Po-Weekendowe Cuda no87

Ostatnimi czasy bardzo podobają mi się podobne ręcznie robione ozdoby na ścianę (1). I chyba nawet ściągnę w końcu sobie któryś z moich tamborków i powieszę coś podobnego! Instrukcja na Oh the lovely things, autorstwa Mariah z Everything Golden.
Przyznam bez bicia, że nie nosiłabym takich torebek, ale jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu, kreatywności i wykonania 🙂 Kwiaty wyglądają wprost magicznie! Z Pakamery – Filcant (2).
Kolejny pomysł na kwiaty! Zobaczcie koniecznie cudowne ilustracje, w których kwiaty mieszają się z akwarelami, autorstwa Malezyjki Limzy – LoveLimcy.blogspot.com (3).
Krążą ostatnio w internecie tacy sympatyczni amerykańscy panowie z kwiecistymi brodami. Bardzo mi się podoba panów dystans i poczucie humoru! No i sami panowie tacy fajni 🙂 Zobaczcie więcej na Daily Mail (4). A na zdjęciu Chris Brinlee Jr / zdjęcie Daniel Bruce Lee.
W misiu się zakochałam! Misia też chce na ścianę! Autorstwa Davies Babies z Society6 (5).
No i kolejne zakochanie… Ale przyznajcie, że obrazek jest wspaniały!! (6) z Congo studio, via Style Digger.
Przepiękne koszyki z materiału, tworzone przez Litwinkę – Monikę i dostępne na Etsy.  Z MUNIshop (7).
Widok z okna to ważna sprawa. A wspaniały widok z okna to doprawdy szczęście! Wpadnijcie na Pinterest do Cheryl D.D (8)., która zebrała całą masę pięknych widoków z okien! Powyżej mamy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Villefranche-sur-Mer, Provence-Alpes-Côte d’Azur, Francja;  Delaire Graff Lodges and Spa – Stellenbosch, Południowa Afryka; Oia, Santorini, Grecja i Stigen Gard, Undredal Peninsula, Norwegia.
Jestem całkowicie zauroczona pomysłem na książkę japońskiego designera Megumi Kajiwara, w której ilustracje tworzą się same przy pomocy światła. Jeśli tylko jego źródło będziemy lekko przesuwać i ilustracje ożyją. Cudowna miniaturowa gra cieni.  Zobaczcie więcej na Spoon & Tamagoo (9).
Jak zawsze zapraszam do Lili in the Garden. Bardzo teraz intensywnie pracujemy na stroną, a już wkrótce spodziewamy się całej masy nowości 🙂 Wierzcie mi – sama jestem ogromnie podekscytowania :D:D:D

W roli głównej: Żel do twarzy z papają Herbjove – mój hit lata!

Po moim ostatnim kremowym poleceniu, pojawiła się potrzeba zaprezentowania czegoś dla skóry tłustej. Otóż i mam coś fajnego! I to nie tylko dla tłustej, bo wierzę, że każda cera polubi naszą dzisiejszą gwiazdę – Żel do twarzy z papają Herbjove.
Pierwszy raz spotkałam się z marką Herbjove. Słyszeliście o niej? Dopiero raczkuje w Polsce! Przynosi nam gorące słońce i masę dobra z… Wysp Kanaryjskich! Producent ma siedzibę na Gran Canarii i już sam ten fakt działa na mnie bardzo pozytywnie. Całość opakowana jest w jasne, żółto-pomarańczowe kolory. Może nie specjalnie ładnie, ale wybaczam im to!
Nasza euforia wzrasta mocno, kiedy otworzymy już pojemniczek i zajrzymy do środka! Znajduje się tam krem-żel w pięknym pastelowym kolorze. Chciałoby się powiedzieć morelowym, ale powinnam chyba – papajowym 🙂 A zapach? Cudny! Dosyć intensywny, ale emanuje z niego beztroska wakacji. Czy to te Wyspy Kanaryjskie nie mogą mi wyjść z głowy? Pewnie jedno i drugie! W każdym razie żel pachnie obłędnie!
Oparty jest w głównej mierze na ekstrakcie z papai i aloesu. I jest to połączenie zaiste trafione! Papaja działa jak naturalny delikatny peeling enzymatyczny, dzięki zawartemu w niej enzymowi – papainie. Lekko rozjaśnia, spulchnia i wygładza. Na opakowaniu czytamy, że zawarta w owocu witamina A pomaga regenerować komórki i wzmacnia naczynia krwionośne. Do tego dodajmy łagodzące właściwości aloesu i niezwykle lekką żelową konsystencję. I tak powstaje idealny letni kosmetyk.
Bo na lato nadaje się on wspaniale. Szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej tłustej warstwy, jak to bywa w przypadku kremów. Zmęczona upałami i potem cera chłonie to kojące orzeźwienie. Buzia jest gładka, miękka i rozjaśniona. Niestety w przypadku mojej suchej miejscami skóry, sam żel nie zawsze wystarcza. Potrzebuje ona jeszcze dodatkowego nawilżenia. Czasami traktuję go więc jako bazę pod krem, a wieczorem zmienia się w łagodzące serum. Jedno jest pewne – uwielbiam go! I bardzo polecam!

