oczu i inne dolegliwości fizyczne okazały
się drobiazgiem w porównaniu z bezradnością. Zobaczyłam wyraźnie,
wykonując wówczas codzienne czynności, jak wiele od siebie wymagam, jaka
jestem dla siebie surowa. A już myślałam, że kocham i akceptuję siebie w
każdym calu .
Takie doświadczenie wiele daje. Mnie uczy kolejnego kawałka akceptacji i
tolerancji – wobec siebie i mojej bezradności. Wkrótce zrobię to znowu,
żeby sprawdzić ile się nauczyłam.

 Dziękuję!

A teraz spójrzcie Kochani, jakie cuda od dzisiaj i mnie otaczają! Jakże one pachną! Raz jeszcze muszę Was odesłać na Green Dragonfly! Ale…

Ale mam też coś dla Was! Przepiękny zestaw sojowych pachnidełek o zapachu optymizmu (ten na zdjęciu poniżej!). 

Jeśli chcielibyście go przygarnąć, napiszcie mi o tym w komentarzu pod tym postem do końca niedzieli 10.08.2014. W przyszłym tygodniu wylosuję zwycięzcę i ogłoszę w jednym z postów.

Na adres będę czekała 10 dni od ogłoszenia wyników. Wysyłka na terenie Polski. Zapraszam! Są cudowne!

PS te kolorowe świece są częścią kolekcji recyklingowej Tuna – w puszkach tuńczykowych z ubrankiem z t-shirtów. Pomysł genialny! Aż chce się urządzić kolację na tarasie dla przyjaciół. Taką, wiecie, na luzie, kolorową, letnią…

Facebook