Mój hit tego lata!

Mój żel pochodzi ze sklepu Longan / Aloes-kosmetyki.pl

10 wakacyjnych trików kosmetycznych

Mam dla Was 10 małych, malutkich trików wakacyjnych, które z pewnością Wam się przydadzą! Nic skomplikowanego, nic drogiego czy pracochłonnego, a poprawią i samopoczucie i wygląd!

Zabłyśnij tego lata! Dosłownie! Tuż po tym, jak weźmiesz prysznic, wmasuj w ciało swój ulubiony balsam! Pamiętaj jednak, aby wcześniej na dłoni dosypać do niego szczyptę rozświetlającej miki – pigmentu naturalnego! Całość wymieszaj dokładnie palcem i rozprowadź na ciele. Ważne, aby nie przesadzać z blaskiem, a jedynie delikatnie zabłyszczeć. Miki, które sama używam i polecam, znajdziecie w Kolorowka.com.
Uwielbiasz to, jak wyglądają Twoje włosy zaraz po wyjściu z kąpieli w morzu? Chciałabyś zatrzymać ten efekt na wieczorna randkę? Zrób koniecznie spray z wodą morską do włosów – sea salt spray! Zazwyczaj wystarczy jedynie zmieszać nieco wody z niewielką ilością soli. Polecam jednak podglądnięty niegdyś przepis – tutaj! Trzeba tylko pamiętać, że może on przesuszyć włosy. Należy więc się im potem dokładne mycie i nawilżająca maska.
Jest niezbędna każdego gorącego lata! Lekka mgiełka do ciała i włosów odświeża, chłodzi i koi. Najlepiej sprawdzają się tu wody kwiatowe – hydrolaty. Zazwyczaj cudownie pachną, więc gwarantują lekki efekt perfumujący. Łagodnie pielęgnują, nie wysuszają, tonizują, lekko ściągają i regulują. Są bezpieczne i niezwykle przyjemne. Szczególnie polecam różany, lawendowy, rumiankowy lub oczarowy. Przelejcie sobie nieco do małej buteleczki z atomizerem i zabierajcie do pracy lub na wycieczkę!

Latem nie ma co przesadzać z makijażem! Powinien być lekki i subtelny. Jeśli zależy Wam na subtelnym wyrównaniu kolorytu skóry, stwórzcie sobie własny ekspresowy krem BB! Do codziennej porcji porannego kremu nawilżającego dodajcie na dłoni odrobinę podkładu w płynie. Wymieszajcie palcem i rozsmarujcie na buzi. Podkład idealnie się rozprowadzi i na długo pozostanie na miejscu. A efekt będzie prawie niezauważalny!
Nie znam cudowniejszego letniego zapachu, który do tego jest całkowicie naturalny! Pamiętacie olej monoi? To macerat kwiatów gardeni tahitańskiej – tiare w oleju kokosowym. Pachnie zniewalająco! Cudownie! Idealnie nadaje się na letnie perfumy w kremie, które otulą całe ciało. Oleju (który ma konsystencję miękkiego masła) używaj jak balsamu do ciała. Najlepiej po kąpieli, na wilgotna skórę. Szybko się wchłania, a zapach z Tobą pozostanie! Sama używam tego z Blisko Natury.

Wielu osobom w lecie doskwiera pewna nieprzyjemna dolegliwość… Nasilone pocenie i odsłanianie większych partii ciała sprzyjają podrażnieniom związanym z ocieraniem się skóry o skórę. Zazwyczaj dzieje się tak po wewnętrznej stronie ud czy na przedramieniu. Aby zapewnić skórze matowy poślizg i wysuszyć ją w tych newralgicznych miejscach, sięgnij po… mąkę lub skrobię ziemniaczaną! Podziała jak naturalny delikatny talk. Wystarczy ją wklepać tam, gdzie czujecie dyskomfort, a wieczorem zmyć łagodnym mydełkiem. Przypominam też, że maka ziemniaczana doskonale zastępuje suchy szampon do włosów! Rozprowadzamy ją po włosach pędzelkiem do pudru lub bardzo delikatnie palcami. Włosy przeczesujemy i cieszymy się z efektu!

Mówi się, że masło kakaowe przyspiesza opalanie. Mówi się też, że wcale nie. Jedno jest pewne – skóra, którą pielęgnujemy masłem kakaowym z pewnością będzie odpowiednio nawilżona i odżywiona, a to tego lekko błyszcząca – jak to po natłuszczeniu. Z pewnością też może to opaleniźnie jedynie pomóc! Warto też wiedzieć, że niektóre oleje posiadają naturalne filtry przeciwsłoneczne. I tak – olej z pestek malin –  SPF 28-50, olej z pestek marchewki SPF 38-40, olej z kiełków pszenicy – SPF 20, a olej awokado – SPF 4-15. Wszystkie one doskonale sprawdzą się w codziennej pielęgnacji. Niestety nie polecam zaufać im w pełni. Ich działanie zależne jest od sposobu produkcji i indywidualnej przyswajalności skóry. W duecie z dobrym filtrem mineralnym sprawdzą się idealnie!

W wakacje daj odpocząć swoim rzęsom! Zamiast codziennie rano malować je tuszem, wetrzyj delikatnie opuszkami palców ulubiony olej. Polecam tu jojoba lub makadamia. Olejek je odżywi i sprawi, że będą silne i błyszczące. I równie mocno zalotne, jak po użyciu mascary!

Zajadasz się w wakacje sałatkami? Uwielbiasz owoce i warzywa? Nie zmarnuj żadnej szansy, aby mogły one odżywić i nawilżyć również Twoja skórę! Kiedy przygotowujesz sałatkę, czy to warzywną (np. z ogórków) czy owocową (zwłaszcza z owoców leśnych i ogrodowych), zrób z niej od razu maseczkę na twarz! Przetrzyj buzię świeżym ogórkiem lub w osobnej miseczce zmieszaj owoce z jogurtem i nałóż na twarz. Ciesz się darami lata w dwojaki sposób 🙂

Pora na herbatkę? Zwłaszcza, kiedy doskwierają Ci bolesne poparzenia słoneczne! Poza znanymi dobrze sposobami w postaci okładu z jogurtu lub żelu aloesowego, doskonale sprawdza się herbata! Teina w niej zawarta łagodzi poparzenia. Weź więc kąpiel, do której wlejesz kilka szklanek zaparzonej herbaty lub wsyp kilka łyżek suszu do wody. Do poparzonych miejsc możesz tez przykładać wystudzone namoczone torebki z herbatą.

Przydadzą się moje triki? A może macie własne? Podzielicie się?

Niestety mam dziecko

Post miał być dzisiaj zupełnie inny. Miały być wakacyjne triki kosmetyczne. I będą! Nie uciekną! Ale to jutro koniecznie na nie wpadnijcie!

Tymczasem muszę przyznać, że dopadło mnie dzisiaj jakieś takie większe zmęczenie, obniżka ciśnienia czy stres. Ciężko powiedzieć co dokładnie, ale zamiast pisania kosmetycznych porad wybrałam piwko i Seks w wielkim mieście, który ostatnio co chwilę puszczają na jednym z tych kanałów, których nie rozróżniam z nazwy – TV6, TV4 czy Puls któryś… Nie ważne. 
Donoszę uprzejmie i bez bicia, że serialu za dobrze nie znam. Nie oglądałam go wtedy, kiedy wszyscy go oglądali. Widziałam, i owszem kilka odcinków i nawet dwa filmy. I podobały mi się, bo to taki inny, magiczny, amerykański świat, lekka rozrywka, dużo kolorów i ładne ciuchy. Dopiero jednak teraz się wgłębiam i może troszkę bardziej dojrzale podchodzę do tematu. I muszę przyznać, że bohaterki, a w głównej mierze główna bohaterka, to wybitnie irytujące, wredne baby (no, może poza Charlotte), które mając około czterdziestki, zachowują się jak nastolatki. Tak, wiem, że w tym tkwi ich urok. Ale jednak…
Nie podoba mi się też ogólne nastawienie serialu do tematu dzieci. Zazwyczaj są dopustem boskim i złem koniecznym. Lub w ogóle ich nie ma. Dzisiaj, na przykład, Samantha powiedziała do Carrie coś w stylu: „wiesz, ile rzeczy można zrobić, nie mając dziecka?”. No wiem. Znacznie, znacznie więcej.
Niedawno brałam udział w półfinale konkursu Mocne strony kobiety magazynu Cosmopolitan. Opowiadałam już Wam, że każda uczestniczka odbywała rozmowę z jury, podczas której miała opowiedzieć o swoich mocnych stronach. Zastanawiałam się długo, o czym mówić. Ułożyłam sobie nawet w głowie plan, który zaczynał się mniej więcej od tego, że przede wszystkim jestem mamą. Cóż, taką mam córeczkę fajną, że chwalić się uwielbiam. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie wyszło zupełnie na opak. Pan psycholog tak mnie zakręcił, że po wymienieniu jako tako tego, czym się zajmuję, powiedziałam, że „niestety mam dziecko”… Chodziło mi o to, że nie poświęcam się w pełni mojej działalności, bo chcę być najlepszą mamą świata. A wyszło, jak wyszło. I tylko w powietrzu zawisło pytanie jury: niestety? Do teraz mnie to męczy.
Wiem ile więcej mogłabym dawać z siebie zawodowo, gdybym nie miała dziecka. Ile miałabym czasu. Tak… No, ale przecież też wiem doskonale, że wtedy najbardziej żałowałabym, że mamą nie jestem.
A jak Wy, drogie mamy kochane? Dajecie radę z czasem? Macie świadomość tego, ile mogłybyście zrobić, gdyby dzieci nie było? Czy wręcz przeciwnie?
PS Serial oglądać dalej lubię 🙂 A popołudniowe spacery z Różą uwielbiam!
PPS Poniżej – las i lato!

Post sponsorski – zaproszenie do ScandiShop.pl – cuda w stylu skandynawskim

Ogromnie się ucieszyłam, kiedy kilka miesięcy temu, zimą, przed świętami, otrzymałam mail od właścicieli sklepu ScandiShop.pl, w którym dziękowali za polecenie ich uroczego dzbanka w poście z inspiracjami gwiazdkowymi. Tak się komuś spodobał, że od razu go kupił. To są te najmilsze momenty blogowania.
Równie bardzo ucieszyłam się podejmując współpracę ze sklepem. Z największą przyjemnością pokażę Wam choć małą część jego oferty. Muszę bowiem przyznać, że mam ogromną słabość do tych wszystkich pięknych rzeczy w stylu skandynawskim. Uwielbiam je i marzę, aby kiedyś móc cały dom w nie wyposażyć.

Zacznijmy jednak od słówka o samym sklepie!  Jak właściciele sami piszą na stronie… „ScandiShop.pl to miejsce, które
powstało z inspiracji skandynawskim stylem wystroju wnętrz. To miejsce
dla ludzi, którzy cenią sobie piękno, a także funkcjonalność
przedmiotów. Proponujemy Wam rzeczy, które sami chcielibyśmy mieć w
swoim domu. Chcemy, aby oferowane przez nas przedmioty sprawiały, że
Świat jest piękniejszy :)” 
Magda i Paweł sklep prowadzą od prawie roku i
cały czas pracują nad jego asortymentem i funkcjonalnością. W ciągu
roku zwiększyli liczbę rzeczy w swojej ofercie ponad 5-krotnie. Jest w czym przebierać! Znajdziecie u nich takie marki jak IB Laursen,
Bloomingville, Miss Etoile, Krasilnikoff i wiele, wiele innych. Z tego
co udało mi się dowiedzieć, po intensywnym rozwoju kategorii Kuchnia, w
wakacje biorą na tapetę rzeczy związane z oświetleniem, więc
przygotujcie się na lampki, lampy i inne świecące cuda!
Ach… i jak
mi udało się dowiedzieć, właścicielom układa się nie tylko w biznesie,
ale także w życiu prywatnym. Od miesiąca są zaręczeniu 🙂

Wracając do sklepu – miałam wybrać kilka rzeczy i Wam zaprezentować. Łatwo nie było… Mi się tam po prostu podoba wszystko. Zrobiłam Więc mały subiektywny przegląd różnych marek. 

Na zdjęciu:

  1. Ręcznik kuchenny w trójkąty Bloomingville, cena: 32zł
  2. Poduszka w gwiazdki Scandi&Me, cena: 44zł
  3. Herbata w pięknej puszce Rose Chocolate Tea Tafelgut, cena: 52zł
  4. Waga retro miętowa Plint, cena: 119zł
  5. Talerz 21cm Retro Sagaform, cena: 32,90zł
  6. Urocza Filiżanka z oczami Miss Etoile, cena: 55zł
  7. Kosz na pranie w trójkąty House Doctor, cena: 68zł
  8. Naczynie żaroodporne na tartę z przepisem! Takie 2w1 🙂 Sagafor, cena: 119,90zł 
  9. Miętowy kubek w groszki Krasilnikoff, cena: 19zł

ScandiShop.pl zaprasza Was Kochani!

Po-Weekendowe Cuda no86

Mam wrażenie, że dzisiejsze cuda są bardzo wakacyjne 🙂 
Zaczynamy od cudownego obrazka do pokoju każdego małego i większego odkrywcy! Sama z największą przyjemnością taki powiesiłabym na ścianie! (1) z Lay Baby Lay.
Niesamowite zmywalne tatuaże prosto ze starych botanicznych rycin! Ideale na lato, dla nieco zwariowanych romantycznych dziewczyn! (2) z Pepper Ink.
To wnętrze zauroczyło mnie jak rzadko które! Wpadnijcie koniecznie do Sköna hem (3) i zobaczcie pozostałe zdjęcia! 
Wspaniała, słodka, zabawna ceramika! Zakochałam się bez pamięci! Z Barruntando (4).
Prosty sposób na stworzenie własnych zapachowych świec sojowych. Żeby tylko takie pojemniczki ładne mieć.. 🙂 Z Paper & Stitch (5).
Do tej pory nie wiedziałam o istnieniu wiszących łóżek… Od tej pory marzę o takim jednym na mojej przyszłej werandzie! Wyobrażacie sobie te popołudnia z książką lub gazetką? Mmmm… 🙂 Z (6).
Na takim łóżku można też podjadać popcorn prosto z papierowych pudełeczek, które pobierzecie i wydrukujecie z Design Eat Repeat (7)
Albo można spisywać najskrytsze pragnienia w tych boskich notatnikach Ja Cie Broszę (8)
Rozmarzyłam się 🙂
Na koniec zapraszam jak zwykle do Lili in the Garden. Zdradzę też, że już się dla nas robią kolejne cudowności w sercu Indii!

Facebook